I znowu Belgia...

27.04.06, 10:50
wiadomosci.onet.pl/1331604,2677,kioskart.html
    • czesiula Re: I znowu Belgia... 27.04.06, 19:08
      Można to pozostawić bez komentarza...
    • high_level Belgijcy z Siemiatycz 28.04.06, 06:44
      Cena rozłąki

      – Belgia im to zrobiła! – mówi Jadwiga Kondraciuk z Siemiatycz. – Rozbite
      małżeństwa, ludzie połamani od ciężkiej roboty, ale najbardziej pokrzywdzeni są
      młodzi. Żyją bez rodziców, sięgają po narkotyki, wyrastają na egoistów, dla
      których liczą się tylko pieniądze. O tym jednak niewiele osób chce mówić, a
      jeszcze mniej słuchać.

      W Siemiatyczach, ponad 16-tysięcznym miasteczku we wschodniej Polsce, biedy nie
      widać, chociaż to osławiona Polska B. Najniższe w województwie bezrobocie,
      najwięcej zarejestrowanych samochodów. Na parkingach rzadko stoją maluchy albo
      stare golfy – auta niezamożnych. W centrum piękne, odnowione domy, na murach
      tablice reklamowe szkół językowych konkurują z graficiarzami. Miasteczko
      upstrzone jest sprayowymi pracami, choć puszka farby kosztuje aż 10 zł i na
      niewiele wystarcza.

      W sklepach nawet staruszki robią duże zakupy. Nie kupują parówki dla pieska czy
      plasterka szynki dla kotka. Nie mają czasu na takie błahostki. – Dwa kilo
      kiełbasy, masło, dwa chleby – mówi ubrana w czerń kobiecina. – Te moje wnuki
      tak dużo jedzą – tłumaczy. – Syn z synową pracują w Belgii, tak jak większość
      tutejszych. Przesyłają pieniądze.

      – Z nami do Europy – obwieszcza szyld reklamujący regularną linię kursów
      siemiatyckiego PKS-u. Ilu skusił? Niedawno szacowano, że przynajmniej trzy
      tysiące mieszkańców. Socjologowie Ziemowit Hirszfeld i Paweł Kaczmarczyk z UW
      uważają, że w każdej rodzinie z Siemiatycz znajdzie się osoba wyjeżdżająca do
      pracy do Belgii. I chociaż mieszkańcy Podlasia przywożą sporo pieniędzy, to
      topią je w nieracjonalne inwestycje, np. budowę kolejnego domu albo w życie na
      pokaz, wypełnione zakupami. Zdaniem Hirszfelda i Kaczmarka wiele wskazuje, że
      migranci nie są ludźmi o mentalności przedsiębiorców.

      Włodzimierz Szczepański, tygodnik Ozon
    • high_level odc. 2 - Rozwiedzie się jedna na pięć 06.05.06, 14:28
      Za dworcem – nowy kościół i cerkiew. Okazałe budowle pokazują hojność parafian.
      Jednak prawosławny ksiądz Andrzej Jakimiuk nie kryje niezadowolenia: – Jestem
      przerażony tym, co się dzieje. Wyjeżdża coraz więcej osób. A w telewizji
      politycy cieszą się, że załatwili pracę za granicą dla kolejnych tysięcy.
      Smucić się trzeba!

      Zwraca uwagę na bezlitosną konkurencję wśród migrantów na Zachodzie. – Przywożą
      ludzi z Brukseli pociętych w bójkach – opowiada ksiądz. Jego obserwacje
      potwierdza raport Aleksandry Grzymały-Kozłowskiej z Uniwersytetu Warszawskiego,
      która zaobserwowała zaostrzanie się konfliktów w społeczności migracyjnej,
      spowodowane dążeniem do szybkiego zysku, silną rywalizacją i nieufnością.
      Zakrapiane spotkania często kończą się awanturami. Nie to jest jednak najgorsze.

      – W naszej parafii połowa rozbitych małżeństw rozwodzi się z powodu Belgii.
      Najczęściej od rodzin odchodzą mężczyźni. I co zaskakujące, dotyczy to
      małżeństw z dużym stażem, 10–15-letnim – opowiada proboszcz Jan Koc. – Kobiety
      zostają w domach. Środowisko, rodzina i dzieci powodują, że nie ulegają
      pokusom. Mężczyzna na Zachodzie jest anonimowy.

      Ksiądz nieraz nasłucha się żalów parafianek opuszczonych przez mężów. Ostatnio
      jedna rozpaczała, co ma robić, bo od kilku miesięcy mąż się nie odzywa. Podobno
      znalazł kogoś. – No jedź, szukaj go, potem zobaczysz – poradził ksiądz. W 2004
      roku na 297 małżeństw zawartych w siemiatyckim powiecie przypadło 63 rozwodów.
      A więc rozwód czeka jedną na pięć par.

      Socjologowie mówią o „nałogu migracyjnym”, ludzie wymyślają sobie powody, aby
      wyjechać. Może to być nowy samochód albo dokończenie domu. Niekiedy jest to
      ucieczka przed kłopotami rodzinnymi.
    • high_level odc. 3 - Alkohol i panienki 11.05.06, 20:57
      Wanda musiała podjąć decyzję: dalej pracować w Belgii albo wracać do Siemiatycz
      ratować małżeństwo i rodzinę. – Mamo, błagam, przyjedź. Nie chcę pieniędzy.
      Wróć! – głosu mojego syna w słuchawce chyba nigdy nie zapomnę – Wanda przełyka
      ślinę. – Od kierowców autobusów dowiedziałam się, że mąż uzależnił się od
      leków. A zarobione przeze mnie pieniądze trwonił na panienki. Wróciłam –
      dodaje. Popołudnia spędza w stowarzyszeniu abstynentów Ignis.

      – Nie wyjechałem za granicę, bo się boję nawrotu nałogu. Tu mogę się pilnować –
      przyznaje Waldemar, prezes stowarzyszenia. – Znam osoby, które tam jeżdżą
      właśnie po to, by pić. Tydzień popracuje w Belgii i miesiąc pije. Z naszego
      klubu 10 osób pracuje w Brukseli. Tylko trzem udaje się powstrzymać od picia.

      Najmłodszy, 26-letni Tomek właśnie powrócił. Woli pracować w Polsce jako
      przewoźnik: – Bo tam Polakom puszczają hamulce. I myślą tylko, jak wzbogacić
      się czyimś kosztem.

      Socjolog Grzymała-Kozłowska tłumaczy zawieszenie zasad moralnych poczuciem
      tymczasowości, zwłaszcza u nielegalnych pracowników.

      – Tam wszyscy to kawalerowie i panienki – podsumowuje Wera. – Na pasterce
      widziałam kobietę, tuliła się do męża, a tydzień wcześniej na dyskotece w
      Brukseli tańczyła na stole.

      Stefan: – Co się dziwić kobiecie, która oderwała się od pracy przy 20 krowach.
      A ten jej chłop przytuli czasem albo i nie.

      – Znam małżeństwo, które się umówiło. Ty kobito w Belgii robisz, co chcesz, a
      ja też będę chodził – opowiada Sławek.

      – Daj spokój, to nie małżeństwo. A pamiętacie tego z ulicy Wysokiej? Miał dwie
      rodziny tam i tu. W końcu wybrał tę belgijską. Od dwóch lat nie pokazuje się w
      Siemiatyczach...

      Jadwiga Kondraciuk ma swoją teorię picia na „saksach”: – Piją, bo żyją w
      podłych warunkach. Śpią po kilku na podłodze. Jak się napiją, to nie myślą o
      tym, nie czują smrodu.

      Socjolog Grzymała-Kozłowska przyznaje w swym raporcie: – Warunki życia na
      emigracji mogą prowadzić do dezorganizacji osobowości, czego następstwem mogą
      być demoralizacja seksualna i przestępcze zachowanie.
    • high_level odc. 4 - Dzieci bez opieki 18.05.06, 21:28
      Jadwiga Kondraciuk z Ignis poprawia się w fotelu: – Mogłam wyjechać do faceta
      do Anglii, ale zdecydowałam się zostać i być przy dzieciach. Bo ci w Belgii nie
      widzą, co się dzieje z ich dziećmi. Wałęsają się po mieście. Dzieci „belgijców”
      zachowują sie inaczej niż inne. Są bardziej aroganckie i przekonane, że
      pieniądze dają wszystko. Ci rodzice szykują bat na siebie. To cena sukcesu.

      – Dorośli zbyt dużą odpowiedzialnością obarczają dzieci – tłumaczy ksiądz
      Jakimiuk. Pamięta, że kiedyś dziewięcioletni chłopiec przyniósł pistolet do
      szkoły. Chciał pochwalić się kolegom. Broń zostawił mu ojciec, aby chronił
      siebie i babcię, która miała się nim opiekować.

      A na korytarzu plebanii proboszcza Jana Koca leżą piłki do koszykówki.
      Pożyczają je chłopcy z blokowiska. – Przychodzą też na rozmowę. Przyznają się,
      że tęsknią, że brakuje im ojców – wzdycha ksiądz Koc. Buduje świetlicę dla
      młodzieży. By nie błąkała się po osiedlu.

      Tylko w najbliższym sąsiedztwie może naliczyć kilka rodzin, które zostawiły
      dorastające dzieci bez opieki. – 16-letnia córka moich sąsiadów w szkole
      zasłabła i pogotowie zabrało ją do szpitala – mówi Wera. – Rodzice nie wrócili.
      Dopiero jak ordynator oddziału zagroził, że powiadomi policję o braku opieki,
      ojciec przyjechał odebrać córkę ze szpitala.

      Klub AA Ignis odwiedza też były policjant. Nieraz jeździł do awantur domowych: –
      Kurwa, poczekaj, jak dorosnę, to będę napierdalać cię jeszcze bardziej niż
      ojciec – tak 15-latek krzyczał do matki. A ona tylko uszy skuliła po sobie. Bo
      na klapsy już za późno, a krzyk nic nie da. Albo pojechaliśmy raz na
      interwencję do domu, gdzie dziadek zajmował się trójką wnucząt. Przestraszony
      tłumaczył, że nie może nic im zrobić. Słyszy „spierdalaj” i koniec rozmowy. No
      i młodzi ćpają, a ich nałóg finansują rodzice.
      • wielki_pon Re: odc. 4 - Dzieci bez opieki 03.06.06, 11:14
        Nie wiem czy to bylo. Dzis przeszukujac serwis BBC natkanlem sie na ten art:
        news.bbc.co.uk/2/hi/europe/2967116.stm
    • high_level odc. 5 - Nie ma jak Szpan 03.07.06, 19:37
      Latem ucieczki z domów to zjawisko normalne dla całej Polski. – Ale u nas
      zdarzają się ucieczki zimą. Uciekinierzy mieszkają u rówieśników, których
      rodzice pracują w Belgii – mówi Roman Leoniuk z tutejszej komendy policji.

      Swobodny tryb życia dzieci „belgijców” usiłują naśladować inni. Wieczorami
      ławki na głównym placu Siemiatycz zajmują młodzi. Tlenione dziewczyny ściskają
      w dłoni komórki. – Szpanują. Normalka. O, starzy tamtych chłopaków wczoraj
      wrócili, zaraz widać, bo mają nowe ciuchy – gimnazjalista Piotrek wskazuje
      sąsiednią ławkę.

      Na parking zajechało srebrne renault. Kierowca ma może 18 lat. – To chyba
      Benek – zastanawia się kolega Piotra, Łukasz.

      – Gdzie tam, on zatarł silnik w swoim samochodzie – odpowiada Piotrek. Jego
      ojciec też jeździ do Belgii. 15 lat, czyli tyle, ile ma jego syn. Piotrek nawet
      nie tęskni, przywykł. Ojciec jest trzy miesiące tam, trzy tygodnie tutaj.
      Piotrek odchodzi uliczką, gdzie na murze namalowany sprayem zielony ludzik
      rzyga różowym pawiem. Może ten sam artysta przepisał na murze śmietnika wiersz
      Miłosza i podkreślił: „Nie było na ziemi rzeczy, którą chciałbym mieć”.

      Emigracja odbija się czkawką, ale niczego nie uczy. Dzieci migrantów często
      powielają scenariusz na życie swoich rodziców.
Pełna wersja