Dodaj do ulubionych

ciekawa książka o ekonomii

22.05.06, 09:50
<a href="www.gandalf.com.pl/b/krotki-kurs-ekonomii-praktycznej/"
target=_BLANK>Krótki kurs ekonomii praktycznej</a>
Obserwuj wątek
    • amoremio Re: ciekawa książka o ekonomii 23.05.06, 01:58
      Nie chce byc upierdliwy i sie czepiac,
      ale za kazdym razem, gdy widze, jak w Polsce
      robi sie religie z amerykanskich "wizji"
      typu "wolna" ekonomia = demokracja,
      to musze sie....usmiechnac.

      A 'studiowawszy' nie tylko ekonomike, ale tez gospodarke(economics)
      z malymi wycieczkami w politologie,socjologie,historie i zurnalizm,
      chcialbym wskazac(przypomniec) na trywialny, ale czesto zapominany fakcik,
      ze przeciwienstem do tzw.socjalizmu nie jest ("wolny")kapitalizm.

      Takie uproszczenia uzywal w swoich prosciutkich kazaniach sp. Ronald R.
      i mylil (chyba nawet nie specjalnie) przynajmniej dwie plaszczyzny:
      system ekonomiczny (wiele wariantów) i system polityczny (dito).

      Nie zebym byl "lewusem", ale:

      "Kapitalizm", tez ten w formie "wolnego rynku" z "wolnymi ludzmi",
      to jeszcze nie jest ani ideologia, ani "lad", ani gwarancja demokracji,
      parlamentaryzmu, pluralizmu, równouprawnienia, równoedukacji, równoallokacji,
      zdrowia, dobrobytu itp. Po prostu mechanizm, potrzebny i wazny, ale nic wiecej.

      Wprawdzie podstawa, ale nie gwarancja rozwoju. I tylko jeden z wielu
      elementów/komponentów b.zlozonej konstrukcji spolecznej("tkanki"),
      która dodatkowo potrzebuje korzystnych warunków, pewnej kolektywnej
      "kultury" i zrównowazenia dominujacych grup interesów etc.

      Przewazajaca czesc panstw na swiecie jest wolno-kapitalistyczna,
      ale co z tego ? - sa one 1) strasznie biednymi 2) strasznymi dyktaturami.

      Wiem, bo widzialem troche swiata, np. wypasionych marokanskich policjantów
      na nowiutkich yamachach brutalnie przeganiajacych dziesiatki rodzin
      z dziecmi 'koczujacych' w namiotach, a nawet w kartonach, bo akurat
      w Sidi Kassem oczekiwano kolumne samochodów jakiegos kuzyna kuzyna kuzyna
      milosciwego króla Hassana, którego portret jest wszechobecny.
      Potem pilem z ta bardzo bogata i 'popsuta' mlodzieza drogie koniaki
      i rozmawialem ciekawie w kilku jezykach o ich studiach w USA i UE,
      o ich immobiliach w róznych krajach, ich aktualnych limuzynach i hobbies,
      o pozycjach w ministerstwach i na placówkach dla nich juz zarezerwowanych
      - bardzo mi wtedy chwalili kapitalizm, pod portretem Hassana oczywiscie :)

      Takie knigi przypominaja mi te niezliczone reprinty
      z angielskiego "Badz menadzerem swego sukcesu!", "Jutro wstane i
      zaczne byc bogaty." albo "Jak byc szczesliwym - 10 zlotych regul.".

      No, koniec "dywergowania", wielkie sorry jesli nudzilem.
      Ale czasami tak se myslem.... - siedze sam w hotelu i filozofuje :)


      ------------------

      No, ale teraz mamy SAPa - nawet w Chinach, ha, ha,
      to bedzie globalnie wszystkim dobrze........ :)
        • amoremio Re: ciekawa książka o ekonomii 23.05.06, 02:30
          PS:
          Bylem tez np. w brazylijskim Sao Paulo.
          Kraj raczej wolny, ludzie tez raczej wolni,
          napewno wolny kapitalizm, socjalizmu nie zauwazylem,
          nawet troche (teatralnej,operetkowej,fasadowej) demokracji.
          A czesc ludzi (ta wieksza czesc) wegetuje,
          jak sie to mówi - jak zwierzeta........
          Ergo: recepty á la Smith/Hayek/Friedman
          /Reagan/Theatcher andsoon zbyt proste.

          OK, bye, Gute Nacht
            • fyrlok WaWa 31.05.06, 15:12
              Warszawa staje się miastem Trzeciego Świata?
              Dariusz Bartoszewicz 30-05-2006 , ostatnia aktualizacja 31-05-2006 09:25

              Prowokująca teza postawiona na Uniwersytecie Warszawskim: brud, chaotyczna
              zabudowa, strzeżone osiedla z płotami, prowizorki nawet w centrum, arogancka
              władza - Warszawa upodabnia się do miast Azji, Ameryki Południowej i Afryki


              Kontrowersyjne pytanie postawili we wtorek uczestnicy sympozjum zorganizowanego
              na Uniwersytecie Warszawskim przez Polską Sekcję Regional Studies
              Association: "Czy Warszawa staje się miastem Trzeciego Świata?". - Już nim
              jest - uznała część uczestników.

              Zdjęcia obnażają stolicę

              - Warszawa jest jedynym polskim miastem obecnym w sieci europejskich
              metropolii. Jednak swoje miejsce zawdzięcza nie rządzącym, ale zagranicznym
              inwestorom, którzy budują ją od 15 lat - stwierdził prof. Bohdan Jałowiecki,
              socjolog miasta.

              Pokazał nigdy niezrealizowane marzenia o "przestrzeni stołecznej" w ścisłym
              centrum. - Kiedyś miało być tak - mówił, wyświetlając wysokie budynki wokół
              Pałacu Kultury na projektach z lat 90. - Teraz ma być tak - pokazał
              obowiązujący już plan zagospodarowania z niską zabudową. - A jak jest -
              zapytał? Na zdjęciach zgromadzeni zobaczyli ogromny parking i megabaraki na pl.
              Defilad. Potem była okolica Marszałkowskiej i Królewskiej z pawilonami pełnymi
              sex-shopów, nad którymi górują biedabloki i hipernowoczesne biurowce ze szkła i
              stali. - Tu nic do niczego nie pasuje. Mamy kompletny bałagan - komentował
              prof. Jałowiecki.

              Kolejne zdjęcia ukazywały rozgrzebane śmietniki, trwałe ruiny w sercu miasta,
              czyli rozsypujące się kamienice przy Próżnej. Nie zabrakło "kabiny
              prysznicowej" - wieżowca Millennium Plaza w Al. Jerozolimskich 123a, który
              wyskakuje spośród niskich budynków niczym filip z konopi. Przerażająco
              prezentował się widok z okien trzygwiazdkowego hotelu Kyriad na budy i brud
              przy Dworcu Ochota.

              - Zdjęcia nie były dobierane w sposób szczególnie negatywny. Taka jest
              Warszawa, ale nikt już tego nie widzi. Władza też nie, bo tylko szybko
              przejeżdża przez miasto samochodami - mówi prof. Jałowiecki.

              Nie omieszkał wspomnieć o segregacji społecznej, kontrastach ruder z
              wieżowcami, syndromie grodzonych osiedli, prywatyzacji przestrzeni publicznych,
              patologicznym bazarze na Stadionie Dziesięciolecia, braku ścieżek rowerowych.
              Wymienił pięć wyróżników miast Trzeciego Świata: * nieład przestrzenny * brak
              planów urbanistycznych * kontrast biedy i bogactwa * "gated communities", czyli
              osiedla za murem * bałagan i brud.

              Spór o arogancję władzy

              - Nie zgadzam się! Tytuł sympozjum jest demagogiczny. Warszawa nigdy nie była,
              nie jest i nie będzie miastem Trzeciego Świata. A zdjęcia takich kontrastów czy
              slumsów mogę zrobić też w Nowym Jorku, Londynie, Paryżu, Mediolanie czy
              Barcelonie - protestował Michał Borowski, naczelny architekt miasta.

              Za taki, a nie inny wygląd Warszawy winił drugą wojnę światową, komunizm,
              chaotyczne inwestycje po 1989 r., brak ustawy reprywatyzacyjnej, słabe prawo i
              kiepski poziom zarządzania w sferze publicznej.

              Atak na rządzących przeprowadził Grzegorz Buczek, wiceprezes Oddziału
              Warszawskiego Stowarzyszenia Architektów Polskich. Ratuszowi zarzucił niechęć
              do sporządzania planów miejscowych (przez trzy lata radni uchwalili zaledwie
              12), utrudnianie konsultacji społecznych przy ich tworzeniu, forsowanie złego
              planu zagospodarowania ścisłego centrum, arogancję i lekceważenie preferencji
              ludzi. - Ankieta "Gazety" "Jaka Warszawa?" pokazała, że zupełnie czego innego
              chcą ludzie niż rządzący miastem - mówił Buczek.

              --------------
              hi-hi!
              • fyrlok Re: WaWa 02.06.06, 10:27
                Warszawiacy sfrustrowani Warszawą
                • Warszawa staje się miastem Trzeciego Świata? (30-05-06, 22:50)

                SONDAŻ
                Warszawa staje się miastem Trzeciego Świata?
                80% Tak (8798)
                13% Nie (1430)
                6% Nie wiem (705)
                Liczba oddanych głosów: 10933

                Dariusz Bartoszewicz 01-06-2006 , ostatnia aktualizacja 01-06-2006 22:43

                Jest brudna i dzika. Wstydzimy się jej.
                To reakcja naszych czytelników na tekst o Warszawie: "Miasto jak Trzeci Świat"


                "Całą stolicę powinno się wyburzyć i wszystko zacząć od nowa. Tutaj już nic nie
                pomoże. Nic nie trzyma się kupy. Jeden wielki bazar, śmietnik, zbieranina
                różnych bezsensownych pomysłów architektów" - uważa Tomasz Witek, jak sam
                zaznacza "były (na szczęście warszawiak)" w liście do redakcji.

                Ba łagan, chaos, prowizorka

                Takich listów dostaliśmy mnóstwo - nasza skrzynka mailowa niemal pękła od
                głosów czytelników. A wszystko po artykule w środowej "Gazecie", w którym
                przedstawiliśmy diagnozę stanu Warszawy, m.in. prof. Bohdana Jałowieckiego,
                socjologa miasta.

                Na sympozjum "Czy Warszawa staje się miastem Trzeciego Świata?" przypomniał on
                wraz z innymi badaczami bałagan, brud, chaotyczną zabudowę bez żadnych planów,
                prowizorki w centrum, handel uliczny, lawinę reklam, segregację społeczną z
                syndromem grodzonych osiedli, patologiczny Stadion Dziesięciolecia.

                Takie obrazki z Warszawy pasują jak ulał do miast Trzeciego Świata. Prawie ich
                nie dostrzegamy, gdyż żyjemy tu na co dzień.

                Dopiero ich opisanie w "Gazecie" rozgrzało wielkie emocje i obnażyło nasze
                frustracje.

                Azjatyckie zaułki

                Andrzej P. Zakrzewski, żoliborzanin od urodzenia, napisał w reakcji na nasz
                tekst: "Dziurawe chodniki i jezdnie, brudne elewacje, obdrapane mury z dziurami
                pamiętającymi Powstanie Warszawskie, kilka zabitych deskami ruder. (...) I
                faktycznie atmosfera czasem jest podobna do tej, jaka panuje w zaułkach
                Bangkoku czy też Hanoi".

                Kamil Białkowski uważa: "Pod wieloma względami (przestępczość, korupcja, poziom
                służby zdrowia, stan dróg) Polska jest na poziomie krajów Trzeciego Świata -
                dlaczego oczekiwalibyśmy, żeby stolica kraju Trzeciego Świata nie była miastem
                Trzeciego Świata?".

                Dziki handel, koszmarny dworzec PKP

                Czytelnicy określają Warszawę ostro: śmietnik, dom publiczny, a nawet szambo.
                Mają różne recepty, jak to zmienić. Twierdzą, że czasem wystarczy miotła i
                mydło, częściej potrzebne są działania radykalne - rozbiórka prowizorek i
                największych brzydactw, np. hal na pl. Defilad. Wszystkich szokuje stan
                centrum. Arkadiusz Zieliński pisze: "Wokół kręcą się setki meneli, cinkciarzy i
                innych nieciekawych postaci".

                Anonim M.M. co prawda broni Warszawy, ceni sobie dynamiczne w niej zmiany,
                które są bezdyskusyjne. Zachwyca się widokiem z nowoczesnego biurowca na Pole
                Mokotowskie i centrum, w którym pracuje. Ale zauważa: "Jest kilka rzeczy, które
                należy w stolicy zmienić, są to przede wszystkim warszawskie dworce:
                obrzydliwe, śmierdzące, wyglądają, jakby czas zatrzymał się na nich wiele,
                wiele lat temu. Są bardzo kiepską wizytówką miasta".

                Listy to niekończący się lament na stan dróg i chodników, upiorny dojazd do
                miasta, fatalny stan kolei. Autorów irytuje całkowita bezradność władz
                samorządowych, które nie potrafią poprawić wizerunku miasta ani sprawnie
                przeprowadzić żadnej inwestycji. To prawdziwy krzyk rozpaczy. I marzenie o
                gospodarzu, który nie tylko gada, obiecuje, ale też potrafi coś zrobić, by
                Warszawa piękniała i znów stawała się wielka.

                Czy ktoś zostanie obrońcą Warszawy i dostrzeże w niej europejskie miasto?
                Czekamy na listy - dariusz.bartoszewicz@agora.pl
                • palec1 no comment 16.06.06, 19:41
                  Za rok Polska najbiedniejszym krajem UE
                  PAP za "Rzeczpospolitą", ISI 16-06-2006 , ostatnia aktualizacja 16-06-2006 12:39

                  Jesteśmy jednym z dwóch najbiedniejszych krajów Unii. Dochód narodowy, jaki w
                  ciągu roku wytwarza statystyczny Polak, to zaledwie połowa tego, co produkuje
                  przeciętny mieszkaniec Wspólnoty. Komisja Europejska przewiduje, że już w 2007
                  roku Polska będzie będzie krajem najbiedniejszym - pisze
                  dziennik "Rzeczpospolita"



                  Co gorsze, dystans dzielący nas od państw rozwiniętych zmniejszamy wolniej niż
                  inne kraje naszego regionu. W 1996 roku przypadająca na każdego Polaka wartość
                  produktu krajowego brutto odpowiadała 42 proc. średniego poziomu PKB w Unii,
                  już po poszerzeniu do 25 państw. Przez dziesięć lat ta relacja poprawiła się
                  zaledwie o 8 punktów procentowych.

                  Polski PKB na głowę, mierzony w standardzie siły nabywczej, zwiększył się w
                  2005 roku do 50 proc. średniej dla całej Unii Europejskiej z 49 proc. rok
                  wcześniej. Gorszy wynik zanotowała jedynie Łotwa (47 proc. wobec 43 proc. rok
                  wcześniej), natomiast Litwa w ciągu ostatniego roku wyprzedziła Polskę i ma
                  obecnie 52 proc. średniej unijnej.

                  Od 1996 r. Estonia zyskała 22 punkty, Litwa i Łotwa po 17, Węgry 13, a Słowacja
                  10 punktów. Wolniej od nas doganiają Unię tylko Czesi, ale i tak są daleko
                  przed nami - informuje "Rz".

                  Kraje bałtyckie, które startowały z niższego niż Polska poziomu PKB na osobę,
                  rozwijały się w ostatnich latach tak szybko, że dwa z nich już nas pod tym
                  względem prześcignęły. Trzeci, Łotwa, jest wprawdzie nadal najbiedniejszym
                  krajem Unii, ale, jak przewiduje Komisja Europejska, już w 2007 roku stanie się
                  nim Polska. Uniknięcie tej sytuacji byłoby możliwe, gdyby nasza gospodarka
                  rozwijała się w tempie 6 - 7 proc. rocznie. Ale na osiągnięcie tak szybkiego
                  wzrostu nie ma raczej szans - zaznacza dziennik.

                  Spośród krajów, które przystąpiły do UE 1 maja 2004 roku, najwyższy poziom tego
                  wskaźnika odnotowano na Cyprze (83 proc. wobec 84 proc. w 2004 r.), w Słowenii
                  (80 proc. wobec 79 proc.), w Czechach (73 proc. wobec 71 proc.) i na Malcie (69
                  proc., bez zmian).

                  Wciąż najniższą część średniego unijnego PKB wypracowano w ub. roku w krajach
                  starających się o wejście do UE - Turcji (29 proc. wobec 27 proc.) oraz Rumunii
                  (31 proc. wobec 29 proc.) i Bułgarii (30 proc., bez zmian), choć już w
                  przypadku Chorwacji wskaźnik ten wyniósł 46 proc. (wobec 45 proc.).

                  Kraje, które w największym stopniu przekroczyły średni dla UE wskaźnik PKB per
                  capita, to: Luksemburg (248 proc. średniej wobec 227 proc. w 2004 r.), Irlandia
                  (137 proc. wobec 138 proc.), Dania (124 proc. wobec 122 proc.), Holandia (123
                  proc. wobec 125 proc.) i Austria (123 proc., bez zmian).

                  W przypadku strefy euro wskaźnik ten wyniósł 106 proc. średniej dla Unii 25
                  państw.

          • cecyliac Re: ciekawa książka o ekonomii 31.05.06, 13:45
            jesteś nasycony wiedzą i światem i zazdroszczę Ci tego. Ja jestem na poczatku
            (tak mozna powiedzieć drogi ...) może polecisz mi instytuje firmu ktore pozwola
            mi poznać system SAP?, Jestem jak na razie tylko oczytana .
            pozdrawim i miłego dnia
            c.



            amoremio napisała:

            > PS:
            > Bylem tez np. w brazylijskim Sao Paulo.
            > Kraj raczej wolny, ludzie tez raczej wolni,
            > napewno wolny kapitalizm, socjalizmu nie zauwazylem,
            > nawet troche (teatralnej,operetkowej,fasadowej) demokracji.
            > A czesc ludzi (ta wieksza czesc) wegetuje,
            > jak sie to mówi - jak zwierzeta........
            > Ergo: recepty á la Smith/Hayek/Friedman
            > /Reagan/Theatcher andsoon zbyt proste.
            >
            > OK, bye, Gute Nacht
    • wilhelm4 Re: ciekawa książka o ekonomii 24.05.06, 02:56
      so called "invisible hand" of wellfare :)


      A prawda jest m.w. taka,
      ze niestety :

      Kto ma forse, ten ma wplywy.
      Kto ma wplywy, ten ma prawo.
      Kto ma prawo, ten ma racje.

      Kto ma racje, ten ma sile.
      Kto ma sile, ten ma znajomosci.
      Kto ma znajomosci, ten ma forse.

      (Albo jak to bylo,
      juz zapomnialem.)
    • mr.superlatywny Re: ciekawa książka o ekonomii 12.06.06, 19:46
      O korporacjach ze ślepą pasją
      Adam Leszczyński 12-06-2006, ostatnia aktualizacja 12-06-2006 19:02

      Wierzysz, że współczesny kapitalizm to najlepszy z możliwych ustrojów? Dwie
      nowe książki o korporacjach i korporacyjnym życiu próbują leczyć z tego
      złudzenia


      Korporacja

      Joel Bakan

      przeł. Jerzy Paweł Listwan, Lepszy Świat, Warszawa



      Korporacyjne zwierzę

      Richard Conniff

      przeł. Piotr Amsterdamski, CiS, Warszawa


      Przesłanie książki "Korporacja" kanadyjskiego profesora Joela Bakana jest
      proste: główne instytucje współczesnego kapitalizmu - wielkie spółki akcyjne -
      to "instytucjonalni psychopaci". Dlaczego? Bo mają "prawny obowiązek" kierować
      się przede wszystkim finansowym zyskiem. Dlatego przerzucają rozmaite koszty
      swojego działania - np. ochronę zniszczonego środowiska czy leczenie ludzi,
      którym zaszkodziły ich produkty - na całe społeczeństwo. Według Bakana cała
      gospodarcza siła korporacji polega właśnie na tym - zarabiają, przerzucając
      prawdziwe koszty swojego działania na innych. Co więcej, ich odpowiedzialność
      jest zawsze ograniczona. Korporacje czasem upadają, ale zarząd i najwięksi
      akcjonariusze zwykle ratują z takiej katastrofy swoje wypchane portfele.

      Mówiąc krótko - według Bakana każda korporacja to od początku do końca
      przekręt. Tę tezę Bakan podpiera spisem występków korporacji przeciw ludzkości.
      Mamy tu bankructwa angielskich spółek kolonialnych z XVII w. (według Bakana -
      pierwszych korporacji), oszustwa w czasie budowy kolei w USA, niezdrowe
      jedzenie w McDonaldach, współpracę IBM z Trzecią Rzeszą, ogromne księgowe
      machinacje, które spowodowały upadek Enronu, wreszcie głośne w Ameryce plany
      poszukiwań ropy naftowej w rezerwatach na Alasce... Bakan nie wierzy w
      społeczną odpowiedzialność korporacji ani w ich kodeksy etyczne. To tylko
      zasłona dymna dla naiwnych (wszyscy przecież wiemy, że chodzi tylko o kasę).
      Podtytuł książki Bakana - "patologiczna pogoń za zyskiem i władzą" - mówi
      wszystko o jej emocjonalnym tonie i argumentacji.

      Mimo wielkich ambicji i szlachetnych pobudek Bakan napisał nie głęboką krytykę
      korporacji, ale polityczny pamflet, który ma wszystkie wady gatunku:
      histeryczny ton, skłonność do epitetów i do postrzegania świata w kategoriach
      czarne - białe. Nie dowiemy się z niego, czy korporacje kiedykolwiek przyniosły
      jakiś społeczny pożytek (autor przebąkuje tylko, że kompanie kolonialne
      powołano w XVII w. do życia dlatego, że pojedynczy biznesmeni nie byli w stanie
      realizować wielkich przedsięwzięć handlowych).

      Bakan może sugerować czytelnikowi, że historia się jeszcze nie skończyła i że
      współczesny kapitalizm można i warto jeszcze jakoś zmieniać na lepsze. Ale
      tylko tyle. Ostatecznie to książka napisana przez wierzącego dla wierzących,
      zwłaszcza że autor nie podsuwa żadnej nowej recepty na poprawę sytuacji. Bakan
      nie wie, czy korporacje trzeba zlikwidować, czy naprawić, i jak. Kiedy o tym
      pisze, natychmiast osuwa się w ogólniki. Trzeba "stworzyć prężną sferę
      publiczną" i "zakwestionować międzynarodowy neoliberalizm", a akcjonariusze i
      rządy powinni patrzeć zarządom na ręce. Świetnie: stwórzmy. Zakwestionujmy. I
      patrzmy na ręce. Tylko zabierzmy się za to od razu.

      Pozorną racjonalność działania wielkich firm - chociaż z zupełnie innego punktu
      widzenia - obnaża także Richard Conniff, autor książki "Korporacyjne zwierzę".
      Tutaj również teza jest prosta: w ludzkim stadzie, a więc także w wielkiej
      firmie, rządzą takie same zasady jak w świecie zwierząt. Ludzkie zachowania
      społeczne są uderzająco podobne do zachowań innych małp naczelnych. Kolejność
      zabierania głosu na posiedzeniu zarządu wielkiej spółki może przypominać więc
      Conniffowi np. kolejność iskania w stadzie pawianów. Ogromnej części pracy w
      wielkiej firmie nie można wytłumaczyć z punktu widzenia racjonalnej biznesowej
      troski o zysk - to czysta walka o dominację w stadzie, bój o status alfy.

      Dla kogoś, kto nie jest wyznawcą socjobiologii, książka Conniffa to przede
      wszystkim ogromny zbiór często zabawnych przykładów, jak mało wspólnego z
      jakimkolwiek zdrowym rozsądkiem może mieć praca w wielkiej korporacji. Nałogowy
      czytelnik "Dilberta" będzie bawił się świetnie przy lekturze, chociaż pewnie
      nie dowie się z niej zbyt wiele nowego.

      "Korporacyjne zwierzę" - jak wiele książek pisanych przez socjobiologów - ma
      jednak istotną wadę: mówi wiele o zwierzęcej stronie ludzkiej natury, ale nic o
      jej ludzkim pierwiastku. Być może pracownik korporacji czymś się jednak różni
      od przeciętnego pawiana - poza tym, że zakłada garnitur? Misjonarskie
      przekonanie, że wszystko, co społeczne, można wytłumaczyć biologią, często
      prowadzi Conniffa na manowce. Co gorsza, całkowity brak autoironii nie pozwala
      mu ich dostrzec. "Na przykład uśmiech dosłownie schładza mózg - pisze ze
      śmiertelną powagą. - Ruchy mięśni wywołujące na twarzy uśmiech zwiększają
      objętość powietrza wdychanego nosem, co powoduje spadek temperatury w tętnicach
      w tym obszarze, a wobec tego do mózgu dociera nieco chłodniejsza krew. Lepsze
      chłodzenie poprawia nastrój".

      Muszę wyznać, że mój nastrój poprawiła lektura tego fragmentu. Mimo to mogę
      polecić Conniffa każdemu, kto wierzy, że współczesna korporacja to szczytowe
      osiągnięcie czystego rozumu i zimnej biznesowej kalkulacji. Leczy skutecznie.

    • amoremio Re: ciekawa książka o CONSULTINGU 30.06.06, 04:59
      Polecam Wam b.ciekawa ksiazke, aktualny verkaufsschlager wsród
      ekonomistów/managerów/konsultantów/studentów/.../hochsztaplerów:)
      oraz fundamentalnych krytyków z obozu Zwiazków Zawodowych:)) w Niemczech,
      o ("demaskacji" przemyslu) consultingu :

      TOMAS LEIF - "BERATEN & VERKAUFT"

      Autor naprawde wie, o czym pisze, bo juznalista/konsultant/politberater.
      Bezpardonowe przeswietlenie mechanizmów tego (sztucznego) swiatka.

      Gwarantuje Wam - naiwny Czytelnik madrzeje, a stare Wygi tez jeszcze
      cos znajda. Pomaga posortowac mysli na ten (kontrowersyjny) temat.

      Niezaleznie, czy sie konsulting kocha, czy nienawidzi,
      czy sie w nim dziala, czy po drugiej stronie,
      czy sie z nim, czy sie z niego zyje
      - ksiazka >>>otwiera oczy<<<, polecam.

      Superfacet, superksiazka, dotychczas chyba tylko po niemiecku.


      -----------------

      PS1: Acha, ja nie dostaje - niestety - zadnej prowizji za tut.reklame, hehe.
      PS2: Acha, autor nie ma na mysli SAP-konsultingu, napewno nie. :)))

      pzdr znad Renu !

      PS3: Ale mi to krzykactwo wyszlo - moze jednak przesiade sie na marketing ??
      • lecdzi Re: ciekawa książka o CONSULTINGU 30.06.06, 09:58
        coz, chcialbym zaprotestowac insynuacji, iz wrzucajac ten post dzialalem z
        pobudek finansowych. otoz ksiazka "Krotki kurs ekonomii" jest zbiorem tekstow z
        roznych gazet autorstwa mojego Taty, Krzysztofa Dzierżawskiego. jest to ksiazka
        wydana posmiertnie. dla ludzi, ktorzy interesuja sie polska gospodarka, ekonomia
        moze byc wartosciowa pozycja. nie dostaje za sprzedane egzemplarze ani zlotowki.
        pozdrawiam,
        Lech Dzierżawski

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka