Forum Sport Tenis
ZMIEŃ

      Obiektywizm...Realizm...

    IP: 195.95.144.* 03.07.09, 10:23

    Jestem fanem tenisa i dlatego od czasu do czasu tu zaglądam. Z
    uśmiechem na ustach czytam Wasze polemiki dotyczące A. Radwańskiej i
    całego tego rodzinnego klanu.

    Nie jestem ani orędownikiem panny Agi, ani też jej przeciwnikiem -
    zachowuję obiektywizm, czy też realizm; natomiast jako Polak cieszę
    się, że wreszcie w jakiejś popularnej dyscyplinie sportu - osoba
    posługująca się biegle językiem polskim dostała się/dobiła do
    czołówki tenisowej.

    I właśnie, odnośnie tego OBIEKTYWIZMU czy też REALIZMU...co to
    jest? - to są fakty !!!, a jakie one są????...

    czy się to komuś podoba, czy też nie - A.Radwańska obroniła punkty z
    ubiegłego roku; kogo po drodze pokonała? - czy to ktoś za rok, dwa
    czy pięc będzie jeszcze pamiętał???...wątpię, natomiast w notce
    biograficznej będzie zawsze widniało, że ta konkretna tenisistka
    była w końcowej ósemce na Wimbledonie...

    styl gry, zachowanie na korcie itp. - tutaj oczywiście jest więcej
    miejsca na polemikę; rację trzeba przyznac tym że...co osoba - to
    odrębny pogląd...

    a tak jeszcze na marginesie; mądry Polak po...i z perspektywy czasu -
    czytałem Wasze opinie i nie należały one raczej do wyjątków = po
    meczu z V. Williams, można było odnieśc wrażenie,
    że...katostrofa...kompromitacja...wstyd itp. ...a

    zobaczcie tegoroczne dokonania na Wimbledonie przeciwniczek V.
    Williams, które ugrały:

    1. runda Voegele - 5 gemów
    2. runda K. Bondarenko - 5 gemów
    3. runda Suarez Navarro - 4 gemy
    4. runda Ivanovic - 2 gemy
    5. runda A.Radwańska - 3 gemy
    6. runda Safina 1 gem

    Patrząc przez ten pryzmat, czy występ A.Radwańskiej można uznac za
    katastrofalny? - ja nie podpisałbym się pod tym

      • Gość: tenisista Arturze, tym się różni znawca i ekspert od laika IP: *.chello.pl 03.07.09, 11:38
        że znawca i ekspert patrzy na realia sportu właśnie, i ocenia czy aby wyniki są
        takie ważne. masz sobie takie kolarstwo, w kolarstwie zwyciężają ci co jadą na
        dopingu, wiemy to od lat, więc wiadomo że nie są oni najlepsi. co z tego że mają
        zapisane w historii że zwyciężyli, skoro realnie nie zasługiwali na miano
        najlepszych. masz skoki narciarskie i wiesz, że to jak daleko skaczą skoczkowie
        zależy od formy, a w danym sezonie od szczęścia, a turnieju od pomyślnego
        wiatru, i koniec kropka. nie można więc uznać że najlepszym skoczkiem jest ten
        co ma najwięcej punktów, bo najprawdopodobniej jak pochylisz się nad każdym jego
        skokiem, to się okaże że miał więcej szczęścia akurat od innych i trafił z
        formą, za to kilku innych jak ma tą formę i nawet mniej szczęścia potrafi skakać
        dalej od niego.

        mimo wszystko, to są dyscypliny bardziej wymierne (chociaż też nie sprawiedliwe)
        od tenisa, bo tu chodzi o odległość, albo o czas. mierzalne.

        punkty, w tenisie zaś są sprawą trzeciorzędną już zupełnie. bo ważne jak się je
        zdobywa. jakie akcje składają się na czyjś tenis, jaki pomysł na grę, jaki
        repertuar, jaki charakter, jaki poziom trudności. posłuchaj więc czemu znawcy
        tenisa zżymali się przez lata na to że David Ferrer, Davydenko są w 10, że Kim
        Clijsters jest w 3, że Hewitt jest nr.1, kiedyś że Martinez jest nr.1. to nie
        ja, tylko zawodowi komentatorzy tenisa, często będący byłymi tenisistami na
        całym świecie. czemu w tamtym roku zżymali się na Jelenę Jankovic, jako nr.1?
        dlatego że wiedzą, że w tym czasie istnieją dziesiątki, może setki tenisistów od
        nich lepszych, chociaż ci się okazują najskuteczniejsi. poziom gry nie buduje
        wyników za każdym razem. im jest wyższy poziom gry - wyższy stopień trudności
        tej gry, i skala tych trudności - tym większe ryzyko, że ktoś grający na wyższym
        poziomie gry PRZEGRA. bo żeby tak wygrać musi przerastać tych z niższym poziomem
        gry, grających mniejszą skalą trudności, nie o kilka procent, ale kilka klas,
        mieć większą formę, musi mu wszystko wychodzić, dodajemy charakter, zaciętość,
        walkę o każdy punkt do upadłego, kondycję do grania ewentualnie długich batalii
        itp. jeśli nie masz tej przewagi o kilka klas, bardziej opłacalne jest
        zdobywanie wyników niższym poziomem gry, za to dużo bardziej pewnym, właśnie
        przerzutem, ubogą techniką, regularnością, nie popełnianiem błędów itp.

        oczywiście jeśli ktoś chce widzieć tenis z perspektywy nie fachowca ale
        KRONIKARZA, to za 50 lat, a nawet 10, mało kto będzie pamiętał jak grał i jakimi
        metodami do celu dochodził Murray, Simon, Radwańska, Davydenko, Ferrer, a jaką
        grę prowadził Gasquet, Tsonga, Gonzalez czy Blake, czy Coria, a tym bardziej kto
        to był Petzschner, czy Bjorn Phau - jedni z najlepszych obecnie techników
        tenisowych na świecie. ale to nie znaczy że ten kronikarz patrząc na tabelki
        będzie miał "rację" patrząc na tabelki. historyczny punkt widzenia, to laicki
        punkt widzenia. patrząc na historię wstecz widzimy zamazany obraz a wyraziste są
        daty cyfry i roczniki. to że do historii tenisa, przechodzą prędzej suche
        'fakty', nie oznacza że mamy się sugerować, co za 50 lat będą mitomani mówili o
        historii tenisa. bo tenis ważny jest kiedy rozgrywa się na naszych oczach, a nie
        jest ważne to co przejdzie do 'historii tenisa'. Cedric Pioline powiedział po
        Roland Garros że owszem Federer miał w tym roku teoretycznie ułatwione zadanie,
        i że odpadł Nadal w RG mając gorszą formę, i że prawdą w sumie jest że i
        Soderling i Federer trochę szczęściu zawdzięczają swoje wyniki na tym turnieju.
        ale za 20 lat kto będzie o tym pamiętał? liczy się że byli w finale i Roger
        wygrał. no więc mówiąc to Pioline miał rację że za 20 lat coraz mniej osób
        będzie to pamiętało, ale co mi z tego? najważniejsze jest jak na prawdę było, a
        nie to kto i ile czasu to będzie pamiętał. jasne jest że "historia tenisa" to
        jest pewna legenda budowana w oparciu o bezduszne tabelki z wynikami, i ona w
        tenisie się nie liczy, chyba że dla dyletantów i laików. dla znawców liczy się
        poziom dyscypliny, i poziom gry, a nie wyniki, a to co ludzie będą pamiętali za
        20 lat, to co ludzie sobie myślą po zobaczeniu tabelki znawców nie powinno
        interesować.

        Radwańska przegrała z Venus, która w tym roku jest najlepsza na trawie. znawca
        nie ma pretensji o to że Agnieszka przegrała, bo to dla znawców jest na końcu.
        nie chodzi o wynik, chodzi o cały styl i poziom gry tej tenisistki w tym
        turnieju, i tym meczu. Venus wiedziała że wygra, prowadziła 5:0,
        zdekoncentrowała się i w krótkim czasie dała jej 3 gemy niemal pod rząd, dlatego
        że wypadła z rytmu, zobaczyła że za bardzo popuściła więc wróciła do dobrej gry
        i było 6:1, 6:2. dlatego że z Safiną takich zawahań nie miała, wygrała oddając 1
        gem. Safina rozegrała w porównaniu z Agnieszką mecz o kilka klas lepszy i
        bardziej zacięty mimo że wynik wskazywałby na co innego, ale Venus była i tak za
        dobra. jak na nr.1 Safina się nie popisała, ale jak na porównanie z Radwańską
        wypadła jak zawodniczka pierwszej 10, a Radwańska wypadła bardzo cienko. Safina
        prowadziła wyrównane wymiany, oraz zdobyła wiele budzących uznanie punktów, a
        Radwańska nie. tylko że w ostatecznym rozrachunku wygrywała Venus, bo po prostu
        była i tak za dobra. nie chodzi o to że Radwańska z Williamsami przegrywa,
        chodzi o to w jakim stylu gra. a gra beznadziejnie, gra jakieś juniorskie
        odbijanie na środek, i najśmieszniejsze jest to że ona się zachowuje tak jak by
        grała nie wiadomo co, i samo to miało za nią wygrać :), a jak ktoś ją niszczy na
        korcie to się obraża nie wiadomo na co :). przez 2 lata nie zmieniła swojego
        stylu gry nic a nic. i tak to wygląda, że ja przeciwniczki mają 50
        niewymuszonych w meczu to Agnieszka wygrywa, a jak nie, to NIC NIE ZMIENIA,
        liczy na cud, jak cud się nie wydarza, to przegrywa. pasywny, nijaki, średni,
        mizerny styl gry który jest beznadziejny. znawcy próbują uświadamiać że jest
        żenujący poziom rozgrywek (tu głównie chodzi nie tyle o talenty ile o
        konsekwencję i brak liderek na miarę poprzednich lat jak Davenport, Mauresmo,
        Henin, Graf itp), i że coraz bardziej nie dobra, nie wielka, nie ciekawa, nie
        utalentowana ale "średnia" wygrywa. średnia na ogół nie wygrywa wszystkiego i
        nie dominuje, ale coraz częściej zakrada się w okolice pierwszej 20, a nawet 10,
        i do około ćwierćfinałowych faz turniejów.

        • Gość: Artur Re: eksperci, roznie z tym bywa... IP: 195.95.144.* 03.07.09, 12:06

          Poruszyłeś kilka kwestii...masz szczęście, że nie piszesz na
          amerykańskich stronach - tutaj taki Amstrong mógłby Ci narobic
          kłopotów - wygrał 7 razy TdF - nigdy nie był przyłapany na dopingu,
          a wielu tego chciało - to co piszesz to są pomówienia, a za to w USA
          już musisz płacic...

          dla, tego kto obserwuje wpomniane przez Ciebie kolarstwo i zna się
          na tym temacie, oczywiste jest że nie byłoby tych sukcesów
          Teksańczyka, gdyby nie "robole" z jego drużyny - tak więc pomocnicy
          leadera też są cenieni, dodam że pod względem finansowym również...

          dalej skoki - ok można powiedziec, że się fartnęło chocby takiemu
          Fortunie, czy innemu na pojedyńczym konkursie olimpijskim czy
          mistrzostwach świata; ale chcesz mi powiedziec, że w zakończonym
          sezonie Schlierenzauer nie był właśnie najlepszy??? - że on miał
          zawsze szczęscie...wiało mu pod narty itp. - jeśli tak uważasz
          to...jakaś paranoja...

          i tenis - napiszę Ci, że ja zawsze byłem fanem, zawsze kibicowałem
          dla Peta Samprasa...jeśli zaś twierdzisz, że zawodowi komentatorzy
          twierdzili, żżymali się z L. Hewitta to..naprawdę są oni
          AMATORAMI !!! - bez względu na nazwisko i nie warto brac ich opinii
          pod uwagę, uwierz mi...

          no bo niby jak - człowiek, który upokorzył Samprasa na US Open;
          facet który wygrywał Wimbledon, który grał w finale Australian Open,
          który przewodził rankingowi ATP i to nie przez jeden tydzień - jest
          obiektem kpin...taki komentator to...szkoda słów...


          i jeszcze jedno - co może byc ważniejsze niż wynik?...jeśli nie pod
          tym kątem to pod jakim oceniac kto właściwie jest lepszy?...sport to
          chyba właśnie rywalizacja

        • Gość: nowahala Re: Arturze, tym się różni znawca i ekspert od la IP: 188.33.99.* 06.07.09, 16:00
          tenisita:

          posłuchaj więc czemu znawcy
          tenisa zżymali się przez lata na to że David Ferrer, Davydenko są w 10, że Kim
          Clijsters jest w 3, że Hewitt jest nr.1, kiedyś że Martinez jest nr.1. to nie
          ja, tylko zawodowi komentatorzy tenisa, często będący byłymi tenisistami na
          całym świecie


          Idąc Twoim krokiem rozumowania i negowania wszystkiego i wszystkich mogę Ci
          powiedzieć tak:
          Tenisisto na jakiej podstawie uznajesz wyżej wymienionych za ekspertów ???
          Bo byli byłymi tenisistami?
          Ja tak jak ty mogę powiedzieć, że to nie są żadni eksperci i jedynym ekspertem
          jestem JA i używać dokładnie tak samo jak ty durnych argumentów na potwierdzenie
          tej tezy...
      • Gość: goralnizinny Re: Obiektywizm...Realizm... IP: *.ed.shawcable.net 03.07.09, 18:10
        Artur, mordo kochana ty, kocham cie.
        Ale drugim razem nie wychylaj sie az tak bardzo, bo ci eksperci leb urwa.
        • Gość: MACIEJ Re: Obiektywizm...Realizm...Forma i zmeczenie. IP: *.nycmny.east.verizon.net 03.07.09, 18:18
          Dlaczego Venus dawala coraz mniej ugrac przeciwniczkom?
          Bo siostry W. tak wlasnie przygotowuja sie do szlemow,ze najwyzsza
          forma przychodzi na ostatni mecz.
          Gorsze zawodniczki daja z siebie wszystko w pierwszym meczu i gdy go
          wygraja,w nastepnym maja juz mniej sily i energii na dobry rezultat.
          To min. dotyczy Radwanskiej,ktora nie umie grac 2-3 dobrych meczow z
          wymagajacymi przeciwniczkami.Zmeczenie jest przenoszone na nastepny
          mecz.
        • Gość: Artur Re: Obiektywizm...Realizm... IP: 195.95.144.* 06.07.09, 13:28


          Hej,

          nie jestem strachliwy, więc spoko - dam sobie radę i ponoszę jeszcze
          na karku...
    Pełna wersja