Dodaj do ulubionych

Dzienniki podróży naszych forumowiczów

29.06.06, 16:03
Rozpoczyman nowy wątek, bowiem męczą mnie znajomi o relację z Krymu, więc
wrzucam na nasze forum (chyba Wam nie przeszkadza, ze nie kraj arabski)

Dziennik podróży…………KRYM

Data : 12.08. - 26.08.2003 r.
Transport : Pociąg Warszawa – Symferopol: bezpośrednie połączenie, cena
za przejazd w wagonie sypialnym (II klasa) tam i z powrotem 475 PLN ( 395
bilet, 80 miejscówka w Polsce ) oraz powrotny sypialny 125 hr z Krymu.
Kurs walut: 1$=5,3 hrywien w Kijowie, 5,2 hr na Krymie
100 PLN=130 hr
12.08. Warszawa
O 22.05 wyjeżdżam bezpośrednim pociągiem na Krym. Przedziały są
czteroosobowe, wagony czyste, samowary z wrzątkiem, podróż mija szybko,
przyjemnie, żadnych problemów na granicy. Warto zaopatrzyć się w plan podróży
i wychodzić na dworcach, nie tylko po to, by zaczerpnąć świeżego powietrza,
lecz by zapoznać się z ciekawą instytucją „babuszki”. Podczas postojów można
zaopatrzyć się w prawie wszystkie dania- domowe placuszki, naleśniki, ryby,
raki, owoce, lody, napoje, a wszystko świeże i bardzo tanie!
13.08. Kijów
Mijamy kolejne ukraińskie miasteczka Kovel, Rovno, Szepetovkę, znaną
ze „Skrzypka na dachu” i o 17.00 dojeżdżamy do stolicy. Tutaj pociąg stoi
prawie 3 godziny, więc warto zaplanować dłuższą wycieczkę. Decyduję się na
przejazd metrem (0,5 hr) do centrum, spaceruję po głównym deptaku -
Chreszczalniku, oglądam pomnik Niezależności, wymieniam dolary (najlepszy
kurs 5,33), w drodze powrotnej podziwiam nowoczesny kijowski dworzec (uwaga!-
pociąg zmienia peron).
14.08. Symferopol
Nad ranem wjeżdżamy na Krym i o 12.40 jesteśmy w Symferopolu. Z dworca
trolejbusem (0,4 hr) dojeżdżam 2 przystanki bulwarem Lenina do
międzynarodowych kas, by od razu kupić powrotną miejscówkę (125 hr), wracam
na dworzec, kupuję bilet na „elektriczkę”, czyli regionalny elektryczny
pociąg (3,23 hr) i o 17.19 ruszam w kierunku Sewastopola. Jednak nie
docieram do miasta, za namową tubylców wysiadam wcześniej w miejscowości
Mekenzyje Gory, by szukać tańszego noclegu w północnej części Sewastopola.
Autobusem (0,60 hr) dojeżdżam do Banderovki, gdzie bez kłopotu znajduję pokój
za 10 hrywien za noc w tutejszym gospodarstwie agroturystycznym. Warunki są
znośne, czyste pokoiki, kuchnia, toaleta, prysznic i bardzo sympatyczne
właścicielki. Jeszcze wieczorem wybieram się na plażę, by popływać w Morzu
Czarnym.
15.08. Sewastopol
Budzę się wcześnie rano, więc już o 6.00 biegnę sprawdzić tutejszy targ,
kupuję owoce, lecz ciągnie mnie do miasta, by realizować swoje marzenie i
szukać miejsc, w których mogłabym pływać z delfinami. Docieram do portu i
przedostaję się promem (0,6 hr) do miasta „godnego sławy”, czyli miasta-
bohatera, które jeszcze do niedawna było całkowicie zamknięte dla turystów.
Oczywiście pierwsze kroki kieruję do delfinarium, a raczej do biura, by
dowiedzieć się, jakie są możliwości pływania z delfinami. Zostaję skierowana
do trenerki Ałły i to ona wraz z delfinicą Żeńką będą mi towarzyszyły przez
kilka dni pobytu w tym mieście. Niesamowite wrażenie wywiera na mnie tak
bliskie przebywanie z delfinem, więc postanawiam, że wkrótce znów tam wrócę.
Obserwuj wątek
    • gajasirocco Re: Dzienniki podróży naszych forumowiczów-KRYM 29.06.06, 16:06
      c.d.15.08.
      Popołudniu postanawiam jeszcze zwiedzić Historyczno-Archeologiczny Państwowy
      Rezerwat Chersonez Taurydzki (bilet wstępu 5 hr, czynne codziennie od 9.00-
      19.00 oprócz poniedziałku), który faktycznie leży jeszcze w granicach miasta
      (dojazd autobusem nr 22 - 0,60 hr). Antyczne miasto zostało założone przez
      Greków w VI w p.n.e. i było ważnym centrum helleńskim w rejonie Morza Czarnego.
      Zachowało się tutaj wiele dawnych budowli wraz z układem ulic, Akropolem i
      agorą, ruiny teatru, mennica oraz groby. Liczne są też ruiny świątyń
      chrześcijańskich, np. Bazyliki Uwarowskiej, czy klasztoru i soboru św.
      Włodzimierza, który powstał na pamiątkę chrztu Wielkiego Księcia Kijowskiego i
      przyjęcia wiary chrześcijańskiej w 988 roku. W skład rezerwatu wchodzą także:
      Genueńska twierdza Cembalo w Bałakławie oraz ruiny Twierdzy Kalamita w
      Inkermanie, lecz tam dotrę późniejszym okresie. Tymczasem korzystam z
      przepięknej plaży na terenie wykopalisk, no i oczywiście czystego i
      cieplutkiego morza.

