nie do końca moralne pytanie...

03.05.06, 01:29
Nie do końca moralne, ponieważ wiąże się ze złamaniem przysięgi małżeńskiej.

Nasz znajomy hajtnął się we wrześniu 2003, po kilku latach znajomości na
odległość. Wydawałoby się happy end, jako że młodzi na dodatek zamieszkali we
własnej willi, mama pomogła obojgu znaleźć pracę...

Tymczasem mamy rok 2006, nasz znajomy zdążył oddalić się od żony i wiele
wskazuje na to, że uczucie - z jego strony - zupełnie wygasło.
Na dodatek pojawiła się "ta trzecia", która od 1,5 roku wydaje mu się być
miłością jego życia. Zamężna (mąż-prawie alkoholik), z 2 dzieci.
Znali się dużo wcześniej, zawsze mu się podobała. Gdyby wiedział,
że "trzecia" będzie kiedyś "skłonna", nie brałby ślubu z obecną żoną.

Zerknęłam na horoskopy całej trójki i chciałabym zapytać o zdanie tutaj
zaglądających fachowców, jako że sama nie mam za wiele doświadczenia.
Jak myślicie-czy to "tylko" przejściowy kryzys małżeński?
Czy może jednak "ta trzecia" faktycznie do niego idealnie pasuje?
Z którą z nich "powinien" być, stworzyłby lepszy związek?

Dla wzrokowców, lubiących mieć kółko przed sobą:

Mąż: 17.05.1982 04:20
Żona: 20.08.1981 około 00:00
"Ta trzecia": 14.11.1976, godzina niestety nieznana uncertain
(proponuję nie przekreślać z góry "trzeciej", jedynie ze względu na różnicę
wieku. Ja sama jestem starsza od mojego Lubego o kilka lat, a tworzymy bardzo
udaną parę od ponad 4 lat).

A oto moje, mam nadzieję, że w miarę poprawne wnioski:

Wydaje mi się, że małżonków połączyła głównie znacząca wzajemna atrakcyjność
seksualna: koniunkcja Wenus (jej) i Marsa (jego). Może też sekstyl jego Urana
z jej Wenus?
Występuje także dość bliska koniunkcja Wenus (jego) i Księżyca (jej).
Sekstyl Marsa i trygon jej Wenus do jego Słońca.
Troszkę luźna koniunkcja jego Wenus z jej Księżycem.

Na co dzień jednak namiętność wygasła. Mało tego, wieje chłodem. Być może
daje się im we znaki "bodaj najgorszy ze wszystkich wzajemnych aspektów", jak
pisał mistrz Szuman - czyli kwadratura Saturna (jego) do Marsa (jej) oraz
opozycja jego Saturna do jej Księżyca.
Na dodatek wspomniany mąż reaguje uczuleniowo na swą żonę, jak sam mówi, byle
głupota doprowadza go do szału - astrologicznie to chyba ma coś wspólnego z
kwadraturą jego Plutona do jej Marsa. Natomiast patrząc na nich w realu z
boku, wydaje się, że facet już po prostu babeczki nie chce, znudziła mu się i
pozbyłby się jej najchętniej pod byle pretekstem.

Zresztą po co on, spokojny flegmatyk z tendencjami do melancholii ma się
starać o względy u dość wymagającej, cholerycznej żonki. Ta trzecia okazuje
mu "za nic" akceptację, zrozumienie, jest pogodniejsza, cieplejsza.
Oczywiście na co dzień pewnie i w niej zobaczyłby wady, niemniej patrząc na
ich horoskop porównawczy rzuca się w oczy:

-mają ładną koniunkcję Jowisza (jej) i Słoneczka (jego).
-opozycje Słońc - spotkałam się z opinią, że opozycje budzą przyciąganie jak
dwa bieguny magnesów. Coś w tym jest.
-ścisły trygonik jego Wenus do jej Księżyca (wzajemne ajlowju, wiadomo smile
-stabilizujący "na dłużej" trygonik pomiędzy Wenus a Saturnem i sekstyl
Saturnów oraz Saturna z Księżycem,
-Sekstyl jego Jowisza do jej Wenus,
-romantyczny trygonik pomiędzy Wenus i Neptunem, a w drugą stronę - luźna
koniunkcja pomiędzy tymże Neptunem i Wenus.
-trygon jego Marsa z jej Jowiszem,
-luźny sekstyl Marsów, hehe, luźna koniunkcja jego Urana z jej Marsem, nie
wnikam, jak muszą na siebie działać ;P

W kontaktowym mąż i żona mają Urana na descendencie. Czy to czasem nie
wskazuje na tendencje do rozpadu związku?

Osobiście wydaje mi się, że nawet jeżeli coś z tą trzecią wyjdzie, (coś wisi
w powietrzu, plany rozwodu u "męża" i "trzeciej"), to jej z czasem na co
dzień też będzie miał dosyć. "Trzecia" jest obrotną i zaradną kobietą,
prowadzi własną działalność, nawet dochodową. Wymaga wiele od siebie, więc
pewnie i od innych też. Myślę, że na co dzień goniłaby naszego znajomego
(lubiącego nie raz odpocząć w ciszy, pograć na komputerze...) do roboty
tak samo, jak i obecna żona.

Czekam na Wasze wnioski i wypowiedzi.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie.

    • hermes-mitzrael Re: nie do końca moralne pytanie... 03.05.06, 07:07
      Nie robiłem tych 3 kółek sad bo to za dużo roboty, doradzał bym udanie się do
      profesjonalisty.
      Z tego co przeczytałem to kochanka może go zanudzić na śmierć – za duzo
      harmonijnych aspektów. Radził bym szukać odpowiedzi przede wszystkim w
      horoskopie mężczyzny . Kogo ten mężczyzna pragnie mieć przy sobie przez całe
      życie smile A więc księżyc – żona w jakim znaku i jakie aspekty odbiera. Tu jest
      raczej odpowiedź która z kobiet jest podobna do tego ideału. Facet ma kochankę,
      popatrz na Wenus analogicznie do Księżyca. Z takim aspektami jak ma z kochanką
      można być Kocurem zagłaskanym na śmierć .
      Pozdrawiam Hermes-Mitzrael
      • lisenne Re: nie do końca moralne pytanie... 03.05.06, 14:31
        Bardzo dziękuję za szybciutką i serdeczną odpowiedź smile. Prawdziwy Hermes-
        dostarczyciel wiadomości smile. Natomiast "Mitzrael" to niestety nie wiem, co to
        za kryptonim big_grin.

        To prawda, z kochanką mają aż za wiele harmonijnych aspektów.
        Jednak zarazem ona ma silną obsadę znaku Skorpiona (Słońce, Merkury, Mars -
        stellum) oraz koniunkcję Księżyca z obowiązkowym Saturnem, tak więc myślę, że
        na co dzień ganiałaby go do pracy i różnych ambitnych zajęć jak i małżonka. I
        stąd przypuszczam, że przez to nie byłoby aż tak słodko, jak wynikało to z
        pierwszej części mojego wpisu.

        Facet ma Księżyc w Rybach w XI domu, a Wenus w Baranie w XII domu.
        Jego Księżyc odbiera trygon Jowisza ze znaku Skorpiona. Także kwadraturę Urana
        ze znaku Strzelca.
        Jego Wenus tworzy tylko jeden aspekt - opozycję z Saturnem w Wadze.

        Do Księżyca w Rybach pasują mu pewnie energie Wenus/Neptun w porównawczym z
        kochanką.
        Do Wenus w Baranie pasuje i małżonka, i kochanka. Małżonka ma tam Księżyc i
        jest w dużej mierze taka "barania" - męsko-sportowy styl ubierania się, krótkie
        włosy, nie lubi makijażu (szkoda czasu, wiadomo: Baran pędzi naprzód),
        energiczna.
        Kochanka również jest energiczna i przedsiębiorcza na dodatek (własna
        działalność, spore dochody). Więcej tu wpływów wenusjańskich, tipsy, dobre
        kosmetyki...
        Ciekawe, że obie stanowią troszkę podobny typ urody: krótkie, rude włosy,
        energiczne babeczki.

        Dodam, że znajomy zakochuje się w energicznych, zdecydowanych, zaradnych
        kobietach. Pewnie prawem kontrastu. Sam jest inteligentny, błyskawicznie
        opanowuje różne umiejętności, ale jest typem spokojniejszym niż energiczne
        partnerki-pracusie. Potrzebuje nie raz drzemki, gry na komputerze, trochę
        samotności...
    • anahella Re: nie do końca moralne pytanie... 03.05.06, 18:05
      Moralne - niemoralne.
      To jest ocena, a astrolog nie jest od oceniania.
      Astrolog moze stwierdzic, ze jego dzialanie jest lub nie jest etyczne (np. gdyby
      naciskal na WH zeby podjal decyzje pod wplywem jego interpretacji).

      do sporzadzenia horoskpu potrzebne sa miejsca urodzenia.
      • lisenne Re: nie do końca moralne pytanie... 04.05.06, 02:24
        Witam Szanowną Gospodynię Forum big_grin.

        Szczerze powiedziawszy, napisałam "nie do końca moralne pytanie", ponieważ
        spodziewałam się gromów, że w ogóle rozważam wybór kochanka/żona w obliczu
        świętej przysięgi małżeńskiej.

        Osobiście przychylam się do tego, co napisał Leon Zawadzki (w którejś z
        książek - parafrazuję) - że nie raz przychodzi klientela i odsądza od czci i
        wiary kochankę/kochanka, a astrolog patrzy w horoskop i widzi, że
        kochanka/kochanek o niebo lepiej pasuje do niewiernego małżonka.

        Fachowcem bynajmniej nie jestem, ale obserwując wspomniany trójkąt z boku,
        wydaje mi się, że to właśnie przypadek, o jakim mówił Leon Zawadzki.

        Co do nacisków, to przyznam szczerze, że na początku staraliśmy się zawrócić
        małżonka w kierunku żony. Bez efektów. Tak więc teraz po prostu słuchamy,
        obserwujemy. Ale zarazem się zastanawiamy - w jakim kierunku powinno się to
        potoczyć? Może faktycznie znajomy ma rację, że układ z żoną się wypalił, a z
        kochanką - "to jest to"?

        Stąd moje pytanie do Forumowiczów, jak oceniają oba związki w oparciu o
        astrologię...
        • queenmaya Re: nie do końca moralne pytanie... 04.05.06, 21:59
          lisenne napisała:

          > Szczerze powiedziawszy, napisałam "nie do końca moralne pytanie", ponieważ
          > spodziewałam się gromów, że w ogóle rozważam wybór kochanka/żona w obliczu
          > świętej przysięgi małżeńskiej.

          To nie forum "katolik.pl"...
    • anahella A tak w ogole to jakie jest pytanie? n/t 03.05.06, 18:05


      • lisenne Re: A tak w ogole to jakie jest pytanie? n/t 04.05.06, 02:47
        Co do pytanka, to brzmi ono:
        Droga Anahello, który związek uważasz za bardziej dobrany? smile

        Miejsca urodzenia - aż się boję podawać, bo i tak już za wiele napisałam uncertain
        Podam na priva smile.
        • queenmaya Re: A tak w ogole to jakie jest pytanie? n/t 04.05.06, 11:18
          Astrolog nie ma prawa niczego narzucać, ani nawet radzić.
          Początkującym się wydaje, że w tych gwiazdach jest wszystko zapisane i że trzeba
          tylko umieć to odczytać, a potem podać gotową receptę i wyjaśnić, jak tego użyć.
          A to zupełnie nie tak.
          Astrolog ma dostarczyć rzetelnej, obiektywnej informacji, podać fakty bez
          oceniania: tu harmonia i jakiego rodzaju, a tam dysharmonia i jakiego rodzaju. A
          decyzję podejmuje sam klient. On sam decyduje, czy bardziej lubi pomarańcze, czy
          kiedy nogi mu się pocą. To jego wola i jego życie. Może musi zrobić sobie
          krzywdę, żeby zmądrzeć? Szkoda tylko, że przy okazji prawdopodobnie skrzydzi innych.
          Ten koleś jest w wieku mojego syna (24 lata). Mój syn studiuje, spotyka się z
          dziewczynami i chyba jeszcze nie myślał o tym, żeby się żenić.
          A ten ma już jedno małżeństwo za sobą i następne w kolejce.
          Jest to niedojrzałość i nieodpowiedzialność. Być może nigdy nie ułoży sobie
          życia, bo cierpi na syndrom Tygryska z Kubusia Puchatka: "To tygrysy lubią
          najbardziej!", rzuca się na błyskotki, łapie je, a potem stwierdza, że to nie to.
          Ja, kiedy widzę, że człowiek ma problemy z ułożeniem sobie życia, tłumaczę mu,
          że przyczyna leży nie na zewnątrz, lecz wewnątrz: w jego własnej psychice. Jeśli
          sprawa wygląda poważnie zalecam psychoterapię i wyjaśniam, że kiedy on się
          zmieni wewnętrznie, zmieni się również świat na zewnątrz. Większość ludzi tak
          właśnie robi i są zadowoleni. Najpierw robią porządek ze sobą, a potem dopiero
          zabierają się za zmiany w życiu.
          • lisenne Re: A tak w ogole to jakie jest pytanie? n/t 04.05.06, 14:49
            Dziękuję Queenmaya za odpowiedź smile.

            To prawda, bardzo młodo się ożenił. Ale z charakteru, to inny typ niż
            wspomniany Tygrysek. Raczej na odwrót. W dzieciństwie był typem odludka,
            ponieważ otoczenie mu dokuczało (z powodu ówczesnej nadwagi).
            Żona była pierwszą dziewczyną, która traktowała go jako normalnego kumpla.
            Z czasem się zżyli i... pobrali się. Z tego, co mówił, to głównie ze strachu
            przed samotnością.


            Wiesz jak to jest Queenmaya, nie raz tak w życiu bywa, że ktoś bierze ślub, bo
            wydaje mu/jej się, że nikogo lepszego w życiu już nie spotka i że "nie ma co
            przebierać i wybredzać". A któregoś dnia, po zawarciu małżeństwa, nagle boom!!,
            bo oto stanęła na drodze miłość życia.

            Ja osobiście nie (już nie) namawiam, ani do tego, ani do tego rozwiązania.
            Przeraża mnie w perspektywie ogrom cierpienia i łez, jakie wyleje jego żona,
            kiedy się dowie (na to się zanosi). Z drugiej strony widzę kochającą się parę
            (on+kochanka), prawdopodobnie lepiej do siebie pasującą (oni są tego pewni), a
            żona tak naprawdę w tej chwili nie jest kochana, nie ma prawdziwie ją
            kochającej osoby...

