drogi Bebiaczku poratuj!!

20.01.04, 15:20
Kupujemy mieszkanie dla syna, który studiuje na dziennych i pracuje.Sam nie
ma jeszcze zdolnosci kredytowej, bo za krótko pracuje, więc wraz z męzem
przystąpilismy do kredytu.Spłacał go będzie syn z własnych zarobków,
natomiast my na razie będziemy go utrzymywać(wprawdzie syn skończył juz jeden
kierunek i robi doktorat, ale ma dopiero 21 lat i studiuje na drugim kierunku
na studiach dziennych, więc jest na naszym utrzymaniu tak jakby studiował
normalnie- dlaczego miałby przez to tracić).Na wpłatę 10% pieniądze dostał od
nas.Czy w tym przypadku nasze przystapienie do kredytu będzie przez US
traktowane jak darowizna, skoro syn ma dochody? Zastanawiamy się, czy nie
powinniśmy lepiej zrobić darowizny całego mieszkania, ale wtedy jest podwójna
opłata notarialna.Jeżeli możesz, podpowiedz nam cos rozsądnego.
Pozdrawiamy Cię serdecznie.
    • bebiak Re: drogi Bebiaczku poratuj!! 20.01.04, 23:44
      Witam Cię serdecznie

      czzaw napisała:

      > Czy w tym przypadku nasze przystapienie do kredytu będzie przez US
      > traktowane jak darowizna, skoro syn ma dochody?

      Jeśli się temu tak dokładnie przyjrzeć to możnaby uznać, że jest to darowizna,
      ale nie dlatego, że syn ma czy nie ma (chwilowo) dochodów, tylko dlatego, że
      kredyt jest wspólny, mieszkanie kupuje syn z tego wspólnego kredytu, a
      obowiązek spłaty spoczywa na Was i na nim (znikąd nie wynika bo i wynikać nie
      może, że syn będzie spłacał). Nie wiem Czzaw jak urzędy skarbowe się na to
      zapatrują, ale wiem, że to dość częsta praktyka, gdzie kredyt jest wspólny a
      kupuje jedno z kredytobiorców i jak dotąd o jakieś awanturze w US nie
      słyszałam. Niemniej Twoje obawy nie są bezpodstawne, bo widzę to przy analizie
      tak jak napisałam i gdzieś ten element darowizny mi się pojawia. Nie zapewnię
      Cię, że US się nie przyczepi choć jak dotąd - powtarzam - o tym nie słyszałam.
      Teraz Wy jesteście wszyscy współkredytobiorcami - nie znam się specjalnie na
      kredytach, ale może byłby możliwy ze strony banku taki wariant, że syn będzie
      kredytobiorcą a Wy poręczycielami na przykład? Czy to w ogóle byłoby ze strony
      banku możliwe? Tu byłaby zupełnie inna sytuacja - może podpytaj w banku? To mi
      właśnie przyszło do głowy.
      Jeślibyście zdecydowali jednak się z tej obecnej (współkredytobiorcy) koncepcji
      wycofać to może oprócz darowizny warto rozpatrzeć nabycie na współwłasność, a
      potem jej zniesienie? Trzeba to prześledzić na konkretnych kwotach i zobaczyć
      co ewentualnie tańsze (no i porozumieć się z bankiem czy z jego strony nie
      byłoby problemów).
      Hm, to co mi przyszło do głowy tym się z Tobą Czzaw podzieliłam, ale przyznam,
      że zasiałaś mi wątpliwości (nigdy sie nad takim problem jak postawiłaś nie
      zastanawiałam, choć to taka powszechna praktyka).
      Tyle tylko mogłam Ci napisać i tyle napisałam. Pozdrawiam Cię cieplutko. B.
      • Gość: Jacek Re: drogi Bebiaczku poratuj!! IP: 217.153.142.* 21.01.04, 00:48
        > obowiązek spłaty spoczywa na Was i na nim (znikąd nie wynika bo i wynikać
        nie
        > może, że syn będzie spłacał).

        Bebiak, no co Ty ... - Będzie to przecież wynikało z wyciągu z konta
        bankowego. Poza tym, czy nie uważasz, że utrzymanie syna mieści się w zakresie
        obowiązku alimentacyjnego.

        > kredytach, ale może byłby możliwy ze strony banku taki wariant, że syn
        będzie
        > kredytobiorcą a Wy poręczycielami na przykład? Czy to w ogóle byłoby ze
        strony
        > banku możliwe? Tu byłaby zupełnie inna sytuacja - może podpytaj w banku? To
        mi
        > właśnie przyszło do głowy.

        Nie da rady! Bank patrzy w pierwszej kolejności na zdolność kredytową kr-
        biorcy. Tak swoją drogą, czy coś się zmieniło, bo jeszcze niedawno banki
        wymagały jedynie "śmiesznych" kwot na życie - tj. kilkaset złotych mogło
        pozostać po odjęciu od dochodów raty kredytu. Ewentualnie, syn faktycznie musi
        mało zarabiać co tym bardziej wspiera tezę o obowiazku alimentacyjnym.
        • bebiak Re: drogi Bebiaczku poratuj!! 21.01.04, 01:13
          Cześć Jacku,
          Gość portalu: Jacek napisał(a):

          > > obowiązek spłaty spoczywa na Was i na nim (znikąd nie wynika bo i wynikać
          > nie może, że syn będzie spłacał).
          > Bebiak, no co Ty ... - Będzie to przecież wynikało z wyciągu z konta
          > bankowego.

          Jacku, ja tu nie mówię o tym jak będzie faktycznie (a utrzymanie syna tu w
          ogóle pominęłam).
          Analizuję to w ten sposób (i myślę, że ten właśnie problem widzi Czzaw): biorę
          kredyt razem z Tobą, tylko ja kupuję za całość mieszkanie i umawiamy się, że
          ja, tylko ja spłacam kredyt. To nasza umowa i tu w porządku. A jak to prawnie
          wygląda?
          Bierzemy razem kredyt czyli część pieniędzy jest w Twoim majątku a część z
          moim. Jeśli wszystkie pieniądze idą na coś co ja nabywam to co to jest pomiędzy
          nami? Podobnie ze spłatą: Ty masz spłacać i ja mam spłacać. Jeśli tylko ja
          spłacam to co to jest pomiędzy nami? Myślisz, że tutaj nie ma nawet w jednym
          procencie tej sytuacji, o którą pyta Czzaw?
          Hm, a może ja czegoś nie rozumiem tutaj:(( Myślisz Jacku, że ja tu źle myślę?
          Straszliwie się zmartwiłam tym, że wypada to poręczenie: naprawdę żadnych szans
          nie widzisz?
          Pozdrawiam Cię serdecznie. B.




          • jck.x Re: drogi Bebiaczku poratuj!! 21.01.04, 23:55
            He,he! Też sobie założyłem konto. Może nie dlatego, że boję się "sklonowania"
            (gdzie mi tam do Ciebie, Bebiaku ;-))), ale podobają mi się te rzędy
            wyboldowanych loginów w poszczeg. wątkach. Poza tym faktycznie ułatwia to
            cytowanie. Nawiasem mówiąc poczta w tym portalu jest tragiczna - outlook
            nieustannie mi komunikuje , że w serwerze jest błąd i żebym się skontaktował z
            adm. Ha, ha - dobre sobie :-DD

            bebiak napisała:

            > Cześć Jacku,
            > Gość portalu: Jacek napisał(a):
            >
            > > > obowiązek spłaty spoczywa na Was i na nim (znikąd nie wynika bo i wyn
            > ikać
            > > nie może, że syn będzie spłacał).
            > > Bebiak, no co Ty ... - Będzie to przecież wynikało z wyciągu z konta
            > > bankowego.
            >
            > Jacku, ja tu nie mówię o tym jak będzie faktycznie (a utrzymanie syna tu w
            > ogóle pominęłam).
            > Analizuję to w ten sposób (i myślę, że ten właśnie problem widzi Czzaw):
            biorę
            > kredyt razem z Tobą, tylko ja kupuję za całość mieszkanie i umawiamy się, że
            > ja, tylko ja spłacam kredyt. To nasza umowa i tu w porządku. A jak to
            prawnie
            > wygląda?

            Moim zdaniem - nie jak darowizna. Pamiętasz na pewno, że zarowno z punktu
            widzenia cywilistycznego jak i podatkowego o skutkach darowizny nie można
            mówić jeśli nie doszło do wykonania świadczenia (mimo że jest to umowa
            konsensualna). Jeśli kredyt spłaca syn, to znaczy, że nie czynią tego rodzice,
            a zatem nie świadczą oni niczego na rzecz syna.

            Mam za to inną (niewielką) obawę. Niewielką bo jakoś nie wyobrażam sobie
            urzędu skarb. idącego w tę stronę. Mianowicie, imo możliwy byłby zarzut
            pozorności (83 k.c.). Tyle że jest na tyle trudny do udowodnienia (bo np.
            rodzice mogliby wskazać, że zamierzają ponosić cieżar kredytu, ale dopiero w
            przyszłosci), że wolę nie kontynuować tego tematu z obawy o
            powiększenie "mętlku". To faktycznie jest bowiem wyższa szkoła jazdy,
            zwłaszcza dla mnie (nieprawnika z wykszt.)


            > Bierzemy razem kredyt czyli część pieniędzy jest w Twoim majątku a część z
            > moim. Jeśli wszystkie pieniądze idą na coś co ja nabywam to co to jest
            pomiędzy
            >
            > nami?

            Nie zgadzam się raczej, o ile dobrze Cię odczytuje- kredyt bowiem nie staje
            się częścią niczyjego majątku, jest to kwota oddana k-biorcy "do dyspozycji".
            Mieszkanie zaś "żyje swoim własnym życiem".




            Podobnie ze spłatą: Ty masz spłacać i ja mam spłacać. Jeśli tylko ja
            > spłacam to co to jest pomiędzy nami? Myślisz, że tutaj nie ma nawet w
            jednym
            > procencie tej sytuacji, o którą pyta Czzaw?
            > Hm, a może ja czegoś nie rozumiem tutaj:(( Myślisz Jacku, że ja tu źle
            myślę?

            Tok myślenia jest z pozoru ok. Ja zacząłem mieć wątpliwosci dopiero gdy
            przypomniałem sobie czym jest istota darowizny. Dlatego ważne jest czy "mam
            spłacać" czy "spłacam"


            > Straszliwie się zmartwiłam tym, że wypada to poręczenie: naprawdę żadnych
            szans
            >
            > nie widzisz?

            Znając banki - raczej nie. Ale w każdej regule zdarzają się wyjątki. Może
            więc ....

            > Pozdrawiam Cię serdecznie. B.
            I wzajemnie :-)!

            Jacek
            >
            >
            >
            • bebiak Re: drogi Bebiaczku poratuj!! 22.01.04, 01:44
              Cześć Jacku
              jck.x napisał:

              > He,he! Też sobie założyłem konto.

              Właśnie zauważyłam:))

              >Może nie dlatego, że boję się "sklonowania"
              > (gdzie mi tam do Ciebie, Bebiaku ;-))), ale podobają mi się te rzędy
              > wyboldowanych loginów w poszczeg. wątkach. Poza tym faktycznie ułatwia to
              > cytowanie. Nawiasem mówiąc poczta w tym portalu jest tragiczna - outlook
              > nieustannie mi komunikuje , że w serwerze jest błąd i żebym się skontaktował
              > adm. Ha, ha - dobre sobie :-DD

              Hm, i Ty masz nadzieję, że ja coś z tego rozumiem, tak???
              Ja jak małpka przy komputerze i wcale tego nie ukrywam:))

              > Jeśli kredyt spłaca syn, to znaczy, że nie czynią tego rodzice,
              > a zatem nie świadczą oni niczego na rzecz syna.

              Hm, w tym przypadku mnie raczej chodziło o odwrotną stronę: co robi wtedy syn
              względem rodziców. Można uderzać w przejęcie długu ale jak taka umowa nie
              została zawarta to co to jest pomiędzy nimi???

              > Nie zgadzam się raczej, o ile dobrze Cię odczytuje- kredyt bowiem nie staje
              > się częścią niczyjego majątku, jest to kwota oddana k-biorcy "do dyspozycji".
              > Mieszkanie zaś "żyje swoim własnym życiem".

              Wiesz co? To jest tak powszechna praktyka, że zaczęłam się nad tym zastanawiać
              i niczego nie mogę sensownego wymyśleć. Z kolei gdyby to było takie oczywiste,
              że wpadamy w takim przypadku w darowiznę to myślę, że US już dawno by się do
              tego dorwały, a póki co - nie słyszałam. Niemniej autentycznie mnie to
              intryguje: co to jest. Nie wiem, naprawdę nie wiem Jacku, ale mocno się nad tym
              zastanawiam.
              Dla mnie w ogóle z tymi współkredytobiorcami to jakaś dziwna praktyka w
              bankach. Nie znam się co prawda na kredytach, ale zawsze mnie to zastanawia. O
              ile dobrze pamiętam kredyt w odróżnieniu od pożyczki, ma określony cel. Dwie
              osoby otrzymują kredyt, o, tak jak Czzaw, a jedna kupuje mieszkanie. No to
              gdzie ta druga wykorzytuje kredyt na cele w umowie przewidziane? Nie pojmuję
              tego, doprawdy nie pojmuję.
              A teraz ten mój przykład: znajdziemy bank, który wypłaci mnie i Tobie kredyt
              przed zawarciem umowy sprzedaży (jasne, że standardem jest, iż bank wypłaca po
              umowie, ale jak damy dobre zabezpieczenie to wypłaci nam przed). Nam obojgu,
              jako współkredytobiorcom. Ja sama kupię mieszkanie - no niech mnie US dorwie
              skąd wzięłam środki na to: przecież do licha nie wszystko z kredytu bo kredyt
              wspólny a jeśli wszystko z kredytu to ja gdzieś tu "węszę" darowiznę. Dlaczego
              ja "węszę" a Ty zupełnie nie? Hm, i to mnie właśnie Jacku zastanawia.
              Pomyślisz nad tym z punktu widzenia finansowca? Doprawdy widzę tu jakieś
              niezrozumiałe dla mnie kwestie, ale może "dzielę włos na czworo"? Obiecaj, że
              pomyślisz:))
              Przepraszam Czzaw za te rozważania, które niekoniecznie Cię dotyczą, ale tak
              nam się jakoś zebrało (tam gdzieś niżej jest dla Ciebie).
              Pozdrawiam Was oboje serdecznie. B.
    • czzaw Re: drogi Bebiaczku poratuj!! 21.01.04, 12:02
      Bardzo dziękuję za analizę naszej sytuacji.Na forum czytałam o kłopotach z US
      studentki, której rodzice kupili mieszkanie z kredytu wziętego na ich troje,
      ale ona nie pracowała-czy to ma jakieś znaczenie.Bo wydaje mi się że tak.I jak
      to jest z tym obowiązkiem alimentacyjnym, gdy syn studiuje drugi kierunek na
      dziennych (pierwszy skończył w wieku 20 lat,teraz ma 21)? Mam już zupełny
      mętlik w głowie.Serdecznie pozdrawiam i czekam na wiadomość, co o tym myślicie.
    • czzaw Re: drogi Bebiaczku poratuj!! 21.01.04, 12:11
      Aha, i jeszcze jedno-pensja syna wystarczy na raty kredytu, ale mało zostaje na
      utrzymanie dlatego potrzebuje naszej pomocy.Ale przeciez gdyby studiował
      normalnie, to jeszcze kilka lat musielibysmy pokrywać wszystko, więc chyba ma
      prawo do naszego utrzymania (oczywiście z punktu widzenia US)?
      • bebiak Re: drogi Bebiaczku poratuj!! 21.01.04, 22:09
        Witam Cię Czzaw.
        Jak teraz rozumiem problem Twój się sprowadza nie do rat kredytu tylko do
        utrzymania syna. Przejrzałam sobie dzisiaj komentarz do obowiązku
        alimentacyjnego i wyszło mi na to, że nadal taki obowiązek macie, skoro syn się
        uczy i uczyć się chce. W komentarzu wyraźnie napisano: "Dziecko, które
        osiągnęło nie tylko pełnoletność ale zdobyło także wykształcenie umożliwiające
        podjęcie pracy zawodowej nie traci uprawnień do alimentów jeżeli chce
        kontynuować naukę i zamiar ten znajduje odzwierciedlenie w dotychczas
        osiąganych wynikach w nauce".
        Co do zasady myślę, że wzajemną powinnością rodziców i dziecka jest pomaganie
        sobie w ramach właśnie tegoż obowiązku alimentacyjnego, o ile nie jest to pomoc
        jakaś nadmierna w rozumieniu przekroczenia pewnego poziomu. Rozumiesz o co mi
        tu chodzi? Wyobrażam sobie to tak, że jeśli on kupi mieszkanie takie
        przeciętne, żeby zapewnić sobie podstawowy byt i z tytułu spłaty rat zbraknie
        mu środków na utrzymanie to nie powinno być problemu jeśli pomożecie mu w
        utrzymaniu się, ale jeśli kupiłby apartament 100 m.kw. i nadmiernie wysokie
        raty (wysokie jak na polskie przeciętne warunki) pochłaniałyby wszelkie jego
        dochody to nie byłoby to już takie oczywiste. Tak rozumiem Waszą sytuację i
        Wasz obowiązek względem syna. Czy cokolwiek Ci to wyjaśniło? Pozdrawiam Cię
        Czzaw cieplutko. B.
        Jacku, a jak Ty myślisz?
        • jck.x Re: drogi Bebiaczku poratuj!! 22.01.04, 00:16
          bebiak napisała:

          > Witam Cię Czzaw.
          > Jak teraz rozumiem problem Twój się sprowadza nie do rat kredytu tylko do
          > utrzymania syna. Przejrzałam sobie dzisiaj komentarz do obowiązku
          > alimentacyjnego i wyszło mi na to, że nadal taki obowiązek macie, skoro syn
          się
          >
          > uczy i uczyć się chce. W komentarzu wyraźnie napisano: "Dziecko, które
          > osiągnęło nie tylko pełnoletność ale zdobyło także wykształcenie
          umożliwiające
          > podjęcie pracy zawodowej nie traci uprawnień do alimentów jeżeli chce
          > kontynuować naukę i zamiar ten znajduje odzwierciedlenie w dotychczas
          > osiąganych wynikach w nauce".
          > Co do zasady myślę, że wzajemną powinnością rodziców i dziecka jest
          pomaganie
          > sobie w ramach właśnie tegoż obowiązku alimentacyjnego, o ile nie jest to
          pomoc
          >
          > jakaś nadmierna w rozumieniu przekroczenia pewnego poziomu. Rozumiesz o co
          mi
          > tu chodzi? Wyobrażam sobie to tak, że jeśli on kupi mieszkanie takie
          > przeciętne, żeby zapewnić sobie podstawowy byt i z tytułu spłaty rat
          zbraknie
          > mu środków na utrzymanie to nie powinno być problemu jeśli pomożecie mu w
          > utrzymaniu się, ale jeśli kupiłby apartament 100 m.kw. i nadmiernie wysokie
          > raty (wysokie jak na polskie przeciętne warunki) pochłaniałyby wszelkie jego
          > dochody to nie byłoby to już takie oczywiste. Tak rozumiem Waszą sytuację i
          > Wasz obowiązek względem syna. Czy cokolwiek Ci to wyjaśniło? Pozdrawiam Cię
          > Czzaw cieplutko. B.
          > Jacku, a jak Ty myślisz?

          Zgadzam się z jednym wyjątkiem: dla mnie FAKTYCZNA spłata kredytu nieważne w
          związku z jakim mieszkaniem już będzie przekroczeniem zakresu "utrzymania".
          Nie mam pod ręką żadnego komentarza, ale odczytuję "utrzymanie" jako
          zaspokojenie podstawowych standardów życiowych, a w przypadku kredytu na
          mieszkanie mamy do czynienia z zakupem czegoś jednak bardzo istotnego,
          wychodzącego poza standard. Co innego, gdyby był to czynsz, albo udzielenie
          schronienia we własnym lokum ... Nie, jakoś ten kredyt nie pasuje mi do
          def. "utrzymania" (Jeśli Vampi to czyta, to pewnie zaraz mnie wyzwie od
          komunistów, itp. - trudno !)

          Jeszcze jedna sprawa: imo urzędowi z przyczyn proceduralno-praktycznych nie
          udałoby się nigdy udowodnić że serie drobnych świadczeń (utrzymanie, czyli
          jedzenie, bilety, rachunki za media, czynsze, itp.) stanowią opodatk.
          darowiznę. Obliczenie podstawy opodatkowania od tego wszystkiego (i do tego
          przekraczającej kwoty wolne) wymagałoby naprawdę WIELU INTELIGENTYCH osób ;-)
          Abstrahuję tu oczywiscie od tematu "alimentacyjnego". Warto jednak przygotowac
          sobie odpowiedzi na pytania, ktore pewnie bedą zadane przez urząd po
          podpisaniu aktu - skąd miał Pan na to pieniądze (tzw. "domiar w PIT").

          Btw. - pojawiła się gdzieś kwota 10% zapłaconych przez rodziców o ile się nie
          mylę. Tu darowizny się pewnie nie da uniknąć, ale trzeba obliczyć czy ww. 10%
          przekracza kwotę wolną od podatku dla I grupy + kwotę zwolnienia z racji
          darowizny na cele mieszk. (to moze być w sumie aż ok. 30 tys. PLN). Wtedy
          problem darowizny znika. Pozdro.
          • bebiak Re: drogi Bebiaczku poratuj!! 22.01.04, 00:52
            Cześć,
            jck.x napisał:

            > Zgadzam się z jednym wyjątkiem: dla mnie FAKTYCZNA spłata kredytu nieważne w
            > związku z jakim mieszkaniem już będzie przekroczeniem zakresu "utrzymania".
            > Nie mam pod ręką żadnego komentarza, ale odczytuję "utrzymanie" jako
            > zaspokojenie podstawowych standardów życiowych, a w przypadku kredytu na
            > mieszkanie mamy do czynienia z zakupem czegoś jednak bardzo istotnego,
            > wychodzącego poza standard. Co innego, gdyby był to czynsz, albo udzielenie
            > schronienia we własnym lokum ... Nie, jakoś ten kredyt nie pasuje mi do
            > def. "utrzymania"

            Hm, kredyt już moim zdaniem był przemyślany: Czzaw napisała (ja tak rozumiem),
            że synowi dochodów na spłatę jego części kredytu wystarcza, tyle, że po
            zapłaceniu raty brak mu środków na utrzymanie. To dla mnie oznacza, że część
            kredytu spłacałby sam, część rodzice (bo to dla mnie tak powinno być - nie
            wszystko płacone z np. rachunku syna bo gdzie niby spłata rodziców, którzy też
            są kredytobiorcami?) a rodzice by go utrzymywali co mieści się w ramach
            obowiązku alimentacyjnego.
            Czzaw, dobrze rozumujemy? Jest tak z tym kredytem?
            Pozdrawiam Was oboje serdecznie. B.
            Acha, te wolne darowizny to w sumie ok. 40.000,-zł bo dwie od rodziców takie
            bez celu raz na 5 lat po 9.637,-zł oraz dwie od rrodziców po 9.637,-zł z
            przeznaczenie na mieszkanko. To sporo, więc raczej się zmieszczą bez podatku.



            • jck.x Re: drogi Bebiaczku poratuj!! 22.01.04, 16:57
              < To dla mnie oznacza, że część
              > kredytu spłacałby sam, część rodzice (bo to dla mnie tak powinno być - nie
              > wszystko płacone z np. rachunku syna bo gdzie niby spłata rodziców, którzy
              też
              > są kredytobiorcami?) a rodzice by go utrzymywali co mieści się w ramach
              > obowiązku alimentacyjnego.
              > Czzaw, dobrze rozumujemy? Jest tak z tym kredytem?

              Z pytania Czzaw:
              "Spłacał go będzie syn z własnych zarobków,
              natomiast my na razie będziemy go utrzymywać".

              Rozumiem (rozumiałem ?) zatem, że rodzice NIE będą spłacać kredytu.

              > bo to dla mnie tak powinno być - nie
              > wszystko płacone z np. rachunku syna bo gdzie niby spłata rodziców, którzy
              też
              > są kredytobiorcami?)

              Nie stałem się nadal specj. z zakresie prawa bankowego, ale m. zd.
              odpowidzialność kr-biorców wobec banku jest solidarna. Bebiaku, zgodzisz
              się ??

            • czzaw Re: drogi Bebiaczku poratuj!! 22.01.04, 22:46
              Całe szczęście, że jest takie forum i tak wspaniali ludzie jak Ty Bebiaczku i
              Ty Jacku.Serdeczne dzięki za zainteresowanie moim "przypadkiem".
              Po przeczytaniu Waszych wypowiedzi chcę uściślić, że mieszkanie z miejscem w
              garażu podziemnym kosztuje 325 tys.Budynek juz jest gotowy i jest to
              przedostatnie wolne mieszkanie. Pierwsza wpłata była 32500 i miesciła się w
              podanych przez Was kwotach (sporządzilismy stosowne umowy darowizny).Zarobki
              syna wystarczaja do spłaty całych rat, ale pozostaje kwestia jego utrzymania,
              co jest dla nas oczywistym obowiazkiem, ale nie wiem , czy dla US tez.Dla banku
              jednak było to za mało, bo za krótko pracuje.Z czasem planujemy, że syn
              przejmie kredyt na siebie.
              Rozważamy mozliwość współwłasności mieszkania na nas i na syna i następnie jej
              zniesienia.
              Czy taka procedura ma te same skutki, co darowizna mieszkania-tzn.przez 5 lat
              trzeba mieszkać i.t.d.? Kiedy można będzie jej dokonać? Co do opłat to troche
              się zorientowałam po przeczytaniu wielu wątków i wyliczeniach Bebiaczka.
              Najpierw poniesiemy koszty aktu notarialnego po zakupie od developera i koszty
              wpisu hipoteki a potem znowu koszty zniesienia współwłasności-czy tak?
              Jeśli jeszcze nie straciliscie cierpliwosci, to napiszcie, co o tym myślicie.
              Serdecznie pozdrawiam-CZ.
              • jck.x Re: drogi Bebiaczku poratuj!! 22.01.04, 23:04
                Dziękuję za miłe słowa. Chyba pierwsze od czasu, gdy pewien bywalec tego forum
                życzył mi wszystkiego najlepszego z okazji Świąt uzasadniając to "dniami
                dobroci dla Jacka" ;-D

                Jeśli chodzi o mnie: od 2003 (i nie słyszałem na razie o żadnych zmianach)
                zniesienie współwłasności jest idealnym wyjściem jeśli chodzi o podatki (i
                Waszą grupę podatkową). Nabycie prawa w ramach tej opcji NIE łączy się z
                opodatkowaniem pod. od spadków i dar. (bezwarunkowo jeśli chodzi o Was) oraz
                NIE wywołuje skutków w zakresie podatku dochodowego (tzw. PIT). Pozdro.
                • bebiak Re: drogi Bebiaczku poratuj!! 23.01.04, 01:30
                  jck.x napisał:

                  > Jeśli chodzi o mnie: od 2003 (i nie słyszałem na razie o żadnych zmianach)
                  > zniesienie współwłasności jest idealnym wyjściem jeśli chodzi o podatki (i
                  > Waszą grupę podatkową).

                  Cześć Jacku, dlaczego od 2003 roku? Przecież zawsze tak było, że przy
                  nieodpłatnych zniesieniach podatku nie było i dotyczyło wszystkich, absolutnie
                  wszystkich grup. Od 1. stycznia 2003 roku zmieniło się jedynie to, że nasz
                  wspaniałomyślny ustawodawca wprowadził podatek od nieodpłatnego zniesienia
                  współwłasności dla grupy II i III, pozostawiając bez podatku wyłącznie I-szą
                  grupę (swoją drogą, ciekawe czy tak pozostanie przy tych ciągłych dyskusjach o
                  dziurze w budżecie). Pozdrowionka serdeczne. B.
                  • jck.x Re: drogi Bebiaczku poratuj!! 23.01.04, 09:09
                    Pisząc "od 2003" miałem na myśli oba wymienione przeze mnie podatki. W pod.
                    doch. od os. fiz. istnieje od niepamiętnych czasów zasada, że przychody objęte
                    ustawą o pod. od sp. i dar. nie są objęte zakresem PIT. Mam nadzieję, iż teraz
                    już wiesz, o co mi chodziło. Pozdro.
              • bebiak Re: drogi Bebiaczku poratuj!! 23.01.04, 01:25
                Cześć Wam

                czzaw napisała:

                > Rozważamy mozliwość współwłasności mieszkania na nas i na syna i następnie
                >jej zniesienia.
                > Czy taka procedura ma te same skutki, co darowizna mieszkania-tzn.przez 5 lat
                > trzeba mieszkać i.t.d.?

                Nie, tu nie ma żadnych takich obwarowań bo zniesienie współwłasności to nie
                darowizna, ale oczywiście jeśli syn będzie chciał sprzedać przed upływem
                pełnych 5-ciu lat (uwaga: nie liczy sie roku, w którym zniesiecie
                współwłasność) to zawiśnie nad nim podatek dochodowy (10%) od uzyskanej przez
                niego ceny, chyba, że w ciagu 2 lat przeznaczy całą uzyskaną cenę na cele
                mieszkaniowe (Czzaw, to dość odległa sprawa, stąd zanim cokolwiek kiedyś tam
                syn zrobi to niech się upewni czy się przypadkiem przepisy nie zmieniły).

                >Kiedy można będzie jej dokonać?

                Najwcześniej dopiero wtedy jak właściwy sąd założy ksiegę wieczystą dla Waszego
                lokalu (bo kiedy nabywacie od developera to prawo to powstanie - jeden z
                niewielu doprawdy wyjątków - nie w momencie zawarcia umowy sprzedaży a w
                momencie założenia księgi).

                >Co do opłat to troche się zorientowałam po przeczytaniu wielu wątków i
                wyliczeniach Bebiaczka.
                > Najpierw poniesiemy koszty aktu notarialnego po zakupie od developera i
                koszty wpisu hipoteki a potem znowu koszty zniesienia współwłasności-czy tak?

                Tak Czzaw, przy czym zasadniczym kosztem umowy znoszącej współwłasność będzie
                taksa notarialna liczona od wartości CAŁEGO lokalu + VAT. Opłata sadowa przy
                zniesieniu w Waszym przypadku to doprawdy drobiazg bo raptem 20,-zł, a podatku
                by nie było (bo w I-szej grupie podatkowej - o ile nie ma spłat i dopłat
                pomiędzy Wami a przecież nie będzie - podatku do takiej umowy nie ma).
                Oczywiście do tego wniosek do sądu i wypisy.

                > Jeśli jeszcze nie straciliscie cierpliwosci, to napiszcie, co o tym myślicie.

                Ja nie straciłam, ale zastanawiam się taka konstrukcja czemuś służy. Hm,
                napewno wówczas śpicie spokojnie w związku z tym kredytem, bo jeśli słusznie
                doszukuję się tam gdzieś tej darowizny (patrząc ze strony US) przy wariancie,
                że kredyt wspólny a syn tylko nabywa - to przy takiej kostrukcji ten problem
                znika zupełnie. W zasadzie chyba tylko to ta konstrukcja daje, bo ten problem
                utrzymania syna (który wg mnie raczej nie istnieje) tutaj też się pojawia (ta
                konstrukcja tego nie zmienia: on nadal wszystkie swoje dochody będzie
                przeznaczał na spłaty rat a Wy go będziecie utrzymywać, ale wg mnie macie taki
                obowiązek).
                Dziękuję Czzaw za wszystko co napisałaś, wierzę, że to w miarę jasne i
                pozdrawiam Cię cieplutko. B.
Pełna wersja