Gość: PIJANY KSIĄŻĘ
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
13.09.09, 16:00
Williams wyraźnie puściły nerwy, tylko tyle i aż tyle.
Clijsters grała od początku bardzo porządny mecz, a niekiedy nawet
będąc w wyraźnej defensywie potrafiła skontrować skutecznie.
Williams nie była w stanie narzucić na stałe jej swojej gry i
dyktować warunki. W pierwszym secie po przegraniu swego podania
Amerykanka wyraźnie podniosła poziom agresji, przycisnęła i od razu
odrobiła. Nie była jednak w stanie takiej gry utrzymać na dłużej, a
seta przegrała sama nieco gamoniowato, proste piłki w siatkę.
Grzmotnięcie rakietą w kort, frustracja była ewidentna. Ostrzeżenie.
Miało to swoje konsekwencje na koniec. W secie drugim Serena była
dwa razy z przełamaniem z przodu, nieoczekiwanie nie potrafiła tego
utrzymać, a przy 4-6, 3-4 sama znalazła się w opałach i kilka break
pointów trzeba było bronić. To wyśmienicie zostało wybronione, potem
serwis pomógł, ale i to nie okazało się punktem zwrotnym dla niej.
Wreszcie ten cały śmieszny błąd stóp i robi się ze strony Amerykanki
4-6, 5-6 i 15-40. Williams wszczyna dziką awanturę, pyskuje
liniowej, jeszcze chwila, a byłoby morderstwo (zresztą po
zakończeniu pojedynku sędzina i tak szybciutko czmychnęła). Głupia
sprawa, ale nie ma rady, liczy się to za drugie wykroczenie i
przyznaje się punkt przeciwniczce, czyli Belgijce i w taki oto
niesmaczny sposób zawody są zakończone. Głupia historia, Amerykanka
nie umiała przegrać po ludzku, a dodatkowo odebrała część radości
Belgijce.
Drugi półfinał rozgrywano w tym samym czasie (to nawet lepiej, bo
nie było konieczności oglądania w całości tego "pasjonującego
spektaklu"). Jak należało się spodziewać i jak można było naocznie
stwierdzić w załączonym po meczu Williams-Clijsters kilku gemach
Wozniacki w swoim typowym grubo ciosanym stylu wygrała (na tablicy z
wynikami). Jeśli kogoś interesuje czysty tenis, a nie samo
kibicowanie konkretnej osobie, czy medialna otoczka, to trudno nie
mieć mieszanych odczuć względem tenisistki takiej jak Wozniacki.
Wickmayer w pocie czoła atakowała, atakowała i atakowała, a ściana
zwana Wozniacki dawała z powrotem na drugą stronę o nic więcej się
nie troszcząc i niech mnie kończy, jak zdoła. Wickmayer jak na
kobiecy tenis ma zupełnie dobry forehand, ale na defensywę Wozniacki
on często okazywał się niewystarczająco dobry, tym niemniej wiele
razy jednak dała radę skończyć, choć ponawiać trzeba było po kilka
razy. Wozniacki tradycyjnie czekała aż punkty za nią też zdobędzie
rywalka i jak zwykle ostatnio nic a nic się nie zawiodła, bo z 67
punktów Wozniacki w meczu, 40 z nich to czysta zasługa błędów
włąsnych Belgijki. Tylko w jednym meczu w tym turnieju (z Cirsteą)
Wozniacki więcej niż połowę swoich punktów zawdzięczała sobie (ja
juz nie mówię o tak zwanych winnerach, tylko w ogóle o punktach
zdobytych własnymi zasługami, a nie zwykłymi błędami rywalek). I to
ma być prawdziwie klasowa tenisistka i przyszłość tenisa? To ja
dziękuję. To jest skuteczne wynikowo, ale w wielu momentach
odrażające tenisowo. Wozniacki na pewno jest top atletycznie
przygotowana, jeszcze dwie godziny mogła by tak biegać i oddawać na
drugą stronę. Zasadniczo jej zasługi polegają na zupełnie dobrym
serwisie i trzymaniu piłki w korcie, resztę zrobią przeciwniczki. Są
jeszcze coraz lepsze jak się zdaje nerwy (cos jakby niech denerwują
się rywalki), tu doszło turniejowe szczęście i w losowaniu i w
gubieniu się mocnych rywalek i jest finał wielkoszlemowy. Jest to
oczywiście jej sukces i tak czy inaczej należą się jej gratulacje za
wynik, ale jej zasługi własne mogłyby być większe i o to rzecz cała
idzie, bo z czysto tenisowego punktu widzenia trudno o satysfakcję,
jak się oglada cos takiego.
Ale zagrała jednak w pokazanym fragmencie jedną top akcję. Chyba
przedostatni punkt meczu to był, jak mnie pamięć teraz nie myli,
wyśmienity backhand wzdłuż linii. Czyli jednak może i coś od siebie.
Dlaczego zatem nie częściej, okazje czasem są. Od razu by to lepiej
optycznie wyglądało, a tak to jest głupio, sama nic prawie nie
wygrywa, tylko czeka aż rywalka zepsuje, a że niełatwo Wozniacki tak
na raz skończyć i gra większości tenisistek jest mało urozmaicona,
więc z reguły psują. A gdy taka Kuznetsova akurat nie miała
specjalnych problemów z kończeniem Dunki, to akurat miała ciężki
problem z głową i w histerię i biegunkę błędów wpadła.
Do pełni tej szopki jakim jest ten turniej kobiecy brak jeszcze
tylko, żeby Clijsters miała w finale słaby dzień (a dotychczas w
turnieju nie miała) i będzie tak absurdalna mistrzyni wielkoszlemowa
jakiej tenisowy świat jeszcze nie widział, czego ja Państwu
osobiście nie życzę i niech już wygra wracająca Kim.