Gość: CUADRADO Y REDONDO
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
27.10.10, 23:51
Zvonareva - Azarenka. Nudno nie było. Aza kilkakrotnie wyrywała do przodu, Zvo doganiała. Rosjanka nawet w pewnym momencie już już próbowała cholery w swoim dawnym stylu dostawać, ale jakoś ogarnęła się i zwalczyła pokusę. W tiebreaku Zvo odskoczyła na starcie i złapać się nie dała. W drugim secie znów Zvo goniła i znów końcówka dla niej. Waleczności obu pań odmówić nie można, widać było, że strata choćby jednego punktu wielką im przykrość sprawiała i nie szczędziły sobie niczego. W sumie moc była z nimi oraz dużo treściwego grania po kątach było, sporo świetnej gry w defensywie i Azarenka coraz chętniej i odważniej grająca przy siatce. Zvo jednak lepsza.
Clijsters - Jankovic. Pierwszy set łatwo dla Belgijki, w drugim Serbka zebrała się w sobie i wreszcie powalczyła przyzwoicie. Clijsters po dłuższej przerwie w graniu wyglądała całkiem niezgorzej (poza hurtownia podwójnych, rzecz jasna), choć Karol Eurosport Stopa lamentował ile wlezie. Więcej o Belgijce pewnie będzie wiadomo po kolejnym meczu.
Kulminacyjny punkt programu czyli Wozniacki - Stosur. Uprzejmosci na początek, 1-1. Potem Australijka nie bardzo ze sobą w porozumieniu była i w opałach się znalazła. Wygrzebała się jednak z dwóch break pointów, potem jeszcze raz to samo było i znów się Australijka utrzymała na powierzchni, ale na szczęście z czasem zaczęła się odnajdywać coraz lepiej. Wreszcie Dunka miała niewyraźny gem serwisowy, ze tak delikatnie to ujmę i set dla Stosur. W drugim rozochocona Stosur jeszcze agresywniej wsiadła na Dunkę, serwisowe armaty zostały wytoczone prawie w pełni, coraz też strzelała karcąco z forehandowego bicza, przeplatając to oczywiście backhandowymi wydmuszkami, ale co tam, skoro efekt naporu był widoczny. Żadnego babrania się, tylko sam konkret. Całe to nakręcanie i piorunowanie spowodowało, że Dunka mimo wysiłków zdecydowanie w defensywie się znalazła i kłopoty z odkuwaniem coraz większe były, a własny serwis pod presją. Przełamanie dla Australijki, jej poprawka własna i 4-1. Wreszcie 5-3 Stosur i jej serwis. Nerwy były, bo musiały i przed przełamaniem powrotnym nawet trzeba się było bronić, gdy Karusia podstępnie wzdłuż linii skontrowała (niesłychana zuchwałość to była) . Ale jednak Stosur głowy nie straciła i zmogła Karusię (hurra, hurra!). Świetne zwycięstwo Stosur. Niech ona jeszcze coś z tym backhandem zrobi (choć akurat w samej końcówce popisała się pierwszorzędnym). Wozniacki na koniec miała minę zdecydowanie nietęgą. O niczym to oczywiście jeszcze nie przesądza, bo każdy dzień to inne granie, ale zawsze to zrobiło się ciekawiej.
Kolejnego dnia zagrają: Stosur z Dementievą, Wozniacki ze Schiavone (może Franciszka znów coś wyczaruje) i Clijsters z Azarenką.