Dodaj do ulubionych

mam do Pana / Pani nietypową sprawę

18.01.10, 20:23
Na stronie P. Leona Zawadzkiego:
www.logonia.org/content/view/486/2/ wyczytałem: "Można być
genialnie uzdolnionym, ale do astrologii przede wszystkim potrzebne
jest doświadczenie życiowe. A ono składa się ze złoża karmicznego,
tego które niesiecie w sobie, które jest w was i które – w miarę
wydarzeń i upływu czasu – nadchodzi, wydarza się i otwiera sakralne
znaczenie życia i śmierci. Jeśli nawet macie za sobą wiele wcieleń,
to wcale nie znaczy, że szkołę średnią ukończyliście z adnotacją:
już wie, o co chodzi. Nasze złoże karmiczne ma do spełnienia
konkretne zadanie: skłonić każdego z nas do starań o dojrzałość
umysłu".

Pytania są "prozaiczne", ale moim zdaniem trudne ( a może i nazbyt
osobiste ). O ile w ogóle ktoś się chce wypowiedzieć.

1) Czy czujecie ( proszę wybaczyć formę mnogą, bardzo jej nie
lubię ) "karmiczność" swojej działalności jako astrologów ?

2) Czy wierzycie ( nie ma co się szczypać... ) w powiązania wzajemne
między astrologią i karmą ? Że to co zostanie powiedziane innym
osobom i wpłynie na ich los ( i... karmę ) ma wielkie znaczenie i
wielką wagę, że czasem... przygniata astrologa ?

3) Czy czuliście kiedyś w życiu, jak coś wam spadło, niczym kamień z
serca, z racji dobrze postawionego horoskopu / poprowadzonego
wywiadu ? Ja jeszcze nie i nie wiem, czy to o to chodzi, czy o coś
innego.

Na początku chciałem zadać pytanie, czy CAŁY horoskop jest karmą,
czy może jakieś specyficzne ujęcie tegoż, ale piszę to tylko jako
uwagę ogólną. Gdyby ktoś miał źródła na temat rozwinięcia tego w
postaci linków / książek, będę wdzięczny.

Sorry za jakikolwiek PATETYZM, czy odcienie MORALIZATORSTWA, jeśli
ktoś tu to czuje, to nie było to moim zamiarem. Tak samo nie wiem,
czy temat ten przewijał sie kiedyś w archiwach forum. Wszelkie uwagi
na priv będą równie mile widziane, bo "tak mnie wzięło" na
rozważania o naturze astrologa.

Pozdrawiam ciepło smile

( Broń Boże nie ma w mojej wypowiedzi żadnych konotacji pozytywnych
ani negatywnych związanych z Twórcą poniższego cytatu, tylko czyste
zainteresowanie - to tak ad hocem. )

Obserwuj wątek
    • tomasz.stapor Jak kamień spadł mi z serca 18.01.10, 22:25
      > 1) Czy czujecie "karmiczność" swojej działalności jako astrologów?

      To pytanie zadajesz w kontekście tego, o czym pisał Leon Zawadzki. Myślę, że to należy odnieść do terminu astrologii świątynnej, którą – jak sam mówi – uprawia. Jeżeli dobrze rozumiem ten termin, to astrologia świątynna zakłada, że człowiekowi potrzebne jest coś do wyjścia poza horoskop, a tym czymś jest praktyka duchowa. Zwróć również uwagę na to, że Zawadzki jest joginem – i nie wiem, czy on bardziej czuje się astrologiem, czy joginem? W tym przypadku mamy do czynienia ze światopoglądem wschodnim, który zakłada prawo karmy.

      Jeśli chodzi o mnie, to mam problem z pojęciem karmy. Raczej szukam ludzi z przeszłości, którzy mają jakieś horoskopy podobne do moich. Takie fragmenty mnie w nich odnajduję. Nie czuję, żeby to było karmiczne, bardziej na to patrzę, jak na heglowski absolut, który w strzępach świadomości innych na przestrzeni czasów występuje.

      > Że to co zostanie powiedziane innym osobom i wpłynie na ich
      > los ( i... karmę ) ma wielkie znaczenie i wielką wagę, że czasem...
      > przygniata astrologa?


      Miałem kiedyś taki przypadek, chodziło o jakieś problemy ciążowe, bałem się wtedy piekielnie. Zdawałem sobie sprawę z tego, że mogę dość mocno wpłynąć na rzeczy, do których nie powinienem mieć prawa. Rozmawiałem z przyjacielem, którego traktowałem jako kogoś w rodzaju superwizora. Odrzekł rozsądnie: zrób tak, jak to robią wedyjczycy; tam ktoś przychodzi zadając pytanie i płacąc za odpowiedź.

      Wiem również, że do konsultacji astrologicznych trzeba podchodzić z dużym dystansem. Że pomaga wiek, unormowane życie rodzinne. Zresztą tu chyba trzeba czerpać wiedzę od psychiatrów i psychoterapeutów, wydaje się, że oni na temat pracy z klientem napisali dużo.

      > 3) Czy czuliście kiedyś w życiu, jak coś wam spadło, niczym kamień z
      > serca, z racji dobrze postawionego horoskopu


      Matka pytała o córkę, którą wyrzuciła z domu. Nie brałem za to pieniędzy, bo to ktoś z rodziny. Desperacja była tak wielka, że wiedziałem, że się na mnie bardzo liczy. Wyliczyłem, policzyłem, wyrysowałem i wyszło mi, że wróci za miesięcy kilka, gdzieś na początku marca. Wiedziałem, że jak wróci, to dostanę telefon. Czekałem – 10 marca i nic, ale ok... 15 marca i nic, więc poczułem się zaniepokojony. Nie wstydzę się chybionych prognoz, ale tu chodziło o to, że ktoś bardzo duże pokładał w tę prognozę nadzieje. 20 marca i nic... No i w końcu 21 marca córka z walizkami pojawiła się w domu. Zadzwonił do mnie telefon. Spokojna matka powiedziała, że córka wróciła. A mi kamień spadł z serca :]

      Pozdrawiam

      PS. Zwróć uwagę, że dzisiaj (18 stycznia 2010 o godzinie 3:10) miał miejsce ingres Jowisza w znak Ryb. Odnosi mi się to do tej astrologii świątynnej, o której wyżej pisałem.
      • acrux_79 Re: Jak kamień spadł mi z serca 19.01.10, 01:02
        Jeżeli dobrze rozumiem ten termin, to astrologia świątynna zakłada, że człowiekowi potrzebne jest coś do wyjścia poza horoskop, a tym czymś jest praktyka duchowa. Zwróć również uwagę na to, że Zawadzki jest joginem – i nie wiem, czy on bardziej czuje się astrologiem, czy joginem? W tym przypadku mamy do czynienia ze światopoglądem wschodnim, który zakłada prawo karmy.

        No tak, czyli pojawia się ciekawy wątek pod tytułem "praktyka duchowa" a bycie astrologiem. I znowu idą za tym pytania ( każda odpowiedź naprowadzająca jest dobrym źródłem pytań ). Retoryczne, na które nie trzeba wcale odpowiadać.
        - Jakie powiązania ma duchowa kultura z byciem dobrym astrologiem ?
        - Jakie przełożenie ma ta "duchowość" na intuicyjne wsparcie prognoz i porad udzielanych klientom / znajomym ? Czy w ogóle istnieje "intuicyjne" wsparcie, czy Dar z "Góry" ?
        - Czy można oddzielić astrologię od życia duchowego. Czy można traktować astrologię jako coś oddzielnego od własnego życia na płaszczyźnie emocjonalno - osobistej, jednocześnie jednak nie zaprzeczając fachowości i będąc wcale świetnym ekspertem od astrologii ?

        Na pewno większość tych pytań została tysiące razy przerobiona, ale... myślenie na takie tematy nie wydaje mi się zbędne...

        Jeśli chodzi o mnie, to mam problem z pojęciem karmy. Raczej szukam ludzi z przeszłości, którzy mają jakieś horoskopy podobne do moich.

        W takim rozumowaniu karma jawi się jako lekcja horoskopu ( problematyki radixu ) do przerobienia. Zawsze jednak zastanawiało mnie, czy podobieństwo "tych samych lekcji do przerobienia" jest bliskie pojęciu "karmicznej więzi" ? Bo logika mówi że nie, a "serce" się temu sprzeciwia. W sumie w życiu miałem do czynienia niewiele z osobami, co przerabiają "moje" lekcje tj. poczucie niskiej wartości osobistej przy jednoczesnej mizantropii i braku szacunku do ludzkiej głupoty czy jak to zwał.


        Nawiasem, to dobrze, że kamień spadł...

        Pozdrawiam
        • tomasz.stapor Duchowość a astrologia 19.01.10, 14:51
          > Jakie powiązania ma duchowa kultura z byciem dobrym astrologiem?

          Wydaje mi się, że myślimy o tym samym, ale używamy innych pojęć. Dlatego na początek proponuję zdefiniować pojęcia (za Wikipedią):

          Kultura duchowa – termin określający ogół osiągnięć ludzi w dziedzinie nauki, sztuki, religii, moralności, obyczajów i tradycji. Kultura duchowa to także dzieła sztuki oraz przechowywanie wiedzy o przeszłości i języku. W swoich funkcjach odpowiada potrzebom poznawczym, estetycznym i potrzebie rozrywki.

          Duchowość, pojęcie wieloznaczne, jest kojarzone albo z działaniem sił nadnaturalnych, albo ze szczególnym – często z wartościującym epitetem „wyższy” – wymiarem psychiki; może też być pojmowana w sposób łączący powyższe dwa sposoby, traktując wymiar duchowy jako należący do sfery nadnaturalnej.


          Jeżeli dobrze rozumiem, to Twoje pytanie odnosi się do duchowości a nie kultury duchowej. Tak je rozumiem i w takim kontekście na nie odpowiadam, Tak więc parafrazując Twoje pytanie można zapytać:

          Jakie powiązania ma duchowość z byciem dobrym astrologiem?

          Moim zdaniem wiele zależy od tego, jakie kryterium przyjmiesz do mierzenia tego, że ktoś jest dobrym astrologiem. Możesz uważać, że dobry astrolog, to ktoś, kto na podstawie mapy nieba na moment i miejsce urodzenia potrafi dość wiernie opisać osobę, jak również skonstruować trafną prognozę. Wydaje się, że z perspektywy duchowości bardziej chodzi o niesienie pomocy w rozwoju duchowym innym ludziom, niż o trafne prognozy.

          Twoje pytanie można również postawić psychoterapeutom. Brzmiało by wtedy: jakie powiązania ma duchowość z byciem dobrym psychoterapeutą? Są dobrzy psychoterapeuci, którzy nie odwołują się do duchowości. Ale są też tacy, którzy z duchowości czerpią bardzo wiele. Jednym z nich jest Wojciech Eichelberger, który wiele czerpie z buddyzmu zen. W jego przypadku – podobnie, jak w przypadku pytania o jogę i astrologię w kontekście Zawadzkiego – moglibyśmy zapytać, czy on bardziej psychoterapeutą jest, czy buddystą zen, który skończył psychologię?

          Tak więc owa 'duchowość', o której rozmawiamy, wydaje się nie być czymś koniecznym do bycia dobrym astrologiem. Oczywiście przy założeniu, że kryterium oceny astrologa jest związane z jego umiejętnością opisywania rzeczywistości i wydawaniu trafnych prognoz na podstawie horoskopu.
          • tomasz.stapor Duchowość a astrologia świątynna 19.01.10, 15:36
            Według Wikipedii:

            Duchowość może być rozumiana jako wewnętrzne pogłębienie treści wierzeń i przekazu religijnego (Gadacz, Milerski,2001). Można ją także ujmować jako bardziej świadome przyjęcie doświadczenia religijnego.
            Źródło: pl.wikipedia.org/wiki/Duchowość#Duchowo.C5.9B.C4.87_a_religijno.C5.9B.C4.87

            Ta definicja pomaga mi lepiej zrozumieć naturę astrologii świątynnej uprawianej przez Zawadzkiego. W wielu jego pismach odnajduję bowiem treści, które pokazują, że dla niego kontemplowanie horoskopu jest "pogłębieniem treści wierzeń i przekazu religijnego", że dla niego praca nad horoskopem jest czymś w rodzaju "doświadczenia religijnego".

            Wg biogramu Zawadzkiego, który pojawił się w jego książce Astrolog możemy dowiedzieć się, że:

            (Zawadzki) w 1965 r. dowiedział się, że będzie astrologiem, ale nie chciał się z tym pogodzić. Pragnął poświęcić się całkowicie praktyce joginicznej.

            W kontekście takich faktów wydaje się, że on horoskop traktuje jako narzędzie potrzebne mu do rozwoju duchowego, mało tego – on zdaje sobie sprawę z tego, że człowiek przede wszystkim powinien poświęcić się praktyce duchowej.

