seahowk
29.08.07, 11:21
Ekrany zakute w wandaloodporne skrzynie pokazują, o której godzinie
powinny przyjechać autobusy miejskie. Czy na pewno przyjadą? Tego
rozkład jeszcze nie wie
Na razie elektroniczne rozkłady pokazują kursy zaplanowane za
biurkiem w Miejskiego Zakładu Komunikacji w Koszalinie. Ale
informatycy pracują nad tym, by uwzględniały ew. korki i awarie.
- Nasze autobusy już są wyposażone w system GPRS, ale póki co służy
on tylko do monitowania pojazdów - wyjaśnia Jerzy Banasiak, rzecznik
MZK. - Pracujemy jednak nad sprzężeniem systemów, by w razie
odstępstw od rozkładu na ekranie pojawiały się rzeczywiste
informacje.
Elektroniczne rozkłady to nowość w Polsce. Ale nie w Europie. System
zakupiony przez koszaliński MZK pochodzi z Helsinek. W Koszalinie
pierwszy ekran uruchomiono w piątek po południu, w samym centrum
miasta, przy ratuszu. Drugi przy dworcu kolejowym. Kolejne trzy
czekają na instalację.
Działają podobnie jak tablice informacyjne na lotniskach czy
dworcach kolejowych. Na elektronicznej liście wyświetlane są kolejne
kursy autobusów, które mają z danego przystanku odjechać. Im krótszy
czas pozostał do odjazdu, tym autobus wyżej na liście. Informacja
zawiera: godzinę odjazdu, nr linii, nazwę końcowego przystanku
(czyli kierunek jazdy) i nazwę przystanku na którym zamontowany jest
rozkład.
- Jeśli do odjazdu pozostało mniej niż trzy minuty, informacja
zaczyna migać - mówi Banasiak. - Jak dowodzą Finowie, od których
kupiliśmy system, przynosi to efekty marketingowe. Jeśli ludzie
przechodząc obok przystanku, zauważą, że za chwilę odjedzie autobus
w kierunku, w którym zmierzają, zatrzymują się i czekają, żeby
skorzystać z dojazdu.
Z przystanków nie znikną dotychczasowe, papierowe, rozkłady.
Potrzebne są tym, którzy chcą spisać rozkład na cały dzień czy
zaplanować wyjazd o określonej godzinie.
Każdy elektroniczny rozkład kosztował 6 tys. zł. Cena zawiera koszty
oprogramowania i serwisu. Ekrany zamontowane są w metalowych
skrzynkach. Z przodu wyposażono je w trudno tłukące się szyby
pancerne, a dodatkowo między szybą a ekranem umieszczono
przezroczysty wypełniacz, który zamortyzuje uderzenie, gdy jakiemuś
wyjątkowo upartemu chuliganowi uda się rozbić szkło.
W Helsinkach takich dodatkowych zabezpieczeń nie ma. To już polski
wynalazek. Żeby uchronić wyświetlacze przed naszymi wandalami, MZK
zdecydowało się dać zlecenie firmie produkującej m.in. obudowy do
bankomatów.
Źródło: Gazeta Wyborcza Szczecin