Gość: CUADRADO Y REDONDO
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
11.05.10, 16:40
Radwańska w znacznym stopniu sama sobie winna, że przegrała.
Ciekawy początek, kilka świetnie konstruowanych akcji, wykorzystanie
całego kortu, zastawianie pułapek i wychodzenie z nich było, kilka
solidnych przebieżek. Później Szwajcarka więcej omyłek miała
(niektóre zdecydowanie mało chwalebne), AR grała porządniej, szybko
opanowała wynik, pewnie wygrany set. Dalej powinno być z górki, a
nie było, bo AR po wygraniu seta zrobiła się nadmiernie pasywna i to
ją zgubiło. Schnyder nie dała się długo prosić, wyraźnie przejęła
inicjatywę w prowadzeniu gry, kręciła piłki po swojemu, zaczęła
Radwańską rozprowadzać, a jej egzekucja była coraz lepsza. Radwańska
zaczęła coraz częściej znajdować się w głębokiej defensywie i w
efekcie bardzo dużo musiała biegać. Wynik (do czasu) był znośny, ale
optycznie było coraz bardziej nietęgo, wyglądało, że AR nie bardzo
wie co chce tak naprawdę grać (na przykład: jakieś całkowicie bez
przygotowania ruszanie AR do siatki spotykało się z karcącymi
minięciami i parę innych kulawych taktycznie historii).
Niestety dla Radwańskiej, ale okazało się, że Schnyder po przegraniu
pierwszego seta nie odechciało się grać, a co gorsza nie chciało jej
się odechcieć grać nawet gdy po swoim słabszym gemie była 2-4 w
trzecim w plecy. I wtedy, że Schnyder zachowała głowę to raz było, a
dwa było, że Radwańska akurat "przeszła" wtedy samą siebie i zagrała
szczególnie fatalnie. Przy 5-4 dla PS jeszcze były nadzieje na
początku gema dla AR, potem kilka piłek meczowych i równowag było,
ale PS jednak nie wypuściła okazji ogrania rywalki z dziesiątki
rankingu i skończyło się 6-4.
Schnyder grała bardziej aktywny tenis, z każdym kolejnym setem
więcej wygrywała, rzadziej się myliła, a Radwańska coraz bardziej w
odwrocie na korcie była, szczególnie w trzecim secie (pomimo długo
korzystnego wyniku) i miała coraz większy problem by coś samej ugrać.
Niestety, ale ostatnimi czasy Radwańska nie ma się czym szczególnie
poszczycić: porażki we wczesnych fazach z Peer, Safarovą, teraz
Schnyder, wszystko w trzech setach, czyli chyba jest o czym myśleć).