holender2
07.04.03, 13:54
To nie żart, ale cytat z ogólnopolskiego tygodnika "Przegląd":
"15-tysięczne Siemiatycze leżące w woj. podlaskim są przykładem miejscowości,
której mieszkańcy niemal wyprowadzili się za granicę. Najwięcej pracuje w
Brukseli, gdzie wyrobili sobie wysoką markę, zwłaszcza jako pomoce domowe.
Belgom spodobała się ich solidność, a także szacunek dla miejsca pracy. Bo
dla przybyszów z Siemiatycz jest to biznes rodzinny - gdy kobieta pracująca
na przykład jako opiekunka do dziecka musi wrócić do kraju, tego samego dnia
zastępuje ją siostra albo kuzynka. Popularność Siemiatycz jest w belgijskiej
stolicy tak duża, że kilka miesięcy temu do miasteczka przyjechała ekipa
telewizji belgijskiej, by nakręcić film o pierwszej polskiej miejscowości,
która jest już w UE.
Wiaczesław Młynarczyk, zastępca burmistrza w Siemiatyczach, chwali zaradność
współmieszkańców. - Siemiatycze to kolebka zagranicznych wojaży w naszym
regionie - mówi. - Można powiedzieć, że ponad połowa siemiatyczan pracowała
już za granicą. Zapewniam jednak, że niemal wszyscy wracają. Oczywiście,
zdarza się, że ktoś ułoży sobie tam życie, wyjdzie za mąż czy ożeni się,
jednak takie przypadki należą do rzadkości. Największą popularnością cieszą
się wyjazdy do Belgii. Siedem razy w tygodniu z Siemiatycz do Belgii
odjeżdżają specjalne autobusy. Początkowo wyjeżdżali ludzie starsi, przede
wszystkim kobiety zatrudniane jako opiekunki do dzieci i sprzątaczki. Teraz
wyjeżdżają młodsi - w wieku 20-40 lat. Pracują głównie na czarno - na
budowach, przy sprzątaniu, ale coraz więcej osób wyjeżdża do legalnej pracy -
do Włoch, Niemiec czy Szwecji - przy zbiorze warzyw i owoców.
Takie wyjazdy mają wiele zalet. Ja sam byłem w Stanach i nie widzę w tym nic
gorszącego. Przeciwnie, większość tych ludzi, pracując u cudzoziemca, musi
się wiele nauczyć, musi dostosować się do innych realiów. Potem wracają fo
kraju nauczeni bardziej rzetelnej pracy. Nie tylko mają więc jakieś
pieniądze, ale przede wszystkim doświadczenie i nowe umiejętności. To
sprawia, że łatwiej im później znaleźć pracę w kraju."
Koniec cytatu. Wszystko to pięknie. Zastanawiam się jednak, czy takie wyjazdy
to rzeczywiście powód do dumy ? Czy też raczej do wstydu, że to co mamy do
zaoferowania Unii Europejskiej ogranicza się do wykonywania roli sprzątaczek
i pomywaczek. Bardzo to przypomina emigrację zarobkową za ocean w XIX wieku.
Masowe wyjazdy do Brukseli świadczą nie tylko o zaradności mieszkańców
Siemiatycz, ale też wynikają z braku pracy na miejscu, braku perspektyw.
Braku pomysłu - także władz lokalnych - na stworzenie warunków dla godnego
życia i pracy na miejscu. Nie ma więc się chyba za bardzo czym chlubić. Co
sądzicie na ten temat ?