sarna34
29.09.05, 13:42
Jak zwykle byłam na imprezie artystycznej... spotkałam tam pewnego twórcę, z
którym po raz pierwszy mogłam rozmawiać, choć znałam go (z widzenie)
kilkanaście lat. Zawsze wydawało mi się, że nie dorastam do niego i nie
śmiałam nawet podnieść oczu, był po prostu niedostępny.
Tego wieczoru, jak nigdy nic... albo jak dwoje dobrych znajomych, poszliśmy
sobie na piwo do pubu. Byłam zdziwiona jego otwartością na moją osobę.
Rozmowa szybko się rozkręciła i dowiedziałam się, iż ten pan czyta wszystko
co napiszę, a nawet orientuje się, co gdzie publikowałam, czego nawet ja nie
pamiętam... a potem rozmowa zeszła na osobiste tematy i facet chciał
wiedzieć, czy mam męża itp. Dostałam olśnienia i dostrzegłam jakieś dziwne
zainteresowanie moją osobą...co prawda nie wielki mi z tego przyszedł
pożytek, bo byłam umówiona z kimś innym, jednak rozstając się dal mi swój
adres i wziął ode mnie namiary, mówiąc, że może się przydać.
Siedząc z nim czułam do niego ogromny pociąg fizyczny, było to dziwne, ale
silnie na niego reagowałam. Udało mi się wyciągnąć od niego dane osobowe i tu
ciekawostka.
Mamy wspólnych dużo koniunkcji, co szczególnie mnie uderzyło, to:
jego wenus w ściślej koniunkcji z moją wenus w raku
jego słońce w koniunkcji z moim słońcem i luźno z merkurym
jego uran w koniunkcji z moim słońcem i luźno merkurym
jego księżyc, mars i jowisz(trochę luźniejszej) koniunkcji z moim ascendentem
we lwie
i inne koniunkcje
jeszcze na dodatek występuje pozycja ascendentów
Odniosłam wrażenie, że podobałam mu się... ale może to moje złudzenie.
Czy z tych powyższych aspektów, można mówić o możliwości układu miłosnego,
czy tylko artystycznego porozumienia?