Dodaj do ulubionych

"Jak się żyje z obcokrajowcem"

05.02.06, 17:17
5.02.-Radio3-audycja od 17,20
Słuchajcie i podzielcie się opiniami
Obserwuj wątek
    • gajasirocco Re: "Jak się żyje z obcokrajowcem" 06.02.06, 12:25
      A może zrobimy naszą forumową listę małżeństw mieszanych????????
      Wypowiadajcie się, z czym macie problemy, co Was złości, co pomaga przetrwać,
      czego powinni się inni wystrzegać (może jakieś rady dla najświeższych małżeństw)

      By Wam było raźniej, to jako pierwsza się przyznaję -żyję w związku z
      obcokrajowcem (inny kraj, inna religia), a owocem naszego związku jest cudowna
      Beduinka i nasz rzadko pojawiający się (ale często pomagający w Karawanseraju)
      forumowiec Michał!
      • kkaminska Re: "Jak się żyje z obcokrajowcem" 06.02.06, 18:04
        To ja druga.

        Mieszkam w Egipcie. Od maja 2005 roku moim towarzyszem zycia jest Egipcjanin.
        Co mnie w nim kreci : luzne podejscie do zycia, sniada cera, romantyzm,
        aktywnosc(roznie pojmowana ;)), to ze traktuje mnie jak swoj najwiekszy skarb
        na codzien , nie tylko od swieta, ze jest opiekunczy, czuly,dowcipny i nie jest
        zagorzalym muzulmaninem i egipcjaninem (szanuje moja religie, moja kulture,
        jest zainteresowany poszerzaniem swojej wiedzy o moim kraju, jezyku, kulturze)
        no i jeszcze duzo innych ;)

        Co mnie denerwuje : luzne podejscie do zycia (;)), papierochy, to ze dla niego
        5 minut to co najmniej pol godziny, to ze czasami jest nadaktywny ;) ,to ze do
        wszystkiego jada frytki, i to ze czasami mowi "kochanie bliiiis" oraz "sikisty"

        Ale generalnie bardzo go kocham (z wzajemnoscia)i to nam pomaga przetrwac
        wszelkie burze. No i musze przyznac uczciwie, ze podczas klotni to on zawsze
        wyciaga pierwszy reke.
        • pam_pa_ram_pam Re: "Jak się żyje z obcokrajowcem" 07.02.06, 15:18
          Już to wiele razy pisano w róznych miejscach. Inteligencja jest ponadnarodowa i
          ponadkulturowa. Łatwiej sobie wyobrazić zgodny i szczęśliwy związek polskiego
          lekarza z lekarskiej rodziny i murzyńskiej architektki, córki architektów z
          Martyniki niż związek tego samego polskiego lekarza z polską wiejską dziołchą z
          4 klasami skoły podstawowej i 4 ocalałymi zębami, czy na ten przykład związek
          tej samej Murzynki z jakimś lokalnym robotnikiem rolnym wycinającym maczetą
          trzcinę cukrową...
      • beduinka Re: "Jak się żyje z obcokrajowcem" 07.02.06, 16:46
        gajasirocco napisała:

        > By Wam było raźniej, to jako pierwsza się przyznaję -żyję w związku z
        > obcokrajowcem (inny kraj, inna religia), a owocem naszego związku jest
        cudowna
        > Beduinka i nasz rzadko pojawiający się (ale często pomagający w
        Karawanseraju)
        > forumowiec Michał!

