przemysz
29.12.04, 23:02
O 6.30 rano w każdy przedświąteczny poniedziałek na dworcu PKS w
Siemiatyczach zawsze jest tłum ludzi. Zanim podjedzie autobus z tablicą
Bruksela – Siemiatycze widać grupki osób oczekujących na swoich bliskich.
Jedni odbierają paczki lub przesyłki inni witają powracającą na kilka dni
rodzinę.
Mimo że Polska jest już od pół roku członkiem Unii Europejskiej,
to „brukselczycy” z Siemiatycz nadal nie mają w Belgii łatwego życia. Pracują
na czarno, nie są ubezpieczeni, nie mogą korzystać z bezpłatnej opieki
medycznej, a co najciekawsze – jak twierdzą – nie stanowi to dla nich
większego problemu. Powód – pracując na czarno są „zwolnieni” z płacenia
wysokich belgijskich podatków, a jak trzeba skorzystać z wizyty u lekarza, to
zawsze można przecież wrócić do Siemiatycz.
Miasto dumne ze statystyk
Siemiatyczanie przez lata żyjący w Belgii nauczyli się omijać wszelkie
urzędowe kontrole. Z wejścia do Unii cieszą się jedynie dlatego, że władze
belgijskie nie deportują już polskich, nielegalnych pracowników.
Z całej Polski – z powiatu siemiatyckiego około 3 tys – w Brukseli przebywa
obecnie 20 tysięcy osób. Pracy legalnej nikt tam szczególnie nie wygląda.
– Jeżeli nawet będzie taka możliwość, aby zostać zatrudnionym jako
pełnoprawny mieszkaniec starych krajów Unii to ci, którzy obecnie pracują,
będą woleli zarabiać na czarno. Obecnie stawka za godzinę pracy sprzątających
kobiet waha się od 6 do 10 euro. Legalnie spadłaby zapewne do sześciu –
tłumaczy 34-letnia Edyta, pracująca przed kilkoma laty w Brukseli.
W Siemiatyczach bezrobocie oficjalnie wynosi około 8 procent, ponieważ osoby
wyjeżdżające do Brukseli w pośredniaku się nie rejestrują. Władze miejskie i
powiatowe są dumne z niskich wskaźników i nierzadko właśnie sobie przypisują
taki stan. W rzeczywistości rynek pracy w Siemiatyczach jest gorszy niż w
innych podobnych powiatach. W Powiatowym Urzędzie Pracy zarejestrowanych jest
obecnie prawie 1700 osób. Do tej liczby mało kto jednak dolicza około 3
tysięcy – tyle przewożą firmy przewozowe – sprzątaczek i murarzy z powiatu
siemiatyckiego zarabiających w Belgii.
– Trudno tak naprawdę określić, ile osób dokładnie tam pracuje. Nie mamy
żadnych narzędzi prawnych, aby ich policzyć. Na pewno ma to wpływ na
wskaźniki bezrobocia w Siemiatyczach – tłumaczą pracownicy siemiatyckiego
pośredniaka.
Atmosfera jest miła
Wejście Polski do Unii świętowano w Siemiatyczach wyjątkowo. W mieście
zorganizowano festyn europejski, a uczniowie wszystkich miejskich szkół
nieśli ulicami flagi europejskie. Nieoficjalną wizytą tuż przed 1 maja
zaskoczył siemiatyckich samorządowców ambasador Belgii w Polsce,
zaniepokojony zbliżającą się, nową falą emigrantów. Miasto obiegła plotka, że
dyplomata przyjechał do miasteczka, aby ułatwić mieszkańcom zarobkowanie w
stolicy Unii. Jednak szybko się okazało, że było całkowicie odwrotnie.
Kontakty samorządu z dyplomacją belgijską stały się w Siemiatyczach normą.
Szkoda tylko, że nic większego z nich nie wynikło.
– Byłem ostatnio na przyjęciu u ambasadora Belgii. Spędziliśmy czas w bardzo
miłej atmosferze – pochwalił się podczas ostatniej sesji burmistrz Siemiatycz
Zbigniew Radomski.
Praca tylko dla Polaka
Siemiatyczanie w Brukseli to dobrze znana grupa społeczna. Pracują zazwyczaj
w małych firmach budowlanych, gastronomii oraz przy sprzątaniu. Większość
siemiatyczan żyje tam z dnia na dzień, a zarobione z trudem pieniądze
konsumuje w kraju.
– To, co wykonują w większości Polacy, to nie jest praca dla Belgów. Nie
wiem, czy ktoś od nich chciałby sprzątać cudze łazienki lub opiekować się
starszymi ludźmi. Czasami kobiety muszą nawet cerować skarpetki Belgom,
którzy, nie wiedzieć czemu, nie mogą sobie kupić nowych – dodaje pani Edyta.
Do dyspozycji siemiatyccy emigranci mają w Brukseli polskie piekarnie,
wypożyczalnie wideo oraz własne dyskoteki i nocne kluby. Urzędy pracy z
Siemiatycz i Brukseli nie nawiązały jeszcze żadnej współpracy. Nic nie
zapowiada się na to, że szybko ulegnie to zmianie.
– To nie jest w ogóle możliwe. Do nas nie docierają żadne oferty legalnej
pracy stamtąd, ponieważ Belgia wprowadziła okresy przejściowe. Mamy oferty z
Anglii, Irlandii czy Szwecji. Te kraje zezwoliły na zatrudnianie Polaków.
Trudno byłoby również określić stanowiska pracy dla siemiatyczan tam
pracujących – powiedział Radosław Kowalczuk, pełnomocnik powiatowy programu
Eures w Powiatowy Urzędzie pracy w Siemiatyczach.
Legalnie za dwa lata
Wbrew pozorom rząd belgijski mieszkańcom powiatu siemiatyckiego wyświadczył
ogromną przysługę wprowadzając zaraz po pierwszym maja okresy przejściowe w
dostępie do rynku pracy. Jeszcze przez dwa najbliższe lata siemiatyczanie nie
będą musieli rozliczać się z fiskusem, ponieważ oficjalnie nie są tam
zatrudnieni. Żadne urzędy ani belgijskie skarbówki nie wiedzą o ich
istnieniu. Prawdopodobnie w 2007 roku ulegnie to zmianie.
– Obecnie jest tak, że za wizyty u lekarza czy dentysty się płaci. Jednak
większość ludzi w czasie pobytu na święta w Polsce korzysta z prywatnych
wizyt u lekarzy. Praca legalna to raczej nic ciekawego. Kto by chciał
pracować na budowie za pięć czy sześć euro – powiedział Maciek Prokopiuk, 28-
letni siemiatyczanin pracujący obecnie w Belgii.
Świętują jak u siebie
Siemiatyccy emigranci na święta zawsze starają się wracać do swoich polskich
rodzin. Jednak coraz częściej się zdarza, że wigilijny stół jest
przygotowywany na obczyźnie. Nie przeszkadza to oczywiście w kultywowaniu
polskich tradycji, a typowe świąteczne dania smakują wraz z Polakami
zaprzyjaźnieni Belgowie.
Ci, którzy nie wracają do Polski, zapraszają na świąteczną gościnę również
swoich znajomych z Siemiatycz pracujących w Brukseli. Atmosferę świąteczną
czuje się wśród Polaków na emigracji.
– Jest w Brukseli polski kościół i zawsze można zajść na wigilijną Pasterkę
odprawianą przez księdza z kraju. Owszem, ci którzy zostają, starają się ze
sobą spotkać i przełamać opłatkiem. W polskim sklepie można kupić praktycznie
wszystko to samo, co w Polsce. Kiedyś było tak, że człowiek tęsknił za
naszymi wędlinami. Obecnie wszystko jest dostępne również i tam. Pamiętam, że
przed 15 laty, jak moja mama wracała na święta do Siemiatycz, to zwykły
czekoladowy batonik był czymś niezwykłym, ponieważ w kraju nic nie było –
powiedziała pani Edyta z Siemiatycz.
Świąteczny weekend w Brukseli
Siemiatycki PKS w okresie świąt przeżywa prawdziwe oblężenie. Wówczas
wysyłanych jest sporo autobusów do Brukseli. Większość siemiatyczan wraca z
Belgii do Siemiatycz na kilka dni, ale bywa i tak, że PKS dowozi do Brukseli
siemiatyckie dzieci. Chodzi o to, że są małżeństwa, które pracują tam od lat,
a swoje pociechy w Polsce zostawiają pod opieką dziadków i bliskiej rodziny.
Kilka razy w roku dzieci mieszkające w Polsce jeżdżą do swoich rodziców –
między innymi na święta Bożego Narodzenia. PKS musiał nawet poszerzyć przez
to zakres świadczonych przez siebie usług.
– Jest taka możliwość już od jakiegoś czasu, że jesteśmy w stanie zapewnić
kompleksową opiekę dzieciom w czasie podróży do Brukseli. Nie muszą one
jechać na święta z osobistym opiekunem, ponieważ my się tym zajmiemy. Na
miejscu zawieziemy je pod wskazany adres – powiedział Lech Żygiełło,
kierownik działu przewozów w PKS w Siemiatyczach.
Natomiast starsi siemiatyczanie, chcący odwiedzić w święta swoje rodziny w
Belgii, mają liczne zniżki w cenie biletów do Brukseli. Przejazd emeryta PKS-
em w czasie świąt kosztuje tylko 110 złotych. To bardzo mało, ponieważ bilet
normalny do Belgii kosztuje ponad 200 złotych.
– Mamy taką specjalną ofertę dla seniorów. Musimy być konkurencyjni, ponieważ
w Siemiatyczach jest coraz więcej prywatny