Gość: ft
IP: *.polsl.pl
21.03.11, 08:58
żelazna kondycja, bieganie, przebijamie (ze spinem, jak nakazuje Woźniacki Piotr) - oto przepis na sukces.
Rywale (lki) nie wytrzymują kondycyjnie i po kilometrach zafundowanych przebieżek nie są w stanie zagrać tego, co potrafią całkiem dobrze. Ledwo zipią, a tu kolejny i kolejny balonik ze spinem.
W życiu nie przypuszczałam, że będę kibicować Bartoli, której dziwaczne podrygi i dziwaczna technicznie gra jest wręcz śmieszna i głupawa. Wcale nie kibicowałam Francuzce przez "poprawność", że niby trzeba słabszemu. Tak się ułożyło, chociaż przed meczem byłam nastawiona pozytywnie do tenisa Dunki (przeciw Bartoli). Nic z tego nie wyszło, nie udało mi się, życzyłam wygranej Bartoli, zresztą publika też.
Oglądając Dunkę oczekiwałam, kiedy nie trafi w kort. Nie przez złośliwość, po prostu to było jakieś urozmaicenie (ew. atrakcje mogłam przeoczyć, oglądałam ok. 60 % meczu).
Taka gra Karolci przeważa - jak "wyrzeźbi" przewagę spinani długotrwałymi są wystawki do zabicia i to robi.
I co tu robić, jak się lubi tenis (ale nie taki). Czekać aż np. Ivanovic zacznie częściej grać jak w meczu z Jankovic ? szanse marne. Kim ma inne priorytety, tenis na planie drugim, Wiliamsy, Kuźniecowa, Petrowa wyeksploatowane długotrwałym graniem. Zmuszaić się do podziwiania, bo to skuteczne i nr 1 ??? Chyba przyjdzie odpuścić.