martys_85r
25.05.05, 21:14
wiem ze post jest BARDZO dlugi ale blagam przeczytajcie go, potrzebuje
waszego wsparcia i postow! :
wiecie co ja juz tak oswoilam sie z mysla ze bedzie dzidzia, ze martwie sie o
wynik, tak zaczelam sie z tym oswajac i wyobrazac sobie ze bede skrecac
dlugopisy, lub skladac breloczki z dzieckiem u cyca:) i tak mi sie milo
zrobilo, ja chyba zaczynam pragnac tego dziecka:) wiem to glupie, ale mimo
wszelkich trudów jakie by mnie spotkaly w kosekwencji dzidzi, chyba byla
bym ..
szczesliwa.
niedawno matka wyjechala na 2 tyg, wiecie jak cudownie mi bylo? zawsze moim
najwiekszym marzeniem bylo posiadanie dziecka.. ale pozniej, a teraz, jak
wyobraze sobie jak wspaniale bylo gdy pod nieobecnosc matki mieszkalismy
razam z moim "Romeem" do tego wyobrazilam sobie dziecko..:D wiem ze to
egoistyczne podejscie bo dziecko trzeba utrzymac, ale wiecie ja nigdy nie
mialam pelnej rodziny i zawsze o tym marzylam... tj jak mialam 6m-cy matka
wyjchala na 2-3 lata do ameryki, po jej powrocie rodzice sie rozwiedli,
ojciec wyjechal do katowic matka pracowala po 12 godzin, czasem nie
widzialysmy siepo kilka dni, ja szlam do szkoly ona spala, ona wracala z
pracy ja spalam... i tak do mojej 17ki, potem przeniosla robote do domu i
zaczely sie problemy! nie umiemy ze soba rozmawiac, ona ciaz wrzeszczy i
wszystko jej nie pasuje, nadal ciezko pracuje i wymiguje sie tym od
jakichkolwiek ludzkich odruchów, np umycia po sobie ubikacji, bo od tego ma
dziecko! wiecie jak ciezko z nia zyc? nie umiem z nia byc, nigdy mnie tego
nie nauczyla, zawsze mnie wysmiewala i krytykowala nawet publicznie(znajomi),
juz nie raz chcialam popelnic samobojstwo! i nie raz
probowalam ale to nic nie zmienialo.. a dzidzia byla by kims dla kogo miala
bym po co zyc! i starac sie zyc jak najlepiej:) zdobywac wiedze by moglo byc
ze mnie dumne.. bo matka zasze uwazala mnie za nic, nie moge isc na studia na
turystyke bo to nie ma przyszlosci, na anglistyke tez nie, na iberystyke nie,
na rehabilitacje nie bo nie bede ludziom dupy masowac, na nic czego ja chce!
moze dziecko uwolniloby mnie od niej i pozwolilo zyc tak ja ja tego pragne?
zyc dla niego, dla niego sie ralizowac..
co do mojego ojca to gadamy raz na dwa lata, ja w zasadzie zawsze bylam
sama..
to dlatego zawsze chcialam zalozyc rodzine i WYCHOWYWAC dziecko i teraz jak
pomysle ze jednak nie jestem w ciazy to chyba podziurawie wszystkie
prezerwatywy! tak mi smutno na sama myśl:"(
boze ja naprawde pragne skrecac dlugopisy, zaocznie chodzic do szkoly
policealnej, jesc tynk ze scian ale miec... RODZINE.
ale misiek dziecka by teraz "planowanego" nie chial bo z robota ciezko.. ale
wiecie moze by wtedy dostal kopa w dupe i ruszyl ten tylek i poszukal pracy
[bo teraz tak narzekal ze jej nie ma a nawet gazety praca nie kupil-bo nie ma
sensu:( przeciez i tak nic nie znajdzie] moze nie bylo by tak zle, jesli
byloby dla kogo sie starac?
boje sie isc do ginkologa, boje sie ze bede musiala zyc z matka ktora po
calej ciazowej "aferze" nie chce nawet znac mojego chlopaka! a ja mam zakaz
wracania po 23 (jakby dzieci robily sie tylko o tej porze:D), ona w ogole nie
akceptuje tego ze my naprawde sie kochamy, ja wiem ze rok to malo(tyle
jestesmy razem) ale ja czuje sie jakbym znala go od lat, chce spedzic z nim
zycie, jest dobry, czuly, pomaga mi we wszystkim, jest nam naprawde dobrze..
wiecie ja naprawde chcialabym... powiedzcie, czy wam ciezko bylo utrzymac
dziecko? mowie do tych ktore byly w podobnej sytuacji, myslicie ze dziecko by
pomoglo czy pogorszylo moje zycie? jak dalyscie rade? czy gdybyscie mialy cos
zmienic to nie "zaszly byscie" w ciąze?
prosze piszcie, tak mi sie ciezko teraz i smutno zrobilo, ze ja jednak bym
chciala dzidzie, ale jak ja zrobic, bez checi partnera? i czy warto?
nic juz nie wiem moze bzury pisze i was tylko zanudzam, ale prosze o posty
gdybym jednak was nie zanudzila:)
Martys