Forum Sport Tenis
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Indian Wells - turniej męski

    IP: *.chello.pl 11.03.09, 02:14
    drabinka przedstawia się tak:


    www.bnpparibasopen.org/4/assets/common/TrackIt.asp?file=/4/assets/pdfs/draws/09ATP_MDS1.pdf


    stawiam na najbardziej prawdopodobne :

    ćwierćfinały:

    Nalbandian - Safin
    Haas - Roddick
    Tsonga - Cilic
    Gasquet-Gonzalez

    Nalbandian-Roddick
    Cilic-Gonzalez


    Roddick-Gonzalez

    Roddick winner.

    ale zaskakująco ciekawie układa się ta drabinka w wielu miejscach i będą
    świetne zestawy w każdej rundzie, a właściwie typowanie jest wróżeniem z
    fusów, chociaż powtórzę że uważam że turnieje amerykańskie nie są główną
    zdobyczą (tą na którą najchętniej polują) najlepszych tenisistów mimo pieniędzy:

    1 runda szlagier : Lubicic - Nishikori, Schwank-Massu
    2 wychodzi że się mogą spotkać: Fish-Chardy, Gonzalez-Hewitt - rewanż za AO?,
    Verdasco-Tipsarevic, Lopez-Gasquet
    3 wychodzi makabra: Gasquet-Verdasco, i przede wszystkim Blake-Gonzalez!!!! -
    biedny Gonzo, on zawsze ma najtrudniejsze losowania!!!!!!!!!!!!!! tak samo
    miał pod górkę w AO, Gasquet w 3 rundzie, w 2 Hewitt, teraz w pierwszej
    Hewitt, potem Blake!!!!!!!!!!!, Karlovic-Federer, Murray-Starace,
    Cilic-Robredo, Safin-Monfils, Haas-Djokovic, Ferrer-Fish, Kiefer-Roddick
    4 jeszcze gorzej: Gonzalez-Federer!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! mój biedny
    Gonzalez w każdej rundzie gra z tenisistą trudniejszym od poprzedniego!!! jak
    on się wymęczy z Blakem który gra u siebie, i Hewittem który będzie go
    szczypał za AO i chcąc wrócić do czołówki, i głodnym sukcesów, potem ma
    Federera, to jest zdecydowanie najmocniejsza ćwiartka!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Tsonga-Ancic, Nalbandian-Nadal, Fish-Roddick.

    no ciekawy turniej, oczywiście kobiet nie ma co oglądać chyba że Marta zagra
    coś porządnego i będzie biła prędkości





    Obserwuj wątek
      • Gość: tenisista no i jeszcze przeszli kwalifikacje IP: *.chello.pl 12.03.09, 22:35
        mój ulubiony Robert Kendrick gra w pierwszej rundzie z Phau, to będzie ciekawy
        mecz, i nie miałbym nic przeciwko jak by zrobił w tym turnieju furorę. wolę go
        od Nalbandiana w ćwiartce, a wtedy mógłby dojść do półfinału. bardzo lubię tego
        tenisistę, Phaua też tylko ten niewydolny jest na takie turnieje, i powinien
        polec w 1 rundzie. Kendrick Nadal z zwycięstwem Kendricka to byłby dobry mecz.

      • Gość: J. QF-Maciej i ranking typują najlepiej IP: *.chello.pl 20.03.09, 00:52
        Jako, ze wyłonione zostały składy ćwierćfinałów, można dokonać bilansu typowania przeprowadzonego tuz przed turniejem. W turnieju męskim wyniki generalnie były wyraźnie lepsze niz w kobiecym, bo też i mniej było tu niespodzianek na kortach. Najlepiej typował Maciej - 7 trafnych z 8 typów - skuteczność 87,5 proc. To b. dobry wynik, gratulacje! Jędrzej trafił 5 razy, "tenisista" - raz.

        Warto zauwazyć, że swą wysoką skuteczność Maciej zawdzięcza temu, ze typował najbardziej zgodnie z rankingiem. Aż 7 razy prognozy Macieja wskazywały na tego zawodnika, który w danej "ósemce" mial najwyższy ranking - i to było właśnie te 7 maciejowych trafień. Ciekawe, że oficalne stanowisko Macieja wobec rankingu jest sceptyczne - widać tu pewną niespójność maciejowej postawy. Spójne i konsekwentne jest natomiast zachowanie "tenisisty", który nie wierzy w ranking i stosownie do tego kształtuje swe prognozy: raz tylko "tenisista" typował zgodnie z rankingiem (Andy Roddick). I był to ten jedyny raz, gdy trafił! Ranking, wiadomo, na korcie nie gra, ale... na ogół pozwala trafnie wynik tej gry przewidzieć.
        • Gość: tenisista o mojej "nie wierze" w ranking to bym musiał IP: *.chello.pl 20.03.09, 02:05
          napisać książkę żeby ją uzasadnić. raczej pierworodnie to mam na myśli to, iż to
          że ktoś jest "skuteczny" nie oznacza że jest najlepszy bo najczęściej gra
          zachowawczy tenis, albo atuty typu wzrost, wiek, kondycja, wytrzymałość, bilans
          energetyczny przeważają, no i regularność w sezonie, brak ryzyka itp. ranking w
          tenisie męskim za to oddaje większą przewidywalność co do wyniku w tych
          końcowych fazach jeśli chodzi o częstotliwość takiego typowania ale to tylko
          częstotliwość. rozumiesz, jeśli Gonzalez, Berdych, Karlovic, czy Ljubicic, czy
          Chardy, czy Tipsarevic, Kiefer, Hewitt, itp wygrają z tenisistą innym niż Nadal
          w ostatnich miesiącach, i Federer sprzed półtora roku, to nie jest to
          zaskoczenie przynajmniej dla mnie żadne bo niemal każdy jest proporcjonalnie
          porównywalny w pierwszej 100, z ścisłą czołówką i ma na to szanse. a różnica
          między zawodnikami 3-25 średnio jest praktycznie jak dla mnie niewychwytywalna.
          co do oczywiście jakiejś "przewagi" jakości. diagnoza więc może się opierać na
          przewidywalności, budowanej na powtarzalności wyników. u kobiet jest tak z
          kolei, że nie ma wyraźnych liderek poza siostrami Williams które jednak raz na
          kilka miesięcy mają słabe wystąpienia, a więc wszystko się może zdarzyć z powodu
          chimeryczności kobiecego tenisa. nie ma poza Williamsami w tej chwili tenisistki
          kompletnej. bo albo brakuje trochę siły, albo głowa, albo nastrojowość (Schnyder
          np), albo brak kończących uderzeń, albo brak centymetrów, albo brak techniki,
          jednostronny styl gry, niedojrzałość plus ambicja, dojrzałość plus lenistwo, tu
          każdy może osiągnąć wszystko. masz Paw. w półfinale i tak jak Azarenka mnie nie
          dziwi, Paw. znalazła się tam sądząc po jej dzisiejszej grze w zasadzie
          przypadkiem. więc i rankingi są przypadkowe jeśli chodzi o te miejsca poza top
          5-10, i nie ma żadnych jednoznacznych liderek.

          co do Indian Wells, wydawało mi się że nawierzchnia jest sprawiedliwa dla
          każdego, i że akurat w tej części sezonu po prostu liderzy nie będą walczyli za
          bardzo o ten turniej. okazuje się że jednak dominują ci co na hardzie są
          najlepsi, plus Nadal który przecież jest liderem.

          nie chcę powiedzieć że poprzez to że uważam iż ranking i skuteczność punktowa
          nie oddaje klasy tenisisty (dla mnie), zarazem typuję na tej samej zasadzie
          tenisistów do zwycięstw bo to już jest nielogiczne. lubię doszukiwać się
          większego prawdopodobieństwa wśród nie-faworytów z rozstawienia, i jeśli widzę
          taką szansę to wolę ich wytypować od czasu do czasu od tych którzy niby "z
          reguły wygrywają".

          trudno mówić o jakimś zaskoczeniu z mojej strony, nie chciałem widzieć w
          ćwiartce Djoka i Del Potro ale jak się popatrzy na ich potencjalnych rywali to
          tylko Haas mógł dla mnie Djoka wywalić wcześniej, czy Stepanek jeśliby byli w
          dobrej formie, a Del Potro Monfils, Melzer, albo Safin, który jest
          nieobliczalny. Nalbandian prawie wygrał mecz z Nadalem, ale go przegrał -
          wiadomo że tu faworytem nie był chociaż wierzyłem w niego w tym turnieju, a
          przegrał go w głowie, Ljubicic nie trafił na Tsongę, zaskakujące dla mnie jest
          to że Tsonga odpadł przed ćwierćfinałem z Andreevem, na Murraya nie stawiałem
          ale zawiódł mnie Cilic którego tu widziałem wysoko, Robredo który wygrał z
          Cilicem poddał mecz z Murrayem, z kolei to że Federer czy Verdasco dojdą do
          ćwierćfinału było akurat prawdopodobne, Gasquet i Gonzalez mieli szanse ale
          faworytami takimi zdroworozsądkowymi tu nie byli - kwestia formy. liczyłem na
          ich lepszą formę, no i po raz kolejny się nie popisali. może w Miami będę miał
          więcej racji :).

        • Gość: MACIEJ Re: QF-Maciej i ranking typują najlepiej IP: *.ny325.east.verizon.net 20.03.09, 03:18
          Bo ja kobiecego tenisa praktycznie nie ogladam i teraz robie to
          tylko dlatego,ze ciekawie sie z wami pisze.
          Moze jak corka zacznie grac w tenisa,to zaczne i kobiety ogladac.

          Ja chyba jedyny postawilem,ze Verdasco pokona Federera i za 15 minut
          zacznie sie mecz.Bede ogladal przynajmniej poczatek,bo wg mojego
          czasu zaczyna sie 22:30.To spore ryzyko stawiac na #10 przeciwko #2
          i ciekawe jak na tym wyjde.
          Widzialem kawalek meczu Nadal-Nalbandian i musze szczerze
          przyznac,ze obaj mnie zaimponowali i ta kontrola Nadala nad rakieta
          i meczem byla niesamowita.
            • Gość: MACIEJ Ogladalem Federer-Verdasco. IP: *.ny325.east.verizon.net 20.03.09, 14:36
              i powiem krotko,z e n a d a.
              Oczywiscie w wykonaniu Verdasco.
              Federer gral na swoim normalnym poziomie,choc widac po nim ,ze zab
              czasu zaczyna kruszyc ten szwajcarski zegarek.
              Verdasco natomiast pokazal ok 50% tego,co zaprezentowal w AO.
              Przede wszystkim zjadly go nerwy i gral jak junior na swoim
              pierwszym doroslym turnieju.
              Wdal sie w jakas bijatyke ze swoim dziwnym half-swing,zamiast zrobic
              krok do tylu i uderzyc z full swing ale silnie i dokladnie.
              Taktyka Federera byla dziecinnie prosta.Backhand,backhand,forehand i
              punkt zaliczony,bo po 2 backhandach,ktorymi Verdasco nikomu krzywdy
              nie zrobi byl ustawiony przy prawej linii,ze na forehand przy lewej
              linii nie mogl juz doleciec.
              Domyslam sie,ze stupid coach powiedzial Fernando,zeby szybko bral
              pilki,nawet jak to ma byc half-swing,ale zeby nie odchodzil w glab
              kortu,bo nie zdazy na nastepna pilke przy zmianie kierunku.
              Taktyka byla beznadziejna,bo Fernando nastawil sie na
              defensywe,ktora ma slaba,a zupelnie zrezygnowal z ataku,ktory jest
              silniejsza jego strona.
              W drugim secie przy 4:2 dla Federera juz chcialem isc spac bo mecz
              byl baaaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo nudny z ogromna iloscia
              niewymuszonych bledow Fernando,ze zal bylo na niego patrzec.
              On potrafil zrobic 2(dwa) double faults w jednym gemie!
              Twego to nawet ja nie robie.
              No wiec nagle w drugim secie Federer zaczal przystosowywac sie do
              gry Verdasco i robic niewymuszone bledy i tak dotrwali w tych
              nerwach do tie-break'u ktory wygral Roger.
              • Gość: MACIEJ Federer-Murray. IP: *.ny325.east.verizon.net 20.03.09, 14:39
                Murray,mimo ze tez mu sodowa do glowy uderza z tym zamilowanie do
                latania po korcie oraz tym,ze nie gra jeszcze na 100% po niedawno
                przebytej chorobie jest jednak lepszy taktycznie niz Verdasco i
                bedzie lepiej umial wykorzystac slabosci starzejacego sie mistrza.
                www.atpworldtour.com/tennis/3/en/players/headtohead/default.asp?playernum1=F324&playernum2=MC10
                • Gość: tenisista to zależy od postawy Federera a nie Murraya moim IP: *.chello.pl 20.03.09, 14:48
                  zdaniem. Federer jechał na bezbłędności, nagle zaczęło coś się zawirowywać (to
                  samo co z Corią i innymi których opuściła "perfekcja"). jeśli Federer umie
                  narzucić swój styl gry nie popełniając błędów, to jest dla Murraya
                  niedościgniony. tak jak na US Open. jeśli zacznie grać w przebitki to może mieć
                  problemy, albo jak będzie popełniał tyle błędów co z Gonzalezem. tylko z
                  Gonzalezem to było tak że albo Federer wygra punkt 3 uderzeniami albo Gonzo go
                  skończy, więc się musiał spieszyć. stąd błędy. a Murray takiego zagrożenia nie
                  niesie. więc może sobie spokojnie ustawiać go przy swoim serwisie, a zaskakiwać
                  z returnu przy serwisie Andy. ja mam jeszcze w turnieju Andy Roddick, mój
                  kandydat do zdobycia tytułu.
              • Gość: tenisista mój rekord w meczu to jest 3 niewymuszone błędy w IP: *.chello.pl 20.03.09, 14:44
                gemie! zawsze serwowałem lekko ryzykując. no widziałem kilka ostatnich piłek z
                odtworzenia i nie było to nic wielkiego, akurat wtedy Verdasco prowadził 6:5 i
                miał serwis. spalił się mentalnie pewnie, a że tenisiści grają pod dyktando
                "taktyków" którzy im doradzają to jest bezmózgie trochę. nie wiem jak gra
                Gonzalez ale mam wrażenie że on tak traktuje teraz tego swojego coacha jak
                formalność i gra swoje, i dobrze robi. nie lubię widzieć za tenisem planu
                taktycznego tylko lubię samodzielnego tenisistę który nie patrzy na nic i gra
                swoje. popatrz na Federera i Murraya, oni nie mają stałych trenerów którzy ich
                kontrolują, i tak powinien grać każdy. jednocześnie fachowcy podkreślają jakość
                gry Federera i Murraya a nie dostrzegają że ten indywidualizm który jest ich
                największym atutem wynika z tego że są niezależni. co innego trenerzy od
                kondycji i formy ogólnej.

          • Gość: tenisista Djok grał jak zwykle, opinia o tym graczu jest IP: *.chello.pl 21.03.09, 01:50
            stanowczo przereklamowana. to nie był zły tenis, po prostu taki jak zwykle Djok.
            lepszego meczu Djoka nie pamiętam. dlatego szokuje to że taki tenisista jest na
            3 miejscu wymieniany jako jakiś specjalny faworyt, lepszy od innych. i tak się
            poprawia, tak jak Murray, Murray rok temu i Murray dzisiaj to inny zawodnik,
            Djok wolniej rośnie ale trochę się szlifuje. po prostu to jest kiepski zawodnik
            Maciej ten Djok. Nadal może skosić Roddicka, wszystko zależy od serwisu. jak
            będą tie breaki to może Roddick wygrać. poza tym nie wiadomo czy Del Potro nie
            zagra lepiej niż Nadal, a Nadalowi zabraknie serca do rozwalenia kumpla, i da mu
            wygrać, a wtedy Roddick jest faworytem w meczu z Del Potro. oczywiście gdyby
            Federer znowu oddał mecz Murrayowi mój scenariusz z wygraną Roddicka jest do
            uratowania.



              • Gość: tenisista Re: Djok grał jak zwykle, opinia o tym graczu jes IP: *.chello.pl 21.03.09, 03:06
                a ile widziałeś w tym meczu piłek Djoka wywalonych bez powodu w aut, czy
                zagranych na środek kortu? Djok miał słaby serwis. to jedyna różnica. poza tym
                trafiał niemal wszystko, tylko Roddick szybko go kończył więc Djok nie miał nic
                do powiedzenia. Djok najczęściej gra mało dokładnie albo jest to dokładność z
                poprawką na pół metra. w tym meczu grał jak by o 10% lżej, ale dokładnie
                plasował piłki i mało psuł. grał techniczniej niż zwykle. a Roddick go po prostu
                rozwalił, grał z bekhendu slajsy długie Djokovi i nie psuł. a Djok w końcu albo
                popsuł po długiej wymianie i niewygodnym zagraniu Roddicka, albo został
                skończony mocnym uderzeniem Roddicka. Roddick nie dał mu pograć. widziałem kilka
                meczów w tym roku Djoka, i kiepsko grał odkąd ma nowego Heada. dla mnie to on
                zawsze tak samo grał, albo pewniej i brzydziej, albo tak jak dzisiaj ale za to
                delikatniej i Roddick pokazał mu gdzie jest jego miejsce. Nadal - Roddick
                stawiam po 50% szans. Nadal nie jest faworytem tego typu nawierzchni, Roddick
                gra u siebie. Federer jest teraz dla mnie faworytem jak nie ma to być Roddick.
                Murray to pykanie a Nadal stękanie. Federer może zagra popisywanie



      • Gość: manio Murray-Federer IP: *.elblag.vectranet.pl 21.03.09, 17:01
        Skopiuję swoją wypowiedź, bo nie chce mi się ponownie płodzić mega-
        posta, w walce z ignorancją "tenisisty":

        Murray nie jest typowym tenisistą defensywnym. Właściwie nie
        wiadomo, jakim on jest tenisistą i to jest jego największa zaleta.
        Taka nieprzewidywalność. Trzeba naprawdę złej woli, żeby porównywać
        go do graczy defensywnych w rodzaju Simona czy Hewitta. Murray ma
        niezwykły luz, miękką rękę i taką specyficzną nonszalancję w grze.
        To jest chłopak z ogromnym talentem, który może zagrać właściwie
        wszystko. O tej jego nieprzewidywalności wspomniał Federer. Szkot
        się będzie zmieniał, będzie prezentował różne style. To taki
        tenisowy kameleon. Gracz bardzo inteligentny, potrafiący
        rozpracowywać rywali, bawić się z nimi. I nie zgodzę się
        z "tenisistą", że oddanie mu inicjatywy nie jest groźne. Każdy
        przeciwnik, który da się wciągnąć w jego gierki polegnie, bo on w
        takim szachowaniu na korcie jest najlepszy na świecie. Po za tym
        twierdzenie, że jest gorszy, bo przegrał US Open z Federerem nie
        jest do końca uzasadnione, bo dla Szkota był to pierwszy finał (miał
        chyba 20 lub 21 lat, a w tym wieku Federer nie zaliczył jeszcze
        finału WS) i chłopak nie wytrzymał psychicznie, co zaskoczeniem dla
        mnie nie było, bo on miał zawsze problemy ze zdrowiem (zarówno
        fizycznym, jak i psychicznym). Można nie lubić stylu gry Murraya,
        ale twierdzenie, że jest on słabej klasy tenisistą zalatuje totalną
        ignorancją. To tak, jak z kinem- jedni lubią filmy rozrywkowe, z
        dużą liczbą fajerwerków a'la "Zabójcza broń" (np. Tsonga), inni wolą
        mieszankę kina rozrywkowego z artystycznym a'la "Pulp Fiction"
        (Federer), a jeszcze inni lubią kino a'la Fellini (Murray). Ja,
        osobiście, za Fellinim nie przepadam, na jego filmach się męczę, bo
        jest to wszystko dla mnie zbyt skomplikowane, ale przyjmuję do
        wiadomości, że jest to jeden z najwybitniejszych reżyserów. Tak
        więc, niezależnie od tego, kto dzisiaj wygra, to trzeba oddać, że
        obaj tenisiści są dużego formatu.

        Tak na marginesie, uważam, że dzisiaj Federer ma niepowtarzalną
        szansę poprawienia bilansu ze Szkotem, bo ten nie odzyskał jeszcze
        formy i takiej charakterystycznej dla siebie swobody po chorobie.
        Męczy się, wygląda jakby umierał (chociaż on tak prawie zawsze
        wygląda;p). Jeśli teraz Szwajcar nie pokona Murraya, to może tego
        nie zrobić nigdy, bo Szkot w gorszej dyspozycji już raczej nie
        będzie, a jeśli będzie, to pewnie na kort nie wyjdzie.
        • Gość: tenisista Manio, możemy zrobić w ogóle oddzielny temat o IP: *.chello.pl 21.03.09, 18:15
          tenisistach, i o nich sobie dyskutować. rzeczywiście Murray jest "inteligentem i
          artystą" na tle Hewitta, i Simona, i widzę że się rozwija. Hewitt jest tenisistą
          bardzo cierpliwym, i bardzo regularnym, potrafi bardzo wiele na poziomie
          "solidności", ale gra schematem niestety. jego gra jest niewygodna, ale nie jest
          wielka, chociaż inaczej patrzy się na Hewitta dzisiaj, a inaczej jak taka gra
          wygrywała. Hewitt też nie jest graczem stricte defensywnym jeśli się uprzeć tak
          jak Simon, bo potrafi zagrać czasem akcje z głębi kortu lekko ofensywne i
          narzucać swoją grę jak Henri-Mathieu, może lżej uderzając i bardziej miękko.

          Murray jest graczem skupionym na defensywie a przede wszystkim kontrze. potrafi
          zagrać więcej - zgoda. zmieniam zdanie o tym zawodniku z kwartału na kwartał,
          ale właśnie dlatego uważam że on dziś gra lepiej niż pół roku temu, czy rok temu
          to już w ogóle jak inny zawodnik. jednak pamiętaj że nie jest to tenisista który
          narzuca swój styl gry. Federer może go zniszczyć swoją grą, i swoim stylem
          ofensywny, Murray tym mu nie zagrozi. jeśli Federer będzie się z nim bawił to go
          zniszczy manewrową grą, ale wtedy Murray przy dobrym serwisie ma większe szanse.
          Federer w defensywie też nie jest zły, a Murray nie umie szybko kończyć. na
          "taktykę" Federer umie grać, a te korty dają mu szansę szybkiej ofensywy. przede
          wszystkim nie zgodzę się próbą co stoi za Twoim postem postawienia na równi
          Murraya i Federera. albo może jeszcze wyżej Murraya od Federera. Federer też nie
          jest w formie, jeśli mówisz że Murray nie jest w formie. to brać oba przypadki
          po równo pod uwagę. Federer w formie to był w tamtym roku w Bazylei, i w Nowym
          Jorku. i w Nowym Jorku pokazał jaki dystans dzieli Murraya do niego. miękka gra
          Murraya istnieje w wymiarze gry z głębi kortu, ale nie z takimi tenisistami jak
          Federer, Gonzalez, Gasquet, Roddick itp w dobrej formie. oczywiście Gonzo czy
          Gasquet popełniają więcej błędów bo mają inny styl gry - Tsonga to samo. ale
          jeśli mają dobry dzień zniszczą Murraya swoją dominacją. Murray umie zamieszać,
          jest coraz bardziej urozmaiconym tenisistą. pamiętaj że zawdzięcza to swojemu
          indywidualizmowi, i temu że nie ma trenera. to nie jest "męski" styl gry. to
          jest styl gry "sprytny". zgodzę się z tym stwierdzeniem, ale do sztuki na razie
          go nie porównuję. ja lubię filmy i Pulp Fiction, i Delikatessen, i Podziemny
          Krąg, i filmy Herzoga też mogę lubić, i lubię Cube, i Królestwo, i Pi, Ghost Dog
          i wiele innych. niestety Andy Murraya bym porównał do filmów "Dym", albo filmów
          Woody Allena, czyli filmów pozbawionych jak dla mnie magii kina, i artyzmu,
          zarówno od strony reżyserii, i scenariusza, i ciekawej akcji, fabuły, filmów
          'przegadanych', nudnych, chociaż nie oznacza że głupich, jeśli takich porównań
          mamy się trzymać. niestety takie filmy choć mają 'alternatywne spojrzenie' na
          kino, nie są wielkiego formatu, nie ma za nimi jakiegoś przesłania czy głębi,
          niewiele wnoszą do kina choć są niby nie dla przygłupów. Murray ma coś ale to
          nie jest dla mnie tenis wielkiego formatu.

          schodząc do tenisa. tenis Murraya jest coraz bardziej indywidualny, i to mi się
          podoba. rodzaj tego indywidualizmu mi się mniej podoba. nie oznacza to, że
          "gierki" Murraya są na jakimś genialnym poziomie, i że jest to wybitny
          tenisista. lubię jak w tenisie wygrywa duch walki, ryzyko, trudne rozwiązania,
          oraz jednak jakiś testosteron. Murray jest dla mnie pozbawiony jaj, ale nie tak
          jak Simon. ma w sobie rodzaj indywiduum, ale raczej idącego w stronę mało
          poważnej alternatywy, a nie awangardy.

          p.s. Federer ma coś w sobie z Tarantino :)

          stawiam że Federer wygra 2:0 w okolicach tie-breaków, a Roddick 2:1 w bardzo
          zaciętym boju.
          • Gość: manio Re: Manio, możemy zrobić w ogóle oddzielny temat IP: *.elblag.vectranet.pl 21.03.09, 23:28
            Na Onecie przeczytałem, że Murray jest tenisowym Hannibalem
            Lecterem, bo powoli i metodycznie rozpracowuje swoich rywali, a
            następnie, w bardzo estetyczny sposób, przy użyciu noża i widelca
            ich konsumuje. I to jest chyba najbardziej trafne podsumowanie
            Szkota. On jest intelektualistą tenisowym.
            Podstawowy błąd w Twojej analizie Murraya polega na założeniu, że
            tylko siłą i testosteronem można dominować na korcie. Tenis, to nie
            podnoszenie ciężarów. Tutaj potrzebna jest jakaś myśl, a w tym
            elemencie Murray o całą galaktykę przewyższa tenisistów, których
            wymieniasz, jako swoich ulubieńców. Nie przypominam sobie, w
            ostatnim czasie, żeby go ktoś rozniósł na korcie, bo on na to nie
            pozwala. Jego jest ciężko zdominować, bo on ma ogromny intelekt i
            wbrew temu, co powtarzasz, ma osobowość i charyzmę.
            • Gość: tenisista Murray ma osobowość i charyzmę ale jako człowiek IP: *.chello.pl 22.03.09, 01:29
              przed mikrofonem (tak jak McEnroe ;), a nie na korcie. zniszczył go Federer w US
              Open i to było totalne zniszczenie. owszem można "głową" wygrywać, ale nie da
              się wygrywać przebijaniem i miękką ręką, nie popierając tego albo nieodbieralnym
              serwisem co ma Murray, ale w tym turnieju jakoś nie prezentuje, albo jakąś dawką
              agresji. niestety dzisiejszy mecz nie wygrał Murray, ale przegrał Federer.
              totalne kuriozum. włączyłem końcówkę 2 seta, Federer grał "nieźle", wiele
              błędów, ale akcje w jego stylu - tak jak grał najgorsze fragmenty z Gonzalezem.
              drugi set - jakieś upadnięcie Murraya, i Federer oddał mecz samymi autami na
              wiwat, tu w ogóle nie było gry. tak złego seta Federera to w życiu nie
              widziałem. tak grający Federer jak w 3 secie z Murrayem, to Federer do ogrania
              dla każdego. już w meczu z Verdasco grał w kratkę, z Gonzalezem grał z kolei
              bardzo dobrze + większa ilość niewymuszonych błędów niż Gonzalez, ale w tych
              ofensywnych akcjach nad Gonzem przeważał o kilka i dlatego wygrał.

              nie zgodzę się nigdy że Murraya można porównać do takich strategów tenisowych
              którzy już chyba nie grają, mówię chyba bo nie wiem czy jest to przesądzone w
              porównaniu do drugiego, czyli Marcelo Riosa, czy Corii, nie wiem czy zauważasz
              różnicę. Marcelo Rios to ofensywny zawodnik z szaleństwem w oczach i totalną
              nieobliczalnością. geniusz który atakował "stylem i techniką" i bardzo miękką
              ręką. Guillermo Coria był magikiem i stylistą, który ponosił wielkie ryzyko
              (lokalizacja piłek przy liniach) i rozpracowywał metodycznie też swoich rywali.
              co ma Murray? bezpieczniejszy styl gry (brak ryzyka), oraz świetne warunki
              fizyczne (chodzi o wzrost) czyli bardzo dobry serwis. nie ma za to atutów do gry
              ofensywnej. jeśli przy nim gubią się tenisiści jeśli gra bez schematu, to raczej
              winy dopatruję się w tenisistach którzy przy nim się dekoncentrują, i którzy
              sami mają problemy z sobą, niż w wielkiej grze Murraya. oglądałem mecz
              Gasquet-Murray i to był 1 mecz który zrobił na mnie pozytywne wrażenie jeśli
              chodzi o Murraya na Wimbledonie. ale Gasquet był tam większym artystą, Murray
              musiał kończyć piłki bo nawierzchnia nie dawała szans na gierki w przebitki.
              potem był dobry mecz z Nadalem, ale Nadal grał jak na siebie na US Open tak
              sobie. no i mecz z Henri-Mathieu był na prawdę dobry, tylko że Mathieu strzelał
              co któreś zagranie w taśmę albo minimalny aut, a gdyby nie to to był
              przynajmniej równie dobrym zawodnikiem. czemu Mathieu strzelał w aut? bo
              bardziej ryzykował. czy to że Murray nie ryzykuje czyni go większym tenisistą?
              no dla mnie nie, bezpieczniejszym dla swojego wyniku. to ta sama różnica jak
              między Gonzalezem a Federerem, pomijając wszelkie inne dywagacje o ich
              różnicach, to jest główna. Gonzalez jest dla mnie lepszy bo więcej ryzykuje i
              strzela bardziej szalone akcje. Murray takich nie strzela. widzisz, testosteron
              oznacza że nie chcesz wygrywać przebijaniem i cierpliwością i ciągłym
              konstruowaniem strategii, którą możesz oczywiście przeplatać z "testosteronem",
              tylko chcesz wygrywać czymś co wymaga więcej bohaterskości :), męskości, ryzyka,
              fantazji, balansowania na krawędzi, bo to Cię bardziej pociąga. Murray raczej
              gra jak abnegat i jego ten testosteron nie napędza ale przynosi to odpowiedni
              wynik, i to prawda. osobowość mi się Murraya podoba - mówię to od roku, styl gry
              ciągle nie. Federer mecz przegrał w głowie, jak to zrobił to jest niepojęte.
              widzisz, żeby ocenić klasę Murraya i Federera - chcę zobaczyć Federera w formie
              z US Open albo najlepiej sprzed 3 lat, i Murraya z jakiegoś najlepszego meczu -
              wskaż go. i wtedy porównamy tych tenisistów. ja wiem że taka forma między
              Gonzalezem i Federerem zdarzyła się w Szanghaju 2007 i wygrał Gonzalez (to
              znaczy Gonzo był w bdb - formie, i Federer też, czyli bdb -, czyli bardzo dobrze
              choć nie idealnie). tak samo na przykład Gasquet - Gonzalez czy Verdasco i Nadal
              zagrali w tej samej formie mecze na tegorocznym AO. myślę że w Twoim spojrzeniu
              nie ma za bardzo miejsca na styl i artyzm, a jest tylko na "myśl taktyczną".
              fajnie jeśli się da połączyć jedno z drugim. lubię najbardziej jak jest myśl
              taktyczna, testosteron, i artyzm. nie lubię samej myśli taktycznej (tak oceniam
              Murraya), natomiast dosyć lubię sam testosteron, lubię sam artyzm, bardzo lubię
              artyzm i testosteron, bardzo lubię myśl taktyczną i artyzm (Coria), nie zgodzę
              się że Gasquet, czy Tsonga nie prezentują myśli taktycznej. jako ofensorzy mają
              jej w sobie więcej, niż Murray który dużą część spotkań rozgrywa na przerzut w
              ponad 50%. tak jak Nadal, czy kiedyś Federer. nie wiem czy pamiętasz Federera z
              okolic 3 lata temu. Federer serwował bardzo mocno, grał ostre ale bezpieczne
              zagrania i kończył punkt po 3, 4 odbiciu w 20%. resztę rozgrywał tak jak dziś
              Murray, tylko dokładał w to artyzm i niezły plasing. Murray robi to co Federer
              kiedy odejmiemy mu ofensywę, i artyzm. a że Federer się zmienił, to nie wiem?
              dziś Federer latał do siatki i kończył jednym uderzeniem tak jak w meczu z
              Gonzalezem, tylko w meczu z Gonzalezem, robił to z wyraźną przyjemnością i
              przyjął pokazowy styl gry zaproponowany przez Gonza - i tak nie miał wyjścia, bo
              inaczej Gonzo go kończył. a tu grał wyraźnie zdenerwowany i niezadowolony nie
              chcąc przebijać. i wygrałby tak jak w 2 secie, gdyby nie kuriozalne błędy od
              stanu po 1 w 3 secie.


