Dodaj do ulubionych

kapitan "Bury" - bohater niezłomny

04.11.03, 08:33
TVP 1 pokazała wczoraj film dokumentalny pt. "Bohater" w reżyserii Agnieszki
Arnold, przedstawiający sylwetkę kpt. Romualda Rajsa pseudonim "Bury",
żołnierza III Wileńskiej Brygady AK, który wsławił się bohaterskimi czynami
na Wileńszczyźnie. Po wojnie został dowódcą Pogotowia Akcji Specjalnej NZW na
Białostocczyźnie, dokonując licznych bestialskich zbrodni na ludności
prawosławnej, w tym spalenia w styczniu 1946 r. kilku wsi (Zaleszany, Szpaki,
Zanie, Końcowizna) oraz wymordowania 28 prawosławnych furmanów we wsi Puchały
Stare. W pamięci utkwiła mi głównie wypowiedź jednego z wojennych towarzyszy
broni "Burego": Od partyzanta do bandyty tylko jeden krok. Nie tylko
kpt. "Bury" tę wątłą granicę przekroczył w sposób zaiste dramatyczny. Skazany
w 1949 r. na karę śmierci, rehabilitowany w 1995 r.
Obserwuj wątek
    • holender2 śledztwo IPN w sprawie zbrodni 'Burego' 07.11.03, 08:04
      IPN podjął postępowanie w sprawie pacyfikacji w 1946 roku kilku podlaskich wsi
      i rozstrzelania przez oddział zbrojnego podziemia kapitana Romualda
      Rajsa "Burego" furmanów z okolic Bielska Podlaskiego. Postępowanie było
      zawieszone od ponad trzech lat z powodu likwidacji Głównej Komisji Badania
      Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Ówczesna komisja wszczęła je w marcu 1997
      roku.

      "Celem postępowania jest przede wszystkim udokumentowanie zdarzeń
      przestępczych, ustalenie pokrzywdzonych, a także ściganie sprawców" -
      poinformował PAP prokurator IPN z Białegostoku Dariusz Olszewski. Dodał, że w
      pierwszej kolejności będą przesłuchiwani świadkowie, których nie udało się
      przesłuchać w poprzednim postępowaniu.

      Pięć lat temu komisja wszczęła śledztwo w sprawie "pozbawienia życia
      kilkudziesięciu mieszkańców wsi, położonych w pobliżu Puszczy Białowieskiej,
      dawnego powiatu bielskiego, w styczniu 1946 roku". Chodziło o spalenie
      zabudowań i rozstrzelanie mieszkańców, w tym kobiet i dzieci ze wsi: Zanie,
      Szpaki, Wólka, Końcowizna i Zaleszany.

      Prokurator Olszewski nie potrafił jeszcze powiedzieć, czy w postępowaniu
      zostanie wyjaśniona kwestia rehabilitacji w połowie lat 90. kapitana Romualda
      Rajsa. IPN ma materiały z procesu "Burego" z 1949 roku (został skazany na
      śmierć i rozstrzelany) i z jego procesu rehabilitacyjnego w 1995 roku. Dwa
      tygodnie temu Rzecznik Praw Obywatelskich prof. Andrzej Zoll powiedział w
      Białymstoku, że chce zainteresować IPN sprawą rehabilitacji "Burego". Sam nie
      może się tym zająć, bo wyrok sądu wojskowego jest prawomocny.

      Sprawę przedstawił mu wtedy Józef Antoniuk ze społecznego komitetu członków
      rodzin pomordowanych. Komitet zabiega o budowę pomnika na grobie ofiar
      rozstrzelanych przez żołnierzy "Burego". Członkowie komitetu są oburzeni jego
      rehabilitacją.

      Według okolicznych mieszkańców, w styczniu 1946 roku kilkudziesięcioosobowa
      grupa furmanów z miejscowości Orla pojechała po drewno na opał. W lesie w
      okolicach Łozic zatrzymał ją oddział Pogotowia Akcji Specjalnej Narodowego
      Zjednoczenia Wojskowego kapitana "Burego". Po drodze partyzanci mieli oddzielić
      katolików od prawosławnych. Po tych ostatnich (29 osób) słuch zaginął. Potem
      okazało się, że zostali rozstrzelani w miejscowości Puchały Stare. Ich groby
      rodzinom udało się odnaleźć dopiero w latach 90. Po ekshumacji ich szczątki
      spoczęły w Bielsku Podlaskim.

      Historycy spierają się, co było powodem tych tragicznych wydarzeń. Niektórzy z
      nich przypuszczają, że celem zbrodni, zarówno rozstrzelania furmanów, jak i
      pacyfikacji wsi, mogła być chęć likwidacji infiltrującej ten teren agentury
      komunistycznej. Inni uważają, że mógł to być skrajny przejaw wieloletniego
      antagonizmu polsko-białoruskiego, często interpretowanego jako antagonizm
      religijny, katolicko-prawosławny. Jak ocenia historyk z pionu naukowego IPN w
      Białymstoku Jerzy Kułak, w 1944 r. sytuację narodowościową na tym terenie
      zaogniła akcja podjęta przez niektóre środowiska białoruskie na rzecz
      przyłączenia terenów powiatu bielskiego do ZSRR.

      (komunikat PAP z 4 kwietnia 2002 r.)

      www.pamietamy.pl/polski/aktualnosci/2002-04-04-1.htm
    • holender2 historyk IPN o zbrodniach 'Burego' 10.11.03, 10:07
      W grudniu 1945 r. III Wileńska Brygada NZW była już dostatecznie silna, by
      przystąpić do zadań bojowych. Komendant Okręgu mjr "Kotwicz" zarządził 1
      grudnia 1945 r. koncentrację pododdziałów III Brygady. Po kilku akcjach o
      charakterze szkoleniowym (zajęcie miasteczka Sokoły koło Wysokiego
      Mazowieckiego, rozbrojenie stacjonującego tam pododdziału LWP, zdobycie kilku
      samochodów w zasadzce na szosie pod Downarami koło Goniądza, rozbrojenie
      oddziału kontyngentowego LWP koło Herman, powiat Wysokie Mazowieckie) w drugiej
      połowie stycznia 1946 r. III Brygada, po koncentracji na terenie powiatu
      wysokie Mazowieckie, wyruszyła w rajd do Hajnówki, miasteczka położonego na
      wschodnich terenach powiatu bielskiego. Na czas akcji do brygady dołączył szef
      okręgowego PAS - kpt. "Bury", który przejął dowodzenie brygadą.

      26 stycznia 1946 r. oddział "Burego" zatrzymał się na postój we wsi Augustynka
      (około 15 km na wschód od Siemiatycz). Odchodząc wieczorem tego dnia,
      rozstrzelano sołtysa i jednego z gospodarzy. Według zeznań "Burego" znajdowali
      się oni na liście współpracowników UB. 28 stycznia 1946 r. o godz. 17.30
      pododdziały III Brygady opanowały Hajnówkę, którą opuściły po walce z sowieckim
      transportem wojskowym stojącym na stacji kolejowej.

      29 stycznia o godz. 6.00 oddział zatrzymał się w Zaleszanach. Po
      południu "Bury" rozkazał zastępcy sołtysa zebrać we wsi owies i wyznaczyć 20
      furmanów na podwody. W tym czasie zapadła decyzja o spaleniu wsi, gdyż, jak
      zeznała Maria Demianiuk, wśród kwaterujących w jej domu ludzi rozdawano pudełka
      zapałek. Gdy wyznaczeni gospodarze wyprowadzali na ulicę zaprzęgi, we wsi
      ogłoszono, że w domu sołtysa Dymitra Sacharczuka odbędzie się zebranie, na
      którym obowiązkowo mają być wszyscy mieszkańcy. Patrole oddziału, pod bronią,
      przymusowo doprowadzały opornych. Do domu sołtysa przyszły również kobiety i
      dzieci. Z materiałów sprawy karnej wynika jednak, że część mieszkańców
      Zaleszan, głównie kobiety i dzieci, zdołała się ukryć. Dom sołtysa otoczyły
      uzbrojone patrole z drużyny "Modrzewia" z II plutonu "Bitnego". Nikomu nie
      pozwalano wyjść na zewnątrz. Po blisko godzinnym oczekiwaniu do domu sołtysa
      wszedł jeden z żołnierzy i wywołał syna sołtysa oraz jednego z gospodarzy z
      sąsiedniej wsi, który był szefem komórki PPR. Wyprowadził ich na podwórze i tam
      pod płotem zastrzelił. Wśród zgromadzonych w domu sołtysa rozległy się krzyki i
      płacz. Wówczas do środka wszedł "Bury" i rozkazał wyjść Polakom. Pozostałym
      powiedział, że wieś przestanie istnieć, i wyszedł, zamykając drzwi na klucz. Na
      ten sygnał rozstawione wokół domu karabiny maszynowe otworzyły ogień. Słomiana
      strzecha domu natychmiast zaczęła się palić.

      Jak zeznawali na rozprawie świadkowie, ludzie wyłamywali drzwi i okna i
      uciekali, gdzie kto mógł. Nie jest jasne, czy do uciekających strzelano. Na
      rozprawie "Burego" żaden z zeznających mieszkańców Zaleszan (Maria Demianiuk,
      Eugenia Bazyluk) nie wspomniał, by do uciekających strzelano, chociaż mówili o
      tym w śledztwie, przesłuchiwani w UB w Bielsku Podlaskim. Eugenia Bazyluk
      zeznała, że ciała dwóch mężczyzn rozstrzelanych przed domem sołtysa wrzucono do
      płonącego domu. W tym czasie drużyna Jana Dernowskiego "Ładunka"
      (pluton "Bitnego") podpalała wieś. "Bury" wydał rozkaz, by nikogo nie
      wypuszczać z palących się domów, toteż do uciekających strzelano.

      Według raportów UB w Zaleszanach zginęło 14 osób (w tym siedmioro dzieci), dwie
      były ciężko ranne, jedną uprowadzono, świadkowie natomiast podawali różne
      liczby rannych (około dwudziestu), z których czterech wkrótce zmarło. We wsi
      ocalały tylko dwa budynki. Świadkowie nie zeznali - ani w czasie śledztwa, ani
      na rozprawie - by w domu sołtysa ktoś zginął. Prawdopodobnie więc zginęli ci,
      którzy nie przyszli na zwołane w domu sołtysa zebranie i próbowali się ukryć w
      swych domach, podpalonych przez ludzi z drużyny "Ładunka".

      W swym sprawozdaniu z działalności, spisywanym w więzieniu, kpt. "Bury" tak
      uzasadniał spalenie Zaleszan: "W tejże wsi doszło do zbuntowania się wsi i cała
      wieś, jak meldował "Rekin" nie daje jeść członkom grupy. Przed odjazdem jeden z
      wyrostków uderzył w "Rekina" kamieniem. Nakazałem spalenie wsi." Z kolei
      zeznająca na rozprawie "Burego" Eugenia Bazyluk z Zaleszan
      stwierdziła: "Spalono naszą wieś dlatego, że w naszej wsi najpierw
      zorganizowała się PPR i Samopomoc Chłopska."

      Tego samego dnia spalono kilka zabudowań w mijanych po drodze wsiach. Nie jest
      do końca jasne, w których. Najprawdopodobniej były to: Wólka Wyganowska,
      Suchowolce, Saki i Mostek. Wsie te (oprócz Wólki) nie są jednak wymienione w
      misięcznych raportach WUBP w Białymstoku. W Wólce zabito dwie osoby, z czego
      jedną prawdopodobnie pomyłkowo. Jeden ze świadków stwierdził, że uprowadzono
      jedną osobę, lecz materiały UB nie potwierdzają tego faktu.

      31 stycznia oddział zatrzymał się na postój we wsi Puchały Stare. Tu
      przeprowadzono selekcję wśród furmanów. Z około 40 wybrano 28, których
      drużyna "Modrzewia" (N.N., pluton "Bitnego") rozstrzelała w pobliskim lesie.
      Według zeznań "Burego" rozstrzelano ich za "złe ustosunkowanie się do
      nielegalnych organizacji". Kpt. "Bury" próbował przekonać sąd, że "Modrzew"
      samowolnie rozstrzelał furmanów, on bowiem nie wydał takiego rozkazu. "Modrzew"
      miał być za to oddany pod sąd polowy, do czego nie doszło, bo niebawem zginął.
      Wydaje się jednak, że taka samowola w tym zdyscyplinowanym oddziale nie była
      możliwa. "Bury" kłamał, próbując uniknąć odpowiedzialności.

      1 lutego 1946 r. oddział zatrzymał się we wsi Łubice, kilometr na północ od od
      miejscowości Wyszki. Stąd poszczególne plutony wyjechały na pacyfikację
      kolejnych wsi. I pluton "Wiarusa" spalił wieś Szpaki (gmina Wyszki), II
      pluton "Bitnego" spalił Zanie, III pluton "Leszka" Końcowiznę koło Suraża.
      Według zeznań świadka A. Bałło w Szpakach zginęło siedem osób. Spalono 22
      gospodarstwa, w tym 17 domów mieszkalnych. W Zaniach, które podpaliła
      drużyna "Ładunka" z plutonu "Bitnego", zginęło od 24 do 30 osób (świadkowie
      podawali na sprawie 24-26 osób, UB - 30 osób), w tym dziewięcioro dzieci, ośmiu
      do piętnastu rannych, z których jeden zmarł. Spośród 21 zabudowań spalono 13.
      Do próbujących ratować swój płonący dobytek strzelano. W Końcowiźnie ofiar w
      ludziach nie było. Według zeznań świadka W. Karpiuka spłonęły tam 3 domy, 12
      stodół i 24 chlewy oraz częściowo inwentarz.

      www.ipn.gov.pl/biuletyn/8/biuletyn8_10.html
      • holender2 Re: historyk IPN o zbrodniach 'Burego' 10.11.03, 10:12
        Autor i tytuł publikacji, fragmenty której przytoczyłem w poprzednim wpisie:
        Jerzy Kułak, historyk z oddziału IPN w Białymstoku: "Pacyfikacja wsi
        białoruskich w styczniu 1946 r.",

        (Biuletyn IPN nr 8 z września 2001 r.)

        www.ipn.gov.pl/biuletyn/8/biuletyn8_10.html
    • h.olender o pacyfikacji wsi Zanie i Szpaki 19.11.03, 08:11
      W końcu stycznia 1946 r. III Wileńska Brygada NZW, licząca ok. 180 ludzi,
      znajdowała się w powiecie bielskim. Wieczorem 28 stycznia rozbroiła m.in.
      posterunek MO w Hajnówce. Tego samego dnia uprowadziła ok. 30 ludzi wraz z
      furmankami we wsi Łozice na skraju Puszczy Białowieskiej. 29 stycznia spaliła
      Zaleszany i Wólkę Wygonowską koło Kleszczel. 31 stycznia na skraju wsi Puchały
      Stare, położonej ok. 10 km na południe od Brańska, członkowie tej formacji
      zamordowali pojmanych w Łozicach, Zaleszanach, Wólce Wygonowskiej i Krasnej Wsi
      mężczyzn. 1 lutego 1946 r. oddział zatrzymał się we wsi Łubice, znajdującej się
      ok. 1 km na północ od Wyszek (ponad 10 km na północny wschód od Brańska). Wieś
      ta położona jest w równej odległości (ponad 10 km) od Zań (kierunek południowo-
      zachodni) i Końcowizny (kierunek północny). Natomiast Szpaki znajdują się ok. 4
      km na południe. Miejsce koncentracji oddziału zostało dobrze dobrane w stosunku
      do wsi, które miały być spalone następnego dnia. Wieczorem 1 lutego odbyła się
      odprawa dowódców plutonów. Kpt. R. Rajs przydzielił zadania i wykonawców
      zniszczenia poszczególnych wsi. 2 lutego 1946 r., w sobotę, plutony wyruszyły z
      Łubic. Akcja została logistycznie dobrze przygotowana. Pododdziały posiadały
      furmanki (po ok. 30-40), na które potem załadowano mienie zabrane mieszkańcom
      tych wsi. I pluton pod dowództwem "Wiarusa" wyruszył do wsi Szpaki, II pluton
      pod dowództwem "Bitnego" udał się do Zań, natomiast III pluton pod
      dowództwem "Leszka" - do Końcowizny. Wraz z III plutonem wyruszył kpt. R.
      Rajs "Bury" i jego zastępca por. Kazimierz Chmielowski "Rekin".

      II pluton ok. godz. 20-20.30 przybył do Zań. Posiadał ok. 35 furmanek. Z jednej
      strony wieś została otoczona przez drużynę "Gołębia", a z drugiej - przez
      drużynę "Szczygła". Trzecia drużyna pod dowództwem "Ładunka" weszła do wsi. Co
      najmniej jedno stanowisko z karabinem naszynowym znajdowało się za stodołami.
      Według relacji świadków z Zań, o tej porze zauważono dużą łunę w rejonie wsi
      Szpaki. Uzbrojeni napastnicy zaczęli zabierać mieszkańcom żywność, odzież,
      inwentarz, wszystkie cenniejsze przedmioty. Następnie, po ok. 20 minutach,
      zaczęto podpalać poszczególne zabudowania, jednak tylko te, które należały do
      rodzin prawosławnych. Starano się nie podpalać zabudowań znajdujących się w
      sąsiedztwie gospodarstw należących do Polaków, katolików. Chciano uniknąć
      przeniesienia się ognia na ich budynki (wówczas w Zaniach mieszkały cztery
      rodziny katolickie). Po wkroczeniu do wsi powiadamiano katolików, aby wynieśli
      cenniejsze rzeczy ze swoich domów, bo istniało niebezpieczeństwo zapalenia się
      ich zabudowań od wznieconego we wsi ognia.

      Szybko, pomimo że był wieczór, zrobiło się jasno od łun pożarów. W większości
      domów mężczyzn i starszych chłopców nie było. Od wielu tygodni nocowali oni na
      strychach obór, w stodołach. Jak było cieplej to na drzewach, obwiązując się
      sznurami, aby nie spaść. W domu zostawały kobiety i dzieci. Zaczęto strzelać do
      ludzi wybigających z palących się budynków i próbujących uciec ze wsi.
      Niektórzy chowali się wśród zarośli, w polu i poniemieckich okopach. Tym,
      którzy nie uciekli na początku pacyfikacji, zadawano pytanie: "Polak czy
      Białorus?" Druga odpowiedź oznaczała śmierć. Jedna z dziewcząt (wyznania
      prawosławnego) wspomina, jak zapytano jej matkę o narodowość. Kobieta przed
      napastnikami zarzekała się, że jest Polką, prosiła swoją sąsiadkę - katoliczkę -
      o potwierdzenie tego. Jednak otrzymała od niej odpowiedź odmowną. Kobieta
      zginęła na oczach swojej córki. Napastnik strzelił jej z pistoletu w głowę.
      Inny ze świadków (wówczas młody chłopak) został złapany podczas ucieczki i
      zaprowadzony na skraj wsi z innym pojmanym starszym mężczyzną. Zapytano ich,
      czy są Polakami, czy Białorusinami. Mężczyzna potwierdził, że jest
      Białorusinem. Zginął na miejscu od strzałów z bliskiej odległości. Natomiast
      chłopak otrzymał postrzał w szyję. Druga kula przeszła przez rękę i wyszła
      łokciem. Został ciężko ranny. Napastnicy sądzili, że chłopak nie żyje. Były
      również przypadki sprawdzania dokumentów (wydanych jeszcze przez Niemców) z
      podaną w nich narodowością. Jeden ze świadków widział swój płonący dom z
      ukrycia w stodole, lecz kiedy i ona zaczęła się palić, wskoczył do studni i w
      ten sposób uratował swoje życie.

      Pacyfikacja wsi trwała do godziny 22, ok. dwóch godzin. O tej porze oddział
      opuścił Zanie i wyruszył w drogę w kierunku Świryd. Mieszkańcy Zań wśród
      napastników rozpoznali mężczyzn z sąsiednich Świryd, Glinnika i Olszewka.

      Istnieje rozbieżność w ocenie liczby zabitych - od 23 do 26 osób, a nawet 30. W
      protokole nadzwyczajnej komisji, powołanej przez Powiatową Radę Narodową w
      Bielsku Podlaskim, której członkowie byli w Zaniach 5 lutego 1946 r.,
      odnotowano 24 osoby zabite i wielu lżej rannych. W dokumencie tym wymieniono
      imiona, nazwiska i wiek 23 zabitych oraz niektórych ciężko rannnych. W końcu
      lat 90-tych Sławomir Iwaniuk na podstawie archiwaliów znajdujących się w
      Archiwum Państwowym w Białymstoku sporządził notki biograficzne zabitych
      (istnieją rozbieżności co do ich wieku w stosunku do protokołu z 5 lutego 1946
      r.) Nikt z nich nie należał do PPR. Podczas pacyfikacji wsi zginęli: Antoniuk
      Anna (ur. w 1892), Antoniuk Helena (ur. w 1863), Antoniuk Jan (ur. w 1920),
      Antoniuk Jan (1925), Antoniuk Jan (1931), Antoniuk Katarzyna (1893), Antoniuk
      Krystyna (1896), Antoniuk Ksenia (1897), Antoniuk Michał (1882), Antoniuk
      Michał (1897), Antoniuk Nadzieja (1906), Katerman Mikołaj (1886), Kołos Eugenia
      (1939), Kołos Maria (1932), Kołos Nadzieja (1907), Kołos Paweł (1900), Kołos
      Zofia (1934), Olszewska Maria (1932), Olszewski Daniło (1907), Paszkowska
      Stefania (1929), Paszkowska Ulana (1886), Paszkowski Grzegorz (1878),
      Paszkowski Jan (1932), Sielwańczuk Jan (1943). Najstarsza ofiara miała 83 lata,
      a najmłodsza trzy lata.

      3 lutego, następnego dnia po pacyfikacji, wrócili pierwsi mieszkańcy, których
      zabudowania spłonęły. Zaczęto zbierać kości i ciała zabitych. Złożono je w
      zbiorowej mogile ok. 200 metrów od wschodniego skraju wsi. Ludzie bali się
      zawieźć i pochować zwłoki na cmentarzu parafialnym w Brańsku. Na początku lat
      70-tych na miejscu pochówku ustanowiono tablicę pamiątkową z nazwiskami
      zabitych.

      2 lutego 1946 r. ok. godz. 20 doszło do pacyfikacji wsi Szpaki dokonanej przez
      I pluton pod dowództwem "Wiarusa". Według relacji świadków Szpaki zaczęły
      płonąć nieco wcześniej niż Zanie. Do tej miejscowości napastnicy również
      przybyli z taborami (ok. 30-40 furmanek). Śmierć od strzałów karabinowych lub w
      płomieniach oraz od odniesionych ran (po 2 lutego) poniosło siedem osób:
      Filipczuk Paweł (47 lat), Kłoczko Wasil (58 lat), Pietruczuk Maria (18 lat),
      Szeszko Antoni (ok. 45 lat), Szeszko Dionizy (50 lat), Szeszko Jan (45 lat),
      Szeszko Jan (21 lat). Rabowano mienie, dokonano zbiorowego gwałtu na młodej
      kobiecie, palono zabudowania. Spłonęło 15 domów, 15 stodół, 20 chlewów i
      spichlerzy. Komisja Starostwa Powiatowego w Bielsku Podlaskim, która przybyła
      do Szpaków 3 lutego, odnalazła ulotkę wzywającą ludność białoruską do
      opuszczenia wsi w ciągu 14 dni. Nie stwierdziła posiadania broni przez
      mieszkańców tej miejscowości.

      2 lutego 1946 r. została również napadnięta wieś Końcowizna. Ataku dokonał III
      pluton pod dowództwem "Leszka". Wieś przed tą napaścią była wielokrotnie
      rabowana przez oddziały podziemia zbrojnego. Po spaleniu wsi rabunki ustały, bo
      nie było czego zabierać.

      2 lutego 1946 r. spalono również część zabudowań wsi Malesze, położonej ok. 2
      km na południe od Szpaków.

      (Źródło: Wiesław Choruży, Spalenie wsi Zanie przez oddział PAS NZW kpt.
      Romualda Rajsa "Burego")

      kamunikat.net.iig.pl/www/czasopisy/bzh/18/18art_choruzy.htm
      • h.olender "stałem pod ścianą - do rozstrzału..." 02.12.03, 19:18
        We wsi Zanie przed wojną mieszkało około czterdziestu rodzin, w tym dwie
        rodziny katolickie. Reszta była wyznania prawosławnego. Chodziliśmy do cerkwi
        do Brańska. Tam była nasza parafia. Wszystkie domy były drewniane, murowanych
        domów nie było. Ludzie głównie utrzymywali się z ziemi. Żyli bardzo biednie, bo
        ziemie były bardzo słabe. Była bieda, głód i nędza. Nawet woda była głęboko.
        Jedna z wiejskich studni ma aż czterdzieści kręgów. W czasie wojny wieś nie
        była w ogóle zniszczona. Podczas wojny od radzieckiego pocisku zginęła jedynie
        jedna osoba. W Zaniach była pierwsza linia. W tym czasie mieszkańców
        ewakuowano. Mieszkali w pobliskich Świrydach.

        Przyszli 2 lutego 1946 roku. Była sobota, karnawał. O godz. 10 jeszcze nie
        spaliśmy, łaziliśmy po wiosce. Tam gdzieś kawaler z Bujnowa do panny
        przyjechał, to pod okna zaglądaliśmy. Taka moda była, żeby obejrzeć kawalera.
        Później do domu wpadł ojciec z krzykiem "Bandyty we wiosce!". Zima była
        wtenczas słaba, było mało śniegu. Później dopiero spadło dużo śniegu. Gdzieś
        dwa tygodnie po spaleniu Zań. Koło dwóch metrów było. Gdyby było więcej śniegu,
        lepiej można byłoby się ukryć - wspomina Józef Czołomiej, który wówczas był 11-
        letnim podrostkiem.

        Tego wieczoru byli też w Szpakach. Tam trochę "narozrabiali". Ze Szpak przyszli
        do Zań. W Zaniach byli gdzieś do północy. Rodziny katolickie miały ochronę.
        Widziałem jak jeszcze w dzień przyszli i ich ochraniali. Po cywilnemu byli
        ubrani.

        Wcześniej przychodzili i zabierali wszystko, nawet fajerki z "angielki".
        Wszystko. Konie, kożuchy i świnie, później nawet sagany zabierali. "Do Moskwy
        wypierdalajcie, kacapy!" - krzyczeli. Blaty nawet z pieców zrywali. Z
        sąsiednich wiosek chodzili.

        Tego wieczoru przyjechali od strony Świryd. Władek Antoniuk miał karabin -
        wyleciał z domu i zaczął strzelać. Karabin był jednostrzałowy. Oni zatrzymali
        się. Stanęli. Utworzyli dwa skrzydła i otoczyli wieś. Przestrzelili wieś
        rakietami. Podchodzili do wioski coraz bliżej. Matka i ojciec uciekli
        wcześniej. Wyrzekli się nas. Babka została w domu. My buchnęliśmy w drzwi. Ktoś
        strzelił z automatu w górę drzwi. Myślał, że to dorośli. Z drzwi powylatywały
        deski. Cofnęliśmy się i uciekliśmy oknem. Plac był zalesiony, rosły krzaki,
        śliwki. Chcieliśmy uciekać do lasu, jednak z tamtej strony ktoś spod topoli
        zaczął strzelać z rkm-u na nóżkach. Później w tym miejscu było chyba z wiadro
        łusek. Bał się chyba, więc strzelał. Tymi nabojami można było pół wojska wybić.
        Mnie trafił pocisk w fufajkę, aż pakule poleciało. Cofnęliśmy się. Wleźliśmy do
        okopu. W okopie siedział już taki dziadek z dzieckiem. Wnuczek, który
        przyjechał z sąsiedniej wioski, Szeszków, zaczął płakać. Któryś z bandytów
        zaczął strzelać po tym okopie. Dziadkowi odstrzelił ręce, ale nie zabił. Zabił
        jednak wnuczka. Później zaczął podpalać gałęzie, które były w tym okopie. My z
        bratem wylecieliśmy z tego okopu, brat schował się w dylach. Ja spanikowałem.
        Leciałem tam gdzie krzyczą. Doleciałem do obory. Przy oborze było już zabitych
        kilka osób. Nas złapali i zaczęli ustawiać pod ścianą - do rozstrzału. W tym
        miejscu było najwięcej ludzi, bo było najbliżej do lasu. Ze wszystkich stron
        wieś była otoczona. Zaczęli rozstrzeliwać z pepeszki. W rządku stało gdzieś
        koło ośmiu osób. Kilka osób padło od kul, ale zaciął się automat. Pobiegł do
        gruszy oddalonej ok. sześciu metrów i zaczął odblokowywać automat. Drugi w tym
        czasie podpalał chlew kryty słomą. Ja wyrwałem stamtąd i zacząłem uciekać w
        kierunku lasu. Z brzegu wioski wyskoczyła jeszcze Stefka Paszkowska i Janek. Ja
        doleciałem do lasu, oni nie. Jakimś cudem babka też doleciała do lasu. Jak
        jeszcze byliśmy w lesie, to oni wszyscy pojechali na Wólkę. "Bury" miał tam
        dwie panny. Chyba ze trzydzieści fur jechało. Strzelali po lesie. Tak obszywali
        las, jakby w garnku się gotowało. Tylko ogień błyskał. Pewnie bali się
        zasadzki, bo w Zaniach kilku miało broń. Zaszliśmy do Szeszków. Mieszkała tam
        prawosławna rodzina, u której przenocowaliśmy. Bali się nam w chacie dać
        miejsce, to spaliśmy pod podłogą. Jakby jakie Żydy my byli. Przeleżeliśmy tam
        parę godzin. Nad ranem przyszliśmy do domu. Wioska była spalona. Dym, smród.
        Było popalone bydło. Trupy leżały popalone. Trupy leżały do tygodnia. Niektóre
        ciała porozrywały już psy. Marnie to wszystko wyglądało.

        Większość z tych, którzy uciekli, do wsi już nie wrócili. Nasza chata ocalała,
        bo po sąsiedzku była chata katolicka. W ogóle we wsi zostały dwie chaty
        katolickie i jedna małżeństwa mieszanego. Ojciec z matką też wrócili. Siedzieli
        w brańskim lesie. Wróciła i babka. W domu nie spaliśmy. Nocowaliśmy u znajomego
        w Świrydach.

        Dopiero jak przyjechało UB, do Zań zaczęło powracać życie. Na wiosnę niektórzy
        zaczęli wracać. Inni w ogóle nie wrócili. Osiedlili się gdzie indziej,
        najczęściej w Bielsku. Obecnie w Zaniach jest około dwudziestu domów.

        Owego tragicznego wieczoru w Zaniach zginęły 24 osoby. Najmłodszy z nich,
        czteroletni Janek Siliwoniuk zginął na rękach swego dziadka. Ofiary mordu
        znalazły miejsce spoczynku w zbiorowej mogile nieopodal wsi. Pochowano ich w
        zbitej z desek trumnie. Nad mogiłą stanął drewniany krzyż. Dopiero w 1974 roku
        sporządzono betonową tablicę i umieszczono na niej nazwiska poległych. U
        wezgłowia stanął tym razem krzyż żelazny. Nad mogiłą wyrósł niebosiężny świerk,
        który przypomina potomnym, jak dużo czasu upłynęło od owego tragicznego
        lutowego wieczoru.

        free.ngo.pl/nadbuhom/66-zanie16.htm
    • h.olender bohater AK - sadystycznym bandytą 03.12.03, 09:47
      Znów obejrzeliśmy film, który zabolał jak policzek. W poprzedni poniedziałek
      telewizja publiczna emitowała dokument pani Agnieszki Arnold (wcześniej od
      Jedwabnego), ukazujący tym razem historię żołnierza Armii Krajowej, który
      okazał się sadystycznym bandytą. Za odwagę w walce z hitlerowcami Romuald
      Rajs "Bury", dowódca niższego szczebla III Wileńskiej Brygady AK, został
      odznaczony Krzyżem Walecznych i Krzyżem Kawalerskim Virtuti Militari V klasy.
      Tak zwana władza ludowa schwytała i wymierzyła mu w 1948 roku karę śmierci za
      to głównie, że był jej bezlitosnym wrogiem. Na pytanie sądu, "kim jest",
      odpowiedział: "Polakiem i katolikiem. A wy jesteście pieski moskiewskie."

      "Bury" przedarł się latem 1944 roku przez obławę NKWD po akcji "Ostra Brama".
      Dotarł do brygady "Łupaszki". Nadal walczył, tym razem z nowym już okupantem.
      Niestety, na tym film się nie kończy. "Bury" zorganizował później oddział nie
      mający nic wspólnego ze strukturami postakowskimi. I są dowody, że zabijał
      niewinnych ludzi. Prawosławnych, którzy na obrzeżach Puszczy Białowiedkiej
      mieszkali od tysiąclecia.

      Poznałem sąsiada, który pochodzi z Hajnówki. Pzry trzeciej wódce zapytał ze
      smutkiem: - Czy będziesz chciał się nadal ze mną przyjaźnić, jeśli wyznam ci,
      kim jestem? Otóż jestem obywatelem polskim, ale czuję się Rusinem i wyznaję
      prawosławie...

      Oczywiście, zapewniałem o wielowiekowym braterstwie i polskiej, a jakże,
      tolerancji. - Spójrz Jasiu, Iwanuszka - gwarzyłem - na wszystkich przyjaciół
      dokoła. Nikt ci złego słowa nie powie. Przeciwnie. Każdy jest tylko bardziej
      dumny z różnorodnych źródeł naszego obyczaju, kultury, tradycji, tożsamości
      wreszcie... A na to Jasio, Iwanuszka: - Ty mówisz o warszawskich przyjaciołach.
      Pojedź do nas. Tam nasi ludzie nadal boją się mówić, bo boją się polskiej
      zemsty. Czy wiesz, ile grobów zostawiła za sobą twoja ukochana Armia Krajowa?
      Czy możesz się dziwić, że Białorusini wstępowali po wojnie - podobnie jak
      Żydzi - do partii? Przecież to była obrona przed tym waszym patriotyzmem, który
      nie pozwalał na świętej polskiej ziemi żyć ludziom innego wyznania. Dla nas też
      to była ziemia święta, nasza...

      Przypomniałem sobie wtedy jeden z felietonów Marka Nowakowskiego, który pisał o
      ruskim milczeniu w Polsce. Milczeniu ludzi okrutnie doświadczonych, nie tylko
      świadomych własnej krzywdy, ale i zrezygnowanych z powodu tak wielkiego
      poplątania dziejów, że zwykły człowiek rozplątać ich nie może. Co ich obchodzi
      rozróżnienie między żołnierzem podziemnego, prawdziwego państwa polskiego, a
      bandytą, jeśli był to ten sam człowiek, tylko w różnym czasie? Zamordował
      najbliższych. Nawet mogił nie można znaleźć.

      W rezygnacji milczeli też zdziesiątkowani, sponiewierani żołnierze AK. Tyle
      lat. Jakby dopiero teraz odtajał lód i aktualne stają się sprawy przez
      dziesięciolecia hibernowane. Co by było, gdyby wojnę rzeczywiście wygrali
      Polacy? Jedno nie ulega wątpliwości: jeśli nawet "Bury" stałby się - co
      wątpliwe - ludobójcą, to osądziłby go za tę właśnie zbrodnię niezawisły sąd
      suwerennego państwa polskiego. Zbrodniarzami, którzy istotnie i szatańsko
      wpłynęli na bieg historii, okazują się ci, którzy w zniewoleniu Polski wzięli
      udział. Niektórzy jeszcze żyją. Lód stajał. Są tematy dla pani Arnold.

      (Maciej Rosalak, Tuż po hibernacji, "Rzeczpospolita", 15-16 listopada 2003)
    • h.olender nowe dowody w sprawie "Burego" 04.12.03, 07:41
      Nowa opinia biegłego w sprawie śmierci furmanów stwierdza, że poszkodowani
      zginęli na skutek strzałów z broni palnej, a nie od uderzeń w głowę, jak
      wcześniej sądzono.

      W marcu 1997 roku Główna Komisja Badania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu
      wszczęła śledztwo, którego przedmiotem była śmierć około 30 furmanów -
      mieszkańców wiosek położonych wokół Puszczy Białowieskiej. W kwietniu 2002
      roku, po likwidacji komisji, śledztwo podjął białostocki oddział Instytutu
      Pamięci Narodowej. Cała sprawa budziła spore kontrowersje, ponieważ mordu miał
      dokonać oddział podziemia niepodległościowego pod dowództwem Romualda Rajsa -
      "Burego", byłego żołnierza Wileńskiej Brygady Armii Krajowej, później zaś
      Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Pomordowani zaś to w większości osoby
      wyznania prawosławnego.

      W ubiegłym tygodniu do rąk Dariusza Olszewskiego, prokuratora prowadzącego
      sprawę "Burego", trafiła opinia biegłego z zakresu medycyny sądowej, rzucająca
      na śledztwo nowe światło.
      - Przez wiele lat wokół całej sprawy narosło wiele przekłamań i niedomówień -
      mówi prokurator Olszewski. - Niektórzy bliscy pomordowanych utrzymywali, że
      zamordowano furmanów, bijąc ich tępymi narzędziami. Udostępniłem biegłemu
      zeznania świadków, mieszkańców tamtych okolic, i byłych żołnierzy "Burego", w
      tym protokół ekshumacji z 1951 roku.

      Według biegłego większość furmanów zginęła przez rozstrzelanie, a obrażenia
      przypominające te, jakie zostają po uderzeniach tępym narzędziem, powstały
      przez to, że oprawcy mierzyli do nich z bliskiej odległości. W poszczególnych
      czaszkach nie było śladów po kulach, co sugeruje, że furmani zginęli od
      strzałów w tułów podczas próby ucieczki.

      - Opinia ujawnia nam inny mechanizm śmierci od dotychczas przyjmowanego; możemy
      uznać, że ich rozstrzelano - mówi Olszewski. - Ma też drugi aspekt, który
      nazwałbym ogólnoludzkim. Teraz pokrzywdzeni, potomkowie zamordowanych, mają
      świadomość, że ich bliscy nie umarli śmiercią tak okrutną, jak wcześniej
      sądzono.

      Pomimo, że opinia wnosi bardzo wiele do sprawy i pozwala dokładniej poznać
      okoliczności tamtej tragedii, nie jest dla śledztwa przełomowa. Nadal nie ma
      ostatecznego stanowiska co do tego, czy rzezi dokonali rzeczywiście
      żołnierze "Burego".

      - Nie ma podstaw do kwestionowania związku "Burego" i jego oddziału z tymi
      wydarzeniami - mówi Olszewski. - Nie chcę wydawać ostatecznych ustaleń, gdyż
      podważałoby to mój obiektywizm, a z drugiej strony mogą pojawić się nowe,
      nieznane dowody, które wpłyną na dotychczasowe ustalenia. Nie mogę sobie
      pozwolić na niedokładne, powierzchowne wyjaśnienie tej sprawy i zamierzam
      przeprowadzić wszystkie możliwe czynności.

      Prokurator Olszewski nie potrafił powiedzieć, kiedy śledztwo dobiegnie końca.

      (Gazeta Wyborcza, 2 grudnia 2003 r.)

      twojemiasto.gazeta.pl/bialystok/1,35235,1804679.html
      • h.olender o "humanitarnej" likwidacji furmanów 05.12.03, 09:11
        Śledztwo Instytutu Pamięci Narodowej dotyczące kpt. Romualda Rajsa ps. "Bury",
        uznawanego w Polsce za bohatera sprawy narodowej, wkrótce zostanie zakończone.
        W świetle dotychczasowych ustaleń prokuratury IPN, to "Bury" winny jest
        zabójstwa 30 furmanów i pacyfikacji kilku białoruskich wsi w powiecie bielskim
        zimą 1946 roku.

        Furmani, zlikwidowani przez oddział "Burego" w lesie koło Puchał Starych zimą
        1946 roku, zginęli od strzałów z broni palnej. Nie zakatowano ich - głosi
        opinia biegłego, którą wczoraj ujawnił Instytut Pamięci Narodowej prowadzący
        śledztwo w tej sprawie.

        Ekspertyzy dokonał ten sam biegły, który był przy ekshumacji ciał w 1997 roku.
        W swoim protokole stwierdził wtedy, że na podstawie znalezionych szczątków
        ofiar - za wyjątkiem dwóch - w czaszkach których znaleziono otwory po kulach,
        zginęły one w wyniku urazów zadanych tępymi narzędziami.

        Rodziny pomordowanych były tym faktem porażone. Opowiadały o bestialstwie
        ludzi "Burego", o czaszkach tłuczonych deskami z gwoździami, o kamieniach
        wpychanych w oczodoły. Słowa te jednak nie zostały potwierdzone przez śledztwo
        prowadzone przez prokuratora Dariusza Olszewskiego, naczelnika pionu śledczego
        IPN w Białymstoku. Większość świadków zeznała, że słyszeli strzały. IPN zwrócił
        się więc do biegłego o wykonanie powtórnej ekspertyzy. Miał on teraz do
        dyspozycji więcej danych i wgląd do nowych dokumentów, jak choćby do protokołu
        z przeniesienia ciał na cmentarz w Klichach w 1951 roku. Po ich analizie biegły
        stwierdził, że wszyscy (czyli 30 furmanów z podbielskich wiosek) zostali
        pozbawieni życia poprzez rozstrzelanie z broni palnej i automatycznej.
        Pęknięcia i urazy czaszek mogły być spowodowane tym, że strzelano z bliskiej
        odległości.

        - Wokół tego tematu narosło wiele nieporozumień i zniekształceń - mówi
        naczelnik Olszewski. Myślę, że to ulga dla rodzin pomordowanych, bo inny wymiar
        ma śmierć przez rozstrzelanie, a inny wskutek zadawania ciosów różnego typu
        narzędziami.

        (Kurier Poranny, 2 grudnia 2003 r.)

        /www.bialorus.pl/index.php?Rozdzial=Wiadomosci&&wiecej=5117

        Coś tu śmierdzi. Taki "biegły", który wydaje dwie różne ekspertyzy w tej samej
        sprawie, staje się niewiarygodny. Może należałoby zlecić dokonanie ekspertyzy
        jakiemuś innemu rzeczoznawcy.
    • h.olender jak mordowano prawosławnych furmanów? 08.12.03, 08:51
      Ludzie, którzy na przełomie stycznia i lutego 1946 r. zginęli z rąk
      oddziału "Burego", stali się ofiarami budowy podporządkowanego Stalinowi "obozu
      socjalistycznego", którego "polski barak" miał być pozbawiony mniejszości
      narodowych. Szybko okazało się, że działania "władzy ludowej", która już we
      wrześniu 1944 r. podpisała umowę o "repatriacji", a faktycznie o wysiedleniu
      autochtonicznej ludności ukraińskiej, białoruskiej i litewskiej do ZSRR,
      zyskały pełne poparcie walczącej z nią "zbrojnej reakcji". Tak było nie tylko w
      woj. rzeszowskim czy lubelskim, gdzie polskie podziemie od dawna miało "na
      pieńku" z ludnością ukraińską, ale i w woj. białostockim. Mieszkająca tutaj
      prawosławna ludność etnicznie ukraińska i białoruska nie przejawiała skłonności
      do "nacjonalizmu". Lecz jej stosunek do nowych władz był daleki od oczekiwań
      polskiego podziemia, zwłasczcza formacji o rodowodzie - delikatnie mówiąc -
      zdecydowanie prawicowym, jaką było Narodowe Zjednoczenie Wojskowe (powstałe z
      połączenia Narodowych Sił Zbrojnych i Narodowego Związku Wojskowego), w którego
      szeregach znalazł się były AK-owiec z Wileńszczyzny "Bury" (jego oddział,
      stworzony jesienią 1945 r., nosił nawet nazwę III Wileńskiej Brygady NZW).

      O wydarzeniach z lat 40-tych napisano niemało. Trzeba jednak przyznać, że
      publikacje autorów starających się wyjść poza schematy właściwe poszczególnym
      orientacjom politycznym i narodowym i dać wyczerpujący obraz tej, nie tak
      znowuż odległej przeszłości, nie są zbyt liczne. Nadal też pozostają w fazie
      prób i błędów. Jednym z takich stereotypów jest twierdzenie o dokonaniu na
      furmanach egzekucji przez rozstrzelanie. Zupełnie inaczej przedstawia tę sprawę
      Teodor Golonko, pochodzący ze Zbucza brat jednej z ofiar:

      "Coś zupełnie odmiennego opowiadał mi Iwacik Prokop, który był jednym z
      furmanów, który wrócił ze wsi Puchały Stare już po dokonaniu ludobójstwa przez
      wojsko polskie, dowodzone przez dowódcę o pseudonimie "Bury". Mówił on: Na
      każdej z furmanek jechało siedmiu wojskowych. Wszyscy byli ubrani w polskie
      mundury wojskowe. Jeden z tych wojskowych dowodził 6-osobową grupą. Całą drogę
      grupa była w tym samym składzie.

      Po dojechaniu do wsi Puchały Stare cała kolumna zatrzymała się na skraju dużego
      lasu. "Bury", który przyjechał na koniu, wyszedł przed furmanki i rozkazał,
      abyśmy wraz z siedzącymi na furmankach żołnierzami zsiedli. Mnie kazał odjechać
      na bok. Pozostałym kazał stanąć w grupach tak, aby furman znalazł się w środku
      grupy. Gdy to zostało wykonane, wtedy "Bury" wyjął z kieszeni kartkę i
      odczytał, że wszyscy furmani zostaną zabici i krzyknął: "Wykonać według
      rozkazu!" Wówczas wszystkie siódemki rzuciły się na swych furmanów, powalili
      ich na ziemię, zdarli z nich całe ubranie, bagnetami poobcinali wszystko, co
      dało się obciąć, wydłubywali oczy, wyrywali języki, wybijali zęby, głowy
      rozbijali obuchami siekier zabranych z furmanek. Jęk był tak straszny, że nie
      można było wytrzymać. Po ok. godzinę trwającej masakrze "Bury" kazał wybrać z
      ubrań zamordowanych wszystkie papiery i dokumenty i oddał je dla mnie,
      rozkazując, ażebym wyrzucił je pod najbliższy mostek. Jeśli tego nie wykonam
      lub pisnę coś o tym, co widziałem tu i wcześniej po drodze, to czeka mnie to
      samo, co tych tam i wskazał na okrwawione ciała furmanów. Do żołnierzy
      stojących w grupach nad swoimi ofiarami krzyknął: "Oprawić ich tak, aby rodzona
      matka nie rozpoznała". Po tym rozkazie żołnierze zaczęli odrąbywać ręce, nogi,
      rozbijać twarze itp.Mnie rozkazał, ażebym siadł na swoją furmankę i szybko
      odjechał do domu. Uderzyłem konia i odjechałem. Co było dalej, nie wiem."

      Protokół z przeprowadzonej ekshumacji zwłok zamordowanych nie potwierdza wersji
      o rozstrzelaniu. Potwierdza natomiast relację naocznego świadka Iwacika
      Prokopa, który był wyznaczony przez sołtysa, który w obliczu niechybnej śmierci
      znalazł sposób na uratowanie siebie i swojej furmanki w drodze przekonania
      wojskowych siedzących na jego furmance o tym, że jest Polakiem i katolikiem, i
      wrócił z koniem oraz wozem z Puchał Starych. Po powrocie pytany przez sąsiadów
      milczał prawie do końca życia.

      Ze sporządzonego 30 lipca 1997 r. protokołu z oględzin ekshumowanych szkieletów
      furmanów wynika, iż śmierć zadano im nie poprzez "humanitarne" rozstrzelanie,a
      w sposób o wiele bardziej brutalny. W kościach kończyn i tułowia - czytamy w
      dokumencie podpisanym przez biegłego sądowego, dr medycyny Tadeusza Jóźwika -
      przede wszystki gdy chodzi o kości biodrowe nie natrafiono na ślady działania
      pocisków z broni palnej. Poza jedną nieuszkodzoną czaszką, pozostałe wskazywały
      rozległe i wieloodłamowe złamania, ale nie tylko mózgo-czaszki, ale również i
      twarzo-czaszki. W dwóch czaszkach natrafiono na ślady działania pocisków z
      broni palnej, ale jednocześnie były także i inne złamania. Można zatem przyjąć,
      że ofiary te były pozbawione życia przy zadawaniu urazów mechanicznych w głowy
      jakimiś narzędziami twardymi, tępokrawędziastymi.

      free.ngo.pl/nadbuhom/wzgodzie_4.htm
    • h.olender rehabilitacja "Burego" - niewzruszona 09.12.03, 07:46
      - Czy w świetle zebranego materiału "Bury" jest winny pacyfikacji białoruskich
      wsi w powiecie bielskim i zabójstwa furmanów zimą 1946 roku?

      - Wszystkie materiały wskazują na to, że tak. To "Bury" wydał rozkaz
      rozstrzelania furmanów i pacyfikacji wsi.

      - Co w takim razie z rehabilitacją "Burego"? W latach 90-tych oczyszczono go z
      zarzutów dotyczących także mordu ludności białoruskiej.

      - Każde prawomocne orzeczenie może być w pewnych okolicznościach wzruszone, ale
      w tym wypadku nie widzę do tego podstaw.

      - Jak to? Stwierdza pan, jako prokurator IPN, że to zbrodnia i mówi
      jednocześnie, że nie ma podstaw, by zweryfikować orzeczenie, które głosi coś
      wręcz przeciwnego?

      - Sąd unieważnił poprzedni wyrok i stwierdził, że "Bury" także w ten sposób
      walczył o niepodległą Polskę. Ja nie oceniam, czy ten wyrok jest słuszny, czy
      nie. Ja mówię, że jest zgodny z przepisami. W oparciu o wyniki śledztwa nie
      będę żądał wzruszenia tego orzeczenia.

      (Dariusz Olszewski, naczelnik pionu śledczego Instytutu Pamięci Narodowej w
      Białymstoku, w rozmowie z Urszulą Dąbrowską, "Kurier Poranny", 18.11.2003 r.)
    • h.olender "Bury" - bandzior w mundurze Armii Krajowej 10.12.03, 10:04
      Bardzo poruszający okazał się film pt. "Bohater", pokazany wreszcie w telewizji
      publicznej na początku listopada. Nie był co prawda anonsowany, ale i bez tego
      na pewno miał olbrzymią widownię. Telewizyjna Jedynka pokazała go bowiem w
      popularnym poniedziałkowym cyklu dokumentalnym, w porze największej
      oglądalności.

      Film opowiadał o kpt. Romualdzie Rajsie ps. "Bury", którego zbrojny oddział
      dokonał zimą 1946 r. pacyfikacji kilku białoruskich wsi w powiecie bielskim i
      mordu 30 uprowadzonych furmanów. Tym zbrodniom poświęcona była druga część
      ponadgodzinnego dokumentu. W pierwszej ukazano partyzancką działalność "Burego"
      na Wileńszczyźnie w ostatnich latach wojny.

      Autorka filmu, Agnieszka Arnold, dotarła z kamerą do żyjących członków oddziału
      i zarejestrowała ich wspomnienia. Już samo to, że zdołała ich do tego namówić,
      zasługuje na wielkie uznanie. Współtowarzysze "Burego" otwarcie bowiem mówili o
      swym dowódcy jako despotycznym szaleńcu. Wspominali, jak z zimną krwią wydawał
      wyroki śmierci, czasem niczym nie uzasadnione. Był bandziorem w mundurze Armii
      Krajowej, walczącej o wolność ojczyzny. Po jej rozwiązaniu stanął na czele
      Pogotowia Akcji Specjalnej Narodowych Sił Zbrojnych - formacji niszczącej
      struktury wprowadzanej w Polsce nowej prosowieckiej władzy. Za teren działania
      obrał wsie na skraju Puszczy Białowieskiej.

      Niepohamowany charakter, porywczość, wewnętrzna agresja i buta - tymi cechami
      opisali przed kamerą swego dowódcę jego współtowarzysze. Również sami pokajali
      się za niektóre swe postawy w partyzantce, usprawiedliwiając się warunkami
      wojennymi. Z ich wypowiedzi wynika, że motywem zbrodni "Burego" na ludności
      białoruskiej było komunizowanie się zamieszkiwanych przez nią terenów,
      zawiązywanie się tam oddziałów ORMO i struktur PPR. Jednak w filmie rodziny
      ofiar od razu zadały temu kłam: "W tych wsiach nikt polityką się nie
      zajmował!" - ripostowano na ekranie.

      Film nie daje odpowiedzi na kluczowe pytanie: Dlaczego spośród pojmanej grupy
      furmanów osoby wyznania katolickiego puszczono wolno, a prawosławnych zgładzono?

      My wiemy, dlaczego. Krwawe wojaże po białoruskich wsiach oddziału "Burego" nie
      były bowiem wyjątkiem. Formacje rozwiązanej Armii Krajowej i podszywające się
      pod nią bandy rabusiów grasowały na Podlasiu jeszcze długo po wojnie.
      Przystawali do nich także prawosławni - ci, którym biednie się powodziło. Ale
      to nie oni na potęgę okradali białoruskie wsie, mordowali mieszkańców, zmuszali
      do wyjazdu do BSRR. Dziś o takich działaniach mówi się jednoznacznie - czystki
      etniczne.

      W latach 90-tych w "Czasopisie" opisaliśmy "szlak znaczony krwią" przez
      oddział "Burego", potem śledziliśmy starania rodzin ofiar o ekshumację
      szczątków, powtórny ich pochówek na Cmentarzu Wojennym w Bielsku oraz
      pertraktacje z władzami, dotyczące tekstu tablicy nagrobkowej. W międzyczasie
      rodzina "Burego", skazanego na karę śmierci w 1948 r., wystarała się o jego
      rehabilitację, uzyskawszy 200 tys. zł odszkodowania.

      Film "Bohater" - bardzo dla nas ważny i cenny - nie zamyka jednak całej sprawy.
      Dwa lata temu śledztwo wszczął bowiem Instytut Pamięci Narodowej i właśnie
      dobiega ono końca. Zebrane materiały jednoznacznie wskazują, że to "Bury" wydał
      rozkaz pacyfikacji Zaleszan, Zań, Puchałów, innych białoruskich wsi i zabójstwa
      30 furmanów. Potwierdziły to zeznania świadków, poszkodowanych, a przede
      wszystkim żyjących żołnierzy "Burego" i dokumenty archiwalne.

      Wynik śledztwa IPN nie oznacza jednak, że uniewinniający i rehabilitujący wyrok
      zostanie zrewidowany (wzruszony - według nazewnictwa sądowego). Formalnie ponoć
      nie ma ku temu podstaw prawnych. Nadzieja tylko w Rzeczniku Praw Obywatelskich,
      który już tą sprawą się zainteresował.

      Mimo że od tamtych tragicznych wydarzeń minęło już blisko 60 lat, to wciąż
      budzą one emocje, żale i nieporozumienia. Polskiemu społeczeństwu - głównie z
      tzw. kręgów niepodległościowych - brakuje bowiem dojrzałości historycznej i
      dystansu do samego siebie, by powiedzieć: "tak, owszem, w służbie wielkiej idei
      zdarzali się też zbrodniarze". Na szczęście młode pokolenie staje się już w tym
      względzie coraz bardziej zdroworozsądkowe. Świadczy o tym właśnie
      film "Bohater".

      (Jerzy Chmielewski, redaktor naczelny, "Czasopis", grudzień 2003 r.)

      kamunikat.net.iig.pl/czasopisy/czasopis/12-2003/12-01.htm
    • h.olender nie ma usprawiedliwienia dla bestialskich czynów 11.12.03, 10:19
      26 czerwca 1995 r. do prokuratora Monkiewicza wpłynął wniosek od Komitetu
      Rodzin Pomordowanych Furmanów o zezwolenie na powtórną ekshumację swoich
      najbliższych i przeniesienie ich szczątków na cmentarz w Bielsku Podlaskim. Po
      dwóch latach starań 23 lipca 1997 r. udało się doprowadzić do pochówku furmanów
      na cmentarzu wojennym w Bielsku Podlaskim. Przeniesiono szczątki 27 osób z
      cmentarza w Klichach oraz 3 osób z lasu w Puchałach Starych. W sumie w
      zbiorowej mogile w Bielsku spoczęły szczątki 30 prawosławnych mieszkańców z 13
      miejscowości byłego powiatu bielskiego. Ekshumacja odbyła się w obecności
      prokuratora W. Monkiewicza z Okręgowej Komisji Badania Zbrodni przeciwko
      Narodowi Polskiemu oraz dr med. T. Jóźwika - lekarza medycyny sądowej.

      Nabożeństwo żałobne celebrował ówczesny ordynariusz diecezji białostocko-
      gdańskiej arcybiskup Sawa. Znamienne są słowa, które wypowiedział on podczas
      uroczystości pogrzebowych: "zostali zabici tylko z tego powodu, że mówili innym
      językiem, wyznawali inną wiarę. Przez prawie 50 lat ich los pozostawał
      nieznany, bo nikt nie raczył poinformować rodzin o śmierci bliskich. To kości
      naszych braci męczenników. Ich duszom możemy ofiarować to, co najcenniejsze:
      ofiarę eucharystyczną. Nie ma usprawiedliwienia dla bestialskich czynów. Nasz
      naród wiele wycierpiał w ciągu całej historii. Takich męczenników na naszej
      ziemi jest dużo. Cierpieli i oddawali życie za swój język i prawosławną wiarę."

      Nad mogiłą usypany został kurhan ziemny wysokości 1,5 m i szerokości 4 m. Nad
      nim zaś ustawiono dwumetrowy prawosławny krzyż.

      www.harazd.net/~nadbuhom/ps_pomnik_dla_ofiar_mordu.htm
    • h.olender perypetie z budową pomnika dla ofiar mordu 15.12.03, 10:07
      Zamiarem Społecznego Komitetu Członków Rodzin Osób Pomordowanych było
      ustawienie granitowego pomnika na miejscu pochówku rozstrzelanych furmanów. Na
      to jednak potrzebne były zezwolenia odpowiednich władz. Doświadczenia kilku
      ostatnich lat pokazały, że wcale nie jest to takie proste, gdyż nie każdemu
      przypadł do gustu pomysł z pomnikiem. Szczególne emocje wzbudzały u niektórych
      decydentów słowa, jakie miały być wykute na granitowych płytach. Według
      projektu pomnik miał się składać z trzech stojących płyt granitowych. Na
      tablicy głównej wysokości 130 cm planowano wykucie epitafium o treści:

      "W tym miejscu 25 lipca 1997 r. pochowano szczątki 30 mieszkańców b. pow.
      Bielsk Podlaski pomordowanych 31 stycznia 1946 r. k. wsi Puchały Stare gm.
      Brańsk przez oddział zbrojnego podziemia PAS-NZW kpt. Romualda Rajsa
      ps. "Bury".

      Płyty granitowe komitet zamówił w zakładzie kamieniarskim jeszcze w 1998 r. W
      związku z tym zostały poniesione niemałe koszty. Jak mówi Józef Antoniuk,
      zabrakło tylko 10 dni na postawienie pomnika. Kłopoty związane z uzyskaniem
      odpowiednich zezwoleń zaczęły się już w czerwcu 1998 r. Wówczas to kierownik
      Urzędu Rejonowego w Bielsku Podl. Marek Łukaszewicz swoim pismem unieważnił
      pozwolenie na budowę pomnika. Jego zdaniem prace budowlane na terenie cmentarza
      wojennego w Bielsku Podl. mogą być prowadzone za zgodą Wojewódzkiego
      Konserwatora Zabytków w Białymstoku. Jak się później okazało, zgoda taka nie
      jest konieczna, gdyż cmentarz wojenny w Bielsku nie jest wpisany do Rejestru
      Zabytków woj. białostockiego.

      Sprawa została przekazana do rozpatrzenia przez organ wyższej instancji, tzn.
      Wojewodę Podlaskiego Krystynę Łukaszuk. Pani wojewoda, po zasięgnięciu opinii
      Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, nie zgodziła się na postawienie pomnika
      w formie zaproponowanej przez komitet społeczny. Decyzję swą argumentowała:
      pomnik nie odzwierciedla faktów dotyczących konkretnego zdarzenia. Zamiast
      kurhanu i trzech tablic stojących zaproponowała jedną leżącą płytę bez
      napisów "zbrojnego podziemia".

      Stanowisko wojewody poparł sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i
      Męczeństwa Andrzej Przewoźnik, stwierdzając, iż kształt i treść napisów
      inskrypcyjnych nie odpowiadają stanowi faktycznemu. Treść zaproponowanego
      epitafium nazwał on niedopuszczalnym uogólnieniem. Chodzi tutaj o
      zwrot "zbrojne podziemie". Jego użycie, zdaniem A. Przewoźnika, może oznaczać,
      że całe zbrojne podziemie było organizacją zbrodniczą. Jeśli jednak weźmiemy
      pod uwagę fakt, że słowa, które nie podobają się sekretarzowi generalnemu
      ROPWiM zostały wyrwane z kontekstu, to przekonamy się, że nikt nie chce
      oskarżać całego podziemia walczącego po wojnie z ówczesną władzą ludową. Napis
      wskazuje jasno, że chodzi tu o napiętnowanie działalności oddziału "Burego". To
      ugrupowanie bojowe było jednakże częścią zbrojnego podziemia, co jest faktem
      stwierdzonym historycznie. I tutaj koło się zamyka. Epitafium na pomniku jest
      zgodne z rzeczywistością, jaka miała miejsce ponad 50 lat temu. Nie każdy jest
      jednak skłonny przyjąć tę obiektywną prawdę do wiadomości.

      Społeczny Komitet Członków Rodzin Osób Pomordowanych postanowił szukać
      sprawiedliwości w MSWiA. Owczesny minister J. Tomaszewski przy podejmowaniu
      swojej decyzji wykorzystał opinię ROPWiM, w wyniku czego wcześniejsze
      postanowienie wojewody o niewydaniu zezwolenia na budowę pomnika zostało
      utrzymane w mocy.

      Decyzja ministra została zaskarżona w Naczelnym Sądzie Administracyjnym. Sąd w
      dniu 14 stycznia 2000 r., stojąc na gruncie prawa, uchylił niekorzystną decyzję
      i nakazał ponowne jej rozpatrzenie przez MSWiA. Uzasadniając wyrok NSA
      stwierdził, że organy administracji państwowej, wydając swoje postanowienie,
      naruszyły cztery artykuły Kodeksu Postępowania Administracyjnego.

      www.harazd.net/~nadbuhom/ps_pomnik_dla_ofiar_mordu.htm
      • szczerbiec1 Piąta kolumna 26.01.04, 20:46
        Dziwi mnie nagonka na patriotów. Zdaniem waszym lepiej jakby Białorusini
        mordowali Polaków w Polsce???
        Można było przenieść się za Bug. Kto został to zdecydował się na to że mieszka
        w Polsce i są tu pewne zasady:
        1.Żaden ptak w swoje gniazdo nies.....
        2.Skoro Białoruś to taka piękna kraina to zjeżdżaj stąd jeden z drugim a na
        twoje miejsce przyjdzie wielu przesiedlonych Polaków.
        Niewiadomo czy nie "wyjechali" na Syberię dzięki ludziom Waszego pokroju.
        I jeszcze jedno:zacznijcie czcić Armię Tryzuba-oni
        przecież "ratowali"Ukraińców zabijając przy tym Polaków i Rosjan.
        • h.olender Re: Piąta kolumna 04.02.04, 09:41
          szczerbiec1 napisał:

          > Dziwi mnie nagonka na patriotów. Zdaniem waszym lepiej jakby Białorusini
          > mordowali Polaków w Polsce???
          > Można było przenieść się za Bug. Kto został to zdecydował się na to że
          > mieszka w Polsce i są tu pewne zasady:
          > 1.Żaden ptak w swoje gniazdo nies.....
          > 2.Skoro Białoruś to taka piękna kraina to zjeżdżaj stąd jeden z drugim a na
          > twoje miejsce przyjdzie wielu przesiedlonych Polaków.

          Tak sobie myślę, że w ten właśnie sposób rozumował kapitan "Bury". Ze swoimi
          poglądami byłbyś w jego oddziale mile widziany. Smutne, że faszystowska dżuma
          tak bardzo się zagnieździła w umysłach niektórych osób.

          A tak nawiasem mówiąc, to Siemiatycze leżą właśnie za Bugiem, patrząc od strony
          reszty Polski. Może to więc ty jesteś po niewłaściwej stronie i powinieneś się
          przeprowadzić? Najlepiej na Marsa.
          • szczerbiec1 Re: Piąta kolumna 11.02.04, 22:30
            P.h.olender- bez komentarza.
            Nie rozumiemy się. Twoja "wyższość" przeraża mnie .To ty zachowujesz się jako
            faszystowskie dziecię cytujące jakieś przeglądy prawosławne nawołujące do
            nienawiści.
            Wolę Marsa niż Ziemię z oszołomstwem.
            Wypowiadasz się jako historyk.Ale nim nie jesteś. A kim ty jesteś żeby ludzi
            oceniać?
            Aha.Przenieść się za Bug to kwestia umowna.
            • h.olender Re: Piąta kolumna 12.02.04, 11:34
              szczerbiec1 napisał:

              > To ty zachowujesz się jako faszystowskie dziecię cytujące
              > jakieś przeglądy prawosławne nawołujące do nienawiści.

              Twoje za to wypowiedzi świadczą wyłącznie o wybitnej "tolerancyjności" w
              stosunku do osób wyznania prawosławnego. Pewnie też o kierowaniu się w swoim
              życiu zasadami chrześcijańskiej miłości bliźniego. Śmieszny jesteś i tyle.
              Śmieszny i żałosny.

              > Wolę Marsa niż Ziemię z oszołomstwem.

              Gratuluję, dokonałeś słusznego wyboru. Kiedy więc odlatujesz i uwalniasz
              planetę Ziemia od swojego oszołomstwa?

              > A kim ty jesteś żeby ludzi oceniać?

              W twoim przypadku wystarczy przeczytać kilka twoich wypowiedzi na tym forum.
              Prezentujesz w nich dramatyczny i wręcz obrzydliwy poziom nietolerancji.
              Piszesz "jestem tolerancyjny", a zaraz obok - "żadnych mieszanych małżeństw",
              albo "z natury jestem tolerancyjny", a obok - "zjeżdżaj stąd jeden z drugim, a
              na twoje miejsce przyjedzie wielu przesiedlonych Polaków".

              > Aha.Przenieść się za Bug to kwestia umowna.

              Nie, to kwestia dosłowna. Najchętniej wygnałbyś wszystkich "kacapów" co
              najmniej na Syberię. I to jest właśnie najbardziej przerażające, że takich
              mamy "tolerancyjnych patriotów" z narodową pianą na ustach. Od czasów
              kapitana "Burego" niewiele się zmieniło.
          • hyrmyt Re: Piąta kolumna 16.08.04, 13:41
            Panie h.olender, początkowo nie mogłem zrozumieć Pana wypowiedzi, później nie mogłem zdzierżyć Pańskiego rozumowania. Teraz nie wiem nawet czy mam się śmiac czy litować. Jest mi smutno, że w tym kraju mieszkają ludzie, którym łatwiej przychodzi zrozumieć postępowanie NKWD niż AK. Ludzie pańskiego pokroju zarzucili kiedyś Powstańcom z Warszawy, że nie wyprowadzili z miasta przed wybuchem powstania wszystkich kobiet i dzieci... Więc niech Pan przyjmie do wiadomości: jestęś Pan gizd pieroński i tyle. Osoby Pana pokroju rzucają światło na to dlaczego Józef Poniatowski czy Hubal skończyli tak jak skończyli. Bo otaczali ich ludzie bez charakteru, honoru i poczucia obowiązku. Plwam więc na całe idee pokoju, jeśli poświęca Pan na jego ołtarzach Polskość. Przez lara robili to Rosjanie... i chyba z tej bandy Pan wyrósł.
            • h.olender hyrmyt - kolejny fałszywy "patriota" 30.09.04, 09:09
              Panie hyrmyt,

              Jeśli nie zrobiły na panu żadnego wrażenia opisy drastycznych i sadystycznych
              zbrodni popełnianych przez bandę kapitana Burego na bezbronnych i niewinnych
              ofiarach , w tym kobietach i dzieciach - współobywatelach polskich, nie ma pan
              za grosz współczucia dla ludzi palonych żywcem w zamkniętym budynku tylko
              dlatego, że byli wyznawcami religii prawosławnej, to nie mamy o czym rozmawiać.

              Rozumiem, że dla pana zbrodnie dokonywane przez AK są usprawiedliwione, w
              przeciwieństwie do tych popełnianych np. przez NKWD, Gestapo czy Al-Kaidę.
              Hitlerowcy też byli przekonani, że dokonują swoich zbrodni w tzw. "słusznej
              sprawie". Tak samo myślą też ludzie pokroju Bin Ladena, podrzynający gardła
              niewinnym ludziom w Iraku. Tak samo rozumował też kapitan Bury i członkowie
              jego bandy.

              Panie hyrmyt, dla mnie jesteś pan zwykłym sukinsynem, pozbawionym elementarnych
              ludzkich uczuć. NIE CHCE MI SIĘ Z TOBĄ GADAĆ.
        • h.olender IPN o bohaterskiej postawie Ukraincow 01.03.04, 10:27
          szczerbiec1 napisał:

          > I jeszcze jedno:zacznijcie czcić Armię Tryzuba-oni
          > przecież "ratowali"Ukraińców zabijając przy tym Polaków i Rosjan.
          >

          Instytut Pamieci Narodowej zamierza wydac obszerna publikacje z nazwiskami
          Ukraincow, ktorzy w latach 1943-1946 ratowali zycie Polakom zagrozonym
          dzialalnoscia ukrainskich nacjonalistow.
          - To bedzie najlepsza forma upamietnienia ludzi, ktorzy w krytycznym dla obu
          narodow okresie wykazali sie heroiczna postawa - mowi dr Grzegorz Motyka z IPN
          w Lublinie.
          Instytut rozpoczal juz gromadzenie materialow rozproszonych po roznych
          archiwach. Zamierza tez skorzystac z dokumentow z ukrainskich archiwow. - Mam
          nadzieje, ze jeszcze w tym roku wydana zostanie taka "ksiega sprawiedliwych" -
          mowi koordynujacy badania Roman Niedzielko z IPN w Warszawie. Apeluje tez do
          swiadkow tamtych wydarzen i ludzi majacych informacje w tej sprawie o kontakt
          (IPN, Warszawa, ul. Towarowa 28).
          Od kilku dni "Rzeczpospolita" pisze o pomysle uczczenia bohaterskiej postawy
          Ukraincow, ktorzy z narazeniem zycia ratowali Polakow i Zydow przed ukrainskimi
          nacjonalistami. Z inicjatywa wzniesienia kurhanu-pomnika wdziecznosci w
          Przemyslu wystapila krakowska Fundacja im. Tadeusza Kosciuszki. Srodowiska
          kresowe i kombatanckie przychylnie przyjely idee, ale wiekszosc z nich nie
          akceptuje formy upamietnienia. Podkreslaja, ze kurhan zle sie kojarzy Polakom,
          jest symbolem gloryfikujacym dzialalnosc UPA. Padaja propozycje, by byl to
          pomnik, tablica pamiatkowa lub tez drzewka sadzone w parku przyjazni. Andrzej
          Przewoznik, sekretarz Rady Ochrony Pamieci Walk i Meczenstwa proponuje, by
          miejscem upamietnienia byla Warszawa, trzeba tylko znalezc neutralne
          rozwiazanie co do formy upamietnienia.

          (Rzeczpospolita, 11 lutego 2004 r., Ksiega sprawiedliwych)
          • h.olender Re: IPN o bohaterskiej postawie Ukraincow 25.03.04, 13:27
            Mowi prof. Leon Kieres, prezes IPN:

            Kazde dobro powinno byc zachowane w pamieci. My czesto bolejemy, ze inni
            zapominaja o chwalebnych czynach Polakow lub przypisuja je sobie. Nie
            odmawiajmy wiec tego prawa innym narodom, prawa do pamieci, ze obdarzali dobrem
            Polakow. Z przyjemnoscia stane pod pomnikiem czy tablica upamietniajaca tych
            Ukraincow, ktorzy narazali zycie swoje i bliskich lub zgineli, by ocalic
            sasiadow Polakow. Zyja jeszcze ludzie, ktorzy zostali uratowani, lub ich
            potomkowie i to w ich imieniu powinnismy oddac czesc tym ludziom. To jest
            ludzkie i polskie, ze pamietamy o innych, tak jak kiedys bilismy sie "O wolnosc
            nasza i wasza". Na takich wspomnieniach powinno sie tworzyc stosunki polsko-
            ukrainskie.

            (Rzeczpospolita, 11 lutego 2004 r.)
          • h.olender Re: IPN o bohaterskiej postawie Ukraincow 02.04.04, 10:54
            Mowi Tomasz Otrebski, prezes Fundacji im. Tadeusza Kosciuszki w Krakowie.

            - Jednym z naszych statutowych celow jest propagowanie idei pokoju i
            porozumienia na swiecie. Pomnik ma sluzyc tym ideom i sprzyjac normalizacji
            stosunkow z narodem ukrainskim, zwlaszcza teraz w okresie rozszerzajacej sie
            UE. Wlasnie w Przemyslu powinnismy dac przyklad i zapoczatkowac taka akcje.
            Takie pomniki powinny stanac zwlaszcza na Wolyniu, ale tam nie bardzo jest to
            mozliwe. Nie zamierzamy przekonywac przeciwnikow idei pomnika, bowiem albo sie
            calym sercem od razu pojmie donioslosc tej inicjatywy, albo sie bedzie
            znajdowac tysiace zastrzezen, ze nie ten pomnik, nie w tym czasie, nie tego
            ksztaltu, nie w tym miejscu.

            (Rzeczpospolita, 11 lutego 2004 r.)
            • hyrmyt Re: IPN o bohaterskiej postawie Ukraincow 16.08.04, 13:28
              W oddziale Burego byli też min. Białorusini, ludzie o wyznaniu prawosławnym, nie rozumiem więc dlaczego próbuje się siłą zrobić z tej sprawy konflikt na tle narodowościowym lub religijnym. Kiedy patrzy się na piątą kolumną odradzającą się na Śląsku, można zrozumieć Burego. Trudniej mi raczej zrozumieć, że hmm... mężczyzna może próbować hasłami pokoju i pomnikami zatrzeć swój brak charakteru. A co do Ukraińców... trochę maja na swoim koncie i trudno przeprowadzać bilans tego co dobre i złe.
              • h.olender czy Zydzi sa odpowiedzialni za holocaust? 04.10.04, 21:10
                hyrmyt napisał:

                > W oddziale Burego byli też min. Białorusini, ludzie o wyznaniu prawosławnym,
                > nie rozumiem więc dlaczego próbuje się siłą zrobić z tej sprawy konflikt na
                > tle narodowościowym lub religijnym.

                Byc moze w bandzie Burego byli tez jacys Bialorusini...
                Nic mi na ten temat nie wiadomo, ale wierze ci na slowo.
                Jezeli jednak nawet byli wsrod tych szubrawcow takze i Bialorusini, to coz niby
                mialoby to w tej calej ohydnej historii zmieniac???

                Chcialbym zauwazyc, ze nawet w getcie warszawskim funkcjonowala policja
                zydowska, ktora - na rowni z Gestapo - bila i katowala swoich wspolbraci.
                Pokazal to swietnie w swoim filmie "Pianista" m.in. Roman Polanski, takze
                wiezien getta. Podobnie bylo tez prawdopodobnie w innych gettach zydowskich.
                Czytalem gdzies, ze w czasie II wojny swiatowej byl nawet taki oboz pracy
                przymusowej dla Zydow w Warszawie, w ktorym caly personel nadzoru stanowili
                wylacznie Zydzi. Nie bylo tam ani jednego Niemca...

                Chyba jednak nie zamierzasz mi tu w zwiazku z tym udowadniac, w twojej oblednej
                i pseudopatriotycznej logice, ze Zydzi sa - na rowni z Niemcami -
                odpowiedzialni za zbrodnie holocaustu, eksterminacje narodu zydowskiego??????

                Oberammergau, Bawaria, Niemcy, 4 pazdziernika 2004 r.
    • h.olender zadziwiające rozumowanie prokuratora IPN 04.02.04, 10:01
      W białostockim IPN kończy się śledztwo dotyczące kapitana Romualda Rajsa ps.
      Bury. Z tej też okazji Dariusz Olszewski, naczelnik pionu śledczego, udzielił
      wywiadu Urszuli Dąbrowskiej z "Kuriera Porannego" (18 listopada 2003 r.) Są tam
      ważne stwierdzenia i zadziwiające rozumowanie prokuratora. Przyznaje on:
      - Na pewno zaistniała zbrodnia.
      - Czy w świetle zebranego materiału Bury jest winny pacyfikacji białoruskich
      wsi w powiecie bielskim i zabójstwa furmanów zimą 1946 r.? - pyta dziennikarka.
      - Wszystkie materiały wskazują na to, że tak - przyznaje prokurator. - To Bury
      wydał rozkaz rozstrzelania furmanów i pacyfikacji wsi.
      Na początku lat 90. Burego zrehabilitowano.
      Ten fakt prokurator Olszewski także komentuje:
      - Każde prawomocne orzeczenie może być w pewnych okolicznościach wzruszone.
      Tu od razu nasuwa się pytanie. Skoro zaistniała zbrodnia, skoro Bury wydał
      rozkaz zamordowania furmanów i pacyfikacji białoruskich wsi, to może trzeba
      powrócić do rewizji postanowienia Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego na sesji
      wyjazdowej w Olsztynie w 1994 r., kiedy to rehabilitowano Burego i Kazimierza
      Chmielowskiego ps. Rekin?
      Sąd w Olsztynie, podczas rozprawy rehabilitacyjnej, analizując wyrok Wojskowego
      Sądu Rejonowego w Białymstoku z 1949 r., wymienił wszystkie zbrodnie Burego
      popełnione na mieszkańcach podlaskich wsi, popełnione z "powodu ich
      przynależności do narodowości białoruskiej". A potem uznał, że te działania
      były podjęte w "stanie wyższej konieczności" i ... uznał wyrok z 1949 r. za
      nieważny. Tym tropem stara się chyba podążać Dariusz Olszewski i "nie widzi
      podstaw prawnych" do rewizji wyroku z 1994 r. Dodaje nadto:
      - W oparciu o wyniki śledztwa nie będę żądał wzruszenia tego orzeczenia.
      Pan prokurator chce jednocześnie podrzucić "gorący kartofel" koledze -
      rzecznikowi praw obywatelskich. Rzecznik podobno interesuje się tą sprawą.
      Rzecznik Andrzej Zoll podobno interesował się także sprawą uniemożliwiania
      przez władze budowy pomnika zamordowanych furmanów. Nic nie wiadomo, aby
      cokolwiek zrobił w tej sprawie.
      Czy wszyscy prokuratorzy IPN myślą o zbrodniarzach i zbrodniach tak, jak
      prokurator Olszewski z białostockiego IPN?
      Niekoniecznie. Prokuratorzy IPN w Katowicach znaleźli swojego "bohatera" w 2002
      r. aż w Kostaryce. Bohdan Koziy był podejrzany o zabicie w 1943 r. w
      Stanisławowie piętnastu Żydów. Nawiasem mówiąc, gdy w 1984 r. rząd USA chciał
      dokonać jego ekstradycji do Izraela, rząd tego kraju nie wykazał
      zainteresowania sprawą. Wielki dramat przeżył jedynie syn Koziya. Ścigany Koziy
      zmarł jesienią 2003 r. w wieku 80 lat w szpitalu w Kostaryce.
      Syn Burego, otrzymując po zrehabilitowanym ojcu pieniądze, uważa go za
      bohatera, który walczył o niepodległą Polskę. Utwierdzają go w tym polskie
      władze i pseudohistorycy.

      (Przegląd Prawosławny, styczeń 2004 r.)

      www.pporthodoxia.com.pl/artykul.php?id=554
        • h.olender Re: zadziwiające rozumowanie prokuratora IPN 12.02.04, 11:45
          szczerbiec1 napisał:

          > Masz tendecję to cytowania "specjalnie
          > wybranych fragmentów" i lubisz jątrzyć, no nie? Czy to takie przyjemne?

          Cytuję tu różne wypowiedzi. Trudno posądzać np. o stronniczość historyka czy
          prokuratora IPN. Możesz cytować inne wypowiedzi na ten temat. Chętnie poczytam.

          Nie chodzi o "jątrzenie", lecz dociekanie pewnej smutnej i bolesnej prawdy
          historycznej. Może też o swoiste uczczenie pamięci niewinnie pomordowanych
          ofiar. Jeśli myślisz, że moje posty wywołają wybuch jakiegoś "powstania" to z
          całą pewnością jesteś w dużym błędzie.

          A że nasza historia nie składa się wyłącznie z rzeczy przyjemnych, to już na to
          nie mamy niestety większego wpływu. Lepiej się nie okłamywać, jakim to niby
          jesteśmy szlachetnym i wspaniałym narodem bez skazy. Bo to g... prawda.
    • h.olender IPN: "czy mamy do czynienia z ludobójstwem?" 14.10.04, 09:32
      Wywiad z Dariuszem Olszewskim, prokuratorem IPN w Białymstoku:

      Jakie miejsce wśród spraw prowadzonych przez białostocki oddział Instytutu
      Pamięci Narodowej zajmuje sprawa tzw. furmanów?
      DO: IPN prowadzi przede wszystkim sprawy określane mianem zbrodni
      komunistycznych. Są to zbrodnie popełnione przez funkcjonariuszy państwa
      komunistycznego. Drugą grupą spraw są zbrodnie nazistowskie. Nie muszę chyba
      bliżej wyjaśniać, czego dotyczą. Trzecią kategorią są zbrodnie traktowane jako
      inne zbrodnie przeciwko ludzkości, m.in. zbrodnie wojenne, zbrodnie
      ludobójstwa, których nie można zakwalifikować ani do zbrodni nazistowskich, ani
      do zbrodni komunistycznych. Do tej grupy po podjęciu czynności śledczych
      została zaliczona sprawa zabójstwa kilkudziesięciu osób ze wsi położonych na
      terenie powiatu Bielsk Podlaski (pow. bielski obejmował wówczas także Hajnówkę
      i Siemiatycze - red.) Wydarzenia, które doprowadziły do zabójstw tych osób
      rozegrały się w okresie między 29 stycznia a 2 lutym 1946 roku. Sprawstwo
      popełnienia tych czynów przypisywane jest oddziałowi Narodowego Zjednoczenia
      Wojskowego Pogotowia Akcji Specjalnej dowodzonego przez Romualda Rajsa,
      posługującego się pseudonimem "Bury".

      Kiedy IPN zajął się tą sprawą i jakie były tego przyczyny?
      DO: Działania rozpoczęto już w 1995 roku. Działała wówczas Okręgowa Komisja
      Badania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu. Społeczny Komitet do spraw
      Ekshumacji Osób Pomordowanych w Puchałach Starych skierował pismo-zawiadomienie
      o wyjaśnienie okoliczności i motywów tej zbrodni. Na skutek zawiadomienia z 25
      marca 1997 roku prokurator tamtej komisji wszczął śledztwo i rozpoczął
      przesłuchiwania świadków oraz gromadzenie dokumentów. Z chwilą likwidacji w
      1998 roku tej komisji, śledztwo zostało w dniu 28 stycznia 1999 roku
      zawieszone. Po rozpoczęciu działalności przez Oddziałową Białostocką Komisję
      Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu, czyli przez komisję IPN, w dniu
      4 kwietnia 1999 roku postępowanie zawieszone wskutek likwidacji zostało
      ponownie podjęte i jest kontynuowane.

      Co przez ten czas udało się zbadać i ustalić?
      DO: Przede wszystkim udało się przesłuchać większość świadków i zgromadzić
      znaczną ilość dokumentów archiwalnych. Były to dokumenty najróżniejszego
      rodzaju - począwszy od akt wojskowych sądów rejonowych, które sądziły i
      skazywały byłych żołnierzy - członków oddziału "Burego", poprzez inne dokumenty
      archiwalne (nie tylko NZW - Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, ale również
      dokumenty Armii Krajowej), po dokumenty PZPR, czyli w zasadzie wszystkie
      dostępne dokumenty, które dotyczyły tamtego okresu, jak również dokumenty
      późniejsze, ponieważ ta sprawa była bardzo żywo analizowana jeszcze w latach
      70. przez organy Służby Bezpieczeństwa. Jeżeli chodzi o świadków, to udało mi
      się ustalić nie tylko znaczną część osób bliskich zabitym oraz część ówczesnych
      mieszkańców Puchał Starych, którzy przekazali swoją wiedzę na temat tego, co
      widzieli, jak przebiegała zbrodnia, jak chowano zwłoki. Udało się również
      dotrzeć do części żołnierzy "Burego". Co prawda żadna z tych osób nie
      potwierdziła uczestnictwa w tych wydarzeniach, ale przekazała wszystko to co
      słyszała, co wiedziała na temat tych wydarzeń oraz ich przyczyn i motywów.
      Muszę powiedzieć, że obok ustalenia wszystkich osób pokrzywdzonych i sprawców,
      naszym celem było ustalenie dlaczego to się stało - co było powodem, że zostały
      spacyfikowane wsie na terenie powiatu bielskiego oraz zabici furmani, którzy
      przewozili żołnierzy "Burego". Być może właśnie ustalenie tych motywów pozwoli
      na udzielenie ostatecznej odpowiedzi na pytanie, czy mamy do czynienia ze
      zbrodnią ludobójstwa.

      (Nad Buhom i Narwoju, nr 2 z 2004 r., "Celem jest ustalenie prawdy"...)

      free.ngo.pl/nadbuhom/Nr2_2004/07%-%20IPN.htm
      • h.olender cz. 2 - czy motywem zbrodni były czystki etniczne? 21.10.04, 09:46
        Jako jeden z często powtarzanych motywów podaje się to, że zamordowani rzekomo
        współpracowali z władzami komunistycznymi, a morderstwo było jedynie odwetem za
        tę współpracę...
        prokurator IPN Dariusz Olszewski: Przy ocenie wydarzeń muszę patrzeć tak, jak
        patrzył "Bury" i jego żołnierze na miejscową ludność. Analizując materiały
        zauważyłem jednak, że nie ma w tej sprawie jednego i jasno określonego motywu
        ich działania. Powtarzany często stereotyp, że część mieszkańców współpracowała
        z władzą komunistyczną, była jej przychylna, przejawia się w wypowiedziach
        żołnierzy "Burego", nawet w wypowiedziach Romualda Rajsa. Stwierdza on wprost
        podczas procesu, że ludność wsi, z których pochodzili zamordowani, była
        nieprzychylnie ustosunkowana do leśnych oddziałów.

        A jednak ludzie pamiętający te czasy zaprzeczają temu i mówią bardzo często, że
        były to czystki etniczne. Natomiast rzekoma współpraca z władzami
        komunistycznymi była jedynie - według nich - próbą usprawiedliwienia zbrodni...
        DO: Nie wykluczam, że jest to jedyny motyw. Innym motywem był motyw
        narodowy. "Bury" uznawał, że Białorusini nie powinni zamieszkiwać tych terenów,
        że to jest ziemia czysto polska. W ten sposób chciał przymusić mieszkańców tych
        terenów do wyjechania na teren Białoruskiej Socjalistycznej Republiki
        Radzieckiej. Muszę powiedzieć, że w tym czasie obowiązywało porozumienie o
        wymianie ludności. Ludność polska z terenów BSRR miała się przenieść na tereny
        polskie, szczególnie na ziemie zachodnie. Natomiast innym dążeniem władz
        polskich i radzieckich było to, żeby ludność, którą traktowano jako białoruską,
        wyjechała za tzw. linię Curzona, w drugą stronę.

        Chcę powiedzieć, że za Białorusinów uważano osoby wyznania prawosławnego. Innym
        ze stereotypów jest twierdzenie, że furmani zostali rozstrzelani. Czy śledztwo
        potwierdziło tę wersję?
        DO: Istniała rozbieżność między tym, co mówiła część świadków a twierdzeniami
        osób pokrzywdzonych, które uczestniczyły w ekshumacji. Ich zdaniem furmanów
        pozbawiono życia zadając ciosy różnego rodzaju narzędziami twardymi i tępymi.
        Uzyskana wówczas opinia biegłego z zakładu medycyny sądowej wskazywała na to,
        że osoby zabite koło Puchał Starych rzeczywiście mogły zostać pozbawione życia
        w ten sposób. Biegły opierał się na tym, że część czaszek znajdowała się w
        kawałkach. Widziałem tu jednak sprzeczność, bo z akt archiwalnych oraz
        wypowiedzi mieszkańców Puchał Starych i innych świadków wynikało, że został
        wydany rozkaz rozstrzelania, że słychać było strzały. Wszyscy poza
        pokrzywdzonymi utrzymywali, że furmani zostali rozstrzelani. Wówczas
        koniecznością stało się przedstawienie biegłemu całości materiału, którym
        dysponowałem.

        free.ngo.pl/nadbuhom/Nr2_2004/07%20-%20IPN.htm
      • h.olender cz. 3 - jak mordowano furmanów? 30.11.04, 16:16
        Z tego, co się orientuję, ekshumacja została przeprowadzona bardzo szybko, w
        ciągu jednego dnia. Na szczegółowe oględziny takiej ilości ludzkich szczątków
        potrzeba jednak nie dnia, ale kilkunastu dni, a być może nawet miesięcy, gdyż
        trzeba zbadać praktycznie każdy fragment kości. Dlatego pojawiły się
        wątpliwości. Ponieważ były dwie sprzeczne wersje, musiałem podjąć się próby
        ustalenia i wybrania jednej z nich. Powołałem tego samego biegłego, któremu tym
        razem przedstawiłem miądzy innymi relacje świadków, dokumenty z akt
        archiwalnych, gdzie mówiono o rozstrzelaniu, wreszcie - udało mi się uzyskać
        protokół tak zwanej pierwszej ekshumacji z 1950 roku, kiedy część zwłok
        wydobyto z grobu i przeniesiono na cmentarz katolicki w Klichach. Dzięki temu
        biegły medyk dysponował szerszą wiedzą. Po przeanalizowaniu uznał on, że są
        wystarczające dowody wskazujące na to, że furmani zostali jednak zastrzeleni.
        Wskazał między innymi na to, że w niektórych, bodajże w trzech czaszkach,
        stwierdzono ślady strzału w głowę. Wyjaśnił też, że wskutek strzału z bliskiej
        odległości w głowę dochodzi do popękania czaszki, która czasami trzyma się
        tylko na tzw. tkankach miękkich.

        Zachowała się jednak relacja naocznego świadka Iwacika Prokopa, który uniknął
        egzekucji i który przed śmiercią opowiedział zupełnie inną wersję wydarzeń.
        Według niego furmani zostali nie rozstrzelani, ale zamordowani w dość brutalny
        sposób. Prokop Iwacik nie został przesłuchany w toku śledztwa IPN-u, gdyż zmarł
        wcześniej. O jego relacji dotyczącej przebiegu egzekucji wiem z zeznań świadka,
        któremu przed śmiercią opowiedział, co miało się wydarzyć w Puchałach.
        Przedstawiony opis egzekucji jest całkowicie sprzeczny z tym, co wynikało z
        innych ustaleń śledztwa. Gdybym przyznał wiarę temu świadkowi, to automatycznie
        osoby całkowicie - moim zdaniem - niezaangażowane w sprawę, czyli mieszkańcy
        Puchał Starych, musieliby kłamać.

        To w takim razie osoba, która była świadkiem egzekucji, mówiła nieprawdę?
        - Uważam, że w tym fragmencie tak. Osoba ta już nie żyje. Przekazała ona swoją
        wersję innej osobie, gdy była już w podeszłym wieku. Zdaję sobie również sprawę
        z tego, że podczas przekazywania mogło także dojść do pewnych przekłamań. Nie
        miałem natomiast z Prokopem Iwacikiem kontaktu. Po przesłuchaniu - na podstawie
        jego wypowiedzi, uzyskania pewnych szczegółów, sprawdzenia faktów, świadczących
        o jego pamiąci - mógłbym stwierdzić, czy osoba ta mówi prawdę, czy z pewnych
        przyczyn fantazjuje. Dlaczego? To jest trudna odpowiedź.

        free.ngo.pl/nadbuhom/Nr2_2004/07%20-%20IPN.htm
      • h.olender cz. 4 - "przedłużanie śledztwa nie jest celem IPN" 10.02.05, 09:02
        Ostatnio w Radiu Białystok poinformował Pan o tym, że śledztwo w sprawie
        zabójstwa furmanów zostanie w najbliższym czasie zamknięte. Dlaczego?
        - Z jednej strony możliwości dowodowe uległy wyczerpaniu, z drugiej - cel
        śledztwa został osiągnięty. Zgromadziliśmy taką ilość materiału dowodowego,
        która pozwala na podjęcie decyzji kończącej tę sprawę. Jak już sygnalizowałem,
        nie ma w tej sprawie podstaw do przedstawienia określonym osobom zarzutów
        współsprawstwa w tych zdarzeniach. Ustalono prawie wszystkich pokrzywdzonych,
        którzy tam zginęli. Materiał dowodowy w postaci zeznań świadków jest na tyle
        wystarczający, że pozwala na formułowanie decyzji kończących. Natomiast
        przedłużanie śledztwa po to tylko, żeby odwlekać zakończenie, nie jest celem
        Instytutu Pamięci Narodowej. Nadmieniam jednak, że nawet w przypadku zamknięcia
        postępowania, uzyskane w późniejszym czasie jakiekolwiek dowody, które pozwolą
        na zweryfikowanie sprawy, mogą zostać włączone do śledztwa i postępowanie może
        zostać podjęte na nowo.
        W opinii społecznej są bardzo skrajen poglądy na sprwę prowadzenia tego
        śledztwa. Na informację, że IPN podjął śledztwo w sprawie furmanów, wiele osób
        zareagowało oburzeniem. Z kolei inne osoby miały pretensje, dlaczego podjęliśmy
        działania tak późno. Jedni chcą jak najszybszego wyjaśnienia i podsumowania tej
        sprawy, inni - wprost przeciwnie. Trzeba zwrócić uwagę na to, że w tej sprawie
        zostało zgromadzonych bardzo dużo materiałów. W sprawie Jedwabnego przesłuchano
        ponad 100 osób, podczas gdy w sprawie furmanów na dzień dzisiejszy liczba
        świadków to ponad 140 osób. Przejrzano kilkadziesiąt różnego rodzaju zasobów
        archiwalnych. To jest naprawdę ogromna ilość. Z drugiej strony, przesłuchałem
        prawie wszystkich świadków, których zamierzałem przesłuchać - każdą osobę,
        która się zgłosiła lub którą ustaliłem. Co prawda zdarzały się takie przypadki,
        że osoby nie były w stanie lub nie chciały rozmawiać, mówiąc, że nie posiadają
        wiedzy, nie pamiętają lub że ich stan zdrowia nie pozwala na to. Chciałbym
        jednak dodać, że ktokolwiek, kto ma jeszcze jakąś wiedzę w tej sprawie, na
        pewno zostanie wysłuchany.

        Oprócz udokumentowania wiedzy na temat okoliczności wydarzeń z 1946 roku,
        ustalenia pokrzywdzonych i motywów zbrodni, celem IPN jest również ściganie
        sprawców...
        - Tak, jednym z z głównych celów było ustalenie sprawców. Aby jednak ścigać, a
        następnie ukarać określonego sprawcę, musi on żyć. Tylko wtedy można formułować
        i przedstawić zarzuty. Po przeprowadzeniu tego postępowania, brak możliwości
        wskazania żyjących sprawców. Nie można więc kierować aktu oskarżenia. Jeśli
        chodzi o wydarzenia z 1946 roku, część sprawców już zmarła, a część została
        oskarżona przed sądami, głównie obwiniony Romuald Rajs oraz jego zastępca
        Kazimierz Chmielowski "Rekin", którzy zostali skazani na karę śmierci między
        innymi za te zabójstwa.

        P.S. Dla pełnej jasności, prokurator IPN D. Olszewski udzielił tego wywiadu rok
        temu. Zapowiadał rychłe zamknięcie śledztwa w sprawie zbrodni "Burego". Minął
        rok, a śledztwo nadal nie zostało formalnie zakończone...
      • high_level cz. 5 - śledztwo miało się zakończyć w maju 2004 22.03.05, 10:08
        A mimo to w 1995 roku główny winowajca - Romuald Rajs "Bury" - został
        zrehabilitowany...
        prokurator D. Olszewski, IPN: Według mnie, z rehabilitacją mamy do czynienia
        wtedy, kiedy się stwierdza, że dana osoba nie popełniła czynu. W tym przypadku
        na podstawie ustawy z 1992 roku Sąd Wojskowy w Warszawie uznał wyrok skazujący
        Romualda Rajsa na karę śmierci za nieważny. Motywem decyzji było uznanie przez
        ten sąd, że "Bury" działał na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego.
        Trzeba pamiętać, że pacyfikacja wsi w dniach 29 stycznia - 2 lutego 1946 roku
        oraz zabójstwo furmanów - to były tylko trzy grupy czynów, które mu zarzucono.
        Natomiast "Bury" został oskarżony i skazany za kilkanaście innych czynów, z
        których część bez wątpienia można traktować jako walkę z ówczesnym reżimem
        komunistycznym. Między charakterem tych czynów występuje sprzeczność. Oceniając
        orzeczenie Sądu Wojskowego w Warszawie, unieważniające w całości wyrok uważam,
        że najrozsądniejszym wyjściem byłoby oddzielenie tych spraw - utrzymać w mocy
        wyrok w zakresie pacyfikacji wsi Wólka Wygonowska, Zaleszany, Szpaki i Zanie, a
        także zabójstwa furmanów i unieważnić pozostałe czyny. Byłoby to - moim
        zdaniem - wyjście najwłaściwsze i nie budzące kontrowersji. Tak oceniam z
        perspektywy tego śledztwa.

        Rehabilitacja "Burego" czy też problemy związane ze wzniesieniem pomnika bardzo
        rozgoryczyły rodziny pomordowanych, które przestały już nawet wierzyć w
        jakąkolwiek sprawiedliwość. Czy teraz, kiedy zostaną ogłoszone rezultaty
        śledztwa, pokrzywdzeni będą mogli liczyć na jakąś rekompensatę moralną?
        DO: Celem IPN jest ustalenie prawdy, natomiast nie możemy zmusić określonych
        środowisk, żeby przeprosiły czy nawet uznały rezultaty śledztwa. Liczę się z
        tym, że określone środowiska mogą nie przyjąć wyników śledztwa - pokrzywdzeni
        mogą złożyć zażalenie, inni - starać się podważyć tę decyzję, zwracając się ze
        skargą do Głównej Komisji Ścigania Zbrodni w Warszawie czy w inny sposób
        krytykować uzasadnienie postanowienia.
        Prawodopodobnie decyzja kończąca nie zadowoli wszystkich. Znajdą się grupy
        osób, którym nie będzie ona odpowiadała. Natomiast muszę powiedzieć, że
        prokuratorzy nie są organem czy instytucją, która ma działać tylko i wyłącznie
        na rzecz określonych grup lub reprezentować określone interesy. Naszym
        działaniem jest dotarcie do prawdy i przedstawienie jej nawet, gdy jest bardzo
        bolesna i niewygodna.

        Czy IPN uzna zbrodnie popełnione na furmanach za zbrodnie ludobójstwa?
        DO: Chciałbym się do tego ustosunkować w postanowieniu kończącym. Nie ukrywam,
        że stan śledztwa pozwolił na przyjęcie określonego obrazu wydarzeń. Natomiast
        nie chcę jeszcze formułować ostatecznych wniosków i mówić już teraz o tym, jaki
        charakter nosiły te czyny.

        Kiedy to nastąpi?
        DO: Wykonuję aktualnie prace kończące postępowanie. Mam nadzieję, że powinno
        nastąpić to w maju 2004 roku.

        Dziękuję za rozmowę.
        (Wywiad przeprowadziła Ludmiła Filimoniuk, Nad Buhom i Narwoju, nr 2 z 2004 r.)

        P.S. Prokurator Olszewski zapowiadał wydanie postanowienia kończącego śledztwo
        w maju 2004 r. Na horyzoncie mamy już maj 2005 roku, a sprawa nadal nie jest
        zakończona. Na co czeka IPN i prokurator Olszewski???
    • h.olender Re: cz. 3 - jak mordowano furmanów? 05.01.05, 14:11
      ravgod napisał:

      > szacunek h.olender - naprawdę kawałek niezłej roboty

      Dzięki za słowa uznania. Postać kapitan "Burego" jako pewnego symbolu działań
      zbrojnego podziemia w powojennej Polsce nadal wywołuje kontrowersje. Użyte
      przeze mnie w tytule wątku określenie "bohater niezłomny" miało być ironiczne.
      Wielu jednak nadal uważa, że "Bury" zasługuje na pomnik za swoje "bohaterskie"
      dokonania. A popełnione przez niego liczne zbrodnie na niewinnej ludności
      prawosławnej bagatelizują i usprawiedliwiają okolicznościami. Niektórzy
      obarczają nawet odpowiedzialnością same ofiary zbrodni, a nie bandytów z
      oddziału "Burego". Świadczy o tym chociażby niedawna dyskusja na forum
      Białystok:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=52&w=16916730

      P.S. Nie podzielam natomiast wyrażanej przez Ciebie tęsknoty za komuną i PRL.
    • high_level orzeczenie IPN: "Bury" dopuścił się ludobójstwa 01.07.05, 06:39
      www.ipn.gov.pl/a_300605_komunikat_bury.html
      Pozwolę sobie tylko na zacytowanie głównych konkluzji śledztwa IPN:

      "Dokonane zabójstwa furmanów, jak i skierowane ataki przeciwko mieszkańcom wsi
      były wymierzone w osoby cywilne, które realnie nie stanowiły zagrożenia dla
      oddziału. Brak jest danych, że osoby, które straciły życie działały w
      strukturach państwa komunistycznego, a ich działanie było wymierzone w rozbicie
      tej organizacji podziemnej. Mówienie o ewentualnym zagrożeniu jest zatem
      twierdzeniem czysto hipotetycznym i nie pozwalało na podjęcie działań
      zmierzających do ich fizycznej eliminacji. Nie może zmienić takiego stanowiska
      przyjęcie tezy, że wydarzenia te miały miejsce w wyjątkowym okresie, w którym
      dla wielu życie ludzkie nie miało znaczenia, że okrucieństwa niedawno
      zakończonej wojny wypaczyły psychikę wielu ludzi. Nigdy nie może to jednak
      determinować lub usprawiedliwiać takich działań w świetle podstawowych, a
      zarazem nadrzędnych norm prawych, norm które za najważniejszy cel stawiają
      ochronę najważniejszego dobra jakim jest życie ludzkie. Spośród wszystkich
      wymienionych powyżej motywów, które determinowały działania „Burego” i części
      jego podwładnych, czynnikiem łączącym było skierowanie działania przeciwko
      określonej grupie osób, które łączyła więź oparta na wyznaniu prawosławnym i
      związanym z tym określaniu przynależności tej grupy osób do narodowości
      białoruskiej. Reasumując zabójstwa, i usiłowania zabójstwa tych osób należy
      rozpatrywać jako zmierzające do wyniszczenia części tej grupy narodowej i
      religijnej, a zatem należące do zbrodni ludobójstwa, wchodzących do kategorii
      zbrodni przeciwko ludzkości.

      Nie kwestionując idei walki o niepodległość Polski prowadzonej przez
      organizacje sprzeciwiające się narzuconej władzy, do których należy zaliczyć
      Narodowe Zjednoczenie Wojskowe należy stanowczo stwierdzić, iż zabójstwa
      furmanów i pacyfikacje wsi w styczniu lutym 1946 r. nie można utożsamiać z
      walką o niepodległy byt państwa, gdyż nosi znamiona ludobójstwa. W żadnym też
      wypadku nie można tego co się zdarzyło, usprawiedliwiać walką o niepodległy byt
      Państwa Polskiego. Wręcz przeciwnie akcje „Burego” przeprowadzone wobec
      mieszkańców podlaskich wsi, wspomagały komunistyczny aparat władzy i to przede
      wszystkim poprzez obniżenie prestiżu organizacji podziemnych, dostarczenie
      argumentów propagandowych o bandytyzmie oddziałów partyzanckich. Bez wątpienia
      też wspomagała realizację umowy rządowej o przesiedleniu z Polski osób
      pochodzenia białoruskiego. Co prawda można uznawać, że akcja przesiedleńcza
      realizowała hasło narodowe „Polski dla Polaków” ale w tym okresie sprzyjała
      bardziej dążeniom polskich i radzieckich komunistycznych organów państwowych.

      Działania pacyfikacyjne przeprowadzone przez „Burego” w żadnym wypadku nie
      sprzyjały poprawie stosunków narodowych polsko – białoruskich i zrozumienia
      walki polskiego podziemia o niepodległość Polski. Przeciwnie tworzyły często
      nieprzejednanych wrogów lub też rodziły zwolenników dążeń oderwania
      Białostocczyzny od Polski. Żadna zatem okoliczność nie pozwala na uznanie tego
      co się stało za słuszne."

      30.06.2005

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka