chetnego do wspolpracy...

11.02.03, 21:45
Witam,

Szukam sobie w tej chwili konsultanta do Purchase module, CO, Logistic (itp).
Mam kilka zagwostek do rozwikladnia, (kilka dni) byc moze wspolpraca na
zasadach oswojonego-konsultanta.
Nie chce firmy za 800E/dzien - wole Sapowca renesansu ;) (z
doswiadczeniem!!!). Warszawa.

Chetnych prosze o kilka slow o sobie w mailu.

pozdrawiam,
Jacek
    • dtylczyn Re: chetnego do wspolpracy... 13.03.03, 17:46
      > Szukam sobie w tej chwili konsultanta do Purchase module, CO, Logistic (itp).
      > Mam kilka zagwostek do rozwikladnia, (kilka dni) byc moze wspolpraca na
      > zasadach oswojonego-konsultanta.
      > Nie chce firmy za 800E/dzien - wole Sapowca renesansu ;) (z
      > doswiadczeniem!!!). Warszawa.

      Obawiam sie, ze wlasnie "sapowcy rensesansu" (doswiadczenie w kilku modulach,
      ABAP, workflow, interfejsy) biora 800E/dzien albo wiecej. Placi sie za jakosc i
      fachowosc, a w ostatecznym rozliczeniu wychodzi taniej pracowac z
      takim "drogim" konsultantem. Inaczej najpierw zaplacisz taniemu, bedziesz sie
      meczyl z nim przez jakis czas i w koncu zaplacisz ponownie komus kto posprzata
      po tym tanim...
      Dominik
      • jacus2 Re: chetnego do wspolpracy... 13.03.03, 21:14
        dtylczyn napisał:

        > Obawiam sie, ze wlasnie "sapowcy rensesansu" (doswiadczenie w kilku modulach,
        > ABAP, workflow, interfejsy) biora 800E/dzien albo wiecej. Placi sie za jakosc
        i
        >
        > fachowosc, a w ostatecznym rozliczeniu wychodzi taniej pracowac z
        > takim "drogim" konsultantem. Inaczej najpierw zaplacisz taniemu, bedziesz sie
        > meczyl z nim przez jakis czas i w koncu zaplacisz ponownie komus kto
        posprzata po tym tanim...

        I tu sie nie zgodze. Za 800E moge miec cala rzesze konsultantow - ot po prostu
        podpisuje umowe z firma konsultingowa i nie martwie sie, ze Konsultant Kazio
        czegos nie wie. Firme zawsze latwiej jest postawic do pionu gdy cos sknoci.
        Trzeba tylko pilnowac tylko firme ciezka firme, bo inaczej mozna zostac
        orznietym jak przez szwajcarskiego oberzyste ;)

        Jacek
        • dtylczyn Re: chetnego do wspolpracy... 14.03.03, 09:28
          jacus2 napisał:
          > I tu sie nie zgodze. Za 800E moge miec cala rzesze konsultantow - ot po
          prostu
          > podpisuje umowe z firma konsultingowa i nie martwie sie, ze Konsultant Kazio
          > czegos nie wie. Firme zawsze latwiej jest postawic do pionu gdy cos sknoci.
          > Trzeba tylko pilnowac tylko firme ciezka firme, bo inaczej mozna zostac
          > orznietym jak przez szwajcarskiego oberzyste ;)

          Pewnie i mozesz miec cala rzesze konsultantow, tylko po co? Troche popracowalem
          na roznych projektach i moim zdaniem rzecz cala w indywidualnych relacjach
          miedzyludzkich. Czesto sie zdaza, ze podpisujac umowe z firma widzisz super-
          konsultantow, ktorzy sie potem nie pojawia wiecej i zostana zastapien przez
          mniej wykwalifikowane egzemplarze zwykle po tych samych stawkach. Stawialbym
          jednak na wspolprace z ludzmi a nie z firma.
          Dominik
          • jacus2 Re: chetnego do wspolpracy... 15.03.03, 00:16
            dtylczyn napisał:

            > Pewnie i mozesz miec cala rzesze konsultantow, tylko po co? Troche
            popracowalem
            > na roznych projektach i moim zdaniem rzecz cala w indywidualnych relacjach
            > miedzyludzkich. Czesto sie zdaza, ze podpisujac umowe z firma widzisz super-
            > konsultantow, ktorzy sie potem nie pojawia wiecej i zostana zastapien przez
            > mniej wykwalifikowane egzemplarze zwykle po tych samych stawkach.

            To fakt. Firme stanowia ludzie. Moim zdaniem (a prowadzilem tez kilka projektow
            wdrozeniowych) od tego jak uklada sie wspolpraca z "firma kosultingowa" zalezy
            od trzech rzeczy 1. Firmy i zatrudnionych tam ludzi 2. Jak krotko sie to firme
            trzyma 3. Zorientowania na wynik i odrobiny szczescia :)).
            Ilekroc sie firmie popuscilo (patrz pkt2) tyle razy otrzymywalo sie cos innego
            niz sie zamawialo (oczekiwalo). WIdzialem raz kilkset(!) stronicowy dokument
            opracowany na potrzeby firmy a dot. SAPa, z ktorego NIC nie wynikalo. Raport
            opracowany przez firme z wielkiej 5.

            Faktem jest, ze kiedy pojawia sie klopoty, latwiej jest wyegzekwowac swoje od
            firmy, niz od wolnego strzelca - nawet jesli jest/byl on pracownkiem tejze.

            pozdrawiam,
            Jacek
            • dtylczyn Re: chetnego do wspolpracy... 15.03.03, 23:11
              jacus2 napisał:
              > Ilekroc sie firmie popuscilo (patrz pkt2) tyle razy otrzymywalo sie cos
              innego
              > niz sie zamawialo (oczekiwalo).

              I tu jest moim zdaniem sedno sprawy, czyli wzajemne zrozumienie oczekiwan i
              tego co sie chce. Czesto jest bowiem tak, ze firma wdrazajaca ERP (tzn firma,
              ktora bedzie ten sysem wykorzystywac) nie wie czego tak na prawde chce. Wtedy
              podpisuje umowe, najlepiej fixed price z jakas firma wdrozeniowa, na ogolnie
              pojete wdrozenie. Czyli wiecie panowie, chcemy wdrozyc SAPa, ale tak na prawde
              nie do konca wiemy jak dziala nasza firma i co chcemy miec wdrozone i jak
              uzywac systemu, ale zaplacimy wam 1k Euro/dzien i zrobcie tak zeby bylo dobrze.
              To jest prosta recepta na kleske wdrozenia.

              > Faktem jest, ze kiedy pojawia sie klopoty, latwiej jest wyegzekwowac swoje od
              > firmy, niz od wolnego strzelca - nawet jesli jest/byl on pracownkiem tejze.

              Z tym stwierdzeniem sie nie zgodze. Dobre relacje miedzy zespolem wdrozeniowym
              a konsultantem pozwalaja uzyskac znacznie wiecej, nawet sporo ponad to co bylo
              zapisane w kontrakcie niz oficjalne starcie na poziomie firma-firma.
              Przynajmniej takie jest moje doswiadczenie - jestem w stanie zrobic znacznie
              wiecej dla ludzi, ktorych znam, szanuje, i z ktorymi mi sie dobrze pracuje, niz
              wtedy gdy odgorne naciski stawiaja mnie do pionu.

              W kazdym razie, faktem jest, ze wszystkie "miekkie" kwestie maja znacznie
              wieksze znaczenie dla powodzenie wdrozenia niz zagadnienia techniczne.

              pozdrawiam
              Dominik
              www.icg.pl
              • jacus2 Re: chetnego do wspolpracy... 17.03.03, 11:02
                dtylczyn napisał:

                >... Czesto jest bowiem tak, ze firma wdrazajaca ERP (tzn firma,
                > ktora bedzie ten sysem wykorzystywac) nie wie czego tak na prawde chce. Wtedy
                > podpisuje umowe, najlepiej fixed price z jakas firma wdrozeniowa, na ogolnie
                > pojete wdrozenie. Czyli wiecie panowie, chcemy wdrozyc SAPa, ale tak na
                prawde
                > nie do konca wiemy jak dziala nasza firma i co chcemy miec wdrozone i jak
                > uzywac systemu, ale zaplacimy wam 1k Euro/dzien i zrobcie tak zeby bylo
                dobrze.

                IMHO: Jest kilka firm konsultingowych, ktore dzialaja wlasnie w taki sposob (i
                nie dotyczy to wylacznie SAP). Zaczyna sie problem, jesli dokladnie wiem, co
                chce uzyskac, znam zares czasochlonnosci, mam gotowych ludzi, ktorzy moga
                odpowiedziec na kazde pytanie etc. Powoduje to pewna dezorientacje (tak to
                odbieram) firmy. Smieszy (a moze wkurza), ze zakres prac ktory powinien zajac
                np. 20 dni (i to z lekkim okladem) firma wycenia np. na 40 dni. Przyczym, znaja
                szczegolowy zakres prac.

                > To jest prosta recepta na kleske wdrozenia.

                To fakt ;)

                > > Faktem jest, ze kiedy pojawia sie klopoty, latwiej jest wyegzekwowac swoje
                > od
                > > firmy, niz od wolnego strzelca - nawet jesli jest/byl on pracownkiem tejze
                > .
                >
                > Z tym stwierdzeniem sie nie zgodze. Dobre relacje miedzy zespolem
                wdrozeniowym
                > a konsultantem pozwalaja uzyskac znacznie wiecej, nawet sporo ponad to co
                bylo
                > zapisane w kontrakcie niz oficjalne starcie na poziomie firma-firma.

                Mea culpa, zle sie wyrazilem. Zgadzam sie w 100%. Najwazniejsze jest poczucie
                odpowiedzialnosci z obu stron. Nie mialem na mysli "donoszenia" w przypadku
                jego pomylki, czy spoznienia (itp), ale sytuacje gdy firma
                wysyla "konsultanta", ktory ma mniej niz mgliste pojecie o tym co ma zrobic,
                awanturuje sie itp.

                > Przynajmniej takie jest moje doswiadczenie - jestem w stanie zrobic znacznie
                > wiecej dla ludzi, ktorych znam, szanuje, i z ktorymi mi sie dobrze pracuje, >
                niz wtedy gdy odgorne naciski stawiaja mnie do pionu.

                Zdarzylo mi sie, ze firma po zakonczeniu prac odmowila korekty. Zostal
                podpisany protokół zdawczo-odbiorczy, bo "dzielo" na pierwszy rzut oka
                funkcjonowalo prawidlowo (i to byl moj blad). Tymczasem braki w niekorych
                funkcjonalnosci wyszly po jakims czasie (np. podczas sporzadzania listy plac w
                nietuzinkowych przypadkach). Ani konsultant, ani firma nie poczuwala sie do
                wprowadzenia poprawek.

                > W kazdym razie, faktem jest, ze wszystkie "miekkie" kwestie maja znacznie
                > wieksze znaczenie dla powodzenie wdrozenia niz zagadnienia techniczne.

                Co racja to racja.
                Jacek
                • dtylczyn Re: chetnego do wspolpracy... 18.03.03, 09:24
                  jacus2 napisał:
                  > IMHO: Jest kilka firm konsultingowych, ktore dzialaja wlasnie w taki sposob
                  (i
                  > nie dotyczy to wylacznie SAP). Zaczyna sie problem, jesli dokladnie wiem, co
                  > chce uzyskac, znam zares czasochlonnosci, mam gotowych ludzi, ktorzy moga
                  > odpowiedziec na kazde pytanie etc. Powoduje to pewna dezorientacje (tak to
                  > odbieram) firmy. Smieszy (a moze wkurza), ze zakres prac ktory powinien zajac
                  > np. 20 dni (i to z lekkim okladem) firma wycenia np. na 40 dni. Przyczym,
                  znaja
                  >
                  > szczegolowy zakres prac.

                  Jest wiec, moim zdaniem idealnym klientem wdrazajacym system - wiesz dokladnie
                  co chcesz uzyskac, masz kompetentnych, gotowych do wspolpracy ludzi i jeszcze
                  potrafisz pomoc w ocenie pracochlonnosci. Dlaczego nie ma takich wiecej...?


                  > Mea culpa, zle sie wyrazilem. Zgadzam sie w 100%. Najwazniejsze jest poczucie
                  > odpowiedzialnosci z obu stron. Nie mialem na mysli "donoszenia" w przypadku
                  > jego pomylki, czy spoznienia (itp), ale sytuacje gdy firma
                  > wysyla "konsultanta", ktory ma mniej niz mgliste pojecie o tym co ma zrobic,
                  > awanturuje sie itp.

                  Z takim co ma mgliste pojecie to jeszcze nie problem - zawsze mozna odeslac do
                  domu i nie placic. Natomiast awanturnikow to mozna potraktowac tylko w
                  kategoriach kabaretowych. Szczerze mowiac to sie jeszcze z czmys takim nie
                  spotkalem. Moze gosc byl przemeczony, zestresowany i mu sie cos poluznilo?

                  > Zdarzylo mi sie, ze firma po zakonczeniu prac odmowila korekty. Zostal
                  > podpisany protokół zdawczo-odbiorczy, bo "dzielo" na pierwszy rzut oka
                  > funkcjonowalo prawidlowo (i to byl moj blad). Tymczasem braki w niekorych
                  > funkcjonalnosci wyszly po jakims czasie (np. podczas sporzadzania listy plac
                  w
                  > nietuzinkowych przypadkach). Ani konsultant, ani firma nie poczuwala sie do
                  > wprowadzenia poprawek.

                  Moim zdaniem to jest efekt umawiania sie na fixed price. Niby wiemy co trzeba
                  zrobic i za ile, ale potem jak cos sie wylyzwi to nikt sie nie poczuwa do
                  wprowadzenia poprawek. Przeciez projekt zostal zrobiony, formalnie odebrany i
                  co najwazniejsze zaplacony. W tak duzych i skomplikowanych systemach jak SAP
                  zawsze jakas niespodzianka wyjdzie w czasie produkcyjnej eksploatacji. Uwazam,
                  ze formula time-and-material lepiej to rozwiazuje. Kupujesz wtedy konsultanta
                  na dniowki, mowisz co ma zrobic i on to robi. Traktujesz go jak swojego
                  pracownika. Dysponujesz przy tym wystarczajaca wiedza i doswiadczeniem, zeby
                  ocenic czy konsultant faktycznie zasluguje na swoja stawke. Mozesz sie
                  oczywiscie nie zgodzic z tym moim radykalnym podejsciem, ale z paroma klientami
                  tak wlasnie wspolpracuje, wspolpracuje harmonijnie dodam od ladnych kilku lat.


                  > > W kazdym razie, faktem jest, ze wszystkie "miekkie" kwestie maja znacznie
                  > > wieksze znaczenie dla powodzenie wdrozenia niz zagadnienia techniczne.
                  >
                  > Co racja to racja.
                  Zeby wszyscy mieli taka swiadomosc...

                  Dominik
                  www.icg.pl
    • dtylczyn Re: chetnego do wspolpracy... 13.03.03, 17:49
      > Szukam sobie w tej chwili konsultanta do Purchase module, CO, Logistic (itp).
      > Mam kilka zagwostek do rozwikladnia, (kilka dni) byc moze wspolpraca na
      > zasadach oswojonego-konsultanta.
      Co to za zagwostki?
      Dominik
Pełna wersja