              • Gość: MACIEJ Murray-Federer IP: *.nycmny.east.verizon.net 22.03.09, 05:06
                Mecz zaczyna sie od grania sobie na backhandy,czyli slabe strony obu
                z nich i okazuje sie,ze backhand Murray'a jest wcale nie gorszy od
                jego forehandu i to glownie dlatego ze bije go z dwu rak.Oczywiscie
                backhand Murraya jest duuuuuuuuuzo lepszy od backhandu Federera.
                Serwis rowniez lepszy ma Murray:
                www.protennislive.com/frameset.asp?year=2009&wkno=10&lang=en&tabno=1&eventid=M006&ref=www.bnpparibasopen
                .org

                mimo ze ma 3 double faults.
                No i w ten sposob dochodzimy do forehandu,ktory rowniez ma lepszy
                Murray.Na dodatek tego wszystkiego Murray duuuuuuuuuuzo lepiej
                porusza sie po korcie od Federera.
                Najlepsze lata Federer ma za soba,a teraz bedzie rzadzil
                Murray,ktory fizycznie ich wszystkich niszczy z Nadalem wlacznie.
                Federerowi zostalo teraz robienie dzieci i odpadanie w plfinalach.
                Murray moze wygladac na glupka ,z tym swoim uporczywym bieganiem i
                stawianiem siebie w trudnych sytuacjach z ktorych zaden inny player
                by nie wyszedl,a on jednak wychodzi i to sprawia wielkie wrazenie na
                przeciwnikach,ktorzy z podziwu nie moga wyjsc, jak on goruje nad
                nimi fizycznie.
                A jutro Murray rozpracuje Nadala,ktory nie tak dawno wydawal sie nie
                do pobicia,jak zaczal gorowac fizycznie nad Federerem.
                Verdasco wyszedl na cienkiego Bolka,ktory gral z Federerem
                defensywnie zamiast postawic na ofensywe.
                Rok temu w Miami Murray zaliczyl 10 pkt
                www.atpworldtour.com/tennis/3/en/players/playerprofiles/pointsbreakdown.asp?player=MC10

                Zobaczymy jak mu w tym roku pojdzie.
                • Gość: tenisista Maciej, co Ty tak kibicujesz temu Murrayowi? IP: *.chello.pl 22.03.09, 14:15
                  nie wstyd Ci? :)

                  Murray ma pewniejszy bekhend bo oburęczny. czy jakiś popis nim zrobił? Federer
                  gra trudniejszy bekhend ale bardziej artystyczny. jeśli Federer nie ma dnia, to
                  jego bekhend staje się jego słabą stroną, i pokazuje jego rozkojarzenie.

                  po prostu Federer nie był w formie


                  Murray nie będzie rządził. zresztą nie wiem czy obserwujesz, ale wydaje mi się
                  że od 2 lat powoli dochodzi do normalności. nikt nie rządzi ewidentnie i tak
                  powoli będzie się działo. był Federer, teraz jest Nadal, Nadal jest
                  najmocniejszy po Federerze i ma rezerwuar masy punktów na ziemi, więc może
                  ranking utrzymywać, na innych nawierzchniach też jest jednym z liderów. ale
                  powoli będzie "bezkrólewie".

                  • Gość: MACIEJ Re: Maciej, co Ty tak kibicujesz temu Murrayowi? IP: *.nycmny.east.verizon.net 22.03.09, 17:34
                    Ja kibicuje lepszym,czyli tym ktorzy maja realna szanse na wygranie
                    turnieju.
                    Murray z Federerem zaczal od backhandow i okazalo sie szybko ze
                    backhand Murraya jest duzo lepszy niz Rogera.Co moze Ciebie
                    zdziwic,to Murray uderza mocniej niz Roger i dlatego Federer
                    popelnial tyle bledow.
                    Verdasco wyszedl na amatora w meczu z Rogerem,bo dal sobie narzucic
                    jego styl,a nikt nie jest lepszy w stylu Federera niz on sam.
                    Murray narzucil Federerowi swoj styl gry i okazalo sie ,ze Roger po
                    prostu spuchl.Andy posylal Rogerowi mocno krecone baloniki,z ktorymi
                    Roger nie dawal sobie rady.
                    A jak myslisz ,dlaczego Rafa i w jaki sposob rozpracowal Rogera?
                    Mocno kreconymi balonikami i dobra kondycja fizyczna.
                    Teraz najwiekszym problemem dla Rafa'y bedzie Andy,ktory umie grac
                    tak jak on i na dodatek jest lepszy fizycznie.
                    No wiec dzis bedzie pojedynek #1 z #4 i ja stawiam na Murray'a!

                    PS.Moj syn juz rok temu obstawial Murray'a jako przyszlego #1 ,a ja
                    mu nie dawalem wiary.
              • Gość: manio Re: Murray ma osobowość i charyzmę ale jako człow IP: *.elblag.vectranet.pl 22.03.09, 10:13
                Po raz kolejny powołujesz się na finał US Open, który ma Twoim
                zdaniem być miernikiem klasy Murraya. Takie podejście jest
                nieuczciwe. To tak, jakbyś przywołał finał RG między Nadalem i
                Federerem, w którym Szwajcar ugrał w trzech setach tylko cztery gemy
                i twierdził, że to jest spotkanie, które pokazuje prawdziwą klasę
                Federera. No proszę Cię, dozujmy infantylizm!

                Po kilku Twoich wypowiedziach można wywnioskować, że Murray jest
                tenisistą, który właściwie nie wygrał żadnego meczu, zawsze to rywal
                przegrywa. Ale nie zadałeś już sobie trudu, żeby próbować
                zanalizować, dlaczego przeciwnicy wychodząc z nim na kort
                przegrywają, dlaczego Federer nie wytrzymuje psychicznie ciężaru gry
                ze Szkotem. Dlaczego Szwajcar nie potrafi narzucić mu swojego stylu,
                tylko gra dokładnie tak, jak chce Murray. Nie próbowałeś analizować,
                bo to by Cię musiało doprowadzić do stwierdzenia, że Szkot jednak ma
                siłę, ale nie taką ukrytą w mięśniach, ale taką, która wynika z
                OSOBOWOŚCI.
                Dlaczego Szwajcar bije Gonzaleza, a nie jest w stanie pokonać
                Murraya? Bo wbrew temu, co twierdzisz, Gonzalez jest przewidywalny,
                wiadomo, czego się po nim spodziewać. Tego samego nie można
                powiedzieć o Murrayu, sam Federer stwierdził, że nie potrafi go
                rozgryźć, bo za każdym razem gra inaczej.
                Trzeba naprawdę dużego oderwania od rzeczywistości, aby twierdzić,
                że gra Murraya, to tylko regularne przerzucanie piłki. Gdyby tak
                było, to Fed by go za każdym razem miażdżył, tak jak to robi z
                Davydenko. Tymczasem on przegrał ze Szkotem chyba 4 lub 5 pojedynków
                z rzędu. Owszem, Murray "pyka", ale robi to z polotem,
                kombinacyjnie, z fantazją. Przeciwnik nigdy nie wie, czego się
                spodziewać, jaka piłka nadleci ze strony Szkota.
                Ty potrzebujesz wszystkie argumenty mieć wywalone na stół, Murray na
                stół nic nie wywala. U niego nic nie jest czytelne, oczywiste. W
                jego grze jest szereg niuansów, które wskazują na wyjątkowość tego
                tenisisty, ale Ty ich nie chcesz dostrzec, a może raczej nie
                potrafisz, o czym może świadczyć to, że kilka razy w swoich
                wypowiedziach stawiałeś Murraya przy Simonie.
                Tak na marginesie, to my się raczej nie dogadamy, bo wrażliwość mamy
                kompletnie inną i każdy pewnie zostanie przy swoim zdaniu:)
                Pozdrawiam.
                • Gość: tenisista nie tylko ja stawiam Murraya przy Simonie IP: *.chello.pl 22.03.09, 13:50
                  ale też wielu innych tzw. profesjonalnych komentatorów, tak jak ja stawiam
                  Gasqueta i Gonzaleza przy Federerze, i też wielu tzw. profesjonalnych
                  komentatorów ich do siebie porównuje. porównania wynikają z podobieństw w
                  klasyfikacji stylu gry, ale nie oznaczają że są to tacy sami tenisiści. popatrz
                  na moje porównanie Corii, i Riosa. dlaczego ich porównuję? 175 cm. piekielnie
                  dokładna ręka. super fantazja. brak grania schematem. intuicyjna i instynktowna
                  lekkość gry. rozprowadzanie rywali i manewrowe "szachy na korcie". magia.
                  technika najlepsza pod słońcem. nieobliczalność. ale nie są to przecież idealnie
                  podobni tenisiści. jeden grał szalony tenis ofensywny choć "technicznie" czyli
                  Rios, drugi raczej był zawodnikiem kontrującym, umiejącym zarówno być w
                  ofensywie (bez kończenia punktu bezpośrednio :), jak i w defensywie, trudno było
                  wskazać czemu jest bliższy. jeden lubił kończyć piłki, drugi raczej nie. jeden
                  grał momentami na krawędzi i dość płasko, i ośmieszał rywali skrajnymi akcjami,
                  drugi raczej precyzyjnie rozlokowywał piłki i ciągle 'manewrował'. jeden miał w
                  sobie szaleństwo i "killera", drugi raczej miał geniusz i charyzmę, ale kończącą
                  się na samozadowoleniu z przez siebie idealnie rozgrywanych akcji i uderzeń, nie
                  dążył do wygrywania punktów bezpośrednio. jeden był artystą i wojownikiem na
                  korcie, Coria raczej był stylistą i artystą bez tej duszy wojowniczej. chytrość,
                  przebiegłość, z mniejszą dawką testosteronu. możemy mnożyć niuanse i okaże się
                  że Coria i Rios to dwie różne osobowości. ale jeśli rozlosujemy "mapę
                  zawodników" Rios i Coria są w jednym zespole :), zawodników podobnie
                  uzdolnionych, podobnymi metodami odnoszącymi sukcesy, i podobnie postrzegającymi
                  tenis, w szczegółach wielu różni.

                  porównania Simona i Murraya, wynikają z miękkości ręki, bazowania na tenisie "z
                  kontry", i defensywie, i trzymania miękkiego przerzutu w korcie. to są ich
                  punkty startowe. przy czym nie zgodzę się że Simon, gra tenis "inteligentny",
                  moim zdaniem on gra tenis na przerzut, sparingpartner. tylko Simon, jest bardzo
                  "refleksyjny" - czyli ma bardzo dobry refleks, jego gra jest obliczona na
                  przewidywanie zagrań przeciwnika i natychmiastową dopasację kontrą. on też
                  próbuje 'rozprowadzać' rywala ale z kontry tylko i wyłącznie. Murray, na tle
                  Simona jest "strategiem", technikiem i w ogóle geniuszem, ale gatunkowo
                  prezentują ten sam "gatunek" i podejście do gry w tenisa. Murray ma jeden atut
                  którego nie ma Simon, czyli bardzo dobry serwis - którego ponad rok temu chyba
                  nie miał. w okolicach ostatniego pół roku, może roku tak go poprawił że dziś
                  jest to serwis który może się równać z serwisem Monfilsa, Roddicka, Federera,
                  Gonzaleza, itp. trudno powiedzieć który jest "lepszy", po prostu jest to serwis
                  który stosunkowo trudno jest w ogóle odebrać, i przełamać. zarówno bardzo mocny
                  jak chce, jak i urozmaicony technicznie. to pozwala mu też lepiej przejmować
                  czasami 'z zaskoczenia' inicjatywę, przy własnym serwisie. reszta gry Murraya
                  polega na 'inteligentnym przerzucie', tylko widzisz. nie ma testosteronu czyli
                  szalonej, ryzykownej gry. gra Murraya bliższa jest "nie żartującemu" Monfilsowi
                  :), albo "genialnemu Simonowi", jego najbardziej "zaskakujące" akcje tak jak i w
                  przypadku tamtych zawodników wynikają z gry Z KONTRY, a nie z planu ofensywnej
                  gry. zgadzam się że Murray miesza, i jest tenisistą który zmienia i dopasowuje
                  styl gry do warunków i przeciwnika, ale ciągle trzymając stosunkowo bezpiecznie
                  i miękką piłkę w korcie. a ja uważam że na poziomie artyzmu popartego
                  testosteronem większą sztuką jest grać tak jak Gasquet - ryzykownie, i pięknie,
                  czy tak jak Gonzalez - szalenie na granicy ryzyka. pamiętaj że akcje Gonzo
                  wymagają szalonej pewności uderzeń i świetnej techniki, i dlatego Gonzo je gra,
                  a inni nie. umie tak grać - porównywalnie Federer, czasem z forhendu potrafił
                  grać Roddick za najlepszych czasów, kiedyś ja bym widział ofensywnego Samprasa,
                  czy Agassiego jeśli chodzi o RYZYKO i PRECYZJĘ, albo Riosa - odjąć siłowość :).
                  Blake tak też gra. widzisz, Murray nie ma w sobie tego testosteronu i
                  szaleństwa, i nie ryzykuje. dlatego wygrywa że 'inteligentnie' umie trzymać
                  piłkę w korcie. a Simon w te klocki jest gorszy i bliższy grze podstawowej, ma
                  gorszą intuicję i w przeciwieństwie do Murraya gra schematem. wierz mi że rok
                  temu na Murrayu wieszałem psy, więc jestem chyba obiektywny jeśli dziś mówię o
                  nim całkiem inne rzeczy :). mimo wszystko nikt mnie nie przekona że bezpieczniej
                  - znaczy lepiej w tenisa. nie lubię takiego tenisa. może Tsonga też by umiał
                  długo przebijać (?), nie wiem tego, może i nie, ale inne wartości biorą u niego
                  górę, on chce skończyć punkt, zagrać coś efektownie, szybko, ryzykownie. nie
                  dlatego że się "boi" grać na przerzut, jego fantazja nie obraca się wokół
                  "manewrowego" przerzutu do końca meczu, w którym miękką grą rozstroi rywala.

                  czemu przeciwnicy grają z Murrayem i przegrywają? z różnych powodów. na razie
                  tego że połączył regularność z tymi niektórymi wyskokami "zaskoczeń" które
                  deprymowały rywali, jest tak samo dobry z kontry jak Simon i Nadal, i ma od nich
                  lepszy serwis. nie za bardzo wierzę że Andy Murray zawsze będzie tak samo
                  niewygodny dla innych tenisistów, jak jest teraz. poza tym on nie popełnia na
                  ogół błędów i ma bardzo dobrą formę nie tylko "psychiczną", ale też fizyczną.
                  czemu Murray przede wszystkim wygrywa? brakiem emocji moim zdaniem. Murray ma
                  "pozytywne" emocje, ale jest "abnegatem", więc się nie denerwuje, może grać
                  piłkę meczową zarówno dla siebie, jak i przeciwnika i zagrać coś "na złość" :),
                  a inni za bardzo przeżywają. tak lokuję powodzenia Szkota, a więc to jest ta
                  "osobowość" która przydaje się na zwycięstwa (od roku powtarzam że charakter
                  Murraya i jego wypowiedzi, ironia itp mi się podobają), ale nie na ryzykowny,
                  męski, efektowny styl gry.

                  jeśli chodzi o US Open, to faktem jest że mówiono że to turniej Murraya i dawano
                  mu szanse z Federerem. Federer wtedy grał na tip top, a Murray grał niby turniej
                  życia, oczywiście w finale zagrał słabo, ale też Federer zagrał na 100%. usiłuję
                  Ci wytłumaczyć, że Murray przy takiej grze Federera nie ma sił na zwycięstwo.
                  widziałem mecz w Szanghaju i to był zupełnie inny Federer - wdawał się w gierki,
                  coś tam mowa była o plecach (nie wiem), ale grał wyraźnie na zwolnionych
                  obrotach delikatnie Federer, i przegrał bo grał średnio na jeża bez tego swojego
                  powera. mówisz tak jak by Murray tylko wygrywał, ale zobacz na jego wyniki.
                  wiele spotkań wygrywa w niewielkim stosunku przewag (charakter pozwala mu -
                  tłumaczyłem), a niektóre przegrywa. w tamtym roku lekko przegrał z Davydenko,
                  Nalbandianem, Nadalem (mimo wygranej w Us Open ale wtedy Nadal nie grał tak jak
                  w środku sezonu), przegrał z Almagro na Roland Garros?, Wawrinką, Ancicem,
                  Djokovicem, Robinem Haase na trawie (???!!!!!!!!), Tsongą. więc widzisz, żeby
                  mówić o "wielkiej formie" Murraya i zwycięstwach trzeba mówić o okresie od
                  Wimbledonu tamtego roku a tak na dobre dopiero US Open, i ma po prostu formę, ja
                  widzę że on jest na życiowej fali. Ty zakładasz że to "przedsmak" jego kariery.
                  ja zakładam że to chwilowa tendencja która nie przetrwa próby czasu.

                  Davydenko nie jest dla mnie tenisistą "na przerzut". to ostry tenisista grający
                  twardy tenis z głębi kortu. jest bardziej ofensywny niż Murray, chociaż Murray
                  ma technikę i rękę, której nie ma Davydenko. ale Davydenko ma ostrość zagrań
                  której nie ma Szkot. Brytyjczykowi bliżej jest do Simona.

                  • Gość: manio Re: nie tylko ja stawiam Murraya przy Simonie IP: *.elblag.vectranet.pl 22.03.09, 15:21
                    Jesteś dość selektywny w przedstawianiu opinii specjalistów o
                    Murrayu, co mnie szczerze mówiąc nie dziwi, znając Twoje
                    uprzedzenie. Nie słyszałem, szczerze mówiąc, żeby ktoś tak nachalnie
                    jak Ty stawiał Murraya przy Simonie. Jeżeli masz na myśli Fibaka, to
                    on podkreślał, że w Murrayu jest magia i błyskotliwość, której nie
                    ma Simon. Murray nie jest we wspólnym zbiorze z Simonem, ale właśnie
                    z tak uwielbianym przez Ciebie Corią, tylko, że moim zdaniem jest od
                    niego lepszy. Mógłbym Ci zacytować opinie komentatorów o tym, że
                    Murray jest najbardziej utalentowany z czołowej czwórki, ale to nie
                    ma sensu, bo sam bym dzisiaj takiej opinii nie wygłosił. Szkot
                    jeszcze w sposób ewidentny i zdecydowany swojego talentu nie
                    potwierdził.
                    Fundamentalna różnica między nami polega na tym, że Ty lubisz
                    bohaterów romantycznych, którzy pięknie przegrywają, a ja lubię
                    zwycięzców. Dla mnie ludzie, którzy z okrzykiem biegną w kierunku
                    wycelowanych w nich armat są głupi, a dla Ciebie bohaterscy. Ja mam
                    szacunek do ludzi, którzy potrafią wymanewrować wroga i w
                    konsekwencji unieść ręce do góry w geście triumfu. Bardziej niż siłę
                    fizyczną cenię siłę mentalną, bo bez niej nie można zostać
                    zwycięzcą. Bez siły mentalnej nie można narzucić przeciwnikowi
                    swojego stylu gry, a co za tym idzie, nie można być skutecznym.
                    Owszem, Murray przegrywał mecze i pewnie w dalszym ciągu będzie
                    zaliczał jakieś porażki, ale to nie ma żadnego wpływu na jego ogólny
                    profil.
                    Masz rację, według mnie Murray jest na początku drogi. On się będzie
                    tenisowo zmieniał, ewoluował, bedzie grał stylistycznie zróżnicowany
                    tenis, bo to jest tenisista, który lubi eksperymentować i ma
                    argumenty, żeby grać w różnych stylach, choć Ty tego nie
                    dostrzegasz. Owszem, styl gry będzie dopasowywał do przeciwnika, ale
                    nie możesz mu czynić zarzutu z tego, że jest inteligentny i ma wizję
                    taktyczną. Chociaż, z tego, co zauważyłem, Ty wolisz tenisistów
                    raczej inteligencją nie grzeszących, którzy na "hura" biegną do
                    przodu, tak jak wczoraj Roddick, co sprowokowało brać netową
                    (dokładnie sympatyków tenisa), do wymyślenia dowcipu: "Co to jest:
                    małe, białe, za kratami? Roddick przy siatce":)))
                    Czas pokaże, który z nas ma rację. Może już najbliższy czas, a może
                    dopiero dalsza perspektywa. W każdym razie nasze słowa zostaną
                    zweryfikowane. Myślę, że rację będę miał ja, bo sądząc po Twoich
                    typowaniach, raczej żyjesz w pewnym oderwaniu od rzeczywistości,
                    ale... zobaczymy...

                    • Gość: tenisista moje typowania dotyczą prawdopodobieństwa IP: *.chello.pl 22.03.09, 20:40
                      "chciałbym + może się zdarzyć" a nie tylko i wyłącznie "największego
                      prawdopodobieństwa" jeśli chodzi o te ćwierćfinały i wyżej. zawsze można
                      zobaczyć nr. rozstawienia i wytypować to co widać w cyferkach i STATYSTYCZNIE
                      zapewniam Cię że jak cały rok tak będziesz typował to o ile 20, 30% typów na
                      ogół Cię zawiedzie, z 50% procent trafisz do ćwierćfinału a i tak w dalszych
                      fazach masz spore szanse. ja patrzę kto ma szanse i próbuję przy porównywalnych
                      szansach dać szansę tym którzy z założenia są "mniej brani pod uwagę", żeby
                      potem nie słyszeć że jak Tsonga dochodzi do finału AO to jest to "zaskoczenie".

                      do Corii Murraya porównują? hm.. nie słyszałem takiego bezpośredniego typowania.

                      tak, ja lubię romantycznych z fantazją. nie chodzi o to że mają przegrać bo to
                      jest trochę mało sensowne i praktyczne, chodzi o to że mając potencjał próbują
                      grać ciekawiej i ryzykowniej narażając się często na przegranie z własną
                      słabością + solidnością rywala, niż z samym "wielkim tenisem" rywala. dla mnie
                      ktoś kto rozgrywa piękny mecz i go przegrywa z jakimś tam statystą który jak
                      Simon próbuje "przetrwać" wyczyny przeciwnika, jest zawsze kimś dla kogo oglądam
                      ten mecz, a nie ten Simon - przeciwnik.

                      co do Murraya. ma 20 lat jakieś, zobaczymy jak to będzie. uważam że na razie
                      jest tenisistą który jakoś za bardzo jest mocny w każdym aspekcie. wydaje mi się
                      że to będzie kruszeć. a do tego przeciwnicy będą się do niego dobierali jak do
                      Federera, czy Nadala, i szukali wyjścia żeby go powalić jako już groźnego
                      przeciwnika, a on takim geniuszem to dla mnie nie jest.

                      nie wiem, słyszałem wiele porównań do Simona jeśli chodzi o Murraya, sam takie
                      widzę podobieństwa. jeśli Murray będzie równie artystyczny jak Coria to może i
                      polubię tego zawodnika. na razie mogę powiedzieć, że mogę go już oglądać, a rok
                      temu wyłączałem mecze kiedy na ekranie był Murray.

                      romantyzm w tenisie? :) oznacza że ktoś patrzy nie jak "najskuteczniej" zagrać,
                      tylko jaki tenis pokazać oczywiście chcąc tym tenisem zarazem wygrać. romantyzm
                      i artyzm najczęściej się pokrywa. romantycy najczęściej są jak Federer takimi
                      narcyzami którzy zapatrzeni są sami w siebie, i w ten swój tenis :), i zakochani
                      w tym co robią, chcą być podziwiani za styl gry, i za swoją osobowość a punkty
                      schodzą dla nich na plan dalszy, oczywiście w granicach pewnego rozsądku. jedni
                      są szaleni do przesady, inni tylko trochę. rzeczywiście tych anty-artystów, czy
                      nie-romantyków nie lubię. nie lubię wyrachowania, kalkulacji, takiego czyhania
                      na sukcesy, lubią jak mecz ma temperaturę, jak jest jakieś iskrzenie. możemy
                      sobie przywołać mecze Agassiego i Samprasa. tam był i "romantyzm" i mecz "na
                      poważnie" zarazem. takie też mi wystarczą. kiedy jest walka na noże, ale też
                      jest miejsce na szanowanie piłki, ale i artyzm, i sztuczki, i wymiany ciosów, i
                      zmiany tempa itp. no dla mnie tego w grze wielu dzisiaj tenisistów brakuje - to
                      jest i Monfils, i Simon, i Murray, i Djokovic, i Del Potro a wszyscy są albo w
                      10, albo prawie w 10.

                      ja oglądam mecz dla widowiska, i tego 1 meczu. postawa romantyczna może się w
                      meczu "opłacić", tylko trzeba mieć dzień. najgorsze jest to, że taka postawa
                      niestety nie daje szans na przetrwanie co do regularności. dlatego taki tenis
                      przegrywa rankingami. przy czym "szaleństwo" przecież nie musi oznaczać gry
                      Gonzaleza. np. jest Flavio Cipolla ;), który gra same "miękkie wrzutki" na
                      środek. widzisz, jest to tak że Murraya nie lubię. a Cipolla robi to tak
                      perwersyjnie, tak prowokacyjnie, tak wk. dla przeciwnika :), i tak inteligentnie
                      umiejąc czasem zaskoczyć, zupełną zmianą stylu czy uderzenia, że jest w tym to
                      "coś" wyjątkowego co pokazuje że to nietuzinkowy tenisista. właściwie zero siły
                      w jego grze. poza "wyjątkami" :). ale to też jest szaleństwo, bo to jest
                      balansowanie na krawędzi i zupełnie nietypowy styl i jeszcze ciekawsza ręka niż
                      Murray ;). a Murray za bardzo idzie na kompromisy i uśrednia ten swój tenis,
                      wszystko jest "trochę", trochę płasko, trochę rotacyjnie, trochę dynamicznie,
                      trochę lekko, trochę średnio, trochę wysoko, trochę do przodu, trochę do tyłu.
                      brak jakiejś większej prowokacji czy zdecydowania.

                      Roddick jest ok kiedy gra na luzie, niestety jego problemem jest to że się spina
                      w meczach a mistrzem woleja to nigdy nie był :).

                      lubię jak ktoś gra "wbrew regułom" i na hura biegnie do siatki ale chcąc zagrać
                      szaloną akcję. widzisz, to trzeba umieć odróżnić. taki był Gonzalez przez kilka
                      lat, to jest stylista szalony showman. nie latał tam bo "nie wiedział" że może
                      przegrać punkt, tylko specjalnie latał żeby sprowokować zaskakującą sytuację i
                      zobaczyć co z tego wyniknie. to wtedy nie jest "głupota" tylko prowokacja gry
                      fantastycznej a nie nudnej, przewidywalnej, nie-ryzykownej. a jeśli Roddick
                      idzie nie bo "ma kaprys" i mu szalony pomysł przyszedł do głowy, tylko dlatego
                      że nie ma koncepcji i nie wytrzymuje nerwowo, i leci tam spięty bez koncepcji to
                      wtedy jest rzeczywiście bardziej "głupota" niż romantyzm.

                      nie lubię w tenisie schematu, i potem nudnej "mądrości". lubię pasję, artyzm,
                      nieprzewidywalność, natchnienie, perfekcjonizm (raczej stylistyczny). można
                      tenis widzieć jak grę, która ma pasjonować :), i pewną sztukę walki, i takiej
                      dla mnie Murray a tym bardziej Simon Hewitt itp nie uprawiają. można widzieć
                      jako czystą matematykę, maraton, spekulację, rachunek prawdopodobieństwa,
                      siłownię, ale też jak boks i wymianę ciosów, jak "szachy" albo "bierki" :). ja
                      lubię naczynia powiązane ale zdecydowanie albo w stronę "szalonej walki" albo
                      artyzmu. sam widzisz że te różne podejścia nie często się ze sobą na korcie
                      spotykają.

                      dla mnie najbardziej utalentowany jest z młodych bo już nie chcę wymieniać
                      starych Gasquet, Nishikori, i Tsonga. Monfilsa stawiam też nad Murrayem. Murray
                      po prostu zbyt zachowawczo i poważnie podchodzi do meczu, dlatego wygrywa, a do
                      tego ma nonszalancję i abnegację która go nagradza. u Monfilsa jest to zbyt duży
                      luz, i zabawa więc nie dziwne że wyników nie ma. z kolei wyżsi są zbyt
                      "romantyczni" i chimeryczni, kapryśni, i grają fazami. Murray gra jak by bez
                      emocji, on poważnie traktuję walkę ale nie ma emocji związanych z artyzmem i
                      pefekcjonizmem. dlatego nie denerwuje się na siebie, kiedy mu coś nie idzie.
                      Gasquet jak widzi że 'samo się nie gra' to macha rakietką, wzrusza ramionami i
                      się denerwuje. bo jest artystą i perfekcjonistą, on nie zacznie grać jaj Murray.
                      Tsonga musi złapać rytm i grać perfekcyjny wygrywający tenis, on nie będzie się
                      zadowalał przebijaniem. a Murray, nie patrzy jaką akcję zagra, on patrzy jak
                      "ogra". a widzisz, nie każdy tym samym się pasjonuje co Murray :)

                • Gość: tenisista aha, co do Federera, w RG? moim zdaniem zagrał tam IP: *.chello.pl 22.03.09, 14:10
                  lepiej niż wczoraj z Murrayem. tak to widziałem (nie widziałem 1 seta z
                  Murrayem, ale od połowy meczu). Nadal po prostu był niezniszczalny na RG, a
                  Federer grał lepiej niż w tym turnieju, czy nie gorzej niż w Szanghaju. 2 set w
                  RG był na bardzo wysokim poziomie. później Federer się spalił i chciał jak
                  najszybciej zejść z kortu, ale nie zgodzę się że mecz z Nadalem był meczem w
                  którym Federer zagrał 'tragicznie'. on zagrał tam "tylko dobrze", a Nadal
                  świetnie, i dlatego był wynik jaki był. dodam, że co do "artyzmu" u Federera
                  widziałem więcej artyzmu niż u Nadala i wyżej stawiam pod tym względem jego grę
                  na RG od gry Nadala. i widzisz, to jest to co mnie różni od statystycznych
                  obserwatorów tenisa, że ja nie patrzę tylko na wynik. w pojedynku na "akcje" nie
                  licząc niewymuszonych błędów, tylko oglądając te "najlepsze" akcje, Federer miał
                  ich kilkanaście perełek w tym RG na tle 0 Nadala, który grał bardzo dobrze, ale
                  takiego artyzmu nie pokazał. dla 90% obserwatorów Federer zagrał "słabo" na RG
                  bo Nadal nie dał mu nawiązać równorzędnej walki na "punkty", na tym kończą
                  obserwację. dla mnie Federer wygrał na artyzm, i ryzyko, styl akcji, i urodę
                  gry, aczkolwiek przegrał na punkty. więc nie jest ewidentnym przegranym tamtego
                  meczu. wynik na RG moim zdaniem nie odzwierciedlał przewagi Nadala, Nadal wygrał
                  zdecydowanie, ale Federer grał bardzo dobrze, tylko co z tego jak nieskutecznie.
                  zwłaszcza w 2 secie który moim zdaniem był łeb w łeb.

                  po prostu wtedy Nadal miał życiówkę, Federer grał tylko "dobrze", a Federer nie
                  jest mistrzem cegły i do tego spalił się w 3 secie, i Nadal mu nie leży,
                  przegrał ten mecz głównie z nawierzchnią i mistrzem tej nawierzchni w swojej
                  życiowej formie, a potem ze swoją słabością charakteru (w 3 secie), ale nie
                  powiem że grał zły mecz. po prostu Nadal nie pozwolił mu na więcej.

                  tak samo było w meczu z Murrayem w US Open. Murray miał życiową formę w tym
                  turnieju, spalił się w meczu z Federerem, ale Federer nie pozwolił mu nic tak na
                  prawdę na swojej ulubionej nawierzchni zagrać i miał bdb formę. tylko że Murray
                  nic tam dla mnie nie pokazał kiedy Federer dominował. a dla mnie Federer pokazał
                  dużo więcej na RG urywając zaledwie tylko 4 gemy. mecz był dużo ciekawszy.

                  niesprawiedliwość polega na tym, że wtedy była to "detronizacja" Federera który
                  jeszcze pływał w micie wielkiego arcymistrza, i gdyby taki mecz zagrał jak
                  Federer - Murray na miejscu Federera uznano by że Nadal zagrał genialnie, a
                  Murray "nie dał rady". ponieważ Federer zawsze dominował, a jak przegrywał to
                  ledwo co, to spuszczono w krytyce baty Federerowi, za to że po prostu Nadal był
                  lepszy. gdyby Federer zagrał taki mecz jak Murray na US Open w finale, a po
                  drugiej stronie stał Nadal to krytyka by go wywiozła na taczkach :). ciągle od
                  Murraya się mniej oczekuje, niż od dominatora Federera, i dlatego się
                  wyolbrzymia przegrane Federera, i wygrane Murraya. prawda jest taka, że moim
                  zdaniem Federer docenia tylko 1 rywala ciągle, i jest nim Nadal. innych albo
                  docenia technicznie i artystycznie ale nie angażuje się na 100% w te mecze
                  (Gasquet, Blake, Gonzalez), albo ich nie docenia w ogóle - głównie gracze
                  młodego pokolenia, jak Murray, Simon itp. a czemu przegrał z Simonem? on nie
                  lubi takich regularnych tenisistów. dekoncentruje się przy nich. moim zdaniem
                  Federer poza Nadalem, angażuje się na 100% tylko jeszcze w mecze z Nalbandianem.
                  inaczej traktuje innych, i to się na nim czasem mści.

                  nie mówię że Murray nie wygrał żadnego meczu. ale raczej wygrywa innymi atutami
                  niż zwycięski tenis.

                  "Trzeba naprawdę dużego oderwania od rzeczywistości, aby twierdzić,
                  > że gra Murraya, to tylko regularne przerzucanie piłki. Gdyby tak
                  > było, to Fed by go za każdym razem miażdżył, tak jak to robi z
                  > Davydenko."

                  a czemu nie miażdżył tak Simona? Andreeva (wielkie męki), czy Canasa, Nadala? on
                  nie lubi regularnych defensorów, którzy potrafią go rozregulować. moim zdaniem
                  nie zawsze wynika to z ich geniuszu, ale też z jego niechęci do takiej gry i
                  dekoncentracji. o ile Canas czy Nadal z nim wygrywają "strategią" i siłą swojej
                  gry, o tyle Simon? Simon po meczu z Federerem "nie wiem jak to się stało, cały
                  czas nie mogę uwierzyć że tego dokonałem. pokonałem Federera. ja po prostu
                  grałem i przebijałem" :). otóż to. wystarczy być Simonem żeby wygrać z
                  Federerem, bo zaczyna się gubić w takiej grze. nie dlatego że rywal go
                  rozpracowuje, ale Federer się dekoncentruje. zapytaj Federera, czemu tak jest,
                  ja mam swoją teorię, ale nie będę za niego odpowiadał. ogólnie zasada na ogół
                  jest taka, że ofensorzy i technicy, agresorzy nienawidzą grać z systematykami i
                  nudziarzami.

                  pozdro






                  • Gość: drżenie łydek Tenisista jest słaby i znów dał dupy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.03.09, 16:42
                    I dodatkowo nie lada błaznem trzeba być, żeby tak teraz głupio
                    starać się odkręcać i szukać wymówek zamiast własne durnoctwo
                    przyjąć do wiadomości jako fakt potwierdzający się regularnie.
                    Głupota tenisisty jest znacznie bardziej regularna niż gra
                    jego "ulubieńca" Simona.

                    Historia Murray i Federer z tym samym zakończeniem co ostatnio i też
                    nie dziwi. Federer miał szczęście, że Murray był taki wystraszony w
                    swoim pierwszym finale wielkoszlemowym w zeszłym roku i dodatkowo
                    był zaraz po Nadalu, a Szwajcar wypoczywał.

                    Jak na znawcę i eksperta tenisista okazał się po raz kolejny
                    całkowitym ignorantem. Nie tylko w typowaniu wyników turnieju na
                    początku, ale i również typowaniem i przewidywaniem przebiegu
                    półfinałów się skompromitował, bo miało być 2-0 Federer i Roddick
                    miał zrobić Nadala "tajbrekami", a tu Murray tradycyjnie zrobił
                    Szwajcarka w trzech, a Nadal swoje zrobił w "tajbreku". Trudno o
                    większe pomyłki.

                    Tenisista jest słaby i znów to udowodnił. Typy tenisisty trzeba brać
                    na odwrót i wtedy raczej się zgadza, tak to najczęściej wygląda.
                    Tenisista wygrywa na głupotę ze wszystkimi, co potwierdza jego
                    analiza RG. A tłumaczenie, że Federer przegrywa z regularnymi
                    tensiistami, bo ich nie lubi też niezła głupota. Ciekawe jakie
                    jeszcze mądrości podrzuci tenisista.
                    • Gość: tenisista Federer jak i Gasquet, Rios, Tsonga, kiedyś Agassi IP: *.chello.pl 22.03.09, 20:08
                      Sampras, przegrywali zawsze z regularnymi tenisistami. widocznie dla Ciebie
                      liczy się tylko wynik a nie metoda jak się to osiąga. można przegrywać, i być i
                      tak lepszym. dziwnie się czuję w obronie "buca" Federera, którego nigdy nie
                      lubiłem jako zawodnika, lubię jego styl gry bo jest maestrią bez względu na
                      sympatię czy antypatię do tego tenisisty. jeśli ktokolwiek upatruje "sztuki" w
                      grze Murraya musi być nieźle szurnięty. historia z Murrayem, jest taka sama jak
                      z Hingis. można nie ryzykować, grać kombinacyjnie i prowokować do błędów,
                      regularną grą z kontry, umiejąc zamieszać. nie bądź taki hop bo można mówić o
                      jakimkolwiek powodzeniu Murraya, wtedy kiedy będzie kilka lat w ścisłej
                      czołówce, a do tego będzie imponował stylem gry. uważam że pierwsze jest mało
                      prawdopodobne, a drugie jest zupełnie niemożliwe.

                      co do mnie. moja "porażka" nie polega na typach, ani na tym że moi ulubieńcy
                      przegrywają, bo jak zawsze mówiłem wynik dla mnie nie jest najważniejszy i
                      bardziej będę cenił tych którzy potrafią zaryzykować wynik dla ciekawego i
                      ryzykownie rozegranego spotkania. rzeczywiście natomiast polega na tym, że
                      kiedyś Murraya miałem za "Simona" a jednak jest kimś więcej. to nie zmienia
                      faktu że Federerem, Samprasem, Riosem, czy choćby Blakiem, Gonzalezem, czy
                      Gasquetem nie będzie. Ty pewnie będziesz się podniecał tym, że Murray stuka tyle
                      samo co oni punktów, albo momentami więcej i ma regularniejsze wyniki, jeśli
                      kiedykolwiek będzie je miał, a ja i tak będę się "podniecał" tym że ci którzy go
                      depczą w rankingu po kostkach grają takie akcje jakich on nigdy nie zagra.

                      ignorantem trzeba być, nie umiejąc odróżnić klasy i stylu zdobywania punktów od
                      samego zdobywania punktów. to media robią show wokół Murraya. na razie jest to
                      najmocniejszy jeśli chodzi o ostatnie kilka miesięcy zawodnik z czołówki, co do
                      formy. a za kilka tygodni najmocniejszy będzie Nadal, Federer, Roddick, Tsonga,
                      Cilic itd.

                      nie wiem czemu ścigasz 'wpadki' tenisisty, mnie jakoś specjalnie nie bierze to
                      że ktoś kogo nie lubię i nie obstawiam okazuje się skuteczniejszy niż bym sobie
                      życzył. zdążyłem się przez 15 lat do tego przyzwyczaić :). w przeciwieństwie do
                      Macieja nie kibicuję tym którzy "dominują" tylko tym którzy najlepiej i
                      najciekawiej grają. nie na wynik, tylko na wszystkie atuty. a nie wszystkie da
                      się pogodzić i podsumować w wyniku.

                      typowanie półfinałów było błędne, no tak, ale Roddick i Nadal grali nudno, a
                      Federer zagrał tak jak by chciał oddać mecz w 3 secie po tym jak się Murray
                      poślizgnął. tego nie brałem pod uwagę. mógłbyś "triumfować" gdyby Murray
                      rozniósł w 2 setach Federerach i jakoś go rozprowadził a Federer zagrał kiepski
                      mecz. a Roddick zagrał średni.

                      nie mów czy tenisista jest słaby, bo tenisista nie gra, i nic poważnie nie
                      obstawia, a jedynie opiniuje swoje zdanie sięgając jak go czytasz poza wyniki,
                      wyniki komentuję przy okazji. Ty tylko patrzysz na wynik, więc lepiej nie odnoś
                      się do moich komentarzy bo nie znajdziemy wspólnej płaszczyzny do porozumienia
                      :). dla mnie tenisista może być nr.1 i tak będzie słaby jeśli będzie takim nr.1
                      jak Hewitt, a Ty tego nie zrozumiesz. może być 150 i być dla mnie nr.1 nawet jak
                      jakimiś sprawami przegrywa. a Ty tylko o wyniku i który wygrał. to że obstawiam
                      Federera na tle Murraya wynika tylko z tego że widzę potencjał i klasę gry
                      Federera, i Murraya i widzę totalną różnicę klas w ich grze. a to że Murray umie
                      zdekoncentrować i wybić z rytmu Federera który jak wiemy gra swoim jakimś tam
                      "transem" i musi w ten rytm wejść, kiedy Federer ma złą formę, to nie zmienia
                      postaci rzeczy.

                      równie dobrze Federer miał szczęście w US Open, jak Murray miał szczęście
                      wczoraj. ciekawy jestem jak skomentujesz grę Murraya? Murray powiedział na
                      konferencji że zagrał z Rogerem "najlepszy" mecz dotychczas. a ja powiem że od
                      połowy 2 seta zagrał mecz w stylu 'nudny Murray' który dostawał prezenty od
                      Federera, w 2 secie przeplatane akcjami w których Murray nie istniał, w ostatnim
                      już nie było takich akcji, nie dlatego że Murray grał świetnie, tylko dlatego że
                      Federer wszystko psuł. jeśli to wszystko na co stać Murraya z Federerem a
                      domyślam się że tak, to jeśli Federer będzie w formie np. z Wimbledonu, czy
                      Roland Garros 2008 to Murray nie ma szans. no chyba że zakładamy że nie będzie.

                      o co Ci chodzi z RG? widziało wiele osób ten finał. Federer grał tam ok + więcej
                      niewymuszonych błędów i do tego błędów wynikających z gry Nadala. Nadal zagrał
                      bardzo dobrze i tyle. nie mówię że zagrał na RG idealnie, grał tam ciekawiej od
                      Nadala i pokazał większy artyzm. a Nadal grał swoją grę bez wielkich ceregieli i
                      wygrał. i co z tego? ja bardziej cenię to co pokazał Federer w RG. gdzie Ty
                      dopatrujesz się tu "głupoty"? albo umiesz dostrzegać coś poza wynikiem i patrzeć
                      na tenis w różnych płaszczyznach albo sam jesteś "głupota". zrozum i wbij sobie
                      do głowy, że są na świecie kategorie nudziarzy dla których liczy się tylko
                      sukces, wynik, tabelka, wygrana, zwycięstwa, itp. i są ci którzy umieją dostrzec
                      coś więcej, najczęściej nudziarze są dla tych co dysponują tym "więcej"
                      najgroźniejsi bo się w ogóle te kategorie nie spotykają i w niczym nie
                      rozumieją. pokaż mi artystyczne zagrania Nadala, czy Murraya i oceń ich ilość w
                      meczu. i pokaż mi Federera, Gonzaleza, czy Tsongi. ja dla nich oglądam mecze.
                      jeśli Murray nie potrafi zagrać takich jak inni, to mniej go cenię, bo wygrywa
                      tym że nie ryzykuje takich zagrań i przebija równo piłkę. jeśli czytasz uważnie
                      moje wypowiedzi to wiesz że nie cenię tenisistów nudnych, czyli tych co
                      przedkładają wynik nad tą tenisową "resztę". a właściwie to wszyscy
                      przedkładają, więc tym bardziej nie lubię tych którzy poza wynikiem i dążeniem
                      do zdobycia go kosztem całej reszty nic innego nie prezentują i nie grają. dla
                      nudziarzy wszystko poza "osiągnięciem" i "wynikiem" będzie nie istotną głupotą.
                      ale ja tenisa dla wyniku nie oglądam, sorry.


                      • Gość: drżenie łydek Nadal rządzi, a tenisista to zwykły megaloman IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.03.09, 00:29
                        Nadal nie dał żadnych szans Murrayowi w finale. Nic do powiedzenia.
                        Federer nie ma więc czego żałować.
                        A co do nowego wywodu tenisisty to, mospanie, jesteś zwykły
                        megaloman, nabzdyczony do granic indor, pępek głupoty zwyczajnie.
                        Nie interesują cię wyniki, a typujesz. Coś tu nie gra. Ale typujesz,
                        więc twoja "porażka" jest porażką, a nie tylko "porażką". Gdybyś
                        akurat trafił, to nadąłbyś się przecież jak cholera, pysznił jak
                        stado pawiów i gadał trzy razy tyle co dotąd. Tylko ty się znasz,
                        więc znałbyś się jeszcze bardziej. A tak, to nie było na poważnie,
                        mówisz. Co za brak klasy. Trzymetrowy aut to jest, a ten o challenge
                        woła. Krętacz jesteś.
                        Gdyby nie kilka lat grania na poziomie i z wynikami, czyli z
                        możliwością ich obejrzenia, to o żadnych Gonzalesach, Gasketach,
                        Riosach, Coriach, Blejkach, że o większych postaciach nie wspomnę,
                        byś nie widział i nie słyszał, bo nie tylko gra, ale nawet przede
                        wszystkim wyniki spowodowały, że szeroko zaistnieli i dali się
                        zapamiętać na dłużej. Dziw bierze, że nie pojmujesz, że są gracze w
                        oglądzie bardziej i mniej efektowni, w niczym to nie podnosi
                        wartości pierwszych, gdy nie mają wyników jak i nie umniejsza
                        wartości drugich, gdy wyniki mają. Grać kiepsko i nie mieć żadnych
                        wyników, czyli tak jak ty, to dopiero tragedia. Preferencje co do
                        oglądania można zrozumieć, kretyńskiej jazdy po kilku wytypowanych
                        postaciach, że nie grają jak lubisz już nie. Debilizm. Widać
                        produkcją szamba się lubisz zajmować. A wyniki są równie ważne w
                        ocenie gracza jak sama gra, żebys gadał nie wiadomo co, najwięksi
                        mają największe wyniki i są na dłużej, a trochę mniejsi mniejsze i
                        krócej, a czasem ktoś też zupełnie dziko i nad poziom wyskoczy i
                        nigdy nie powtórzy. Twoja autorytarna ocena to tylko twoje
                        preferencji co do oglądania i nie powinieneś wmawiać, że jest
                        inaczej, a tym bardziej, że twoja ocena świadczy o klasie gracza, bo
                        to nieprawda. Taki Gonzalez wychodzi po to żeby wygrać, bo pograć ot
                        tak sobie, to on może w debla, co czasem robi i w tym zapewne ma
                        rozrywkę. Również ów "nieszczęsny" Simon wychodzi po to, by wygrać.
                        Z tego punktu widzenia niczym się nie różnią. A jedynie z wielu
                        powodów zabierają się do tego inaczej. Co w tym dziwnego? Gdybyś
                        miał 100 Gonzalezów jęczałbyś, że to nie do wytrzymania. Musiałeś
                        się własnej matce nieźle we znaki dać rozkapryszonuy bachorze.
                        Wolisz Gonzaleza, to świetnie, ja zresztą też, ale po co opluwać
                        tamtego i pastwić się nad nim, ze mało efektowny jest i mówić że nic
                        on jest, skoro to łgarstwo zwykłe, bo taki Simon musi wykonać kawał
                        solidnej roboty, by swoje osiągnąć, a ty go rozwalony przed kompem
                        podsumujesz, że słaby jest. Ty jesteś tutaj najsłabszym i
                        najbardziej bezmyślnym graczem.
                        Pozujesz na ostatniego romantyka tenisa chcącego wmówić, że jesteś
                        tylko i wyłącznie rozkochany w czystym tenisie, ale jesteś jedynie
                        fircykiem. Za dużo negatywnego dogmatyzmu u ciebie. Nie ufam takim
                        typkom. Jak się nosi kogoś na rękach, to nie ma powodu nienawidzić i
                        opluwać innych. A ty nigdy nie przepuszczasz okazji by napluć na
                        wiadome postaci. I jeszcze dziwisz się, że za zaczepkę często
                        bierzesz po gębie i skarżysz się potem fałszywie i równie fałszywie
                        ubolewasz i równie fałszywie płaczesz nad swoim tenisowym
                        osamotnieniem. Biedaczek. Brzydki boks z faulami to twoja
                        specjalność. Gdzie tu jest ten pożądany przez ciebie artyzm? Śmiech
                        bierze z tego twojego pozerstwa i za jakie bóstwo się masz. Lepiej
                        od razu powiedz, że jesteś lepszy niż Sampras, Federer, Nadal i
                        Murray razem wzięci, tylko ci się nie chciało im tego udowadniać.
                        Jest zupełnie pewne, że Murray będzie kilka lat w dziesiątce,
                        kondycyjnie dokonał dużego postępu, a z roku na rok jest coraz
                        lepszy czysto tenisowo i taktycznie i najlepsze ma przed sobą. Myśli
                        na korcie, gra niejednostajnie, reaguje i sprawia kłopot, trudno go
                        orzeczytać, a sam dobrze czyta grę, ma co trzeba i szlemowe turnieje
                        w zasięgu. Wcześniej miał pomysły, ale sił nie starczało i dzieciak
                        był. Zdecydowanie nie czujesz tego gracza, a on ma o wiele więcej
                        atutów niż taki Tsonga, który do ogarnięcia jest o wiele łatwiejszy.
                        Nie ma powodu robić zarzutu z niepodejmowania bezmyślnego ryzyka,
                        jak ktoś ma mnóstwo atutów i coraz lepiej dobiera swoje środki jak
                        Murray. Wszechstronny jest. Federerowi lata lecą i coraz trudniej,
                        różne Samprasy i inne też to przerabiały przed nim, czasem przykro
                        bywało, Federerowi pewnie nawet trudniej bo dominacaj nieludzka
                        była. Skończyło się, ale i tak nikt mu nie zabierze ani gry, ani, no
                        właśnie, zwycięstw, bez których nie byłby postrzegany jako WIELKI
                        FEDERER, tylko jako dobry, bardzo dobry Federer. To samo z
                        Samprasem.
                        O twoicgh definicjach słąbych graczy nie ma co gadać, bo to
                        bredzenie. Nie sposób brać tego poważnie.
                        Co do RG to nie próbuj robić z siebie większego durnia niż jesteś.
                        Pajacowanie tez powinno mieć jakieś granice, inaczej staje się
                        zwyczajnie żałosne. Nijakiego artyzmu Federer na RG nie mógł
                        pokazać, bo Nadal go odprawił bezceremonialnie, żadnego szemrania i
                        gadania o artyzmie Federera nie było, może w szatni przed meczem.
                        Nadal wyszedł, wsiadł, do rozmowy nie dopuścił, artyzmu wyciagać nie
                        zezwolił, sam pokazał swoją sztukę, innego rodzaju przyznajmy, ale
                        nie gorszą, pojechał po nim i koniec balu. U Tsongi ani Gonzaleza
                        większego artyzmu niz u Nadala z pewnością nie ma, to czysty wymysł.
                        Co najwyżej więcej pojedynczych efektownych punktów, ale u Nadala na
                        przykład mnóstwo świetnych wymian dawniej, bo teraz jak może to
                        skraca tę zabawę, bardziej ekonomiczny się zrobił i na lepsze mu to
                        na dodatek wychodzi, sam więcej kończy i dominuje bardziej. Wymiany
                        z atakujacymi uderzeniami albo z kontrami z otchłani w pełnym biegu
                        to nie był artyzm? Dla mnie tak. Wszystko robi lepiej i wciąż się
                        poprawia, dwa-trzy lata temu miał jeszcze kłopoty na twardych
                        kortach, teraz kłopoty mają inni z nim, na tych samych kortach.
                        Najlepszy gracz obecnie, nie ma nawet cienia wątpliwości.
                        A poza tym tenisista z chello.pl jest słaby.
                      • Gość: MACIEJ Musze sie zgodzic z tenisista IP: 70.107.14.* 23.03.09, 00:38
                        Murray to taki ulepszony Simone.
                        Zwrocilem juz uwage wczesniej na jego baloniki na srodek w meczu z
                        Federerem i Roger nie dawal sobie z nimi rady,bo Andy wybiegal
                        tamten mecz.
                        W meczu natomiast z Rafa poza balonikami,w ktorych Rafa jest
                        specjalista,trzeba tez miec mocne i niskie uderzenia po rogach,co
                        duzo lepiej robi Nadal niz Murray.
                        Nie mozna tez tlumaczyc przegranej Murray'a ze grali przy mocnym
                        wietrze ,a ten sprzyja zawodnikowi nizszemu o zwartej budowie,ktory
                        lepiej potrafi zmieniac kierunki,niz wysokiemu,ktory jest szybszy w
                        biegu po prostej.
                        Mecz zaczal sie od backhandow Murray'a na forehand Nadal'a i od razu
                        zaczalem sie dziwic,dlaczego Murray gra uporczywie swoje backhandy
                        cross-cort na forehand Nadala,ale pozniej zauwazylem,ze jemu
                        backhand wzdluz linii rzadko dobrze wychodzi.
                        I to co bylo dobra taktyka w stosunku do praworecznego Rogera,bylo
                        bardzo zla taktyka w stosunku do leworecznego Nadal'a.
                        Poza tym Nadal lepiej sobie radzi ze swoim backhandem niz Federer.
                        Murray taktycznie zagral bardzo zle,a szybkie plaskie strzaly mu nie
                        wychodzily i to by byla woda na mlyn tenisisty.
                        Nadal taktycznie rozegral mecz po mistrzowsku,a Murray
                        potwierdzil,ze jak dochodzi do finalu,to mu rozum odbiera.
                        Gral niemal identycznie tak samo jak z Federerem,z tym ze ciut
                        gorzej.

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka