aquarius75
11.05.04, 01:47
Za niecaly miesiac skoncze 29 lat i 167 dni, czyli-jesli dobrze pamietam-
Saturn sie zdubluje. Juz o tym pisalem,wiec moge sie powtarzac,za co z gory
przepraszam-znow mnie naszlo.Okolo 28 roku zycia zaczyna sie saturnowy
przyplyw,w 29,5 nastepuje kulminacja i potem +- przez rok jeszcze dudni,tak
gdzies czytalem.Na razie,przebiega to u mnie superprecyzyjnie.Na pewno nie
moca sugestii,bo wiedza fachowa pojawila sie duzo pozniej,niz dziwne
wydarzenia.Od dosc dawna nie zagladam do astrologii,a mimo to ten klimat
rosnie:czuje sie,jakbym sie wewnetrznie przeobrazal pod wplywem powolnej,
konsekwentnej,dzialajacej w sposob nieodwracalny(?),poteznej sily. Na
poziomie reakcji od kilku tygodni wszystko stoi na glowie: zrobilo sie jakos
szarzej i emocjonalnie bardzo cicho,nawet ostatnia pelnia ani troche mnie nie
wyexploatowala(precedens),nagle-za przeproszeniem-spowaznialem i
zdystansowalem sie do WSZYSTKIEGO,co wrecz przybiera ksztalt jakiejs
natezonej,chociaz nie wysilonej rezygnacji.To taka spokojna,usmiechnieta
melancholia,bez poczucia pozbawienia,czy rozczarowania.Towarzyszy temu
wrazenie odpowiedniosci i harmonii,jakkolwiek sam siebie nie poznaje,bo
gdzies po drodze zniknelo to,co bylo we mnie najbardziej charakterystyczne:
obsesyjna potrzeba komunikacji,interakcji,prowokacji,rywalizacji,
kwestionowania,ruchu pod kazda postacia i cala gama zachowan o charakterze
kompulsywno-blyskawicznym,frenetycznie dazacych do zagarniecia jak
najwiekszych obszarow przyszlosci.Logicznie rzecz biorac, powinno mnie to
przerazic,tymczasem nic podobnego.Nic nie musze,z nikim sie nie scigam i
nigdzie nie pedze.Czuje sie stabilnie w tym zageszczonym stanie,chociaz
racjonalnie nic z tego nie rozumiem.
Pozdrawiam,
aquarius