NO I PO ZEBRANIU... żenada

05.10.06, 00:07
Jestem w szoku. Naprawdę myślałem, że mieszka na naszym osiedlu więcej
inteligentnych ludzi. A okazało się przeciwnie, a rzekłbym nawet, że niektórzy
pieprzyli 3 po 3 jak przygłupy. Mam na myśli Józka Waszkiewicza w
szczególności. Skoro czuje się taki bezpieczny i żadne nasze starania i próby
nic nie dadzą w obliczu czychającego na nas zagrożenia, to po qta przyłazi i
pieprzy bzdury, chyba tylko po to żeby mącić wodę... przypomina mi się tu
łacińskie przysłowie "Qui pennis aquam turbit" - (Ki chuj wodę mąci).
Pozdrawiam wszystkich sąsiadów i życzę spokojnych snów i pobytu poza domem.
Mam nadzieję, żę chociaż wy się nie martwicie o to co zastaniecie w mieszkaniu
po powrocie z pracy na ten przykład. :)
    • m.dzinkans Re: NO I PO ZEBRANIU... żenada 05.10.06, 00:22
      Jest ogólnie tak jak myślałem. Do żadnych szczególnych ustaleń nie doszło.
      Poprostu wymieniliśmy się poglądami i tyle. Powinniśmy jednak zacząć od tego,
      co to znaczy "bezpieczeństwo na Osiedlu"?? Czy to ogólne poczucie
      bezpieczeństwa w rozumieniu cielesnym, czy też możliwość pozostawiania lokalu
      (dla złodzieja) otwartym, nie martwiąc się przy tym, że coś zginie pod naszą
      nieobecność. Nie oszukujmy się, że to, co 90% (jak nie więcej) ludzi ma w
      drzwiach to żadna ochrona przed włamaniem. Nie zwalajmy winy na dozorcę czy
      sąsiadów, że niedopilnowali. Spokojnie można spać jedynie mając naprawdę
      solidne zabezpieczenie. Co do opinii p. Józka to poniekąd trochę się z nim
      zgodzę. Wkońcu jak złodziej nie wejdzie drzwiami, to oknem będzie próbował,
      więc ... . Oczywiście nie daję do zrozumienia, że cokolwiek zrobimy, złodziej
      będzie zawsze o krok przed nami. Wyjściem jest zamknięcie drzwi na klatkach
      schodowych i ten wniosek popieram. Niestety życie najprawdopodobniej pokarze,
      że im dalej od tragedii jednych, tym bliżej do nieszczęście drugich. Pomału
      zapomnimy o problemie i przejdziemy do "porządku dziennego" z tym niezamykaniem
      drzwi na klatkach. Nie było trzeba czekać długo, a już 3 dni po włamaniu tylko
      na 4 piętrze w bloku B drzwi były zamknięte. Na innych już nie. To jest dbanie
      o bezpieczeństwo??? Wymagamy od innych (dozorców) sumienności, a sami kusimy
      złodzieja!!!

      Pozdrawiam!!!
      • arek-zabki Re: NO I PO ZEBRANIU... żenada 05.10.06, 01:15
        Ale jak każde zebranie mieszkańców będzie tak wyglądało jak to, to ja dziękuję
        ale "wysiadam".
        Żadnych konkretów, tylko ludzie dyskutujący między sobą w małych grupkach o
        czymś tam, kompletnie nie związanym z tematem. Każdy niby miał coś do
        powiedzenia ale bez pomysłów i konkretów.
        I żeczywiście tak będzie pewnie aż do następnego włamania.
    • antydolacan Re: NO I PO ZEBRANIU... żenada 07.10.06, 19:25
      Zebranie.....bełkot... to co sie dzieje w tej naszej małej społeczności
      przechodzi wszelkie granice...szkoda gadać, totalny brak komunikacji pomiędzy
      ludźmi, brak wyobraźni i przewidywalności, każdy tylko potrafi chlapać
      jęzorem... Znowu się zamkniemy w tych swoich mieszkaniach i bedziemy zmuszeni
      działać w obrębie własnych pięter aby móc chociaż na tym własnym pietrze czuc
      sie bezpiecznie,a do innych niech sie włamują pierdziele mam juz dość tej
      sadziedzkiej współpracy i "życzliwości", żal mi patrzec na tę znieczulicę...
      • m.dzinkans Re: NO I PO ZEBRANIU... żenada 11.10.06, 17:58
        I co z tego, że sobie pogadaliśmy jak dzisiaj dziewczyna z jakimiś gipsowymi
        odlewami ganiała po Naszych blokach podając, że działa w imieniu jakiejś
        Fundacji. Kto ją wpuścił?? Jak weszła?? Pytania nadal bez odpowiedzi!!!

        Pozdrawiam!!!
        • arek-zabki Re: NO I PO ZEBRANIU... żenada 11.10.06, 23:42
          To tak jak ulotki na wycieraczkach. Zastanawiałem się jak to możliwe i otóż:
          na moim piętrze mieszka starsza pani która otwiera domofonem wszystkim jak leci.
          Rano domofon odzywa się często w moim mieszkaniu z tekstami w stylu: ulotki chce
          zostawić, albo jestem z jakiejś fundacji...
          Ja nie otwieram tłumacząc żeby ulotki zostawić przy bramie itp. a po chwili puk,
          puk do drzwi "dzień dobry jestem z firmy..." a na pytanie: "jak pani weszła?"
          słysze że pani lokatorka otworzyła domofonem, i jeszcze otworzyła kluczykiem piętro.
          I żadne tłumaczenia nie pomagają.
          Więc chyba bez uchwały się nie obędzie, tylko czy coś takiego można przyjąć w
          formie uchwały?
Pełna wersja