Gość: xxxx
IP: 109.243.144.*
08.03.10, 21:07
www.rp.pl/artykul/8,443364_Trudno_trafic_w_gust_i_kieszen_potencjalnego_nabywcy.html
Trudno trafić w gust i kieszeń potencjalnego nabywcy
kad 08-03-2010, ostatnia aktualizacja 08-03-2010 01:50
Właściciele mieszkań nadal czekają na klientów miesiącami, a
nawet latami z powodu wywindowanych cen
Ostatnio udało nam się sprzedać mieszkanie w ciągu dwóch dni. Nie
była to żadna rewelacja: rozkładowe, małe trzy pokoje o pow. 52
mkw., po remoncie, razem z meblami. Znajdowało się na dziewiątym
piętrze w dziesięciopiętrowym budynku z końca lat 70. przy ul. Jana
Olbrachta. Kosztowało 317 tys. zł, ale cenę udało się zbić o 10
proc. – opowiada Jerzy Sobański z biura nieruchomości Akces.
Dodaje jednak, że nie zwiastuje to ożywienia na rynku. – Po
prostu mieszkanie trafiło w gust i możliwości klienta. W dodatku
cena była adekwatna do wartości i – co ważne – klientka miała
gotówkę i była zdecydowana na szybką finalizację transakcji –
wyjaśnia Jerzy Sobański.
Konsensus po miesiącach
Średni okres sprzedaży mieszkania wynosi dziś trzy – cztery
miesięcy. Nie brak jednak i ofert czekających na nowego właściciela
od roku czy dwóch lat. Najszybciej udaje się sprzedać mieszkanie,
którego cena ofertowa zbliżona jest do ceny rynkowej. Lokalizacja
ciągle jest na dalszym planie, choć oczywiście pozostaje jednym z
najważniejszych kryteriów podczas podejmowaniu decyzji o transakcji.
Jerzy Sobański twierdzi, ze na razie nie ma co liczyć na
zawieranie większej liczby transakcji w szybkim tempież. – Takie
umowy podpisywano dwa lata temu. Dzisiaj każda transakcja jest
sukcesem. Np. sprzedałem właśnie mieszkanie, które w bazie było od
lipca 2009 r. Uważam to za sukces, bo skłoniłem sprzedającego do
obniżenia stawki, a kupującego do podwyższenia ceny. Dogadali się po
dwóch miesiącach negocjacji – opowiada Sobański.
Joanna Iwanowska z Polanowscy Nieruchomości przyznaje, że firmie
udało się sprzedać mieszkania w ciągu 10 – 14 dni. – Były to lokale
odnowione, jak i do remontu, na Woli, Ochocie, Mokotowie, w
budynkach z cegły lub ramy H o pow. 30 – 45 mkw. za 7 – 8,3 tys. zł
za mkw. Cena i lokalizacja były głównym atutem. W drugim rzędzie
decydował rozkład mieszkania – tłumaczy Iwanowska.
Najszybciej sprzedają się niewielkie, jedno- i dwupokojowe
mieszkania w nowym budownictwie. Zdaniem Karola Kapicy, szefa biura
Kapica Nieruchomości, takie lokale, o ile są dobrze wyposażone i nie
mają wygórowanych stawek, stanowią konkurencję dla rynku pierwotnego.
– Stawki takich lokali – o ile są one wykończone i urządzone – nie
powinny być wyższe od porównywalnych M oferowanych przez deweloperów
o więcej niż 1 tys. zł. A zatem w zależności od lokalizacji są to
kwoty rzędu 7,5 – 11,5 tys. zł za mkw. Najlepiej sprzedają się
mieszkania w dobrych lokalizacjach o wyższym standardzie, czyli za
ok. 9 – 10 tys. zł za mkw. – zapewnia Karol Kapica.
Nie chcą domów
Budynki jednorodzinne, ze względu na bardzo wysokie ceny,
wywindowane w czasie hossy 2006 – 2007, czekają na nowego
właściciela latami. Do transakcji dochodzi, jeśli właściciel obniży
żądania. A rabaty muszą być znaczne.
– Np. właściciel domu poza Warszawą wystawił go na sprzedaż trzy
lata temu za 990 tys. zł. Do tej pory nikt go nie kupił, choć teraz
pojawia się coraz więcej osób zainteresowanych nieruchomością,
której cena została obniżona do... 580 tys. zł – opowiada Joanna
Lebiedź, współwłaścicielka biura nieruchomości Lebiedź & Lebiedź. –
Sprzedaży od ręki w zasadzie nie ma.
Pośredniczka szacuje, że domy średnio sprzedają się w ciągu dwóch
lat. Najszybciej, zdaniem Karola Kapicy, do transakcji dochodzi w
przypadku bliźniaków i segmentów o pow. do 140 mkw. na małych,
tanich działkach.
– Nie liczyłabym na poprawę sprzedaży nieruchomości, jeśli
nie zmieni się polityka banków. Wszystko jednak wskazuje na to, że
sytuacja zmieni się na gorsze ze względu na tzw. dyrektywę T
ograniczającą możliwość udzielania kredytów. Jej wejście w życie
oznacza, że osoby zainteresowane kupnem muszą mieć jeszcze większą
zdolność kredytową niż obecnie – tłumaczy Joanna Lebiedź.
Rzeczpospolita