        czy dowiem sie tutaj czegos nowego?
    • jolietta Re: "Jak się żyje z obcokrajowcem" 09.02.06, 00:36
      No coz, wiec moze i ja sprobuje sie zakwalifikowac do tej grupy, poniewaz jestem w szczeslwiym zwiazku z Algierczykiem, niestety jeszcze nie zyjemy razem, bo ja tu a on tam, i jeszcze jakis czas tak bedzie, bo musimy oboje studia skonczyc. Z tego powodu tez sie nie wypowiadalam, bo wiem ze dla wielu ludzi zwiazek na odleglosc nie jest prawdziwym zwiazkiem. Ale ze dzis mija dokladnie poltora roku od kiedy sie poznalismy i wszystko jest na jak najlepszej drodze (no moze oprocz przychylnosci ambasady Algierii do przyznania mi wizy :P), postanowilam sie przelamac :)
      Nasze wspolne 'zycie' opiera sie narazie tylko na telefonach, smsach, mailach, nieocenionym skypie i 2 tygodniowych randkach w egzotycznych miejscach, ktore mimo ich niesamowitego romantycznego ladunku, bez wahania zamienilabym na zwykla proze codziennego zycia.
      Wydaje mi sie ze najwazniejsza w zwiazku z osoba z innej kultury jest wzajemna otwartosc na siebie, swiat, szacunek dla wyznawanych wartosci i dobre poczucie humoru :) Wtedy ta odmiennosc nie jest przeszkoda ale staje sie czyms dodatkowo fascynujacym i ciekawym. Ja wlasnie w osobie z tej innej kultury dopiero odnalazlam czlowieka o tych samych marzeniach, odczuciach, podobnych wartosciach. Kiedy jestemy razem mozemy poznawac i postrzegac swiat w 3 wymiarach, wspolnym dla nas obojga, moim polskim i jego algierskim. Wspaniale jest to jak mozemy sie wymieniac spostrzezeniami, jak potrafimy smiac sie z tego jak czasem moga byc dimetralnie rozne. Mysle, ze to czy zwiazek ma szanse czy nie, zalezy w duzej mierze od rodzaju osobowosci czlowieka, w mniejszej od tego czy wywodza sie z tego samego dziedzictwa kulturowego. Ale to sa tylko przemyslenia raczkujacego w tej kwestii, weryfikacja nastapi za kilka lat :P
    • niqaab Re: "Jak się żyje z obcokrajowcem" 09.02.06, 10:56
      Byłam świadkiem pewnej naprawdę pięknej i jednocześnie tragicznej historii
      takiego związku. Lotnik z Libii i Polka, wiele lat razem - ale nie dostali
      zgody na ślub od szefa rządu... W końcu po wielu latach poukładali sobie życie
      z innymi ludźmi, nie do końca szczęśliwie (bo ciężko żyć ze świadomością, że
      straciło się kogoś kochanego nie z własnej winy)... wiele lat po rozstaniu były
      listy, próby spotkań... Niestety, polityczna rzeczywistość wygrała.
        • maiysa Re: "Jak się żyje z obcokrajowcem" 09.02.06, 17:05
          Miejmy nadzieję, że im więcej takich mieszanych związków tym bardziej
          społeczeństwo będzie się przyzwyczajać i z czasem zacznie traktować takie pary
          normalnie, bez uprzedzeń. I wszystkim uda się zwalczyć piętrzące się problemy z
          biurokracją i nie tylko.
          Odpukać jak na razie z mężem nie mieliśmy jakiś strasznych problemów w tych
          aspektach, chociaż zawsze jakieś drobne nieprzyjemności się pojawiają.
          Dla zainteresowanych związkami z muzułmanami lub Arabami to istnieje forum
          tematyczne o związkach międzykulturowych
          www.salam.fora.pl
    • kiranna Re: "Jak się żyje z obcokrajowcem" 09.02.06, 23:15
      Jak sie zyje z obcokrajowcem? Mnie sie zyje dobrze, choc nigdy nie planowalam
      slubu z cudzoziemcem. Wlasnie mija 12 rocznica naszego zwiazku i mojego
      mieszkania w Turcji :) Nie ominely nas wzloty i upadki, to jasne, ale ogolny
      bilans jest na plus. No i gdyby nie ten facet, to nie byloby Bartusia na
      swiecie :) Z roku na rok jestem coraz bardziej przekonana, ze moj maz byl mi po
      prostu pisany i nie pojawil sie w moim zyciu przypadkiem.
      • karinka26 Re: "Jak się żyje z obcokrajowcem" 12.02.06, 11:16
        Witajcie!!:)
        Ja rowniez zyje z obcokrajowcem saudyjczykiem i powiem szczerze ze jestem
        bardzo szczesliwa:)mieszkamy w arabi saudyjskiej.. wiadomo ze znowu tak zawsze
        nie jest kolorowo ale uklada nam sie:) jestesmy ze soba juz 5 lat mamy
        poltoraroczna corke i obecnie jestem w 5 miesiacu ciazy z drugim dzieckiem:)
        Moj maz jest cudownym czlowiekiem gdybym miala wybrac jeszcze raz zrobilabym to
        samo chociaz wiele osob z mojej rodziny bylo przeciwne malzenstwu z arabem to
        moim zdaniem jest to naprawde cudowne:)
        Tworzymy mila rodzinke i wiadomo jak w kazdym malzenstwie czasem sie klocimy
        ale po 2 godzinach jest juz dobrze bo my nie potrafimy dluzej niz te 2 godziny
        sie do siebie nieodzywac:)
        Pozdrawiam serdecznie
          • karinka26 Re: "Jak się żyje z obcokrajowcem" 12.02.06, 12:29
            Witajcie!!:)
            Jak sie zyje w AS musze powiedziec ze calkiem fajnie:) ja nie nazekam..:)
            Rodzina mnie akceptuje wrecz wszyscy stoja za mna co tez mnie bardzo cieszy bo
            zadko to sie zdarza mam tu kilka kolezanek europejek i ona tak dobrze jak ja
            nie maja..zalezy tez od ludzi na jakich sie trafi:)
            Ja nie przyjelam wiary meza chociaz obchodze z nimi wszystkie swieta.. szanuje
            jego religie i religie calej rodziny ale nikt nie ma do mnie zalu o to ze sie
            nie zdecydowalam...moze kiedys na razie jeszcze nie..
            Dziekuje za zyczenia i wzajemnie dla Was wszystkich:)
            Corka ma na imie Leila:)
            Niedawno dowiedzialam sie ze istnieje takie forum wiec postanowilam ze moze
            popisze cos o sobie:) w koncu jest tu wielel osob zainteresowanych zyciem w
            krajach arabskich:) i obiecuje ze napewno bede pisala czesto:)
            Teraz mam chwilke bo moja Leila spi:)
            Pozdrawiam
          • karinka26 Re: "Jak się żyje z obcokrajowcem" 12.02.06, 12:43
            hmm szczerze to roznie z tym bywa raczej czesto bo ja nie moge sie tego
            nauczyc... ciezko mi to idzie wole gadac po angielsku a ze cala rodzina mowi
            swietnie po angielsku to nie jestem az tak do tego zmuszona ale ucze sie..fakt
            faktem ze za dobrze jeszcze nie umiem ale jakos naprawde nie moge sie przekonac
            do tego jezyka:)to dziwne wiem.. ale co ja na to poradze!:)
              • karinka26 Re: "Jak się żyje z obcokrajowcem" 12.02.06, 13:27
                Witaj!
                U nas jest teraz +23 stopnie cieplo ..
                Meza poznalam w Kanadzie gdzie studiowal i tak sie to wszystko zaczelo:)
                Co do mojej rodziny... poznali mojego meza polubili ale sama rozumiesz obawy
                pewne byly szczegolnie mama bo tato mniej sam meszkal przez kilka lat w Libii...
                No ale decyzja naleza do mnie ja bardzo kochalam meza i nadal kocham wiec nie
                widzialam swiata poza nim:) i decyzja w sumie byla juz pewna na 100%
                pojechalismy tylko powiedziec o tym moim rodzica..
                A teraz juz wszyscy wiedza ze miedzy nami jest dobrze ze mnie nie bije itp ze
                nie ma innej zony i ze sie kochamy:) mama jest u nas dosc czesto bo teskni za
                nami a szczegolnie za Leila:)
                ja do Polski tez staram sie latac z Leila bo moj maz pracuje i nie zawsze ma
                czas zeby z nami poleciec. Chce zeby Leila znala kraj w ktorym ja sie
                wychowalam i zeby poznala nasza kulture i jezyk:) moze mi sie to uda:)
                Dalsza rodzina jednynie mowila ze mnie sprzedali moi rodzice itp.. co
                oczywiscie nie jest prawda ale ludzie gadaja zeby gadac a jeszcze jak nie znaja
                czlowiek lub moi rodzice nie chca mowic co tam u nas itp to plotki sa coraz
                bardziej niestworzone ale ja sie tym nie przejmuje bo wazne jest to co ja wiem:)
                A co u Ciebie?
                Pozdrawiam
                Ide juz bo moja ksiezniczka sie obudzila:)
                • karinka26 Re: "Jak się żyje z obcokrajowcem" 13.02.06, 11:26
                  Witajcie!!:)
                  Mam chwilke wiec cos moze napisze:)
                  Wczoraj wieczorem moj maz sprawdzal e-mail i mowi ze ktos z Polski do mnie
                  napisal... okazalo sie ze to moja kolezanka ktora nie odzywala sie przez wiele
                  lat a kiedy dowiedziala sie ze mieszkam w AS postanowila napisac mi dlugi list
                  o tym jacy to Arabowie sa zli itp.. troche bylam w szoku bo w sumie to nie jest
                  jej sprawa i nikt jej nie powiedzial ze jest mi zle... poza tym jak moj maz
                  mialby byc zly to juz dawno by to pokazal... napisala zebym lepiej wracala do
                  Polski bo w Polsce bedzie mi duzo lepiej niz w AS a skad ona to moze wiedziec
                  gdzie bedzie mi lepiej, zastanawiam sie czemu ludzie tacy sa.. ??
                  Ale koniec z takimi zalami..:)
                  Dzis rano postanowilam zadzwonic do rodzicow i moja Leila powiedziala po polsku
                  Kocham Cie!!:):) jestem z niej dumna bo do tej pory mowila pojedyncze slowa po
                  angielsku arabku po polsku zadziej no i nie przez telefon:) jak moja mama
                  przylatuje czy my lecimy do Polsku do Leila wtedy cos mowi po polsku..:)
                  U nas juz 13:25 niedlugo Leila pojdzie spac wiec bede miala troszke czasu dla
                  siebie a moze tez pojde spac ostanio moja corka wstaje juz przed 5 rano...wiec
                  tak kolo 14 jest juz tak zmeczona ze idzie spac na 2-3 godzinki:)
                  Na dzis to chyba tyle chociaz bede jeszcze na internecie wiec jesli ktos ma
                  jakies pytania to piszcie:) ja odpisze
                  Pozdrawiam serdecznie i cieplo!:)
                  • gajasirocco Re: "Jak się żyje z obcokrajowcem" 13.02.06, 12:02
                    Pięknie sobie radzi Twoja księzniczka. To teraz ją szybko naucz klikać na
                    klawiaturze i będzie naszą najmłodszą forumowiczką i prześcignie Tetyska i
                    małego Bartusia z Istambułu. (u nas trwają wyścigi o miano forumowego młodzika)
                    Całuski dla Was wszystkich z mroźnej W-wy! I nie przejmuj się plotkami z
                    Polski, bo zycie jest Twoje i to Ty powinnaś być szczcęsliwa z kim chcesz i
                    gdzie chcesz!!!
                    • karinka26 Re: "Jak się żyje z obcokrajowcem" 13.02.06, 12:50
                      WItaj!:)
                      No tylko moja Leila cos woli np lalki niz komputer:) ale moze sie uda:)heh
                      Wlasnie spi.. jeszcze a ja odpoczywam bo niezly wycisk czasem daje naprawd:) a
                      ja brzuszek mam juz coraz wiekszy..:)
                      A plotkami sie nie przejmuje bo nie ma czym ludzie sie nie zmienia a ja nie
                      chce kazdemu kto mysli ze moj maz mnie bije etc, tlumaczyc ze jest mi dobrze:)
                      OO wlasnie moj maz przyjechal:)
                      Pozdrawiam i piszcie wiecej!:)
                    • tetys Re: "Jak się żyje z obcokrajowcem" 13.02.06, 15:02
                      Za pare lat będa klikać Bartek i Leila ze sobą:)))
                      A co do języka jakim mówi dziecko w małżeństwie mieszanym....uważam że dzieci z
                      takich związków mają dużo większe szanse na karierę zawodową. Bo przecież
                      znając arabski, angielski i polski otwierają się drzwi do pracy w tych 3
                      krajach:))

                      Pozdrawiam!
                      • karinka26 Re: "Jak się żyje z obcokrajowcem" 13.02.06, 16:59
                        Witajcie:)
                        Tak masz racie ze dzieci z takich malzenstw maja wieksze szanse na kariere
                        zawodowa:) ale te jezyki to jeszcze nie wszystko dobra szkola etc to tez
                        podstawa:)
                        Zobaczymy jak to z moja Leila bedzie no i z drugim jeszcze nie narodzonym:) a
                        swoja droga ciekawe co urodze:)ale nie chcemy wiedziec wczesniej:))tak bylo tez
                        z Leila do konca nie wiedzielismy co sie urodzi:):);)
                        A Ty Tetysku ile masz lat jesli mozna wiedziec??:)
                        No nic bede konczyla juz bo niedlugo tesciowa przyjedzie:)
                        Pozdrawiam i napisze cos napewno jutro!:)
                        Pozdrawiamy!!
                        • tetys Re: "Jak się żyje z obcokrajowcem" 13.02.06, 17:09
                          karinka26 napisała:

                          > Witajcie:)
                          > Tak masz racie ze dzieci z takich malzenstw maja wieksze szanse na kariere
                          > zawodowa:) ale te jezyki to jeszcze nie wszystko dobra szkola etc to tez
                          > podstawa:)

                          Jasne:)
                          > Zobaczymy jak to z moja Leila bedzie no i z drugim jeszcze nie narodzonym:) a
                          > swoja droga ciekawe co urodze:)ale nie chcemy wiedziec wczesniej:))tak bylo
                          tez
                          >
                          > z Leila do konca nie wiedzielismy co sie urodzi:):);)

                          Taka niby-niespodzianka?:)))

                          > A Ty Tetysku ile masz lat jesli mozna wiedziec??:)

                          15

                          > No nic bede konczyla juz bo niedlugo tesciowa przyjedzie:)
                          > Pozdrawiam i napisze cos napewno jutro!:)
                          > Pozdrawiamy!!

                          Pozdrowienia dla Ciebie, rodziny i teściowej!

    • dona21 Re: "Jak się żyje z obcokrajowcem" 22.02.06, 06:30
      Hej, od roku jestem zona Syryjczyka ,poznalismy sie w Hiszpanii gdzie
      oboje mieszkalismy od dobrych kilku lat. Dzieki niemu uwierzylam ze
      znow moge byc szczesliwa i zyc z kims normalnie. Jak jego poznalam
      bylam 31 letniawdowa po przejsciach z dwoma corkami ,i raczej nie
      myslam o tym zeby sie z kims wiazac. Ale zycie wybralo dla mnie inny
      scenariusz i caly czas sie ciesze ze mialam mozliwosc spotkania jego
      w moim zyciu.
    • tetys Re: "Jak się żyje z obcokrajowcem" 05.03.06, 13:51
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=687&w=23323097&v=2&s=0
      Link do galerii:)
      Fajną masz córę! Niech się zdrowo chowa :)
      Zamieszczaj jak najwięcej zdjęć, bo miejsce w którym mieszkasz jest dla nas
      wciąż dalekie i niedostępne!

      • karinka26 Re: "Jak się żyje z obcokrajowcem" 06.03.06, 19:28
        Hey wszystkim!:)
        Tetysku ciesze sie ze moja cora Ci sie spodobala:)
        ja juz mam mame na miejscu wiec tez wiecej czasu na zalegle odpisywanie na
        maile i na posty na forum:) niestety wiekszosc zdjec nie chce mi sie wstawic
        poniewaz sa za duze a ja nie umiem jeszcze sobie ich zmienic.. ;) moze moj maz
        bedzie mial chwilke i cos z tym zrbi:)
        U nas wszystko ok.. po wolutku zyjemy robi sie coraz cieplej, brzuch mam juz
        coraz wiekszy a malenstwo w srodku strasznie kopie dlatego ostanio nie moge
        spac:)ehh pilkarz jakis czy co... generalnie jest ok:) Leila tez rosnie i
        zaczyna intensywna nauke polskiego bo jest babcia:) a z babacia inaczej nie
        pogada w ogole moja mama jest strasznie na mnie zla ze nie ucze Leili polskiego
        no ale co ja moge na to poradzic ze ja do niej mowie po polsku etc a ona
        odpowieada po angielsku albo po arabsku... no ale teraz jak jest babacia trzeba
        sie nauczyc mowic:) wiec wizyta okazala sie duzym plusem:) ja mam wiecej czasu
        na ypoczynek a Leila na nauke polskiego i spedzenie wreszcie dluzeszgo czasu z
        babacia:)ale sie rozpisalam... koncze juz bo u nas jest juz 21:30 a Leila
        jeszcz nie wykapana..:)
        Pozdrawiam Was wszystkich bardzooo serdecznie!!!!
        • karinka26 Re: "Jak się żyje z obcokrajowcem" 11.03.06, 13:26
          a to znouw ja nie moglam dokonczyc mojego pisania bo Leila sie przewrocila i
          zaczela plakac wiec musiala isc ja przytulic..
          Mialam dzis wyznaczona wizyte u lkeraza ale niestety jak bylam wklinice
          okazalo sie ze lekarz jest chory i nici z badan wiec wrocilam do domu ale dzis
          cos mnie kregoslup bardzo boli..na brzuszku juz moge sobie postawic szklanke z
          piciem:)hih taki jest duzy.. wszyscy mi mowia ze pewnie bedzie chlopak:) a u
          nas w AS nikt nie powie ci plci dziecka bo np jak by sie pomylili to bym mogla
          nie chciec tego dziecka dziwne przesady tu sa przynajmniej tak opiwadala mi
          tesciowa zreszta lekarz tak samo wiec cos w tym musi byc.. ale sie dzis
          rozpisalam.. a no i smutna wiadomosc moja mama wraca do PL poniewaz moj tato
          zle sie czuje.. tak sie martwie ale mam nadzieje ze wszystko bedzied ok!
          pozdrawiam
    • aliya_uk Re: "Jak się żyje z obcokrajowcem" 13.03.06, 18:15
      Hej,
      to i ja sie dolacze do szczesliwych zyjacych z obcokrajowcem,
      obecnie od kilku miesiecy mieszkamy w jordanii, wczesniej prawie 2 mieaiace w
      anglii, a znamy sie z emiratow wiele miesiecy wczesniej (kontynuacja znajomosci
      na internecie <alhamdulillah za internet:) > ), za 3 tygodnie jedziemy do
      emiratow w odwiedziny na jakis czas do rodziny, i kto wie, moze w wrzesniu
      przeprowadzka do emiratow, jesli nie okaze sie ze z powrotem do anglii.

      fakt faktem, czasami bywaja roznice zdan, ale ja to bym chyba nie wytrzymala za
      dlugo bez tego ;)
      generalnie trafilam na osobe bardzo kochajaca, z dobrej rodziny, no i ta
      rodzina mnie uwielbia wiec chyba nic wiecej do szczescia nie brakuje :) no
      moze oprocz tego ze brakuje mi tutaj sera zoltego, parowek indykpolu z kurczka
      z serem i kilku innych produktow spozywczych.:)

      serdecznie pozdrawiam
      Kasia
    • shoko Re: "Jak się żyje z obcokrajowcem" 21.03.06, 16:49
      Witam wszystkich serdecznie,

      przyznam ze z pewna zazdroscia czytalam Wasze opowiesci o szczesliwych
      zwiazkach. Ja do pewnego momentu myslalam, ze bede jestem "jedna z Was".
      Niestety moja radosc byla przedwczesna...
      Przez 10 miesiecy mieszkalam z moim facetem w Hurghadzie, wydawalo sie ze jest
      nam dobrze, rozumiemy sie, nie bylo miedzy nami klotni, sprzeczek i ciszych dni.
      Oczywiscie czasem trzeba bylo zacisnac zeby, lub powstrzymac nerwy na wodzy, ale
      ogolnie mowiac bylo super. Przed moim wyjazdem do Polski (musiala zalatwic
      sprawy urzedowe) moj facet wreczyl mi pierscionek i zapytal czy za niego wyjde.
      Ja planowalam jak najszybszy powrot, chcialam otwierac jakis "biznesik", aby moc
      razem pracowac, miec swoje pieniadze i miec okazje czestego odwiedzania Polski.
      Nagle okazalo sie, ze Rodzina JEGO nie moze zaakceptowac faktu, ze jestem
      Europejka. Obawiaja sie, ze ich tradycja i kultura zaniknie, ze ON i jego
      potencjalne dzieci przestana byc Egipcjaninami (przyznam, ze dotychczas moj
      facet nie byl zbyt religijnym Muzulmaninem, a stosunki rodzinne ograniczaly sie
      do rozmow telefonicznych i odwiedzin raz na pol roku)oraz zazadali do niego aby
      ozenil sie jak najszybciej z Egipcjanka.

      I nagle okazalo sie, ze wszystko co nas laczylo przestalo byc wazne i istotne.
      Najwazniejsza okazala sie Rodzina i to ze zagrozila zerwaniem wszelkich
      stosunkow i ewentualnej pomocy finansowej....
      Ja zostalam sama ze swym uczuciem, rozczarowaniem i bezsilnoscia, moj facet
      niestety nie chce rozmawiac i probowac wyjasnic mi te sytuacje.
      Czy ktos z Was mial podobne doswiadzenia?? Jak powinnam sie zachowac?? Dac na
      przeczekanie i pozwolic aby sam za mna zatesknil?? czy poprostu starac sie
      zapomniec??
      • tetys Re: "Jak się żyje z obcokrajowcem" 21.03.06, 17:02
        Nie jestem specjalistą od leczenia związków...
        Ogólnie rzecz biorąc wszystko zależy od tego, z jakiej rodziny pochodzi Twój
        mężczyzna. W tradycyjnej kulturze muzułmańskiej(także np. hinduskiej) zdanie
        rodziny jest ponad wszystkim. Co nie znaczy, że wszystko jest przesądzone.
        Polecam Ci obejrzeć "Czasem słońce, czasem deszcz" - niby 'słodziutki' film,
        ale przedstawia trafne relacje.

        Zaczekaj, spróbuj przekonać do siebie jego rodzinę. Pokaż im, że możesz być
        dobrą, szanowaną przez ludzi żoną. Że nie wychowasz dzieci na rozpasłych
        europejczyków, bo właśnie takich można spotkać w Egipcie. Takich, którzy jeżdzą
        tam, by przesiedzieć w hotelu, dla 'szpanu'. Oczywiście w tym miejscu
        generalizuję, ale tak jest.

        Jeżeli On nie robi nic, by uratować Wasz związek, to sama musisz zdecydować,
        czy trafiłaś na odpowiedniego człowieka, czy nie.

        Nie sugeruj się mną za bardzo. Nie mam żadnego praktycznego doświadczenia;)
        Pozdrawiam i życzę wszystkiego najlepszego!
      • bogbastet Re: "Jak się żyje z obcokrajowcem" 21.03.06, 17:55
        Witaj,
        nie jestem wielkim ekspertem w sprawach związków, ale wydaje mi się, że
        powinnaś potraktować zachowanie Twojego chłopaka jako ostrzeżenie. Przekonałam
        się, że jeśli mężczyźnie naprawdę zależy, to potrafi dokonać prawdziwych cudów,
        żeby osiągnąć, to czego (kogo) pragnie.
        W tamtych kręgach kulturowych rodzina ma jeszcze większy znaczenie i wpływ niż
        u nas i należy liczyć się z jej zdaniem. Jeśli Twój chłopak nie jest na tyle
        silny, żeby się jej przeciwstawić, a ona niestety zmusza go do tego, to raczej
        zrezygnowałabym z tego związku. Z czasem może być tylko gorzej, tym bardziej,
        że nawet nie dano Ci szansy, nie chciano Cię poznać.
        Mam chłopaka Egipcjanina, ale w moim przypadku jest odwrotnie. Jego rodzina
        bardzo mnie polubiła i wydaje mi się, że akceptują nasz związek. Przyszłość
        pokaże, czy na pewno.
        Oczywiście to jest tylko moje prywatne zdanie. Decyzję musisz podjąć niestety
        sama.
        Życzę Ci powodzenia.
    • beduinka Mąż spod znaku półksiężyca 12.11.06, 23:27
      Mąż spod znaku półksiężyca

      „Małżeństwo mieszane wyznaniowo jest dla świata »prawdziwym bogactwem« i
      przykładem współżycia dwóch odmiennych religii w miłości i pokoju”.


      Alicja Puchała



      Małżeństwa mieszane, między ludźmi wychowanymi w różnych kulturach, są
      prawdziwym wyzwaniem dla tkwiących w każdym z nas stereotypów. Są lekcjami
      kompromisu dla małżonków i testem tolerancji dla ich rodzin.

      Przekraczanie granic państw i kontynentów nie stanowi dziś problemu. Dużo
      trudniej przekroczyć granice zakodowane w swoim umyśle, różne stereotypy i
      uprzedzenia. Oto stereotyp, który najczęściej uruchamia się w kontaktach kobiet
      z muzułmanami: Na początku czarujący Arab/muzułmanin (stereotypy ich nie
      rozróżniają) adoruje dziewczynę niczym księżniczkę. Jest szarmancki,
      romantyczny, czasem bogaty. Jej życie przypomina bajkę, aż do ślubu i – nie daj
      Boże – przeprowadzki do jego rodzinnego kraju. Wtedy książę przemienia się w
      potwora, a bajka w koszmar. Media karmią naszą wyobraźnię dramatycznymi
      historiami porywania dzieci lub nieludzkiego traktowania żony przez męża
      muzułmanina. Rzadko próbuje się opowiedzieć o trudnej sztuce kompromisów,
      której musi nauczyć się każde, a szczególnie mieszane małżeństwo.

      W badaniach postanowiłam oddać głos kobietom, które zdecydowały się dzielić
      swoje życie z muzułmaninem. Są wśród nich żony i narzeczone muzułmanów różnych
      narodowości, mieszkające w Polsce, w innych krajach Europy, a także w Syrii i
      Iranie. Muzułmanki, katoliczki i osoby, które nie potrafią określić jednym
      słowem, w co wierzą.

      Z księcia w potwora
      Obawa przed metamorfozą ukochanego „z księcia w potwora” pojawia się w
      opowieściach wielu tych kobiet. Zaynab poznała swego męża przez Internet (to
      coraz częstszy scenariusz). Na początku traktowała go bardzo nieufnie. Pisał,
      że w wieku 23 lat nie pije alkoholu i nie był jeszcze z żadną
      dziewczyną. „Wydało mi się to podejrzane i mało prawdopodobne. Przede wszystkim
      zaś niepokoiła mnie jego przynależność wyznaniowa. Islam jawił mi się jako coś
      strasznego, zdecydowanie negatywnego i wartego potępienia. Od początku
      założyłam sobie, że mężczyzna ten będzie starał się mnie zniewolić i poniżyć,
      bo taki wizerunek tej religii utrwaliły we mnie media”. Ciekawość jednak
      zwyciężyła. Po ośmiomiesięcznej znajomości zdecydowała się odwiedzić go w
      Istambule. Jego rodzina przyjęła ją gościnnie. Nigdy nie usłyszała złego słowa
      na temat swojej religii, mimo iż sama krytykowała islam. Po powrocie, pod
      wrażeniem niezłomności zasad moralnych muzułmanów, sięgnęła po Koran i
      odnalazła w nim to, czego do tej pory brakowało w jej życiu. Żony muzułmanów o
      dłuższym stażu małżeńskim rzadziej mówią o takich obawach. Może po kilku latach
      szczęśliwego małżeństwa już się o nich nie pamięta? A może przed 11 września
      uprzedzenia wobec muzułmanów nie były jeszcze tak silne?

      Bliski kontakt z kimś, kto inaczej patrzy na świat i żyje inaczej niż my,
      zmusza do refleksji i odpowiedzi na pytania: kim jestem? w co wierzę? Nina od
      15 lat mieszka w Niemczech. Tu poznała swego męża, Marokańczyka. Pytał ją, w co
      wierzy. Nie umiała powiedzieć. Chodzenie do kościoła było czymś normalnym.
      Marta napisała: „[Poprzez małżeństwo] przewartościował mi się cały świat. Mąż
      pokazał i wytłumaczył mi wiele rzeczy, zupełnie z innej perspektywy. Mam
      wrażenie, że zanim go spotkałam, mój mózg miał jakby drewnianą obudowę”.

      Kasia i Ibrahim poznali się na kursie języka niemieckiego w Monachium. Ona była
      po drugim roku germanistyki, on pisał doktorat z nefrologii dziecięcej. „Dla
      Ibrahima nie było żadnej alternatywy, musiał wrócić do Syrii”. Pojechała za
      nim. Tam, „daleko od domu rodzinnego, w innej kulturze, zdałam sobie sprawę,
      jak ważną rzeczą jest zachowanie polskiej tożsamości i religii, która jest we
      mnie od dziecka...”.

      Kościół, czy meczet?
      Prawo islamu pozostawia kobiecie zawierającej małżeństwo z wyznawcą islamu
      swobodę praktyk religijnych. Mąż ma jedynie obowiązek opowiedzieć jej o swojej
      wierze. Z badań socjolog Anny Ewy Rzepeckiej wynika, że postawa muzułmanina
      wobec odmiennej religii żony w dużym stopniu określa sytuację kobiety w
      małżeństwie. Zdarza się, że mężowie nie tylko akceptują odmienne wyznanie żony,
      ale wręcz podziwiają jej religijność. Agata jest mężatką od 5 lat. Regularnie
      chodzi do kościoła, uczestniczy w grupach modlitewnych i chórze kościelnym,
      redaguje katolickie pismo. Mąż, śmiejąc się, mówi o niej czasem: „fanatyczka”.
      Sam modli się pięć razy dziennie, przestrzega postu w ramadanie i – jeżeli
      pozwala mu na to czas – uczestniczy w piątkowych modlitwach w
      meczecie. „Denerwuje nas fakt, gdy słyszymy, że kobieta zmieniła religię dla
      męża... Uważamy to za śmieszny przejaw miłości. Naszym zdaniem jest to daleko
      idąca nadinterpretacja islamu. Nie można zmieniać religii dla człowieka i jego
      widzimisię”. W ich rodzinie każdy ma swój kącik do modlitwy: u niej stoi krzyż,
      obraz Matki Boskiej i Biblia, u niego – Koran i wykaligrafowana sura, werset
      koraniczny. Niejeden ortodoksyjny muzułmanin wzdrygnąłby się na taki widok, bo
      w islamie przedstawianie istot żywych jest zabronione, zwłaszcza w miejscu
      modlitwy. Święta Wielkanocne i Bożego Narodzenia spędzają w Polsce. „Są duże
      różnice, ale staramy się nie wchodzić w polemiki dogmatyczne”. I słusznie, bo
      jak rozstrzygnąć odwieczny konflikt między chrześcijanami a muzułmanami o
      naturę Chrystusa – Bóg to czy tylko Prorok? Dyskusje tego typu mogą zniszczyć
      małżeństwo.

      Nina, żona Marokańczyka, po kilku latach poszukiwań poczuła, że to islam będzie
      dla niej właściwą drogą. Konwersja likwiduje zazwyczaj wiele różnic między
      małżonkami, ale człowieka nie można zresetować jak twardy dysk. Sporo się
      trzeba o sobie nauczyć.

      Załóż hidżab
      Islam to wiele nurtów. Zdarza się, że uczeni islamscy, rozpatrując problem,
      wydają różne fatwy, czyli opinie prawne. Warto jednak pamiętać, że w islamie
      nie ma podziału na sacrum i profanum. Koran reguluje każdą dziedzinę życia,
      także ubiór, jedzenie, sprawy higieny i relacji damsko-męskich. Ścisłe
      przestrzeganie zasad wiary przez muzułmanów często stanowi zarzewie konfliktów.
      Marta, żona Algierczyka, wyznaje: „Sferę konfliktów stanowią używki, na
      przykład alkohol. Ja jestem za, on – przeciw. Jeżeli mam ochotę się napić, to
      piję, a on się obraża i próbuje mi popsuć humor. Ostatnie rozstanie
      sprowokowane było tym, iż zażyczył sobie, bym wybrała między nim a alkoholem”.
      Inne konfliktogenne sfery to: wychowanie dzieci, święta religijne, a także
      nakaz skromności ubioru i izolacja płci. Jagoda, związana z Algierczykiem,
      mówi: „Jeżeli jesteśmy w towarzystwie jego kolegów, nie możemy się przytulać;
      przy jego kolegach nie wypada nosić bluzeczek z dużymi dekoltami, ani krótkich
      spódniczek. No i jak rozmawiamy przez telefon, a on jest z kolegą, to rozmawia
      ze mną bardzo oficjalnie”.

      Problemem bywa też zazdrość męża muzułmanina. W kulturze arabskiej jest ona
      rozumiana bardziej jako dowód zainteresowania i miłości niż braku
      zaufania: „Dla nas nie jest to większy problem – mówi Nina – dlatego że o tym
      rozmawialiśmy. Mąż rozumie mój punkt widzenia (zazdrość męża nie jest mi
      potrzebna, abym była pewna, że mnie kocha), a ja rozumiem jego (zazdrość z jego
      strony jest bardziej wyrazem troski i miłości niż braku zaufania)”.

      Nawet jeśli partner nie wydaje się religijny, lepiej zapoznać się z zasadami
      islamu. Ślub często jest przełomem w życiu mężczyzny. I może być tak jak u
      Eli: „Gdy się pobraliśmy, Ahmed zaczął oczekiwać ode mnie znacznie więcej niż
      wcześniej. Nalegał na założenie hidżabu (chusty zasłaniającej włosy i szyję),
      do czego nie byłam – i wciąż nie jestem – go
      • beduinka cd. Mąż spod znaku półksiężyca 12.11.06, 23:29
        Nawet jeśli partner nie wydaje się religijny, lepiej zapoznać się z zasadami
        islamu. Ślub często jest przełomem w życiu mężczyzny. I może być tak jak u
        Eli: „Gdy się pobraliśmy, Ahmed zaczął oczekiwać ode mnie znacznie więcej niż
        wcześniej. Nalegał na założenie hidżabu (chusty zasłaniającej włosy i szyję),
        do czego nie byłam – i wciąż nie jestem – gotowa. Było też więcej presji na
        przyswojenie języka tureckiego i obyczajów oraz zerwanie znajomości z polskimi
        kolegami”.

        Ważne jest ustalenie pewnych spraw przed ślubem, by oszczędzić sobie później
        rozczarowań: czy narzeczony oczekuje, że kobieta zmieni religię? w jakiej
        religii wychowywane będzie dziecko? jaki będzie podział ról w rodzinie? W
        krajach muzułmańskich ustalenia te często spisywane są w kontrakcie ślubnym.
        Kobieta może w nim zastrzec, że nie zgadza się na więcej żon, że chce studiować
        lub pracować, że po ewentualnym rozwodzie dzieci zostają pod jej opieką. W
        kontrakcie umieszczana jest także wysokość mahr (daru ślubnego, którego połowę
        kobieta otrzymuje na ślubie, a druga połowa stanowi zabezpieczenie w razie
        rozwodu). Żadna z kobiet, które brały udział w moich badaniach, nie spisywała
        takiego kontraktu. Czasem podpisały coś podczas ślubu, nie do końca wiedząc co.

        Terrorysta i prostytutka
        Pierwszą reakcję rodziny na wiadomość o związku córki z muzułmaninem łatwo
        przewidzieć. Marta przyznaje: „Na początku rodzice byli przerażeni. Zdarzyło
        się, że mama płakała do telefonu i błagała, bym wracała do Polski. Poprosiłam
        ją, żeby przyjechała do Londynu. Tak też zrobiła. Mimo bariery językowej bardzo
        polubiła Abdela”.

        Czasem – zwłaszcza, gdy córka zmieniła wiarę – jej wybory odczytywane są przez
        rodziców jako zdrada wartości i wyrzeczenie się rodziny. Amira poznała swego
        męża we Francji, była na wycieczce. Po powrocie do Polski postanowiła pościć w
        ramadanie (muzułmańskim miesiącu postu), by lepiej go zrozumieć. Wkrótce
        przyjęła islam. Rodzina nie pogodziła się z jej decyzją. Boją się, że córka
        ściągnie im do domu terrorystę. Co ciekawe, sami stali się bardziej religijni.
        Wcześniej rzadko chodzili do kościoła.

        Muzułmanie stawiają rodzinę bardzo wysoko, a posłuszeństwo wobec rodziców
        wpajane jest dzieciom od maleńkości. Tymczasem Europejki nie cieszą się w
        krajach arabskich dobrą opinią pod tym względem. Są innej religii, inaczej
        wychowywane. I w związku z tym zdarza się, że rodzice muzułmanina, mając wobec
        niego inne plany matrymonialne, rozbijają związek. Tak było z Elą. Swojego
        przyszłego męża poznała w Londynie. Była kelnerką w restauracji jego rodziców.
        Dopóki byli na etapie „chodzenia”, nie było problemu. Gdy w planach pojawiło
        się małżeństwo, jego rodzice zażądali, by skończył tę znajomość (mimo że Ela
        była już wtedy muzułmanką). Znaleźli mu „odpowiednią” kandydatkę na żonę w
        rodzinnym mieście w Turcji. Młodzi mimo wszystko wzięli cichy ślub. Zamieszkali
        razem, ale teściowa nie chciała jej widzieć. Małżeństwo przetrwało tylko pół
        roku. „Dla mojego męża rodzina jest absolutnie najważniejsza. Nie było mowy o
        zostawieniu wszystkiego i życiu wyłącznie ze mną”.

        Marta, żona Algierczyka, przyznaje: „Jego mama jest dla niego przeogromnym
        autorytetem. Wydaje mi się, że gdyby ona nie zaakceptowała naszego związku, to
        raczej byśmy się rozstali”.

        A imię jego Zachariasz
        Największym sprawdzianem w małżeństwie mieszanym są zazwyczaj narodziny
        dziecka. Wychowanie dzieci w swojej religii jest dla mężczyzn często sprawą
        honoru, więc o konflikt nietrudno. U Agaty pierwsza batalia rozegrała się o
        imię. Na szczęście znaleźli takie, które występuje w obu religiach: Zachariasz.
        Ania poznała swojego męża na wakacjach w Tunezji. Udało się jej przekonać
        narzeczonego, że skoro będą mieszkać w Polsce, dzieci powinny zostać
        ochrzczone. Zbyt dobrze poznała środowisko polskich konwertytek, by pozwolić na
        wychowanie dzieci w islamie. Bałaby się, że – zwłaszcza córki – mogłyby być
        szykanowane z powodu niewystarczającego przestrzegania zasad islamu. Nie każdy
        muzułmanin pójdzie na taki kompromis.

        Małżeństwa mieszane starają się koncentrować na podobieństwach i na wartościach
        uniwersalnych. I to przekazują swoim dzieciom. Dzieci Kasi prawnie należą do
        ojca i po nim dziedziczą religię – takie jest prawo w Syrii. Jej mąż jednak nie
        ma nic przeciwko temu, żeby synowie jeździli z nią do kościoła: „Ja opowiadam
        im o mojej religii, od Ibrahima dowiadują się o islamie. Staramy się im wpoić,
        że najważniejsza jest wiara, że modlimy się w różny sposób, ale do jednego
        Boga”. Agata zabiera dziesięciomiesięcznego Zachariasza do kościoła, a jej mąż
        do meczetu (syn gdy dorośnie, sam wybierze religię). W trudnych sytuacjach
        przypomina sobie słowa jednego z biskupów, które usłyszała podczas nauk
        przedmałżeńskich we Francji: „Małżeństwo mieszane wyznaniowo jest dla
        świata »prawdziwym bogactwem« i przykładem współżycia dwóch odmiennych religii
        w miłości i pokoju”.

        źródło: kiosk.onet.pl/charaktery/1364103,1250,1,artykul.html

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka