doda-elektroda
12.09.08, 00:30
Od jakiegoś czasu działa na Wzgórzu sklep grecki. Podejrzewam
afiliacje ze środowiskiem lewicowych greckich emigrantów i akt tyleż
biznesowy, co hobbystyczny. Bo czy taki sklep może funkcjonować na
Wzgórzu? Tu są dwie kategorie klientów: emeryci (jak moja mama) i
menele (jak ja). Niszowy segment snobizujących yuppie jakoś nie
wpadł mi tu w oko. Przewiduję przepiękną katastrofę, jakiej nie
powstydziłby się Anthony Quinn.
Oczywiście będę jej przeciwdziałać ile starczy tchu. Nie dlatego, że
kocham ELAS. Owszem, urok greckiego forum politycznego, gdzie na
pustkowiach Krety wiatr pędzi pędy magnolii oraz idee marksizmu-
leninizmu, a cykady w rachitycznych oliwkowych gajach walczą o
lepsze z rykiem schlanych angielskich proli ma swój urok, to fakt,
ale w moim przypadku ważniejszy jest smak niedrelowanych oliwek i
butelek retsiny, na których nie ma słowa w łacińskim alfabecie. To o
wiele ważniejsze niż czas spędzony w tygrysówach PRL, nadzorowany
przez funkcjonariuszy o greckich nazwiskach. Ale obaawiam się, że
takich co za 2 kawałki sera i 2 butelki prostego wina chcą zapłacić
70 złotych na Wzgórzu jeszcze nie nadszedł.