            Nie wiem, może to w ogóle jakaś zemsta losu, ponieważ jak jeszcze byli na
            odległość przed ślubem, to żona (krótko) miała kogoś. Ale obecny mąż wybaczył,
            byli dalej razem... Teraz żałuje...

            Pochrzanione to wszystko uncertain
            • queenmaya Re: A tak w ogole to jakie jest pytanie? n/t 04.05.06, 16:16
              lisenne napisała:
              > Pochrzanione to wszystko uncertain

              No, bez przesady, może nie wszystko?
              Skoro on taki młody, to i zona pewnie też nie stara. A jeśli nie mają dzieci
              (chyba nie wspominasz o nich, jakos nie pamiętam), to moze i dramat nie taki
              straszliwy. Żona popłacze, ale znajdzie innego, hmmm, może nie tak bogatego, ale
              może za to przystojnego?
              Gorzej z nim, bo bierze sobie na głowę cudze dzieciaki, ex-męża alkoholika i
              całe mnóstwo problemów, o których nie ma pojęcia.
              Ale jeśli mu to potrzebne do zmądrzenia, to ja nie protestuję.
              • anahella Re: A tak w ogole to jakie jest pytanie? n/t 04.05.06, 20:49
                A ja sie zastanawiam czy ten pan w ogole dojrzal do jakiegokolwiek zwiazku.

                Przyznam, ze troche robi mi sie zimno, gdy widze napieciowe aspekty do Saturna
                lub Neptuna czy Urana od Wenus z XII domu. Znam kilku takich - ostentacyjnie nie
                szanuja kobiet. Ale to przypadki odwrotne do mojej sygnaturkiwink

                W tym horoskopie mamy: opozycja Wenus/Saturn na osi XII-VI.

                Nie sadze by ten czlowiek byl typem "z kwiatka na kwiatek", wprost przeciwnie -
                tu chyba sa zarysowane kompleksy wzgledem kobiet.
                Satrun w VI w Wadze. Facet boi sie byc "podwladnym" w zwiazku.

                Przyjrzyjmy sie horyzontowi: Byk-Skorpion. Moim zdaniem nie ma bardziej
                niechetnych do rozwodu ludzi niz posiadacze osi poziomej w tych znakach. To sa
                znaki stale, nie lubiace niespodzianek. Z taka Wenus i Saturem on moze miec
                stado kochanek na boku, ale ta opozycja nie zacheca do rozwalania zwiazku, w
                ktory juz cos zainwestowal. Byk lubi inwestowac - a tu mamy ten znak mocno
                podkreslony zarowno poprzez Slonce jak i Ascendent. Tym bardziej ze w wektorze z
                zona jest Slonce/Wenus w II domu, w kwadraturze do Jowisza, a wiec zwiazek
                polega na wspolnym wypracowywaniu wartosci.

                Dwunastodomowa Wenus wlada zarowno Marsem jak i Saturnem. Kochanka moze go
                wodzic za nos - zeby nie powiedziec za inna czesc ciala, ale to byloby naduzycie
                zwiazku frazeologicznegowink

                Zaplatany w uklad Saturn zas rzadzi MC. Co wiec mozna powiedziec? Facet z
                kompleksami, ktory mysli "taki mam status jaka kobiete obecnie 'obracam', i
                niekoniecznie musi byc to zona". Mars w Wadze nie jest najbardziej meskim
                polozeniem tej najbardziej meskiej planety. Gdy planeta jest w znaku przeciwnym
                do swojego to mamy cos takiego: "chcialbym czegos, ale czujem zebrak mi czegos
                zeby to zdobyc"

                Sadze ze ten romans (i pewnie nastepne) w jego przypadku to wyciaganie od losu
                tego, co mu kompleksy we wczesniejszej mlodosci odebraly.
                Zwlaszcza wazny jest tu wiek kochanki. Trzydziestolatka w oczach
                dwudziestoparolatka to uniwersytet erotyczny, rektor nad rektory, ta ktora wie o
                seksie wszystko, niejedno przeszla w zyciu i wie jak dogodzic mezczyznie.
                Pokazuje to w synastrii Jowisz kochanki na Sloncu meza: ona mile lechce jego
                ego. Zapewne nie tylko wiek decyduje o jej atrakcyjnosci, kochanka ma pewnie
                wiele innych zalet w jego oczach.

                Mamy w synastrii kwadrature Marsa meza do Wenus kochanki. To jest wyzwanie!
                Napiecie, ktore trzeba natychmiast rozladowac. W synastrii z zona ma jest
                koniunkcja. Moim zdaniem koniunkcja jest tu bardziej harmonijnym aspektem, a
                mezczyzna w tym wieku nie lubi lagodnych aspektow.

                No i zona:
                Osobiscie bym sie o nia nie martwilasmile Powinna byc akrakcyjna kobieta, ktora wie
                czego chce, a zapewne chce byc krolowa w swoim domu: nie gospodynia, ale pania,
                w ktorym bedzie rzadzic a nie zmywac gary.

                Nie wiem co nia kierowalo zeby wyjsc za swojego meza, chyba pociag fizyczny
                (kon. por. Wenus/Mars), ale chyba nie trafila najlepiej. Bo ona potrzebuje
                krola, a jej maz wydaje sie przy niej poslenim dworzaninem.

                Bardziej martwilabym sie o meza, jesli przyjdzie mu do glowy sie rozwodzic...
                zona nie pozwoli odebrac sobie domu, samochodu, pudelka Puszka i kota Barnabywink
                Merkury w Pannie wszystko przeanalizuje a Slonce w Lwie w sektylu do Plutona w
                Wadze owinie sobie wokol palca kazdego sedziego, adwokata i polowe osiedla. No i
                opuchnietej geby niewiernemu malzonkowi nie uda sie ukrycwink

                Kobieta ma kupe trygonow, sekstyli wiec nie ona wyjdzie z tej awantury
                najbardziej poobijana, choc jej organizm wyprodukuje duzo adrenaliny. Tyle, ze
                adrenalina ma to do siebie ze po jakims czasie opada, a postawa zyciowa zony "i
                tak bede miala co chce" pozostanie.

                O kochance trudno cokolwiek napisac, bo brak godziny uniemozliwia analize.

                W horoskpie porownawczym maz i zona maja kwadrature Slonc. Maz i kochanka - nie
                wiadomo do konca bo nie wiemy gdzie jest naprawde jej Ksiezc, ale jest opozycja
                Slonc. I tu nieharmonijnie i tu tez. W oba zwiazki nalezy zainwestowac mnostwo
                energii. Kochanka wydaje mu sie atrakcyjniejsza, bo opozycja jest latwiejsza od
                kwadratury, a do tego wspomaga ja Jowisz, Mars i Merkury.

                Popatrzmy, gdzie obie panie wchodza w jego horoskp:
                Zona: slonce w jego V domu - jest szansa ze da mu dzieci (a przynajmiej nic na
                pierwszy rzut oka nie zapowiada ze beda problemy z poczeciem) i przez
                powinowactwo Ksiezyca odpowiada archetypowi matki (jej Ksiezyc w jego XII domu,
                jego Ksiezyc w Rybach).

                Kochanka zas rysuje sie bardziej partnersko, bo jej stellum wchodzi w jego VII
                dom. Natomiast o dzieciach trudno mowic, zeby chciala mu urodzic (w koncu ona
                juz ma dzieci). W jego V dom wchodzi mu Saturnem, prawdopodobnie w kon. z
                Ksiezycem.

                Rzucajac okiem na wektor meza i zony widzimy jednak Saturna w V wraz z Jowiszem
                i Plutonem. Jak to sie odbija na plodnosci tej pary? Pewnie nie spiesza sie z
                dzieckiem.

                I na koniec: ktory zwiazek lepszy dla tego pana? Nie wiem, nie mnie o tym
                decydowac.

                Mam jednak wrazenie ze obecna kochanka nie jest najwieksza miloscia jego zycia.
                Rzucmy okiem na progresje: kon. progresywnej Wenus z natalnym Sloncem dopiero w
                roku 2018. Do tej pory czekaja go ciezkie tranzyty. Gdy Saturn wyjdzie z Lwa,
                przejdzie przez Panne, to zacznie sie krwawa jatka - nawrot Saturna, a
                jednoczesnie Jowisz na Wenus: no wiec wzloty i upadki. Co Jowisz pociagnie za
                Wenus, to Saturn sprowadzi na ziemie. To moze byc kolejna proba ulozenia sobie
                zycia poza zwiazkiem malzenskim.

                Kolejne wielkie "atrakcje: w roku 2014: wielki krzyz oparty o jego os
                Wenus/Saturn i os pionowa. Uran na Wenus, Mars na Saturnie, Pluton na MC, Jowisz
                na IC. Moze wtedy przy pomocy Jowisza i Plutona odnajdzie swoja droge rozwoju,
                bo os pionowa to jednoczesnie os wezlow. Wezel polnocny jest na IC. Ten facet ma
                zbudowac dom, posadzic drzewo, splodzic syna. Moze wtedy mu sie uda.
                • lisenne Re: A tak w ogole to jakie jest pytanie? n/t 06.05.06, 06:19
                  Anahello, jestem pod wrażeniem i nisko chylę kapelusza. Niesamowicie się
                  napracowałaś z tą analizą, kolejno analizowałaś kosmogramy urodzeniowe,
                  porównawcze, kontaktowy, progresje, tranzyty... No po prostu niesamowicie
                  dogłębna analiza. Kiedyś byłam u astrologa-wykładowcy w pewnej szkole i on nie
                  był nawet w połowie tak wnikliwy...

                  Z tym brakiem szacunku wobec kobiet, to niestety trochę tak właśnie jest.
                  Rzucenie byle gdzie mokrego ręcznika, albo kruszenie ciastem po stole,
                  kuchence, podłodze - nie ma się czym przejmować, żona zaraz sprzątnie.
                  Wytykanie żonie braku wiedzy, czy też słownictwa przez jej pochodzenie ze wsi.
                  (mimo że ma wykształcenie wyższe i wg mnie ładnie się wypowiada). Choć to jest
                  i tak wersja light tego, co pewnie widział na przykładzie swoich rodziców i co
                  zapewne mu w psychice siedzi, jako model relacji w małżeństwie. Ojciec jest
                  wybuchowym cholerykiem, wyzywa matkę, skąpiec-nie dokłada się w ogóle do życia
                  i jeszcze rozlicza z wydatków, nie pomaga w domu. Matka z kolei całe życie
                  rozpieszczała dzieci, nie pozwalała im niczego robić z zakresu domowych
                  obowiązków.

                  Faktycznie, mąż i żona mają łatwą tendencję do wspólnego inwestowania w dom.
                  Nie rozpuszczają pieniędzy na np.: rozrywkę, wszystko szło w żyrandole, firany
                  do kolejnych pokoi (to a propos Słońca i Wenus w II domu w kontaktowym).

                  Po dzisiejszej deklaracji rozwodu z żoną i niechęci okazywanej w odpowiedzi
                  mężowi przez kochankę sama nie wiem, co myśleć. Może faktycznie go tylko wodzi
                  za nos, albo i co innego?

                  Jeśli poczucie wartości uzależnia od aktualnie "obracanej" smile kobiety, to
                  faktycznie - kochanka zyskuje wyższe noty. Własna firma, dochodowa. Z drugiej
                  strony żona pochodząca ze wsi...

                  To napięcie, które trzeba rozładować - kwadratura jego Marsa do Wenus kochanki -
                  no właśnie on na nią reaguje dosłownie miękkimi nogami, jak nastolatek, który
                  się po raz pierwszy zakochał.

                  Żonka jest atrakcyjna, szczupła, rysy w sumie regularne, tylko że żal jej czasu
                  na makijaż. A szkoda, bo mogłaby by być niezła laska.

                  Dominacja żony wynika z tego, że ona chciałaby już, szybko, teraz-zaraz - ma
                  być tak i tak!! Myślę, że tu kłania się, oprócz jej energicznej natury, także
                  pochodzenie ze wsi i nawyk ciężkiej tam pracy.

                  Bardzo ciekawa sprawa z tym Jowiszem, Saturnem i Plutonem w horoskopie
                  kontaktowym męża i żony. Ona bardzo chciałaby mieć już dziecko, ale cierpi na
                  problemy z jajnikami, a do tego jakieś tam infekcje narządów rodnych...

                  Zapiszę przedstawione przez Ciebie prognozy i będę obserowować, porównywać.
                  W każdym razie jeszcze raz serdecznie Ci Anahello dziękuję za tak obszerny i
                  wzorcowy przykład analizy. Pewnie masz coś w swoim horoskopie z Panny albo
                  silnego Saturna (rzetelność, perfekcja smile.

                  • anahella Re: A tak w ogole to jakie jest pytanie? n/t 06.05.06, 14:10
                    Dziekuje za uznanie, mile polechtalas mi egowink

                    Z nauczycielami jest tak, ze o ile horoskop nie jest tematem zajec to oni nie
                    chca robic analiz, bo licza na to ze uczen sam wykorzysta wiedze, ktora u nich
                    nabyl. Nauczyciele juz tak maja, ze jesli sa odpowiedzialni to w taki sposob
                    sami sobie robia egzaminysmile

                    Co do infekcji narzadow rodnych u zony... Mam na ten temat zdanie
                    nieastrologiczne. Otoz mezczyzna, ktory zdradza zone naraza ja na infekcje.
                    Wspomnij o tym koledze.

                    A co do mojego Saturna - nieharmonijnie aspektuje mi Slonce, wiec rzadko chce mi
                    sie robic na forum interpretacje. Generalnie prosze tez by nie wrzucac danych
                    znajomych na forum bez ich zgody. Oni moga tu zajrzec, nie sadze by bohaterowi
                    watku spodobala sie moja interpretacja... W koncu obnazylam cos, o czym na pewno
                    nie chcialby rozmawiac ze znajomymi, zwlaszcza plci zenskiej.
              • anahella Re: A tak w ogole to jakie jest pytanie? n/t 04.05.06, 20:51
                queenmaya napisała:

                > Gorzej z nim, bo bierze sobie na głowę cudze dzieciaki, ex-męża alkoholika i
                > całe mnóstwo problemów, o których nie ma pojęcia.

                I to jest dobra intepretacja wielkiego krzyza: Wenus opozycja Saturn w
                kwadraturze do wezlow na osi pionowej.
              • lisenne Re: A tak w ogole to jakie jest pytanie? n/t 06.05.06, 03:37
                Dobrze pamiętałaś Queenmaya, nie mają dzieci - na tych niedoszłych dzieci
                szczęście. Żona bohatera historii bardzo by chciała już je mieć, on z kolei
                zdecydowanie nie. Jak to powiedział - czuje, że nie starczyłoby mu
                cierpliwości, by być z żoną do końca życia. A nie ma sensu, by dzieciak później
                cierpiał. Trzeba przyznać: brzmi odpowiedzialnie.

                Co do "przystojności" smile, to dla sprawiedliwości dodam, że w dzieciństwie był
                typem pączusia, ale wyrósł na przystojnego mężczyznę, "wyrobił się", także z
                zachowania. Wcześniej silny introwertyk, teraz też, ale już umie zagadać,
                błysnąć dowcipem, a nawet prowokować. Żona jest zresztą o to zazdrosna, choć
                nie podejrzewa tę, którą powinna...

                Czy on sobie weźmie na głowę babeczkę z 2 dzieci, to w sumie po dzisiejszym nie
                do końca pewne. Po otwartej deklaracji, że rozwiedzie się dla niej z żoną, ona
                ucięła rozmowę. Nie bardzo wiem, czym to tłumaczyć? Dalej jest ciepła,
                uśmiechnięta, ale zarazem twarda w sprawie rozwodu (nie chce).
                Osobiście już nic z tego nie rozumiem...

                Uśmiałam się z tego tekstu, że to nie forum katolik.pl big_grin.
                • aarvedui Re: A tak w ogole to jakie jest pytanie? n/t 06.05.06, 13:04
                  lisenne napisała:

                  > do końca pewne. Po otwartej deklaracji, że rozwiedzie się dla niej z żoną, ona
                  > ucięła rozmowę. Nie bardzo wiem, czym to tłumaczyć? Dalej jest ciepła,
                  > uśmiechnięta, ale zarazem twarda w sprawie rozwodu (nie chce).
                  > Osobiście już nic z tego nie rozumiem... >


                  a po co jej dodatkowy ciężar? smile ma firme,dzieci - i sobie swietnie radzi.
                  nie trzeba jej meża nowego widać - przynajmniej pewnie nie takiego,za to
                  kochanek jest ok - bo kochanka mozna zawsze puscić z torbami i nie będzie
                  problemów smile

                  popatrzyłbym na aktywacje domów wodnych i ziemskich - jak to jest w synastrii
                • anahella Re: A tak w ogole to jakie jest pytanie? n/t 06.05.06, 14:25
                  lisenne napisała:

                  > Po otwartej deklaracji, że rozwiedzie się dla niej z żoną, ona
                  > ucięła rozmowę. Nie bardzo wiem, czym to tłumaczyć?

                  Tak jest zazwyczaj. Chlopak sie nakrecil jej Jowiszem, i pomyslal ze Pana Boga
                  za nogi zlapal. Kochanka zas jest osoba bardziej doswiadczona (pewnie z racji
                  wieku, bo jej horoskopu nie mozna znanalizowac) i poszla po rozum do glowy. Nie
                  wiemy czy to jej pierwszy kochanek, i nie wiemy czy ostatni.

                  Jesli nie pierwszy, to moze liczyc ze bedzie miala kiedys lepszego... A tak to
                  wzielaby sobie na glowe zakompleksionego faceta.

                  Wiec jej niechec do rozwodu jest dla mnie jasna.

                  A z jego strony. Nakrecil sie Jowiszem. Ale jak dziala Mars w Wadze w kwadracie
                  do Neptuna? Nagada sie, nagada a potem podkuli ogon i wroci do zonki. Taki Mars
                  nie jest zbyt skory do dzialania. Predzej jego Wenus, wiec stawiam na to ze tym
                  razem sie nie rozwiedzie, ale nie bedzie omijal kobiet chetnych do
                  niezobowiazujacego seksu.

                  Smutne to, bo wezel pln na IC wskazuje mu droge.
    • am98 Re: nie do końca moralne pytanie... 05.05.06, 00:01
      lisenne napisała:

      Czekam na Wasze wnioski i wypowiedzi.
      Pozdrawiam wszystkich serdecznie.


      Ja proponuję trójkąt. Sądzę, że w takiej sytuacji to będzie najlepsze
      rozwiązanie.
      Bardzo proszę podczepić też dane innych znajomych - to może i ja kogoś sobie
      wybiorę.
      • mii.krogulska Re: nie do końca moralne pytanie... 05.05.06, 01:33
        Witam, nie patrzyłam w kółka, bo późna pora.
        Radziłabym nie tyle patrzeć w porównawcze nieszczęsnego małżonka, co na jego
        tranzyty i tranzyty małzonki. Smętna życiowa Saturnowa sytuacja...

