Gość: Tomo
IP: *.merinet.pl
05.09.09, 10:32
Taka mała refleksja. Kilku spośród moich znajomych w pracy
postanowiło nie inwestować w mieszkania gdy była górka, 2 - 3 lata
temu. Wzięli na przeczekanie, bo twierdzili że ceny muszą spaść.
Część nadal czeka, część z różnych przyczyn musiała kupić w końcu
mieszkanie. Ostatnio rozmawialiśmy jak to teraz wygląda i co się
okazuje:
- ceny rzeczywiście spadły, ale ten zjazd w Warszawie od szczytu
górki wyniósł w ich wypadku 5-7%. Co jest oczywiście dużą kwotą, ale
nijak ma się do prognoz o 20-30% spadkach (a minęły już ponad 2 lata
od tych prognoz). Mówię oczywiście o spadkach rzędu 5% w dobrych
inwestycjach, w dobrych dzielnicach Warszawy, a nie np. na Białołęce
czy w Ursusie.
- wybór mieszkań: pomimo, że 2 lata temu był szał na rynku i
mieszkań brakowało to wybór był o wiele większy. Teraz w związku z
zamrożeniem inwestycji w nowym budownictwie pozostawały tak naprawdę
spady, których rok - dwa lata temu nikt nie chciał. I większości
przypadków muszą pokupować mieszkania nieustawne, w których trzeba
przestawiać połowę ścian, gdzie miejsca garażowe to spady, których
nikt nie chciał lub w ogóle bez garażu, a jedynie z miejscem
parkingowym na dworzu.
- koszty kredytu: duuużo wyższe niż 2 lata temu. Jeden nawet
przyznał mi się, że ponieważ jego zdolność kredytowa jest teraz "na
granicy" (kryzys, mniejsze premie, a co za tym idzie gorsze
zaświadczenia o zarobkach i większe wymagania banków) otrzymał
bardzo kiepskie warunki i gdy policzył sobie to nawet spadek ceny
mieszkania nie zniwelował mu zwyżki ceny (!!!), która po doliczeniu
pobocznych kosztów tak naprawdę nastąpiła (!!!)
- koszty wynajmu przez dwa lata: większość z tych osób wynajmowała
mieszkania. 1500zł miesięcznie x 24 miesiące daje 36 000zł wpakowane
komuś w tyłek... Mnie jako wynajmującego mieszkanie bardzo to
cieszy, ale dla nich oznacza to wywalenie bardzo dobrze urządzonej
kuchni, bądź kuchni, łazienki i WC za okno...
Tak to wygląda moi drodzy. Nie twierdzę, że spadki nie nastąpiły.
Nie twierdzę, że ceny jeszcze troszkę nie spadną.
Ale sytuacja ekonomiczna na rynku zarówno pracy jak i bankowym
zmieniła się tak drastycznie, że wiele z tych osób, które czekały na
spadki i nawet się na nie doczekały dziś płącą za swoje M (pierwsze
z brzegu, a nie wymarzone) tyle samo lub nawet więcej niż na
szczycie górki 2-3 lata temu.
Nie licząc psychologicznych kosztów siedzenia w cudzym mieszkaniu, w
cudzych meblach z możliwością wyprowadzki w przeciągu miesiąca lub
trzech w zależności od umowy...