Gość: HOFKAPELLMEISTER
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
18.03.13, 18:49
Panowie Del Potro i Nadal zagrali kawał meczu, kto oglądał, na pewno nie żałuje. Dla Nadala zaczęło się aż za dobrze, prawie 4-0 już miał, aż tu nagle Del Potro się przebudził, przeciągnął, wyciągnął swoją forehandową maczugę z zanadrza, wywijać zaczął energicznie i zaraz inna rozmowa była i prędko równo było, a nawet coraz równiej dla Del Potro i w końcu i przełamanie na jego korzyść i set też. Pan Nadal w miarę upływu czasu peszył się wyraźnie tym nowym, a niespodziewanym obrotem sprawy, próbował się przeciwstawić, powstrzymać, coś tam jeszcze próbował, ale mylił się w sposób dla siebie niecharakterystyczny i nie raz i nie dwa mu się to zdarzyło. Pan Jan Marcin natomiast rozgrzewał się coraz bardziej, niemałą przyjemność znajdując w stanowczym i dotkliwym karceniu legendarnego już oponenta i to na różne sposoby, a nie na zasadzie łupnę i zobaczymy co dalej będzie. Żadnego łupnę nie było, ale treść konkretna była i wrażenie odpowiednie takoż. Na koniec seta Pan Rafał podjął jeszcze heroiczną próbę odrobienia straty przełamania, ale Argentyńczyk znalazł się w ostatniej akcji i subtelnie, acz stanowczo wybił mu to z głowy. Drugi set to zaraz przełamanie dla Del Potro, Nadal chce, a nie może i minę ma z gatunku niewyraźnych, a Del Potro i chce i może i minę ma tęgą. Nadala cholera brać trochę pomału zaczyna, gniewnie sapie, oczkamy wywraca, ale co najważniejsze wzmaga wysiłki, czyli raz jeszcze to jego nieprawdopodobne serce i wola walki. I wreszcie, wreszcie Pan Jan Marcin jakby kapkę się zmęczył tym swoim od dłuższego czasu po prostu wyśmienitym graniem i raz czy drugi coś tam gdzieś tam i już równo jest. Dwa razy Nadalowi nie trzeba było powtarzać, że sposobność odwrócenia losów meczu się trafia. I Nadal od razu radykalnie podniósł poziom, mylić się jak na zawołanie niemal przestał i dziką presję wywiera i zawija i teraz Pan Jan Marcin coraz częściej biegać musi, ciężej być mu zaczyna i w opałach go znajdujemy i koniec końców po równo w setach jest. I ciśnie dalej wściekle po prostu nieubłagany Nadal na początku trzeciego seta, ale jakoś Del Potro daje radę i utrzymuje się po morderczym gemie. Ale co się odwlecze, Nadal przełamuje rywala, bo gra coraz lepiej i lepiej, coraz agresywniej, coraz skuteczniej, a Argentyńczyka pomału, ale jednak siły zaczynają opuszczać, myli się wyraźnie częściej, pozycji coraz częściej nie jest w stanie utrzymać, ale wciąż walczy naprawdę świetnie i się odgryza. Panowie zdecydowanie nie żałują sobie, oj nie żałują. Dużo znakomitego tenisa, Nadal utrzymuje jednak i poziom swojej gry i przewagę przełamania, Del Potro broni kilku piłek meczowych, ale w końcu Nadal może sobie na plecki paść i świętować zwycięstwo.
Chyba nie bardzo wiele osób przypuszczało, że tak dobrze Nadalowi pójdzie w tym turnieju.
Pogłoski o przedwczesnej śmierci Nadala raz jeszcze okazały się mocno przesadzone. Zobaczymy co będzie dalej.
U pań Sharapova nie miała odrobiny miłosierdzia dla Wozniacki. Rosjanka grała świetnie, spokojnie i niebywale skutecznie. Na jej tle Wozniacki wyglądała fatalnie. Jak dla mnie to formuła pracy z ojcem się wyczerpała po prostu. Powinien się usunąć, on ją już tylko blokuje, ona coraz bardziej zestresowana jest na korcie i zagubiona. Czas jest na zmiany, a oni tracą czas. Czy też może ona jest tak oporna, że oni od rana do wieczora swoje: rób tak, graj tak, próbuj tak, nie dawaj jej tak, a ona: dobrze, dobrze, a potem na korcie i tak swoje? Fakt, że ona jest automat, ale żeby nic przeprogramować się nie dało? Zupełnie nic? Nie można tylko odbijać na drugą i liczyć w kółko na cuda. To się dość przykro nawet ogląda. Całkowita bezradność. Samo fizyczne przygotowanie to za mało, coś trzeba swojego zagrać, czymś próbować zaskoczyć. I w sumie jest niby dobrze, bo finał, ale tak naprawdę jest fatalnie, bo marne własne granie i zawstydzająco tęgie lanie. Bardzo jednostronny finał.