pierwsze polskie miasto w Unii Europejskiej

07.04.03, 13:54
To nie żart, ale cytat z ogólnopolskiego tygodnika "Przegląd":

"15-tysięczne Siemiatycze leżące w woj. podlaskim są przykładem miejscowości,
której mieszkańcy niemal wyprowadzili się za granicę. Najwięcej pracuje w
Brukseli, gdzie wyrobili sobie wysoką markę, zwłaszcza jako pomoce domowe.
Belgom spodobała się ich solidność, a także szacunek dla miejsca pracy. Bo
dla przybyszów z Siemiatycz jest to biznes rodzinny - gdy kobieta pracująca
na przykład jako opiekunka do dziecka musi wrócić do kraju, tego samego dnia
zastępuje ją siostra albo kuzynka. Popularność Siemiatycz jest w belgijskiej
stolicy tak duża, że kilka miesięcy temu do miasteczka przyjechała ekipa
telewizji belgijskiej, by nakręcić film o pierwszej polskiej miejscowości,
która jest już w UE.
Wiaczesław Młynarczyk, zastępca burmistrza w Siemiatyczach, chwali zaradność
współmieszkańców. - Siemiatycze to kolebka zagranicznych wojaży w naszym
regionie - mówi. - Można powiedzieć, że ponad połowa siemiatyczan pracowała
już za granicą. Zapewniam jednak, że niemal wszyscy wracają. Oczywiście,
zdarza się, że ktoś ułoży sobie tam życie, wyjdzie za mąż czy ożeni się,
jednak takie przypadki należą do rzadkości. Największą popularnością cieszą
się wyjazdy do Belgii. Siedem razy w tygodniu z Siemiatycz do Belgii
odjeżdżają specjalne autobusy. Początkowo wyjeżdżali ludzie starsi, przede
wszystkim kobiety zatrudniane jako opiekunki do dzieci i sprzątaczki. Teraz
wyjeżdżają młodsi - w wieku 20-40 lat. Pracują głównie na czarno - na
budowach, przy sprzątaniu, ale coraz więcej osób wyjeżdża do legalnej pracy -
do Włoch, Niemiec czy Szwecji - przy zbiorze warzyw i owoców.
Takie wyjazdy mają wiele zalet. Ja sam byłem w Stanach i nie widzę w tym nic
gorszącego. Przeciwnie, większość tych ludzi, pracując u cudzoziemca, musi
się wiele nauczyć, musi dostosować się do innych realiów. Potem wracają fo
kraju nauczeni bardziej rzetelnej pracy. Nie tylko mają więc jakieś
pieniądze, ale przede wszystkim doświadczenie i nowe umiejętności. To
sprawia, że łatwiej im później znaleźć pracę w kraju."

Koniec cytatu. Wszystko to pięknie. Zastanawiam się jednak, czy takie wyjazdy
to rzeczywiście powód do dumy ? Czy też raczej do wstydu, że to co mamy do
zaoferowania Unii Europejskiej ogranicza się do wykonywania roli sprzątaczek
i pomywaczek. Bardzo to przypomina emigrację zarobkową za ocean w XIX wieku.
Masowe wyjazdy do Brukseli świadczą nie tylko o zaradności mieszkańców
Siemiatycz, ale też wynikają z braku pracy na miejscu, braku perspektyw.
Braku pomysłu - także władz lokalnych - na stworzenie warunków dla godnego
życia i pracy na miejscu. Nie ma więc się chyba za bardzo czym chlubić. Co
sądzicie na ten temat ?
    • ralston Re: pierwsze polskie miasto w Unii Europejskiej 09.04.03, 16:24
      To kto zgasi światło w Siemiatyczach?
      • ashanti5 Re: pierwsze polskie miasto w Unii Europejskiej 20.05.03, 09:27
        Tez nie widzę w tym fakcie powodu do dumy, ale daleko mi od potepienia tego
        zjawiska, bo wszystko wskazuje na to, że ja tez mogę skończyc za granicą jako
        sprzątaczka mimo ukończoznych dwóch fakultetów.
        Najbardziej szkoda mi dzieciaków, które zeszły na złą drogę, poniewaz rodzice
        byli pochłonięci robieniem pieniędzy w Belgii. Takich dzieciaków w
        Siemiatyczach nie brakuje, a narkomania jest zjawiskiem równie
        rozpowszechnionym jak wyjazdy do Brukseli.
        • holender2 Re: pierwsze polskie miasto w Unii Europejskiej 21.05.03, 09:18
          Co prawda, żadna praca nie hańbi, ale chyba nie po to kończyłaś dwa fakultety,
          aby pracować jako sprzątaczka.
          Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie, abym miał satysfakcję z takiej pracy.
          Nawet w Hiszpanii.
          Zastanawia mnie, jakie motywy skłaniają Ciebie do wyjazdu ?
          • ashanti5 Re: pierwsze polskie miasto w Unii Europejskiej 21.05.03, 09:49
            Wydaje mi się, że wszędzie jest lepiej niż w Polsce. Mam wrażenie, że nie
            pasuję do tego kręgu kulturowego.Najbardziej dobija mnie klimat i pogoda.
            Nienawidzę Warszawy, gdzie obecnie mieszkam.
            Chcę nauczyć się hiszpańskiego i załapać się na jakis uniwersytet. Imigracja
            zarobkowa nie jest powodem, dla którego chcę wyjechać, bo zdaję sobie sprawe,
            że Hiszpania nie jest dobrym krajem do robienia pieniędzy.
            W sumie nie umiem przytoczyć rozsądnych argumentów przemawiających za wyjazdem,
            dlatego muszę to wszystko zweryfikowac. Na razie chęć wyrwania sie z Polski
            jest bardzo silna. Do niemiec nie pojade, bo nie znam niemieckiego. Stany mnie
            odrzucają, podobnie jak Belgia - gdzie Polacy mają juz wyrobioną pewna opinię.
            Anglia może byc równie przygnębiająca jak Polska, co potwierdziła moja kuzynka,
            która właśnie stamtąd wróciła. Jeszcze jednym miejscem gdzie chciałabym
            pojechać jest Kanada, ale mój narzeczony kategorycznie odmawia tak dalekiego
            wyjazdu.
            • holender2 Re: pierwsze polskie miasto w Unii Europejskiej 22.05.03, 09:27
              Znam, i to z autopsji, parę gorszych miejsc na Ziemi.
              Przez półtora roku pracowałem np. w Tadżykistanie.
              Najwięcej nędzy napatrzyłem się jednak podczas tygodniowego pobytu w Indiach.
              Widziałem ludzi śpiących pokotem na ulicy, na tekturze albo i bez.
              Po takim pobycie w Tadżykistanie zaczyna się bardziej doceniać własny kraj.
              Niwykluczone, że i Ty szybko zatęsknisz za Polską, nawet za tą "znienawidzoną"
              Warszawą. Że zacytuję tutaj słowa wieszcza pisane "na paryskim bruku":
              "Ile Cię trzeba cenić ten tylko się dowie
              Kto Cię stracił. Dziś piękno Twe w całej ozdobie
              Widzę i opisuję, bo tęsknię po Tobie."
              Dlatego namawiałbym Cię, aby nie palić za sobą mostów.
              Pomysł ze studiami podyplomowymi na pewno nie jest zły.
              Pojedziesz i zobaczysz na miejscu, czy odpowiada Ci życie na obczyźnie.
              I czy zechcesz tam zostać na stałe.
              Na razie pewnie lepiej traktować to jako przygodę.
              A nie od razu jako wyjazd na pobyt stały.
              • ashanti5 Re: pierwsze polskie miasto w Unii Europejskiej 22.05.03, 11:01
                Będę musiała przynajmniej częściowo spalić za soba mosty. Zostawic jedną i
                druga pracę. Narzeczony będzie musiał sprzedać pojazd, który jest naszym
                kapitałem, aby jakoś tam się urządzić. Muszę zainwestować już teraz w naukę
                języka i nie chcę , żeby te pieniądze poszły w błoto.
                Zresztą to nie chodzi wyłącznie o pieniądze. Nie zarabiam tutaj najgorzej i nie
                musze wyjeżdzać, aby zarabiać na chleb. Po każdej podróży, po przyjeździe do
                Polski, ogarnia mnie mało uzasadniona depresja. Źle się tu czuję.
                Najbardziej będę tęsknić za rodziną. Nic więcej tutaj nie mam za czym mogłabym
                zatęsknić.
                • holender2 Re: pierwsze polskie miasto w Unii Europejskiej 23.05.03, 08:54
                  To prawda, że brak słońca sprzyja powstawaniu nastrojów depresyjnych.
                  Zostało wręcz naukowo dowiedzione, że ludzie mieszkający na południu Europy są
                  bardziej pogodni i zadowoleni z życia. Klimat ma więc spory wpływ na
                  samopoczucie. Ja sam nie przepadam co prawda za nadmiernymi upałami i chyba
                  jednak lepiej czuję się w naszej strefie klimatu umiarkowanego.
                  • ralston Re: pierwsze polskie miasto w Unii Europejskiej 28.05.03, 16:01
                    W naszej strefie klimatycznej i tak Polacy mogą uchodzić za jedną z bardziej
                    pogodnych nacji. Bywałem trochę za granicą. Nigdzie jednak na dłużej. Mimo
                    wszystko chyba najlepiej mi w Polsce, chociaż z Warszawy najchętniej bym się
                    jednak wyprowadził gdzieś na Ścianę Wschodnią. Gdyby tylko praca sensowna
                    była... Tej niestety brakuje i w pełni rozumiem determinację ludzi, którzy jadą
                    jej szukać np. do Brukseli. Boli tylko bardzo, to, że w ten sposób tracimy
                    najbardziej operatywnych, najlepiej wykształconych, odważnych ludzi. A w
                    dodatku, tylko niewielkiej cześci z nich uda się osiągnąć na obczyźnie to, na
                    co zasługują biorąc pod uwagę ich umiejętności i potencjał...
                    Szkoda...
            • peccora Re: pierwsze polskie miasto w Unii Europejskiej 10.05.04, 16:41
              witaj

              "> Wydaje mi się, że wszędzie jest lepiej niż w Polsce."

              jesli chodzi o to zdanie,to chyba tylko hiperbola,bo raczej zdajesz sobie
              sprawe,ze w wielu miejscach ludziom jest gorzej niz Polsce

              > Chcę nauczyć się hiszpańskiego i załapać się na jakis uniwersytet.

              to jest jakis pomysl - tylko musisz miec pieniadze na zycie
              jesli masz dwa fakultaty (nie wiem co prawda,jakie studa konczylas), czyli
              jestes wyksztalcona, masz spore szanse,ze cos znajdziesz
              (wieksze niz masa innych emigrantow,ktorym np. ciezko nauczyc sie jezyka,
              ciezko odnalezc sie w innym kraju, jego biurokracji etc.)

              Imigracja
              > zarobkowa nie jest powodem, dla którego chcę wyjechać, bo zdaję sobie sprawe,
              > że Hiszpania nie jest dobrym krajem do robienia pieniędzy.

              :)
              w sumie ciezko znalezc dobry kraj do robienia pieniedzy dla emigranta
              moze juz znasz, ale polecam forum: www.poloniamadryt.net/forum/index.php

              pozdrawiam!




    • h.olender Siemiatycze weszly pierwsze 04.05.04, 12:21
      Zawody sportowe, koncerty grup rockowych oraz liczne konkursy wiedzy o Unii
      przygotowano na majowy weekend w Siemiatyczach. Przez dwa dni na miejskim
      stadionie oraz w amfiteatrze swietowano wstapienie Polski do zjednoczonej
      Europy. Przystapienie Polski do Unii Europejskiej bylo dla mieszkancow
      Siemiatycz wydarzeniem szczegolnym, poniewaz wielu z nich od lat pracuje w
      Belgii. Obecnie beda mieli wiecej mozliwosci legalnego zatrudnienia.
      - Mimo tego, iz Belgia zamknela rynek pracy dla krajow wstepujacych, to i tak
      Polakom z Siemiatycz bedzie teraz latwiej - powiedzial mlody mieszkaniec S.
      Mieszkancy zartowali, ze Siemiatycze jako pierwsze staly sie czlonkiem
      rozszerzonej Europy. Wszystko za sprawa wizyty ambasadora Belgii, ktory goscil
      w miescie juz przed miesiacem.
      - Slyszalam, ze byl w Siemiatyczach jakis wazny urzednik z Unii. W miescie
      nawet krazyla plotka, ze ludzie beda mogli legalnie pracowac w Brukseli. Jednak
      to chyba nieprawda - powiedziala nam mieszkanka Siemiatycz.
      - Nie wiem, czy w takim miasteczku jak Siemiatycze cos sie zmieni w szybkim
      czasie. Mysle, ze trzeba na to kilkunastu lat. Wszystko bedzie zalezalo od
      wladz samorzadowych, od tego, czy beda one potrafily pozyskac pieniadze -
      powiedzial Marcin Boczarow, student historii z Siemiatycz.
      Obchody majowe zakonczyly sie w niedziele Festynem Europejskim, podczas ktorego
      uczniowie siemiatyckich szkol zaprezentowali sylwetki panstw nalezacych do Unii
      Europejskiej. Impreze zakonczyl koncert piosenkarki Eleni.
      Miroslaw Samosiuk, nauczyciel historii:
      - Wielu Polakom dzien pierwszego maja zle sie kojarzy. Byc moze od tego roku
      ulegnie to zmianie. Na pewno wydarzenia, w ktorych uczestniczymy sa niezwykle
      wazne. Przystapienie Polski do Unii Europejskiej obok naszego czlonkostwa w
      NATO jest uwienczeniem procesu, ktory rozpoczal sie w roku 1989, kiedy
      bezkrwawo nastapila zmiana ustroju w Polsce. Polacy wykazali sie wielka
      dojrzaloscia i mimo wyzwan podjeli sluszna decyzje.

      (Gazeta Wspolczesna, Siemiatycze weszly pierwsze, 4 maja 2004 r.)
    • h.olender Brukselczycy z Siemiatycz 04.06.04, 08:31
      Pierwsze do Unii Europejskiej weszły polskie sprzątaczki - tak twierdzą
      mieszkańcy Siemiatycz. Znaczna część mieszkańców tego 17-tysięcznego
      podlaskiego miasteczka od wielu lat zarabia na życie w Belgii. Mieszkańcy
      Brukseli nawet sądzą, że rejestracje wszystkich polskich samochodów zaczynają
      się na B...

      W każdy piątkowy poranek siemiatyckie busy szykują się w trasę. Przed nimi 1,5
      tys. kilometrów do Brukseli. To trasa, którą niektórzy pokonują dwa razy w
      ciągu tygodnia i w którą co tydzień wyrusza 8-10 busów firm przewozowych
      Siemiatycze - Bruskela, nie licząc autokarów miejscowego PKS.
      Busy zabierają po kilka osób. Bilet w jedną stronę kosztuje 250 zł, powrotny z
      Brukseli do Siemiatycz - 70-75 euro, a przed świętami nawet 80. Podróż polskimi
      drogami wcale nie jest przyjemna, ale tuż za granicą słynne niemieckie
      autostrady zachęcają do szybkiej jazdy.

      Bruksela wita siemiatyczan po 18 godzinach jazdy. Po zjeździe z "ringu" -
      autostrady okalającej miasto - zaskakują wąskie, przeważnie jednokierunkowe
      uliczki centrum i ciasno zaparkowane po obu stronach samochody. Białostockie i
      siemiatyckie rejestracje wozów nie należą do rzadkości! Belgowie początkowo
      sądzili, że wszystkie polskie samochody mają rejestracje zaczynające się na B.
      A jest to po prostu efekt widocznej dominacji mieszkańców Podlasia, a głównie
      Siemiatycz.

      (Angora nr 20 z 16 maja 2004 r., przedruk z Gazety Współczesnej, 30.4-3.5)
      • h.olender odc. 2 - piękne domy nad zalewem 22.07.04, 09:31
        Najliczniejsza chyba grupa mieszkańców Siemiatycz wyruszyła do Brukseli w
        drugiej połowie lat 80. i na początku 90. Część osób pozostała tam do dziś.
        Wracają tylko na święta, wakacje, ważne okazje rodzinne, typu ślub czy
        studniówka dziecka.
        - Po raz pierwszy pojechałam do Brukseli w 1984 r. - mówi 60-letnia dziś
        Lucyna. - Myślałam, że jadę tylko na trochę, zarobię na dom, dzieci i wrócę.
        Okazało się jednak, że prędzej córki do mnie przyjechały, niż mnie Siemiatycze
        z powrotem zobaczyły.
        W latach 90. trudności ze znalezieniem w Polsce pracy rosły. Rosły też potrzeby
        dzieci i wnuków...
        - W mało którym zawodzie można w Polsce zarobić 4-5 tys. zł, a ja tyle miałam w
        Brukseli na sprzątaniu - dodaje Lucyna. - Gdy wracałam do Siemiatycz, pieniądze
        szybko się rozchodziły, i mimo wcześniejszych postanowień, że już nie pojadę do
        tamtej harówki, ciągle do Belgii wracałam.
        Nie bez znaczenia dla wielu osób był również fakt zaprzyjaźniania się z
        belgijskimi rodzinami. Dorotę, 30-letnią dziś kobietę,rodzina w Belgii, u
        której przepracowała wiele lat, witała za każdym razem jak członka swojej
        rodziny, a przy każdym pożegnaniu - na wakacje czy święta - płakali, pytając,
        czy jeszcze do nich wróci.
        Również siemiatyczanie często zapraszali swoich belgijskich pracodawców do
        siebie na wakacje. Bywało i tak, że Belgowie, jak zobaczyli te piękne
        pobudowane nad siemiatyckim zalewem domy, wyposażone lepiej niż ich brukselskie
        mieszkania sprzątane przez owych "biednych" Polaków, po powrocie do swojego
        kraju ... kończyli z Polakami znajomość i wyrzucali z pracy.
      • h.olender odc. 3 - problemy z basenem 25.07.04, 08:42
        Zarobione za granicą pieniądze brukselczycy (tak się określa tych, którzy się w
        Belgii dorobili) przeznaczają na zakup domu lub mieszkania, nowego samochodu
        (co drugi mieszkaniec Siemiatycz ma własne auto!), wykształcenie dzieci. Co
        roku przybywa też w Siemiatyczach prywatnych firm. W 2002 r. zarejestrowanych
        było tam ponad 960 podmiotów gospodarczych.
        Siemiatycze mają też najniższe w regionie bezrobocie - 6,9 proc. Świadczy to
        jednak nie o tym, że łatwiej tu, niż w innych częściach kraju, znaleźć pracę, a
        o tym, że pracujący w Belgii siemiatyczanie nie rejestrują się w Polsce jako
        bezrobotni. Nie mogą przecież co miesiąc meldować się w biurze. Kiedy wracają,
        szukają pracy po znajomości lub zakładają własną działalność. Często jednak
        przyzwyczajenie bierze górę i ponownie na kilka miesięcy jadą do Brukseli.
        - W Siemiatyczach niewiele się dzieje, nawet inwestycje są mało widoczne,
        basenu nadal nie mamy, zalewy zakwitły, nowe władze miejskie też nie mają
        pomysłu na to miasto - narzekają brukselczycy.
        Cudów oczekiwali od burmistrza Zbigniewa Radomskiego, wybranego w pierwszej
        turze z 62-proc. poparciem. Postawił na nogi PKS, którego był wieloletnim
        dyrektorem, uczynił z tej instytucji firmę najlepiej prosperującą w kraju, to
        i - jak sądzili - z miastem sobie poradzi.
        - A teraz nic się nie dzieje! - narzekają.
        Burmistrz zapewnia, że jednak dużo się zmienia: wybudowano oczyszczalnię
        ścieków, rusza budowa kotłowni. I ruszyło "Lokalne Okienko Przedsiębiorczości"
        - pierwsze w regionie.
        - Z basenem, owszem, jest problem, bo nie można pozyskać funduszy na jego
        budowę - przyznaje burmistrz Radomski. - Miałem propozycję pomocy w tej
        sprawie, w zamian za pozwolenie na budowę supermarketu, ale kto się na to
        zgodzi...
      • h.olender odc. 4 - w Brukseli pracuje tysiąc siemiatyczan 02.12.04, 12:40
        Według szacunków władz miejskich, w Brukseli pracuje około tysiąca
        siemiatyczan. Z niemal każdej rodziny co najmniej jedna osoba zarabiała w
        belgijskiej stolicy. Bruksela nie jest dla przeciętnego siemiatyczanina żadną
        tajemnicą. Nazwy ulic, poruszanie się metrem czy samochodem po tym wielkim
        przecież mieście, to dla mieszkańca Siemiatycz żadna trudność. I na każdej
        ulicy, nawet odległej o wiele kilometrów od centrum, czy też w sklepie z
        meblami na obrzeżach Brukseli, można spotkać znajomego z Siemiatycz.

        W przypadku wielu osób wyjazdy na saksy do Brukseli to tylko sposób na
        zarobienie pieniędzy po to, by później ustawić się w Siemiatyczach. Jednak
        wiele osób nigdy już do tych Siemiatycz na stałe nie wraca. Najwyżej raz na
        kilka lat wpadają tu z wizytą do rodziny. Przykładem tego jest historia 30-
        letniego dziś Artura. W Siemiatyczach skończył on szkołę zawodową i pojechał do
        matki pracującej w Brukseli. Młodemu chłopakowi bez znajomości języka i z
        bladym pojęciem o budownictwie trudno było znaleźć pracę. Początkowo pracował
        tylko dorywczo, ale bywało i tak, że siedział "na garnuszku" matki, pomagając
        jej w sprzątaniu obcych domów. Bywał też "opiekunką do dzieci". Po kilku latach
        w jednej z brukselskich kafejek, gdzie spotykają się Polacy, poznał Anię,
        przyszłą żonę. Ślub wzięli w Brukseli, ale do Polski wrócili, by w
        Siemiatyczach urodziło się dziecko. Z pracą było ciężko, a pieniądze zarobione
        w Brukseli szybko topniały. Postanowili więc wrócić do Belgii.
        - I to była trafna decyzja, a może zrządzenie losu - mówi dziś Ania.

        Synka posłali do przedszkola, a sami poszli do pracy. Wieczorami Artur chodził
        do szkoły językowej. Pewnego dnia poznał architekta, Belga, który zaproponował
        mu współpracę. Postawił tylko jeden warunek - zalegalizowanie działalności. W
        tym pomógł Jan Masiel - tłumacz przysięgły (też pochodzi z Siemiatycz), który
        zajmował się również doradzaniem przy zakładaniu firm.

        Artur już od roku pracuje legalnie przy remontach i wykańczaniu wnętrz, ma
        własną firmę i dużo zleceń. W następnym roku zamierza ubiegać się o kredyt na
        dom. Oboje z żoną już dawno postanowili, że zostają w Belgii. Dołączą w ten
        sposób do licznej już grupy Polaków osiadłych tam na stałe. By zobaczyć jak
        wielu naszych rodaków zostało w Brukseli, wystarczy zajrzeć do którejś z
        belgijskich szkół lub przedszkoli
      • h.olender odc. 5 - dość bycia człowiekiem drugiej kategorii 14.12.04, 17:49
        W jednej z takich placówek, w centrum Brukseli, w świetlicy pracuje pani Gosia
        (oczywiście z Siemniatycz). Po studiach zatrudniła się jako nauczycielka w
        warszawskiej podstawówce, a po jakimś czasie wyjechała do Belgii. Jednak praca
        sprzątaczki nie zadowalała jej ambicji. Zapisała się - jak wielu Polaków - do
        ISFCP, czyli wieczorowej szkoły językowej. Jej upór sprawił, że dziś może robić
        to, co lubi, czyli pracować z dziećmi. Maria Claire, profesor języka
        francuskiego, która prowadzi zajęcia w owej szkole wieczorowej, pozytywnie
        wyraża się o Polakach. Może też dlatego, że jej córka pracuje w krakowskiej
        filii Siemensa i nie zamierza wracać do Belgii.

        Nie zamierza też tam już więcej jechać 35-letni Arek. Wrócił on do Siemiatycz
        po kilku dłuższych pobytach w Brukseli i - jak mówi - ma już dość bycia
        człowiekiem drugiej kategorii.
        - Tam ciągle jesteś na tymczasem, nie u siebie, i ciągle myślisz o tym, by
        normalnie żyć w Polsce - wyjaśnia Arek.
        W Siemiatyczach zarejestrował własną działalność gospodarczą, ma już kilka
        zleceń. Ma też - jak dodaje - zbyt duże podatki i świadczenia, ale wierzy, że
        stopniowo wyjdzie na prostą.

        Podobnie myśli Katarzyna, pracownica Urzędu Miejskiego w Siemiatyczach,
        zatrudniona w nim od stycznia br.
        - Mamy naprawdę dużo zapału do pracy, staramy się o pozyskanie unijnych
        funduszy, jestem pełna optymizmu - zapewnia.
        Warunkiem przyjęcia do pracy w jej przypadku były studia wyższe i znajomość
        języka obcego. Katarzyna ma za sobą też studia podyplomowe w Belgii i biegle
        włada francuskim.
        • wasas Re: odc. 5 - dość bycia człowiekiem drugiej kateg 15.12.04, 01:07
          A bywa też i odwrotnie. Moja znajoma od kilku lat cierpi na tzw." belgijską
          chorobę".Po kilkuletnim pobycie w Belgii nie umie się odnaleźć w polskim
          klimacie. Przyjeżdża na święta, przy okazji zadba o cenne zdrówko i już
          Bruksela przyciąga ją jak magnes. Dzieci są dorosłe i powodzi im się bardzo
          dobrze, mąż i ona mają duże emerytury,jest i ogród, a jednak- nie dla niej
          spokojne życie na łonie rodziny. Z "damulki" przeistoczyła się w panią
          sprzątaczkę i chyba czuje się w tej roli znakomicie;-)Ale czy warto tak pędzić
          za mamoną, w imię czego(kolejnego domu,samochodu ...), gdzie jest granica i
          kiedy przychodzi opamiętanie ? Oby nie była to choroba.
          W umiejętności językowe Kasi wierzę szczerze, ponieważ jej rodzice już od
          połowy lat 80- tych są w Belgii. Cieszę się, że wróciła po studiach z dalekiego
          Sz. w rodzinne strony. Zapamiętałam ją jako bardzo sympatyczną i energiczną
          osobę. Tak trzymać Kasiu!!! i Arku !!!
      • h.olender odc. 6 - deportowali jak terrorystkę 18.01.05, 09:45
        - Dobrze, że do tej Unii wchodzimy. My, starsi, wprawdzie już legalnej pracy
        nie poszukamy, ale młodym będzie lepiej - wzdycha pani Stenia, starsza kobieta
        spod Siemiatycz.
        Do Belgii pojechała, gdy jeszcze obowiązywały wizy. Kilkanaście lat pracowała w
        Brukseli, a dopiero w tym roku, w marcu, została deportowana.
        - Co za pech - wzdycha. - W przeddzień wejścia do UE!
        Jak co czwartek jechała do pracy pociągiem, a gdy wysiadła na stacji, na
        peronie roiło się od policji.
        - Zamknęli mnie w areszcie jak kryminalistkę. Dobrze, że do męża pozwolili
        zadzwonić. Ale następnego dnia zawieźli mnie na sygnale - jak jakąś
        terrorystkę - na lotnisko i wsadzili do samolotu.
        Zdaniem pani Steni, teraz już policja nie będzie nękać Polaków pracujących w
        Belgii, a i możliwości legalnego zatrudnienia się zwiększą. Nad tym
        zagadnieniem zastanawiają się też Belgowie. Niektórzy nawet obawiają się zalewu
        Polaków.
        Takimi obawami podzielił się z burmistrzem Siemiatycz Zbigniewem Radomskim
        ambasador Belgii, który w marcu br. odwiedził to podlaskie miasteczko.
        - Pytał, ilu siemiatyczan pracuje w Belgii i ilu jest mieszkańców naszego
        miasta - opowiada burmistrz Radomski. - Zdradził mi, że się obawia, że po 1
        maja wszyscy mieszkańcy wyjadą do Belgii. Przekonywałem go, że tak się nie
        stanie. W Belgii pracuje może z tysiąc siemiatyczan i nic nie wskazuje na to,
        by ta liczba nagle miała wzrosnąć.
        Na razie Siemiatycze szukają w Belgii miasta partnerskiego. Burmistrz pojechał
        z rewizytą. Rozmowy trwają i niewykluczone, że owo partnerskie miasto to będzie
        najstarsza dzielnica Brukseli Saint Gilles, gdzie mieszka ... najwięcej Polaków.

        (autorki artykułu - Agnieszka Żero i Alina Krasowska)
Pełna wersja