sarna34
22.07.05, 11:37
Od dwóch lat miażdży mnie saturn. Co prawda wszedl już do lwa, ale wciąż
koniunkcją okopuje mi merkurego i ascendent. Obowiązki domowe... jestem jak
ten pies lańcuchowy...wszystko na mojej glowie. Pracuję jak glupi osiol,
znajomi rozplynęli się we mgle, nie ma nikogo. Da się to przeżyć.
Powiedzialam sobie, ze wytrzymam. Wierzę, że będzie lepiej. Na początku
września będę mieć ladny tranzyt. Przede wszystkim odsunie się saturn od
mojego ascendentu, chyba ponad 5 stopni - a jowisz wraz z wenus z IV domu
zrobą ścisly trygon do urodzeniowego księżyca (bliźnięta XI dom). Urodzeniowo
mam ścisly sekstyl między księżycem a jowiszem. Czy może mi ktoś
podpowiedzieć, co "dobrego" może przynieć ten aspekt? Strasznie potrzebuję
światelka w mroku saturna. Tak sobie myślę, że może to być związane z pracą
zawodową i twórczą, może osobistą (ale nie jestem pewna). Czy to jest jedynie
aspekt wewnętrzny?