            Ja to nieustająco odnoszę do przesłania chrześcijańskiego, które neguje astrologię. Chrześcijanie mówią, że człowiek powinien być przede wszystkim zainteresowany własnym zbawieniem, a czymże jest troska o swe zbawienie, jak nie praktyką duchową? Wydaje się, że to podejście jest podobne do podejścia Zawadzkiego. W jednym i drugim przypadku mamy do czynienia ze zwróceniem intencjonalnej uwagi w kierunku celów "wyższych".
          • tomasz.stapor Wiedza i natchnienie 19.01.10, 16:10
            > Jakie przełożenie ma duchowość na intuicyjne wsparcie prognoz i porad udzielanych klientom?
            > Czy w ogóle istnieje "intuicyjne" wsparcie, czy Dar z "Góry"?


            Nie możemy zapominać o tym, co pisali na ten temat osoby, które zajmowały się astrologią. Wydaje się, że kwintesencja tego znajduje się w Centiloquium przypisywanemu Ptolemeuszowi. Jak się ostatnio dowiedziałem od Piotrowskiego tekst ten jest niepewnego pochodzenia i kto wie, czy jego pochodzenie nie jest arabskie. Tam jest taki fragment, który zdaje się zawierać wszystko:

            Każda przepowiednia winna być oparta zarówno na doświadczeniu, jak też na tradycji. Nikt - nawet mędrzec - nie potrafi uchwycić wszystkich form wydarzeń, konstelacje bowiem odsłaniają zaledwie ideę przewodnią danego wypadku, nigdy zaś jego sprecyzowaną postać. Praktykujący astrolog winien dlatego przede wszystkim przyswoić sobie zdolność wnioskowania. Lecz tylko natchnieni przez Bóstwo potrafią przepowiadać szczegóły. Źródło:www.logonia.org/index.php/content/view/27/2/

            Wyraźnie w zaznaczonym fragmencie widać, ze chodzi o wiedzę i natchnienie. Wielce pomocna w zrozumieniu tego tematu okazała się być rozmowa jaką kilka lat temu przeprowadziłem z Włodzimierzem Zyrbeltalem. Dowiedziałem się od niego następujących rzeczy:

            1. W astrologii istnieje coś, co nazywa się regułą trzykrotności – o ile mnie pamięć nie myli – można się z nią spotkać również w pismach Zawadzkiego. Zyrbeltal mówił, że Wesołowski, albo Sadowski – nie pamiętam w tej chwili o kim mówił – dużo o tym mówili. Ponoć zasada jest taka: patrzysz w horoskop i czekasz na wgląd. Jeżeli go masz, to starasz się to potwierdzić w horoskopie za pomocą trzech czynników astrologicznych. Jeżeli uda Ci się to, to możesz spokojnie wydawać werdykt. Jeżeli nie masz wglądu i coś na siłę wyciągasz z samych konfiguracji planetarnych, to werdykt jest słaby i nie musi być prawdziwy.

            2. Wiedza zakłada intersubiektywną doświadczalność, która jest jednym z kryteriów rozróżniania zdań naukowych od nienaukowych. Chodzi o to, że każdy jest w stanie dane doświadczenie naukowe powtórzyć. Zyrbeltal zwrócił mi uwagę na to, że są doświadczenia, które przychodzą w stanach zmienionej świadomości, takich jak sen, ale też miał na myśli umysł zmieniony przez medytację, czy praktykę duchową. Uważał, że jest to pole, którego zupełnie nie eksploruje współczesna nauka. O ile pamiętam, sugerował również, że kiedyś rozwój nauki w tym kierunku nastąpi.

            Idąc tym tropem możemy dojść do wniosku, że praktyka duchowa zmienia umysł. Umysł zaczyna trochę inaczej postrzegać rzeczywistość. Jest otwarty na inne treści, które niesie horoskop. Mam gdzieś w swoich dziennikach takie zdanie, które mówi, że zauważam, jak zmienienie diety na wegetariańską przyczyniło się do wydawania lepszych prognoz. Nie wiem, czy to prawda, ale takie coś kiedyś zaobserwowałem.
          • tomasz.stapor Kultura duchowa a astrologia 19.01.10, 16:31
            > Czy można traktować astrologię jako coś oddzielnego
            > od własnego życia na płaszczyźnie emocjonalno – osobistej
            > jednocześnie jednak nie zaprzeczając fachowości
            > i będąc wcale świetnym ekspertem od astrologii?


            Tak. Moim zdaniem bardzo dobrym przykładem jest dr Piotr Piotrowski. Mam przyjemność rozmawiać z nim niekiedy i odnoszę wrażenie, że on do astrologii podchodzi od strony naukowego kulturoznawstwa. Obecnie jego poszukiwania krążą wokół tekstów klasycznych, które bada jako przedstawiciel nauk humanistycznych. Zresztą to jakoś mi się wiąże z Jungiem, który na jego perspektywę astrologiczną wydaje się mieć wielki wpływ.

            Poza tym, sam na tym forum pisał:

            […] od prawie półtora roku jestem szczęśliwym ojcem obłędnie zakochanym w swoim synku i żaden eksperyment na Merkurym w ruchu prostym nie pomógłby mi zebrać lepszego żniwa.
            […] jak tylko ochłonę po tym cudzie, jaki wydarzył się w moim życiu, to notki na blogu będą regularniejsze.
            Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,11132,104123358,104257402,Re_Blog_Piotra_Piotrowskiego.html

            Dla mnie jest to dobry przykład słów człowieka, który do astrologii ma właściwy dystans i potrafi oddzielić ją od spraw osobistych.
    • hypokaimenon Re: mam do Pana / Pani nietypową sprawę 19.01.10, 00:12
      O karmie trudno mówić sensownie, bo wszelkie dotyczące jej doświadczenia indywidualne (intuicje, sny, wizje, olśnienia, wglądy itp.) są dostępne jedynie przeżywającym - czyli nie są intersubiektywne. Innymi słowy - tylko my mamy dostęp do naszych doświadczeń.

      Brak intersubiektywności pozwala człowiekowi bez podobnych doświadczeń (czytaj : realiście/sceptykowi/agnostykowi/scjentyście/katolikowi/profesorowi uniwersytetu/dziennikarzowi) na postawienie zarzutu o zaistnieniu halucynacji, sugestii, złudzeń, majaków sennych lub - w najlepszym razie - treści czysto subiektywnych, jednorazowych, beznadziejnie unikalnych (powtarzalność jako wartość w nauce), a więc bez uzasadnionej wartości poznawczej.

      Reinkarnacja i karma wielu ludziom Zachodu nie mieści się w głowie.
      Innym się mieści, ale nie mają doświadczeń. Jeszcze inni mają doświadczenia, ale nie mają ochoty o nich publicznie mowić.

      Na tym forum odbyło się kilka rozmów na temat karmy - jak się można domyślać - bez konkluzji.

      Temat na priv.

      • acrux_79 Re: mam do Pana / Pani nietypową sprawę 19.01.10, 01:08
        Z punktu widzenia obiektywności faktycznie karma zdaje się być nieweryfikowalna jako zjawisko empiryczne, której "smak", "zapach" i "namacalność" jest zawsze inny i to jest problem. Pomijając fakt, że trudno ją udowodnić, choć niektórzy próbowali ( pamięć dzieci, pamięć miejsc związanych z poprzednimi wcieleniami ). Pisze o tym Ireneusz Ziemiński w książce "Śmierć w filozofii analitycznej", niestety nie mam przed nosem, tylko w innym mieszkaniu ;-(

        Ludzie Zachodu... obrażają czasami miejsce na niebie, w którym kładzie się do snu Słońce smile

        Tak, temat na priv, ale liczyłem się z tym, że wiele osób tematu nie podejmie, bo nie jest sensu stricte astrologiczny. Ale ... pytajcie, a znajdziecie

        Pozdrawiam
        • princesswhitewolf Re: mam do Pana / Pani nietypową sprawę 19.01.10, 16:33
          Foudre nie chodzi naukowosc : ) a raczej o to ze tak naprawde nie ma nikt absolutnej pewnosci JAK jest to z ta karma. Wszystko sa to nasze spekulacje. Karma jest przedmiotem wiary a nie wiedzy. Wiec pewnikow w tym zakresie nie ma, I wszelakie wypowiedzi wieszczace ze NA PEWNO jest tak a nie inaczej w zakresie czyjejs tam karmy sa najczesciej pulapka bo moga byc blednymi wyobrazeniami. Zakladajac nawet ze cos takiego jak karma istnieje, to nasze ludzkie rozumienie istoty karmy jest na tyle ograniczone jak narazie, ze w zasadzie ma tyle sensu co dyskusja 2 mrowek o przyczynach zmian klimatycznych. Rozmawiac maja prawe, ale na ile z sensem beda owe mroweczki mowic to juz inna sprawa…
          • alento35 Re: mam do Pana / Pani nietypową sprawę 19.01.10, 17:04
            To prawda, że nie wiemy, na ile z sensem owe mróweczki mówią, ale przecież
            starają się mówić o swoim doświadczeniu - przynajmniej ja tak to rozumiem.
            Starają się rozgryźć temat - swoim ciałem, duchem, umysłem itd. Mówienie sobie,
            żeśmy tylko mróweczkami, stawia nas na z góry przegranej pozycji. Jeśli
            mróweczki nie będą się chciały dzielić przemyśleniami i doświadczeniem, jeśli
            nie będą rozmawiać, to się nie dowiedzą. Jasne, że są mróweczki, które
            dowiedzieć się nie chcą, ale to nie znaczy, że wszystkie są tego samego zdania.
            Nie musimy wiedzieć jak to jest z tą karmą, żeby rozmawiać. Poza tym to raczej
            kwestia obserwacji i wyciągania wniosków niż wiary; postrzeganie zmienia
            przedmiot postrzegania - przecież to z teorii fizyki jądrowej, a nie wiary..
            Możliwe, że każdy karmę będzie postrzegał inaczej, bo nasze rozumienie istoty
            karmy jest ograniczone, ale nie znaczy to, że nie ma sensu rozmawiać. Na razie
            przecież z tych rozmów nikt nie robi twardych dogmatów - przynajmniej tutaj, na
            forum. A temat w kontekście astrologii jest ciekawy.
            • foudre Re: mam do Pana / Pani nietypową sprawę 19.01.10, 18:18
              zgadzam się z alento. gdyby odrzucić doświadczenie wewnętrzne jako
              nie mające sensu i nie poszerzające poznania, wtedy trzeba odrzucić
              niemal całą psychologię i wiele innych nauk o człowieku. astrologia
              też by się nie ostała smile
              czepiam się tylko tego hypokaimenonowego "sensownie mówić", o karmie
              nie mam NIC do powiedzenia, ale chętnie słucham innych smile
              • princesswhitewolf Re: mam do Pana / Pani nietypową sprawę 19.01.10, 20:04
                foudre napisała: Gdyby odrzucić doświadczenie wewnętrzne jako
                nie mające sensu


                Nikt nic podobnego nie napisal tutaj ze doswiadczenie wewnetrzne nie ma sensu- gdzie? No cos ty!
                Chodzilo o perspektywe astrologa, napisze wprost: Ryzykownym jest dla astrologa bajdurzyc co tam za poprzednie wcielenia mial klient i jaka ma teraz karme w rezultacie... bo zwyczajnie nie ma pewnikow co do tego co jest ta karma, a o iluzje nietrudno. Najgorzej to ze zbyt duza pewnoscia siebie napitolic klientowi a potem go negatywnie zaprogramowac albo w najlepszym przypadku narazic sie na smiesznosc
                Przyznam ze ja osobiscie o moich subiektywnych iluminacjach dotyczacych mojego zycia nie trabie, bo uwazam ze czlowiek jest omylna istota ponadto jakos uwazam ze to intymne sprawy. Wizji na poziomie karmy narodow a la Jeanne Dixon nie miewamsmile
                • foudre Re: mam do Pana / Pani nietypową sprawę 19.01.10, 20:22
                  "O karmie trudno mówić sensownie, bo wszelkie dotyczące jej
                  doświadczenia indywidualne (intuicje, sny, wizje, olśnienia, wglądy
                  itp.) są dostępne jedynie przeżywającym - czyli nie są
                  intersubiektywne." Czy sensownie można mówić tylko o doświadczeniach
                  intersubiektywnych? Doświadczenie wewnętrzne, dostępne tylko
                  przeżywającemu je człowiekowi, jest subiektywne. Czy zatem
                  bezsensowne? Myślę, że hypokaimenon po prostu to niezgrabnie
                  sformułował i tak się tylko czepiam...
            • princesswhitewolf Re: mam do Pana / Pani nietypową sprawę 19.01.10, 19:59
              Mówienie sobie,żeśmy tylko mróweczkami, stawia nas na z góry przegranej pozycji.

              Czy to aby gra aby byli przegrani? no a jesli tak to jest to gra z Neptunem: 99% iluzje i kolejne koncepcyjki co do tego co jest nasza karma jak to jest i mniej niz... 1% trafonych

              > Nie musimy wiedzieć jak to jest z tą karmą, żeby rozmawiać.

