Dodaj do ulubionych

red. Stefan Bratkowski w poznańskiej tv

02.04.06, 18:33
W poznańskiej tv można dziś było znowu posłuchać red. Stefana Bratkowskiego,
znanego posenofila i człowieka, który wie wszystko, człowieka, który na
wszystkim się zna, i człowieka, który zna odpowiedź na wszystkie pytania.

Redaktor opowiadał dzisiaj o podkaliskim Liskowie i działalności księdza
prałata Wacława Blizińskiego. Szczerze ubolewał, że w XIX wieku w seminarium
diecezji kujawsko-kaliskiej seminarzystów nie uczono... psychologii i
socjologii (sic!). Rozwodził się przy tym szeroko, że "Królestwo Polskie było
pod tym względem zacofane o jakieś trzydzieści-czterdzieści lat". Cóż, o tym,
że w seminariach diecezji gnieźnieńskiej i poznańskiej w ogóle niczego nie
uczono, bo w ogóle seminariów w owym czasie tam nie było, powiedzieć
zapomniał.

Rzecz jasna słowo "Kalisz" lub "kaliski" redaktorowi Bratkowskiemu przez usta
nie przeszło ani razu. Na koniec nie omieszkał jednak - już z ogromną
łatwością - wygłosić powtarzanej do znudzenia ramotki: "nie należy snuć
fantastycznych planów, tylko zastanowić się, co można razem zrobić [dla
Wielkopolski]". Nie wspominałbym o tym, gdyby nie to, że ramotka redaktora
zrobiła taką furorę, że przytoczył ją [już jako myśl własną] nawet jeden z
naszych forumowiczów.
Obserwuj wątek
    • kaliszanin2 Re: red. Stefan Bratkowski w poznańskiej tv 03.04.06, 11:35
      wielkopolskawschodnia napisał:

      > (...)można dziś było znowu posłuchać red. Stefana Bratkowskiego,
      > znanego posenofila (...)

      Słowo "posenofil" jest w przypadku Bratkowskiego bardzo niesprawiedliwe.
      Cokolwiek o nim sądzić, to jednak zawsze był on zafascynowany skutecznością
      polskiej pracy organicznej w Poznańskiem (b. zaborze pruskim) i jej
      zwieńczenia - Powstania Wielkopolskiego.

      To nie te tradycje tak nam dzisiaj szkodzą, tylko jakaś dzisiejsza dziwaczna
      poznańska buta, kształtowanie Wielkopolski na podobieństwo bananowej
      latynoskiej republiki z wielką rakowato rozrośniętą stołeczną głową (czy też
      raczej wodogłowiem) i rachitycznym, zamierającym ciałkiem rustykalnego regionu.

      Swoją drogą to ze sprowadzeniem regionu do roli wyjątkowego zadupia (mało gdzie
      w Polsce miasta są tak rachityczne w porównaniu z siedzibą województwa) idzie
      Poznaniowi świetnie. Ciekawe tylko, że wobec tych sukcesów tak się dziwią, że
      coś im z miastem zaczyna się dziać nie tak ("miasto na zakręcie") - pewnie im
      się w głowach nie mieści, że mogłoby to mieć coś wspólnego z zapleczem. Oni
      dzisiaj chyba nie potrafiliby przeciwstawić się, jak ich przodkowie,
      ewentualnemu zaborcy co - ani w pracy organicznej, ani w powstaniu.
      • wielkopolskawschodnia Re: red. Stefan Bratkowski w poznańskiej tv 03.04.06, 13:40
        Kaliszaninie2 - myślę, że dzisiejsza poznańska buta (tak bardzo zresztą
        przypominająca pruską butę) nie wzięła się znikąd. Wspomnę tu jeden smutny
        fakt: w dwudziestoleciu międzywojennym poznanianie pogardliwie nazywali
        listopadowe święto odzyskania niepodległości "francuskim świętem"...

        Naprawdę uważasz, że powstanie (pół)wielkopolskie w ogóle by wybuchło (i
        powiodło się), gdyby wcześniej nie odzyskano niepodległości w Królestwie,
        Galicji i na Litwie? Naprawdę tak uważasz?
        • kaliszanin2 Nie wiem czy wybuchłoby powstanie 03.04.06, 20:45
          Możliwe, że poznaniacy tylko wykorzystali okoliczności, ale jest faktem, że
          element polski zajadle konkurował w Poznańskiem z Niemcami, a od absolutnej
          klapy Hakaty była to konkurencja niezwykle skuteczna - od tej pory
          systematycznie spadał tam odsetek ludności niemieckojęzycznej.
    • geograf2006 Re: red. Stefan Bratkowski w poznańskiej tv 03.04.06, 23:33
      > Rozwodził się przy tym szeroko, że "Królestwo Polskie było
      > pod tym względem zacofane o jakieś trzydzieści-czterdzieści lat". Cóż, o tym,
      > że w seminariach diecezji gnieźnieńskiej i poznańskiej w ogóle niczego nie
      > uczono, bo w ogóle seminariów w owym czasie tam nie było, powiedzieć
      > zapomniał.

      Seminarium w Poznaniu powstało w 1781 roku i prowadzone było początkowo przez
      księży misjonarzy. W 1831 roku, w wyniku przegranego powstania listopadowego,
      władze pruskie chciały je zamknąć w ramach represji (mimo, że powstanie nie
      objęło Wielkiego Księstwa), ale na skutek pertraktacji abp Marcina Dunina
      przeprowadzono tylko jego reorganizację. Po trzech latach seminarium
      teoretycznego klerycy czwarty rok nauki spędzali w seminarium praktycznym w
      Gnieźnie. Władze pruskie kontrolowały dobór profesorów, z biegiem czasu
      umieszczając tam głównie Niemców. W 1841 r prawie wszystkie przedmioty
      prowadzono po niemiecku. Kolejny abp Leon Przyłuski zdołał do 1860 roku
      wyrugować niemczyznę z seminarium, za wyjątkiem kilku przedmiotów.
      Na skutek zignorowania przez abp Ledóchowskiego ustaw majowych i na fali
      kultukampfu, w 1873 roku władze pruskie zamykają seminarium duchowne w
      Poznaniu, a w 1875 roku w Gnieźnie.
      Jego działalność została wznowiona w 1889 roku, po pertraktacjach abp Juliusa
      Dindera, z językiem wykładowym głównie niemieckim, ale z lektoratem z języka
      polskiego dla niemieckich kleryków (!).

      Seminarium duchowne było w Poznaniu jedyną uczelnią, której nie udało się
      Niemcom do końca zgermanizować. Nie działało jedynie w latach 1873-1889, w więc
      w najgorszym okresie kulturkampfu.

      Skoro tak dobrze się znasz na historii, to przynajmniej jej nie przekłamuj.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka