fom
24.01.06, 09:32
Czy w naszej okolicy są "zagrożone" spółdzielnie?
Poniżej artykuł z Gazety Prawnej:
------------------------------------------------------
Lawina upadłości spółdzielni mieszkaniowych
(Gazeta Prawna/24.01.2006, godz. 05:00)
Nieprawidłowe przygotowanie inwestycji, przepłacone usługi, trwonienie
pieniędzy przez zarząd i prezesi dbający o własną kieszeń - to powody
upadłości spółdzielni mieszkaniowych.
W ostatnich latach z rejestrów sądowych wykreślono ich ponad 80, ale zjawisko
to narasta.
- Jeden rok - tyle czasu wystarczy, żeby doprowadzić do upadłości nawet
bardzo dobrze prosperującą spółdzielnię mieszkaniową, chociaż jeszcze na
początku lat 90. taka upadłość była nie do pomyślenia - powiedział prezes
jednego ze stowarzyszeń syndyków. W ciągu ostatnich 5 lat zbankrutowało
kilkadziesiąt spółdzielni - zarówno tych nowo powstałych, realizujących nowe
inwestycje, jak i starych - powstałych na początku epoki PRL-u.
Droga do bankructwa
- Przyczyny upadłości są różne. W małych i średnich spółdzielniach, które
powstały kilkadziesiąt lat temu, najczęstszym powodem są zaległości w
rozliczeniach za dostawę mediów, przerost zatrudnienia, wysokie koszty
zarządu i zła gospodarka finansami. Z kolei w tych, które realizują nowe
inwestycje - powodem bankructwa jest zła polityka inwestycyjna, niespłacone
kredyty, wybór nieterminowych wykonawców oraz niegospodarność - powiedziała
Irena Buczyńska, prezes Zarządu Stowarzyszenia Syndyków, Rzeczoznawców i
Doradców Gospodarczych Polska - Europa.
Kiedy można ogłosić upadłość
• niewypłacalność - zaprzestanie wykonywania swoich wymagalnych zobowiązań,
• nadmierne zadłużenie - suma długów przekracza majątek spółdzielni, nawet
przy bieżącym regulowaniu zobowiązań.
Poza tym członkowie spółdzielni na co dzień w niewielkim stopniu interesują
się sprawami swojej spółdzielni albo mają ograniczone możliwości w uzyskaniu
takich informacji. Interweniują, kiedy jest już za późno. W trudnej sytuacji
znaleźli się spółdzielcy z Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej
Dziennikarzy FOKSAL przy ulicy Orzyckiej. Do 2004 roku działała ona bez
zarzutu. - Wydawało się nam, że jesteśmy członkami świetnie zarządzanej
spółdzielni. Były organizowane walne zgromadzenia, podejmowano uchwały -
powiedział jeden z członków spółdzielni.
Tymczasem po śmierci prezesa spółdzielni zniknął jej księgowy, zabierając
całą dokumentację finansową. Opróżnił jedyne konto, na które przelewano
między innymi duże sumy za wykup mieszkań. Z dnia na dzień spółdzielcy
dowiedzieli się, że spółdzielnia stoi na skraju bankructwa. Stanęli przed
wyborem - albo spółdzielnia ogłasza upadłość, albo zaciągają kredyt w
wysokości 7,5 mln zł.
Podobne problemy ma Spółdzielnia Mieszkaniowa w Lubartowie. Kilka lat temu
zarząd spółdzielni bez wiedzy jej członków zaciągnął kredyt na kwotę ponad
dwóch milionów zł, po czym ulokował go na szwajcarskim koncie. Zamiast
szybkiego zysku, doszło do ogromnych strat w związku ze znacznym spadkiem
kursu dolara. Bank bezskutecznie dopomina się od spółdzielni spłaty.
Skutki upadłości spółdzielni dla jej członków
Osoby posiadające lokatorskie prawo do lokalu mieszkalnego
• gdy w wyniku upadłości budynek przejmie inna spółdzielnia - uprawnienia
lokatora nie zmieniają się, należy tylko złożyć wniosek o przyjęcie w poczet
członków nowej spółdzielni,
• gdy budynek przejmie np. bank czy prywatny przedsiębiorca - prawo
lokatorskie przekształca się w najem.
Osoby posiadające spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu
• gdy w wyniku upadłości budynek przejmie inna spółdzielnia, właścicielowi
przysługuje roszczenie o przyjęcie do tej spółdzielni,
• gdy budynek nabędzie inny podmiot, prawo to przekształca się w odrębne
prawo własności do lokalu.
Pozostałe przypadki dotyczące członków spółdzielni
• nikt nie może przejąć mieszkania, do którego spółdzielca ma tytuł własności,
• osoby, które wpłaciły pieniądze w związku z nabyciem lokalu i dysponują
jedynie umową przedwstępną, rzadko mogą liczyć na zwrot pieniędzy.
Przypadki incydentalnych bankructw można by mnożyć. Spółdzielnia mieszkaniowa
Kwadrat zbudowała ok. 800 mieszkań, głównie na obrzeżach Warszawy. Miała
opinię spółdzielni budującej solidnie i szybko. Upadła dwa lata temu,
zostawiając ok. 30 mln zł długu i kilka rozpoczętych budów. W maju zeszłego
roku sąd ogłosił upadłość Spółdzielni Mieszkaniowej "Stokrotka". Wniosek
złożyli sami prezesi.
Była zadłużona na kilka milionów złotych. W Bydgoszczy prawie sto
czterdzieści osób straciło wkład na mieszkania lokatorskie (od 30 do 50 tys.
zł każda) po tym jak bank nie zgodził się, by rozpoczęte inwestycje razem z
kredytem przejęła inna bydgoska spółdzielnia.
Nie należy się dziwić, że spółdzielnie mieszkaniowe są wymarzonym polem do
nadużyć, skoro ich działalności nie może kontrolować nawet Najwyższa Izba
Kontroli (nie jest podmiotem wykorzystującym państwowe pieniądze).
Państwo w państwie
Spółdzielnie rządzą się własnymi prawami, tym bardziej że w ich statucie
można zawrzeć prawie wszystko. Zdarzało się, że na podstawie jego zapisów z
pieniędzy spółdzielni inwestowano w rurociągi naftowe czy papiery wartościowe.
Dużym ograniczeniem uprawnień członków w wielkich spółdzielniach
mieszkaniowych jest to, że wyznacza się tam przedstawicieli reprezentujących
jej członków. Mimo że wybierają ich sami zainteresowani, zdarza się, że
dzięki sprytnym zabiegom zostają nimi ludzie tkwiący w układzie z prezesem i
zarządem. - Tak zorganizowana grupa jest w stanie podjąć każdą decyzję -
skarży się nasza czytelniczka, Maria Z., członek kilkudziesięciotysięcznej
Lubelskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.
Potrzeba zmian
- Rzetelna lustracja w spółdzielniach mieszkaniowych i kontrolowanie
wykonywania zaleceń mogłoby uratować przed upadłością niejedną spółdzielnię.
Syndyk to ostateczność, kiedy zawiodły zarządy, rady nadzorcze i sami
spółdzielcy, a wierzyciele nie chcą dłużej czekać - tłumaczy syndyk, Irena
Buczyńska. - Poza tym spółdzielcy nie wykorzystują swych praw do czynnego
prowadzenia kontroli nad pracą zarządu, w radach nadzorczych zasiadają osoby,
które nie potrafią egzekwować i reprezentować praw spółdzielców - dodaje.
- Zapewnienie odpowiedniej regulacji prawnej, która umożliwiłaby zewnętrzną
kontrolę nad działalnością zarządu i rady nadzorczej spółdzielni oraz
nałożenie odpowiedniej sankcji karnej, wyeliminowałoby nadużycia,
niegospodarność oraz sprzeniewierzanie majątku spółdzielców - mówi Izabela
Dubec, radca prawny.
- Z nieoficjalnych źródeł wiadomo, że zaczęto prace nad ustawą zmieniającą
prawo spółdzielcze. Miejmy nadzieję, że kolejna przeróbka legislacyjna
przynajmniej częściowo uzdrowi polską spółdzielczość mieszkaniową - dodaje.
Adam Makosz
---------------------------------------------------------------------------