monia_148
22.03.11, 15:52
Od kilkunastu dni ożwiła się kilkuosobowa grupka osób której strasznie przeszkadza obecny
zarząd B. Wcześniej tj miesiąc temu czy pół roku wstecz głosu krytycznego tych osób słychać nie było. Jaka może być przyczyna zastanawiałyśmy się z sąsiadką? Czyzby cudowne
przejrzenie na oczy? A może równie cudowne wostrzenie spojrzenia? Nic takiego. Jest
okazja załapać się do zarządu o tam funkcje sa płatne. Czy tym osobom leży na sercu dobro
wspólnoty? Doszliśmu z sąsiadką do wniosku ,że jest to mało prawdopodobne. Jakoś te
osoby nie zająknęły się wcześniej np w sprawie placu zabaw zdewastowanego przez mieszkańców, nie mruknęły nić w sprawie robienia z korytarzy przechowalni zbędnych rzeczy
Nie było słychać żadnej z tych osób w debacie o tym że psy są puszczane na osiedlu luzem, że sprzątanie po psie to ciągle u nas wyjątek. Jeśli wcześniej te i inne problemy, typowe dla nowych wspólnot, nie interesowały obecnych krzykaczy, to jakim prawem / pewnie kaduka /
pyszcza obecnie dając niedwuznacznie do zrozumienia że gdyby były w zarządzie to ....
Ostrzegam przed eksperymentami z podobnymi przypadkami. Ocena zarządu B to jedno a wybór nowego zarządu to drugie. Zaden nawiedzony nowokrytykant nie ma z tego tytułu przepustki do zarządu. Zresztą w tej krytyce krzykacze wykazują się potęzną niekompetencja
niewiedza, nieznajomością spraw / chićby ta służebność / Ale tupetu im nie brakuje.
A pali ich tak sprawa wejścia do zarządu że ogłosiły nawet ankietę. Oczywiście wiarygodność tej ankiety równa jest wiarygodności tych drapiących się na zarządowe stołki. Zwracam Państwa uwagę abyśmy się za rok o tej porze nie obudzili z ręką w nocniku.