seahowk
15.01.08, 12:24
Czy uznana za najbardziej skorumpowany klub piłkarski w kraju Arka
Gdynia słusznie dostała od prezydenta Wojciecha Szczurka 200 tys. zł
nagrody za promocję miasta w 2007 r.? Już raz Gdynia zapłaciła Arce
za taką usługę - milion złotych za dwa sezony
fot. Wojciech Strozyk / AG
Prezydent Gdyni Wojciech Szczurek
ZOBACZ TAKŻE
Nasz komentarz (14-01-08, 22:00)
Przed tygodniem podczas Gdyńskiej Gali Sportu prezydent Szczurek
wręczył czterem zespołom czeki po 200 tys. zł. W redakcji "Gazety"
rozdzwoniły się telefony od czytelników, którzy sprzeciwiają się
wspieraniu uwikłanej w aferę korupcyjną Arki.
Klub od lat jest sportowym oczkiem w głowie władz miasta. Połączenie
sił możnego sponsora, jakim jest Prokom Software, z politycznym
wsparciem Wojciecha Szczurka miało ulokować zespół na szczycie
ekstraklasy. Wielkie pieniądze i nie mniejsze ambicje spowodowały,
że sport przestał się liczyć. Ważne stały się tylko zwycięstwa i to
za wszelką cenę. Efekty przyszły szybko. Po 23 latach gry w niższych
ligach Arka w 2005 r. awansowała do ekstraklasy.
Na fali tych sukcesów Gdynia zawarła z Arką umowę na promocję miasta
w sezonach piłkarskich 2006/2007 i 2007/2008. W zamian za milion
złotych z miejskiej kasy klub umieszcza reklamy Gdyni na bandach,
billboardach, koszulkach, stronie internetowej, itp.
Umowę zawarto w czasie, gdy klubem kierował Jacek Milewski - szef
komisji rewizyjnej gdyńskiej rady miasta. Stało się to, zanim na jaw
wyszły informacje o korupcji w polskiej piłce nożnej. Wrocławscy
prokuratorzy ustalili potem, że klubem, który ustawił największą
liczbę spotkań ze wszystkich zespołów, była Arka. Od jesieni 2003 r.
do wiosny 2005 r. miało się to zdarzyć w blisko 30 spotkaniach I i
II ligi.
Kłopoty zaczęły się pod koniec 2006 r., a w 2007 r. osiągnęły
apogeum. Do aresztu trafił wiceprezes, dyrektor sportowy, trener,
kierownik drużyny i sekretarka oraz prezes Milewski oskarżony o
kupowanie meczów. Informacje o korupcji w Arce Gdynia obiegły cały
kraj. Prezes nie przyznawał się do winy, miał poparcie klubu, który
wysyłał komunikaty, że jest niewinny, a śledczy popełnili błędy.
Koledzy Milewskiego z klubu Samorządność czekali aż cztery miesiące
z namawianiem go do rezygnacji z mandatu radnego. W marcu Milewski
ogłosił, że kierując się "dobrem samorządu", nie złoży ślubowania.
Koledzy zgodzili się, by mandat czekał na niego, aż się oczyści. W
październiku gotowy był jednak akt oskarżenia i prezes postanowił,
że jednak radnym nie będzie.
Proces trwa we Wrocławiu, nazwano go nawet "procesem Arki". Czy
Milewski działał na własną rękę, czy w porozumieniu z innymi
wpływowymi osobami? Czy miejskie pieniądze wykorzystano do
przestępstwa?
- Wie pan, ja się piłką w ogóle nie interesuję, nawet telewizora nie
mam - mówi Stanisław Szwabski, przewodniczący rady miasta Gdyni. - W
tych sprawach zdaję się na kolegów, którzy sportem się fascynują. Ja
się nie fascynuję, więc staram się cicho siedzieć.
PZPN zdegradował Arkę do drugiej ligi, co wywołało szereg protestów
klubu. Zespół nagrodzony za "promocję miasta" przekonywał, że stał
się ofiarą. Linia obrony upadła, gdy aresztowano Krzysztofa S.,
członka zarządu Arki za nakłanianie jednego ze świadków do składania
fałszywych zeznań.
Na koniec tego najczarniejszego roku w historii Arki prezydent Gdyni
Wojciech Szczurek nagrodził klub czekiem na 200 tys. zł. Dlaczego?
- Zdecydowanie krzywdzące dla klubu Arka jest łączenie historycznych
faktów z nowymi ludźmi, którzy działają teraz w klubie - mówi Joanna
Grajter, rzecznik prasowy Gdyni. - Arka została ukarana spadkiem,
zwolniono tamtych ludzi, a nowym trzeba pozwolić działać.
Wspieranie zespołu popiera nawet gdyńska opozycja. Radny Ireneusz
Bekisz z PO: - Ostatnio dużo się pisze o tej korupcji i że kupowanie
meczów było naganne. Ale zupełnie inną sprawą jest Arka, bo to
jedyny klub z Gdyni, który ma szansę na grę w ekstraklasie - uważa
Bekisz. - I trzeba mu pomagać.
Istotnie, wszystko wskazuje na to, że po usunięciu podejrzanych o
korupcję działaczy, Arka walczy fair. Sponsorzy zostali w klubie, a
piłkarze przy wsparciu kibiców chcą powalczyć o sportowe sukcesy.
Kłopot jednak w tym, że wciąż obowiązuje milionowa umowa sprzed lat
zobowiązująca Arkę do promocji Gdyni także w sezonie 2007/2008.
Dlaczego Gdynia płaci kolejne 200 tys. też na promocję?
- To będą pieniądze na realizację nowych celów, które zostaną
wkrótce określone - odpowiada Joanna Grajter.
Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto