berecik7
15.08.05, 22:27
Mam tego powyżej dziurek w nosie. Czasem tracę z pół godziny, zanim kupię na
Kabatach bilet do metra (nie mam karty, bo mi się nie opłaca). Schemat
wygląda tak - wchodzę do metra, a tam sklepik przy metrze nieczynny.
Zauwazyłam, że często jest nieczynny. Wychodzę zatem na górę, do kiosku przy
ul. Wąwozowej i co? Biletów nie ma. Pytam więc sprzedawcy, jak to możliwe,
żeby prowadząc kiosk tuż przy metrze i dwóch przystankach autobusowych nie
dysponował biletami. A pan z buzią na mnie, że na Kabatach mieszkają sami
wieśniacy, że on nie może sprzedać dziennie 10 gazet i że nie zamierza miec
biletów, bo bilet jest (uwaga!!!) - dodatkiem do gazety. Na szczęście były
tym razem bilety w TESCO (choć nie zawsze są). No ale pół godziny w plecy.
Raz zdarzyło mi się, że jechałam bez biletu, bo nie było ich nawet w TESCO.
Po prostu załamka. Z drugiej strony - w dzisiejszych czasach pan z kiosku na
wąwozowej zastosował ciekawe podejście do klienta, zamiast zapewnic, że
bilety będę itp, to on z krzykiem na mnie...Dramat.