Forum Sport Tenis
ZMIEŃ

      Domachowska porażka w I rundzie

    IP: 217.96.62.* 13.04.09, 19:53
    Marta Domachowska znowu rozczarowała. Przegrała z Łotyszką z
    kwalifikacji w I r w Charleston. Na 10 meczów w tym roku w WTA Tour
    8 porażka. Nie opuszcza ją optymizm ma bogaty plan startów łącznie z
    dużym turniejem w Madrycie. Tylko po co? Te porażki w I r lub II
    rundzie ( po AO 2008 Marta zaledwie w dwóch turniejach wygrała dwa
    kolejne mecze)muszą byc frustrujące nie tylko kibiców. Czas aby Pani
    Marta przypominiała sobie, że jest cykl turniejów ITF. Im szybciej
    tym lepiej żeby się nie obudziła w okolicach 200 miejsca rankingu
    jak to już przerabiała w 2007. Są wprawdzie tacy którym bardzo
    odpowida gra Marty Domachowskiej, ale bez konkretnych wyników w
    turniejach kogo to będzie interesowało.
      • Gość: seria podwójnych Domachowska już tenisowo nie istnieje w singlu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.09, 20:14
        Tylko jeszcze nie przyjęła tego do końca do wiadomości. Całkowicie
        pogubiła się ze wszystkim, powrotu nie będzie. Jak ona przegrywa z
        bliżej nieznanymi graczkami coraz częściej, to jest to koniec drogi.
        Może niech w debla popróbuje, tam rywalizacji wielkiej nie ma, a w
        ostatnich latach gra się i tak coraz bardziej z linii końcowej czyli
        jak znalazł dla niej będzie i trochę w skarbonce po zakończeniu
        kariery zostanie, a tak to bida z nędzą będzie z takimi wynikami jak
        teraz.
        • Gość: tenisista co za chamstwo na forum się pojawiło nagle???????? IP: *.chello.pl 13.04.09, 20:36
          bezczelność nie zna granic.

          gra się dla satysfakcji i przyjemności a nie dla wyniku. można ciułać punkty w
          kiepskich turniejach ale Marta nie przegrywa dlatego że jest kiepska, tylko
          dlatego że jak nie ma dnia to z każdym by przegrała, a jak ma to wygrać też może
          i w Monte Carlo i to z wieloma tenisistkami. poza tym jeśli punkty są dla was
          ważne, to w kwalifikacjach nawet jak się ich nie przechodzi do turnieju głównego
          wygranie 2 pojedynków daje tyle punktów co połowa czy więcej turnieju ITF, a
          poziom gry zupełnie inny. Marta niech sobie gra jak jej się podoba. jak się
          popełnia 50 niewymuszonych błędów w meczu to z każdą można przegrać.

          • Gość: mm przegrana z satysfakcją sens życia sportowca IP: 217.96.62.* 13.04.09, 21:31
            Wątpię żeby Marta miała satysfakcję i czerpała przyjemnośc ze swojej
            aktualnej gry. Granie w kwalifikacjach dla punktów na dłuższą metę
            jest bez sensu. Grając w ITF-ach nie chodzi o ciułanie punktów, ale
            przerwanie niemocy Marty. Udany jeden, dwa starty może dałyby jej
            tyle satysfakcji, że pozowliłyby jej odbic się od dna. Osobiście nie
            wierzę żeby Marta wróciła do 50 rankingu ale może zagra jeszcze 2
            czy 3 mecze w których wygra z każdą najepszą tenisitską a nie będzie
            raz za razem przegrywac z tymi najsłabszymi.
            • Gość: tenisista sens życia sportowca jak dla mnie to pokonywać IP: *.chello.pl 13.04.09, 22:05
              jak największe progi trudności i własnej słabości. pójście na ITFy to dla Marty
              moim zdaniem jest przyznanie się do czegoś pod czym się nie podpisuję czyli
              "aktualnie jestem słaba" i szukanie drogi do rozpaczliwego ratunku. moim zdaniem
              w domyśle za Twoim postem stoi niedocenianie Marty i ocena jej gry jako słabej,
              czy wręcz beznadziejnej. prawda jest taka, że gra w ITFach jest wcale niewiele
              łatwiejsza jeśli się nie ma formy. popatrz jak grała Dokic w ITF - lepiej jej
              szło na AO niż w takich głupich turniejach. przegrana w 1 rundzie turnieju WTA
              rangi 2 kategorii nawet z kwalifikantką nie jest wstydem, a jak się nie ma formy
              to i tak się nie ugra wiele w ITFie, bo tam takich wracających po kontuzjach,
              uzdolnionych nastolatek czy bardzo regularnych ciułaczek jest bardzo wiele. więc
              jak się nie ma formy to ITF może przynieść porażkę. jeśli forma przyjdzie to i
              przyjść może na Monte Carlo czy RG i wtedy można przejść pół turnieju i więcej.
              Marta to jest taki Jeremy Chardy tenisa kobiecego. mnóstwo błędów i prezentów i
              wiele ciekawiej gry i momentów grania na poziomie bardzo wysokim. pewnie
              regularnie nigdy nie będzie. dopatrujesz się jakiejś logiki w jej wynikach. a
              pewnie jest tak że wyjątkowo źle trafiała w ostatnich miesiącach z formą na
              akurat czasami dobrą formę rywalek, odpuściła kilka spotkań jak to ona przy
              okazji też, no i zaczęło się spadać. pamiętaj że motywacją dla Marty jest to
              żeby odbić się od dna :). więc myślę że wtedy znowu zagra "wszystko albo nic" i
              w jakimś turnieju zaskoczy. przejdzie kilka rund, wróci do 100, potem znowu do
              jakiejś 50, ale potem znowu spadnie. Ty myślisz że ona jest jak Radwańska czy
              normalna jakaś tenisistka. Marta jest nienormalna. to nic nie da że będzie grać
              w ITFach żeby się "wzmocnić i podbudować psychicznie", potem mieć ranking w 100,
              potem grać małe turnieje i przygotować formę na US Open na przykład i iść
              zgodnie z jakimś planem. nic to w jej grze nie zmieni. jak ma dobry dzień to i
              wygra z Jankovic czy Pennettą czy Safiną, ale jak będzie miała kiepski to nie
              będzie mieć tym bardziej motywacji w kiepskim turnieju.

              temat sensu i satysfakcji. myślę że Marta zalicza się do tych tenisistek które
              wolą zagrać ryzykownie z dobrą przeciwniczką i ogólnie wypaść dobrze i przegrać
              mimo to w wyniku, niż zagrać swoje minimum i wygrać w kiepskim turnieju nawet
              ten turniej z tenisistkami które dają jej tylko satysfakcję ze zwycięstwa, ale
              nie z poziomu rozgrywek. myślę że Marta nie zmobilizuje się wynikami. ją raczej
              mobilizuje bardziej wyzwanie i stawka, jeśli coś ją w ogóle mobilizuje.

              moim zdaniem Ty już Martę widzisz na dnie. a ona gra swój normalny dobry tenis,
              tylko nie mając szczęścia, mając kiepską formę, no i tyle historii. z taką grą
              można i wygrywać i przegrywać. ITFy jej nie poprawią. a to że jest poza 100. to
              nie jest żaden dramat. to jest tylko dramat dla wynikowców. raz jest w 50, raz w
              100, raz 200, a kiedyś będzie jeszcze w 30 i pewnie wyżej. o ile kiedyś się
              zmobilizuje. ITFy jej nie zmobilizują, zmbobilizować ją może tylko jakieś
              ultimatum, które sobie postawi tak jak Dokic, albo wreszcie wygrane w miarę
              ważnych turniejach. po za tym Marta gra dla kilku rzeczy. jej wygrane wcale tak
              nie cieszą. gra bo lubi. bo jeśli ją kręci to duży tenisowy świat a nie mały, i
              gra po kasę w jakiejś perspektywie. ITFy to jest coś co może satysfakcjonować
              osobę która zaczyna albo nie ma wyjścia i musi odrabiać ranking spoza 300. jak
              ja bym był na miejscu Marty i miał grać w ITFach to jak bym pizdnął ten tenis to
              bym huku narobił, albo wszystko, albo nic.

              • Gość: marek alez Marta gra bardzo regularnie .... IP: *.hsd1.co.comcast.net 13.04.09, 22:22
                ... regularnie przegrywa.
                • Gość: tenisista regularnie to zdobywa wyniki. IP: *.chello.pl 13.04.09, 22:39
                  a nie gra. jak by zaczęła grać regularnie czyli np. regularnie beznadziejnie nie
                  przeplatając błędów winnersami , czy nie mając świetnych sekwencji gry na tle
                  beznadziejnych, to by dawno postawiła na tenisie krzyżyk, a jak by grała
                  regularnie dobrze ze swoim poziomem gry to by była w 15 przy tym co się teraz
                  dzieje w tenisie.

                  jeśli chodzi o przegrywanie w tenisa, trzeba by mieć kontakt z Martą i zapytać
                  jej o co chodzi że mimo że czasami gra lepiej niż przeciwniczki w dużych
                  fragmentach meczu jednak w efekcie przegrywa, wygrane mecze. może się nie stara.
                  może jej nie zależy. może się zniechęca łatwo. myśli o czymś innym. może
                  trenerzy jej mącą w głowie i narzucają jakiś inny plan gry niż taki który by jej
                  pasował. może jej przeszkadza rąbek u spódnicy :) bo tego jest najbliższa nasza
                  kapryśna Marta i zawsze była, więc luksusowa sytuacja. ja myślę że jak by Marta
                  na prawdę się przejmowała swoimi wynikami to by dawno coś osiągnęła i ugrała,
                  widocznie jej nie zależy. mobilizacja przyjdzie nie w ITFie tylko jak zacznie
                  myśleć nad zakończeniem kariery albo nabierze większej ochoty do gry przeciwko
                  dobrym tenisistkom udowadniając sobie że potrafi nie wygrywać z 300 tenisistką,
                  ale że potrafi wygrywać z pierwszymi rakietami i to dobrą zwycięską grą w swoim
                  ulubionym stylu. ajtiefy nic nie dają, jeśli ona odpada w pierwszych rundach
                  turniejów IV kategorii to i tak samo by odpadała w pierwszych rundach byle ITFu.
                  bo w przypadku Marty problem nie leży w tenisie za mocnym innych rywalek, ale w
                  jej kiepskiej formie, to ona przegrywa a nie inne z nią wygrywają. z Radwańską
                  trzeba wygrać. no chyba że to mecz z Pawluczenkową. a z Domachowską wystarczy
                  umieć przebić piłkę na drugą stronę i dać jej zepsuć jeśli gra jak ostatnio
                  większość meczy. a to potrafią zawodniczki i w ITFach. jeśli zacznie grać
                  lepiej, i gra zacznie jej wychodzić wiele jeszcze powygrywa. ITF to uwstecznienie.

                  • Gość: Jędrzej sensem sportu jest WALKA IP: *.chello.pl 14.04.09, 02:19
                    o zwycięstwo, toczona wg zobiektywizowanych reguł. Usuń ten aksjomat, a sport straci swą tożsamość i odrębność od innych dziedzin popkultury, w których gwiazdy są głównie produktem lansu, a nie osobistych zalet i umiejętności. Przestań więc z łaski swojej truć nam bez przerwy, że poziom tensisty i uzyskiwane przezeń wyniki to dwie różne sprawy.

                    Chyba, ze tenis nie jest dla ciebie sportem.
                    • Gość: tenisista ale to jest definicja podstawowa. IP: *.chello.pl 14.04.09, 11:37
                      oczywiście że jest to jedna z definicji sportu jako takiego.

                      więc możesz powiedzieć że sport jest po prostu rywalizacją.

                      tak więc sportem będzie business dla businessmanów. kto ma lepszy biznes ten
                      jest lepszym zawodnikiem wobec reguł rynku.

                      jeśli zrobimy zawody czy konkurs oparty na zobiektywizowanych regułach to ten
                      kto wygra będzie też świetnym "sportowcem".

                      a ktoś kto będzie miał najlepsze wyniki w szkole, i na uczelniach będzie
                      najlepszym sportowcem "nauki".

                      to jest jedna z wielu stron medalu.

                      jeśli chcesz do tego sprowadzić cały tenis, proszę Cię bardzo. ja się nie
                      dziwię, bo fanów Radwańskiej a jesteś nim już wiemy wyróżnia oglądanie tabelek i
                      śledzenie zestawień.

                      dla mnie sport się do tego nie ogranicza. to jest NUDNE. tenis to jest gra
                      oparta na wielu różnych niuansach i to ją różni od innych dyscyplin sportowych.
                      łączy ją z innymi głównie to, że jest jednym ze sportów.

                      a ja nie jestem fanem "sportu" jako takiego.

                      tylko konkretnych dziedzin sportowych.

                      możesz powiedzieć że człowiekiem to jest homo sapiens z takimi a nie innymi
                      matrycami genowymi.

                      a dla mnie akurat ludzie się trochę dzielą na takich których lubię cenię i nie
                      lubię i mniej cenię.

                      tak samo tenis, ma wiele płaszczyzn które go definiują. i jak grasz w tenisa
                      rozumiesz te niuanse i z czasem na nie zwracasz większą uwagę, niż na same
                      wyniki, tym bardziej, jeśli wiesz że wyniki buduje cierpliwość, regularność,
                      zachowawczość, kompromis i możemy sobie wymieniać, motywacja, nerwowość itp.

                      mnie "sport" tenis nie interesuje, jeśli chcesz to usłyszeć, to mówię to wprost
                      proszę bardzo.

                      mnie interesuje to co buduje wszechstronność i atrakcyjność tenisa, a jak
                      oglądam ludzi występujących za grube miliony dolarów, to chcę widzieć to czego
                      nie widziałem na kortach warszawskich, w odbiciach juniorów czy amatorów w Polsce.

                      tenisista nie jest tylko sportowcem. może nim jest dla Ciebie. dla wielu
                      tenisistów tenisista to jest po prostu człowiek w pracy. też więc nie tyle
                      sportowiec, ile koleś który zarabia na chleb. ale nie Ty jesteś od zawężania
                      reguł jakimi mają się kierować zawodnicy, ale oni sobie ustalają je sami. oni
                      mogą zawęzić tak jak Hewitt czy Simon tenis do tego że dla nich liczy się
                      wymęczenie wyniku, zdobywanie sukcesów itp. ale mają prawo mieć do tego inne
                      podejście, wcale "nie tylko sportowe". i nie każdy fan tenisa, musi być
                      największym fanem akurat tego co buduje w tenisie wyniki.

                      z Twojej definicji jak zwykle wynika to co wmawiam każdemu fanowi Radwańskiej.
                      należy grać żeby wygrać. i jak to się osiąga was nie interesuje, bo was
                      interesuje tylko wynik. dlatego dopóki ktoś wam nie wskoczy w rankingu czy nie
                      wygra ważnych imprez nie będziecie go cenili bo dla was tenis zaczyna i kończy
                      się na sporcie.

                      dlatego z wami nie ma co w ogóle rozmawiać i udławcie się tą Radwańską i
                      Simonami i innymi głupotami :).

                      a dla mnie liczy się ten tenisista który jest "alternatywnym sportowcem" albo
                      "nie tylko sportowcem", który po pierwsze:

                      nie jest chory z ambicji, bo nie rozumiem ludzi ambitnych. dla mnie to choroba
                      jakaś i natręctwo.

                      lubi szukać alternatywnych smaków i rozwiązań w tenisie.

                      ma zdrowe czyli luźne podejście do życia i do sportu i do wyników

                      i pokazuje coś ciekawego

                      dla fanów Radwańskiej takich o, jak Jędrzej najlepszy jest najskuteczniejszy.

                      jeśli znajdzie się tenisista który wbijając piłki dosłownie na środek przez całą
                      karierę będzie miał nr. 1 przez 10 lat, to i tak będą popierali tego i mówili że
                      chodzi w tenisie o wyniki, i nie dostrzegali tego że inni grają ciekawiej i
                      starają się coś więcej, bo akurat nie będą mieli tych wyników i będą numerami
                      20, albo 50.

                      jak znajdzie się tenisista, który będzie serwował 100% asy i miał błyskawiczny
                      return ale nie będzie potrafił nic więcej poza siłową łupaniną i będzie nr.2 to
                      będzie obiektywnie najlepszy więc mam nadzieję że będziesz mu kibicował i
                      obiektywnie będziesz oceniał jego klasę gry, a inni będą na pewno od niego dużo
                      gorsi. bo wyniki.

                      reguły obowiązują w punktacji. to co wyróżnia sportowca, to to co jest obok tych
                      reguł, przecież nie oglądasz chyba meczu po to żeby zobaczyć wynik w tabelce i
                      kto wygrał, chociaż to jest "sens rywalizacji". tylko że co z tego?

                      ja cenię tych którzy wprowadzają do sportu to co jest tym, co rozwija i
                      rozszerza tą jego "definicję", a tych co grają w czysty "sort" w ogóle nie widzę
                      i nie dostrzegam, bo takich to jest miliony sportowców na całym świecie, i co
                      mnie oni obchodzą? ja szukam tych którzy mi coś w tenisie zabrzmią inaczej, a
                      nie tych którzy potrafią najskuteczniej połączyć podstawowe elementy gry w
                      tenisa w całość.

                      Twoja definicja jak wam już wielokrotnie powiedziałem i ciągle nie rozumiecie co
                      poniektórzy, wyklucza jakąkolwiek dyskusję o tenisie bo de facto sprowadza się
                      do wyniku i niczego więcej. więc nie ma co z wami dyskutować.

                      a czy wszystkie reguły Ci się podobają? dlaczego teraz gra się cięższymi albo
                      większymi piłkami? zobacz przecież jak się ślimaczy ten turniej w Monte Carlo.
                      tenisiści nie kontrolują uderzeń. to wymusza inny obraz gry, i to faworyzuje
                      tenisistów grających okrągłe baloniki jak Ferrer, czy Monaco. nie zdziwię się
                      jak tego typu biegacze wygrają albo dojdą przynajmniej do finału w tym turnieju.
                      gra jest miękka i lekka, wolna i nie da się tych piłek sucho i soczyście
                      uderzyć. to są "reguły" w jakich muszą grać. w tych regułach wygra tenisista
                      grający na środek. a na pewno taki jest faworyzowany. i to nie znaczy że tego
                      masz najbardziej cenić bo akurat najskuteczniej walczył.

                      reguły są od tego żeby je łamać. ciekawy tenisista gra wbrew regułom, poszukując
                      swojego stylu i odróżniając się od milionów innych.

                      walka, walka jest i walka też jest nawet Ci wytłumaczę. a czy walka "na
                      poważnie" w zabawę jaką jest tenis nie jest chorobą? czy ambicja dotycząca w
                      życiu takich głupot i bzdetów które są rodzajem przyjemności nie jest chorobą
                      psychiczną kwalifikującą się do leczenia? z czego masz mieć satysfakcję? z tego
                      że "udowodniłeś sobie że jesteś lepszy" bo wygrałeś mecz? przecież to jest
                      chore. satysfakcję można mieć z tego że się zagrało jakiś fantastyczny punkt
                      albo akcję, albo mecz, pokonując czy też "przechodząc samego siebie". dla
                      jednych tenis może być prymitywną rywalizacją na punkty, dla innych może być
                      takim wspinaniem się po górach i pokonywaniem kolejnych Himalajów. czy nie
                      lepiej jest przegrać grając na krawędzi i odpadając ze ściany, niż wygrać tym że
                      inny za bardzo zaryzykował? dlaczego więc ludzie chodzą po górach? pewnie
                      nienormalni jacyś? w tenisie jest ciekawe to co buduje GRĘ w tenisa, a nie to
                      kto wygra. to jest banał.

                      przyznam Ci zaskakująco puentując wątek, że mi też nie podoba się tenis
                      ostatnich czasów. koszmarne pieniądze, ludzie najczęściej z dobrze sytuowanych
                      względnie rodzin, którym nie zależy na niczym grają sobie pykają w tego tenisa
                      bez większego zaangażowania, i właśnie ratują ten tenis gwiazdy, które jak
                      Gonzalez, mają po prostu wielką radość i satysfakcję ze swojej fantastycznej
                      (chociaż coraz rzadziej) gry, czy James Blake czy Gasquet czy Tsonga jak mają
                      ten dzień. reszta odbija sobie bez większego zaangażowania, albo po prostu ciuła
                      punkty i kasę i nie ma żadnej przyjemności z gry. brakuje w tenisie osobowości
                      "sportowych", no chyba że taki chory Nadal skaczący 2 lata temu w powietrze po
                      każdym wygranym punkcie, co było irytujące ale więcej ze sportem wspólnego mające.

                      kiedyś, więcej było walki na poważnie, zacięcia, zaangażowania, i
                      elektryzowania, teraz grają bo grają, tak ja to przynajmniej widzę. ale może
                      właśnie kiedyś bardziej artyzm i umiejętności, technika budowały wyniki i obraz
                      gry, i może to też się przekładało na satysfakcję, mobilizację i podejście? bo
                      dziś, budują je warunki fizyczne, serwowanie, bieganie, i sprzęt, albo podejście
                      ciułacza który gra na środek więc z czego się mają cieszyć, i w co angażować?
                      tenis robi się nudny

                      • Gość: spóźniony dyngus No cóż, tenisista był po prostu słaby. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.04.09, 16:43
                        Chłoptyś zwany tenisistą niczym się na korcie nie wyróżnił. Nie to,
                        żebyśmy chcieli mu jakoś specjalnie z tego powodu dokuczyć, to w
                        końcu nic takiego, zdarza się, fantazje mogą się rozminąć z
                        rzeczywistością.
                        W tym jednak przypadku, jak wnosimy z lektury "natchnionych" tekstów
                        tego chłopczyka, musiało to być szczególnie bolesne rozczarowanie i
                        pozostawiło trwały uraz, mocno nadwątlając zasoby psychiczne
                        naszego "bohatera".

                        Ale zawsze jeszcze zostało mu krzesełko, monitor i klawiatura i
                        nienawiść do wszystkich i wszystkiego. Młodzianek próbuje więc
                        rozładować swoje nerwowe napięcia. Daje upust goryczy, złości i
                        frustracji i nie przebiera w środkach. Dla każdego ma coś "miłego",
                        dla niektórych nawet więcej.
                        Zaczyna od graczy, których dość dowolnie, bez większego ładu i
                        składu rozstawia po swoim pokoju, a następnie wściekle rzuca się na
                        nich, kopie, gryzie i bije kijem bez opamiętania. Z upodobaniem
                        maltretuje takie postaci jak Radwańska, Simon, Murray i kilku
                        innych, próbując wmówić, że to dla ich dobra i przede wszystkim dla
                        dobra tenisa. Bardzo zapalczywy i nerwowy chłoptyś. To powtarzające
                        się zajęcie w miarę upływu czasu nie dostarcza mu już jednak
                        spodziewanych wrażeń i bohater zaczął szukać wrażeń większych.
                        I w miarę pogarszania się stanu jego zdrowia coraz częściej i coraz
                        zajadlej i brutalniej fauluje innych użytkowników
                        forum. "Nierozważnie i nieprawomyślnie" się odzywajacych nie brakuje
                        i nasz bohater ma z tym pełne ręce roboty. Lecz i to na nic, stan
                        jego zdrowia pogarsza się z każdym dniem. I nie pomaga juz nawet
                        rzucana w ciężkiej rozpaczy ulubiona "obelga", czyli określanie
                        swojego rozmówcy mianem: "ach, ty fanie Radwańskiej". Za słabe to
                        jest, nie robi jakiegoś większego wrażenia, cos w sam raz na
                        wzruszenie ramion, gniewa to bardzo naszego milusińskiego.

                        Na marginesie dodajmy, ze najlepszy rozmówca to dla tenisisty taki,
                        który sam się nie będzie wiele odzywał, za to będzie mu gorliwie we
                        wszystkim potakiwał i pił "mądrości" z jego dzióbka, gdyż tylko
                        entuzjasta wynurzeń i uniesień tenisisty znajdzie u niego
                        zrozumienie i uznanie, a nawet "zasłuży" na nazwanie szanownym. Zbyt
                        wielu chętnych jednak nie ma. Takie niedocenienie pereł rzucanych
                        przez niego nasz "guru od tenisa" uznaje za głęboko oburzające i tym
                        bardziej zajadle tłucze dalej, by opornych naprostować i jedyną
                        słuszną prawdę tenisową czyli jego im objawić, by zaczęli przyjmować
                        ją bez słowa sprzeciwu. Jednak entuzjazm dla poczynań
                        naszego "proroka" nie chce jakoś szczególnie rosnąć.

                        Lecz "z pewnością" wszyscy "z zapartym tchem" czekamy na jeszcze
                        więcej "natchnionych teorii" tego osobliwego chłopca.
                        • Gość: goralnizinny nie znecajcie sie nad geniuszem IP: 189.182.30.* 12.03.10, 03:22
                          Wlasciwie to nie powinienem sie wtracac bo od pewnego czasu jestem permanentnie
                          na wczasach, (niektorzy nazywaja to "life style")
                          i czytanie bzdur juz mnie meczy, ale to ja jestem jednym z tych, ktorzy
                          zachecali "tenisiste" w przeszlosci by sie nie zalamywal i cos pisal. Tysiac i
                          jeden sposobow prob obrony gry Domachowskiej swiadczy o duzej fantazji i szkoda
                          by bylo, zeby sie chlopakowi zmarnowal talent. Jedyny problem mam z tym, ze
                          pisze on te bzdury na to forum a nie do redakcji "Malej Fantastyki".
        • Gość: oyama Re: Domachowska już tenisowo nie istnieje w singl IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.10, 17:58
          bylem w bydgoszcz wpiepsz ciastka moj pies je pstryka komora moj pies nie lata
          rozbieganymi slepiami po trybunach moj pies ma mores i jest czujny jak waszka
          potrzebny informatyk od wczoraj bania do wymiany
          • Gość: misiu uważaj Najważniejsze, że Marta ma co do garnka włożyć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.03.10, 14:55
            A teraz jest już czas najwyższy, żeby niektórzy forumowi "eksperci"
            zaczęli dbać o swoją śledzionę.
            • Gość: bleeeee Re: Najważniejsze, że Marta ma co do garnka włoży IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.03.10, 17:58
              Nie wiem ile ona zarabia, ale w sumie to ma fajnie.
              Jeździ sobie po świecie, do ciepłych krajów, od turnieju do turnieju coś tam
              pogra, ale niezbyt się namęczy, spotyka się z różnymi tenisistami. no i chyba
              coś tam zarabia.
              a to, że nie osiąga sukcesów to już inna sprawa.
    Pełna wersja