        Pozdrawiam, Mii
        • lisenne Re: nie do końca moralne pytanie... 06.05.06, 04:54
          A wiesz co, Mii.krogulska, napisałaś: smętna, życiowa, Saturnowa sytuacja. I
          naprowadziłaś mnie na ciekawe skojarzenie - oni oboje (mąż+żona) mają z natury
          jakieś takie smętne miny. Człowiek się na nich patrzy i ma wrażenie, że coś ich
          gnębi (nawet, kiedyś, gdy jeszcze nie było trójkąta). Trochę to dziwne, jak na
          osoby, które w tak młodym wieku już tak wiele osiągnęły.
      • lisenne Re: nie do końca moralne pytanie... 06.05.06, 04:43
        Trójkąt się bohaterowi historii przez dłuższy czas podobał. Był etap, gdy
        mówił, że kocha je obie. Teraz jednak zdecydowanie opowiada się za kochanką.

        Am98, a nie myślałaś o pracy w Biurze Ewidencji Ludności? Dane urodzeniowe +
        foto? big_grin
    • dori7 Re: nie do końca moralne pytanie... 06.05.06, 09:59
      lisenne napisała:

      > Nasz znajomy hajtnął się we wrześniu 2003, po kilku latach znajomości na
      > odległość. Wydawałoby się happy end, jako że młodzi na dodatek zamieszkali we
      > własnej willi, mama pomogła obojgu znaleźć pracę...

      Dwoje nieznajacych sie niemal zupelnie (zwiazek na odleglosc!) mlodych ludzi,
      zamiast odkrywac zycie, swiat i siebie zaczelo sie realizowac w kupowaniu
      firan. Mamusia usunela przeszkody, wiec nawet nie mieli jak stworzyc wspolnego
      frontu przeciw zyciowym przeszkodom.

      > W dzieciństwie był typem odludka,
      > ponieważ otoczenie mu dokuczało (z powodu ówczesnej nadwagi).
      > Żona była pierwszą dziewczyną, która traktowała go jako normalnego kumpla.
      > Z czasem się zżyli i... pobrali się. Z tego, co mówił, to głównie ze strachu
      > przed samotnością

      I jak z taka motywacja mozna stworzyc normalny zwiazek sad((

      > oni oboje (mąż+żona) mają z natury
      > jakieś takie smętne miny. Człowiek się na nich patrzy i ma wrażenie, że coś
      > ich gnębi (nawet, kiedyś, gdy jeszcze nie było trójkąta). Trochę to dziwne,
      > jak na osoby, które w tak młodym wieku już tak wiele osiągnęły.

      Nic nie osiagnely i w tym wlasnie problem! Dobra materialne (dom) i prace
      dostali, mala w tym ich zasluga. W wieku, w ktorym ludzie zazwyczaj troche juz
      sie wyszaleli i ewentualnie dopiero zaczynaja myslec o stabilizacji, oni juz sa
      na krawedzi rozwodu. Nuda i rozczarowanie. Cos mi sie widzi, ze zonkos zamiast
      dostrzec problem w sobie, zwala wine na zone i szuka kogos na boku, zeby troche
      rozruszac to smetne zycie.

      Spojrzalam w horoskop zony i powiem tyle, ze jesli odkryje jego matactwa i
      zechce sie zrewanzowac, to zje malzonka z butami. Wyglada na osobe, ktora
      szybko pozbiera sie do kupy i rozwinie skrzydla. I nie da sie skrzywdzic na
      rozprawie rozwodowej.

      Nie chcialo mi sie zerkac w horoskopy meza i kochanki, zeby szukac odpowiedzi
      na pytanie, z ktora kobieta bedzie naszemu misiowi lepiej. Zmiana towarzyszki
      zycia niewiele nie pomoze, niech sie facet do licha zajmie soba, zrobi cos
      konstruktywnego ze swoim zyciem, bo zaraz sie okaze, ze nowy zwiazek tez go
      nudzi i meczy, ze to, co bylo na poczatku atrakcyjne, stalo sie powszednie i
      monotonne, i znow bedzie w punkcie wyjscia. Na Twoim miejscu Lisenne
      doradzilabym jakos delikatnie wizyte u dobrego psychologa.
      • dori7 Re: nie do końca moralne pytanie... 06.05.06, 10:07
        Troche za ostro chyba sie wyrazilam w niektorych miejscach, wiec zeby konkluzja
        nie utonela w odmetach mojego metnego wywodu, jeszcze raz powtorze: niech facet
        idzie do psychologa. Albo do dobrego astrologa ze swoim horoskopem. Potrzeba mu
        pomocy w poskladaniu sie do kupy, a nie rady, w czyim lozku i przy ktorym stole
        bedzie mu lepiej i wygodniej konsumowac zycie.
        • queenmaya Re: nie do końca moralne pytanie... 06.05.06, 12:09
          dori7 napisała:

          > Troche za ostro chyba sie wyrazilam w niektorych miejscach,

          Ależ przeciwnie, bardzo słusznie. Zgadzam się, że facetowi potrzebny jest
          potężny wstrząs, który wyrwie go z marazmu i samozadowolenia.
Pełna wersja