znieczulenie zewnątrzoponowe

23.05.03, 14:04
Witam,
Ostatnio znajomy anestezjolog zaproponował mi tego typu znieczulenie.
Wcześniej o tym nie myślałam chociaż słyszałam różne opinie na ten temat.
Napiszcie co myślicie na temat? Jakie są plusy i minusy tego znieczulenia i
czy warto z niego skorzystać? Niby nie ma nic złego w znoszeniu bólu, ale z
drugiej strony jest to jednak coś nienaturalnego... DZięki z góry za wszelkie
rady - do porodu coraz bliżej...
    • sikorka_28 Re: znieczulenie zewnątrzoponowe 23.05.03, 14:09
      ja ostatnio dostałam ciekawy link na ten temat. Gorąco polecam:

      strony2.wp.pl/wp/morfeusz2001/znieczulenie.html
      a sama też jestem ciekawa co o tym sądzicie?

      Sikorka i maleństwo (16.10.2003)
    • agatka Re: znieczulenie zewnątrzoponowe 26.05.03, 22:07
      super sprawa, jak dla mnie minusów brak.
      pzdr,
      Agata
      • isis! Re: znieczulenie zewnątrzoponowe 29.05.03, 23:50
        agatka napisała:

        > super sprawa, jak dla mnie minusów brak.

        A jak nie trafią? Paraliż?
        • pretty_ Re: znieczulenie zewnątrzoponowe 07.06.03, 12:54
          isis! napisała:

          > A jak nie trafią? Paraliż?
          Ludzie, jakie bzdury!!! Jak się o czymś nie ma pojecia, to się nie pisze, bo
          można kogoś ( w tym przypadku dziewczyny w ciązy) nieźle wystraszyć. Więcej
          rozsądku, droga Pani!!
          • alfika Re: znieczulenie zewnątrzoponowe 11.06.03, 08:05
            pretty_ napisała:

            > isis! napisała:
            >
            > > A jak nie trafią? Paraliż?
            > Ludzie, jakie bzdury!!! Jak się o czymś nie ma pojecia, to się nie pisze, bo
            > można kogoś ( w tym przypadku dziewczyny w ciązy) nieźle wystraszyć. Więcej
            > rozsądku, droga Pani!!

            Zgadzam się z pretty. Najpierw trochę się dowiedzieć, potem pisać - to byłaby
            rozsądna kolejność. Tym bardziej, że temat dla czytających może być ważny.

            Po pierwsze, zewnątrzoponówka nie jest taka trudna do wykonania dla
            anestezjologa, po drugie, powikłania występują w znikomych ilościach (zwykle
            przez nietolerancję przez dany organizm akurat tego środka znieczulającego) -
            inaczej nie wolno by było takiego znieczulenia stosować.

            Jeśli czasem jedzenie kończy się zachłyśnięciem, a nawet uduszeniem, albo
            zapaleniem oskrzeli, jeśli utkwi tam maleńki okruszek, a to z kolei może
            doprowadzić do zapalenia płuc - może bezpieczniej nie jeść?...
    • ewamaja Re: znieczulenie zewnątrzoponowe 28.05.03, 20:16
      Hej. Urodziłam 4 III br. O znieczuleniu myślałam wcześniej ale jakoś nie byłam
      pewna. Już na sali porodowej zaproponowały mi to położne i skwapliwie sie
      zgodziłam. Bolało mnie i tak ale były to bóle kręgosłupa. Nie wiem jak bym
      zniosła ostatnie fazy bez znieczulenia, pewnie bym urodziła :-) ale Mój Mąż
      stwierdził iż On widział kiedy znieczulenie zaczeło działać. Podobno od razu
      moja twarzzaczeła normalniej wyglądać. Jeśli bym miała jeszcze raz zdecydować
      to bym też poprosiła.
      Głowa do góry. Szczęśliwego rozwiązania życzę
    • natta24 Re: znieczulenie zewnątrzoponowe 03.06.03, 16:50
      Witam,
      Położna na szkole rodzenia mówiła, że ani nigdy nie zachęca ani nie zniechęca,
      wszystko ma swoje plusy i minusy. Podsumowując: kiedyś stosowano je bardzo
      często, bo pacjentki były niedoinformowanie i skandalicznie się zachowywały,
      nie było to platne, w tej chwili jest to platna usluga, kobieta rodząca i tak
      dostaje jakies tam srodki przeciwbólowe i rozkurczowe, no oczywiscie to nie
      znieczulenie, ale znieczulenie jest podawane w tej fazie porodu, ze potem to
      juz podobno jest z górki. A po znieczuleniu potrzebna jest ingeręcja kleszczy
      lub próżnociągu, bo kobieta nie ma czucia od pasa w dol, nieczuje skurczy i
      nie prze. Ale wybór nalezy do kazdej kobiety indywidualnie.
      • cleo14 Re: znieczulenie zewnątrzoponowe 04.06.03, 01:29
        z tym czuciem to nie zupelnie prawda. poz znieczuleniu zewnatrzoponowym nadal
        odczuwasz skurcze- tylko nie boli (np bole krzyzowe sa wyeliminowane i chwala
        Panu za to!!!). a jezeli dochodzi do sytuacji ze pacjentka nie odczuwa skurczow
        to przeciez jest ta dziwna maszyna ktore rysuje ten wykres i pokazuje kiedy
        nadchodzi skurcz. wiec z pomoca poloznej tragedii nie ma.
      • alfika Re: znieczulenie zewnątrzoponowe 11.06.03, 08:10
        natta24 napisała:

        A po znieczuleniu potrzebna jest ingeręcja kleszczy
        > lub próżnociągu, bo kobieta nie ma czucia od pasa w dol, nieczuje skurczy i
        > nie prze. Ale wybór nalezy do kazdej kobiety indywidualnie.



        Trafiłaś na tendencyjną położną. Pewnie mówiła to w dobrej wierze, ale mocno
        rozminęła sie z prawdą.
        Próżnociągu i kleszczy lekarze są od dawna uczeni nie używać. To była metoda na
        szybsze "wydobycie" dziecka jakieś 20-30 lat temu.
        Ale w jakiś szpitalach mogły zostać przestarzałe, drastyczne metody - tylko
        wtedy żaden gonekolog raczej by nie zgodził się na taki "postęp" jak
        zewnątrzoponówka.
      • mamalgosia Re: znieczulenie zewnątrzoponowe 17.06.03, 18:13
        u nas jest bezpłatne (przynajmniej było rok temu)
    • biancia Re: znieczulenie zewnątrzoponowe 05.06.03, 12:10
      Witam, ja nie przyjmuje innej wersji mojego porodu niz znieczulenie. Nie mam
      ochoty przez kilkanascie godzin zwijac sie z bolu. Ostatnio sie dowiedzialam,
      ze tylko w Polsce kobiety rodza silami natury co dla moich przyjaciolek z
      Niemiec czy Stanow jest w ogole nie do pomyslenia. Tam znieczulenie jest
      przydzielone kazdej rodzacej chyba ze wyrazi sprzeciw.
      Ktoras z was napisala o paralizu.... radze obejrzec ta strone Morfeusz2001, tam
      jest wszystko nawet obrazkowo pokazane..... i po prostu nie da sie "nie trafic"
      Pozdrawiam
      bianka i 12 tyg. brzuszek
    • beata32 Re: znieczulenie zewnątrzoponowe 10.06.03, 19:03
      Moich 2 synów urodziłam ze znieczuleniem zewnątrzoponowym. Zdecydowanie
      polecam, zwłaszcza dla osób źle znoszących ból. Jeśli chcecie więcej
      szczegółów proszę o pytania na mój adres priv: beata32@poczta.onet.pl

      Pozdrawiam
      Beata32 mama Maciusia (2 lata 3 mies) i Adasia (3 miesiące)
    • youst Re: znieczulenie zewnątrzoponowe-do Alfiki 11.06.03, 12:58
      Nie do końca jest tak jak mówisz. Może próżnociągu faktycznie się już nie
      stosuje, ale kleszcze - jak najbardziej. Na pewnym etapie porodu, w zasadzie w
      finale, nie ma czasu już by przeprowadzić cesarkę, jeśli coś niepokojącego
      zaczyna się dziać. A kleszcze przez chwilę tylko pomagają wyjść główce, potem
      idzie już samo. Dziś stosowane kleszcze są bardzo wysokiej jakości, a w rękach
      fachowca nie mogą zrobić dziecku krzywdy. Ja jestem 6 tygodni po porodzie (ze
      znieczuleniem zewnątrzoponowym) i kleszcze okazały się niezbędne, bo Małemu
      spadało tętno i nie chcieli przedłużać "wykluwania się". Całą "operację"
      przeprowadzał w moim przypadku sam ordynator, dziecko nie ma nawet
      najmniejszego śladu na główce po użyciu kleszczy, rozwija się super. Ordynator
      powiedział, że rocznie przeprowadza ok 250 porodów kleszczowych - w 150-
      tysięcznym mieście to chyba nie mało, prawda?
      Jeśli ktoś jest zainteresowany, to odsyłam na forum Ciąża i poród, wątek
      pt. "kto rodził ze znieczul. z.o.???" - opisałam tam swój poród.
      Gorąco polecam znieczulenie!!!!

      Justyna mama Michasia
      youst@hot.pl
      • alfika Re: znieczulenie zewnątrzoponowe-do Alfiki 12.06.03, 14:26
        Natomiast moje wiadomości pochodzą z rozmowy sprzed jakiś 10 lat, kiedy mojej
        kuzynce pielęgniarce też kleszczami pomagano w urodzeniu dziecka. Też uznano to
        za konieczne.
        A rozmawialiśmy w najbliższym gronie - z moimi rodzicami (druga pielęgniarka i
        lekarz).
        Pozdrawiam.
    • agnisiaz Re: znieczulenie zewnątrzoponowe 11.06.03, 15:11
      witaj
      moja córeczka ma 4 lata a ja urodziłam ją ze znieczuleniem zewnątrzoponowym i
      uważam że był to strzał w dziesiątkę na początku nie myślalam o tym o ogóle a
      nawet kiedy miałam bóle które trwały prawie 20 godzin wydawało mi się że dam
      radę ale kiedy podano mi oksytocyne i bóle nasiliły się i to bardzo mąż który
      rodził ze mną zarządał (jego decyzja) aby podano mi znieczulenie pielęgniarka
      stwierdziła iż to najlepszy moment iż potem nie byłoby sensu
      anestazjolog wezwany z domu stawił się w ciągu 15 minut a potem to nie pamietam
      bólu podczas wbijania igły ponieważ przy bólach porodowych ten ból to pryszcz
      trawało to troszeczkę ale po podaniu leku moje bóle ustały oczywiści czułam
      parcie ale bólu ani trochę mogłam rozmawiać przez telefon rozmawiać z mężem i
      anestazjologiem itp. do samego końca nic mnie nie bolało a wikusia urodziła się
      cała i zdrowa i ja do tej pory nie mam jakiś skutków ubocznych a po porodzie
      dostałam jeszcze trochę dawki abym nic nie czuła przy zszywaniu
      mimo iż nie jest to tanie polecam ja jeśli zdecyduję się na drugie dziecko
      skorzystam z tego dobrodziejstwa jeszcze raz
      agnieszka
      • plomyk Re: znieczulenie zewnątrzoponowe 12.06.03, 20:48
        Witajcie,
        ka urodzilam w poniedzialek o 8.25 swoje pierwsze dziecko ze znieczuleniem i
        czuje sie swietnie. Chodzilam od razu po podaniu znieczulenia. Nie bylo zadnych
        efektow ubocznych.Oczywiscie skurcze parte bola, ale nie da sie urodzic bez
        bolu. Naprawde polecam. Dzieki temu, ze rodzilam z zzo to od razu na sali
        porodowej zaczelam myslec, ze moge miec drugie dziecko:)
        pozdrawiam,
        Ania
    • chooligan Re: znieczulenie zewnątrzoponowe 17.06.03, 14:20
      Hej!
      Nie spotkałem jeszcze opinii kobiety która byłaby niezadowolona z tego
      znieczulenia. Moja zona 5 miesięcy temu urodziła naszego syna własnie pod takim
      znieczuleniem.
      Już w połownie ciąży zastanawialismy się nad tym zabiegiem. Połozna była trochę
      sceptyczna, ale nie powiedziała dlaczego, tylko stwierdziła że najlepiej
      urodzić bez rzadnych dodatków. Moim zdaniem połozne nie do końca lubią ZZO bo
      wymaga to od nich większego wysiłku i koncentracji podczas porodu. Fakt że
      kobieta może nie czuć skurczy (przy zbyt dużej dawce od anestezjologa), zle
      wpływa na proces porodu. Dodatkowo połozna musi bardziej ufać zapisowi KTG niż
      relacji rodzącej. A wykresy KTG nie związane z prawdziwymi skurczami macicy
      tylko np. ruchami płodu mogą dodatkowo zniekształcić opis procesu porodu.
      Połozna jednak przystała na ZZO, (z resztą była wynajęta, tak więc klient nasz
      pan), poleciła "własną" panią anestezjolog - wszystko dogralismy.

      Przez początkowy okres porodu żona nie była znieczulana niczym. Połozna
      poinformowała nas że znieczulenie mozna podac dopiero po osiągnięciu rozwarcia
      szyjki macicy na 3-4 cm. Tak więc żona nacierpiała się przez kilka ładnych
      godzin, skurcze wystepowały wtedy średnio co 10 min. Biedna, stała na korytarzu
      i chciała wyrwac kaloryfer ze ściany, tak ją bolało.
      Potem połózna zabrała żonę na lewatywę a mnie pognała na porodówkę (wykupiłem
      poród rodzinny, więc mielismy własny pokój). Kiedy żona wróciła z lewatywy
      połózna kazała jej leżeć i zbadała ją ginekologicznie, dalej nie było tego
      cholernego rozwarcia na 4 cm. Żona przez godzinę cierpiała, bowiem skurcze
      stawały sie coraz silniejsze. Wreszcie po tej godzinie połóżna przyszła ale już
      z anestezjologiem i powiedziała że chyba juz mozna. Zbadała żone i stwierdziła
      że jest rozwarcie umozliwiające podanie znieczulenia. Ruda pani anestezjolog
      wytłumaczyła że ZZO stosują w klinice od 5 lat i są już rutyniarzami w te
      klocki. Dawniej kiedy sie uczyli ZZO były cyrki z rodzącymi, przez za małe bądź
      zbyt silne dawki - ale teraz juz jest OK. Na widok umówionych 400 PLN
      zaświeciła oczami i pobiegła po sprzęt. Po kilku minutach wróciła z
      zawiniątkiem: strzykawkami, cewnikami, ampułkami. Kazała żonie usiąś na łóżku,
      odwrócić się plecami do niej. Ja trzymałem żone za ramiona bo cały czas nie
      mogła się powstrzymać od bólu, wiercąc się. Podczas nakłówania należy
      bezwzględnie się nie ruszać! Równo siedzieć, nie przechylac sie na rzadną ze
      stron! Lekarka po nakłuciu najbierw strzykawką z powietrzem badała czy żona
      czuje ucisk na lewą a potem na prawą nogę (lub bok). Żona czuła tylko ucisk na
      jedna stronę (to źle). Musiała krzywo siedzieć podczas nakłówania. POnownie
      wziąłem zone w ramiona i tym razem udało się dobrze nakłóć przestrzeń międży
      kręgami. Lekarka wprowadziła cewnik z długa linką, przez koniec której
      wprowadziła znieczulenie. Juz po kilku minutach żona odetchnęła. Ja z reszta
      też bo byłem juz coraz bardziej zdenerwowany (wczesniej sądziłem że żona bedzie
      miec cesarkę, ze względu na przekroczenie terminu porodu). Pani anestezjolog
      poinformowała nas że dawka znieczulenia bedzie działać około godziny i że
      przyjdzie podac kolejny zastrzyk przed upływem godziny. Faktycznie dostała
      dobrą dawkę - cały ten czas czuła skurcze ale bez bóli, a był to juz okres
      bardzo bliskiego rozwiązania i największych bóli. Miała czas się zregenerować,
      co sie jej później bardzo przydało. Ta godzinę spędzilismy całkiem miło. Po
      godzinie przyszla połozna, zbdała zonę, cos tam pomruczała, znowu wyszła, znowu
      przyszła i wjechała z wózkiem z jakimś żelastwem (szczypce, wzierniki, pręty).
      Żona czuje że znieczulenie się kończy i powracaja bóle. Ja mówie do
      połóznej "gdzie ta Ruda?" tzn anestezjologiczka. Położna "wszysko OK, wszysko
      ok" - a żonę zbierają bóle jak cholera. Wreszcie przyszły obie (położna i
      Ruda), ja przez ściśnięte gardło do Rudej "może pani poda to znieczulenie,
      przecież skończyła się poprzednia dawka" - a ta nic! Stoi i gapi się jak
      sparalizowana. Połozna mówi "już nie ma czasu" i podpina czujniki KTG, które na
      godzine odpieła od brzucha żony. Nie mogła znaleść tętna więc zbladła jak
      ściana i zaczęła coś robić przy kroczu żony a Ruda rzuciła się jak potłuczona
      na brzuch żony i zaczęła go uciskać. Kazały zonie przeć z całych sił. Ale nic
      z tego! Połozna wrzasneła do sali obok do innej połoznej rzeby tamta wezwała
      ekipę i w ciągu kilkunastu sekund w naszym pokoju zaroiło sie od lekarzy i
      połoznych. Jakis lekarz z siwą brodą poprosił mnie rzebym mu podał i trzymał
      czujnik KTG, bo te lekarki i połózne struchlały tak jakby były pierwszy raz
      przy porodzie. Ufff. Na szczeście lekarz znalazł tętno i uspokoił sytuację bo
      połozna już odpalała próznociąg i darła się do mnie rzebym wyszedł bo teraz
      nastapią takie rzeczy których lepiej nie widzieć. Lekarz wyszedł a w pokoju
      zostały lekarki: Ruda, jakaś gino i pediatrka plus 3 połózne i ja (bo
      powiedziałem połóznej że za Chiny teraz nie wyjdę - więc wsadziła mi w łapy
      jakis kitel do włożenia). Zaczeli robić z zona jakieś dziwne rzeczy: kazali jej
      się złapac rekami za uchwyty z boku łózka. Mnie kazali wygiąć zonie nogę za
      ucho i trzymać mocno, druga połozna zrobiła to samo z drugą nogą. Żona miała
      tak wygięte nogi że krocze podchodziło jej prawie pod biust. Pod miednice
      podłozyli jej jakiś kloc z materiału i wszyscy zaczeli wołać "przyj, przyj!".
      Żona przyparła raz. Coś zakotłowało w szczelinie między nogami. Krzycze do
      żony "dawaj, już widać dziecko!" Żona: "Boże! Już nie dam rady!" Wszyscy: "dasz
      radę! przyj z całych sił!". Z krocza wyskoczyła główka! Wołam "juz jest główka!
      jeszce tylko raz!" Żona przyparła trzeci raz i dzidzi wyskoczyło z brzycha w
      ręce połóznej. Połozna z miejsca chlasneła nożycami i przecieła pępowinę,
      podała lekarce z pediatrii, lekarka migneła bobaskiem przed oczami żony z
      zwiała na badania małego. Zona cały czas sie trzęsła i płakała ze szcześcia. A
      ja ją głaskałem i całowałem i marzyłem rzeby juz uciec z tego szpitala. Gino
      lekarka mruczała z połozna że łozysko się nie chce wydobyć, że się "cofa". Co
      to jest kurna? Stróchlałem że znowu jakieś komplikacje. Oczywiście były -
      lekarka stwierdziła że musza ręcznie wydobyc łożysko, przyszedł jesszcze jeden
      lekarz i zaczeli żone przygotowywac do zabiegu. Na szczescie Ruda ockneła się i
      dała żonie kolejną porcje znieczulenia, więc zona ten zabieg przezyła bez
      stresów, normalnie w tym szpitalu robią narkozę co dodatkowo osłabia organizm.
      Ginekolodzy zasugerowali mi opuszczenie pokoju co uczyniłem bo własnie wróciła
      pediatra z dzidzią. Umyty, leżał i płakał i ściskał bardzo mocno moje palce
      które mu podawałem. Przyszła inna połozna, zmierzyła i zważyła bobaska. Potem
      mnie przegnała bo zająłem porodówkę a w kolejce czekała inna rodząca. Nasza
      położna podeszła do mnie i powiedział że z zoną wszysko OK, wyciagneli jej to
      łożysko i mogę rozesłać dobrą nowine po rodzinach i znajomych. Wyszedłem na
      korytarz, olałem przepisy i zapaliłem papierosa. Wysłałem SMS-y zadzwiniłem tu
      i ówdzie. Wróciłem na porodówkę i dałem 50 PLN innej połoznej która miała dyżur
      nocny. Obiecała przyjść do żony w nocy by ją umyć i przynieść cherbatę.
      Dopadłem też Rudą która obiecała dac jeszcze jedną działkę ZZO żonie aby mogła
      spokojnie zasnąć nie czując rzadnych bóli poporodowych.
      Generalnie ZZO przydało się z 3 powodów:
      - w najcięższy do wytrzymania okres porodu rodząca nic nie czuje, a jezeli ma
      dobrze podaną dawke kontroluje skurcze bez spadku jakości organizacji porodu
      - przy powikłaniach które czasem się pojawiają (konieczność cesarki, porodu
      kleszczowego, nacięcia i zszywania krocza, łyżeczkowania, itp) ZZO zapewnia
      komfort i alternatywe dla narkozy - która często musi być podana
      - okres po urodzeniu może być łatwiejszy do przejścia, mozna wyspac się (choć
      akurat moja żona nie zmróżyła z wrażenia oka przez tą noc)

      Wróciłem do domu i
Pełna wersja