              Pewno, ze mozemy sobie siedziec jak te kumy i gdybac, ale ja lubie sensownie odpowiadac na pytania, a jako ze nie moge dac zadnych PEWNIKOW, to co bede truc na temat karmy co tam sobie uwazam?! Jeszcze jedna koncepcja na podstawie jakze subiektywnych przezyc.

              Opowiem ci na pewnym przykladzie dlaczego uwazam rozmowe na temat szczegolow karmy za spekulacje i dramat omylek:
              Pare tygodni temu znana w Polsce profesjonalna tarocistka opowiadala mi o tym co ja laczy z owym Panem. O ich wspolnych uniesieniach milosnych w poprzednich wcieleniach, i co ich NA PEWNO laczy, bo po to sie spotkali by sie tym razem zrealizowac, o tym ze caly swiat i wszystko im sugeruje ze maja byc razem i ze czytaja sobie w myslach. Mowila to z oniesmielajaca dla mnie duza pewnoscia siebie bez szans na pisk sprzeciwu na podst mojego wgladu do horoskopu. Zreszta ta przerazajaca pewnosc sugerowala ze jakbym jej zaprzeczyla to by mnie znienawidzila, tudzie uznala ze bzdurze, wiec niewiele popiskiwalam... I co? No i 2 miesiace wspolnego zwiazku minelo... a on juz daje noge za granice, bo to singiel... i tyle po jej opowiesciach o wspolnych wcieleniach i przeznaczeniu karmicznym itd itp...
              • acrux_79 Re: mam do Pana / Pani nietypową sprawę 19.01.10, 20:36
                "Czy to aby gra aby byli przegrani? no a jesli tak to jest to gra z
                Neptunem"

                Gra z Neptunem jest fascynująca Princess, jeśli mamy oczy i widzimy
                dookoła bagna i moczary wciągających opowieści. Ale życie bez
                mistycznego ryzyka czasem bywa bez smaku smile . Dlatego zacząłem cały
                wątek. Jest w nim głębia, jest i pułapka. Głębia bez pułapek to
                jak ... spleśniały ser. Człowieka porównałbym może nie do mróweczki,
                ale do myszy. Albo znajdzie sposób by ściągnąć ser z pułapki, albo
                będzie się odżywiać odpadkami tego świata. Nie zapominajmy, że inni
                ( być może "fałszywi nauczyciele" ) ten serek wystawiają od czasu do
                czasu, by kogoś "złapać". A prawdziwi mówią - "smaku sera można
                zaznać", a co bystrzejsi odganiają od niego, mówiąc, że za nim czai
                się pułapka.

                To moje takie "myszoegzystancjalne" myśli. Czasem mi jednak
                przychodzi do mojego mizantropicznego łba myśl, że przydałby się
                ktoś z kijem, kto odganiał by czasem ludzi od astrologii. Aby poznać
                jej "smak", dobrze jest zaznać wielu egzystencjalnych "porażek". Co
                oczywiście nie implikuje górnolotnej myśli, że ten kto nie zaznał
                goryczy ( ezoterycznej ) na ziemi, nie pozna "prawdy" ezoterycznej.

                Ale ja niestety/-stety od czasu do czasu zadaję sobie pytania natury
                egzystencjalnej, także nt astrologii. Dla niektórych może być to
                pitolenie i strata czasu, ale z takich "pitoleń" między innymi rodzi
                się wiele ważnych rzeczy.
                • princesswhitewolf Re: mam do Pana / Pani nietypową sprawę 19.01.10, 21:08
                  Głębia bez pułapek to jak ... spleśniały ser.

                  mniam brie i camembercik...

                  Dla niektórych może być to pitolenie i strata czasu, ale z takich "pitoleń" między innymi rodzi się wiele ważnych rzeczy.
                  mozemy sobie ogolnie pogdybac jak Polak z Polakiem, ale na boga, nie wierz nikomu jak ci nagada co sie dzialo w Twoich poprzednich wcieleniach i jaka stad masz karme he he...
              • acrux_79 Re: mam do Pana / Pani nietypową sprawę 19.01.10, 20:47
                "Pewno, ze mozemy sobie siedziec jak te kumy i gdybac, ale ja lubie
                sensownie odpowiadac na pytania, a jako ze nie moge dac zadnych
                PEWNIKOW, to co bede truc na temat karmy co tam sobie uwazam?!
                Jeszcze jedna koncepcja na podstawie jakze subiektywnych przezyc".

                To jest właśnie dziecięca naiwność poznawcza, która mi pozostała.
                Dzieciak jak pyta nie myśli o tym, czy dostanie odpowiedź, ale
                czasem dowiaduje się, że pytania które zadaje mają się nijak do
                rzeczywistości smile
                Nie oznacza to automatycznie, że brak mi świadomości dorosłego.

                Co do Pani tarocistki, to takich opowieści znam multum i kij sam się
                w ręku podnosi. I tu się pojawia m.in. pytanie o etyczność,
                karmiczność i odpowiedzialność wobec klientów. Czy gdy ta Pani
                zaczyna wchodzić w neptuniczne zjawy, czy jednocześnie trzyma się
                pewnych zasad, czy wchodzi w iluzje, które ją samą pochłaniają...

                Pozdrawiam ciepło
                M.C.
                • alento35 Re: mam do Pana / Pani nietypową sprawę 19.01.10, 21:54
                  acrux_79 napisał:
                  > Dzieciak jak pyta nie myśli o tym, czy dostanie odpowiedź, ale
                  > czasem dowiaduje się, że pytania które zadaje mają się nijak do
                  > rzeczywistości smile

                  Dokładnie tak. Ale właśnie te pytania na niewłaściwy temat i odpowiedzi obok,
                  jakie się dostaje, coś ważnego posuwają do przodu.


                  Pojęcie karmy jest przecież interesujące nie tylko w kontekście wulgarnego
                  pociskania kitu klientom o ich poprzednich wcieleniach czy negatywnego
                  programowania. To, co się powie innym, może mieć na nich wpływ, jaki trudno
                  sobie wyobrazić. Mnie jednak karma interesuje choćby z tego prostego powodu,
                  żeby się dowiedzieć, dlaczego życie tak, a nie inaczej wygląda, bo jednak nie
                  wszystko da się wytłumaczyć tym, co jest czy było za pamięci. Dlaczego w takiej,
                  a nie innej rodzinie przewija się opozycja Saturn-Mars, albo kwadrat
                  Słońce-Pluton.. Pewnie się nie dowiem, ale jednak drążąc różne tematy
                  dowiedziałam się o sobie i innych rzeczy arcyciekawych. Też baardzo nie lubię
                  trąbić o moich wewnętrznych przeczuciach i iluminacjach (bo człowiek omylną
                  istotą jest, jak to już zostało powiedziane), i nie lubię być świadkiem
                  trąbienia innych, i może dlatego trudno mi zamknąć kwestię karmy tylko na
                  neptunicznych iluzjach. Jednoznacznie odpowiedzieć się na pytanie nie da - na
                  razie, mam nadzieję - ale jednak delikatne a stanowcze drążenie tematu ma sens,
                  jeśli się przy okazji da czegoś dowiedzieć. Przecież nie tylko karma może być
                  pułapką - pułapką może być, dla niektórych, astrologia, albo mnóstwo innych
                  rzeczy. Każdy wpada w swoje własne pułapki - dlaczego takie, a nie inne? Dlatego
                  to zdanie o dojrzałości umysłu w kwestii karmy wydaje mi się bardzo na rzeczy.
                  Pewnie, że z pewnego punktu widzenia, skoro nic konkretnego się nie znajdzie,
                  pitolenie o karmie to strata czasu, ale jednak na dłuższą metę optuję za
                  drążeniem tematu i nastawieniem badawczo-rozwojowym.
                  • princesswhitewolf Re: mam do Pana / Pani nietypową sprawę 19.01.10, 22:28
                    ale jednak na dłuższą metę optuję za
                    drążeniem tematu i nastawieniem badawczo-rozwojowym


                    ja tez, ale widze roznice miedzy astrologia jaka w wyniku obserwacji moze sie potwierdzac emipirycznie ( tranzyty dzialaja), a gdybaniem czy kogos zatluklam maczuga jako troglodyta iles tam wcielen temu i w wyniku tego teraz mi nauczyciel w szkole dokuczal.Dzialanie astrologii obserwuja grupy cale, astrologowie, wiec jest niejako obiektywne to doswiadczenie. Zas to ze ktos ci powie ze byles takim z maczuga i zatlukles tego i bec... to juz subiektywne niepotwierdzalne wrazenie. No i takie sa te rozmowy o poprzednich wcieleniach: nie ma mozliwosci tego sprawdzenia.
                • princesswhitewolf Re: mam do Pana / Pani nietypową sprawę 19.01.10, 22:30
                  Co do Pani tarocistki, to takich opowieści znam multum

                  niom ja tez. W dodatku slyszalam 101 innych wersji swoich poprzednich wcielen i karmy na to wcielenie od wrozeksmile

                  Czy gdy ta Pani
                  > zaczyna wchodzić w neptuniczne zjawy, czy jednocześnie trzyma się
                  > pewnych zasad, czy wchodzi w iluzje, które ją samą
                  pochłaniają...

                  Tyle ze ona jest niezla w przepowiadaniu przyszlosci obcym osobom co ciekawe
    • acrux_79 Dalsze rozważania cz.1 20.01.10, 03:37
      Tak sobie produkuję myślokształty na specyficznej glebie rozumowania A.
      Podwodnyja. Ja wiem, że wiele osób go nie lubi czytać, nie rozumie, ogarnia ich
      ból zębów i głowy, ale... człowiek ma mój szacunek wobec szerokiej wiedzy i
      wielkiej pokory (!)

      Zatem rozważań na temat astrologii ciąg dalszy:

      Astrologia jawi się dla większości astrologów jako wartość ( wartość jako
      substancja tzw. ciała budhialnego ).
      I teraz zależy, w jaką stronę kto z tą astrologią "pójdzie".

      Jeśli będzie to wartość sama w sobie, to może się okazać, że człowiek ulegnie
      ułudzie samopoznania. To znaczy, będzie dobrym astrologiem i fachowcem od
      interpretacji, jednakże może to oznaczać po kilkunastu/kilkudziesięciu latach
      rozczarowanie astrologią jako taką, ponieważ uznawał ją za naczelną wartość
      swojego życia. Mogła ona być "wzmacniaczem ego" pod tytułem: "nauczyłem/-am się
      trudnej sztuki", "potrafiłem/-am dużo ciekawych rzeczy powiedzieć", "widziałem
      to, o czym się szaremu człowiekowi nie śniło".

      Ale, jakkolwiek dziwnie by to zabrzmiało, to... CO Z TEGO ? Czy dzięki
      astrologii przekroczyłem/-am kilka granic w swoim życiu ? Czy komuś pomogłem ?
      Sobie pomogłem ? Trzymałem się sztywnych linii moich sposobów myślenia ?
      Trzymałem się myślenia jako takiego, wygodnego, przy którym czułem się
      bezpiecznie ? Zostałem przez nią zgnieciony, bo kilka słusznych interpretacji
      zaplątało moją rzeczywistość ?

      Astrologia jako "wartość sama w sobie" jest naturalnie toksyczna, ale nie tylko
      o to chodzi. Nie chodzi również o to, że podporządkowujemy jej życie. Sytuacja i
      problem jest inny. Czy we względnie szczęśliwym życiu z kilkoma priorytetami i
      wartościami, jesteśmy w stanie traktować astrologię jako "ostateczną" wyrocznię,
      czy "tylko" jako wskazówkę wskazówki dla życia ? I jeśli komuś formułujemy
      "porządny", "sprawdzalny" i "trafny" horoskop, to czy jednocześnie dołączamy do
      tej mapy coś "od siebie" w postaci cząstki życiowego / duchowego / karmicznego
      doświadczenia ?

      Zdroworozsądkowy ateista powie, że doświadczenie karmiczne, czy choćby
      doświadczenie pojedynczego życia nie ma wpływu na przekazanie interpretacji,
      przez co liczą się same słowa i sens który za nimi idzie. Ktoś z poczuciem
      "misji" ( nawiedzony ? wierzący ? czujący ? - niepotrzebne skreślić ) może znowu
      wierzyć, że każde spotkanie jest sprawdzianem dla własnego i cudzego życia, a
      każda rzeczywistość, nawet najbardziej sucha, może nosić w sobie znamiona dużej
      odpowiedzialności.

      I bądź tu człowieku mądry, czy podążać zgodnie z duchem zdroworozsądkowej myśli,
      która nie ciągnie za sobą energii, poza subiektywnym tłumaczeniem
      intelektualnych instrukcji, czy z duchem romantycznej głębi - nieweryfikowalnej
      i z gruntu fałszywej, ale pociągającej i ubogacającej...
      • acrux_79 Re: Dalsze rozważania cz.2 20.01.10, 03:50
        Oczywiście człowiek może bronić się wobec "wartości astrologii" na dwa sposoby.

        Pierwszym ze sposobów może być przewartościowanie pojęcia astrologii jako wartości na poziom w dół. To znaczy, że astrologia jako taka nie posiada zbytniej wartości i jest cienką paplaniną, jeśli nie daje efektów. Pod pojęciem efekt w rozumieniu miękkim możemy mówić o trafności interpretacji dla samego siebie i swojego samopoczucia i wydarzeń nas czekających, albo przeszłych. Efekt "soft" może polegać na popularności, na dorobieniu paru groszy poprzez postawienie interpretacji znajomym. Można również myśleć o astrologii jako czymś w rodzaju pomocy w dziedzinie kierunków humanistycznych, wzmacniaczu dla psychoterapeutów, społeczników, albo socjologów, którzy będą mogli w lepszy sposób wejrzeć w sytuacji.
        W wersji "hard" astrologia może służyć celom ściśle wydarzeniowym. Tj. jako główne źródło zarobków, jeden z głównych rdzeniów komunikowania się ze znajomymi. Albo jako twarda konstrukcja podtrzymująca image, który może mieć wielkie znaczenie w specyficznym środowisku pracy.

        Przewartościowanie astrologii w dół wiąże się zatem z postrzeganiem astrologii jako wartościowej ze względu na to, że daje konkretne materialne spuścizny, daje "owoce" w postaci zadowolonych klientów, oraz towarzyską "moc".


        Czy osobę taką może interesować "poszukiwanie swojego miejsca w świecie?" poprzez wyszukiwanie w astrologii jakiegoś wyższego powołania, czy celu ( np karmicznego ? ). Skądże znowu ! On/ona przecież już swój cel osiągnął/-eła. Wiedza zdobyta jest, doświadczenie w obcowaniu z klientami przyszło. Nic za darmo oczywiście ( bo to duże wartości ), ale... to co miało być zrobione ( WARTOŚĆ/jako ciało budhialne -> chęć działania -> CELE DO OSIĄGNIĘCIA/jako ciało kauzalne ) ... zrobione zostało.

        Wszelakie pytania o wyższy sens, poszukiwania i troskę o duchowość taka osoba może więc potraktować z przymrużeniem oka, albo z politowaniem, w głębi duszy mówiąc sobie "o co tej osobie chodzi" ? I wcale się nie będę dziwił, wszak ta osoba może być spełniona i szczęśliwa

        Ale... co z tą astrologią i jej misją ? Czy astrologia ma w ogóle jakąś misję do wykonania. Czy już trafne prognozowanie, bez wątków moralnych ( a broń Boże duchowych czy karmicznych ), wystarczy ?
        • acrux_79 Re: Dalsze rozważania cz.3 20.01.10, 04:10
          A może jednak istnieje inna ścieżka ? Może astrologia jest nie tylko "wartością" dla spełniania zachcianek wydarzeniowych i do głaskania ego ?

          Może astrologia jawi się tylko jako narzędzie do tego, by życie potencjalnego i aktualnego astrologa było przez niego lepiej rozumiane ? Może astrologia jest tylko źródłem ku czemuś większemu ( np praktyce duchowej, psychologicznej ? ). Czy po odcięciu źródełka pod tytułem "astrologia", moglibyśmy powiedzieć wiele mądrych rzeczy, a nie stać w bezruchu i lękać się, że nagle i nieoczekiwanie planety zbuntowały się wobec nas ?

          Czy w wypadku "katastrofy astrologicznej" polegającej np. na źle zinterpretowanym horoskopie, który mógłby doprowadzić do psychicznej czy duchowej śmierci klienta, poczuwamy się do tego, by widzieć naszą winę w intepretacji, czy też może czujemy np. że samo zdarzenie mówi zupełnie o czymś innym ? I niekoniecznie musi tu chodzić o nasze umiejętności astrologiczne ?

          Czy też może astrologia wspiera jakąś misję życiową ? Dlatego poruszyłem tematykę karmy, "ciężkich kamieni", oraz różnorakich rozterek, ponieważ kojarzyło mi się to z pojęciem astrologii w szerokim zakresie...

          Istnieje więc ( prawdopodobnie ) inna ścieżka, oprócz tej, która uznaje astrologię za nieco hermetyczną wartość ( jako hobby, czy umiejętność ), albo tej, co uznaje astrologię jako wsparcie płaszczyzny wydarzeniowo - materialnej.
          Ta trzecia ścieżka może rozpatrywać pojęcie astrologii jako tylko (!) narzędzia rozwoju duchowego, "misji", czy jak kto woli to zwać. Jeśli dostaliśmy takie "narzędzie" w swoje ręce, to znaczy, że powinniśmy się z nim należycie obchodzić i dziękować "komuś tam" za to, że jesteśmy w stanie widzieć świat za pomocą kolejnego zmysłu.

          Ale czymże jest pojedynczy zmysł ? Kwiat nie pachnie tak samo bez wyglądu, podobnie jedzenie nie jest tym samym bez zapachu. Czy astrologia bez innych "narzędzi" nie wydaje się momentami nieco przyblakła ?

          To by było tyle "rozważań". Tajemnicą poliszynela jest mój ścisły tranzyt Neptuna na moim Słońcu i Jowisza na moim IC, stąd też może upust moich egzystencjalnych emocjo-myśli. Dziękuję za cierpliwe czytanie i tolerancję dla moich wynurzeń, czułem taką potrzebę...

          Pozdrawiam ciepło !
          • tomasz.stapor Astrologia jako ukontekstowienie 20.01.10, 15:40
            > Może astrologia jawi się tylko jako narzędzie do tego, by życie potencjalnego
            > i aktualnego astrologa było przez niego lepiej rozumiane?


            Jedną ze 'sztuczek', jakich się nauczyłem podczas pracy z ludźmi było pokazywanie im wykresu przedstawiającego działanie tranzytów na osi czasu. Łapałem zwykle zakres 2-3 lat, czasami zdarzało się, że robiłem wykres szerszy zakresowo – nawet do lat kilkunastu. Ludzie na to patrzyli – sam też temu wiele razy się przyglądam – i z racji tego, że tam jest oś czasu z zakresem kilku lat, to człowiek automatycznie wychodzi z dnia codziennego, wznosi się trochę wyżej i zaczyna na życie patrzeć z szerszej perspektywy. Wie np., że coś, o podobnej sile wydarzyło się 7 lat wcześniej, gdy miała miejsce przeprowadzka. Astrolog coś mówi o korzeniach, jakimś IV domu, o ważnych przełomowych wydarzeniach związanych z przeprowadzką, rodziną, śmiercią ojca, etc... Człowiek patrząc na to widzi, że te zdarzenia, które są obecnie, są znaczeniowo równie ważne i progowe. Okazuje się, że skoro kiedyś jakoś to przeszliśmy, to przejdziemy to również i teraz, a mając świadomość tego czujemy się spokojniejsi. Myślę również, że w tym wszystkim tranzyty nie były tak ważne, jak to, że ludzie zaczynali patrzeć na życie z szerszej perspektywy.

            Dla mnie osobiście astrologia jest narzędziem, które pozwala mi lepiej zrozumieć siebie, umiejscawia mnie w szerszym kosmicznym i kulturowym kontekście, jak również pozwala patrzeć na życie z szerszej perspektywy czasowej.

            Pzdr.
          • tomasz.stapor Zabić horoskopem? 20.01.10, 16:05
            > Czy w wypadku źle zinterpretowanego horoskop, co mógłby doprowadzić
            > do psychicznej czy duchowej śmierci klienta, poczuwamy się do tego,
            > by widzieć naszą winę, czy też może czujemy, że samo zdarzenie mówi
            > zupełnie o czymś innym?


            Stary, nie przesadzajmy, że umiejętność stawiania horoskopów może prowadzić do czyjejś śmierci. To tak, jakbyś mówił, że pani z telefonu zaufania, albo jakaś telefonistka w pogotowiu, jest winna temu, że ktoś zaraz po rozmowie z nią popełnił samobójstwo. Nie możemy myśleć w ten sposób. Przecież ludzie chorzy psychicznie potrafią wikłać osoby ze swego otoczenia w bardzo dziwne historie, nie można temu ulegać. Musimy w takich przypadkach zachować zimną krew i dystans, by nie dać się pożerać demonom, które żyją w czyichś głowach.

            Z drugiej strony można zauważyć, że niektórzy astrologowie przyciągają określony typ klientów, to tak, jakby poprzez spotkania z tymi akurat ludźmi miał realizować się ich horoskop. Jestem w stanie sobie wyobrazić postać potężnego astrologa, który ma bardzo zły wpływ na innych ludzi, bo np. ich straszy, ale w takim przypadku astrologię należy potraktować jak narzędzie, które jest źle wykorzystywane. Ale równie dobrze jestem w stanie o tym myśleć tak, że ludzie, którzy temu ulegają, mają potrzebę życia w strachu i wysłuchiwania tego typu rzeczy. To wszystko wydaje się być bardzo złożone...
            • acrux_79 Re: Zabić horoskopem? 20.01.10, 16:45
              No tak, czyli otworzyły się z ciekawej "paplaniny" kolejne dwa wątki:

              1) Pojęcie "przyciągania" określonego typu klientów, które
              poruszyłeś. Ma to różne podłoża:
              - częściowo weryfikowalne astrologiczne ( określony typ astrologa
              przyciąga określony typ klienta na podstawie podobieństw radixów,
              albo tranzytów, które mu to "przyciąganie" w pewnym sensie
              zapewniają )
              - weryfikowalne psychologicznie ( klient wybiera typ astrologa za
              pomocą stosunku do jego wieku, płci (!), sposobu komunikacji, oraz
              wypracowanego, czasem nieświadomie, "image"-u
              - nieweryfikowalna ( podobno ) - lekcje karmiczne i duchowe do
              przerobienia

              Drugi wątek tyczy się odpowiedzialności za "życie" klienta. I tu
              znowu może wylać się całe morze mleka "poznawczego" że sobie pozwolę
              na "żart"

              2) Czy jeśli klient popełni samobójstwo na podstawie smutnych
              wniosków usłyszanych od astrologa ( "nie wyjdzie w tym związku
              Pani/Panu", "córka już się do Pani/Pana nie odezwie", "nie odzyska
              Pan/Pani tych pieniędzy" itp ), czy możemy mówić o czystych rękach i
              czystym sumieniu astrologa ?

              Psychologowie mają np pewną regułę ( której część nie przestrzega w
              ramach "umywania rąk". ).
              NIE WOLNO STOSOWAĆ INTENCJI PARADOKSALNEJ W MOMENCIE ZAGROŻENIA
              ŻYCIA. Przykład dobrze zastosowanej intencji paradoksalnej:

              "Pacjent, który boi się brudu, powinien absurdalnie pragnąć, żeby
              jak najbardziej się zabrudzić, a ktoś, kto boi się kompromitacji,
              sam siebie przekonuje, że chce się kilka razy dziennie
              skompromitować. Trzeba podkreślić, że jest to technika racjonalna, a
              więc zdziwienie, uśmiech czy wręcz dowcipkowanie na temat zalecenia
              terapeuty (które jest odbierane jako absurdalne) jest naturalne.
              Aura absurdalności pozwala pacjentowi dystansować się od swoich
              objawów", cyt z:
              katpsych.truni.sk/existprob/prispevky/szczuk.html
              Jednakże nie wolno jej stosować, jeśli pacjent chce popełnić
              samobójstwo, bo ... może je popełnić ( przykłady wzięte z życia,
              niestety zdarzają się takie błędy... )

              Dlaczego w ogóle używam powyzszego wątku ? Bo nie wydaje mi się,
              żeby kategoria osoby "chorej psychicznie" ( wątła i miętka to
              kategoria i nie mówię o DSM IV czy coś w tym stylu ) redukowała
              odpowiedzialność astrologa za życie tej osoby w sensie dosłownym.


              Poza tym Tomasz, subtelne "ale". Pisałem o śmierci duchowej, albo
              śmierci psychicznej. Śmierć duchową przeżyłem w wieku 6 lat, jak
              pani z przedszkola skrytykowała mój rysunek. I od tego momentu (
              będąc tego nieświadomym ), moje plastyczne przygody wiązały się z
              lękami, bo wielce wielmożna "pani" postąpila niepedagogicznie.
              Zabiła, albo naruszyła mojego ducha na podstawie źle zrobionej
              diagnozy, nieadekwatnej do wieku, albo sytuacji.

              Śmierć psychiczna znowu może się pojawić, gdy coś ciężkiego
              przeżyjemy za sprawą drugiej osoby. Razu pewnego pewna młoda
              kobieta, z wysokim poczuciem świadomości i odpowiedzialności za
              drugiego człowieka powiedziała mi: "nie kocham Cię, ale nie mogę Ci
              zabronić, byś był we mnie zakochany". Myślę, że rozumiała mój stan i
              uniknąłem niepotrzebnego katharsis, bo to był trudny okres w moim
              życiu. Później sytuacja sama się jakoś rozplątywała, a ja jestem jej
              za to wdzięczny do końca życia...


              I również o to mi chodziło w mojej wypowiedzi, mówiąc o śmierci,
              niekoniecznie śmierci wprost. Owszem, czasem taka "śmierć", jak w
              tarocie ( taroku? ) jest na miejscu. Ale w wielu wypadkach astrolog
              za pomocą diagnozy może rozwalić wiele marzeń, wiele ideałów, wiele
              planów. I tutaj tak sobię myślałem co nieco, sugerując niewidziany
              most odpowiedzialności pomiędzy stawianymi prognozami a śmiercią i
              zerowym ponoszeniem konsekwencji astrologa.
              Ziemskich..., bo o "karmicznych" i "duchowych" to już nie wspomnę !


              Pozdrawiam !
              • tomasz.stapor Re: Zabić horoskopem? 20.01.10, 18:24
                > Pisałem o śmierci duchowej, albo śmierci psychicznej. Śmierć duchową
                > przeżyłem w wieku 6 lat, jak pani z przedszkola skrytykowała mój rysunek.


                Wszelkie dyskusje filozoficzne, które zakładają istnienie absolutnych wniosków,
                są na gruncie astrologicznym skazane na niepowodzenie. To twierdzenie bardzo
                dobrze można uzasadnić robiąc listę filozofów i patrząc jakie mieli horoskopy.
                Takie badania wyraźnie pokazują, że ich filozofia powstała w określonej
                przestrzeni psychologicznej, a ta również jest bardzo dobrze odzwierciedlana
                przez horoskop.

                Idąc tym tropem wydaje się, że do lepszego zrozumienia Twoich poglądów,
                należałby się odwołać do drugiego imienia, jakie sobie nadałeś. Nazwałeś się
                Acrux, czyli Alfa Krzyża, którą znajdziemy w gwiazdozbiorze Krzyża Południa.
                Wczoraj przyglądałem się bliżej tej gwieździe. Znalazłem takie fragmenty:

                Robson łączy gwiazdę Acrux z intuicją, upodobaniem do okultyzmu oraz
                wynalazczym umysłem. Twerdzi też, ze jest podkreślona w horoskopach astrologów.
                Rigor potwierdza powyższe opinie, lecz dodaje, że wpływ ten może dać kogoś, kto
                lubi oglądać cierpienie, wręcz sadystę. Wroński łączy z dużą intuicja,
                zrozumieniem ludzkiej natury, skłonnością do nauk okultystycznych i tajemnych,
                pociąg do mistyki i teozofii, badanie ukrytych procesów.


                Wnioskując na podstawie symboliki zawartej w loginie sugeruję, że możesz lubić
                doświadczenia tego typu. Znam ludzi z podkreślonym VIII domem, którzy lubują
                upijać się do nieprzytomności – to również traktuję, jako rodzaj śmierci ego.
                Poznałem parę osób, które lubią symbolicznie umierać co jakiś czas i chciały,
                bym to robił razem z nimi. Dlatego pisałem o tym, że do takich ludzi trzeba
                zachować dystans, pozwalać im na to, ale nie podchodzić do tego zbyt
                emocjonalnie. Jak już pisałem tu kiedyś: nie usiłujmy ratować ryby przed
                utonięciem wyciągając ją z wody.

                Mam nadzieję, że nie jesteś zły, że odwołuję się do symboliki Twojego logina.
                Chodzi mi tylko o to, żeby pokazać Ci, że żargon astrologiczny jest w stanie
                opisać osoby, które lubią cierpieć czy co jakiś czas obumierać, co oczywiście
                nie musi odnosić się do Ciebie. Astrolog powinien to wiedzieć, a jakiekolwiek
                zaangażowanie w procesy umierania może świadczyć o braku profesjonalizmu i
                nieumiejętności zachowania odpowiedniego dystansu. Mędrcy potrafią rządzić
                gwiazdami, to powiedzenie będzie tu chyba na właściwym miejscu...
                • acrux_79 Re: Zabić horoskopem? 20.01.10, 19:02
                  Bez wątpienia zjawisko śmierci towarzyszy mi od początków początków.
                  Lubię ( jak to szokująco brzmi !! ) chodzić po cmentarzach, lubię
                  rozmawiać o śmierci i czytac o umieraniu, umarła mi czwórka (!!!)
                  rodzeństwa, i wiele innych zjawisk. Być może jest to związane
                  pośrednio z moim stosunkiem do odpowiedzialności, nie wykluczam
                  tego, ale... to nie powoduje łatwej współzależności między tymi
                  terminami.
                  Wcale ciekawe spojrzenia, na nic się nie obrażam, a nick wziąłem
                  jako amulet i wsparcie, bo z dużym prawdopobieństwem mam gwiazdę
                  Acrux na ASC. I mam nadzieję, że gwiazda się na mnie nie "obrazi" smile
                  To tyle uwag "osobistych".

                  Jakbyś mógł, to wytłumacz mi znaczenie słowa "istnienie absolutnych
                  wniosków", bo nie mogę sobie tego przyswoić do końca i nie wiem o co
                  chodzi. Czy to chodzi o to, że dogmaty filozoficzne przegrywają z
                  ich wytłumaczeniem na gruncie astrologicznym ? ( tj moralność czy
                  światopogląd wynikający z konstrukcji horoskopowej ) Czy
                  może "absolutny wniosek" to dyskusja która coś zaklada, np jakiś
                  moralny czyn ( masz być "uczciwy", masz być "dobry" ), ale
                  astrologia jest dziedziną na tyle relatywną i specyficzną, że znosi
                  wszelkie dogmaty, także natury filozoficzno - moralnej ? Bo to by
                  prowadziło do wyższego poziomu spostrzegania rzeczywistości
                  tj. "popełniam błędy na gruncie filozoficznym, ale grunt
                  astrologiczny znosi postrzeganie filozoficzne". Wówczas wszelkie
                  rozważania o naturze odpowiedzialności swojej, za kogoś, oraz
                  nazywanie świata w sposób nacechowany "dogmatycznie" ( WIEDZA,
                  MORALNOŚĆ, PRZEŻYCIA ) byłyby z punktu widzenia astrologii
                  niedojrzałe.


                  I jeszcze drugie - wiemy doskonale, ze są różne sposoby
                  zaangażowania, a my ( tak mi sie zdaje ), jako "mądrzy racjonaliści"
                  od razu kojarzymy pojęcie "zaangażowania" ze złymi i niepożądanymi
                  stanami emocjonalnymi...
                  To stwarza furtkę dla cyborga, który może być człowiekiem
                  nieodpowiedzialnym wobec większości spraw na jego głowie i rodziny
                  np., ale stawia "trafne" prognozy. Czy mój "romantyczny" pogląd
                  mówiący o tym, że najlepiej jest doradzać, "czując" część przykładów
                  przynajmniej z życia klienta, ma szansę obrony ? Wydaje mi się, że
                  są ku temu przesłanki, ale nie chcę się znów rozpisywać...


                  Z tym dystansem też jest ciężko. Myślę, że pierwszy krok do
                  wykonywania wszelkich zajęć z pogranicza psychologii i duchowości to
                  dystans... do siebie i własnych skostniałych poglądów. Również
                  dystans do własnych emocji.
                  Jeśli tego nie ma, to zaistnienie dystansu do klienta może być
                  pozorem profesjonalizmu, bo człowiek może tłumić w sobie rzeczy,
                  które ma. A może być zarazem świetnym astrologiem ( bo dba o higienę
                  relacji z pacjentem ), ale i nieszczęśliwym człowiekiem ( bo nie dba
                  o higienę własnej osoby ).

                  Dlatego ( co przewinęło się w moich wypowiedziach ) weryfikacja
                  swojego stanu emocjonalnego i całościowego przyszłemu astrologowi
                  powinna się przydać. Im większa ilość szczęśliwych astrologów, tym
                  większa korzyść dla świata.

                  I tym optymistycznym akcentem kończę wywody, bo pisanie książek to
                  nie jest mój teraźniejszy cel wink
                  • tomasz.stapor Acrux i Księżyc Leszka Szumana 20.01.10, 20:18
                    > Acrux na ASC. I mam nadzieję, że gwiazda się na mnie nie obrazi.

                    Bądź z niej dumny bo występuje w horoskopach ludzi, którzy poznali czym jest prawdziwe cierpienie. Popatrz na horoskopy Ojca Pio, Charlesa Chaplina, czy Mata Hari, którzy tę gwiazdę mają na Ascendencie. Gdy znajduję takie astrologiczne powiązania między mną a ludźmi z przeszłości, to na ogół staram się fragment mnie w nich odnaleźć. Wiem, ze może to brzmi zbyt poetycko, ale myślę, że zrozumiesz, o co mi chodzi. To jest to moje umiejscawianie się w szerszym kulturowym kontekście, o którym Ci pisałem.

                    W tradycji gwiazda ta, zapowiada również zdolności do uprawiania astrologii. Czy wiesz, że Leszek Szuman miał na tej gwieździe Księżyc? Myślę, że to wydaje się być dobre wskazanie. Może warto byś z jego pomocą podszedł do rewizji poglądów astrologicznych, o których tutaj piszesz?

                    PS. Niedaleko od Acrux Stephen Arroyo ma Marsa. To drugi autor, który być może pomoże Ci jakoś w Twych dociekaniach.
              • tomasz.stapor Re: Zabić horoskopem? 20.01.10, 18:39
                > Ale w wielu wypadkach astrolog za pomocą diagnozy może rozwalić
                > wiele marzeń, wiele ideałów, wiele planów.

                Momentami jest to nawet bardzo wskazane. Z reguły zdarza się to w przypadku, gdy Neptun napięciowo aspektuje punkty osobiste w horoskopie. W takim przypadku należy przestrzec przed tym, że następuje nadmierna idealizacja. Po prostu, taki jest dyskurs i tak w jego obrębie trzeba się poruszać. Zresztą widziałem parę horoskopów z opozycją Neptuna do planet osobistych, gdzie to o czym mówię bardzo dobrze się sprawdza. Trzeba wtedy uważać i tyle...
                • acrux_79 Re: Zabić horoskopem? 20.01.10, 19:03
                  tomasz.stapor napisał:

                  > > Ale w wielu wypadkach astrolog za pomocą diagnozy może rozwalić
                  > > wiele marzeń, wiele ideałów, wiele planów.
                  >
                  > Momentami jest to nawet bardzo wskazane. Z reguły zdarza się to w
                  przypadku, gd
                  > y Neptun napięciowo aspektuje punkty osobiste w horoskopie. W
                  takim przypadku n
                  > ależy przestrzec przed tym, że następuje nadmierna idealizacja. Po
                  prostu, taki
                  > jest dyskurs i tak w jego obrębie trzeba się poruszać. Zresztą
                  widziałem parę
                  > horoskopów z opozycją Neptuna do planet osobistych, gdzie to o
                  czym mówię bardz
                  > o dobrze się sprawdza. Trzeba wtedy uważać i tyle...
                  >

                  A to akurat jest dobry przykład i nie neguję takich interwencji, sam
                  to czasem robię wink
              • tomasz.stapor Klasyfikacja DSM IV – polecam... 20.01.10, 19:45
                > Bo nie wydaje mi się, żeby kategoria osoby "chorej psychicznie"
                > (wątła i miętka to kategoria i nie mówię o DSM IV czy coś w tym stylu)


                Mówiąc o osobach chorych psychicznie miałem na myśli kontekst, jaki znajdziemy w amerykańskim podziale chorób psychicznych zwanym DSM IV. Miałem kiedyś okazję zapoznać się z książką, która to opisywała. Jako student filozofii dostałem się na staż psychoterapeutyczny, gdzie w zamian za odbieranie telefonów mogłem się przyjrzeć bliżej, jak to wszystko odbywa się w obrębie psychoterapii.

                Jedną z pierwszych książek, jaką dała mi osoba prowadząca, była właśnie klasyfikacja chorób psychicznych wg DSM IV. Intencja była taka, żebym mniej więcej był przygotowany na to, że zadzwoni 'ktoś dziwny' i wiedział, jak mam w takiej sytuacji się zachować. Osoba prowadząca poleciła zapoznać się z rozdziałami na temat mechanizmów obronnych ego i zaburzeń osobowości. Myślę, że to jest dobra lektura dla wielu astrologów. Nie mówię, że wszystkich, bo trudno jest uogólniać, ale przynajmniej mogę powiedzieć, że w moim przypadku klasyfikacja ta bardzo się przydała.

                Stamtąd też wyniosłem wiedzę o tym, że niektóre choroby psychiczne wprowadzają zmiany w ciele i można je diagnozować na podstawie badania np. krwi. Jak do tego dołoży się jeszcze to, co Kępiński pisał o cykliczności występowania chorób psychicznych, to aż się prosi o jakieś statystyczne przebadanie w świetle wpływów kosmicznych. Zresztą, co tu daleko szukać, Jung już się takimi sprawami zajmował, niemniej dzięki lekturze powyższych książek zrozumiałem tego typu podejście.

                Tak więc wszystko jest kwestią właściwego odniesienia. Dla przykładu: gdy na konsultacji w restauracji pewnego hotelu dowiedziałem się, że niebawem ma nastąpić nowy porządek rzeczy, który stanie się za sprawą mojego rozmówcy, starałem się na to patrzeć z perspektywy trójki dzieci, które ma do wykarmienia. Różne rzeczy od ludzi słyszałem, bardzo różne. W niektórych przypadkach nawet nie trzeba było robić horoskopu, bo odpowiedź była już w samym pytaniu.

                *******************

                Twoje rozważania na temat tych innych ciał wydają mi się niepokojące. Uciekasz od konkretu, który zamyka się cudzie narodzin i śmierci. Czytam teraz książkę dominikanina Jacka Salija pt. Gwiazdy Ludzie i Zwierzęta, gdzie jest mowa o godności człowieka i godności materii. Jest tam taki rozdział na temat piękna ludzkiego ciała, tego naszego, fizycznego, które nam do życia jest potrzebne. Chrześcijaństwo głosi przecież ciała fizycznego zmartwychwstanie i wg tej doktryny jest to bardzo ważny składnik nas samych.

                Moim zdaniem wchodzenie w obszar rozważań o jakichś innych ciałach – a zauważyłem, że się do tego odwołujesz – jest niebezpieczne, gdyż ucieka się tu od konkretu w kierunku spekulacji. Myślę, że może to grozić skupieniem się na czymś, czego nie ma, a nie na zajmowaniu się tym, co jest i do czego za pomocą zmysłów mamy dostęp.
                • acrux_79 Re: Klasyfikacja DSM IV – polecam... 20.01.10, 20:07
                  Tomasz, dla niektórych niebezpieczeństem mogą być rozważania o
                  rzeczach "nieistniejących", dla innych niebezpieczeństwem może być
                  zaś spokój duszy polegający na intuicji zawierzającej
                  chrześcijańskiemu rozumieniu ciała.

                  Owszem, wiele rozważań jest niebezpiecznych. Rozważania teologiczne
                  nieźle pokawałkowały religie, chociaż teoretycznie nie ma
                  empirycznych dowodów na istnienie konkretnego, zdefiniowanego
                  ( "jako tako" ) przez święte księgi Boga. A mimo to ludzie
                  poświęcają swoje całe życia i wcielenia na realizację wyższych cnót.

                  Banałem uderzyłem, ale Twoją uwagę przyjmuję poważnie, jednocześnie
                  podkreślając, że wiele konstrukcji ludzkich to pułapki, a ilość
                  schematów społecznych dla których ludzie poświęcają wszystko,
                  przechodzi wszelkie pojęcie.
                  I myślę, że większość astrologów przechodzi szkołę życia pułapek
                  samej astrologii jako takiej.

                  P.S. Bardzo dziękuję za poradę dotyczącą DSM IV, przyjrzę się temu
                  dokładniej.
                  • tomasz.stapor Rady od Pani astrolog 20.01.10, 21:10
                    > Twoją uwagę przyjmuję poważnie, jednocześnie podkreślając, że wiele konstrukcji ludzkich
                    > to pułapki, a ilość schematów społecznych dla których ludzie poświęcają wszystko,
                    > przechodzi wszelkie pojęcie.


                    Kiedyś mój umysł doprowadził mnie do tego:

                    Coraz częściej potykam się o prawdę, którą racjami umysłu pragnę znaleźć.
                    Coraz częściej potykam się o racje umysłu, którymi pragnę znaleźć prawdę.
                    Coraz częściej potykam się o znaleźć, które naprawdę pragną racje umysłu.
                    Coraz częściej potykam się o pragnę, które prawdziwie w racjach umysłu odnajduję.


                    Więcej: www.astrolabium.pl/czytelnia/panto/114-tak-na-marginesie

                    Myślę, że to zrozumiesz. Na szczęście miałem okazję poznać astrologów, którzy wydają się normalni, więc wiem, że tu nie o astrologię chodzi, lecz o mój umysł, który płata mi figle. W pewnym momencie uwiódł mnie buddyzm, ale też prawosławie, które nakazują wyłączyć myślenie i oddać się praktyce. Ważne tu jest, że praktyka ta nie jest związana z jakąś wizualizacją ciał, tylko zakorzenia się ciele fizycznym, które podczas praktyki się odczuwa. Buddyści zen dlatego mają mieć otwarte oczy i siedzieć twarzą do ściany, by ich nic nie rozpraszało a jednocześnie by mogli zachować stan ciągłej ważności, a do tego jest potrzebna świadomość ciała fizycznego. Doświadczenia zmysłów – zapach, muzyka, obraz – są jednym ze sposobów, które mają pobudzać Prawosławnych do doświadczania Boga. To dlatego mam taki szacunek do fizyczności, a być może Koziorożec w horoskopie podkreślony i tyle...

                    Kiedyś miałem takie astrologiczne namaszczenie, którego dokonała kobieta koło 60, która zajmowała się astrologią. Powiedziała, że chcąc zajmować się astrologią powinienem pamiętać o następujących rzeczach, którym powinienem poświęcić co najmniej godzinę każdego dnia:

                    1.Nauka astrologii – musisz ćwiczyć, badać nowe techniki, musisz się rozwijać astrologicznie.
                    2.Praktyka duchowa – dzięki niej łatwiej jest o zachowanie dystansu do wielu złych, które w życiu mogą się przytrafić nam i innym.
                    3.Trzeba zadbać o ciało – ona mówiła o tym, że to ważne, by dbać o ciało i ludzie zajmujący się astrologią mogą o tym zapominać. Zalecała ćwiczenia bądź spacery.

                    Na koniec powiedziała jeszcze, że najważniejsze jest, by do ludzi mówić w sposób zrozumiały.

                    To dlatego odradzam Ci zajmowanie się ciałami, które może są, może ich nie ma... Konkret, żadnych żargonów. Rozmowa o rzeczach, które inni mogą też doświadczyć. Pytania ludzi są konkretne: kiedy wrócę do Polski i czy w ogóle to się stanie?; dlaczego nie mogę znaleźć partnera?; jakie mam predyspozycje zawodowe? (pytają na ogół ludzie przed 30.); czy mam odejść od żony i związać się z młodszą panią, którą poznałem w pracy? (mężczyźni koło 40.).

                    Zwróć uwagę, że przy tego typu pytaniach prędzej jest miejsce na temat rozmowy o tym, czy ktoś brał ślub kościelny, czy nie, niż o ciałach, na które się powołujesz.

                    Tak więc konkret stary, konkret... Choć może usiłuję Cię podciągnąć pod mój horoskop?

                    (Powyższe zdanie dobrze ilustruje to, o co pytałeś w innym poście. Właśnie coś takiego mam na myśli pisząc, że z perspektywy astrologicznej trudno jest o sądy, które rościłyby sobie prawo bycia sądami absolutnymi, czyli obowiązującymi zawsze, wszędzie i każdego.)
                    • invisible7 Re: Rady od Pani astrolog 23.01.10, 01:37
                      tomasz.stapor napisał:
                      > Kiedyś miałem takie astrologiczne namaszczenie, którego dokonała
                      kobieta koło 6
                      > 0, która zajmowała się astrologią. Powiedziała, że chcąc zajmować
                      się astrologi
                      > ą powinienem pamiętać o następujących rzeczach, którym powinienem
                      poświęcić co
                      > najmniej godzinę każdego dnia:
                      >
                      > 1.Nauka astrologii – musisz ćwiczyć, badać nowe techniki, musisz
                      się rozw
                      > ijać astrologicznie.
                      > 2.Praktyka duchowa – dzięki niej łatwiej jest o zachowanie dystansu
                      do wi
                      > elu złych, które w życiu mogą się przytrafić nam i innym.
                      > 3.Trzeba zadbać o ciało – ona mówiła o tym, że to ważne, by dbać o
                      ciało
                      > i ludzie zajmujący się astrologią mogą o tym zapominać. Zalecała
                      ćwiczenia bądź
                      > spacery.
                      >
                      > Na koniec powiedziała jeszcze, że najważniejsze jest, by do ludzi
                      mówić w sposó
                      > b zrozumiały.

                      Pierwsze i ostatnie stwierdzenie wydaje mi się oczywiste i jak
                      najbardziej się z nim zgadzam. Natomiast co ma praktyka duchowa i
                      dbałość o ciało do czyjejś wartości jako astrologa? Przecież chyba
                      chodzi tu przede wszystkim o wiedzę, wnikliwość oraz umiejętność
                      wczuwania się w sytuację drugiej osoby. To, czy zajmuję się jakąś
                      praktyką duchową, jak się odżywiam i czy uprawiam ćwiczenia fizyczne
                      nie ma chyba wpływu na jakość moich interpretacji i nie powinno
                      interesować kogoś, kto by się po taką interpretację do mnie zgłosił.
                      Szczególnie nie widzę związku dbałości o ciało z astrologią.
              • invisible7 Re: Zabić horoskopem? 20.01.10, 21:06
                > 2) Czy jeśli klient popełni samobójstwo na podstawie smutnych
                > wniosków usłyszanych od astrologa ( "nie wyjdzie w tym związku
                > Pani/Panu", "córka już się do Pani/Pana nie odezwie", "nie odzyska
                > Pan/Pani tych pieniędzy" itp ), czy możemy mówić o czystych rękach
                i
                > czystym sumieniu astrologa ?

                > Poza tym Tomasz, subtelne "ale". Pisałem o śmierci duchowej, albo
                > śmierci psychicznej. Śmierć duchową przeżyłem w wieku 6 lat, jak
                > pani z przedszkola skrytykowała mój rysunek. I od tego momentu (
                > będąc tego nieświadomym ), moje plastyczne przygody wiązały się z
                > lękami, bo wielce wielmożna "pani" postąpila niepedagogicznie.
                > Zabiła, albo naruszyła mojego ducha na podstawie źle zrobionej
                > diagnozy, nieadekwatnej do wieku, albo sytuacji.
                >
                > Śmierć psychiczna znowu może się pojawić, gdy coś ciężkiego
                > przeżyjemy za sprawą drugiej osoby. Razu pewnego pewna młoda
                > kobieta, z wysokim poczuciem świadomości i odpowiedzialności za
                > drugiego człowieka powiedziała mi: "nie kocham Cię, ale nie mogę Ci
                > zabronić, byś był we mnie zakochany". Myślę, że rozumiała mój stan
                i
                > uniknąłem niepotrzebnego katharsis, bo to był trudny okres w moim
                > życiu. Później sytuacja sama się jakoś rozplątywała, a ja jestem
                jej
                > za to wdzięczny do końca życia...
                >
                >
                > I również o to mi chodziło w mojej wypowiedzi, mówiąc o śmierci,
                > niekoniecznie śmierci wprost. Owszem, czasem taka "śmierć", jak w
                > tarocie ( taroku? ) jest na miejscu. Ale w wielu wypadkach astrolog
                > za pomocą diagnozy może rozwalić wiele marzeń, wiele ideałów, wiele
                > planów. I tutaj tak sobię myślałem co nieco, sugerując niewidziany
                > most odpowiedzialności pomiędzy stawianymi prognozami a śmiercią i
                > zerowym ponoszeniem konsekwencji astrologa.
                > Ziemskich..., bo o "karmicznych" i "duchowych" to już nie wspomnę !
                >
                >
                > Pozdrawiam !

                Zgadzam się w zupełności. Poza tym identyfikuję się osobiście z
                fragmentem o "śmierci duchowej" wskutek wypowiedzi pani z przedszkola
                smile Ja wskutek podobnego przeżycia na lekcji muzyki w szkole
                podstawowej od parunastu lat nie jestem w stanie śpiewać ani nie
                nauczyłam się grać na żadnym instrumencie. I uważam, ze osoba, która
                mnie wtedy skrytykowała, jest za to odpowiedzialna i zrobiła mi
                krzywdę. Podobnie byłoby z astrologiem, który powiedziałby mi np.
                "Nie masz żadnych szans na karierę" albo "Nigdy nie znajdziesz
                partnera". Po jednym to spłynie, a inny uwierzy i się zablokuje.
                Dlatego zawsze warto kierować się empatią.
                • tomasz.stapor Re: Zabić horoskopem? 20.01.10, 21:34
                  > Dlatego zawsze warto kierować się empatią.

                  Zainteresuj się Carlem Rogersem, on wiele mówił o empatii w psychoterapii:

                  www.bryk.pl/teksty/studia/pozosta%C5%82e/psychologia/24098-terapia_skoncentrowana_na_pacjencie_rogersa.html
            • invisible7 Re: Zabić horoskopem? 20.01.10, 21:00
              tomasz.stapor napisał:

              >Przecież ludzie chorzy psychi
              > cznie potrafią wikłać osoby ze swego otoczenia w bardzo dziwne
              historie, nie mo
              > żna temu ulegać. Musimy w takich przypadkach zachować zimną krew i
              dystans, by
              > nie dać się pożerać demonom, które żyją w czyichś głowach.
              >
              > Z drugiej strony można zauważyć, że niektórzy astrologowie
              przyciągają określon
              > y typ klientów, to tak, jakby poprzez spotkania z tymi akurat
              ludźmi miał reali
              > zować się ich horoskop. Jestem w stanie sobie wyobrazić postać
              potężnego astrol
              > oga, który ma bardzo zły wpływ na innych ludzi, bo np. ich straszy,
              ale w takim
              > przypadku astrologię należy potraktować jak narzędzie, które jest
              źle wykorzys
              > tywane. Ale równie dobrze jestem w stanie o tym myśleć tak, że
              ludzie, którzy t
              > emu ulegają, mają potrzebę życia w strachu i wysłuchiwania tego
              typu rzeczy. To
              > wszystko wydaje się być bardzo złożone...

              Wybacz, ale się tutaj z Tobą nie zgodzę. Takie myślenie kojarzy mi
              się z unikaniem odpowiedzialności za własne słowa i postawą typu
              "nieważne co komuś powiem, to tylko problem tej osoby jeśli będzie to
              przeżywać lub się wystraszy". Uważam, że należy bardzo uważać, co się
              mówi i komu (nie tylko osobom chorym psychicznie). Czy np. etyczne
              byłoby powiedzenie komuś, że wkrótce ktoś z jego rodziny umrze?
              (nawet jeśli w prognozie wiele by na to wskazywało). Albo bardziej
              trywialny przykład podobny do podanego w innym poście przez Acruxa -
              czy można np. blokować kogoś mówiąc mu, ze do jakiejś dziedziny nie
              ma zdolności i nie powinien się nią w ogóle zajmować? Moim zdaniem
              nie. Takie stwierdzenia mogą bardzo znacząco wpłynąć na czyjeś życie
              i każdy, i astrolog, i np. nauczyciel, czy w ogóle ktokolwiek inny,
              kto się styka z ludźmi i ma jakikolwiek wpływ na ich życie i sposób
              myślenia, zdecydowanie powinien ich unikać. Gdyż właśnie jest
              odpowiedzialny za ich skutki w postaci zmiany czyjegoś podejścia do
              życia, sposobu myślenia czy podejmowanych decyzji. Poza tym szczerze
              wątpię, czy ktokolwiek lubi być straszony - i nie mówię tu np. o
              oglądaniu horrorów, tylko realistycznie wyglądającymi wizjami
              tragedii i niepowodzeń we własnym życiu.
              • tomasz.stapor Etycznie o śmierci 20.01.10, 21:29
                > Czy np. etyczne byłoby powiedzenie komuś, że wkrótce ktoś z jego rodziny umrze?

                Myślałem o tym wiele razy. Leon Zawadzki na podobne pytanie odpowiada tak:

                Pytanie: …a jeśli widzimy, że właściciel horoskopu za dwa lata będzie chciał popełnić samobójstwo. Co robimy?
                LZ: Mówimy mu to, po prostu: – za dwa lata znajdzie się Pan w ciężkiej, depresyjnej sytuacji, która będzie prowadziła do myśli samobójczych i do targnięcia się na własne życie, lub też będzie Pan prowokował sytuacje, które mogą zakończyć się zejściem śmiertelnym. Dzisiaj, wiedząc o tym dwa lata wcześniej, może Pan podjąć takie to a takie kroki, aby zdołał Pan przejść przez ten kryzys i wyjść z niego zwycięsko. Umierać można niekoniecznie na planie fizycznym…
                Źródło: www.logonia.org/content/view/506/2/

                > czy można np. blokować kogoś mówiąc mu, ze do jakiejś dziedziny nie
                > ma zdolności i nie powinien się nią w ogóle zajmować?


                Przecież za pomocą horoskopu można określić, czy ktoś lepiej będzie się odnajdował w pracy w dużej korporacji, czy w domowym biznesie. Przecież ludzie za to astrologom płacą, by dowiedzieć się, w jakich rejonach życia będzie im się lepiej powodziło. W tej walce z determinizmem nie zapominaj, że poruszamy się w obrębie bardzo deterministycznego światopoglądu.

                > myślenia, zdecydowanie powinien ich unikać. Gdyż właśnie jest
                > odpowiedzialny za ich skutki w postaci zmiany czyjegoś podejścia do
                > życia, sposobu myślenia czy podejmowanych decyzji.


                Ta astrolog, o której pisałem, mówiła również, że dopiero wtedy, gdy zaczynasz brać pieniądze za horoskop, to bierzesz pełną odpowiedzialność za to, co mówisz. Ja widzę, jak wtedy trzeba uważać i jak cedzi się słowa... Nieunikanie odpowiedzialności za wpływanie na innych jest ważne, ale ten wpływ nie musi być niszczący. Zresztą znowu to można sprowadzić do psychoterapii i zastanowić się, jak to tam zostało opisane.
          • tomasz.stapor O starcach i misyjności astrologii 20.01.10, 16:52
            > Czy też może astrologia wspiera jakąś misję życiową?

            Musimy być ostrożni w formułowaniu kategorycznych sądów, dlatego trudno jest powiedzieć, że astrologia zawsze wspiera jakąś misję. Nie musi tak być. Pozwól jednak, że przedstawię Ci moje stanowisko w tej sprawie.

            Jakiś czas temu wpadła mi do ręki książka (Ireneusz Cieślik, Starcy Pustyni Optyńskiej, wyd. Homini, Kraków 2005). Autor przedstawia w niej kulturę starców w Prawosławiu, która tam nosi nazwę starczestwo. Chodzi tam o to, że są mnisi, którzy żyją w klasztorach, czyli są oddaleni od normalnego świata, skupieni na modlitwie i medytacji przez co pojawiają im się cudowne moce, wśród których jest również dar prorokowania i czytanie cudzych myśli. To jest podobne do mocy sidhi w jodze, ale również pojawia się na terenie Kościoła Katolickiego, gdzie ponoć Ojciec Pio przypominał osobom, które spowiadał, o grzechach, które zapomnieli wyznać. Widzimy więc, że w kulturze istnieją ludzie żyjący z boku i mówiący o rzeczach, które za pomocą normalnych wnioskowań trudno odkryć.

            Autor pisze tam o bardzo ważnej rzeczy. Do starca nie przychodzi się porozmawiać, tylko po radę. To ważne, bardzo ważne. Autor pisze tak:

            Trzeba najpierw zauważyć, że do starca przychodzi się po „słowo”. W Księdze starców można spotkać charakterystyczny zwrot: „Abba, powiedz mi słowo”. Bynajmniej nie chodzi tu o zwyczajowe zagajenie rozmowy w rodzaju: „może byś się odezwał?”. Temu, który przychodzi, nie zależy bowiem na pogawędce, ale na pouczeniu, na „słowie życia”, nauce, którą winien się kierować, aby osiągnąć zbawienie i ocalić swoje życie. Przychodzący nie pyta: „co sądzisz o...?”, „jakie jest twoje zdanie na temat...?”, tylko prosi: „powiedz mi”. Przychodzi nie po wiedzę, jakąś naukę ogólną, ale po życiową mądrość konkretnie dla niego i na ten konkretny czas. (Starcy Pustyni Optyńskiej, str. 13-14)

            Dostrzegam podobieństwa w tym, co znajduję w opisie starców, a tym, jaką rolę pełni w dzisiejszym świecie astrolog. Zobacz, że z tej perspektywy astrologia może być misją.

            Praktyka pokazuje, że wiele osób, które korzysta z porady astrologa jest na ogół w na jakimś życiowym zakręcie. Sam po astrologię sięgam, w momentach dla mnie trudnych. Dostrzegam, jak człowiek niekiedy ze swoimi myślami może się szarpać i męczyć, jak nie znajduje oparcia w niczym i wikła się w nieustający dialog za i przeciw. Każdy to z nas doświadczyć musiał. To w takich momentach korzysta się z porady astrologa. Do astrologa idzie się nie pogadać, ale po radę. Właśnie dlatego ważne jest, by rady udzieliła osoba z zewnątrz, która nie jest w żaden sposób w to zaangażowana i całej sprawy nie zna. Wydaje się, że praktycznie rzecz ujmując nie ważne są prognozy, ale pozwolenie człowiekowi spojrzeć na jego życie z szerszej perspektywy, ale też pomoc w podjęciu decyzji i nie chodzi tu o podejmowanie decyzji za niego, ale o przedstawienie z boku obiektywne za i przeciw.

            Tak więc zobacz, że „starcy” istnieją w wielu kulturach. Ludzie potrzebują starców i astrologów, do których chodzą po radę. Tak postrzegam misyjność astrologii.
          • tomasz.stapor Straszna wizja 20.01.10, 17:42
            > Czy po odcięciu źródełka pod tytułem "astrologia", moglibyśmy powiedzieć wiele
            > mądrych rzeczy, a nie stać w bezruchu i lękać się, że nagle i nieoczekiwanie
            > planety zbuntowały się wobec nas?


            Bardzo ważny wątek, ale zmienię trochę jego kontekst. Odniosę to do zawodu astrologa. Ja zacząłem dość wcześnie, bardzo wcześnie. Bogu dziękuję, że mam ten komfort – parę fachów w ręku – i nie muszę tego ciągnąć ze względu na to, że na innych rzeczach się nie znam, a na chleb trzeba zarobić. Straszna to wizja – uprawianie astrologii mimo że się w nią nie wierzy, a tylko tak można uzyskać jakieś źródła utrzymania.

            Porównaj: www.youtube.com/watch?v=e-oHi36M9gc
    • anahella Re: mam do Pana / Pani nietypową sprawę 20.01.10, 23:14
      > 1) Czy czujecie ( proszę wybaczyć formę mnogą, bardzo jej nie
      > lubię ) "karmiczność" swojej działalności jako astrologów ?

      Absolutnie nie.

      > 2) Czy wierzycie ( nie ma co się szczypać... ) w powiązania wzajemne
      > między astrologią i karmą ? Że to co zostanie powiedziane innym
      > osobom i wpłynie na ich los ( i... karmę ) ma wielkie znaczenie i
      > wielką wagę, że czasem... przygniata astrologa ?

      Przygniata tylko tych mądrych. Głupiec będzie wyrzucał z siebie słowa i
      skrzywdzi niejedną osobę.

      > 3) Czy czuliście kiedyś w życiu, jak coś wam spadło, niczym kamień z
      > serca, z racji dobrze postawionego horoskopu / poprowadzonego
      > wywiadu ?

      TAk, horoskop robił świetny astrolog.
      • acrux_79 Re: mam do Pana / Pani nietypową sprawę 21.01.10, 00:39
        Dzięki za opinię. Jeśli chodzi o punkt trzeci, to faktycznie, kamień z serca może spaść z racji odpowiedniego poziomu reprezentowanego przez astrologa.

        A czy, hmmm... samopoczucie klienta może być jakimś sposobem weryfikacji umiejętności astrologa, czy można zrzucić efekty doradztwa na niedojrzałość klienta ? Myślę ( myślę... nie wiem... ), że miarą dobrze wykonanego horoskopu jest przypływ mocy i nadziei u klienta, zakładając, że większość ( nie wszyscy ! ) z klientów to pesymiści, ludzie ciężko doświadczeni przez los i próbujący się wyrwać z jakiegoś zaklętego kręgu, albo ludzie stojący w rozkroku podczas trudnych wyborów.

        Zatem zakładałbym pozytywną rolę astrologii, w tym sensie, że doradca nie tylko daje mapę do łapy, ale mówi wędrowcy, że wszystko potoczy się po jego myśli, jeśli będzie wierzył w swoje siły i wykorzysta swoje zdolności. Wymaga to, tak mi się zdaje, pewnego zaangażowania ( niestety ! ) doradcy, który nie może komuś życzyć szczęśliwej drogi w sposób chłodny i mocno racjonalny.

        Stoi to w opozycji do fatalizmu astrologicznego, który ostrzega przed czymś niedobrym ( nawet śmiercią ), jednocześnie wykonując w podświadomości pracę pod tytułem "samosprawdzająca się przepowiednia". Ciekawe, jakie powinny zaistnieć dodatkowe warunki, żeby podejście fatalistyczne nie zaprogramowało kogoś negatywnie, tylko zadziałało w sposób odwrotny. Wszak "silne" jednostki mogą się obronić poprzez zaszczepienie ich negatywną prognozą. A jednostki "słabe" ( w sensie głębszym, egzystencjalnym ) poddadzą się i pójdą na szafot radixu. I wg fatalistycznego punktu widzenia one będą temu winne, a astrolog będzie się temu przyglądał i mówił, że taka jest kolej rzeczy.

        Znowu się rozgadałem... Rzadko mi się tak zdarza... Totalny gadaniec...
        Pozdrawiam ciepło smile
        • anahella Re: mam do Pana / Pani nietypową sprawę 22.01.10, 17:06
          acrux_79 napisał:

          > A czy, hmmm... samopoczucie klienta może być jakimś sposobem weryfikacji umieję
          > tności astrologa, czy można zrzucić efekty doradztwa na niedojrzałość klienta ?

          Postawa i oczekiwania klienta to bardzo ważna część późniejszego jego samopoczucia.
          Podam fajny przykład:

          Ta sama pani astrolog (nie znam jej osobiście ale od czasu do czasu dochodziły
          nie o niej opinie, w większości pozytywne).
          Dwie klientki, obie przed trzydziestką, atrakcyjne, wykształcone, robiące
          karierę w korporacji. Obie poszły do tej pani zachęcone pozytywną opinią innej
          klientki - ich wspólnej znajomej. To był rok 2002, może 2003.

          Klientka pierwsza - samotna, zasadniczym tematem dla niej było partnerstwo.
          Wyszła zawiedziona i walnęła po konsultacji coś w takim stylu: "dupa, nie
          astrolog, ja chciałam spytać czy w końcu poznam kogoś, a ona kazała mi wrócić na
          studia, a na chłopa jeszcze muszę poczekać kilka lat".

          Druga klientka była w związku z żonatym mężczyzną - klasyka gatunku - przez
          kilka lat on jej obiecywał złożyć pozew o rozwód, ale od obietnic do czynów daleko.
          Po konsultacji powiedziała, że jest tą panią oczarowana, że w końcu ktoś jej
          otworzył oczy i pokazał dobitnie w jak beznadziejnym układzie tkwi, że związek z
          tym panem zatrzymuje ją i nie pozwala ułożyć sobie życia.
          Według prognozy ten związek miał się rozsypać z hukiem i klientka będzie
          potrzebowała kilku lat na na otrząśnięcie się z niego i poznanie innego mężczyzny.

          Dodam, że obie prognozy sprawdziły się. Pierwsza klientka wróciła na studia i
          podyplomowo skończyła kolejny kierunek, na uczelni poznała ciekawego mężczyznę,
          byłam na ślubiesmile

          Druga klientka przeżyła bardzo ciężko rozstanie i parę ładnych lat czekała na
          poznanie innego mężczyzny. Nie wzięli ślubu, ale żyją ze sobą, mają dziecko i
          wyglądają na dobraną parę.

          > Zatem zakładałbym pozytywną rolę astrologii, w tym sensie, że doradca nie tylko
          > daje mapę do łapy, ale mówi wędrowcy, że wszystko potoczy się po jego myśli, j
          > eśli będzie wierzył w swoje siły i wykorzysta swoje zdolności. Wymaga to, tak m
          > i się zdaje, pewnego zaangażowania ( niestety ! ) doradcy, który nie może komuś
          > życzyć szczęśliwej drogi w sposób chłodny i mocno racjonalny.
          >
          > Stoi to w opozycji do fatalizmu astrologicznego, który ostrzega przed czymś nie
          > dobrym ( nawet śmiercią ), jednocześnie wykonując w podświadomości pracę pod ty
          > tułem "samosprawdzająca się przepowiednia". Ciekawe, jakie powinny zaistnieć do
          > datkowe warunki, żeby podejście fatalistyczne nie zaprogramowało kogoś negatywn
          > ie, tylko zadziałało w sposób odwrotny. Wszak "silne" jednostki mogą się obroni
          > ć poprzez zaszczepienie ich negatywną prognozą. A jednostki "słabe" ( w sensie
          > głębszym, egzystencjalnym ) poddadzą się i pójdą na szafot radixu.

          Dla mnie to wygląda tak: ludzie szczęśliwi nie chodzą do astrologa. Astrolog
          powinien stać zawsze po ich stronie. Nawet jeśli klient narobił życiowych głupot.

          > I wg fatalis
          > tycznego punktu widzenia one będą temu winne, a astrolog będzie się temu przygl
          > ądał i mówił, że taka jest kolej rzeczy.

          A może niektórzy klienci idą do astrologa po to, aby to usłyszeć? Bo chcą
          potwierdzenia "to nie moja wina, to tak ma być?"
    • mii.krogulska Re: mam do Pana / Pani nietypową sprawę 22.01.10, 21:32
      Witam serdecznie,
      dołączę mój głos w ankiecie smile

      > 1) Czy czujecie ( proszę wybaczyć formę mnogą, bardzo jej nie
      > lubię ) "karmiczność" swojej działalności jako astrologów ?

      Tak, we sensie karmicznym, energetycznym i magicznym też. Misyjnym na szczęście
      mniej, chyba się starzeję wink))

      > 2) Że to co zostanie powiedziane innym
      > osobom i wpłynie na ich los ( i... karmę ) ma wielkie znaczenie i
      > wielką wagę, że czasem... przygniata astrologa ?

      Oczywiście, że tak. To - moim zdaniem - różni ezoteryka od psychologa.

      > 3) Czy czuliście kiedyś w życiu, jak coś wam spadło, niczym kamień z
      > serca, z racji dobrze postawionego horoskopu / poprowadzonego
      > wywiadu ? Ja jeszcze nie i nie wiem, czy to o to chodzi, czy o coś
      > innego.

      Nie rozumiem pytania - spadło w sensie oczyszczonej karmy? Czy chodzi ci o to,
      że ktoś para się astrologią, aby odrobić swoją karmę - to ciekawe, nigdy tak nie
      pomyślałam. Inspirujące smile taki pogląd może być deską ratunkową dla astrologa,
      który ma samych marudzących klientów wink choć wiadomo, jakie tranzyty u astrologa
      - tacy przychodzą Klienci.
      Ale dobrze zrobiona interpretacja to masa uwolnionej energii, do której Klient
      ma dostęp, to mnie napawa optymizmem w sensie dobrze pojętego życzenia innym jak
      najlepiej.

      Pozdrawiam serdecznie, Mii
      • acrux_79 Re: mam do Pana / Pani nietypową sprawę 22.01.10, 23:58
        Bardzo Ci dziękuję za odpowiedzi. Wzmocniły moją naiwną i idealistyczną, a przez to stale podkopywaną myśl krzątającą się właśnie wokół problemu astrologii, która z pomocy Nieba korzystać wprawdzie lubi, ale czasem się tego nieba wstydliwie wypiera...

        Bardzo ważna i ciekawa była dla mnie zwłaszcza odpowiedź na drugie pytanie. Co do trzeciego zaś - dobrze rozumiesz. Może i lepiej, niż ten kto je zadał czyli ja. Bo zadawanie pytań, wbrew pozorom, bywa naprawdę ciężkie.

        Dzięki i pozdrawiam ciepło smile
        • invisible7 Re: mam do Pana / Pani nietypową sprawę 23.01.10, 02:20
          Do tej pory pisałam jedynie w odpowiedzi na różne wątki poboczne, ale
          pora się ustosunkować do pytań zadanych w pierwszym poście, od
          których cała ta dyskusja się zaczęła smile

          "Na stronie P. Leona Zawadzkiego:
          www.logonia.org/content/view/486/2/ wyczytałem: "Można być
          genialnie uzdolnionym, ale do astrologii przede wszystkim potrzebne
          jest doświadczenie życiowe. A ono składa się ze złoża karmicznego,
          tego które niesiecie w sobie, które jest w was i które – w miarę
          wydarzeń i upływu czasu – nadchodzi, wydarza się i otwiera sakralne
          znaczenie życia i śmierci. Jeśli nawet macie za sobą wiele wcieleń,
          to wcale nie znaczy, że szkołę średnią ukończyliście z adnotacją:
          już wie, o co chodzi. Nasze złoże karmiczne ma do spełnienia
          konkretne zadanie: skłonić każdego z nas do starań o dojrzałość
          umysłu".

          Pytania są "prozaiczne", ale moim zdaniem trudne ( a może i nazbyt
          osobiste ). O ile w ogóle ktoś się chce wypowiedzieć.

          1) Czy czujecie ( proszę wybaczyć formę mnogą, bardzo jej nie
          lubię ) "karmiczność" swojej działalności jako astrologów ?

          2) Czy wierzycie ( nie ma co się szczypać... ) w powiązania wzajemne
          między astrologią i karmą ? Że to co zostanie powiedziane innym
          osobom i wpłynie na ich los ( i... karmę ) ma wielkie znaczenie i
          wielką wagę, że czasem... przygniata astrologa ?

          3) Czy czuliście kiedyś w życiu, jak coś wam spadło, niczym kamień z
          serca, z racji dobrze postawionego horoskopu / poprowadzonego
          wywiadu ? Ja jeszcze nie i nie wiem, czy to o to chodzi, czy o coś
          innego.

          Na początku chciałem zadać pytanie, czy CAŁY horoskop jest karmą,
          czy może jakieś specyficzne ujęcie tegoż, ale piszę to tylko jako
          uwagę ogólną. Gdyby ktoś miał źródła na temat rozwinięcia tego w
          postaci linków / książek, będę wdzięczny."

          1) Hm... Przyznam szczerze, że mam pewien problem z pojęciem karmy,
          gdyż nie wiem do końca, jak ją rozumieć. Nie do końca czuję
          "karmiczność", gdyż nie jestem pewna, na czym to poczucie mialoby się
          opierać.

          2) Tak. I znowu - nie wiem czy w ujęciu karmicznym, ale taki wpływ
          jest, i to bardzo duży. Czyjeś słowa są w stanie zmienić bieg życia
          drugiego człowieka, więc należy się z nimi bardzo liczyć, zwłaszcza
          gdy ktoś przychodzi po poradę. Odpowiedzialność jest ogromna -
          wskazane jest więc mnóstwo wyczucia i delikatności.

          3) Nie powiedziałabym, że "spadło", ale bardzo się cieszyłam, gdy
          otrzymywałam pozytywną informację zwrotną. Nie chodzi mi tu o "manie
          racji" wink)) za wszelką cenę, ale np. o sytuacje, gdy mówię koleżance
          lub komuś z rodziny, że trudny okres w życiu tej osoby wkrótce się
          skończy albo ma duże szanse na pozytywne doświadczenie - i tak się
          czasem dzieje. Choć tez są rzeczy, których wolałabym nie wiedzieć
          (ale to już dotyczy pytania 2).

          Zastanawiam się też nad poruszoną przez P. L. Zawadzkiego w
          przytoczonym cytacie kwestią uzdolnień a doświadczenia życiowego -
          może nie w kontekście przeszłych wcieleń, ale obecnego. Z jednej
          strony astrologia jest jednak pewnego rodzaju dziedziną wiedzy, może
          nie w rozumieniu akademickim, ale w tym sensie, że wymaga
          przyswojenia sporej ilości informacji, kojarzenia ich i wynajdywania
          wzajemnych powiązań. Tak rozumianej astrologii może nauczyć się chyba
          każdy, kto ma choćby przeciętne zdolności intelektualne oraz
          wystarczającą motywację. Natomiast nurtuje mnie kwestia, czy
          wspomniane doświadczenie jest niezbędne i czy to jest właśnie to, co
          odróżnia dobrego astrologa od przeciętnego - i w ogóle co odróżnia?
          Co sprawia, że niektórzy ograniczają się do rzucania regułkami, które
          nie zawsze pasują, a inni potrafią w paru słowach odmalować niezwykle
          trafny obraz osoby, sytuacji czy związku, tak że klient słucha/czyta
          oczarowany? Zastanawiam się, czy trzeba mieć od początku jakiś dar,
          specjale zdolności (może predyspozycje w horoskopie), czy też można
          się tego nauczyć, albo może właśnie przychodzi z wiekiem i
          doświadczeniem?
        • mii.krogulska Re: mam do Pana / Pani nietypową sprawę 23.01.10, 22:45
          Dziękuję i serdecznie pozdrawiam smile Twoja ankieta jest bardzo dobra.
          Ja tam nie jestem od rozważań, tylko od robienia horoskopów, więc się w dyskusji
          nie udzielę smile
          A wspomniana przez Ciebie sztuka zadawania pytań to odrębny, wspaniały temat.
          Pytanie zmusza do stanięcia twarzą w twarz z odpowiedzią. Sztuki, problemu,
          wręcz bólu stawiania pytań, uczy I ching i jej "zachodni" odpowiednik, horarna.
          Sorki za off topic, już znikam smile

          Pozdrawiam serdecznie, Mii
      • princesswhitewolf Re: mam do Pana / Pani nietypową sprawę 24.01.10, 00:13
        mii.krogulska napisała:

        Misyjnym na szczęście mniej, chyba się starzeję wink))


        Eeee...to dojrzalosc a nie starosc.Nie musisz myslec o misji a ja wykonujesz . Nie ten najlepiej wykonuje przeznaczone mu zadanie na zycie kto sie waga swego zadania dowartosciowuje. Matka Natura powierza specjalne zadania nam gdy juz jestesmy do nich dojrzalismile

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka