Forum Sport Tenis
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Refleksje w czasie i na czasie

    IP: *.dynamic.chello.pl 22.02.18, 19:09
    Pierwszy w 2018r WS niejako z marszu przysłonięty został Olimpiadą Zimowa, z której pięknych wspomnień w pamięci zostanie niewiele. Jeden Polski Król Stoch Wielki i Jego Drużyna, Norwegowie królujący w większości konkurencji z mega Królową Marit, jeszcze Ester Ledecka z Czech, która przyjechała po medal w snowboardzie, a już zdobyła złoty medal w narciarstwie alpejskim, startując w supergigancie, w dodatku na pożyczonych nartach. W tych wszystkich przypadkach i pewnie nie tylko, zawiera się magia olimpizmu.
    Bywają szlemy, wielkie szlemy, również naznaczone magią, chociażby jak AO sprzed roku, ale ten ostatni taki nie był.
    Trudno by tam szukać, znaleźć i wskazać chociaż jednego tenisisty, który mógłby o sobie powiedzieć, tak jak Karolina, mam wszystko by wygrać i jestem gotów wygrać tego Szlema, albo też zagrać wielki, epicki mecz. To jest ta wielka różnica między wielkimi szlemami.
    Wielka różnica jest też dla miłośników tenisa, zawsze oczekujących i wyczekujących czegoś wielkiego, nadzwyczajnego w czasie każdego wielkiego święta, jakim jest WS.
    Statystycznie dwudziesty szlem Rogera takim wyczynem niewątpliwie był, praktycznie łzy Mistrza nie były adekwatne do tego, co Mistrz zaprezentował, a nawet można powiedzieć, że niespecjalnie się w tym miejscu kojarzyły.
    Szczęśliwie prawdziwym blaskiem okrasiła tego Szlema płeć piękna, prezentując najwyższy poziom i największe emocje.
    Dla Karoliny, Simony, Andżeliki, Lauren Davis wielkie chapeau bas!
    Wszystkie wykazały wielkiego ducha i świetne przygotowanie. To duch sportu rodzi i wyzwala magnetyzm, którego kompletnie zabrakło u panów i którego tak niewiele doświadczamy na tej zimowej Olimpiadzie, która jeszcze trwa, a z którą już zdążył pożegnać się nestor komentatorstwa sportowego Włodzimierz Szaranowicz.
    Dostrzegł, że ginie duch sportu, odchodzi słowo, więc On, który żyje ze słowa, odchodzi razem z nim. Odchodzi też wiara, że kolejne Igrzyska będą dobre dla sportu.
    Podobne odczucia można odnieść do tenisa, chociaż tam jeszcze wiatr medali nie rozdaje, ale duch rodem z cyber świata już nad tym pracuje i wcale nie w kooperacji z siłami natury.
    Ducha sportu trzeba bronić za wszelką cenę, uważa Szaranowicz, tylko kto ma to robić ?
    Ikony odchodzą, nie ma już salonu w życiu, kulturze i sporcie, jest wrzask ulicy, nawet na trybunach tenisowych w Australii, jest żądza szybkiej konsumpcji, również wyniku sportowego, nawet z pomocą wiatru, zegara na korcie, toto lotek to atrakcja i ma dużą przyszłość w sporcie.
    W tenisie już mało komu zależy, by wygrywał najlepszy, poziom był wysoki, a wynik sprawiedliwy. W państwowej telewizji bryluje cuchnący zjełczałą wazeliną kibol, który zasrywa swoimi emocjami każdy mecz, a od święta angażuje się Celta, który nie jest zawodowcem, a wykazuje więcej profesjonalizmu, niż cała, razem wzięta reszta komentatorów tej i po części innych sportowych anten. Etyki dziennikarskiej też mogliby się uczyć od niego, bez mała wszyscy komentujący tenis w polskich stacjach.
    Tylko komu w głowie nauka, skoro tu nie trzeba być dobrym fachowcem, tylko swoim człowiekiem, najlepiej takim do zadań specjalnych, jakie wykonuje śmierdziel.
    Na szczęście główny obiekt zainteresowania śmierdziela, czyli nasza pańcia zalicza szybkie wyloty i tym sposobem w TVP Sport cuchnie rzadziej, częściej można posłuchać Celta, czy nawet dobrze zapowiadający się narybek w osobie Łuczaka.
    Jest wreszcie jakiś pożytek na rzecz tenisa za sprawą czeladniczki i to się ceni.
    Oby było więcej !
    Obserwuj wątek
      • Gość: Luka Re: Tak się porobiło ! IP: *.dynamic.chello.pl 04.03.18, 21:49
        Tenis na AO 2018 obronił się w możliwie najlepszym wydaniu.
        U pań wydanie było nadzwyczaj imponujące i w pełni satysfakcjonujące.
        U panów najlepsze wydanie z całą pewnością nie było imponujące i skromniutko satysfakcjonujące, nie wliczając fanów Feda i gawiedzi na trybunach, która dość rozpaśle i bezwzględnie manifestowała chęć konsumpcji historycznego wydarzenia, za które przecież zapłaciła.
        Do 1/16 było super ciekawie i atrakcyjnie, co mecz, to wykop jakiegoś Mistrza, albo pretendenta, przez młokosa, kwalifikanta, albo debiutanta.
        Ćwierćfinały już nie zadowalały, półfinały najgorsze, jakie pamiętam.
        Po drodze było nawet sporo świetnych meczów, z których niewiele, albo i nic nie wynikło pozytywnego, dla bilansu końcowego.
        Dlaczego tak marnie dzieje się w męskim tenisie i jak będzie wyglądała ta nowa era, w kontekście pierwszego w tym roku szlema, strach myśleć, pozostaje życzeniowa wyobraźnia.
        Można cieszyć się wysypem nuworyszy, bawić, nawet zachwycać spektakularnymi triumfami nad bogami i pretendentami do tytułu, w myśl zasady, skoro nie może być lepiej, niech będzie weselej. Tylko, co dalej, jak przestaje być wesoło i zaczyna wyglądać żałośnie.
        Można jeszcze przykryć wszystko Fasadą Pomnika tenisa i historią, która się zapisuje na naszych oczach, to fantastyczne i zachwycające dla wielbicieli historii personalnie wybiórczej. Tylko co, albo kto pozostaje wielbicielom tenisowej sztuki ?

        Na ten moment, na dzisiaj, pozostaje Del Potro, jego wyrafinowany tenis, zwieńczony sukcesem w Acapulco i tylko nadzieje, lokowane w różnych odmianach Mc Donaldów i zupełnie nie firmowych, ale potrafiących zachwycić grajków.
        Za chwilę tysiączniki, najciekawsze turnieje wiosny i ziemia, gdzie absolutnie wszystko jest otwarte i możliwe.
        Nie ma nawet faworytów, tak się porobiło, jak jeszcze nigdy nie było.
        • Gość: Prestiżowy Ekspert Re: Tak się porobiło ! IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 05.03.18, 19:08

          gdybyś uważniej czytał moje artykuły, to byś zrozumiał że gwiazdy się inaczej ułożyły w latach kiedy rodzili się rówieśnicy Janowicza, czy Goffina. natomiast dobrze się ułożyły w okolicach przesilenia milenijnego. dlatego dziś zaczynają się pokazywać ciekawe osobistości jak Jarry, czy Tiafoe, którzy lepiej grają od Djokovica czy Murraya.

          Del Potro jak większość zawodników w jego wieku i starszym zmusza się do gry na wyższym poziomie od czasu do czasu, ale zdecydowanie jest to wersja odpoczynkowa. ma szansę teraz sięgnąć nawet po nr.1 przy zdziadziałych Nadalach i Federerach, ale organizm nie będzie chciał się już w tym wieku mobilizować. chyba że kolejny mistrzu będzie inwestował w krioterapie i dietę bezglutenową i na tym swoje wyniki opierał.

          mieliśmy 3 szybkie turnieje i czołówka męczarnianego tenisa na nawierzchniach nadających się do przebijania i kontrowania nie ma nic w nich do powiedzenia.

          w tenisie męskim jest chociaż next gen. a w damskim jakie widzisz nowe nadzieje?


          chyba nie Svitolinę, Bellis, i Kasatkinę?



          • Gość: Luka Re: Tak się porobiło ! IP: *.dynamic.chello.pl 06.03.18, 01:17
            Delpo, Rafa, mają świadomość posiadanego, nieujawnionego jeszcze potencjału, więc robią wszystko, by go wydobyć, pokazać, spełnić się na maksa i chwała Im za to.
            Tiafoe, Jarry, paru innych, grają niewątpliwie o niebo ciekawszy tenis od Djokovica, Murraya, ale czy zasłużą na przychylność gwiazd, które utorują właściwymi osobami, szczęściem, drogę do największych sukcesów, nie jest pewne, na to trzeba czymś zasłużyć.
            Wielu nawet nie próbuje, Janowicz nie potrafił, wabiła i zabiła go autodestrukcja. Jak się jeszcze zetknął i wystąpił w deblu z pańcią, wiadomo było, że to nieuchronny początek końca, co od razu zapowiedziałem. Trefna energia, to pocałunek śmierci, trzeba spieprzać, byle szybko i dalej, jak Nawratilowa.

            Next Gen w szerokim wydaniu fascynuje, szczególnie najmłodsze zaplecze.
            Bez reszty zachwycił mnie 17 –letni Kanadyjczyk Felix Auger Aliassime.
            Bardzo młody, ale tenisowy cud natury, klękajcie Narody !

            Nadzieje w damskim, to bliższa i dalsza perspektywa. Garcia, panny K, czyli Kontaveitt, Kasatkina, która uczy się grać chytrze, Konta, Giorgi, Sabalenka, Fett, Abanda, Bellis, która potrafi znacznie więcej niż ostatnio pokazała, Sakkari, Osaka i jeszcze parę by się znalazło.

