Gość: twilight.pl
IP: *.2a.pl
06.12.09, 20:01
Mieszkam w Warszawie, jestem 29-letnim singlem z dobrym wykształceniem i stabilną pracą, zarabiam powyżej średniej krajowej i wynajmuję mieszkanie.
Większośc moich znajomych po studiach, jakiś czas po otrzymaniu pierwszej pracy kupiło mieszkanie w wiekszości posiłkując się kredytem na 30-40 lat bez żadnego wkładu własnego.
Od pewnego czasu w luźnych rozmowach w gronie pracowników, znajomych, gdy temat dotyczy nieruchomości,mam wrazenie iż stwierdzenie że wynajmuję mieszkanie budzi w rozmówcach zdziwienie,zażenowanie? i ciagłe pytania dlaczego jeszcze nie dorobiłem się własnego kąta.
Mam uskładane na lokacie ok. 100 tys złotych, w zależności od m-ca odkładam 1500- 2500 zł i powoli się zastanawiam skredytować się na brakującą kwotę czy też poczekać jeszcze kilka lat aby uzbierać jak najwięcej.
Mam wrażenie że w dobie dostępności kredytów przyznawanych na dzisięciolecia ktoś taki jak ja,jeszcze dośc młody, z przyzwoitymi zarobkami i bez własnego mieszkania jest jakimś ewenementem.
Gdy widzę ceny tych mieszkań i to że ludzie je jednak kupują, mam wrażenie iż żyję w państwie milionerów.
Ciężko pracuję na zarobione pieniadze i nie akceptuję tych chorych cen.
Czy robię coę nie tak, czy jestm gorszy?