Gość: tenisista
IP: *.chello.pl
18.03.09, 23:26
no niestety muszę to powiedzieć.
Gonzalez zagrał beznadziejny mecz z Federerem.
dla ludzi którzy nie oglądali codziennie Gonza w akcji, może się wydawać że
Gonzalez zagrał bardzo dobrze. patrząc na ranking, i na jego "osiągnięcia"
wynikowe ktoś kto nie zna jego gry mógłby palnąć taką bzdurę.
niestety Gonzalez zagrał poniżej swoich "średnich" możliwości, jakie
prezentował przez kilka lat w turniejach i zastanawiam się coraz uważniej, czy
Gonzalez kiedykolwiek jeszcze nawiąże do formy sprzed kilku lat, nawet kiedy
nie był w 10. bo wtedy miewał mecze rozchwiane z wzlotami i upadkami ale w
wielu tych meczach momentami pokazywał tenis niedostępny nikomu. nie mogę
oprzeć się wrażeniu, że Gonzalez jest jednym z najszybciej starzejących się
fizjologicznie tenisistów, i po prostu te niedostatki nie zależne od jego woli
i "głowy" powodują że robi coraz więcej błędów i nie nadąża za tempem gry.
przykro to mówić o moim ulubionym tenisiście z czołówki lat 'dziesiątych'
nowego wieku.
Gonzalez z Federerem zagrali mecz w stylu "pokazówka" złożony z dużej liczby
efektownych winnerów. był to stary dobry Gonzalez ze swoją klasą i efektownym
podejściem do tenisa dla publiczności. mnóstwo krótkich akcji opartych na
kończących uderzeniach. ktoś zaraz powie że czasem przeciwnik dotknął piłkę
więc nie było "winnera". no ale to właśnie proszę sobie zobaczyć mecz
Gonzaleza z Federerem i porównać do meczu Radwańskiej z jakąś tam Kleybanową
co to znaczy "zmusić przeciwnika do popełnienia błędu" wygrywającym
uderzeniem, a co to znaczy "przebijać czyhając na omyłkę rywala". Gonzo w
swoim stylu rozpie...ł rakietę co nawet się sztywnemu Federerowi spodobało
bo się z życzliwością i rozbawieniem uśmiechał, a publiczność biła brawo.
Gonzo zachowywał się jak na niezłym kacu i jak by jeszcze nie wytrzeźwiał, jak
zwykle grał natchnieniem ale brakowało wykończenia i minimalnych centymetrów
do tego żeby wygrać, akcjami jakimi bez problemu wygrywał by z Federerem w
Szanghaju 2007, a to było z półtora roku temu niecałe raptem. Gonzalez nie
zagrał nigdy złego meczu więc i tu było na co popatrzeć. tylko co z tego jak
Federer grał na luziku i się nie wysilał, robiąc z Gonzem pokazówkę, a Gonzo
psuł piłki które w dobrej formie mu wchodzą chociaż jak ktoś nie zna Gonzaleza
to mu się może wydawać to niemożliwe. niestety od jakiegoś czasu "czegoś"
brakuje Gonzalezowi, i mam wrażenie mimo że klasa gry i podejście do meczu
Gonzaleza się nie zmienia, ciągle gra na swoim pułapie ryzyka, i otwartości i
szukania zwycięskich zagrań, że to "coś" uleciało kilkanaście miesięcy temu
raz na zawsze. to tak jak Agassi w ostatnich 2 latach kariery to nie ten sam
Agassi co w latach swojej świetności. chociaż nadal był wielkim mistrzem.
tyle wrażeń, pomijając fizjonomię, wydaje mi się że Gonzo miał "syndrom
Roddicka" w tym meczu i że grał pod jakąś dziwną presją która kiedyś go wcale
nie charakteryzowała. podszedł do meczu widowiskowo a nie konfrontacyjnie -
ambicjonalnie - sportowo, ale jednocześnie jak by nie wierząc zarazem w
możliwość sprawienia niespodzianki.