            • Gość: Prestiżowy Ekspert Re: Tak się porobiło ! IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 06.03.18, 16:20

              gdzie porównujesz Giorgi do tego całego motłoch co żeś tam powymieniał! Giorgi gra już 5 lat bez mała i nie jest to żadna nowa nadzieja, może oczywiście trochę ten swój ostry tenis wycyzelować na bardziej wstrzemięźliwe zagrania albo irytację opanować.

              Bellis i Kasatkina = Radwańska i Woźniacka. ale aktualna Radwańska i Woźniacka grają tenis bogatszy i bardziej wielowymiarowy niż ta amatorszczyzna. widzę że jednak powab do przebijania duży odczuwasz.

              Kontaveit, no tu można mówić o jakimś porównaniu do next gena, ale jedna osoba.

              Mladenowicz znana od wielu lat tak jak byśmy do next gen zaliczyli Thiema

              Garcia też już ma wiele lat gry w tenisa

              Konta to gorsza niż Davydenko chyba. zobacz jak sztywno się do piłek składa i nienaturalny skręt wyprawia

              Davis to już lepsza od Fett, Abanda to w ogóle co to za panna, Sabalenka ma plus za to że wściekle każdą piłkę uderza, ale zobacz jaka to surowizna

              Janowicz jest podobny trochę do Jarryego, tylko talentu tyle nie ma, no i oczywiście obcować z Gonzalezem Riosem czy Massu to dla niego rzecz niedostępna. Jarry na razie jest za mało charyzmatyczny, ale miejmy nadzieję że przebywanie w odpowiednim towarzystwie go natchnie do większych emanacji

              Sakkari to też przebijaczka zwykła

              zauważ że najlepsi tenisiści mają nazwiska zakończone na S/Z, I, A, oraz francusko brzmiące:

              Rios, Gonzalez, Sampras, Philippoussis, Kyrgios, Lopez, Tsitsipas, Baghdatis
              Arazi, Fognini, Volandri, Calleri, Agassi Nishikori, Jaziri, el Aynaoui, Squillari,
              Coria, Tsonga, Puerta, Llodra, Moya,

              Gasquet, Alliasime, Goffin, Paire, Tiafoe





              • Gość: Luka Re: Tak się porobiło ! IP: *.dynamic.chello.pl 06.03.18, 19:22
                Metryka średnio mnie interesuje, niektóre talenty dojrzewają później.
                Giorgi dopiero bez tatusia zaczęła załapywać się na grę i dobrze jej idzie. Podobnie Garcii z tatusiem, która dopiero w ubiegłym roku zaczęła czuć prawdziwą grę i teraz może łapać się na rywalizację z najlepszymi.
                Bellis potrzebuje jeszcze co najmniej roku ogrania z najlepszymi tenisistkami. Potrafi już kończyć piłki prawie z każdego miejsca na korcie, zastanawiałem się sporo, dlaczego tego nie robi. Chyba jej trener postawił na nietypową, trochę przyczajoną koncepcję rozwoju jej tenisa, która odpali na którymś USO.
                Konta, to duże możliwości, ale demony w głowie jej mieszają.
                Kasatkina ma świetnie ugruntowaną w perspektywie rozwojowej, świadomość swojej gry i ogromnych możliwości, też potrzebuje czasu i bardzo mocnych rywalek.
                Abanda, to talent czystej wody, gra wyłącznie instynktem, bez żadnego profesjonalnego zaplecza, ale wierzę, że to się zmieni. Sabalenka dopiero zaczyna, ale już wie co chodzi i ma dużo czasu
                Radwańska przy nich i wielu innych, to pokraka tenisowa, która opanowała i ładnie wykonuje kilka elementów, woleje, slajsy, ale cała reszta jest w okropnym stylu, gibie się, wygina, przegina. Najgorzej, jak pokazują kamery z tyłu, zęby bolą patrzeć na ten koszmarny forhend i podwórkowy tenis. Nie zapomnę, jak na RG grała z młodziutką Niemką Anniką Beck na bocznym korcie, gdzie kamery pokazywały głównie od tyłu i jak drastycznie rażąca była różnica między klasycznym tenisem Niemki i podwórkowym Radwy. Tak samo było w Auckland i można to dostrzec w każdym meczu.
                Nadto ma w DNA zakodowaną mentalność gó...jada i choćby dlatego, nic wielkiego nigdy nie osiągnie. Nie ma sensu porównywać jej do klasowych i rasowych tenisistek.

                Z tymi końcówkami, może i jest coś na rzeczy, chociaż zawsze bardziej wczytuję się w sens treści i kojarzoną moc samego nazwiska. Bellis to piękno, a Nadal jeszcze gra i będzie grał nadal.
                Można tak bawić się w nieskończoność. Fognini to fonia, czyli głos, sztuka jak Paganini i fochy. Kasatkina w swoim czasie zakasuje kogo trzeba, Kvitowa odprawi z kwitkiem, a Williams z Wilsonem, pierwsza i najlepsza rakieta świata.
                • Gość: Luka Re: Przyjemność w promocji IP: *.dynamic.chello.pl 06.03.18, 20:02
                  Zrobię Ci przyjemność i powiem że Rios, zawsze kojarzy mi się ze statuą Chrystusa Zbawiciela w Rio, a jest to najwyższy pomnik na świecie.
                  Do tego glob, czyli świat, który trzyma w ręku, przez krytyków i ludzi najczęściej był kojarzony z piłką. Dlatego nadano mu przydomek Chrystus z piłką.
                  Rios zbawicielem tenisa pewnie nie był, ale na wielki pomnik, na najwyższej górze zasłużył.
                  Stanie nad przepaścią, też nie było mu obce.
                  • Gość: Prestiżowy Ekspert Re: Przyjemność w promocji IP: 188.72.112.* 07.03.18, 20:57


                    Rios mógłbyś chociaż wydusić z siebie że wymaga porównania przynajmniej do Zbawiciela, a Jezusa to brzmi tak mało prestiżowo.

                    idźmy dalej w kobiecym tenisie: Giorgi, Sabatini.

                    na A:

                    Kurnikowa, Domachowska

                    to że Radwańska wykonuje bekhend z przysiadu w stylu żenującym (czysta pasywna kontra), i że ma drugi serwis jak juniorka 2 lata, nie musisz mnie przekonywać. ale tym bardziej jak to świadczy o Bellis czy Kasatkinie które grają jeszcze gorzej. po Errani nie było chyba nic gorszego w damskim tenisie od tego co można zobaczyć dzięki Kasatkinie. dodam że Errani dysponowała lepszym repertuarem, a Ty tą mdłą grę na środek bez piłki kończącej ubóstwiasz jak Monfilsa i Murraya.

                    Giorgi gra bez taty przecież tak samo jak z tatusiem, nie wiem co Ty za różnicę widzisz. poza tym tata Giorgi to bardzo interesująca osobowość.

                    • Gość: Luka Re: Przyjemność w promocji IP: *.dynamic.chello.pl 07.03.18, 22:23
                      Zbawicielem nie, ale zbawcą tenisa i objawieniem, w jakimś sensie i momencie Rios był.
                      Stąd takie skojarzenie. I nie z Jezusem, tylko z Chrystusem, z chrystianizmem, monoteistyczną religią, w którą wpisane są różne algorytmy, w tym cierpienie, przedwczesna śmierć. Nie chce mi się tego rozwijać, ani skojarzeń dogłębnie uzasadniać, chociaż jak się uprzeć, to można dużo i głęboko.
                      Giorgi z tatusiem grała prymitywnie, wyłącznie proste ryzyko, strzelała i grała najwyżej na trzy.
                      Bez tatusia gra już z pomyślunkiem, ale równie mocno i łapie się na grę, pojawiło się dużo nowych elementów, w tym jakaś taktyka, rozpoznanie rywalki, sto innych. Różnica gigantyczna. A o Kasatkinie, to pogadamy za trzy lata.
                      • Gość: Prestiżowy Ekspert Re: Przyjemność w promocji IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 08.03.18, 14:23


                        Rios powinien być określany mianem Boga, Mesjasza, i Zbawiciela w jednej osobie, wiesz jak to się mówi - w Trójcy Jedyny. Chrystusem Jezusem to jest moim zdaniem celowe umniejszanie wielkości Wielkiego Mistrza.

                        Giorgi gra tak samo od lat, nie widać żadnej różnicy między dzisiejszą Giorgi a tym co grała 5 lat temu. z rok, dwa temu była kontuzja, była podenerwowana i rzeczywiście w auty wywalała ale to tak jak byś porównywał Federera z 2008 i mówił że poprawił swoją grę w 2009 a wcześniej za bardzo na środek grał i za mało atakował. ale w 2005 przecież jeszcze lepiej grał, więc tu ma zastosowanie ta sama analogia.

                        z tego co kojarzę to coś tam się działo z Kozlovem, no weź przestań jak tam jakiś Kozlov może nauczyć czegoś ojca takiej Giorgi. proponuję się realiów trzymać
      • Gość: Luka Re: Wokół finału Indian Wells 2018 IP: *.dynamic.chello.pl 19.03.18, 19:03
        Przed, w trakcie i po, sporo się działo.
        Najpierw był doskonały SF Feda z Coricem, młodziakiem rzadko zauważanym, nie docenianym. Mecz fascynujący, emocjonujący, w którym wygrało doświadczenie.
        To doświadczenie młodemu bardzo dobrze zrobi i zaprocentuje, ale ten mecz wiele pokazał i obiecująco rokuje na przyszłość.

        Jeszcze więcej, miejscami w dość mocny sposób pokazał finał Rogera z Del Potro, nadzwyczaj interesujący, niezwykle emocjonujący i różnie zaskakujący.
        Najpierw to, o czym było wiadomo od zawsze, bez pierwszego serwisu Maestro nie istnieje.
        Dlatego wcześniej, Rafa nawet bez jedynki potrafił z nim wygrywać.
        W tym meczu wielki Mistrz robił wszystko, miejscami zaskakująco, by ten tytuł zdobyć.
        Był gotów na wszystko i nie wahał się ustrzelić rywala, tym razem w kolano, jako że każdy sposób dobry, jeśli wiedzie do celu, a cel był blisko.
        W desperacji zapomniał chociaż symbolicznie przeprosić, nie musiał też wytrzymać spojrzenia Delpo, bo odwrócił się plecami i sobie poszedł.
        Tym razem bezwzględnie żądna sukcesu swego idola widownia, nie dostała, czego chciała.
        Również nie dostał tego, czego mógł oczekiwać Zwycięzca, nie wręczono Mu zdobytego trofeum, musiał go sam sobie wziąć. Nagrodę sędziemu miał kto wręczyć, Rogerowi też, zabrakło tylko chętnego do wręczenia dla triumfatora turnieju, tego jeszcze nie było.

        Zanim jednak to nastąpiło, posłuchał Delpo, co ma do powiedzenia wielki mistrz, a miał niewiele. Najpierw podziękował Dyrektorowi Turnieju Hassowi, potem Ellisonowi, dzieciom do podawania piłek, wolontariuszom i bardzo gorąco obrzydliwie stronniczej publiczności, za wspaniałą atmosferę jaką /mu/ stworzyła i dzięki której przeżył niezapomniane chwile.
        Na koniec zwrócił się do triumfatora, ze słowami: gratulacje, zasłużyłeś na zwycięstwo, ciesz się z tego momentu. Tu pytanie, dlaczego tylko z momentu ?
        Odpowiedź brzmi, bo moment ma to do siebie, że trwa tylko moment, czyli krótko, więc radość ma być krótka.
        Del Potro, intelektualista nie tylko tenisowy, dla odmiany zaczął od gratulacji dla Rogera i zrobił to słowami „ to chyba najgorszy moment, ale gratulacje Roger, tworzysz historię. Jestem tak szczęśliwy, jak widzę co robisz dla tenisa i dla sportu /jesteś gotów zabić/.
        Dziękuję Ci bardzo /również za to, że nie muszę znowu do kliniki/.
        Potem kilka słów od siebie, podziękował jeszcze komu należało /sponsorom etc. rodzinie, oraz komu nie należało, czyli publiczności…. „ za szacunek, jaki okazała, oraz za wsparcie, jakie otrzymał”.

        To był Jego pierwszy Masters wygrany w karierze, wielki mecz i wielka Victoria z nutą goryczy, tak zapisze się w pamięci.

        • Gość: Prestiżowy Ekspert Re: Wokół finału Indian Wells 2018 IP: 95.41.127.* 19.03.18, 19:31

          widzę że z kibolstwem przebijaczy już się nie ukrywasz. ale czego oczekiwać od kibola.

          semi z Coricem był żenujący, jak w większości tenis kobiecy. Federer w tym turnieju może jeden jakiś w miarę dobry mecz rozegrał - z Chungiem na przykład, i Chung jakoś nawet grał. przez resztę meczów grał najgorsze mecze w historii, ten z Delbonisem tragicznie, półfinał z Coricem tragicznie źle, od połowy seta do trzeciego włącznie, i ten półfinał z Del Potro źle, chociaż rywal był już na innym poziomie. Twój bohater dostał przełamanie z niczego w prezencie, podkrążone oczy Rogera do stanu prawie wygranego meczu w drugim secie. wtedy jednak Coric pokazał "klasę" i mocną psychikę. tak jak Roger oddał gema serwisowego w tej komedii pomyłek i Roger potem zamienił się na miejsca z Coricem, pobudził się, zaczął grać trochę bardziej jak średni a nie beznadziejny Federer a Coric nic już nie pokazał do końca meczu. myślałem, że ten zachwyt nad Coricem jest jednak oparty na czymś czego nie widziałem, bo jednak czasem coś powiesz sensownie, chociaż nie umywa się to do tego co ja mówię a i nawet inne osoby czasem. ale jeśli ten mecz to świetny mecz Corica to jednak Tobie się podoba przebijanie w stylu Simon Halep, tylko jak miała lat 19. Coric wspaniale to grał na bekhend Federera monotonnie, jak Radwańska ogrywając do znudzenia słabszą stronę rywalek, że Federer miał beznadziejny dzień, to jakoś to działało, że błędy się sumowały w gemy wygrywane. jak Federer się trochę odbił od dna nie powróciła żadna gra Corica.

          Del Potro grał bardzo dobrze od ćwierćfinału w tym turnieju. w finale grał lepiej o trochę dopóki publiczność nie okazała się jego wrogiem. jak już nie ma śpiewów olee, ole ole, delpooo, delpoooooo to jakoś Juan nie taki sympatyczny i gorzej mu idzie granie. teraz wiadomo czemu Thiem się obraził na mecz na US Open i postanowił go przegrać słysząc taką jednostronną kakofonię za biednym chorym Argentyńczykiem. chociaż sprawiedliwie.

          co prawda należy się zgodzić że publiczność federerowska jest chamska, i źle wychowana, co jest typowe dla ludzi którzy chcą się kojarzyć z establishmentem. tacy przyjeżdżają na turniej w Indian Wells, który poza tym oglądają nie wiedzący o co chodzi kuracjusze. najbardziej prestiżowy komentator Polsat Sport porównał Indian Wells do statusu jaki ma w Polsce Ciechocinek. a jeśli mówi to taki Autorytet nie może być inaczej.

          • Gość: Luka Re: Wokół finału Indian Wells 2018 IP: *.dynamic.chello.pl 20.03.18, 09:54
            To prawda, że z Chungiem Fed zagrał najlepszy mecz w tym turnieju. W pozostałych było różnie, mieszanka badziewia, prostej przebijanki „w stylu Simony Halep, jak miała 19 lat”, wywalanki, rzadziej świetnych akcji z błyskami geniuszu.
            Natomiast przegrana Corica nie wynikała z lepszej jakości gry rywala, sam Maestro przyznał, że ten mecz powinien był przegrać. Z Coricem jeszcze wygrał, ale finał przegrał dokładnie w taki sam sposób, w jaki Coric przegrał z nim. Przegrał swoje podanie serwując na mecz, nie wykorzystał meczowych, więc nie ma co jechać po młodym, skoro stary lis w aureoli Maestro, w analogicznej sytuacji, też nie dał rady.

            Z barbarzyńska publicznością w IW tradycyjnie jest coś na rzeczy.
            Bardziej niepokoi barbarzyństwo implikowane odgórnie, przez organizatorów, decydentów i tych, co winni stanowić wzorce, a nade wszystko dochowywać obowiązujących norm i standardów.

            Jak emocje rządzą, rozum śpi, wtedy budzą się demony i pałają żądze, napędzane przez prestiże /nie z promocji/ i pieniądze.

            • Gość: Prestiżowy Ekspert Re: Wokół finału Indian Wells 2018 IP: 95.41.127.* 20.03.18, 21:33

              Twój sposób odpowiadania budzi jeszcze większe podejrzenia na temat ukrytego kibolstwa.

              jeśli Cię postawię do pionu zamiast się ujawniać, tak jak typowy spiskowiec się ukrywasz, omijasz temat i się na chwilę uciszasz i nie wyrywasz z tymi pochwałami na temat przepychacza. czekasz aż moja czujność zostaje uśpiona i znowu wrócisz do pochwały Corica, Murraya, Simona, Woźniackiej, Monfilsa, Djokovica i Ferrera. ale dobrze że chociaż wiesz że Twoja postawa jest godna potępienia i nie wyrażasz pochwał na temat niecnych tenisistów dopóki nie poczujesz że zostałeś spuszczony z czujnego oka Eksperta, który pilnuje aby etyka w rozmowie o tenisie została zachowana.

              ameryki nie odkrywasz, publiczność Federera zawsze była prostacka i bezrefleksyjna, kulturalna jak Mistrz w szybkich 2 setach swoją "Maestrię" udowadniał, przykładem samego Mistrza. jak się pojawiał problem to prymityw i słoma z butów zawsze wychodziła. Indian Wells to piękne miejsce, szkoda że od kilku lat jest rozgrywany tam tak mało prestiżowy turniej

      • Gość: Luka Re: Gdy Mundial rządzi światem IP: *.dynamic.chello.pl 24.06.18, 15:38
        A Polska musi walczyć już w drugim meczu o przeżycie, cały czas słychać pytania, na które odpowiedź poznamy dopiero po meczu z Columbią.
        A sprawa jest prosta, albo z Senegalem był tylko popełniony błąd w sztuce, czyli zła taktyka, czy niewłaściwie dobrany skład, albo nie mamy reprezentacji zdolnej chociażby wyjść z grupy, żeby zawalczyć w fazie pucharowej finałów MŚ.
        Błąd w sztuce, ludzka rzecz i każdemu zdarzyć się może. Dużą umiejętnością jest szybko go dostrzec i naprawić. W ramach rozgrywek grupowych tym bardziej można naprawić, jeśli się go trafnie zdiagnozuje, zaordynowane środki naprawy będą właściwe i zostaną zaakceptowane. Oczywiście przy założeniu, że pozostałe aspekty przygotowania / w największym skrócie, fizyczne i mentalne/ są w stanie funkcjonować poprawnie, czego z dotychczasowego oglądu wcale nie można być pewnym.
        Pięknie zagrane eliminacje, mecze towarzyskie, wysoki ranking, wszystko prawda, tylko turniej Mistrzostw Świata, który gra się w najlepszym wypadku raz na cztery lata, to zupełnie inna bajka. Tu gra się niekiedy raz w życiu, o najwyższy cel, spełnienie marzeń i wieczną chwałę, podobnie zresztą jak w szlemach, tylko tam szanse ma się cztery razy w roku.
        Trudno uwierzyć, że polska Reprezentacja, która wywalczyła sobie taką, dla większości jedyną, może niepowtarzalną szansę, do pierwszego, tak wyczekiwanego i najważniejszego meczu może wyjść, jak Radwańska na Olimpiadzie, czyli nie wnosząc zupełnie nic ponad przeciętnego /w rankingu była wtedy druga/. Tylko ona, jak sama powiedziała, traktuje Olimpiadę, jak każdy inny turniej. Nie wydaje mi się jednak, by podobnie myśleli nasi chłopcy.
        Często nadmieniam przy turniejach tenisowych, jak ważne jest to, z czym się wychodzi i co się wnosi od siebie na kort. Tu jeszcze ważne, co wnosi cała drużyna, jako zespół.
        Widząc co na mundialowe stadiony wnoszą inne reprezentacje, inni zawodnicy, było mi zwyczajnie za Polaków wstyd. Nie za przegraną i wynik, bo to jest sport i przegrać każdy może. Za nędzę, indolencję i głupotę jaką pokazali.
        Być może, jeszcze co nieco ta drużyna odkupi i nie sprawdzi się przysłowie, że Polak przed szkodą i po szkodzie głupi.
        • Gość: Luka Re: Polacy wracają z plamą na honorze IP: *.dynamic.chello.pl 30.06.18, 11:39
          Jeśli honorem jest wygranie 1 – 0 meczu, którego sportowy wymiar, w tym głównie postawa polskich zawodników i trenera w jego końcówce, zbulwersowały piłkarski świat.
          Kompletnie nie obchodzi mnie co robili Japończycy, ostentacyjnie wymieniając na stojąco piłkę między sobą przez całą końcówkę meczu, którego z czystej kalkulacji nie musieli, ani nie chcieli wygrać.
          Tylko wynik tego ostatniego meczu, łącznie z bilansem bramkowym, na który wpływ mieli przecież Polacy, decydował o tym, które drużyny wyjdą z grupy i był bardzo ważny dla szans wszystkich pozostałych rywali. Skoro po przegranych sromotnie dwóch meczach, został nam tylko ten o przysłowiowy honor, wystarczyło grać do końca, jak na orłów przystało, ale i tego nie stało.
          Jeśli nie sportowe zachowanie Japońców powielają Polacy, z orzełkiem na piersi reprezentujący nasz kraj, a polski trener na oczach świata, nakazuje symulowanie kontuzji, by uraczyć ochłapem statystycznym byłego Kapitana i Ikonę naszej drużyny, to na oczach świata dokonuje się publiczny blamaż polskiej Reprezentacji.
          Ta plama już przylgnęła i paskudnie odciśnie się na jej zewnętrznym wizerunku, już się odcisnęła, jesteśmy pośmiewiskiem na międzynarodowej arenie, orłów polskich już nie ma.
          Drastycznie rażąco uwidoczniło się to szczególnie na tle innych drużyn, które w analogicznej sytuacji grały rzeczywiście o honor, walczyły heroicznie do ostatniej sekundy, dając z siebie autentycznie wszystko. One z grupy też nie wyszły, ale wyszły z godnością i Twarzą, której nie muszą się wstydzić, pokazały że potrafią grać, walczyć, mają swoją dumę i świat te kraje, Maroko, Iran, Peru, pięknie zapamięta. Strach pomyśleć jak zapamięta Polskę.

          Za wszystko, co się na tym Mundialu naszym wydarzyło, przyjdzie zapłacić.
          Moim zdaniem Nawałka, jako trener reprezentacji jest skończony i powinien polecieć.
          Nie tylko za wszystkie błędy, których popełnił masę, w tym zupełnie podstawowe, których nawet nie chce się wymieniać, bo byłaby cała litania.
          Być może, same błędy byłyby do wybaczenia, ale już brak odwagi, pokrętność wypowiedzi, to zmienione, brzydkie oblicze nadane naszej reprezentacji, przypieczętowane uszczerbkiem na wizerunku i honorze polskiej piłki nożnej, już nie.

          • Gość: Luka Re: Gdy Mundial rządził światem IP: *.dynamic.chello.pl 26.07.18, 00:11
            Gdy Mundial rządził światem, jeszcze taki fantastyczny jak ten w Rosji, cala reszta szła w cień, nawet Wimbledon i o dziwo, nawet bez żalu.
            Żal był, gdy przyszła biała niedziela, bez dużej i małej piłki, Polsat do zabicia katował odgrzewanymi marnego sortu kotletami, obrabianymi przez firmowych specjalistów od pierdzenia i obrzydzania tenisa przez sklerotycznego dziada i nawiedzoną babę.
            Potem było jeszcze więcej czasu na refleksje, już z dystansu i bez emocji, by w gorących tematach nabrać pewności.

            Nawałka musiał zakończyć swoją misję i to była bezwzględnie słuszna decyzja Bońka, przyjęta w możliwie bezbolesnej formule, korzystnej dla wszystkich.
            Pozwoliła odejść polskiemu trenerowi w sposób dla niego godny, na co też zasłużył w swoim czasie, w którym taki pozytywistyczny trener był potrzebny i się sprawdził.
            Nie sprawdził się na Mistrzostwach Świata, to już nie był jego czas i ... nie jego bajka.
            Nie ten format myślenia i nie ten format człowieka.

            Słuchając w kolejnych fazach Mundialu wypowiedzi przed i pomeczowe, zarówno wygranych, jak przegranych zawodników i trenerów, przykro było równać z tym, co do powiedzenia mieli w temacie nasi i nasz selekcjoner, mocno odstający od światowego towarzystwa.
            Szkoda naszych, bo z pewnością chcieli, robili co mogli i umieli, to co zadane mieli i na co było ich w tym momencie stać. Szkoda, że na niewiele, a właściwie na nic.
            Umiejętnościami nie odstawali od wielu innych zespołów, które zaprezentowały się nieporównywalnie lepiej, ale one wiedziały dokładnie, co i jak mają grać, wykazały ogromne zbiorowe i indywidualne zaangażowanie, wiarę w zwycięstwo.
            Trzeba zrozumieć, że trudno nabyć wiarę na hasło, gdy w głowie jawią się wątpliwości, niepewności chwili i jutra, skoro pewności do końca nie ma dowodzący.
            Bez autentycznego przekonania, nie wyzwoli się silnej wiary i wielkiego zaangażowania.
            To potwierdziły wszystkie wypowiedzi innych i naszych zawodników i chyba to głównie legło u podłoża braku identyfikacji z trenerem i zespołem, któremu brakło i wiary i ducha..

            Mistrzostwa Świata, to konfrontacja i rywalizacja najlepszych: zawodników, zespołów i co niezwykle istotne, trenerów, od których zależy prawie wszystko. To oni mają, albo i nie, jakąś wizję, pomysł na grę, na zbudowanie zespołu, sposób przygotowań, oni decydują praktycznie o wszystkim i odpowiadają za te decyzje.
            W sporcie ktoś musi przegrać, ale przegrać można w stylu, z twarzą i nie każda przegrana musi być porażką. W wydaniu polskiej Reprezentacji była każda, najboleśniejszą ta wynikowo nawet wygrana, ale grzebiąca na oczach świata piękny symbol polskich orłów.
            Kto się odważy, bez narażenia na drwiny i kpiny po ten symbol teraz sięgnąć, kiedy i komu uda się polskie orły reanimować ?
            Polskiej piłce świat odjechał i trzeba wiele mądrości, kompetencji i odwagi, by coś zaczęło się zmieniać. Może czas, jak mówił Beenhakker wyjść z tych kurnych chat, uczyć się od najlepszych, patrzeć dalej swego nosa, otworzyć na świat, jeśli się nie chce stracić do niego dystansu.
            Wiele różnych, nawet egzotycznych poniekąd drużyn, zdołało się do tego świata przymierzyć, w nim odnaleźć, tylko nie nam. W czym więc jesteśmy inni, gorsi, w czym teraz odstajemy od świata, w którym kiedyś potrafiliśmy błyszczeć, a nawet zachwycać ?

            Moja diagnoza jest brutalnie prosta. Polską drużynę zgubiła selekcja i selekcjoner.
            Polska była jedyną ekipą, która nie miała swojego trenera, tylko selekcjonera, nadzwyczaj mocno przywiązanego do swojej roli.
            Wielkie drużyny buduje się według jakiegoś pomysłu na grę, jak w przeszłości robił to Górski, Piechniczek, czy Beenhakker. To nie byli selekcjonerzy, tylko głównodowodzący trenerzy, z koncepcją i charyzmą. Nie skupiali się na selekcji, tylko na budowaniu i właściwym doborze, a to jest ogromna i zasadnicza różnica.

            Nie miałem okazji obejrzeć konferencji prasowej, posłuchać, co ma do powiedzenia Jerzy Brzęczek, zaprezentowany, nomen omen jako nowy selekcjoner reprezentacji Polski.
            Nie znam, nie mam zupełnie pojęcia jakiej klasy jest fachowcem i jakim człowiekiem.
            Ale będzie czas przyjrzeć się, posłuchać, zajrzeć głęboko w oczy, sprawdzić rozmiar kapelusza.

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka