Gość: Luka
IP: 89.70.165.*
11.09.12, 13:26
Kiedyś musiał przyjść ten pierwszy raz i przyszedł, chociaż okres dojrzewania trwał długo.
Andy to niewątpliwie wielki talent i równie wielka rogata dusza. Zazwyczaj walczą w nim dwie natury, angielska flegma świadoma własnej wartości i wyższości, ze szkocką chytrą i krnąbrną zadziorą, co to jak się nie zabawi po swojemu, to się nie nasyci. Lendl i Olimpiada Londynie z którą ogromne oczekiwania wiązali Brytyjczycy, w równym stopniu niejako wymusiły wolę przewalczenia niskich pobudek Szkota, na rzecz bardziej zdyscyplinowanej postawy, co przyszło z niemałymi oporami i zapewniło tak bardzo oczekiwany, podwójny i zasłużony sukces. Nie wdając się bliżej w różne okoliczności, czas, poziom i przebieg zarówno półfinałów i finału, w moim odczuciu ten szlem nie zasłużył na najwyższy znak jakości, chociaż jak zwykle w USO pokazały się nowe, interesujące twarze i było kilka naprawdę ciekawych meczy