      16.08. Bałakława
      Oczywiście rano znów biegnę do delfinarium, by popływać z Żeńką, wprowadzam tam
      również poznanych w pociągu rodaków z Wrocławia, bo chcę dzielić się moim
      szczęściem z innymi. Następnie z placu Nachimowa jadę marszrutką na południe
      Sewastopola na tzw. ”5 km” (0,50 hr) i dalej autobusem nr 109 (0,50 hr) do
      Bałakławy. Ten niewielki port położony jest w malowniczej zatoczce, która wraz
      z całym Półwyspem Heraklejskim była jeszcze do 1996 roku niedostępna dla obcych
      przybyszów, ponieważ stacjonowały tutaj radzieckie okręty podwodne. W IV wieku
      p.n.e. port ten należał do Greków, później do Genueńczyków, którzy miejsce to
      nazwali Cembalo i na wzgórzu wybudowali potężną twierdzę. Do dziś pozostały po
      niej mury obronne i baszty. Przez grupę archeologów z Warszawy została w 1997
      roku odkryta Świątynia Jowisza Dolicheńskiego pochodząca z II wieku n.e. i jest
      to jedyna znana dotąd budowla kultowa zbudowana przez Rzymian poza granicami
      cesarstwa. Następnie zażywam kąpieli w opiewanej przez Homera zatoczce, gdzie
      miał rozegrać się dramat Ifigenii, zwiedzam zaciszne miasteczko z nieczynną
      stocznią wraz z zardzewiałymi okrętami w suchym doku. Z oddali widać wykute w
      skale ogromne wrota prowadzące do bazy podwodnych okrętów, a w miasteczku można
      zwiedzić cerkiew Dwunastu Apostołów z 1357 roku.

      17.08. Bakczysaraj
      Wczesnym rankiem podjeżdżam na dworzec i „elektriczką” do Bakczysaraju (1,95
      hr), czyli „Miasta Ogrodów” - dawnej stolicy chanów krymskich, dalej marszrutką
      (0,60 hr) do górnej części miasta, by dotrzeć do Czufut-Kale, czyli najlepiej
      zachowanego krymskiego miasta skalnego. Maszeruję wąwozem Mariam-Dere i wkrótce
      przede mną pojawia się Klasztor Uspieński, jeden z najstarszych skalnych
      obiektów na Krymie, prawdopodobnie z VIII wieku. Przy klasztorze znajduje się
      studzienka, warto nabrać z niej wody, która na pewno przyda się podczas dalszej
      wędrówki. Początkowo droga biegnie ocienioną dolinką, wzdłuż której rozstawione
      są sklepiki z pamiątkami, np. tatarskimi czapeczkami, olejkami eterycznymi o
      wielu zapachach, herbatami ziołowymi…Im wyżej, tym ceny niższe – widocznie
      ubywa turystów.
      Na trasie wędrówki leży skalisty wąwóz rzeki Kacza i już widać ruiny skalnego
      miasta, prawdopodobnie z VI wieku. W czasach chanatu w XV wieku miasto nazywało
      się Kirk-Er i pełniło funkcję stolicy Krymskiego Chanatu, mieszkali tutaj
      pierwsi chanowie i osiedlali się przedstawiciele różnych nacji i religii. W XVI
      wieku Tatarzy przenieśli się do Bakczysaraju, lecz pozostali tutaj Karaimowie
      (wywodzący się z judaizmu) aż do lat 70-tych ubiegłego wieku, a miasto
      otrzymało nazwę „Żydowskiej Twierdzy”. Do dziś jest to największa na świecie
      nekropolia, miejsce pielgrzymek Karaimów z całego świata. U podnóża skalnego
      miasta zachowały się pozostałości domów karaimskich, dwa domy modlitewne –
      kenasy oraz dom, w którym mieszkał karaimski uczony A. Firkowicz, badacz
      dawnych rękopisów. Obecnie mieści się tutaj Centrum Kultury Karaimów „Kale”,
      jest muzeum, restauracja z daniami narodowymi.
      Na wzgórzu zachowało się oryginalne mauzoleum Dżanike-Chanym, córki chana
      Tochtamysza z 1437 roku oraz ruiny meczetu z połowy XIV wieku. Duże wrażenie
      robi kompleks pieczar Czausz-Kobasy oraz krajobraz doliny, gdzie po obu
      stronach wznoszą się skalne ściany.
      W drodze powrotnej znów podziwiam Klasztor Uspieński, zaopatruję się w źródlaną
      wodę i zbiegam do kompleksu pałacowego chanów krymskich. Niewątpliwie jest to
      jednen z najważniejszych zabytków na Krymie i jest właściwie symbolem dawnej
      potęgi Tatarów. Przechodzę przez most na rzece Czuruk-Su i już znajduję się na
      głównym dziedzińcu, gdzie dominuje Wielki Meczet Chan-Dżami, a za nim cmentarz
      chanów, na którym pochowano 16 władców w bogato zdobionych sarkofagach. Wstęp
      do pałacu jest płatny (10 hr) i można zwiedzić sale reprezentacyjne chana, mały
      pałacowy meczet, salę Dywanu (czyli spotkań dworskiej rady), dziedziniec
      fontann ze znaną Fontanną Łez, która była natchnieniem dla wielu poetów,
      również Adama Mickiewicza. W oddali widać mały pałacyk Katarzyny II,
      przebudowany z okazji przyjazdu carycy do Bakczysaraju. Za boczną bramą
      położone jest mauzoleum Dilary Bikecz, prawdopodobnie Marii Potockiej, porwanej
      do haremu przez oddziały tureckie w XVIII wieku.
      Bakczysaraj, a przede wszystkim Czufut-Kale wywarło na mnie niesamowite
      wrażenie. Wracam marszrutką na dworzec i dalej elektriczką do domu.
      • gajasirocco Re: Dzienniki podróży naszych forumowiczów-KRYM 29.06.06, 16:08
        18.08. Lubimowka
        Dzisiaj postanawiam zwiedzić najbliższą okolicę i poleniuchować na plaży.
        Piechotą wzdłuż winnic docieram do sąsiedniej miejscowości, gdzie mieści się
        kompleks wypoczynkowy Albatros. Pływam, obserwuję i coraz bardziej jestem
        zafascynowana „babuszkami” noszącymi po plaży przepyszne smakołyki. Jest
        smacznie i tanio! Wieczorem zwiedzam Banderovkę, przeraża mnie brzydota osiedla
        położonego wśród pięknych winnic i sadów.

        19.08. Inkerman
        Znów zbiegam piechotą do portu (ponad 6 km), zaglądam do kafejki komputerowej,
        by nadrobić zaległą korespondencję (2 hr za 30 minut) i oczywiście śpieszę do
        mojej delfinicy Żeńki. Poznaję sympatycznego płetwonurka Wołodię, który daje mi
        wskazówki, jak dotrzeć do wojskowej bazy, gdzie pracuje znana pasjonatka
        delfinoterapii dr Ludmiła Łukina. Zaprasza mnie też na występy foczek i
        delfinów, wśród których jest również mała Zoja, córka Żeni, z którą regularnie
        pływam w basenie. Następnie wzdłuż wybrzeża docieram na dworzec autobusowy, by
        kupić bilet w stronę Jałty. Mijam Muzeum Floty Czarnomorskiej, podziwiam
        ogromne okręty elitarnej jednostki wojskowej i zauważam, że Sewastopol ma nie
        tylko wojskowy charakter, lecz jest również prężnie rozwijającym się centrum
        przemysłowym, kulturalnym, naukowym. Wszędzie muzea, teatry, różne instytuty
        naukowo-badawcze, hotele, restauracje i dobrze zaopatrzone sklepy.
        Z przystani Grafskiej wypływam promem (0,60 hr) do Inkermanu, niewielkiej
        miejscowości u ujścia rzeki Czernej do Zatoki Sewastopolskiej, gdzie już w VI
        wieku pojawiały się pierwsze umocnienia wzniesione przez Bizancjum. W epoce
        średniowiecza było tu duże centrum religijne, natomiast między VII-IX wiekiem u
        stóp Monasterskiej Skaly powstał ogromny kompleks klasztorny , w skład którego
        wchodziło osiem cerkwi naziemnych i podziemnych połączonych tunelami i schodami
        wykutymi w skałach, wraz z największą na Krymie cerkwią św. Zofii. Wprost ze
        skały wyrastają małe wieżyczki z zielonymi dachami, również w skale wykuta jest
        cerkiew św. Klemensa, w której mieszczą się relikwie św. Klemensa przywiezione
        z Kijowa. Na szczycie Monasterskiej Skały widać twierdzę Kalamita z wysoko
        położonymi pieczarami. Kroki swoje kieruję w stronę rzeczki Czernej, w której
        zimnych wodach zażywam kąpieli po całodziennej wędrówce.

        20.08. Kazacza Buchta
        Jadę marszrutką z placu Nachimowa w kierunku Majaku, następnie piechotą przez
        pola i łąki i docieram do bazy wojskowej na cyplu Półwyspu Kozaczego, gdzie
        mieści się jedyny w Europie ośrodek naukowo-badawczy, w którym wykorzystuje się
        właściwości terapeutyczne delfinów. Przeprowadzam wywiad z panią dr L. Łukiną,
        obserwuję seansy z delfinami w boksach w morzu i oczywiście pływam, słuchając
        śpiewu delfinów. Niezapomniane wrażenie!!! Bazę opuszczam w towarzystwie
        rodziny Krzysia z Czeladzi, pacjenta ośrodka delfinoterapii. Czuję się
        usatysfakcjonowana i bardzo zadowolona, że udało mi się spełnić wielkie
        marzenie i być świadkiem stosowania delfinoterapii i samej pływać w
        towarzystwie tych sympatycznych zwierzaków.

        21.08. Gaspra, Koreiz, Mischor
        Wreszcie z czystym sumieniem mogę opuścić Sewastopol: marzenie spełnione,
        wytyczony cel zrealizowany, więc kieruję się w stronę domu, zaliczając po
        drodze interesujące mnie miejscowości. Wcale nie ciągnie mnie do Jałty, bo boję
        się, że będą to drugie Międzyzdroje i prawie się nie myliłam: plaże
        przepełnione, tłumy turystów, deptak, restauracje, sklepiki z pamiątkami. To
        nie dla mnie, lecz ja Jałtę traktuję jako bazę wypadową w cudowne góry!
        Lecz po kolei: żegnam mój ukochany Sewastopol, w którym zaprzyjaźniłam się z
        Żeńką i autokarem (bilet 11,25 hr) jadę wzdłuż wybrzeża w kierunku Jałty.
        Popełniam jednak ogromny błąd wysiadając w Gasprze, więc przestrzegam turystów -
        najlepiej dojechać do Jałty, zostawić bagaże i marszrutką (2 hr) lub statkiem
        (7 hr) zwiedzać okoliczne miejscowości. Ja zostawiam plecak na targowisku i
        zbiegam w stronę morza zaliczając trzy niewielkie miejscowości, tworzące jeden
        rejon uzdrowiskowy. Gaspra, Koreiz i Mischor ciągną się 7 km wzdłuż plaży w
        stronę cypla Aj-Todor, znanego z wiszącego nad przepaścią zameczku „Jaskółcze
        Gniazdo”. W Gasprze podziwiam „Romantyczną Aleksandrię”, pałac w stylu
        neogotyckim wybudowany w 1816 roku dla księcia A. N. Golicyna. W 1901 roku w
        pałacu przebywał Lew Tołstoj, a obecnie mieści się tutaj sanatorium „Jasna
        Polana”. Najstarszą z trzech zwiedzanych miejscowości jest Koreiz,
        czyli „zasiedlone miejsce”, które ma już ponad dwanaście stuleci i gdzie
        znajduje się wiele elitarnych ośrodków, w których odpoczywali Stalin,
        Dzierżyński oraz inni członkowie KC.
        Pośrodku leży Mischor z przepięknym parkiem, założonym w XVIII wieku. Na ponad
        20 hektarach rosną liczne gatunki egzotycznych drzew i krzewów, wśród których
        jest wiele wspaniałych rzeźb i fontann (na przykład wyłaniająca się z morza
        Rusałka z dzieckiem, z którą nawet się kapię).
        Marszrutką dojeżdżam do Jałty, na dworcu z uporem szukam noclegu za 10 hrywien
        i oczywiście znajduję pokój u rodziny u podnóża Aj-Petri. Gospodarze bardzo
        sympatyczni, mieszkanie w bloku, łóżko na werandzie, możliwość korzystanie z
        kuchni, łazienki, z okna widok na przepiękne góry i piechotą można zbiec do
        morza w ciągu pół godziny.
        • gajasirocco Re: Dzienniki podróży naszych forumowiczów-KRYM 29.06.06, 16:10
          22.08. Jałta
          Chociaż bronię się przed zwiedzaniem miasta, muszę jednak wymienić pieniądze,
          więc decyduję się na krótki spacer po okolicy. Półkolistą zatokę otaczają
          łańcuchy wzniesień, a w samym środku miasta wznosi się wzgórze Darsan, na które
          można wjechać kolejką linową. Ja oczywiście wspinam się piechotą i po
          wschodniej stronie wzgórza docieram do ormiańskiej świątyni Ripsime.
          Monumentalny budynek, ku któremu prowadzą wysokie schody, powstał na pamiątkę
          córki fundatora świątyni, a za wzorzec posłużyła średniowieczna cerkiew św.
          Ripsime w Eczmiadzynie z 618 roku. Autorem wspaniałych fresków jest ormiański
          malarz Surenianc, pochowany na terenie świątyni, która jest najwybitniejszym
          dziełem nowożytnej architektury ormiańskiej na Krymie. Na rzeczką Uczan –Su
          znajduje się rzymsko-katolicki kościół Niepokalanego Poczęcia Bogurodzicy
          wzniesiony w 1906 roku, który obecnie służy dominikanom oraz wspólnocie
          polskiej, dla której odprawiane są msze w języku polskim. Zwiedzam jeszcze
          sobór Aleksandro-Newski, budowlę w stylu staroruskim, wzniesioną dla uczczenia
          pamięci cara Aleksandra II. Jałta jednak to przede wszystkim sanatoria i tłumy
          turystów, więc nie mając innego wyjścia, korzystam z kąpieli na zatłoczonej
          plaży.

          23.08. Uczan-Su
          I wreszcie wycieczka w góry! Marszrutką (nr 24) podjeżdżam w okolice Polany
          Skazok i stąd najpierw asfaltową szosą, później już leśnymi ścieżkami wspinam
          się w górę. Między rzekami Jauzłar i Uczan-Su rozpoczyna się ścieżka botaniczna
          biegnąca w stronę szczytów Tograf, Stawri-Kaja i Taraktasz. Króluje tu cisza i
          spokój, klimat leczy choroby układu oddechowego, a w koło rosną unikalne
          rośliny (krymskie sosny- ponad 50 metrowe, lecz także modrzew, grab, dąb, buk).
          Wzdłuż całej trasy rosną krzewy ze smacznymi jagodami „kizył”, czyli kwaskowato-
          cierpki dereń i dzięki temu mam pożywienie na cały dzień: owoce te zastępują
          jedzenie i picie, a w dodatku są bardzo smaczne. Najpierw mijam pole namiotowe
          i wchodzę w ulicę Botkinskoj, dalej już wzdłuż rzeczek poprzez mostki wspinam
          się wyżej i wyżej. Nade mną góruje skała Isar-Tepe, na szczycie której
          zachowały się ruiny zamku grecko-bizantyjskiego z X wieku. Wodospad Uczan-Su
          jest największy na Krymie (98 m), a jego nazwa pochodzi z języka krymsko-
          tatarskiego i oznacza „padająca woda”. W samotności wspinam się na szczyt
          Stawri-Kaja, czyli Krzyżową Górę, z której roztacza się wspaniały widok na całą
          okolicę, Jałtę oraz morze. Cudowne wrażenie! Lecz znów się zastanawiam, gdzie
          ci turyści, których pełno w Jałcie, dlaczego nikt tutaj nie dociera? Przecież
          trasa dosyć łatwa, przyjemna, a widoki zapierają dech w piersi! Kilka godzin
          spędzam na obu szczytach, bowiem jest tak pięknie i spokojnie, że żal schodzić.
          To dziwne, lecz czuję się tutaj lepiej, niż na deptaku w Jałcie wśród ludzi.
          Pragnienie zaspakajam kizyłem, bowiem wysoko w górach źródła są prawie
          wyschnięte. Późnym popołudniem schodzę w dół i postanawiam jeszcze zwiedzić
          Muzeum Narodowej Sztuki Dekoracyjnej- „Polanę Bajek”(bilety wstępu- 6hr
          dorośli, 4 dzieci). Pod gołym niebem znajduje się ponad 300 rzeźb z drewna,
          kamienia, szkła, a nawet mchu. Przedstawiają one bohaterów bajek przede
          wszystkim Puszkina, lecz także innych autorów rosyjskich, ukraińskich,
          ormiańskich, a nawet braci Grimm, czy filmów Disneya. W domku na kurzej nóżce
          straszy Baba Jaga, na scenie występują dziecięce zespoły. Można odwiedzić
          gabinet krzywych luster, teatr kukiełek oraz mini-zoo. Polecam rodzicom z
          dziećmi oraz tym, którzy lubią przenosić się w świat baśni- wyjątkowo magiczne
          miejsce!

          24.08. Symferopol
          Wczesnym rankiem żegnam gospodarzy, na dworcu kupuję bilet do Symferopola
          (7,14hr) i o 9.20 trolejbusem opuszczam Jałtę, trasą liczącą prawie 90km.
          Mijamy Massandrę, Nikitę, Gurzuf i Ałusztę, jedną z najstarszych miejscowości
          na wybrzeżu oraz górujący masyw Czatyrdahu. Przejeżdżamy przez małą miejscowość
          Mramornoje, niedaleko której znajduje się słynna Jaskinia Marmurowa. Doliną
          Sałgiru po 2,5 godzinach dojeżdżamy do stolicy Autonomicznej Republiki Krymu.
          Obszar ten był już zasiedlony przed tysiącami lat. Na terenie miasta znaleziono
          ślady człowieka pierwotnego sprzed 50 tysięcy lat. Postanawiam dotrzeć do
          Rezerwatu Historyczno-Archeologicznego „Neapol Scytyjski”, który w III wieku
          p.n.e. był stolicą króla Skilura. Dochodzę tam piechotą, zwiedzając przy okazji
          całe miasto. Do dziś na tym terenie trwają prace archeologiczne, odsłonięto
          resztki murów obronnych, plac z budynkami oraz mauzoleum z grobowcami króla,
          jego małżonki i 70 dostojników. W drodze powrotnej zwiedzam najstarszy
          zachowany budynek w mieście, Meczet Kefir-Dżami z 1508 roku, który jest centrum
          duchowym muzułmanów krymskich oraz sobór katedralny Trójcy Świętej i Sobór
          Świętych Apostołów Piotra i Pawła, koło którego jest źródełko z „uzdrawiającą”
          wodą, więc zaopatruję się na drogę w świeżą, smaczną wodę.
          Centrum miasta, liczącego obecnie ponad 400 tysięcy mieszkańców, jest bardzo
          nowoczesne, wiele różnych sklepików, dobrze zaopatrzony CUM „Centalnyj
          Uniwermag”, kantorów pod dostatkiem, tania komunikacja i bardzo przyjaźni
          mieszkańcy! Lecz kończy się czas zwiedzania, pora wsiadać do pociągu, bo już o
          17.30 opuszczam ten piękny zakątek świata.

          25.08. Kijów

          Już przed godziną 10.00 jesteśmy w Kijowie, metrem podjeżdżam w stronę centrum
          i zwiedzam Złote Wrota, Chreszczalnik z ciekawym globusem z 1996 roku,
          pokazującym odległości w km do wszystkich niezależnych stolic świata (do
          Warszawy- 688 km), podziwiam występy zespołów z okazji Święta Niepodległości
          Ukrainy. Po 2 i półgodzinnym spacerze wracam na dworzec i wieczorem przekraczam
          granicę polsko-ukraińską. Wszystko przebiega szybko, sprawnie, chociaż wagony
          są zapełnione do ostatniego miejsca.

          26.08. Warszawa
          Nad ranem o 6.25 pociąg wjeżdża na dworzec Centralny w Warszawie, gdzie kończę
          moją podróż po Krymie.
    • beduinka Dziennik podróży (nie naszego forumowicza)-Afryka! 01.07.07, 12:38
      Wielcy podróżnicy. Kazimierz Nowak (1897-1937) - samotnik na Czarnym Lądzie

      Sylwia Wilczak
      2007-06-25

      Przez pięć lat pokonał 40 tys. km na rowerze, konno, pieszo, łodzią i na
      wielbłądzie

      Do niedawna mało kto słyszał o Kazimierzu Nowaku i jego szalonej podróży po
      Afryce. Wszystko się zmieniło, gdy pod koniec listopada ubiegłego roku na
      dworcu PKP w Poznaniu Ryszard Kapuściński odsłonił tablicę poświęconą
      niezwykłemu cykliście, mówiąc m.in.: "Kazimierz Nowak zasługuje na to, by jego
      nazwisko wymieniane było wśród nazwisk największych podróżników świata, by
      trafiło do wszystkich encyklopedii i słowników". Kilka miesięcy wcześniej w
      ręce legendarnego reportażysty trafiła książka "Kazimierz Nowak. Rowerem i
      pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931-1936". Po
      lekturze napisał do poznańskiego wydawnictwa Sorus: "Przejęty jestem lekturą
      książki Kazimierza Nowaka (...). Rewelacyjna to rzecz, którą włączam jako stałą
      pozycję do swoich wykładów, rozmów, refleksji na temat reportażu zagranicznego;
      oby zajęła ona stałe miejsce na listach klasyki polskiego reportażu - czego
      zresztą jestem od tego momentu sam gorącym zwolennikiem". Tablicę w kształcie
      kontynentu afrykańskiego Kapuściński odsłonił dokładnie 70 lat po tym, jak
      Kazimierz Nowak powrócił z samotnej pięcioletniej (1931-36) podróży po Afryce.
      A 14 maja w Muzeum im. Arkadego Fiedlera w podpoznańskim Puszczykowie
      odsłonięto replikę poznańskiej tablicy i otwarto pierwszą w Polsce wystawę
      fotografii z wyprawy - niezwykłego dokumentu ilustrującego samą wyprawę i życie
      codzienne Afryki lat 30. XX w.

      ***

      W jednym z listów z wyprawy pisał: "Poruszanie się pieszo, na rowerze, konno,
      łodzią i wielbłądami dało mi możność omijania dróg turystycznych, będących
      pewnego rodzaju wystawą, na której znajdzie się tylko to, czym wystawca pragnie
      przybysza oczarować".

      Na samotną wyprawę do Afryki zdecydował się w latach Wielkiego Kryzysu w
      Polsce. W 1925 r. rzucił pracę w towarzystwie ubezpieczeniowym i postanowił
      zarabiać na utrzymanie żony i dwójki dzieci, podróżując po świecie, pracując
      jako korespondent prasowy i fotograf. Na wyprawę ruszył rowerem, bo tylko na
      taki środek lokomocji było go stać. Najpierw przejechał całą Europę Zachodnią i
      Południową, by trafić do ogarniętej wojną Trypolitanii (dzisiejsza Libia) w
      Afryce Północnej. To tam "zachorował" na Afrykę. Postanowił ją poznać i
      zgłębić. Skończyły mu się pieniądze, więc wrócił do kraju, trochę zarobił i
      przeczytał wszystko, co było dostępne o Afryce. Potem z siedmioletnim rowerem
      (ostatecznie rozsypał się w Afryce Południowo-Zachodniej) w listopadzie 1931 r.
      znów pojawił się na Czarnym Lądzie.

      Łukasz Wierzbicki, podróżnik, który w 2000 r. zebrał i opublikował listy
      Nowaka: - Mało kto wówczas wierzył w pomysł szaleńca, który zapragnął
      przejechać Afrykę z północy na południe na rowerze. Bo nikt na tego typu
      wyprawy się wtedy nie porywał. Dziś takie wyczyny podróżnicze już nikogo nie
      dziwią, nie budzą takich emocji. Bo stały się powszechne, ludzi podróżujących
      jest coraz więcej. Wtedy było inaczej.

      Kazimierz Nowak samotnie przejechał Afrykę z północy na południe i z powrotem -
      pokonał ponad 40 tys. km. Spotykał się z miejscowymi, gościł na dworze
      ówczesnego króla Ruandy i na arabskim weselu, handlował z Beduinami, by zdobyć
      coś do jedzenia. A wszystko opisywał w listach i na pocztówkach przesyłanych do
      rodziny, w relacjach-reportażach pisanych dla polskiej i zagranicznej prasy.

      W oazie Ghat zatrzymali go włoscy żołnierze, biorąc za szpiega obcego mocarstwa
      kolonialnego. Zabrali do samochodu i zawieźli do dowództwa regionu. "Nikt, przy
      biurku siedząc, pojąć nie mógł, jak ktoś rowerem, bez żadnej eskorty, bez
      karawany wielbłądów mógł dotrzeć od południa do odległej Maradah, tej
      szmaragdowej wyspy rzuconej na bezkres Pustyni Libijskiej" - zanotował po
      spotkaniu z żołnierzami.

      Przesłuchali go, a gdy okazało się, że jest niegroźnym reporterem z Polski -
      puścili wolno. Wtedy Nowak zażądał, by odwieźli go dokładnie tam, skąd go
      zabrali - nie chciał przejechać ani jednego kilometra samochodem. Wiele razy
      zdarzało się, że ludzie chcieli go podwozić, także Polacy, których spotykał w
      Południowej Afryce. Jeden z nich zaprosił go do domu, ale chciał go tam zabrać
      samochodem. W odpowiedzi usłyszał: - Dobrze, jedź, a ja dotrę rowerem. Będę
      jutro.

      ***

      Na wielu odcinkach rower pchał lub niósł na plecach, bo musiał przedrzeć się
      przez bagna, mokradła, rozlewiska Nilu. Każdy przebyty kilometr dokumentował
      fotografiami i pisanymi na gorąco, barwnymi relacjami. Był wnikliwym
      obserwatorem. Życzliwym, ale nie bezkrytycznym: "Tutejszy Murzyn to duże
      dziecko. Wystarczy przypatrzeć się, co robią z pieniędzmi w dzień wypłaty. Idą
      do sklepów i cokolwiek zobaczą kolorowego kupują bez specjalnej potrzeby (...).
      Żyją w kapanach z chrustu, jak przed wiekami, tak samo jak ich praojcowie nago
      chodzą, a dziś, gdy warunki się trochę polepszyły, kupują biżuterię kauczukową
      i trwonią pieniądze".

      Poznaje Tuaregów, egipskich fellachów, dumny lud Watussi, Pigmejów, Burów z
      Transwalu, Hotentotów, Buszmenów, karłów Babinga, Murzynów Haussa. Samotny
      biały człowiek na dziwacznym wehikule nie wszędzie wzbudza szacunek: "Z
      mieszkańców Egiptu najmniej ufam Beduinom, z którymi wiele bójek i utarczek
      miałem na olbrzymim stepie nadmorskim między Es Sollum a Aleksandrią".

      ***

      Pozdrowienia i życzenia świąteczne z kolejnych etapów wyprawy pisze
      na "odwrotach" biało-czarnych fotografii, których w Afryce zrobił blisko trzy
      tysiące: herbatka w obozie Arabów, samotny rejs łodzią "Maryś" po rzekach
      Lulua, Kassai i Kongo, tu wizyta u Murzynów ze szczepu Szilluk nad Białym
      Nilem... Na odwrocie zdjęcia z obozu w puszczy podrównikowej w Sudanie
      napisał: "Poza mną ciekawe drzewo, którego owoce przypominają salami".

      Wśród pamiątek przechowywanych przez rodzinę jest także kartka wysłana do...
      fabryki Goplana w Poznaniu: "Fabryce Goplana S.A. w Poznaniu, której wyroby
      zajadałem z apetytem na mej drodze wodnej pod równikiem - tą fotografią
      przesyłam życzenia pomyślnego sezonu w okresie zbliżających się Świąt
      Narodzenia".

      ***

      W maju 1934 r. osiąga południowy kraniec Afryki - Przylądek Igielny - spełnił
      swoje marzenie. Stąd mógłby spokojnie popłynąć statkiem do kraju. Ale on
      postanowił inną trasą, ale raz jeszcze przez całą Afrykę, wrócić do domu.
      Wybiera drogę przez Kapsztad, Windhoek, Leopoldville, Fort Lamy. "W końcu
      polskie stomile [opony do roweru, które w czasie wyprawy dosyłała mu poznańska
      firma Stomil], napełnione świeżym kapsztadzkim powietrzem, potoczyły się raźno
      asfaltową jezdnią w stronę dalekiej Północy, w kierunku ziemi ojczystej".

      Wydaje się. że po trzech latach podróżowania po Afryce nic już nie mogło go
      zaskoczyć. Tymczasem pisze: "Osiedla ludzi białych składają się z pięknych will
      z zadbanymi ogrodami (...), obok zaś znajdują się rezerwaty dla tubylców -
      skazanych, by zginąć śmiercią głodową. Anglicy zwą je location, a wyraz ten
      wymawiają z taką jakąś pogardą, którą trudno powtórzyć. Ludzkie śmietniska, dom
      wariatów, szpital trędowatych, dożywotnie więzienie (...).

      Łukasz Wierzbicki: - Nowak na własne oczy przekonał się, jak kolonizatorzy
      traktują problemy Czarnego Lądu, widział zaniedbania w infrastrukturze,
      zdrowiu, oświacie. Ale w tych obserwacjach był osamotniony. Podobnie jak w
      swoim myśleniu o Afryce - nie kolonialnym łupie, ale miejscu, gdzie też żyją
      ludzie, gdzie jest olśniewająca przyroda. To był zapewne jedyny wówczas taki »
      kolonizator «z Polski w Afryce. Ale w związku z tym nie mógł liczyć na żadne
      wsparcie finansowe od państwa. Jedynie poznański Stomil wysyłał mu co jakiś
      czas zapasowe opony.

      Przedostatni etap podróży - Saharę - Nowak pokonuje na wielbłądach. Francuzi
      nie chcieli go przepuścić na rowerze przez pustynię
      • beduinka Re: Dziennik podróży - Afryka - Kazimierz Nowak 01.07.07, 12:39
        Przedostatni etap podróży - Saharę - Nowak pokonuje na wielbłądach. Francuzi
        nie chcieli go przepuścić na rowerze przez pustynię - uważali, że samotnie
        poszedłby na stracenie. Poza tym obowiązywał wówczas przepis, który pozwalał
        przebywać ją tylko karawanom. - No dobrze, czy jak kupię jednego wielbłąda to
        już będzie karawana? - zapytał Francuzów. - Nie - odpowiedzieli. - To w takim
        razie kupię dwa wielbłądy, najmę poganiacza i stworzę własną karawanę. Wówczas
        mnie puścicie? - nie poddawał się. - Pewnie tak - przyznali zaskoczeni
        Francuzi. I rzeczywiście - własną karawaną z własnymi wielbłądami przeszedł
        Saharę.


        ***

        W listopadzie 1936 r. dotarł do Algieru: "Czuję już niesiony przez bryzę zapach
        Europy, mimo woli jednak nie cieszy mnie w tej chwili zwycięstwo, to jest
        przebycie dwukrotnie całej Afryki na przestrzeni Trypolis - Kapsztad - Algier".

        Pokonał 40 tys. km rowerem, konno, pieszo, łodzią i na dromaderze. Podróżował
        pięć lat: "Tak! Całe pięć lat - długi okres, ale gdy dziś myślę o minionych
        latach, zdaje mi się, że były one jedynie snem krótkim. Snem o dżungli, o
        pustyni, o wolności... i gdyby nie te tysiące zdjęć, które zrobiłem w Afryce,
        może uwierzyłbym nawet, iż był to tylko cudowny sen".

        Pod koniec listopada wraca do Poznania. W kinie Apollo wygłasza kilka odczytów
        o Czarnym Lądzie, pokazuje zdjęcia. Planuje wydanie książki o Afryce i kolejną
        wyprawę - tym razem do Azji Południowo-Wschodniej. Tych planów nie udało mu się
        jednak zrealizować. 13 października 1937 roku, niespełna rok po powrocie do
        Polski, umiera w swoim domu przy ul. Lodowej w Poznaniu. Przyczyna:
        wycieńczenie organizmu i zapalenie płuc.

        Dziadek Łukasza Wierzbickiego, który bywał na odczytach w kinie Apollo,
        wspominał, że Nowak przez cały czas siedział na krześle, nie mógł stać.
        Przerzucał slajdy, zwięźle opowiadał, co przedstawiają. Widać było, że jest
        bardzo zmęczony.

        Profesor Tadeusz Perkitny (w latach 1926-30 odbył podróż dookoła świata)
        napisał po śmierci Nowaka: "Proste, skromne nazwisko szarego człowieka (...).
        Nie stawiano mu bram triumfalnych, gdy wracał, nie wygłaszano mów wielkich, nie
        wznoszono gromkich wiwatów. Powrócił Kazimierz Nowak! - szepnęła sobie tylko tu
        i ówdzie mała garstka ludzi i to jak gdyby na ucho, bo wrócił cicho, spokojnie,
        niemal po kryjomu, jak wracać potrafi jedynie prawdziwy bohater".

        Cytaty pochodzą z książki "Kazimierz Nowak. Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd.
        Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931-1936", wydawnictwo Sorus, Poznań 2006.
        Listy zebrał i opracował Łukasz Wierzbicki, który przygotowuje wznowienie
        książki uzupełnione o dotąd niepublikowane zdjęcia i relacje z podróży
        Kazimierza Nowaka, a także ilustrowaną wersję książki dla dzieci.

        źródło: gazeta.pl serwisy.gazeta.pl/turystyka/1,50348,4245011.html


        ======================================================

        niesamowite, szczególnie w tamtych czasach
        z chęcią przeczytam tę książkę
        • beduinka Książka - Kazimierz Nowak - 01.07.07, 12:46
          ROWEREM I PIESZO PRZEZ CZARNY LĄD
          Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931-1936

          Nowak Kazimierz

          www.sorus.com.pl/sklep/index.php?p76,899-rowerem-i-pieszo-przez-czarny-lad-listy-z-podrozy-afrykanskiej-z-lat-1931-1936
      • yallamark Re: Na razie to tego niewiele ;( 04.09.08, 16:41
        Gaja, Gaja......@#$%^&* !!!! ;)
        Dzieki za linka , ale ja sie musze dopiero nauczyc co i jak,z tymi
        stronami, więc odpuszczam efekty wizualne, na rzecz treści. Nie moge
        sie z tym wszystki wyrobić, kilka razy zabrnąłem w slepy zaułek i
        musiałem zaczynac od poczatku a i rewelacji tam na razie zadnych nie
        ma ;( Nie chce powielac tych dziesiatek stron, wiec wybieram co ma
        sens, co nie, przebijam sie przez zdjęcia, i w efekcie na nic nie
        mam czasu ;( Na razie "stworzyłem " lol - co do plecaka, poczatek
        relacji, też nie moge sie wyrobić, i poźniej zdjecia, ale tez ciezka
        decyzja zeby nie powtarzać tego co jest wszędzie, a w dziurach nie
        bardzo lubiłem wyciagac wogole aparat, to wiesz zreszta ;) itp.
        Ale w stopkę se wkleje ;) a co tam ;)
        Dzieki za wpis ;)

        www.yallamark.republika.pl/
          • joanna_xx Re: Mi się podobało...jest takie swojskie! 05.09.08, 13:18
            Ja moze nie napisze zadnego dziennika ale za to poinformuje, ze w
            najblizszym czasie nie bede juz pisala ze Sztokholmu tylko z ...
            Damaszku bo tu mieszkam od wtorku. Nie wiem jak dlugo moze rok moze
            cale zycie. Prawda jest taka, ze teraz jak chce by moj syn mnie
            sluchal wystarczy powiedziec: "A chcesz wrocic do Szwecji?" I
            zaczyna sluchac, bo wracac nie chce.
            pozdrawiam
          • yallamark Re: Mi się podobało...jest takie swojskie! 05.09.08, 16:19
            > I krok po kroku stworzysz swoje cudeńko!
            jaaaaaaaaaaaaaaasne , kicz nad kicze ale jak sie nie umie czy nie
            chce "naumieć" lepiej, to sie kleci jak się umie ;(

            > pamietaj, że tworzysz stronę dla siebie!
            niby tak, ale jak komus cokolwiek z tych wypocin sie przyda, to i
            sens tego wszystkiego bedzie wiekszy

            aaaaaaaaaaaaa, i jak mam rozumieć pojecie : "swojskie" ;) ;) ???

            Pozdrawiam
            Marek

            www.yallamark.republika.pl
    • aisza5 Warsztaty "Dziewczyna w podróży" 27-06 W-wa 25.06.09, 11:41
      www.koniecswiata.net/news-pages/news/news-item-aktualnosci/article/koniecswiatanet-zaprasza-warsztaty-dziewczyna-w-
      podrozy/?tx_ttnews%5BbackPid%5D=1&cHash=a3a7905325

      Warsztaty "Dziewczyna w podróży"

      Warsztaty z naszymi Przewodniczkami, tylko dla kobiet. Jak, dokąd i
      kiedy podróżować? Co spakować? Na co uważać? W sobotę w Warszawie.
      Cztery kobiety (nasze Przewodniczki), które przejechały pół świata.
      Pojechały i wróciły cało z krajów arabskich, Ameryki Południowej i
      Afryki. W sobotę 27 czerwca będą uczyć inne kobiety, jak podróżować.

      Wytłumaczą jak podróżować bezpiecznie, dokąd i kiedy. Jak się
      przygotować, co spakować i na co uważać. Przy okazji rozwieją pewnie
      wszystkie wątpliwości i wyśmieją stereotypy.

      Kasia Wrona - w paszporcie stemple RPA, Lesotho, Swazilandu,
      Mozambiku i kilku krajów europejskich. Wszędzie autostopem.

      Anna Cymerman - Meksyk, Gwatemala, Honduras, Nikaragua, Kostaryka,
      Ekwador, Peru, Boliwia... Niby takie niebezpieczne tereny.

      Kasia Jusis - Madagaskar, Maroko, Ukraina, USA...

      Dominika Zielińska - Indie, Indonezja, Chiny...

      W programie slajdy, poradnik na żywo, malowanie henną, nauka
      wiązania sari i sarongu, może biżuteria, może przysmaki...



      "Dziewczyna na KońcuŚwiata"
      warsztaty dla tych, które chcą podróżować

      sobota, 27 czerwca, godz. 18.00
      Kluboksięgarnia Serenissima
      Chmielna 16 (w bramie)
      Warszawa

      Wstęp bezpłatny, ale - uwaga - impreza TYLKO dla płci pięknej
    • aisza5 palestynczycy.dlaniepokonanych- Daniel z trasy.... 31.07.09, 11:40
      palestynczycy.dlaniepokonanych.pl/blog/palestynczycy/index.htm
      Z bloga Daniela:

      "W Palestynie można się zakochać. Niektórzy kochają się w
      palestyńskiej muzyce, inni nie mogą żyć bez hummusu. Są tacy co już
      nigdy nie spojrzą na kawę bez kardamonu lub herbatę bez mięty i
      maramiji. Coś jest w tym małym skrawku ziemi, że prawie każdy z
      moich znajomych, którzy odwiedzili to miejsce - myśli o powrocie. Na
      czym polega magnetyzm Palestyny? Czy wynika on z magicznych przypraw
      dodawanych do jedzenia i napojów? Może chodzi o muzykę, której
      dźwięki potrafią wywołać silne dreszcze na ciele? Może magnesem jest
      gościnność mieszkańców? Adrenalina... pojawiająca się zawsze gdy
      przekraczamy punkty kontrolne? Niesprawiedliwość i silne poczucie
      bezradności gdy na drodze staje 8 metrowy mur?

      Za kilka dni ruszam w kolejną wyprawę do Palestyny. Tym razem
      zabieram Was wszystkich :) Każdy jest tu mile widziany bez względu
      na poglądy, pochodzenie czy kolor skóry. Dodaj tego bloga do
      ulubionych i dowiedz się jak żyją Palestyńczycy. Co jedzą? Jak się
      bawią? Czego słuchają? Co chcą przekazać światu? Zwykłe życie w tym
      niezwykłym miejscu...

      Gwarantuję,że nie będzie nudno!"

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka