Dodaj do ulubionych

O, kurza... zupa!

16.01.03, 23:56
Glupka mi wyjechala a ja dla niej zupke kurza, znaczy sie rosol, mam. I teraz nie wiem, jak jej to dostarczyc?
Mailem probowalem, ale nijak nie wiem, jak tego rosola wlac do wysylanego listu. probowalem wlac do monitora, ale tylko trzaslo, praslo, zadymilo sie... i monitor sie jakis dziwny zrobil, pokazuje i nie pokazuje zarazem.
Sprobowalbym wlac do komputera, ale sie troche boje, bo jak sie tam rowniez zadymi?
a moze sprobowac do napedu CD?

No i czy taki rosol nie zatka mi kabla do internetu? Moze wyjac wpierw te wszystkie marchewki i inne takie co tam plywaja?
a glupka tam czeka glodna, ojej...
Obserwuj wątek
    • glupka_lesna Re: O, kurza... zupa! 17.01.03, 00:06
      glupek_lesny napisał (i jak raz ma absolutna racje):

      > a glupka tam czeka glodna, ojej...

      ano. glodna!!!
      a poza tym dylemat mam, taki przyszlosciowy: jak rosol przyjdzie, to czy nalezy
      mysze do wspolnej konsumpcji zaprosic?
      • trzcina Teraz, to po ptaku 17.01.03, 18:28
        Tylko sms-em.
        Kabel, to kabel. Raz, rosół z prądem niedobry, herbatka, co innego, w zimie, w
        górach, proszę bardzo. Dwa, jeszcze gdzie doniesie i będziecie
        głupki_odcięte_od_netu_za_karę. Bo przesył materiałów niebezpiecznych karany
        jest. A rosół to woda z kury, nie? A od kiedy kura jest bezpieczna?
        A fale, to fale.
        Górą leci, na razie nikt nie sprawdza, co leci.
        I tak na Twoim miejscu, G_L_męskoosobowy, zamiast pochopnie warzyć, pchnęłabym
        oddzielnie, kurę komórkowo, wodę netem, energię przy pichceniu zużytą -
        gołębiem, to ostatnie, zeby G_L_niemęskoosobową zachęcić do zamoczenia ptaka i
        podpalenia pod nim.
        BO głodnemu gotować się nie chce, tylko jeść.
        A tak, to się kobieta nie doczeka.

        t.))

      • trzcina Re: O, kurza... zupa! 17.01.03, 18:35
        Ty się, droga g_l, savoir vivrem nie turbuj.
        Rosół nie wiadomo kiedy i w jakim stanie, póki masz siły zębami ruszać, zjedz
        mysz. Świat to dżungla, przetrwają najsilniejsi.

        t.)
    • alka_xx Re: O, kurza... zupa! 17.01.03, 22:32
      Moze by tak tą kurzą zupe zamrozic w pojemniku na lod i gdy stwardnieje
      potoczyc po drucie od interneta, tyle ze marchewki wepchnac do srodka kulki,
      coby sroki kolorem nie zwabiac, bo wydziobie...
      A w najgorszym ze wszystkich wypadku, z procy kulkami w kierunku onej_lesnej
      wystrzelic?
      A ona_lesna niech na wypadek wszelki w pozycji rozdziawionej czeka...
      • glupka_lesna Re: O, kurza... zupa! 22.01.03, 20:05
        alka_xx napisała:

        > A w najgorszym ze wszystkich wypadku, z procy kulkami
        w kierunku onej_lesnej
        > wystrzelic?

        No, probowalismy, to jest glupek probowal, ale wyszlo
        rychlo, a wlasciwie to nie wyszlo, bo po drodze sa tajne
        obiekty wojskowe.
        Przechwycili wojacy kulki rosolowe.Jak w zabawie w
        glupiego jasia, no po prostu. Poddali anomalizie i na
        koniec zamienili w kostki. W kostki Rubika,jak mowili, bo
        ponoc tak sie ta kura z cudzoziemska zwala. Operacja
        "Roubique". Kto tam ich wie.
        A tak po prawdzie, to wszystko przez te marchewki - bo
        tajna aparatura karotenoczula jest,jak sie okazalo.
        Ale cicho-sza, bo to tajne informacje.
    • pastwa O, kurza... zupa! 23.01.03, 13:37
      Moja propozycja jest taka, wziąć tenże rosół i przepisać jego zawartość
      skrzętnie, tak by do odtworzenia był potem. Co do formy przeyłania,rzeczywiscie
      e-mail lepszy od tradycyjnej poczty, bo wiadomo jak to z listonoszem bywa, nie
      raz przychodził do mnie, a po całym dniu szwędania się to głód przeogromny
      bierze człowieka. I tu miast mi wręczyc świezy pyszny liścik, na mych oczach
      kończył wyżerkę, cały ubabrany buraczkami na ustach częstokroć, od tego
      czytania mojego posiłku. A po czymś takim, to potrawa listowa taka jakaś już
      bez smaku, same okruchy jeno i zagubione kęsy wynikłe z pobieżnego czytania
      bądź nieuwagi listonosza...

      Ale na wirusy tez trzeba uwazać, zatem rosołek radze przeskanowac programem do
      wyłapywania takowych, bo zdrowszy wówczas, wiem co mówie, miałem przez trzy dni
      niestrawnosci po koniu trojańskim( ale ta konina feeee jest ), albo inszym
      razem popadałem w euforie miłosna co i rusz po skonsumowaniu wirusa I lovu
      you...
      • xkropka Re: O, kurza... zupa! 23.01.03, 13:47
        No ale glupek pisal, ze on ten rosol gotowal. To w obrobce cieplnej wirusy
        gina...
        A ten twoj "I love you" to pewnie w jakiejs kanapce byl, co to przez zoladek do
        serca trafic miala
        • pastwa Re: O, kurza... zupa! 23.01.03, 13:59
          xkropka napisała:

          > No ale glupek pisal, ze on ten rosol gotowal. To w obrobce cieplnej wirusy
          > gina...

          Kiedy mnie sie wydawało, ze on jedynie ten rosół przygotował, ale niech tam,
          moze i przez gotowanie to uczynił...

          > A ten twoj "I love you" to pewnie w jakiejs kanapce byl, co to przez zoladek
          >do serca trafic miala.

          Pewnie tak, ale wpierw przez otwór gebowy trafic do mnie chciała co i mnie sie
          podobało, nawet nieco bardziej, bo jak kobieta cos mnie przy zoładku majstruje,
          albo przy sercu nie daj Boze, to sie mnie zrazu przypomina umiłowana pani
          kardiochirurg, ta bezposrednio do serca mego trafiała.
          • xkropka Re: O, kurza... zupa! 23.01.03, 14:33
            > Pewnie tak, ale wpierw przez otwór gebowy trafic do mnie chciała co i mnie
            sie
            > podobało, nawet nieco bardziej, bo jak kobieta cos mnie przy zoładku
            majstruje,
            >
            > albo przy sercu nie daj Boze, to sie mnie zrazu przypomina umiłowana pani
            > kardiochirurg, ta bezposrednio do serca mego trafiała.

            Ach widzisz, Pastwa, ty to sie chyba tak samo na kuchni, jak na medycynie
            znasz. Ta twoja umilowana pani kardiochirurg to najpierw Ci pewnikiem jaka
            narkoze zaaplikowala, a potem dopiero jela zebra i inne mostki w klatce
            piersiowej przecinac. Ty wiesz, jak ona sie nameczyc musiala i z jakimi
            pomagierami, zeby sie niby "bezposrednio" do twego serca dostac?!
      • glupek_lesny Re: O, kurza... zupa! 24.01.03, 08:35
        pastwa napisał:

        > Moja propozycja jest taka, wziąć tenże rosół i przepisać jego zawartość
        > skrzętnie,

        A czym? Olowek kopiowy wystarczy?
        Pioro sie maze jak sie zamoczy, a ja wiem czy tam po drodze nie bedzie mokro?



        > raz przychodził do mnie, a po całym dniu szwędania się to głód przeogromny
        > bierze człowieka. I tu miast mi wręczyc świezy pyszny liścik, na mych oczach
        > kończył wyżerkę, cały ubabrany buraczkami na ustach częstokroć, od tego
        > czytania mojego posiłku. A po czymś takim, to potrawa listowa taka jakaś już
        > bez smaku, same okruchy jeno i zagubione kęsy wynikłe z pobieżnego czytania
        > bądź nieuwagi listonosza...
        >

        Tu sie musze podzielic smutkiem. Moj listonosz, zwykl z kolei DONOSIC! Co ja sie przez niego mialem, to cala historia :(((


        > niestrawnosci po koniu trojańskim( ale ta konina feeee jest ),

        to do Alki_xx musisz napisac, ona Koni-czy-ne poleca, pono zdrowa :")

        > albo inszym
        > razem popadałem w euforie miłosna co i rusz po skonsumowaniu wirusa I lovu
        > you...

        Och tak, kolega zlapal czarnobyla i mu elektrownia atomowa na dloni wyrosla. Teraz biedak swieci w nocy i calkiem spac nie moze.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka