Dodaj do ulubionych

Etyka zawodowa

16.07.07, 22:48
Polecam ku rozwadze zwłaszcza młodym adeptom astrologii:
unicorn.blox.pl/2007/07/Horoskop-wedyjski-a-sprawa-polska-czyli-o.html

--
Moje zapiski alchemiczne
Obserwuj wątek
    • jerry.uk Re: Etyka zawodowa 17.07.07, 01:02
      jak rozumiem z tego zapisu, polski astrolog ma "uspokajać i pocieszać" polskie
      klientki. Ma być raczej "terapeutą" i najważniejsze "żeby nie dołował". Nie może
      widzieć zagrożeń, ale za to koniecznie "lać miód na serce".
      --
      Wojtek
      astromarket.blox.pl/html
      • mii.krogulska Re: Etyka zawodowa 17.07.07, 01:12
        Witam serdecznie,
        źle zrozumiałeś smile i szukasz zaczepki wink Nie jest celem astrologa (objętnie
        jakiej nacji) straszenie, dołowanie i zawiadamianie, że w życiu "zero miłości,
        seksu, kasy i rak wątroby za dziesięć lat" - to cytat z owego grasującego po
        Warszawie astrologa, po którym wątpliwy zaszczyt kilku reanimacji przypadł Izie.
        Życie jest bardziej skomplikowane, niż się wydaje po pierwszym rzucie oka na
        horoskop.
        Nie chodzi o to, żeby ukrywać trudności, jakie niosą planety, ale chodzi o formę
        przekazu. Sam chyba doskonale wiesz, ile znaczeń może mieć na przykład Saturn w
        VII domu. Jeśli komuś powiedz, że oznacza to tylko i wyłącznie samotność i zgon
        ukochanej osoby, z czym już nic się nie da zrobić, tylko czekać i kwiaty kolorem
        do trumny dobierać, to chyba będzie to spore nadużycie naszej dziedziny, prawda?

        Pozdrawiam serdecznie, Mii

        --
        Astroportal.pl
        SklepMagiczny.pl
        Czary.pl
        Albireo.pl
      • queenmaya Re: Etyka zawodowa 17.07.07, 14:44
        Jerry, ja rozumiem, że specjalizujesz się w wąskiej dziedzinie astrologii
        finansowej, ale nie rób z siebie ignoranta, który o pozostałych gałęziach tej
        rozległej wiedzy nie ma zielonego pojęcia i jest z tego dumny. To żaden powód do
        dumy, naprawdę. Dzięki czytaniu tego forum powinieneś już to wiedzieć.

        jerry.uk napisał:

        > jak rozumiem z tego zapisu, polski astrolog ma "uspokajać i pocieszać" polskie
        > klientki. Ma być raczej "terapeutą" i najważniejsze "żeby nie dołował". Nie moż
        > e
        > widzieć zagrożeń, ale za to koniecznie "lać miód na serce".

        Polski astrolog, szczególnie humanistyczny, a więc nadążający za przemianami
        społecznymi, które już się dokonały, musi uwzględnić fakt, że w Polsce kobiety
        są wyemancypowane i że nie tylko pracują zawodowo, ale prowadzą własne firmy i
        zajmują stanowiska w rządzie. Dlatego, jeśli jakiś astro-cymbał powie kobiecie,
        że Słońce w jej horoskopie jest męskie, a więc nie należy do niej, lecz opisuje
        jej męża, jako osobnika pracującego i na stanowisku, a jej Słońcem jest Księżyc,
        bo to dom, gary i dzieci lub że Merkury w jej horoskopie opisuje inteligencję
        jej męża, a nie jej ponieważ Merkury jest przy męskim Słońcu (a ona, jako
        kobieta, rzecz jasna inteligencji nie posiada w ogóle), to wybacz, ale każda
        kobieta roześmieje mu się w twarz. Coś takiego pewnie może być jeszcze wciąż
        uznawane za prawdę w Bangladeszu lub Afganistanie, ale nie w Europie. Kiedy
        jeden z moich wykładowców wygłosił podobne mądrości w sali, w której większość
        studentów stanowiły kobiety, został wyśmiany, wygwizdany i zatupany. Bo to są
        "prawdy" astrologii klasycznej, która zatrzymała się gdzieś w XVIII, a najdalej
        XIX wieku i zapomniała, że świat pędzi do przodu.

        Miszcz z dalekiego i wschodniego kraju może po prostu nie chcieć wiedzieć, że
        polskie kobiety nie padają przed nim na twarz tylko dlatego, że jest mężczyzną.

        A co powinien zrobić astrolog w cywilizowanym kraju napisałam w poprzedniej
        swojej wypowiedzi.
        --
        www.astro.eco.pl
        astromaria.blogspot.com/
        astromaria.blog.pl/
        • jerry.uk Re: Etyka zawodowa 17.07.07, 19:53
          W swojej wypowiedzi nie pisałem nic o astrologii finansowej. Przeczytałem po
          prostu uważnie zapis rozmowy ,jaką przeprowadziła Finna na GG i zadałem kilka
          pytań, aby się upewnić czy dobrze to rozumiem. Proszę zauważyć że zacytowałem
          dokładnie to, co pojawiło się w czasie rozmowy, nic nie dodałem, nawet swojego
          komentarza. Zagadnienie emancypacji kobiet również nie znajdowało się w polu
          moich zainteresowań.
          Wbrew pozorom to o co pytam jest ważne, bo dotyczy oczekiwań klienta od
          astrologa. Przecież nie zajmujemy się astrologią wyłącznie dla siebie, prawda?
          Załóżmy że astrolog dostrzegł w horoskopie niebezpieczeństwo i waha się czy
          powiedzieć o tym klientowi. Jeśli klient(-ka) oczekuje "miodu na serce" to
          zgadzam się, że astrolog powinien zachować dla siebie to, co widzi. Ale jeśli
          klient powie: "chcę poznać prawdę co Pan tam widzi!", to wypadałoby chyba tę
          prawdę powiedzieć.
          Ciekawe, że w czasach, w których astrologia cieszyła się powszechnym szacunkiem
          i zaufaniem, astrologowie nie mieli takich wątpliwości, o jakich dzisiaj
          rozmawiamy. Po prostu mówili to, co widzą.
          --
          Wojtek
          astromarket.blox.pl/html
          • queenmaya Re: Etyka zawodowa 17.07.07, 22:43
            jerry.uk napisał:

            > W swojej wypowiedzi nie pisałem nic o astrologii finansowej.

            Ale i tak wszyscy wiedzą, czym się zajmujesz.


            > Zagadnienie emancypacji kobiet również nie znajdowało się w polu
            > moich zainteresowań.

            Jeśli przeczytałeś rozmowę naprawdę uważnie nie mogłeś nie zauważyć, że było to
            bardzo ważnym motywem w tej pogawędce. Chodziło tam o różnice kulturowe między
            światem dalekiego wschodu a współczesną Europą, na co przykładem była zasada
            astrologii wedyjskiej mówiąca o tym, ze jeśli kobieta samodzielnie myśli i ma
            własne zdanie, to jest to tragedia.


            > Załóżmy że astrolog dostrzegł w horoskopie niebezpieczeństwo i waha się czy
            > powiedzieć o tym klientowi.

            Jeśli astrolog widzi w horoskopie niebezpieczeństwo, to jego zadaniem jest
            wyjaśnić klientowi, na czym to niebezpieczeństwo polega i dlaczego mu to grozi.
            Bo wbrew powszechnemu przekonaniu niebezpieczeństwa nie spadają na ludzi "przez
            przypadek", jak jastrząb na niewinnego kurczaka.

            Każda planeta, zwana w astrologii klasycznej "złoczynną" ma w rzeczywistości do
            powiedzenia coś niezwykle dobroczynnego.

            Na przykład Saturn jest nauczycielem mądrości, dojrzałości i odpowiedzialności.
            Jeśli klient jest mądry, odpowiedzialny i dojrzały Saturn niczym mu nie zagrozi.
            Dołoży mu więcej obowiązków, ale da również zaszczyty i wysokie stołki.

            Jeśli klient nie chce nauczyć się mądrości, dojrzałości i odpowiedzialności,
            wtedy Saturn zupełnie zasłużenie wykopie go z posady i odbierze mu źródło dochodów.

            Tak więc klient ma wybór: albo weźmie się do roboty i awansuje, albo dostanie
            kopa w zadek i wyleci z roboty. Prawo surowe, ale czy niesprawiedliwe? Oceń sam.

            Dokładnie takie same funkcje mają inne "złoczynne" planety.

            Uran zmusza do wyrzucania na śmietnik wszystkiego, co już nam nie służy. Dotyczy
            to również ludzi z naszego otoczenia. Jeśli kobieta nie chce się rozwieść z
            mężem, którego szczerze nienawidzi i odmawia zwrócenia mu wolności dlatego, że
            ślubował przed ołtarzem, wtedy Uran może zadziałać siłą i spowodować nawet jego
            śmierć. Ale i tym razem wybór był: rozstać się z mężem dobrowolnie lub pod
            presją nieubłaganego losu.

            Dokładnie takie same zasady rządzą tranzytami pozostałych planet. Albo
            zrozumiemy ich lekcje i odrobimy zadania, które przed nami stawiają, albo one to
            zrobią za nas, tyle tylko, że wtedy będziemy poszkodowani.

            I tak Neptun namawia nas do pożegnania się z twardym racjonalizmem i egoizmem.
            Powinniśmy więcej czasu poświęcić swojej duchowości, zacząć medytować, marzyć,
            tworzyć coś artystycznego lub zająć się bezinteresownym pomaganiem cierpiącym.

            Pluton wymaga, żebyśmy symbolicznie "umarli" i narodzili się na nowo. Należy
            wtedy porzucić swoja starą osobowość i popracować nad nową, bardziej przystającą
            do wymogów świata. Jeśli tego nie zrobimy dobrowolnie, wpadniemy w poważne tarapaty.

            Na tym właśnie polega pożyteczność astrologii: że rozumiemy, czego i w którym
            momencie oczekuje od nas nasze życie. Jeśli żyjemy świadomie i ze zrozumieniem,
            wtedy żaden tranzyt nas nie powali nagłym nieszczęściem.

            > Jeśli klient(-ka) oczekuje "miodu na serce" to
            > zgadzam się, że astrolog powinien zachować dla siebie to, co widzi.

            Ale wtedy będzie albo nieuczciwy, albo udowodni swoje niedouczenie. Bo nikt nie
            powiedział, że każdy astrolog rozumie swoją robotę. Niestety, jest wielu
            partaczy, którzy uważają, że to gwiazdy coś tam powodują, a my, biedne ofiary
            gwiezdnego determinizmu na nic nie mamy wpływu. I tacy ludzie, którzy nie
            powinni być astrologami, udzielają porad tonem wszechwiedzącego mędrca robiąc
            ludziom wodę z mózgu czyli wieszcząc nieubłagane fatum ze śmiercią mamusi w
            poniedziałek po południu włącznie. Taka porada może działać jak zabójstwo.


            > Ale jeśli
            > klient powie: "chcę poznać prawdę co Pan tam widzi!", to wypadałoby chyba tę
            > prawdę powiedzieć.

            Jak wyżej - powinien wyjaśnić, czego w danym momencie niebiosa oczekują i czego
            wymagają. To powinno wystarczyć, żeby skierować człowieka na właściwe życiowe tory.

            > Ciekawe, że w czasach, w których astrologia cieszyła się powszechnym szacunkiem
            > i zaufaniem, astrologowie nie mieli takich wątpliwości, o jakich dzisiaj
            > rozmawiamy. Po prostu mówili to, co widzą.

            I dlatego dziś astrologia jest bezlitośnie wyszydzana przez wszystkich myślących
            racjonalnie ludzi, którzy takie wyroki gdzieś przeczytali. Ja też kiedyś miałam
            wątpliwą przyjemność przeczytać znalezioną na strychu dziadka interpretację
            horoskopu jakiegoś ważniaka, sporządzoną przez międzywojennego "Miszcza" przez
            duże SZCZY (litościwie zapomniałam którego, ale był to jeden z tych
            najsławniejszych). Z tego powodu unikałam wszelkich kontaktów z astrologią przez
            co najmniej 10 lat, uważając ją za zabobon, ciemnotę i rzecz w najwyższym
            stopniu szkodliwą. Zmieniłam swoje zapatrywania dopiero po zapoznaniu się z
            książkami Leszka Weresa.
            --
            www.astro.eco.pl
            astromaria.blogspot.com/
            astromaria.blog.pl/
          • mii.krogulska Re: Etyka zawodowa 18.07.07, 00:14
            Witam serdecznie,
            jerry.uk napisał:
            > Załóżmy że astrolog dostrzegł w horoskopie niebezpieczeństwo i waha się czy
            > powiedzieć o tym klientowi.

            Astrolog nie może się wahać, czy uprzedzić o dostrzeżonym niebezpieczeństwie, bo
            interpretacja horoskopu to nie laurka.

            > Ciekawe, że w czasach, w których astrologia cieszyła się powszechnym szacunkiem
            > i zaufaniem, astrologowie nie mieli takich wątpliwości, o jakich dzisiaj
            > rozmawiamy. Po prostu mówili to, co widzą.

            Problem moim zdaniem polega na tym, co konkretnie dzisiaj astrologowie widzą.
            Nie do końca wiemy dokładnie, co na prawdę widzieli dawniej. Dokonywanie
            interpretacji oparte jest na założeniu, że zastosowana technika interpretacyjna
            działa. Większość znanych nam dzisiaj technik służących prognozowaniu długości
            życia czy chorób nie działa. Nawet większość technik związanych z ilością dzieci
            nie działa. Nie działają dlatego, że świat się nieco zmienił lub też nie
            działają, ponieważ dzisiaj nie potrafimy ich poprawnie zastosować. Nie
            potrafimy, ponieważ klucze do ich zastosowania nie zachowały się do naszych
            czasów. Więc jeśli ktoś stosuje niestabilne metody aby z całkowitą pewnością
            prognozować krańcowe wydarzenia, to zapewne się myli. Dowodzą tego liczne
            przykłady.
            Astrologia jest dziedziną żywą i jako taka potrafi "przystosować" się do realiów
            aktualnego świata. Dzisiaj sądzimy, że pracą nad sobą możemy zmienić los i wielu
            osobom się to udaje. Aby można było tą pracę zacząć, trzeba najpierw uznać, że
            jest to możliwe, a nie zawsze ludzkość podzielała ten pogląd.
            Z punktu widzenia klienta każda informacja na temat przyszłości ma wpływ na
            bieżące decyzje, a więc przyszłość ulega zmianie. Ja nie protestuję przeciwko
            mówieniu trudnych rzeczy, ale kwestionuję to, czy rzeczywiście wydarzenia takie
            jak rak wątroby u Pani X. w lutym 2010 i jej śmierć w kwietniu 2008 są możliwe w
            100% do przewidzenia w dzisiejszym powszechnie stosowanym warsztacie
            astrologicznym. Ale jeśli Pani X. uwierzy w tą przepowiednię, zamiast
            zainwestować w podróże czy miłość, wyda wszystko na polisę ubezpieczalnianą.
            Może coś wtedy przegapić, prawda?
            Nie wierzę astrologom, którzy uważają, że potrafią przewidywać takie rzeczy,
            ponieważ zbyt wielu "cudownie ocalałych" trafia do innych astrologów, aby im
            wyjaśnili dlaczego nie umarli.
            Widzimy w horoskopie to, co aktualnie potrafimy zobaczyć. To suma posiadanej
            astrologicznej wiedzy technicznej, doświadczenia i, niestety, intuicji. Etyka
            zaś jest od tego, abyśmy nie zrobili nikomu krzywdy. Astrolog, który krzywdzi
            innych, w istocie krzywdzi także siebie samego. Kto zajmuje się astrologią i
            tego nie widzi, temu Geniusz naszej dziedziny nie wynagrodzi, że się tak
            górnolotnie wyrażę smile

            Pozdrawiam, Mii

            --
            Astroportal.pl - serwis dla
            astrologów
            SklepMagiczny.pl
            Czary.pl
            • queenmaya Re: Etyka zawodowa 18.07.07, 15:26
              mii.krogulska napisała:

              > Problem moim zdaniem polega na tym, co konkretnie dzisiaj astrologowie widzą.
              > Nie do końca wiemy dokładnie, co na prawdę widzieli dawniej. Dokonywanie
              > interpretacji oparte jest na założeniu, że zastosowana technika interpretacyjna
              > działa. Większość znanych nam dzisiaj technik służących prognozowaniu długości
              > życia czy chorób nie działa. Nawet większość technik związanych z ilością dzieci
              > nie działa.

              Ja mam takie podejrzenie, że to raczej nie działało również w dawnych czasach,
              ale kiedyś ludzkość bardzo szanowała i poważała autorytety. Dlatego naginano
              dowody do teorii, a nie teorię do dowodów.
              Tak było w astrologii, w medycynie i w innych dziedzinach. Astrolog czy lekarz
              byli uznawani za guru, więc nie negowano ich orzeczeń. Lekarz był szanowany i
              poważany nawet wtedy, gdy masowo mordował pacjentów. Kto nie wierzy, niech
              poczyta literaturę piękną z XVII i XIX wieku lub fachową literaturę na temat
              historii medycyny. Mam książkę pt. „Błędy medycyny” i zapewniam was, że jej
              przeczytanie może zakończyć się rozstrojem nerwowym nawet u silnego Skorpiona.
              To, co lekarze dawniej wyprawiali z pacjentami przechodzi wszelkie wyobrażenie,
              to byli po prostu rzeźnicy, ale byli naprawdę bardzo, bardzo poważani i nikomu
              nawet do głowy by nie przyszło, że można ich pozwać za błędy w sztuce. Dawniej
              fachowców się nie krytykowało, lecz padało się przed ich autorytetem na buzię.
              Sądzę, że astrolog mógł wieszczyć duby smalone, ale jeśli robił to z wielką
              pewnością siebie, to ludzie to przyjmowali za prawdę. A może nawet grzecznie
              umierali lub chorowali w przepowiedzianym terminie?
              Czasy się zmieniają, ludzkość się zmienia i to, co dziś jest zupełnie nie do
              przyjęcia kiedyś nikogo nie bulwersowało.


              > Dzisiaj sądzimy, że pracą nad sobą możemy zmienić los i wielu
              > osobom się to udaje. Aby można było tą pracę zacząć, trzeba najpierw uznać, że
              > jest to możliwe, a nie zawsze ludzkość podzielała ten pogląd.

              No właśnie! Przecież astrologia klasyczna zakładała istnienie determinizmu. To
              właśnie dlatego astrolog wieszczył nieuchronne zdarzenia. Uważano, że człowiek
              nie ma żadnego wpływu na swoje życie, bo gwiazdy tak go trzymają w żelaznym
              uścisku, że jak przyjdzie czas, to zachoruje, umrze, straci wszystkie zęby itp.
              i że to wszystko jest zapisane w niebie.
              Astrologia humanistyczna temu zaprzecza i naucza, że praca nad sobą może zmienić
              wszystko. Podobne poglądy głosi dziś psychologia, która jest młodszą siostrą
              astrologii. Pisał o tym Jung, a po nim całe pokolenia następców.


              > Z punktu widzenia klienta każda informacja na temat przyszłości ma wpływ na
              > bieżące decyzje, a więc przyszłość ulega zmianie.

              To potwierdza dzisiejsza nauka, na przykład fizyka kwantowa. Kto nie wierzy,
              niech obejrzy film „What the *** Do We Know”, mówiący właśnie o tym, że nasza
              rzeczywistość zależy od tego, w co wierzymy. Każdy z nas tworzy swój własny
              świat, czyli Matrix, w którym żyje i który postrzega jako jedyny realny.
              Działania magiczne są więc możliwe. Każdy może być magiem, zmieniającym swój
              własny świat. Jeśli ktoś wierzy w moc sprawczą gwiazd, to one rzeczywiście mają
              nad nim władzę. Taka osoba na własne życzenie pozbywa się własnej mocy
              sprawczej. Jeśli ktoś wierzy w pecha, to go przyciąga. O tym mówi zresztą
              akademicka psychologia, która zauważyła, że jeśli ktoś ma na twarzy napisane
              „kopnij mnie”, to jest kopany przez wszystkich. Tak to działa.


              romy_sznajder napisała:

              > Kiedys bardzo zachorowalam, bardzo. Na tranzytach Sat-Plu-Nept. Bylam mloda i
              > nawet 'niewyrywna' specjalnie, nie chcialam swiata zdobywac, nie bylam zlym
              > czlowiekiem itd.. Ani te tranzyty niczego nie mogly na mnie wymusic - bo co
              > mozna wymusic na dwudziestoletniej dziewczynie, ani mnie niczego nie nauczyly,
              > bo to, czego mogly nauczyc wiedzialam juz wczesniej. Jedyne co mi zrobila ta
              > choroba to mnie zlamala. Na lata. I zostawila jakies durne irracjonalne
              > wrazenie, ze skoro ja zachorowalam, a inni nie, to byla moja wina (nie, nie
              > byla). Po latach zaczelam sie uczyc astrologii, zlokalizowalam tamte tranzyty i
              > .... nic. Zadnych wnioskow w stylu: "gdybym to... to moze bym uniknela". Nie,
              > nic. Kiedy sie choruje lepiej wiedziec, ze choroby po prostu sie trafiaja, a
              > tranzyt wskazuje kiedy. I to mi wystarczy, wiem, ze wtedy mialo mi sie COS
              > przytrafic.
              > To jest dobre, uswiadomienie sobie innego planu. W wydarzeniach przeszlych, badz
              > dziejacych sie teraz.

              Nie do końca jestem pewna, czy choroby się trafiają tak po prostu lub z
              przypadku. Jakby cię dobrze przepytać, mogłoby się okazać, że była konkretna
              przyczyna tej choroby. Byłaś za młoda i nie miałaś dostępu do wiedzy
              ezoterycznej, więc nie miałaś szans, żeby zrozumieć tę lekcję, ale ktoś, kto zna
              się na tym mógłby ci pewne sprawy uświadomić, a to mogłoby wpłynąć na twoją
              życiową mądrość w przyszłości. Ja w tym samym wieku zachorowałam na bezobjawowe
              zapalenie płuc i mało się nie przeniosłam na tamten świat. Wtedy też uważałam,
              że to przypadek, potem pomyślałam, że to tranzyty (też Neptun z Plutonem), a
              teraz patrzę na to zupełnie inaczej. Przyczyną tego była moja zagmatwana
              sytuacja rodzinna, konflikt z matką i ogólne poczucie beznadziei i bezsensu
              życia. Jak można żyć, kiedy nie widzi się celu ani sensu w życiu? To taka forma
              samobójstwa. Bezobjawowość miała mi w tym pomóc. Czułam się strasznie słaba, po
              prostu padałam na twarz, ale nie miałam gorączki, kaszlu, anemii ani innych
              objawów, więc lekarz zwykłym badaniem nic nie mógł stwierdzić. Jednak „przez
              przypadek” moja choroba została ujawniona. Uratowały mnie okresowe
              prześwietlenia, które kiedyś robiono. I wtedy się wydało, że coś jest nie tak z
              moimi płucami. Choroby płuc biorą się z żalu. I tak właśnie było w moim przypadku.
              --
              www.astro.eco.pl
              astromaria.blogspot.com/
              astromaria.blog.pl/
              • romy_sznajder Re: Etyka zawodowa 19.07.07, 14:54
                queenmaya napisała:

                > Nie do końca jestem pewna, czy choroby się trafiają tak po prostu lub z
                > przypadku. Jakby cię dobrze przepytać, mogłoby się okazać, że była konkretna
                > przyczyna tej choroby. Byłaś za młoda i nie miałaś dostępu do wiedzy
                > ezoterycznej, więc nie miałaś szans, żeby zrozumieć tę lekcję, ale ktoś, kto zn
                > a
                > się na tym mógłby ci pewne sprawy uświadomić, a to mogłoby wpłynąć na twoją
                > życiową mądrość w przyszłości.

                Dajcie czlowieka, znajdziemy pragrafwink
                No nie, zartowalam.
                Nie dosc jasno sie wyrazilam, bo to mial przyklad na sens znajomosci jakosci
                czasu, a nie moje case study.
                Wiele lat interesowalam sie tzw. psychicznymi przyczynami chorob. W czasach
                kiedy to jeszcze nie bylo tak modne, jak dzis. Mialam na temat tej choroby kilka
                mocnych hipotez - bo nigdy nie ma stuprocentowej pewnosci - i stad pewne takie
                lekkie poczucie winy: "sama jestem winna, bo sami tworzymy wiekszosc chorob".
                I wlasnie rzut oka w tranzyt nie potwierdzil zadnej. Wyzwolil mniewink
                Patrze i nic, zadnej oczywistosci, zadnego skojarzenia. To byl po prostu
                straszny czas. To mnie wyleczylo z doszukiwania sie w sobie przyczyn chorowania,
                bo choroby, bywa, po prostu sie trafiaja.
                Choroba - zwlaszcza trudna i o niezbadanej etiologii - jest sama w sobie zbyt
                przykra, zeby jeszcze dorzucac poczucie winy, ze sie jest jej sprawca.

                Z chorobami jest w ogole dwojako, bo nie ulega watpliwosci, wiele jest sposobem
                na zycie, ucieczka, forma szantazu, raeakcja psychologiczną, itd. Wiele. Ale nie
                ma stuprocentowej pewnosci, KTÓRE to sa. Niektore mamy w oczywisty sposob w
                swoich genach, jakby w kazdym od urodzenia tkwil klucz do tego, na co umrze.
                Jesli zyję harmonijnie, umre na to co mi "pisane", jesli sobie komplikuje - na
                inne, dodatkowe chorobska. Ale na cos mam urzec i trudno to zmienic (choc sie
                da, wierze ze np. praktyka jogi) , tak jak nie zmieni sie koloru oczu czy
                wzrostu (trudniej zmienic czymkolwiek) . Cialo ma okres przydatnosci, a potem
                sie sypie, proste i oczywistewink)
                Nie znam astrologa (ale wierze ze umie to dobry chirolog, czy w ogole ktos
                stosujacy kilka metod w diagnostyce, tu musze napisac, ze nabieram ogromnego
                szacunku dla Iokepine), ktory umie odroznic, ktore choroby sa ktorego rodzaju.
                To jest po prostu wielki kawal trudnej, szczegolowej wiedzy, ktorej nie
                posiadlam i nie wiem, czy kiedykolwiek posiade, wiec byloby to zgadywanie.

                Czasem choruje sie, bo "cos", a czasem choruje sie bo czlowiek jest z natury
                podatny na choroby. Wole nie szukac "winnego", ani w sobie, ani w swiecie. Na
                teraz stracza mi wyjasnienie, ze taki byl tranzyt. To bylo spojrzenie z innej
                strony, pomocne i oczyszczajace.
          • iokepine Re: Etyka zawodowa 18.07.07, 13:32
            jerry.uk napisał:

            > W swojej wypowiedzi nie pisałem nic o astrologii finansowej. Przeczytałem po
            > prostu uważnie zapis rozmowy ,jaką przeprowadziła Finna na GG i zadałem kilka
            > pytań, aby się upewnić czy dobrze to rozumiem. Proszę zauważyć że zacytowałem
            > dokładnie to, co pojawiło się w czasie rozmowy, nic nie dodałem, nawet swojego
            > komentarza.

            Dobór cytatów świadczy o tendencyjnym czytaniu lub o niezrozumieniu tekstu.

            Pozwolę sobei zacytować jako odpowiedż dwa zdania, jakie sie pojawiają w tej
            rozmowie:

            "Skoro jakikolwiek terapeuta Cię dołuje, to nie jest profesjonalny. Nawet jeśli
            ma się do przekazania trudne treści, to niedopuszczalne, żeby klient wychodził
            przestraszony!"

            i

            "Nie ufaj nikomu, kto Cię próbuje zdominowac i zastraszyć."



            --
            Me ke ALOHA, Józefina Jagodzińska
      • aarvedui Re: Etyka zawodowa 17.07.07, 15:01
        jerry.uk napisał:

        > jak rozumiem z tego zapisu, polski astrolog ma "uspokajać i pocieszać" polskie
        > klientki. Ma być raczej "terapeutą" i najważniejsze "żeby nie dołował". Nie moż
        > e
        > widzieć zagrożeń, ale za to koniecznie "lać miód na serce".

        no właśnie ja też mam nadzieję,że to tylko figura retoryczna z tym miodem a nie
        generalna zasada.

        ludzie są różni. jednym trzeba powiedzieć "będzie dobrze" a innym "rusz Pan
        d.pe,bo będzie tragedia!"

        nie tak dawno czytałem o terapeutach,ktorzy osiagneli duze sukcesy w leczeniu
        autyzmu i depresji,stosujac odpowiednio dawkowane zachowania agresywne(aktywacja
        marsa?). w koncu uzyskiwali reakcje klientow,ktorzy mobilizowali sie i zaczynali
        zyc.
        wiec z tym zagłaskiwaniem - tez nie nalezy przesadzac,zwlaszcza kiedy widac ze
        trzeba saturna/marsa w czyims zyciu a nie jeszcze wiecej wenus/jowisza ;p
        --
        -------------------------------------------------------
    • bogdanka12 Re: Etyka zawodowa 17.07.07, 13:24
      Mnie od dawna nurtuje inne pytanie : jaki determinizm sprawia, że są ludiz e,
      ktorzy do astrologa i to właśnie konkretnego, który porani, przestraszy a inni
      NIGDY nie szukają porad .Dlaczego właśnie te oosby i właśnie coś złego o
      sobie muszą usłyczeć? Moze paradoksalnei przyczynai się to jednak do ich
      rozwoju? Na zlośc astrologowi będę zyc inaczej? Klasyczna astrologai nie ma
      tego typu dylematów: po prostu odczytuje zapisany los ))) i tyle.Ma Pan raka i
      4 miesiące życia czy może tak "rozwojowo" : to tylko urojone bóle, po 4
      miesiącahc się poprawi ))Ludzie !!nie upraszczajmy, trochę pokory, każdy
      kontakt z drugim człowiekeim na jakimkolwiek poziomie POwinien byc
      odpowiedzialny lecz FPRMa kontkatu to już odrębna sprawa.Ja bym "miszczów" nie
      wyśmiewała....
      • romy_sznajder jakość czasu 17.07.07, 14:11

        > Mnie od dawna nurtuje inne pytanie : jaki determinizm sprawia, że są ludiz e,
        ktorzy do astrologa i to właśnie konkretnego, który porani, przestraszy a inni
        NIGDY nie szukają porad


        Mnie sie tez dosc dlugo wydawalo, ze takie historie to bzdury wyssane z brudnego
        palca. Jednak trafilam ostatnio na rozmowy o wizytach u wrozek zupelnie
        nieobytych w tematyce osob, ale swiatlych poza tym, przytomnych... i lekko mna
        wstrzasnelo.
        Raz - oczekiwaniami:
        -Bylam u wrozki, ale byla niedobra, bo nie powiedziala mi o tym i o tym...
        A dwa tym, jak sie mozna zasugerowac (bo jesli ktos jest silny psychicznie, to
        odwroci sie od calej dziedziny, calego nurtu, w imie dobrze pojetej obrony
        psychicznej).
        Na pyt., czemu tacy zlowieszczy wrozbici maja klientow odpowiedz jest chyba
        jedna: do "wrozek" chodzi sie m.in. kiedy ma sie doly, klopoty, pustke w zyciu
        czyli czas saturniczny czy neptunowy... A wtedy sie przyciaga do siebie
        wszystko, co doluje, a wymiarow pozytywnych i rozwiazan konstuktywnych nie chce
        sie widzec, bo ma miejsce typowe dla stanow subdepresyjnych "widzenie
        tunelowe", czyli selektywne. Widzi sie i przyciaga zle, dolujace, czarne,
        pesymistyczne, bo tylko to jest wtedy wiarygodne.

        Z astrologii mozna wyciagnac wniosek, ze to ludzie przytrafiaja sie zdarzeniom
        [podczas tranzytow], czemu by wiec nie mieli przytrafic sie pseudomagom? To tez
        zjawisko.
        Tu nie chodzi o jakis niedorozwoj psychiczny, czy umyslowy, tylko brak
        swiadomosci, i zwracanie sie po pomoc desperacko wszedzie, nawet w dziedziny
        poza dotychczasowym zainteresowaniem. Cos jak z modlitwa: jak trwoga, to do
        boga" i choc ma sie nadzieje, ze bog okaze sie laskawy, to w glebi duszy
        postrzega sie go jako groznego i saturnicznego. A wiadomo, jak jest: mowisz-->
        masz.
        Cos mi sie zdaje, ze jesli tylko tak mozna skanalizowac trudny tranzyt, wizyta u
        demonizujacego mistrza, a potem jest szansa na wyplatanie sie w wkreconych
        dolow, to i tak nie jest tak zle. Taka saturniczna rola pseudomagowwink

        Wiec ja bym poszukala (to niesprawdzona hipoteza) w tranzytach. Szuka sie
        pesymistycznych mistrzow na trudnych dolujacych tranzytach. Mam podejrzenia
        graniczace z pewnoscia, ze jesli ktos wybierze sie do wrozki na tranzycie
        jowiszowym, wenusowym, to trafi na rady kostruktywne, albo wykaze sie taka
        asertywnoscia, ze zmusi "mistrza" do gadania po ludzku.

        Tak mi przyszlo do glowy, po prostu musi byc jakies sensowne wyjasnienie, no niewink?
        • anahella Re: jakość czasu 17.07.07, 23:59
          romy_sznajder napisała:

          > Wiec ja bym poszukala (to niesprawdzona hipoteza) w tranzytach. Szuka sie
          > pesymistycznych mistrzow na trudnych dolujacych tranzytach. Mam podejrzenia
          > graniczace z pewnoscia, ze jesli ktos wybierze sie do wrozki na tranzycie
          > jowiszowym, wenusowym, to trafi na rady kostruktywne, albo wykaze sie taka
          > asertywnoscia, ze zmusi "mistrza" do gadania po ludzku.

          Niekoniecznie. Zgadzam sie co prawda z tym ze to zalezy od tranzytow, ale patrze
          na to inaczej.

          Do astrologow i wrozek nie chodzi sie gdy jest sie szczesliwym i ma sie poczucie
          lekkosci zyciowej. Do naszych gabinetow trafiaja najczesciej ludzie na tranzycie
          Saturna i/lub dalszych planet, bo Saturn to pierwsza naprawde trudna planeta.
          Mars jest szybki, narozrabia i pojdzie dalej. Od Saturna zas zaczynaja sie
          sprawy powazne.

          Na tranzytach Jowisza mam malo horoskopow, a jesli juz, to sa to ludzie z
          nieograniczonym apetytem na zycie, umiejacy wyciagac saturnowe wnioski. To sa
          postawy typu "mam wielki potencjal, boje sie ze mi sie rozlezie na boki, bo
          widze ze cos trace, a szkoda".
          Czasem pojawiaja sie ludzie gdy Jowisz tranzytuje znak poprzedni do ich Slonca
          lub wladcy osi. Ale to dziala moj horoskop - sciagam takich, bo mam Jowisza w
          kwadraturze do wladcy Slonca i MC.

          Wiekszosc jednak to ludzie po, lub w trakcie ciezkich sytuacji zyciowych, a te
          daje glownie Saturn i nastepne planety. Nie znamy tranzytow klientow na moment
          wizyty u czarnowidzow.

          A skad popularnosc czarnowidzow? To wynika z psychiki ludzkiej. Nie znam Cie
          osobiscie, nie wiem jakie masz poczucie estetyki, ale zalozmy ze masz je
          wysokie. Normalnie jednak nie powiesz kolezance z pracy: "wez ty sie odchudz,
          idz do fryzjera i kosmetyczki, kup nowy ciuch i umaluj sie, bo wygladasz
          okropnie". Ale wyobraz sobie, ze tej samej - zle wygladajacej kolezance - ktos
          powie to w bardziej chamski sposob i jeszcze wezmie wielka kase.
          Gdybys powiedziala to jej za darmo - skomentowalaby "ale ta Romy jest wredna i
          zle wychowana". Osoba, ktora zrobi to za wielka kase dostanie komentarz: "no
          tak, on z tego zyje, wie co mowi, widac tak jest, bo lepsza gorzka prawda niz
          slodkie klamstwo". Na tej samej zasadzie dziala fenomen pani Hani z ul.
          Grochowskiej. Kobieta dobiera biusciastym klientkom staniki, jest przy tym
          niegrzeczna, wali chamskie uwagi, a dziki tlum warszawianek (i nie tylko
          warszawianek) klebi sie w jej poczekalni. Bo ona obrosla legenda i jej przykre
          obejscie wkalkulowane jest w cene. Po prostu posluchasz ze jestes glupia, nie
          dbasz o cycki, ale przynajmniej wyjdziesz z dobrym stanikiem. Ok - jakosc
          stanika jest sprawdzalna, to wiesz od pierwszego dnia, i jak jest roznica z tym,
          kupionym na bazarze za 25 zlotych. Ale u astrologa bywa sie znacznie rzadziej
          niz w sklepie z bielizna i wiarygodnosc ocenia sie pozniej niz jakosc
          biustonosza. Dlatego klientki polecaja sobie czarnowidzow, bo skoro osmiela sie
          pakowac w ich zycie w metalowych butach i karabinem rozwiewac zludzenia, to
          znaczy ze ma do tego jakies prawo.

          --
          Forum dla astrologow
          * KOLCZYKI * BRANSOLETKI *NASZYJNIKI * zobacz na moim blogu
          • romy_sznajder Re: jakość czasu 18.07.07, 01:18
            > Dlatego klientki polecaja sobie czarnowidzow, bo skoro osmiela sie
            > pakowac w ich zycie w metalowych butach i karabinem rozwiewac zludzenia, to
            > znaczy ze ma do tego jakies prawo.

            Wciaz podtrzymuje teze, ze tylko ci, ktorzy trafili w najbardziej
            pesymistycznych momentach sa w stanie wylaczyc swoj instynkt samozachowawczy i
            polecic takiego guru dalej. A i to do czasu. Czlowiek w normalnym stanie umyslu
            zareaguje jak Queenmaya, przestanie sobie zawracac glowe na dziesiec lat, az
            trafi na cos przyzwoitego. A jesli mu złe zakielkuje, to pojdzie "zdementowac",
            jak klienta Iokepine. Czemu poszla do wedyjskiego astrologa, skoro Iokepine
            zrobila jej wczesniej horoskop? Albo z ciekawosci... albo chaciala sie
            podołowac.... albo z nudow... Nie wiem, wnioskuje jednak, ze prognoza Iokepine
            zabrzmiala jej zbyt optymistycznie, ale i miala na tyle sil psychicznych zeby to
            sprawdzic.

            > Do astrologow i wrozek nie chodzi sie gdy jest sie szczesliwym i ma sie poczucie
            > lekkosci zyciowej.


            Masa ludzi idzie z ciekawosci. Bo idzie kolezanka. Albo ktos chce sie upewnic,
            czy ma dobry horoskop partnerski. Jest super, wiec trzeba to przypieczetowac.
            Wazne decyzje zyciowe to przeciez duza grupa problemow, podobnie jak czysta
            rozrywka (bo ludzie lubia sluchac o sobie).

            Nie wiem, co bym powiedziala komus, kto pyta [bo nie pytawink], co ma robic, bo
            mu wszyscy w rodzinie umieraja jak po sznurku, bo i astrolog nie jest od
            zbawiania swiata, i zauwazylam, ze gdy sie w ogole sypie, ludziom pomaga jedno:
            pokazanie, ze jest tranzyt. Po prostu, cos WIDAC W INNYM PLANIE, to pomaga. I
            ze ktos inny, z zewnatrz to widzi, obiektywizuje problem, nazywa go, rozumie,
            nawet na poziomie pozornie banalnym: -Masz czas saturnowy, swiat cie doluje, tak
            juz jest. Zaczelo sie w maju, tak? No to minie najdalej w sierpniu.

            To pomaga, sama swiadomosc, ze nie ma w gorszych czasach jakiejs wielkiej
            wlasnej winy. Pomaga jak diabli, mnie tez pomaga.
            Kiedys bardzo zachorowalam, bardzo. Na tranzytach Sat-Plu-Nept. Bylam mloda i
            nawet 'niewyrywna' specjalnie, nie chcialam swiata zdobywac, nie bylam zlym
            czlowiekiem itd.. Ani te tranzyty niczego nie mogly na mnie wymusic - bo co
            mozna wymusic na dwudziestoletniej dziewczynie, ani mnie niczego nie nauczyly,
            bo to, czego mogly nauczyc wiedzialam juz wczesniej. Jedyne co mi zrobila ta
            choroba to mnie zlamala. Na lata. I zostawila jakies durne irracjonalne
            wrazenie, ze skoro ja zachorowalam, a inni nie, to byla moja wina (nie, nie
            byla). Po latach zaczelam sie uczyc astrologii, zlokalizowalam tamte tranzyty i
            .... nic. Zadnych wnioskow w stylu: "gdybym to... to moze bym uniknela". Nie,
            nic. Kiedy sie choruje lepiej wiedziec, ze choroby po prostu sie trafiaja, a
            tranzyt wskazuje kiedy. I to mi wystarczy, wiem, ze wtedy mialo mi sie COS
            przytrafic.
            To jest dobre, uswiadomienie sobie innego planu. W wydarzeniach przeszlych, badz
            dziejacych sie teraz.
            Prognozowac zlych rzeczy nie chce i nie pozwalam, zeby ktos mi cokolwiek
            sugerowal. Astrolog nie jest od tego, zeby mowic "za dwa lata stracisz prace",
            tylko od tego, zeby komus kto chce prace zmienic wskazac czas, kiedy to ma
            szanse realizacji, a kiedy nie. Jest zbyt wiele czynnikow pozastrologicznych w
            naszym zyciu, zeby sie zabawiac w nieomylnosc.
            I kazdy o tym wie. A jesli " łyka", kupuje te glany i karabin, to jest to, o
            czym pisalam, tunelowe myslenie.


            > Kobieta dobiera biusciastym klientkom staniki, jest przy tym
            > niegrzeczna, wali chamskie uwagi, a dziki tlum warszawianek (i nie tylko
            > warszawianek) klebi sie w jej poczekalni. Bo ona obrosla legenda i jej przykre
            > obejscie wkalkulowane jest w cene.

            Ale teraz sie klebi? Byla legenda, ale w pewnym momencie powstal nie mniej
            legendarny artykul w WO i wtedy przekroczona zostala jakas masa krytyczna. Nagle
            sie okazalo, ze krol jest nagi, ze mentalnosc tej pani jest z minionej epoki, a
            oferta wcale nie najlepsza; legenda nie ma juz tej mocy i sily sprawczej.
            Odezwaly sie nawet - o zgrozo - klientki ze zdefasonowanym biustem.

            Kiedys wiesci rozchodzily sie w salonach i w tonie wtajemniczonym-snobistycznym,
            a dzis to wybor. Wciaz jest jakies male grono pan, ktore wola byc sponiewierane
            i zle potraktowane, ale to juz bardzo na wlasne zyczenie. Jest ich garstka.
            Tak samo z kiepskimi doradcami, jest net, mozna spytac o wszystko i wszystko
            zweryfikowac. Nie ma tajemnicy, waskich hermetycznych grup, do ktorych trafic
            jest sztuka. A jednak nawet na Wrozbiarstwie masz panny, ktore pytaja o Marie
            Duval i sie obrazaja, ze ktos ja osmieli obnazycwink Bo one chca do Marii Duval.
            Jasne, ale to jest juz inny wymiar, inna mala skala, no i najwyrazniej
            miszczowie tez na mala skalewink
            • iokepine Re: jakość czasu 18.07.07, 21:31
              romy_sznajder napisała:

              > Czemu poszla do wedyjskiego astrologa, skoro Iokepine
              > zrobila jej wczesniej horoskop? Albo z ciekawosci... albo chaciala sie
              > podołowac.... albo z nudow...

              Ta osoba ćwiczy od kilkunastu lat jogę i chciała mieć tAkże horoskop wedyjski,
              ponieważ Dżjotisza jest z Indii. Jeśli ktoś kupuje indyjskie kosmetyki, gotuje
              indyjskie żarcie, ćwiczy od wielu lat jogę i jeździ co jakiś czas do Indii, to
              może chcieć także horoskopu Z Indii smile

              Niestety trafiła na partacza. Nie wątpię, ze istnieją specjaliści godni nazwy
              astrologów wedyjskich.

              Poza tym u mnie była rok wcześniej, ze szczególnym uwzględnieniem solariusza.
              Myślę, że chciała dostać solariusz na następny rok, tyle ze tym razem wykonany
              indyjskimi metodami. Nie widzę w tym nic nagannego, wręcz przeciwnie. W sumie
              efekt jest taki, że po dementacji i tak przyszła na solariusz do mnie, ponieważ
              poprzednie sprawy jej się posprawdzały. No i ja nie straszę, tylko rozmawiam
              normalnie o trudnych sprawach.







              --
              Moje zapiski alchemiczne
      • queenmaya Re: Etyka zawodowa 17.07.07, 14:28
        bogdanka12 napisała:

        > Mnie od dawna nurtuje inne pytanie : jaki determinizm sprawia, że są ludiz e,
        > ktorzy do astrologa i to właśnie konkretnego, który porani, przestraszy a inni
        > NIGDY nie szukają porad .Dlaczego właśnie te oosby i właśnie coś złego o
        > sobie muszą usłyczeć? Moze paradoksalnei przyczynai się to jednak do ich
        > rozwoju? Na zlośc astrologowi będę zyc inaczej?

        Każdy człowiek trafia tam, gdzie prowadzą go jego własne duchowe "wibracje".
        Jeśli ktoś jest strachliwy i spodziewa się wszystkiego najgorszego, trafi do
        astrologa deterministy i dowie się, że rzeczywiście, wszystko jest źle i będzie
        jeszcze gorzej. Może rzeczywiście jest to rozwojowe, bo po takim wstrząsie ten
        człowiek zacznie szukać innego specjalisty i w końcu trafi do takiego, który mu
        wytłumaczy co, jak i dlaczego.


        > Klasyczna astrologai nie ma
        > tego typu dylematów: po prostu odczytuje zapisany los ))) i tyle.Ma Pan raka i
        > 4 miesiące życia czy może tak "rozwojowo" : to tylko urojone bóle, po 4
        > miesiącahc się poprawi ))


        Można odczytać coś, co jest gdzieś zapisane i odgórnie ustalone, ale tak się
        składa, że los nigdzie zapisany nie jest. Dlatego astrologia klasyczna, ani
        żadna inna, nie odczytuje losu. W horoskopie są zapisane tylko pewne potencjały.
        Pesymista zrealizuje wszystkie najgorsze, a optymista najlepsze. I dlatego można
        to zmienić, na przykład jeśli optymistę przerobimy na pesymistę (może tego
        dokonać wieszczący grobowe wyroki miszcz) lub odwrotnie.

        Rolą astrologa nie jest wieszczenie nieuniknionej śmierci za 4 miesiące,
        ponieważ nikt nie zna daty śmierci swojego klienta. Znane mi są przypadki, że
        człowiek chory na najgorszą możliwą odmianę raka i mający najgorsze możliwe
        rokowania ze strony lekarzy zdrowiał nagle i całkowicie dzięki przemianie
        wewnętrznej. Jest to zasada Plutona, który mówi, że co cię nie zabije, to cię
        wzmocni. Pod wpływem tranzytu Plutona można umrzeć lub odrodzić się na nowo,
        każdy ma tu wolny wybór. Podobnie jest z Saturnem i innymi planetami "złoczynnymi".

        > Ludzie !!nie upraszczajmy, trochę pokory, każdy
        > kontakt z drugim człowiekeim na jakimkolwiek poziomie POwinien byc
        > odpowiedzialny lecz FPRMa kontkatu to już odrębna sprawa.Ja bym "miszczów" nie
        >
        > wyśmiewała....

        A co do pokory - bardzo brakuje jej podobnej maści miszczom, którym się wydaje,
        że są posiadaczami wiedzy kosmicznej, która daje im prawo do ferowania
        ostatecznych i nieomylnych wyroków. Taki przepowie śmierć, poda nawet jej datę,
        orzeknie staropanieństwo do końca życia i śmierć niewinnych dziatek w kołysce.
        Zgroza!

        Nie na tym polega rola doradcy, jakim jest astrolog.

        Rolą astrologa jest wyjaśnienie psychologicznych przyczyn nieszczęść i wskazanie
        jak się rozwijać, żeby nie marnować swoich życiowych potencjałów (a jeszcze
        lepiej, jak je rozwijać). Przyczyny nieszczęść najczęściej kryją się w głębi
        psychiki klienta. To jego osobista wiara w zło oraz brak wiary w siebie jest
        przyczyną klęsk, a nawet przedwczesnej śmierci, a nie determinizm, rzekomo
        zapisany w gwiazdach.
        --
        www.astro.eco.pl
        astromaria.blogspot.com/
        astromaria.blog.pl/
      • anahella Re: Etyka zawodowa 17.07.07, 23:24
        Mozesz miec Mistrza i "miszcza". Moja pierwsza nauczycielka - Margot powiedziala
        mi kiedys: "masz wlasny horoskop i patrzysz na cudze przez pryzmat swojego, nie
        kazdy klient o tym wie".

        Wiele razy czytalam/slyszalam o szacunku i pokorze dla cudzego horoskopu.
        Marsowa osoba nie da sie przez astrologa przerobic na lagodna owieczke,
        ksiezycowo-neptunowa nie da sie zmienic w tygrysa. Jesli "miszcz" zapomina o
        pokorze i szacunku wobec horoskopu klienta - to bedzie tylko i wylacznie
        "miszczem", i mistrzem nie zostanie nigdy.

        Astrolog moze wskazac marsowemu jak tej sily uzywac by dzialac i nie poranic
        otoczenia, a neptunowo-ksiezycowemu jak nie dac sie zjesc.

        Klienci czesto przychodza do astrologa z pytaniem "kiedy to sie skonczy?": - i
        tu nastepuje dluga lista ostatnich nieszczesc. Normalne: do astrologa nie
        przychodza ludzie szczesliwi.
        A astrolog zamiast rzucic: "w pazdzierniku roku 2007" - mowi klientowi dlaczego
        maz ma kochanke, dzieci biora narkotyki, a w domu nieustannie cieknie kran.
        No i teraz dochodzimy do sztuki przekazywania zlych informacji: mozna
        powiedziec: "jestes zla zona, matka i do dupy z ciebie gospodyni". Ale tez mozna
        powiedziec: "maz oczekuje czegos innego, dzieci chcialyby porozmawiac o innych
        rzeczach niz obiad, a pieniedzy na dobrego hydraulika nie nalezy zalowac".

        Mi kiedys pewien astrolog przez 3/4 seansu rozwodzil sie nad tym jaka jestem
        nieszczeliwa, bo jedyne co mam fajne w horoskopie to kariere zawodowa, chociaz
        nigdy nie zarobie tyle ile chce. Pomijajac fakt, ze nie jestem dyrektorem w
        Microsofcie czy Coca-coli, tylko pracuje na szeregowym stanowisku, to jestem
        zadowolona ze swojego zycia: mam dobry zawod, kupe pasji, mnostwo pomyslow,
        przezylam fascynujace milosci i jeszcze pewnie przezyje nastepne. Wokol mnie
        gromadza sie interesujacy ludzie, ktorzy wiele wnosza w moje zycie.
        Astrolog patrzyl na mnie inaczej. Dla niego kobieta okolo 30-tki bez meza, z
        Jowiszem w X domu szczesliwa moze byc tylko gdy bogato wyjdzie za maz. Ja
        natomiast chcialam od niego uslyszec co fajnego w zyciu moge zrobic, a on
        rozpaczal czego nie zrobie. Po tej wizycie zrozumialam jedno: jak dziala
        "zloczynna" kwadratura mojej Wenus w XI do Neputna w II: zostawilam u niego
        wiele lat temu rownowartosc 300 dolarow tongue_outPPPPPPPPPPPPP
        Kwadratura ta faktycznie jest zloczynna - dla stanu mojego konta, ale z glodu
        zdechnac nie da. Te druga rzecz zrozumialam niedawno, gdy zostalam zupelnie bez
        kasy na jakies pol roku.

        --
        Forum dla astrologow
        * KOLCZYKI * BRANSOLETKI *NASZYJNIKI * zobacz na moim blogu
    • bogdanka12 Re: Etyka zawodowa 17.07.07, 15:28
      Ładnie to napisałyście dziewczyny lecz kiedyś z ust renomowanej i bardzo
      znanej wrózki uslyszałam: ciekawe,że przeważnie złe prognozy sprawdzają się
      zawsze ate dobre neikoniecznie.I miala tu akurat na mysli i swoje
      problemy.Myslę,ze po prostu poruszamy się w temacie nadal małopoznanym,
      tajemniczym.Oosbiście źle reaguję na duża pewnosc siebie astrologów
      humanistycznych bo nawet owo popularne;co cię nie zabije .. nie jest ani
      regułą ani dogmatem i cierpienie zabiło wielu a nawet dobiło.((((
      • romy_sznajder Re: Etyka zawodowa 17.07.07, 15:58
        > ciekawe,że przeważnie złe prognozy sprawdzają się
        > zawsze ate dobre neikoniecznie

        Oczywiscie, ze tak bywa. oczywiscie, tu banal: wiele widac w radixie. jak ktos
        ma np. kwadrat Mars-Pluton podlaczony do Ksiezyca to jest wieksze
        prawdopodobienstwo, ze mu sie przytrafi (jemu lub ksiezycowemu wymiarowi zycia,
        rodzinie, dzieciom) cos przykrego przy napietych aspektach, ale tez to latwiej
        zauwazyc.

        Ale. Wez taki trygon Jowisza do Slonca. Ile sie moze udac! (o ile nic innego nie
        przeszkadza). Tylko, ze jak sie o tym nie wie, to co sie dzieje: sa trzy mile
        wczasowe tygodnie, ktore mijaja niewykorzystane. Bylo milo i juz.....
        Czlowiek na ogol chce cos zdzialac, a nawet wylanie kuponu lotta jest
        dzialaniem, kiedy mu sie pali grunt pod nogami, a nie wtedy, kiedy jest dobrze.
        Tymczasem kiedy jest dobrze wiecej wychodzi, ale mniej sie chcewink
        Wojtek Jozwiak, ktory wplatuje do astrologii myslenie szamskie tlumaczy to
        energią. Zasobami energii i wykorzystaniem energii. Psucie nie wymaga energii, a
        stworzenie czegos - wymaga zapasu energii. Psucie, nieszczenie dziala sila
        inercji, dlatego jest latwe. Stworzenie czegos pozytywnego (konstruktywnego, od
        konstruowania) jest energochłonne. Stad niesymetrycznosc prognozowanych wydarzen.
      • arcoiris1 Re: Etyka zawodowa 17.07.07, 16:00
        złe prognozy sprawdzaja się na zasadzie samosprawdzającej sie przepowiedni,
        chociaz sam problem jest złozony. Mnie się wydaje, że zawód tarocisty i
        astrologa jest trudny bo czasem, zwłaszcza w kartach, widac cos konkretnego, np
        smierć bliskiej osoby i nie wiem jak można to zakomunikowac. W astrologii jest
        o tyle "łatwiej" ze dany tranzyt, progresja czy dyrekcja może się zrealizowac
        na wiele sposobów i trudno "trafic", można wyciągnac ogólną tendencję, chyba że
        sie ma konkretne informacje od klienta, typu, tak, mama choruje obłożnie, to
        juz final mówia lekarze, a Ty patrzysz w kółko i widzisz uścislajacy tranzyt
        Plutona do ksiezyca. Nie wiem co można wtedy powiedziec takiej osobie. Nie
        wiem. Dlatego nie jestem astrologiem.

        Ale wiem, że trzeba miec generalnie optymistyczne i Jowiszowe podejscie do
        życia, wtedy jest łatwiej, jak chce sie smiac to do oporu, jak ryczec, to tez
        do oporu bo łzy oczyszczają. Zwłaszcza osoby z jakimis Wodnymi układami tego
        potrzebują.

        Co do powiedzenia co Cię nie zabije to cie wzmocni- pewnie dziala, chociaz
        matryca emocjonalna czasem jest tak silna, że pakujesz sie w te same kłopoty
        mimo lekcji, ktore dostało sie wczesniej.
        • anahella Re: Etyka zawodowa 18.07.07, 00:26
          arcoiris1 napisała:

          > Mnie się wydaje, że zawód tarocisty i
          > astrologa jest trudny bo czasem, zwłaszcza w kartach, widac cos
          > konkretnego, np smierć bliskiej osoby i nie wiem jak można to zakomunikowac.
          > W astrologii jest
          > o tyle "łatwiej" ze dany tranzyt, progresja czy dyrekcja może się zrealizowac
          > na wiele sposobów i trudno "trafic", można wyciągnac ogólną tendencję,
          > chyba że
          > sie ma konkretne informacje od klienta, typu, tak, mama choruje obłożnie, to
          > juz final mówia lekarze, a Ty patrzysz w kółko i widzisz uścislajacy tranzyt
          > Plutona do ksiezyca.

          To nie tak. Ojciec kolezanki chorowal na raka. Diagnoza byla bardzo opozniona,
          rozkroili i zeszyli, nawet nie usuwali nic. Gdy do mnie trafila na horoskop, byl
          juz na morfinie. Poprosila o horoskop z pytaniem czy cos dobrego ja jeszcze w
          zyciu spotka. A ja nic nie widzialam, oprocz tranzytu Saturna do Slonca. To
          mialo sie stac, bylo wiadomo, on juz nawet nie mowil, byl jak warzywo na
          srodkach znieczulajacych. I wiesz co? Nie mialam o czym z nia rozmawiac, wiec
          polozylam karty. Wyszlo z nich, ze podczas pogrzebu dozna wiele milosci od
          bliskich. Ze okaza jej zrozumienie ludzie, po ktorych nie bedzie sie tego
          spodziewac. I to jej pomoglo. Bo po co mowic corce umierajacego, ze ojciec jej
          umrze? Ona to przeciez wie. A jesli... no wlasnie. Ja wierze, ze Lazarz wstal z
          grobu. Kto mi powie, ze cudu nie bedzie? Dlaczego mam wyrokowac o czyjejs
          smierci, nawet jesli jest pewna? Potem, post factum zobaczylam ze ojciec zmarl
          na prawie zerowym tranzycie Saturna przez Slonce. Tylko co z tego?
          O smierci lepiej nie rozmawiac.

          Nie zgadzam sie, ze latwiej zobaczyc smierc w kartach niz w horoskopie. Nigdy
          nie jestes tego pewna, czy to patrzac w kolko czy w karty.

          > Nie wiem co można wtedy powiedziec takiej osobie. Nie
          > wiem. Dlatego nie jestem astrologiem.

          Ja tez nie wiem co powiedziec takiej osobie, a uwazam sie za astrologa, mimo ze
          nie prowadze platnej praktyki.


          --
          Forum dla astrologow
          * KOLCZYKI * BRANSOLETKI *NASZYJNIKI * zobacz na moim blogu
      • queenmaya Re: Etyka zawodowa 17.07.07, 17:24
        bogdanka12 napisała:

        > problemy.Myslę,ze po prostu poruszamy się w temacie nadal małopoznanym,
        > tajemniczym.Oosbiście źle reaguję na duża pewnosc siebie astrologów
        > humanistycznych bo nawet owo popularne;co cię nie zabije .. nie jest ani
        > regułą ani dogmatem i cierpienie zabiło wielu a nawet dobiło.((((

        Trudne układy dane są po coś. Bo kiedy się mordujesz przy
        plutoniczno-saturnicznej karmie długo tak nie wytrzymasz. Nawet największy
        twardziel i uparciuch w pewnym momencie musi ruszyć zadek i coś ze sobą zrobić.
        Jeśli go nie ruszy, to po prostu umrze lub zwariuje. Ale czy winne są gwiazdy?
        Bynajmniej! Winny jest ten, kto nic nie robi i się nie rozwija. Ten ból próbuje
        go zmusić do zmiany istniejącego stanu, a więc jest jego sprzymierzeńcem.

        Oczywiście, wolna wola. Jak ktoś koniecznie chce wierzyć w gwiezdny determinizm
        i spełnianie się wyłącznie złych przepowiedni, jego sprawa. Niech sobie wierzy.
        Jeśli na skutek tej wiary zachoruje i w końcu umrze na raka, to jego problem.
        Każdy ma prawo wejść do swojego własnego piekła i zmarnować sobie życie,
        widocznie inaczej niczego się nie nauczy. Ja wierzę w reinkarnację, więc mam
        nadzieję, że jak nie w tym to w następnym życiu w końcu zrozumie, o co tu biega.
        Nie ma pośpiechu, spoko, każdy rozwija się we własnym tempie i rytmie.

        Kiedy przychodzi do mnie taki pesymistycznie nastawiony człowiek wyjaśniam mu,
        że to nie gwiazdy ponoszą winę za jego stan, lecz że sam się w to wpakował za
        sprawą swojego pesymizmu. Może oczywiście nic nie robić, a wtedy pewnie
        zachoruje, a nawet umrze. Albo może zmienić swój sposób myślenia, co jest może
        trudne, ale za to zbawienne. I zwykle pomaga. Ale bez medytacji, samo, nic się
        nie zrobi.
        --
        www.astro.eco.pl
        astromaria.blogspot.com/
        astromaria.blog.pl/
        --
        www.astro.eco.pl
        astromaria.blogspot.com/
        astromaria.blog.pl/
        • acrux79 Re: Etyka zawodowa 17.07.07, 18:21
          queenmaya napisała:

          Kiedy przychodzi do mnie taki pesymistycznie nastawiony człowiek wyjaśniam mu,
          że to nie gwiazdy ponoszą winę za jego stan, lecz że sam się w to wpakował za
          sprawą swojego pesymizmu. Może oczywiście nic nie robić, a wtedy pewnie
          zachoruje, a nawet umrze. Albo może zmienić swój sposób myślenia, co jest może
          trudne, ale za to zbawienne. I zwykle pomaga. Ale bez medytacji, samo, nic się
          nie zrobi.

          Uważam, że pesymiści i szaleńcy są też potrzebni światu. Setki... tysiące osób
          znanych, zasłużonych dla tego świata miało wielkie problemy ze swoją psychiką,
          itp, a pomimo tego zaprowadziła ich ona do wielu nieosiągalnych wrót. Ja
          również, jako osoba będąca w permanentnym dołku przez parę lat zrobiłem wiele
          ciekawych rzeczy.
          Świat jest zbyt skomplikowany i zbyt piękny, by likwidować "pesymistyczne
          sposoby myślenia". Niejeden "optymista" ma gorszą sytuację życiową niż
          "optymista". Pisze zresztą o tym Kazimierz Dąbrowski - psychiatra jak
          najbardziej humanistyczny, Kępiński, albo osoby z nurtu psychologii
          humanistycznej - Rollo May, Karen Horney, czy znowu Fromm.
          W ich wydaniu to społeczeństwo jest bardziej chore niż człowiek, bowiem obróciło
          się przeciw jednostce. A pojedyncze, neurotyczne osobowości naszych czasów wcale
          nie są takie chore jak by się mogło wydawać. Zatem, nie mówiłbym lekką ręką o
          "zmianie sposobu myślenia", tym bardziej że miałem kilku takich "nauczycieli"
          optymizmu, którzy nie reprezentowali jakiegoś głębokiego ( humanistycznego )
          stanowiska.
          • arcoiris1 Re: Etyka zawodowa 17.07.07, 20:41
            wszystko pieknie, w teorii.

            Ja generalnie nie jestem osobą depresyjna, wręcz przeciwnie jestem wiecznie
            uchachana po pachy, co nie oznacza ze nie mam problemów. Owszem mam. Różne.
            Okresowo. Finansowe na przykład, bo zyję jowiszowo, Uran leci mi przez 2 dom, i
            w moim horoskopie nawet ziemskie Ascendent, Mars i Wenus mnie nie chronia, tej
            Ziemi nie mam po prostu w sobie za grosz. Ale kompletnie się tym nie przejmuję,
            zawsze jest jakieś wyjście. Można sobie narzucic dyscyplinę w typowo ziemskich
            sprawch, bo sa one nieistotne tak naprawdę.

            Gorzej jeżeli depresja, (ale mówimy tu o takiej klinicznej, leczonej, mówimy o
            stuacji kiedy lezysz na kanapie albo w łózku caly dzień, zastanawiasz sie czy
            lot z dajmy na to 7 pietra by bolał, bierzesz tabletki na poprawę nastroju, nic
            cie nie rusza, wszystko boli a najbardziej dusza, nie możesz zasnąc calymi
            nocami, nie chcesz jeśc, ale za to pijesz, zeby i tak z trudem zasnąc o 5-tej,
            a rano jak otwierasz oczy to natychmiast zaczynasz płakac, nie chce Ci się
            ubrać, ba, nawet umyć ani iśc do pracy) więc gorzej jesli taka depresja wynika
            z samotności, z emocji, z rozwalonego życia osobistego, po śmierci kogos
            bliskiego, zwłaszcza jezeli ktos jest Wodny. Powiedzenie takiej osobie po
            prostu wez sie w garść, to twoje życie, marnujesz je, zrob cos, nic nie da.
            Rózni sa ludzie. Mój dziadek prawie zwariował kiedy moja babcia zmarła.
            Starsznie ją kochał, całe zycie, byli przecudownym małżeństwem. W rok zawinął
            sie za nią, na raka, ale myślę, że tego chciał, odmawiał leczenia zreszta, a
            człowiek to był o złotym sercu (jedno z moich wspomnień, był juz w szpitalu,
            przeleżał tam mase czasu, głeboka komuna, ale na świeta i okazje dostawał
            mandarynki na podwieczorek w tym szpitalu. Uciekał wtedy ze szpitala, wkładał
            mandarynki do kieszeni płaszcza, wsiadał w autobus i jechał na drugi koniec
            miasta, zeby dac te kilka owoców nam, jego wnukom).
            Najwazniejsze to to, żeby osoba dotknięta taką depresją była otoczona ludzmi,
            przyjaciółmi, rodziną, niech dzwonia 10000 razy dziennie, po to chocby żeby
            zapytac "zjadłas cos"? albo zeby tak po prostu wjechac na chatę i ugotowac jej
            rosół. Ktos taki nie potzebuje pieprzenia weż się w garśc, tralalalalala, na to
            przyjdzie czas, pozniej, teraz priorytetem staje sie przezycie i zamkniecie
            nastepnego dnia, a czas leczy wszystko i wyciaga z najgorszych dołów. Wtedy
            dopiero przychodzi czas na zmiane myślenia, medytacje, działania i inne
            sposoby.

            Gadanie pod tytułem:

            Może oczywiście nic nie robić, a wtedy pewnie
            > zachoruje, a nawet umrze. Albo może zmienić swój sposób myślenia, co jest może
            > trudne, ale za to zbawienne. I zwykle pomaga. Ale bez medytacji, samo, nic się
            > nie zrobi.

            jest kompletnie bezsensowne i antyhumanistyczne nawet. Nie każdy ma milion
            planet w Skorpionie i silę feniksa żeby sie odrodzic, bez pomocy innych,
            wykwalifikowanego psychologa albo nawet psychiatry. Kazdy człowiek jest inny,
            sa jednostki super silne po ktorych wszystko spływa, albo które potrafią sobie
            poradzić z najgorszymi jazdami, i sa ludzie tak wrażliwi, że wszystko ich może
            wpędzic w doła. Sa ludzie z mega niską samo-ocena, a zmiana tego wymaga
            niesmaowitej pracy I INNYCH LUDZI, pomocy psychologa. Samemu czasem nie dajesz
            rady. Są wreszcie ludzie tak zalezni od innych uczuciowo że, nie są w stanie
            poradzic sobie z odejściem bliskiej osoby.

            Optymistom jest jednak łatwiej w życiu. Bo smiech to zdrowie, i jak masz lekki
            umysł to swiat się wydaje fajniejszy. Ich stosunkowo łatwo trafic tekstem wez
            sie w garsc, nawet jesli sa w klinicznej depresji, a my astrolodzy widizmy w
            kółku, że prog/tranz/dyrekcje sa ku temu sprzyjajace. Gorzej w pesymistami by
            nature. Nie wiem czy pesymizm zaprowadza cie do wrót nieosiaglanych. To raczej
            optymizm jest za to odpowiedzialny, działanie typu "na przekór wszystkiemu"
            mierz siły na zamiary a nuz sie uda" niezachwiana wiara że sie uda.

            w ostatecznym rozrachunku, może się zdarzyc, że optymista kończy jako ten
            pasikonik co sobie hasał wesoło całe lato, a potem dostał bęcki, ale może sobie
            zawsze powiedziec jak Nicholson w Locie jak nie udało mu się zwiac z
            psychitryka wyłamując umywalkę "przynajmniej próbowałem".
            • misss_w Re: Etyka zawodowa 17.07.07, 21:30
              Nie rozumiem tego sposobu patrzenia na horoskop że tu i tu masz swoje
              możliwości, ale jeżeli nie zrealizujesz ich to już twoja wina. Jednak ten
              kosmogram to jest jakiś obraz życia (włącznie z 4 cwiartkami), i są tam
              wskaźniki odpowiedzialne za to jak dajesz sobie radę, czy umiesz sie
              dostosowac, czy jesteś aktywny, albo czy twoje działanie polega na dążeniu do
              celu i osiąganiu z tego powodu satysfakcji, czy raczej działasz instynktownie i
              nie masz silnej woli.
              Więc jak można spojżec na jeden trygon i mówic że to od właściciela zależy czy
              sie zrealizuje? Gdzie indziej na pewno widac inny aspekt który to pokaże.
              Uważam że już raczej horoskop przedstawia obraz całości,ale nie w ten sposób że
              każdy tak łatwo może sprawdzic termin śmierci - przeciwnie może czasem jest
              szansa żeby sie doszukac (zwłaszcza jak ktoś sie bardzo poświęca astrologii)
              • neptus Re: Etyka zawodowa 18.07.07, 01:33
                misss_w napisała:

                > Nie rozumiem tego sposobu patrzenia na horoskop że tu i tu masz swoje
                > możliwości, ale jeżeli nie zrealizujesz ich to już twoja wina. Jednak ten
                > kosmogram to jest jakiś obraz życia (włącznie z 4 cwiartkami), i są tam
                > wskaźniki odpowiedzialne za to jak dajesz sobie radę, czy umiesz sie
                > dostosowac, czy jesteś aktywny, albo czy twoje działanie polega na dążeniu do
                > celu i osiąganiu z tego powodu satysfakcji, czy raczej działasz instynktownie
                i
                >
                > nie masz silnej woli.
                > Więc jak można spojżec na jeden trygon i mówic że to od właściciela zależy czy
                >
                > sie zrealizuje? Gdzie indziej na pewno widac inny aspekt który to pokaże.
                > Uważam że już raczej horoskop przedstawia obraz całości,ale nie w ten sposób
                że
                >
                > każdy tak łatwo może sprawdzic termin śmierci - przeciwnie może czasem jest
                > szansa żeby sie doszukac (zwłaszcza jak ktoś sie bardzo poświęca astrologii)

                To nie jest tak. Jednemu człowiekowi sprawia trudność przełamie swoich
                przywyczajeń, drugi ma z górki. Mimo to obaj mogą zmienic swoje zycie, tylko
                jeden łatwiej, a drugi trudniej. Gdyby całe nasze zycie było zdeterminowane,
                nie miałoby zadnego sensu. Jestesmy tutaj, aby się czegos nauczyć, rozwinąć.
                Jeżeli ktoś nie chce, prawdopodobnie skończy marnie ale nie jest zadaniem
                astrologa przepowiednia, ktogo dobije. Astrolog ma odczytać różne możliwości
                przebiegu tranzytu i powiedzieć, co klient powinien zrobić, aby nie stała się
                tragedia. Jeżeli mówi, ze czeka kogoś choroba i smierć, jest oszustem. Klienta
                czeka śmiertelna chooroba, jezeli nie zmieni nicvzego w swoim zyciu i psim
                obowiązkiem astrologa jest wskazanie pozytywnego rozwiązania. Co z trym zrobi
                klient, to juz jego sprawa.
                Jeżeli widzę u kogoś tranzyt Plutona przez Słońce w 5 domu, moge
                powiedzieć "dzieci od siebie sie odsuną". Ale moge też powiedzieć "jezeli nie
                zmienisz swojego tyranicznego postepowania, nie uznasz, ze dzieci sa dorosłe i
                maja prawo o sobie decydować, to po prostu odsuna sie od ciebie i zostaniesz
                sam". Tranzyt Plutona powoduje głebokie zmiany w dziedzinie, którą nawiedza.
                Dając wyrocznię, jesteś kłamcą, nawet, jeśli ona się spełni. Jesteś kłamcą
                dlatego, ze może się spełnić pozytywnie jako głęboka przemiana wewnętrzna i
                nawiązanie głębokiego kontaktu z tymi dziećmi. Od Ciebie zalezy, czy dasz temu
                człowiekowi szansę, czy durną wyrocznią mu tą sznsę odbierzesz. Bo, skoro
                odejdą, to nie ma po co się starać.
                Horoskop mówi, co jest łate, a co trudne. Czy dlatego nie nalezy robić trudnych
                rzeczy? Czy klient to robaczek, roslinka, niezdolna do samodzielnego myslenia i
                działania? Bezwarunkowa wyrocznia zakłada, ze tak. To wielka pogarda dla
                drugiego człowieka. Ja ludzi szanuję.
                --
                Organizowanie chaosu kończy się chaosem organizacji.
                AstroAlgorytmy www.astro.hg.pl
            • anahella Re: Etyka zawodowa 18.07.07, 00:36
              arcoiris1 napisała:

              > Nie każdy ma milion
              > planet w Skorpionie i silę feniksa żeby sie odrodzic, bez pomocy innych,
              > wykwalifikowanego psychologa albo nawet psychiatry. Kazdy człowiek jest inny,
              > sa jednostki super silne po ktorych wszystko spływa, albo które potrafią sobie
              > poradzić z najgorszymi jazdami, i sa ludzie tak wrażliwi, że wszystko ich może
              > wpędzic w doła. Sa ludzie z mega niską samo-ocena, a zmiana tego wymaga
              > niesmaowitej pracy I INNYCH LUDZI, pomocy psychologa.

              Sa swietni i beznadzejni: astrologowie, psychologowie i psychiatrzy. Bylam
              kiedys w koszmarnym dole. Mialam same klopoty i zero swiatelka w tunelu i
              zawalalam wszystko co sie dalo. Poszlam do psychiatry, zeby pomogl mi stanac na
              nogi. Zaplacilam 80 zlotych za 5 minut w gabinecie i wyszlam z recepta na
              antydepresanty. Na oczach zdumionej recepcjonistki podarlam recepte rozwalilam
              papierki i powiedzialam ze ten glupi konowal, ktory mi ja dal moze sobie
              posprzatac. Pomogla mi rozmowa z przyjaciolka, z zawodu nauczycielka historii z
              gimnazjum. tongue_out Ochrzanila mnie jak uczniaka, powiedziala co sobie o mnie mysli i
              szybciutko ustawila.



              --
              Forum dla astrologow
              * KOLCZYKI * BRANSOLETKI *NASZYJNIKI * zobacz na moim blogu
          • queenmaya Re: Etyka zawodowa 17.07.07, 22:08
            acrux79 napisał:
            > Uważam, że pesymiści i szaleńcy są też potrzebni światu. Setki... tysiące osób
            > znanych, zasłużonych dla tego świata miało wielkie problemy ze swoją psychiką,
            > itp, a pomimo tego zaprowadziła ich ona do wielu nieosiągalnych wrót. Ja
            > również, jako osoba będąca w permanentnym dołku przez parę lat zrobiłem wiele
            > ciekawych rzeczy.

            Nie twierdzę, że nie są. Sama cierpiałam na chroniczną depresję przez większość
            życia, ale nie chciałabym do tego stanu powrócić. Wspominam to jak najgorzej.
            Niestety, ja w tym stanie nie osiągnęłam zupełnie nic. Moje dokonania pojawiły
            się dopiero po wyleczeniu się z tej przypadłości.


            > W ich wydaniu to społeczeństwo jest bardziej chore niż człowiek, bowiem obrócił
            > o
            > się przeciw jednostce. A pojedyncze, neurotyczne osobowości naszych czasów wcal
            > e
            > nie są takie chore jak by się mogło wydawać.

            Jedni są chorzy, inni nie są. Znam i takich i takich. Każdy człowiek obdarzony
            wrażliwością i potrzebą myślenia staje się nonkonformistą i jednostką
            niepożądaną w "zdrowym" społeczeństwie, a to niezawodnie wywołuje stan neurozy.
            Zwłaszcza w dzisiejszej Polsce, gdzie prawo do życia mają tylko heteroseksualni
            katolicy i słuchacze wiadomego radia. Różnica polega jednak na tym, że jedni
            robią swoje, realizują się i są twórczy, inni natomiast załamują się i wycofują
            z aktywności.
            Ci pierwsi nie potrzebują pomocy, więc nie chodzą po astrologach, a jeśli chodzą
            to tylko w poszukiwaniu inspiracji i zachęty. Ci drudzy jak najbardziej
            potrzebują i jeśli szukają pomocy, to należy im jej udzielić. Pomoc jednak nie
            może polegać na poinformowaniu ich, że ich los i tak jest z góry przesądzony, bo
            za 3 miesiące będzie nowotwór, a za pół roku zgon i nic na to poradzić nie
            można. Taka porada to nie porada, lecz zabójstwo.
            --
            www.astro.eco.pl
            astromaria.blogspot.com/
            astromaria.blog.pl/
            • neptus Re: Etyka zawodowa 18.07.07, 01:41
              queenmaya napisała:

              > Taka porada to nie porada, lecz zabójstwo.

              Dokładnie. To są bardzo czesto przepowiednie samospełniające się. Kahuna
              mowi "jutro umrzesz" i zdrowy człowiek umiera. "Astrolog" mowi "umrzesz za
              rok". Człowiek, który nie trafi na pomoc, żyje przez ten rok w takim stresie,
              ze faktycznie może umrzeć w wyznaczonym terminie. Mysl jest tworcza. Taka
              przepowiednia jest zabójstwem. Nawet, gdyby to było do przewidzenia, po co
              marnować człowiekowi resztę życia? Czy nie lepiej popatrzeć, co klient może
              zrobić w tym czasie wspaniałego?
              --
              Organizowanie chaosu kończy się chaosem organizacji.
              AstroAlgorytmy www.astro.hg.pl
      • anahella Re: Etyka zawodowa 18.07.07, 00:06
        bogdanka12 napisała:

        > kiedyś z ust renomowanej i bardzo
        > znanej wrózki uslyszałam: ciekawe,że przeważnie złe prognozy sprawdzają się
        > zawsze ate dobre neikoniecznie.

        Bo latwiej sie bac zlej przyszlosci. Predzej uwierze, ze spali mi sie dom niz ze
        wygram milion dolarow na loterii.

        > Oosbiście źle reaguję na duża pewnosc siebie astrologów
        > humanistycznych bo nawet owo popularne;co cię nie zabije .. nie jest ani
        > regułą ani dogmatem i cierpienie zabiło wielu a nawet dobiło.((((

        Tez zle reaguje, bo niektorzy plota bzdury. I niewazne czy sa humanistyczni, czy
        klasyczni. Tyle, ze z humanistycznym jestem w stanie cos wydyskutowac, bo
        dyskusja jest czescia ich warsztatu. Z klasycznymi trudno, bo jak ktos mowi "ale
        tak jest i basta" to o rozmowe trudno.

        W ostatnim czasie jestes kolejna osoba, ktora neguje zasade "co cie nie
        zabije..." i przyznam ze i ja dochodze do wniosku, ze jest to chyba pocieszenie.
        Mysle ze klucz do zabijania i wzmacniania lezy w horoskopie osobistym, albo
        wzmocnienie nastepuje dlugo po fakcie proby zabicia.

        --
        Forum dla astrologow
        * KOLCZYKI * BRANSOLETKI *NASZYJNIKI * zobacz na moim blogu
        • bogdanka12 Anahello ,masz rację 18.07.07, 16:02
          to myślenie pozytywne nie zawsze przekłada się na potencjały zawarte w radiksie
          i czasem NIC nie pomaga dlatego ja staram się nie szermować )) tym
          stwierdzeniem za często, może dlatego,że moje osobiste cierpienia nie tyle mnie
          wzmocniły ile raz na zawsze zabiły moje niektóre słudzenia((.
          • queenmaya Anahella zawsze ma rację :)))) 18.07.07, 19:47
            bogdanka12 napisała:

            > to myślenie pozytywne nie zawsze przekłada się na potencjały zawarte w radiksie
            >
            > i czasem NIC nie pomaga dlatego ja staram się nie szermować )) tym
            > stwierdzeniem za często, może dlatego,że moje osobiste cierpienia nie tyle mnie
            >
            > wzmocniły ile raz na zawsze zabiły moje niektóre słudzenia((.

            Widzisz bogdanka, przeczytaj to, co piszesz i zobacz sama: tak właśnie wygląda
            twój matrix, czyli twoja osobista rzeczywistość.
            Na pocieszenie ci powiem, że mam potwornie ciężki horoskop. Mam półkrzyż stały
            na Saturna, Słońce i Wenus, a to w kwadraturach do Plutona z jednej, a Marsa z
            drugiej strony. Już sama kwadratura Saturn-Pluton może zamęczyć, a co dopiero
            taki półkrzyż. Nic, tylko się powiesić lub rzucić w morze. Ale ja dziś uważam,
            że to mój największy skarb. Po długich latach mordowania się z chroniczną
            depresją w końcu się zupełnie załamałam i nie miałam innego wyjścia, jak nauczyć
            się metody duchowego uzdrawiania. Dziś po depresji nie ma nawet śladu, pojawiła
            się za to inspiracja i nowy wgląd w rzeczywistość.
            Czasem po prostu nie ma innego wyjścia, jak spaść na samo dno, bo tylko wtedy
            człowiek może się odbić i wypłynąć na powierzchnię. Dlatego to załamanie było
            moim błogosławieństwem i mnie uratowało.
            Ja w każdym razie nikogo nie namawiam i nigdy nie namawiałam do pozytywnego
            myślenia. To nie działa. Nawet psychoterapia nie zawsze pomaga. Trzeba zacząć
            regularną praktykę duchową, tylko wtedy pojawią się rezultaty.
            --
            www.astro.eco.pl
            astromaria.blogspot.com/
            astromaria.blog.pl/
            • na_fe Re: Anahella zawsze ma rację :)))) 18.07.07, 22:27
              queenmaya napisała:

              > Ja w każdym razie nikogo nie namawiam i nigdy nie namawiałam do pozytywnego
              > myślenia. To nie działa. Nawet psychoterapia nie zawsze pomaga. Trzeba zacząć
              > regularną praktykę duchową, tylko wtedy pojawią się rezultaty.

              ciekawa jestem, co dokładnie masz na myśli, mówiąc o praktyce duchowej?
              możesz to rozwinąć?
              nf
              • queenmaya Re: Anahella zawsze ma rację :)))) 19.07.07, 00:44
                na_fe napisała:

                > queenmaya napisała:
                >
                > > Ja w każdym razie nikogo nie namawiam i nigdy nie namawiałam do pozytywne
                > go
                > > myślenia. To nie działa. Nawet psychoterapia nie zawsze pomaga. Trzeba za
                > cząć
                > > regularną praktykę duchową, tylko wtedy pojawią się rezultaty.
                >
                > ciekawa jestem, co dokładnie masz na myśli, mówiąc o praktyce duchowej?
                > możesz to rozwinąć?

                Mogę, czemu nie?
                W którejś z książek Steven Arroyo napisał, że nie ma rozwoju bez medytacji. Ja
                patrzę na to podobnie, ale uważam, że nie musi to być wyłącznie medytacja. Może
                to być joga, tai-chi, chi-gong, karate czy cokolwiek innego. Każdy powinien
                dobrać sobie taką metodę, która mu pasuje, bo nie można się męczyć praktykując
                cokolwiek wbrew sobie i własnemu temperamentowi. Chodzi mi o to, że jedna osoba
                (na przykład silnie neptuniczna) może siedzieć godzinami w tej samej pozycji i z
                rozkoszą pogrążać się w wizjach, a inna (dajmy na to uraniczna czy marsowa) za
                żadne skarby świata nie usiądzie na tyłku, bo trwanie w bezruchu by ją chyba
                uśmierciło z nudów.
                Praktyka duchowa daje takiego kopa, że pewne rzeczy zaczynają się dziać same.
                Bez dodatkowych wysiłków "otwierają się klapki w głowie" i człowiek pozbywa się
                problemów, chorób, wewnętrznego splątania, a co najdziwniejsze - znikają
                konflikty w świecie zewnętrznym. Jest to dowód na to, że świat jest lustrem.
                Konkretnie - świat zewnętrzny pokazuje nam to, co mamy we wnętrzu. Jeśli jestem
                wewnętrznie skonfliktowana sama ze sobą, to świat pokaże mi ten konflikt w
                postaci zatargów z innymi ludźmi, jeśli nikogo nie lubię, to inni nie będą
                lubili mnie itp.
                Jeśli o mnie chodzi, to ja stosuję duchowe uzdrawianie wg. metody Bruno
                Groninga, zwane też pobieraniem uzdrawiającego prądu. To mi uratowało życie,
                kiedy zostałam potraktowana klątwą śmierci. Przy okazji wyleczyłam się z
                chronicznej depresji, z dramatycznych skoków ciśnienia i paru innych
                dolegliwości. I co najważniejsze - znikły moje konflikty ze światem zewnętrznym,
                a dawni wrogowie stali się przyjaciółmi. To dopiero cud!
                --
                www.astro.eco.pl
                astromaria.blogspot.com/
                astromaria.blog.pl/
                • na_fe Re: Anahella zawsze ma rację :)))) 20.07.07, 00:01
                  Dzięki, oczywiście domyślałam się, co możesz mieć na myśli.
                  Jako osoba z Neptunem na AC [w op do Księżyca] wiem dobrze, jakiego kopa może
                  dać Joga. Doświadczyłam rzeczy wielkich i pięknych ale
                  zastanowiło mnie Twoje stwierdzenie:

                  >Nawet psychoterapia nie zawsze pomaga. Trz
                  > eba za
                  > > cząć
                  > > > regularną praktykę duchową, tylko wtedy pojawią się rezultaty.

                  wydawało mi się, że regularną praktykę można rozpocząć dopiero p o
                  psychoterapii, wcześniej- to może być ryzykowne. Oczywiście, każdy problem, to
                  inna miara ale, bo czy tak trochę nie jest, samodzielna jednak [mimo szkół]
                  praktyka, to takie wypływanie na nieznane wody, całkowicie bez asekuracji?
                  Bo, umówmy się, to nie India.
                  To moje subiektywne widzenie ale boję się zaryzykować pranajamy bez
                  wcześniejszej psychoanalizy. Może znam tą otchłań w sobie, w której bałabym się
                  zgubić?
                  nf
                  • queenmaya Re: Anahella zawsze ma rację :)))) 20.07.07, 00:55
                    Jeśli chodzi o techniki wschodnie, takie jak pranajama czy joga, to faktycznie,
                    bez mistrza lepiej nie zaczynać. Słyszałam o różnych dość poważnych kłopotach, w
                    które wpadają ludzie nie wiedzący co robią.
                    Ja akurat stosowałam metodę, przy której nie potrzeba tego całego
                    "kombinowania", bo tam się po prostu wszystko robi "samo". Siadasz sobie,
                    relaksujesz się przyjemnie, możesz słuchać ulubionej muzyki przez słuchawki i
                    pogrążasz się w przyjemnym relaksie. I już. Można zrobić kilka wizualizacji, ale
                    nawet bez tego działa.
                    --
                    www.astro.eco.pl
                    astromaria.blogspot.com/
                    astromaria.blog.pl/
                    • na_fe Re: Anahella zawsze ma rację :)))) 20.07.07, 01:07
                      > Ja akurat stosowałam metodę, przy której nie potrzeba tego całego
                      > "kombinowania", bo tam się po prostu wszystko robi "samo". Siadasz sobie,
                      > relaksujesz się przyjemnie, możesz słuchać ulubionej muzyki przez słuchawki i
                      > pogrążasz się w przyjemnym relaksie. I już. Można zrobić kilka wizualizacji, al
                      > e
                      > nawet bez tego działa.

                      to już jest twórczość, jak dla mnie. taka praktykę stosowałam w wieku
                      nastoletnim i już nie potrafię [??] wyjątek: przed snem. jestem ograniczona
                      czasem i obowiązkami. oczywiście, są rośliny 'lekiem na całe zło' ale tak
                      egzotyczne jak urlop, raz w roku. nf
          • neptus Re: Anahello ,masz rację 18.07.07, 23:18
            bogdanka12 napisała:

            > to myślenie pozytywne nie zawsze przekłada się na potencjały zawarte w
            radiksie
            >
            > i czasem NIC nie pomaga dlatego ja staram się nie szermować )) tym
            > stwierdzeniem za często, może dlatego,że moje osobiste cierpienia nie tyle
            mnie
            >
            > wzmocniły ile raz na zawsze zabiły moje niektóre słudzenia((.

            Skoro tak podchodzisz do sprawy, na pewno nic Ci nie pomoże. Samo ozytywne
            myslenie nie wystarczy. Trzeba jeszcze konkretnych działań. Jeżeli ktoś brał
            kredyty, to nie ma siły, przyjdzie Saturn i trzeba je spłacać. To nie sprawa
            złych układów ale włąsnej lekkomyslności i złego wykorzystania układokie były
            wcześniej. Pozytywne myslenie moze pomóc zdobyc pieniądze na te spłaty ale nie
            sadną one z nieba, tylko trzeba zakasać ręce i wziąść sie do roboty.
            Cierpienia tez nie pojawiają sie z nikąd. Na to kazdy pracował długo i
            wytrwale, nie zawsze świadomie.
            --
            Organizowanie chaosu kończy się chaosem organizacji.
            AstroAlgorytmy www.astro.hg.pl
    • bogdanka12 Re: Etyka zawodowa 18.07.07, 00:08
      Astrolog Leszk Szuman mowil,że astrolog powinien znać podstawy filozofii,
      medycyny, psychologii.Trudnośc bycia astrologiem pomagającym innym ludziom,
      polega na braku, u niektórych, bazy w postaci właśnie WIEDZY oraz rozwiniętej
      emaptii a czasem podstaw psychologii.Jak napisal Jerry- dawni astrologowie, w
      innych spolecznych kontekstach nie musieli być tak subtelni .. nawet zjawisko
      śmierci traktowano inaczej.Tak , we wspolczesnym świecie najwazniejszy staje
      się profesjonalizm ,astrologa też.A zatem wymieńmy w punktach cechy
      wspólczesnego astrologa -profesjonalisty.Zaczynam:
      1. wszechstronnie oczytany, erudyta, wykształcony.
      • lwi2 Re: Etyka zawodowa 18.07.07, 18:04
        Bardzo ciekawy wątek, a wypowiedzi queenmayi w ramki i oprawić.
        Wątek powstał przy koniunkcji Księżyca i Saturna, z Plutonem na MC i Uranem
        blisko Asc., tak na marginesie.
        Widzę, że płeć astrologa ma znaczenie, w jego podejściu do tematu, nawet po
        wypowiedziach na forum, i pewnie coś w tym jest.
        Musi być silny Księżyc, a panowie nie często go mają, chyba o to chodzi.
        Dlatego uważam, że cechy astrologa, które wymieniła na początek bogdanka12, że
        oczytany, erudyta, wykształcony (wpis wyżej)- to nie o to chodzi. Pewnie, że
        nie zaszkodzi, duża ilość powietrza, ale nie o to chodzi, musi być także
        Księżyc, a nawet przede wszystkim Księżyc.
        Pierwsze moje zetknięcie z astrologiem, kiedy zamówiłam wydruk komputerowy (7
        lat temu) było takie, żeby pani mi niczego złego nie pisała, tak prosiłam.
        Ostatnie zetknięcie z astrologiem (przy okazji kursu) takie z kolei, że ja
        sobie sama wbiłam do głowy różne złe rzeczy, które wypatrzyłam w swoim
        horoskopie(Eris na Desc.), a astrolog próbowała mi je wybić z głowy, co się jej
        chyba udało, wbiła mi nowy matrix.
        Tak łatwo bym się nie poddała (z tą Eris), ale jak potem sama wypatrzyłam (na
        kursie autor rozdawał Uranię pełną wersję próbną i tam jest Eris chociaż pod
        zmienionym nazwiskiem - sic!) - mam przecież Marsa w aspekcie kwintylowym do
        tej Eris, co przeoczyłam przedtem.
        /Tak na marginesie, który astrolog by się nie załamał - Eris weszła w
        progresjach w ruch wsteczny. No ale ten Mars, a wkrótce Słońce przejdzie w
        progresjach do dwady Barana, zobaczymy./
        Jaki sens by miało gdyby astrolog powiedziała - na pewno się pani nie uda?
        Żaden, dla klienta żaden.

        Klient idzie do astrologa bo jest jakaś "saturnowa" sprawa, jakaś "sromota" bym
        powiedziała, bo od tego jest Saturn.
        I cała rzecz w tym, że za Saturnem jest Uran. Samo przejście Saturn-Uran, to
        zadanie dla astrologa. Opracować taki "wynalazek" (Uran - astrologia), żeby
        Saturn z tej "sromoty" z którą przyszedł, zamienił się w "strukturę" (horoskop
        i jego interpretacja), która klienta od "sromoty" wybawi. Zamienić Saturna -
        dostarczyciela nieszczęść, w Saturna - silną strukturę.
        Jakby astrolog miał być nie po to, to po co?
        Lwi
        • potrek Re: Etyka zawodowa 20.07.07, 04:44
          Uważam że ten tekst z świetnej książki astrologa W.Zybertal pt: Kosmiczne
          źródła jaźni- jest tu jak najbardziej na miejscu. To klasyk ale i humanisci
          powinni znać nie tylko awers ale także rewrs astrologii.


          Do tej pory w naszej wędrówce po astrologii, koncentrowaliśmy się na
          zagadnieniach technicznych: symbolice elementów astrologicznych, zasadach
          interpretacji, etc. Jednak warsztat, niechby i najlepiej opanowany, to tylko
          technika. W astrologii jest ona wprawdzie ważna, ale na pewno nie stanowi
          uniwersalnego panaceum. Bo astrologia to wiedza z natury swej nieco
          niedookreślona i nie dogmatyczna; właściwie każde spotkanie astrologa i jego
          klienta, każda interpretacja, to niepowtarzalny świat sam dla siebie,
          wymagający maksimum wyczulenia na człowieka, na jego problem, na niepowtarzalny
          nastrój chwili. Tego się niczym nie zastąpi. Profesjonalizm w astrologii, to
          przede wszystkim właśnie wspomniane wyczulenie. W podręczniku astrologii nie
          powinno więc zabraknąć zarysowego przynajmniej podania reguł pracy z klientem,
          zwłaszcza, że gros dotychczas funkcjonujących na krajowym rynku podręczników
          nic takiego nie zawiera, ograniczając się do lepiej lub gorzej podanych zasad
          interpretacji.
          Tymczasem właśnie żywy kontakt astrologa i jego klienta jest najważniejszy.
          Najlepsze wyniki osiągnie nie ten, kto robi milisekundowe rektyfikacje i omamia
          klienta, rzucając w rozmowie uranami i midpunktami; profesjonalista astrologii
          mówi prosto i zrozumiale, nie starając się przy pomocy niepojętych dla
          człowieka z ulicy zawiłości warsztatu, robić wrażenia osoby o niesamowitych
          mocach duchowych.
          Profesjonalizm w astrologii to sztuka bycia w kontakcie z klientem - kimś, kto
          dysponując sporą głębią wglądu, dla klienta jest kimś najzwyklejszym ze
          zwykłych, dostępnym i niekłopotliwym w kontakcie.
          Trudno oczywiście w miejscu, gdzie nieco na bok odsuwamy sztywnotę reguł, podać
          jakieś przepisy na bycie doskonałym astrologiem; niemniej jednak jest nieco
          prawd dobrze działających i od niepamiętnych czasów przekazywanych wyzwalającym
          się na mistrzów czeladnikom wiedzy wyższej. Oto one:
          1. Ważniejszy jest człowiek, niż horoskop. O wiele istotniejsze niż określone
          charakterystyki planet, znaków i domów oddzielnie jest struktura, w której one
          funkcjonują. W skład takiej struktury wchodzi nie tylko horoskop, ale i
          uwarunkowania pozaastrologiczne ? wychowanie, poziom człowieczeństwa, stopień
          zrozumienia losu, doświadczenie życiowe, funkcjonowanie społeczne. Takie
          czynniki są w horoskopie najczęściej niewidoczne, a działają potężnie, nieraz
          warunkując poziom i sposób interpretacji. Nie raz i nie dwa zobaczymy, jak
          wieszczący powodzenie Jowisz staje się przyczyną klęski a ponury Saturn ?
          najwierniejszym bóstwem opiekuńczym. Bo znaczenia symboli są płynne i właściwie
          nieokreślone. Dopiero w pełnej strukturze, w horoskopie i życiu konkretnego,
          człowieka nabierają znaczeń. I to znaczeń indywidualnych, niepowtarzalnych w
          żadnej innej strukturze. Dlatego nie warto przywiązywać się do kategorycznych
          stwierdzeń, że Mars to a Pluton tamto. Raczej trzeba szukać co Mars a co Pluton
          znaczą dla konkretnego człowieka, którego horoskop ma się przed oczami. A jeśli
          znajdziemy regułę, która w jakimś horoskopie działa, pamiętajmy, że nie jest
          ona uniwersalna i na drugim horoskopie może zawieść.
          Na dobrą sprawę każda wyrocznia ? horoskop, układ kart Tarota, heksagram Księgi
          Przemian ? jest światem samym dla siebie, do którego nie przyłożymy żadnej
          sztywnej sztancy interpretacyjnej.
          Stosunkowo najbardziej niezawodne będą reguły działania ukrytej struktury
          horoskopu, choćby takiej, jak model planetarny człowieka (po to właśnie został
          stworzony ? żeby choć trochę opanować chimeryczność systemu astrologicznego).
          Ale miejmy świadomość, że nie jest to cudowne panaceum na wszystko w astrologii
          i że bez czujnej intuicji i maksymalnie rozbudzonej wrażliwości na drugiego
          człowieka (tak właśnie ? człowieka a nie jego horoskop) daleko w astrologii nie
          zajdziemy.
          2. Większość informacji, jaką astrolog przekazuje klientowi to mniej odczytanie
          horoskopu a bardziej czytanie z człowieka. Interpretujący horoskop astrolog
          działa w osobliwym natchnieniu, często nie wie, skąd przyplątała się taka a nie
          inna uwaga, która okazuje się trafna. Otóż takie celne uwagi to wynik
          bezpośredniego połączenia astrologa z jego klientem. Wtedy astrolog ma
          bezpośredni dostęp do pamięci i umysłowości osoby, której horoskop omawia.
          Jeśli tego brak, interpretacja jest trudna, idzie jak po grudzie, rozmowa się
          nie klei i nie padają żadne ważkie słowa. Toteż nawiązanie niewerbalnego
          kontaktu jest często-gęsto najtrudniejszym momentem spotkania.
          Niektórzy dokonują tego iście hazardowo, próbując na wstępie spotkania olśnić
          klienta jakiś celnym ujęciem jego problemu w krótkiej a celnej metaforze. Gdy
          się uda, to dobrze, klient się podda i otworzy umysł przed astrologiem. Gdy
          jednak taka metafora jest niecelna, kontakt zrywa się natychmiast i jest trudny
          do odzyskania.
          Inną metodą (bardzo skuteczną) jest opowiedzenie w kilku słowach czegoś o
          astrologii jako takiej, np. o możliwościach i ograniczeniach diagnozy
          horoskopowej. W taki sposób dopuszcza się klienta do tajemnicy, czuje się on
          nobilitowany i wtedy chętnie się otworzy.
          Można też wprost zapytać klienta o problem, z jakim przyszedł. Wtedy bez
          zbędnych wstępów koncentrujemy się na tym, co dla klienta najistotniejsze i
          dzięki temu zdobywamy jego zaufanie.
          Jeśli ten osobliwy, niepowtarzalny kontakt nie nawiąże się w pierwszych kilku
          minutach rozmowy ? najpewniej nie nawiąże się już nigdy. Wtedy lepiej z
          interpretacji zrezygnować, lub ewentualnie poprosić o przesunięcie spotkania na
          późniejszy termin.
          3. Aby nie rozpraszać się podczas rozmowy, horoskop klienta trzeba wstępnie
          przestudiować przed nią. Gdy mamy przed sobą żywego człowieka, po prostu nie ma
          czasu na pracochłonną nieraz analizę, bowiem działa kontakt bezpośredni. Bez
          uprzedniego przestudiowania horoskopu będzie on mylący, łatwo będzie wziąć
          ukryte kompleksy, projekcje i chciejstwo klienta za rzeczywiste przeznaczenie.
          Dlatego trzeba horoskop przynajmniej raz przed spotkaniem zobaczyć. Rzadkością
          jest w astrologii godny tego miana profesjonalista przyjmujący ludzi z tzw.
          ulicy. Najczęściej wyznacza on klientowi kilkudniowy termin oczekiwania. Gdy
          zna się już człowieka, można udzielać porad i przez telefon. Ale do pierwszego
          spotkania trzeba się przygotować. Wtedy podczas właściwej rozmowy natchnienia
          astrologa nie będą wzięte z gwiazd, tylko podświadomie uzgodnią się z treściami
          wcześniej odczytanymi z radixu.
          Gdy nie ma żadnej możliwości wcześniejszego przestudiowania radixu, trzeba po
          wyliczeniu horoskopu poprosić klienta o kilka minut czasu, które spożytkujemy
          na analizę naprędce wyliczonego horoskopu i drugich kilka minut na uchwycenie
          kontaktu. Dopiero potem można przystąpić do rozmowy właściwej.
          4. Astrolog nie może przeceniać swoich możliwości. Powiedzmy to sobie wyraźnie:
          nie każdy i nie każdemu ma coś ciekawego do powiedzenia. Astrolog również.
          Jeśli z jakichkolwiek przyczyn nie chce on omawiać horoskopu, lub po prostu
          widzi, że zadaniu nie podoła ? jego dobrym prawem jest odmowa wykonania usługi.
          Wtedy trzeba klientowi o tym powiedzieć jasno i dobitnie, zanim nawiąże się
          jakikolwiek kontakt. Konsekwencją jest oczywiście strata klienta, ale ? rzecz
          dziwna! ? podczas kontaktu astrologa i klienta działają takie energie, że tzw.
          klient odrzucony bardzo rzadko ma do astrologa żal. W przeważającej większości
          przypadków przeciwnie, nabiera szacunku dla uczciwości i etyczności astrologa.
          Do owej etyczności należy też umiejętność wskazania kogoś, kto, zdaniem
          astrologa odmawiającego usługi, potrafi klientowi pomóc.
          Nawet najlepszym astrologom mniej więcej raz na sto przypadków trafia się
          opisana powyżej sytuacja. Żaden to wstyd, bo as
          • potrek Re: Etyka zawodowa 20.07.07, 04:48
            4. Astrolog nie może przeceniać swoich możliwości. Powiedzmy to sobie wyraźnie:
            nie każdy i nie każdemu ma coś ciekawego do powiedzenia. Astrolog również.
            Jeśli z jakichkolwiek przyczyn nie chce on omawiać horoskopu, lub po prostu
            widzi, że zadaniu nie podoła ? jego dobrym prawem jest odmowa wykonania usługi.
            Wtedy trzeba klientowi o tym powiedzieć jasno i dobitnie, zanim nawiąże się
            jakikolwiek kontakt. Konsekwencją jest oczywiście strata klienta, ale ? rzecz
            dziwna! ? podczas kontaktu astrologa i klienta działają takie energie, że tzw.
            klient odrzucony bardzo rzadko ma do astrologa żal. W przeważającej większości
            przypadków przeciwnie, nabiera szacunku dla uczciwości i etyczności astrologa.
            Do owej etyczności należy też umiejętność wskazania kogoś, kto, zdaniem
            astrologa odmawiającego usługi, potrafi klientowi pomóc.
            Nawet najlepszym astrologom mniej więcej raz na sto przypadków trafia się
            opisana powyżej sytuacja. Żaden to wstyd, bo astrolog też jest tylko
            człowiekiem i ma prawo domagać się odrobiny zrozumienia i dla siebie.
            5. Gdy już nawiązał się kontakt i astrolog wszedł w horoskop musi pamiętać, że
            on tu jest znającym drogę przewodnikiem. Rozmowa astrologa i klienta przeważnie
            ma coś z lawiny, która, raz ruszona , jest nie do zatrzymania. Dopóki nie
            wyładuje się całkowicie potencjał kontaktu, astrologowi nie wolno się wycofać.
            Musi on mieć pełne zaufanie do siebie i swoich umiejętności. Dzieją się rzeczy
            dziwne, w rodzaju wspomnianych natchnień, zdarza się nawet, choć rzadko,
            wyraźnie zobaczyć jakąś przyszłą sytuację. I wtedy najmniejsze nawet zawahanie
            astrologa, jego utrata zaufania do siebie samego, powoduje utratę kontaktu z
            wewnętrznym procesem klienta. Nagle nie ma o czym mówić i zostawia się klienta
            z otwartą podświadomością, sam na sam z wątpliwościami, niedopowiedzeniami, z
            rozpędzoną ciekawością. Wtedy łatwo o to, żeby otwartą energię klienta
            zagospodarowały jakieś ponure siły, żeby zrodziły się obsesje w rodzaju on wie,
            stanie się coś strasznego ale nie chce mi tego powiedzieć... a odpowiedzialność
            za takie, wprost do klinik psychiatrycznych prowadzące obsesje, spadnie na
            astrologa. Złe odium, które ciąży na wróżkach i astrologach, bierze się właśnie
            stąd, że w tym środowisku sporo jest nawiedzonych partaczy, którzy nie umieją
            zapanować nad energią wyzwoloną podczas spotkania.
            Jeśli zatem ktoś nie jest pewny, że potrafi zapewnić sobie i klientowi
            stuprocentowe bezpieczeństwo w świecie słabo poznanych, nieraz groźnych
            energii, niechże się nie bierze za praktykę astrologiczną.
            6. Astrolog interpretujący horoskop musi umieć być przezroczysty, wolny od
            jakichkolwiek osobistych nastawień i z góry powziętych sądów. Jest to jedno z
            najstarszych przykazań danych astrologowi; już Klaudiusz Ptolemeusz w II w. n.
            e w swojej słynnej Regule XII ze zbiorku Centiloquium pisał: Miłość i nienawiść
            przeszkadzają wydaniu bezstronnego sądu, bowiem lekceważą rzeczy najważniejsze,
            a powiększają drobnostki.
            Dla współczesnego astrologa oznacza to konieczność pracy z własną
            podświadomością i emocjami. Nie mamy tu oczywiście na myśli psychoterapii, gdyż
            osoby wymagające psychoterapii za astrologię brać się w ogóle nie powinny; mamy
            na myśli pracę samopoznania. Jak do tej pory, nic lepszego niż praktyka
            medytacyjna do tego nie wymyślono. Medytacja uczy wyciszenia, powściągania
            osądu, pokoju wewnętrznego, czyli wszystkiego tego, co jest absolutnie
            niezbędnym składnikiem osobowości astrologa. Tylko w takim stanie można
            poprawnie odczytać symboliczne przesłania horoskopowe. Bez tej kwalifikacji,
            astrologia, choćby nie wiadomo jak wymyślna i profesjonalna, ogłupia, uzależnia
            i jest po prostu szkodliwa.
            7. Mówi się klientowi to, co w danej chwili samemu uznaje się za potrzebne i
            bezpieczne. Dość często w praktyce zdarza się, że już po skończonej rozmowie
            astrolog zda sobie sprawę, że pominął jakiś ważny tranzyt, lub szczegół
            interpretacji. Nie zawsze jest to błąd w sztuce, częściej doświadczenie
            osobliwości pracy astrologa: otóż każdy kontakt z klientem jest niepowtarzalny.
            Przebiegiem rozmowy, wyborem takich a nie innych czynników do interepretacji,
            skoncentrowaniem się na takiej a nie innej sytuacji prognostycznej, rządzi tyle
            czynników naraz i tak różnorodnych, że nie opanujemy ich. Ważniejsze jest co
            innego: aby interpretujący astrolog nieustannie miał wgląd w siebie, bowiem
            jego pewność siebie automatycznie przenosi się na klienta. Jak długo astrolog
            zachowuje wspomnianą wcześniej przezroczystość i wrażliwość na drugiego
            człowieka, jeśli jednocześnie czuje się pewnie i bezpiecznie ze sobą i tym, co
            mówi, niebezpieczeństwa dla klienta nie ma. Gorzej, gdy ktoś chce popisać się
            przed klientem, lub dokonuje aktu mentalnej agresji na niego, czego
            spektakularnym przykładem bywa wróżenie z horoskopu daty czyjejś śmierci. Takie
            rzeczy są niedopuszczalne!!!
            Należy przyjąć tu wielokrotnie już sprawdzoną zasadę: to, co astrolog potrafi
            powiedzieć, to zawsze rzeczy, na które mamy większy lub mniejszy wpływ. Jeśli
            jakieś wydarzenie jest naprawdę już nieuniknione, żaden wróżbita go z planet
            ani kart nie wydobędzie. Natomiast po fakcie, oczywiście uderzy się w czoło, że
            wtedy nie zauważył kwadratury czegoś do czegoś... Nie ma co się o to obwiniać.
            Jeśli astrolog jest naprawdę profesjonalistą, łączącym opanowanie samej
            astrologii z rozumieniem sensu ludzkiego na tej Ziemi bytowania ? zawsze powie
            dokładnie to, co jego klientowi było rzeczywiście potrzebne a nie będzie go
            stresował czymś, na co klient i tak nie ma wpływu.
            8. Astrolog też ma horoskop i też podlega tranzytom i progresjom. Aczkolwiek
            profesjonalista potrafi w znacznym stopniu (najczęściej dzięki praktyce
            medytacyjnej) zminimalizować wpływy bieżącej konfiguracji astrologicznej,
            jednak nie zawsze się to udaje. Trzeba zdawać sobie sprawę, że są okresy, gdy
            interpretuje się słabo i praktykę trzeba ograniczyć lub wręcz zawiesić. Takie
            przestrzeganie rytmu własnej pracy opłaci się po wielekroć, bo dzięki
            umiejętnemu omijaniu okresów słabszych ma się opinię kogoś, kto zawsze
            interpretuje znakomicie.
            Równie ważne jest porównanie horoskopu astrologa z horoskopem klienta. Gdy
            połączenia są zbyt ścisłe a astrolog ma zbyt dużo nierozwiązanych problemów
            własnych, spotkanie łatwo przestaje być tylko interpretacją horoskopu... Z
            punktu widzenia etyki astrologicznej jest to w najwyższym stopniu niepożądane.
            (Dość skuteczna metodą wyeliminowania takich niejasności jest pobieranie
            pieniędzy za interpretację horoskopu. Dla osób pobierających regularne opłaty
            za interpretacje jest to codzienność, ale dla kogoś, kto interpretuje
            nieodpłatnie, może być wyjściem z wielu nieprzyjemnych sytuacji).
            Gdy jednak, mimo prób zlikwidowania czynników nie-interpretacyjnych czujemy
            względem klienta coś poza astrologicznego, lepiej umówić się na późniejsze
            spotkanie a na czas interpretacji odłożyć swoje sprawy na bok.
            9. Astrolog nie jest Bogiem ani nawet jego kapłanem. Wspomniana wcześniej
            poprawna ocena swoich, możliwości dotyczy zwłaszcza prognozy. Jeśli jakaś
            informacja nie pochodzi z częstego podczas rozmowy wieszczego natchnienia, lecz
            jest potwierdzona przebiegami prognostycznymi po horoskopie klienta, astrolog,
            omawiając takie wydarzenie, musi obowiązkowo zaznaczyć je jako prawdopodobnie,
            a nie takie, które się na pewno zdarzy. Nie od rzeczy też będzie uczulenie
            klienta na to, które informacje są prawdopodobne (i w jakim stopniu) a które,
            zdaniem astrologa, pewne. Niedopuszczalne jest podpieranie się wolą bożą, czy
            innymi, głuszącymi krytycyzm tak astrologa, jak jego klienta wyrokami losu.
            Klientela astrologów to ludzie często nieuleczalnie przesądni, z ograniczoną
            wolą własną. Tacy chcieliby, żeby wszystko za nich w życiu wykonał horoskop. I
            jeśli astrolog ulegnie pokusie władzy, to owszem, zdobędzie ślepo posłusznego
            sobie wyznawcę, ale.
            • potrek Re: Etyka zawodowa 20.07.07, 04:56
              wyznawcę, ale... na mocy prawa karmy wszelkie konsekwencje poniesie nie
              klient, lecz astrolog właśnie!
              Zapamiętajmy to dobrze: nad horoskopem interpretuje się tylko horoskop i proces
              wewnętrzny klienta - przeznaczenie. Wszelkie osobiste projekcje, agitacje,
              próby sterowania klientem, podporządkowania go sobie, prowadzenia jakiejś
              podejrzanej terapii, dowodzenie własnej przewagi, wypowiadanie
              samosprawdzających się przepowiedni, to czynności wysoce nieetyczne i z mety
              dyskwalifikujące astrologa.
              10. Astrolog zobowiązany jest do pełnego poszanowania siebie i swego klienta.
              Prawda to banalna, lecz nigdy dość jej przypominania. Bez szacunku dla siebie
              samego astrolog łatwo się degeneruje, np. pracując zbyt wiele i przez to
              drastycznie obniżając jakość swoich usług. Jaskrawym przejawem takiej
              degeneracji jest traktowanie klientów przede wszystkim jak źródła dochodu, z
              zatratą wrażliwości na ich potrzeby. Szacunek dla siebie, to również danie
              sobie czasu na własny rozwój, na dokształcanie się, na doskonalenie
              umiejętności, etc.
              Szacunek dla klienta to przede wszystkim szanowanie jego woli a nieraz i
              słabości. Pamiętanie, że astrolog, choć widzi sporo, jest wobec klienta
              służebny. Niedopuszczalne jest więc wykonywanie horoskopu komuś, kto tego sobie
              wyraźnie nie życzy, podobnie jak przytłaczanie klienta i ukazywanie mu swojej
              przewagi. W imię tej służebnej roli nie raz i nie dwa trzeba w sytuacjach
              kryzysowych być do dyspozycji o dziwnych porach i na każde wezwanie klienta.
              Ten sam imperatyw powoduje, że ? jeśli astrologię uprawia się zarobkowo -
              czasem trzeba zrezygnować z zarobku, jeśli widać, że człowiek potrzebuje pomocy
              a na opłacenie usługi zwyczajnie go nie stać.
              Przy okazji warto też przypomnieć, że astrologa obowiązuje bezwzględna
              tajemnica, taka sama jak tajemnica lekarska lub tajemnica spowiedzi. Jeśli
              trzeba użyć jakiegoś horoskopu, np. do celów naukowych albo dydaktycznych,
              można to zrobić anonimowo, chyba że ma się wyraźną zgodę właściciela horoskopu
              na prezentację. (Autor serdecznie odradza taką ekshibicję, bowiem horoskop to
              swoista brama do wnętrza ludzkiej psychiki. Nie zawsze można kontrolować, co
              przez tę bramę wchodzi ? zwłaszcza podczas publicznej prezentacji)
              11. Istnieje coś takiego jak astrologiczne BHP i astrolog jest pierwszą osobą,
              której ono dotyczy. Pamiętajmy cały czas, że energie subtelne nie zawsze są
              bezpieczne dla ciała i psychiki, a ci, którym się wydaje, że oni są ponad to,
              szybko zapełniają oddziały psychiatryczne. Oto kilka sprawdzonych zasad
              bezpiecznego postępowania w praktyce astrologicznej:
              - Nie wolno przystępować do interpretacji bez osłony mentalnej. Horoskop
              żyjącej osoby niesie taką samą energię, jak ta osoba. A do astrologa rzadko
              trafiają przypadki przyjemne i proste. Częściej jest on narażony na kontakt z
              bytami i energiami wykrzywiającymi naturalny rozwój człowieka, więc niezbyt
              przyjaznymi. W tej sytuacji opanowanie zasad ochrony mentalnej jest
              elementarnym wymogiem stawianym profesjonaliście.
              Doskonałym sposobem ochronienia się przez nasiąkaniem obcymi problemami jest
              oddanie klientowi tego, co stanowi medium spotkania, np. wydruku horoskopu, lub
              nagranej podczas rozmowy kasety magnetofonowej. Jeśli horoskop po zakończonym
              spotkaniu wymaga krótkiego komentarza lub opisu, trzeba to uczynić niezwłocznie
              i odłożyć horoskop do archiwum.
              - Nie wolno się bezmyślnie eksploatować. Najlepsi nawet praktycy po maksimum
              trzech -`czterech ważnych rozmowach dziennie mają dosyć. Regularne przyjmowanie
              większej ilości klientów jest sygnałem, że astrolog obniża loty. Albo osiąga
              większą wydajność kosztem własnego zdrowia psychicznego i fizycznego (szybko
              się one wtedy psują) albo interpretuje powierzchownie. Sytuacja pierwsza nie
              wymaga komentarza, druga zaś jest jawnie sprzeczna z etyką już nie tylko
              astrologiczną, ale etyką profesjonalizmu jako takiego.
              - Trzeba się regularnie oczyszczać energetycznie. Kontakt z drugim człowiekiem,
              zwłaszcza tak głęboki, jaki daje horoskop, powoduje, czy tego chcemy, czy nie,
              że astrolog przesiąka problemami i losem klientów, co dla niezbędnej w tym
              fachu bezosobowości jest zabójcze. Kilka minut medytacji między kolejnymi
              rozmowami, kąpiel, kontemplacja palącej się świecy, zapalenie kadzidełka,
              modlitwa ? dość skutecznie likwiduje takie niepożądane osady
              psychoeneregetyczne. Równie ważne jest, by astrolog nie zostawiał ani w sobie
              ani dookoła siebie więcej śladów spotkania, niż to niezbędne do celów
              archiwizacji lub własnego rozwoju.
              Po pracy dobrze jest na jakiś czas zapomnieć o istnieniu astrologii i zająć się
              zwykłym życiem. To też oczyszcza i trzyma astrologa w realiach bytowania. Gdy
              nadmiernie żyje się astrologią, praktyka rychło wyradza się w uzależnienie a
              uzależniony od praktyki astrolog staje się szkodnikiem, potężnie wzmacniającym
              obsesje i niespełnienia wszystkich, którym rzekomo pomaga.
              12. Astrolog musi nieustannie weryfikować wyniki swej pracy. Najczęściej są to
              sygnały zwrotne, jakie otrzymuje od swoich klientów: czy porada pomogła, czy
              wyniku rozmowy klient coś sobie uświadomił, czy i na ile sprawdziła się
              wypowiedziana prognoza, itp. Wymaga to nieraz sporej odwagi! Bo nie zawsze jest
              się nieomylnym, a ludzie nieraz od wyniku rozmowy z astrologiem uzależniają
              najważniejsze życiowe decyzje. Gdy więcej niż jedna czwarta sygnałów zwrotnych,
              jakie astrolog odbiera od swych klientów jest dla astrologa niepomyślna, to
              znak, że trzeba się poważnie zastanowić nad sobą, coś udoskonalić, czegoś się
              nauczyć. Bez takiej kontroli grozi samouwielbienie i zastój, prowadzący szybko
              do degeneracji, nie tylko w astrologii zresztą.

              Włodzimierz Zylbertal

          • queenmaya Re: Etyka zawodowa 20.07.07, 13:11
            potrek napisał:

            > Uważam że ten tekst z świetnej książki astrologa W.Zybertal pt: Kosmiczne
            > źródła jaźni- jest tu jak najbardziej na miejscu. To klasyk ale i humanisci
            > powinni znać nie tylko awers ale także rewrs astrologii.

            Piotruś, nie rozśmieszaj mnie, błagam! Zybertal w swojej książce wyraźnie odcina
            się od astrologicznego wróżbiarstwa, nazywając je astrologią jarmarczną, a nawet
            wręcz jarmarcznym kuglarstwem. Przeczytaj uważnie, co pisze.
            Zybertal jest humanistyczny, na szczęście. I dlatego go lubię czytać.
            --
            www.astro.eco.pl
            astromaria.blogspot.com/
            astromaria.blog.pl/
    • queenmaya Re: Etyka zawodowa 20.07.07, 13:55
      A propos etyki zawodowej, przypomniało mi się coś bardzo ważnego z historii tego
      forum.
      Otóż parę lat temu jeden z dyskutantów udał się do jakiejś nieujawnionej z
      nazwiska sławy astrologicznej i otrzymał przepowiednię, że w podanym dniu bliska
      mu osoba popełni samobójstwo. Nie pamiętam kto padł ofiarą tego etycznego
      astrologa, ale jestem wprost niesłychanie ciekawa, czy wróżba się spełniła.
      Pamiętam tylko, że mimo przerażenia wróżbą zainteresowany bronił własną piersią
      swojego guru i twardo wierzył w jego słowa, co zakończyło się ostrym piciem i
      rozróbą w forum.
      To jest dla mnie klasyczny przykład nieetycznego i nieprofesjonalnego podejścia
      do astrologii i klientów.
      I proszę mi tu nie pisać, że zawistnie szkaluję dobre imię sławnego i zapewne o
      całe niebo lepszego ode mnie Miszcza przez duże SZCZY. Bo ja bym takiego na pal
      nabiła, a najchętniej pozwała do sądu. Uważam, że krycie takich i niepodawanie
      ich nazwisk jest nieetyczne, ponieważ dalej będą szkodzić ludziom.
      --
      www.astro.eco.pl
      astromaria.blogspot.com/
      astromaria.blog.pl/
      • iokepine Re: Etyka zawodowa 20.07.07, 21:02
        queenmaya napisała:

        > A propos etyki zawodowej, przypomniało mi się coś bardzo ważnego z historii
        > tego forum.
        > Otóż parę lat temu jeden z dyskutantów udał się do jakiejś nieujawnionej z
        > nazwiska sławy astrologicznej i otrzymał przepowiednię, że w podanym dniu
        bliska mu osoba popełni samobójstwo.

        To wysoce naganne i niedopuszczalne z punktu widzenia zarówno etyki, jak i
        profesjonalizmu. Osoba, która w ten sposób "zinterpretowała" czyjś horoskop nie
        jest godna miana astrologa.



        --
        Moje zapiski alchemiczne
        • potrek Re: Czy to jest etyka zawodowa ? 21.07.07, 00:47
          Qennmaja napisała: I proszę mi tu nie pisać, że zawistnie szkaluję dobre imię
          sławnego i zapewne o
          całe niebo lepszego ode mnie Miszcza przez duże SZCZY. Bo ja bym takiego na pal
          nabiła, a najchętniej pozwała do sądu. Uważam, że krycie takich i niepodawanie
          ich nazwisk jest nieetyczne, ponieważ dalej będą szkodzić ludziom.


          Jestem Mistrzem w zawodzie fryzjer i to co napisałaś jeżeli nie masz na to 100%
          dowodów jest jak najbardziej nie etyczne. W cechu fryzjerów byś została wezwana
          do przedstawienia dowodów oraz powodów dlaczego oczerniasz kolegę po fachu. To
          że ktoś coś napisał na forum pod jakimś Nickiem nie jest ani dowodem, ani
          powodem by w taką informacje uwierzyć. Masz taśmę lub pisemną interpretacją
          czyli dowód że ten astrolog to zrobił? Jeżeli nie to w według mnie oczerniasz
          kolegę po fachu.
          Pozdrawiam potrek
          • queenmaya Re: Czy to jest etyka zawodowa ? 21.07.07, 01:15
            potrek napisał:

            > Jestem Mistrzem w zawodzie fryzjer i to co napisałaś jeżeli nie masz na to 100%
            >
            > dowodów jest jak najbardziej nie etyczne. W cechu fryzjerów byś została wezwana
            >
            > do przedstawienia dowodów oraz powodów dlaczego oczerniasz kolegę po fachu. To
            > że ktoś coś napisał na forum pod jakimś Nickiem nie jest ani dowodem, ani
            > powodem by w taką informacje uwierzyć. Masz taśmę lub pisemną interpretacją
            > czyli dowód że ten astrolog to zrobił? Jeżeli nie to w według mnie oczerniasz
            > kolegę po fachu.
            > Pozdrawiam potrek

            Proszę bardzo, niech mnie ten sławny kolega pozwie do sądu. Zna moje nazwisko i
            wie, jak mnie dorwać. Przynajmniej się dowiem, kto to był, bo szczerze mówiąc
            ciekawość mnie po prostu zżera.
            --
            www.astro.eco.pl
            astromaria.blogspot.com/
            astromaria.blog.pl/
            • mii.krogulska Re: Czy to jest etyka zawodowa ? 21.07.07, 01:27
              Witam, a mnie pewien Mistrz astrolog powiedział uprzejmie na przykład tak:
              "nie masz ascendentu w Skorpionie, dziecko, źle sobie policzyłaś, bo kochanie
              cycki jak na Skorpiona to masz za małe" wink))))) . A 15 minut później dodał: "No,
              i pożyjesz sobie trochę, a jak będziesz miała 90 lat, to cię Uran wywali".
              Szkoda, że to czasu przedmichnikowskie były i do ludzi się szło bez dyktafonu w
              kieszeni... teraz to już będę dokumentować wink

              Pozdrawiam, Mii

              --
              Astroportal.pl - serwis dla
              astrologów
              SklepMagiczny.pl
              Czary.pl
              • neptus Re: Czy to jest etyka zawodowa ? 21.07.07, 22:55
                Nie wiedział, biedak, że o kwestii "cycków" decyduje głónie położenie Księżyca.
                Znam ascendentową skorpionicę chudą jak szczapa i płaską jak decha. To by
                dopiero mu nie pasowało. smile))
                --
                Organizowanie chaosu kończy się chaosem organizacji.
                AstroAlgorytmy www.astro.hg.pl
                • aarvedui Re: Czy to jest etyka zawodowa ? 22.07.07, 00:03
                  neptus napisała:

                  > Nie wiedział, biedak, że o kwestii "cycków" decyduje głónie położenie Księżyca.
                  >
                  > Znam ascendentową skorpionicę chudą jak szczapa i płaską jak decha. To by
                  > dopiero mu nie pasowało. smile))

                  OT: a mnie sie dokładnie ksiezyc nie sprawdza..
                  analizowałem sobie podług klasyków wspieranych notatkami "o pupach", no i sam
                  nie wiem co o tym myslec.
                  zawsze cos pasuje,ale albo to zdecydowane obłozenie znaku (i tu niekoniecznie z
                  ksiezycem,ale np z wenus i ascendentem,albo ogólnie siln obłozenie
                  osobistymi),albo o dziwo czesto mars wsparty czyms osobistym (konstytucja fizyczna?)

                  gwoli usprawiedliwienia dodam ze nie zawsze wiem kto jest władca ascendentu wiec
                  moze to to...;]
                  ale sam ksiezyc nigdy mi sie nie sprawdzał,ani w kwestii biustu ani w kwestii
                  pośladków z przyległosciami. moze taka karma wink
                  --
                  -------------------------------------------------------
                • na_fe Re: Czy to jest etyka zawodowa ? 22.07.07, 12:21
                  neptus napisała:

                  > Nie wiedział, biedak, że o kwestii "cycków" decyduje głónie położenie Księżyca.

                  mam Księżyc w Byku [na DC, włada IX, w tryg. z Jowiszem] i zawsze miałam
                  wrażenie, że moje piersi za bardzo ściągają na siebie uwagę otoczenia wink
                  nie miałam nic przeciwko dojrzewaniu, ale t o zdecydowanie mi przeszkadzało, tym
                  bardziej, że wolę się nie wyróżniać. zaczęłam się, wreszcie, garbić, bo wydawało
                  mi się, że są, pewnikiem, strasznie duże. smile
                  przez lata porównywałam je z innymi 'przypadkami' i wiem, że są zupełnie
                  średniej wielkości, i to Księżyc w egzaltacji tak podziałał.
                  tyle, że ta okoliczność pasuje mi, jednak, bardziej do Księżyca na AC.
                  nf
                  • neptus Re: Czy to jest etyka zawodowa ? 22.07.07, 22:10
                    Pomiędzy tym, jak człowiek postrzega siebie, a jak go widzi srodowisko bardzo
                    często jest spory rozdźwięk. Okres dojrzewania to początek drugiego cyklu
                    Jowisza, po zakonczeniu pierwszego cyklu nagle wszystko rośnie jowiszowo -
                    piersi, pryszcze i włosy w dziwnych miejscach, kończyny robią sie
                    nieproporcjonalnie długie, itp. więc nic dziwnego, ze wielu osobom w tym wieku
                    wprowadza to niezłe zamieszanie w sposobie postrzegania swojego ciała. Czują
                    sie, jak człowiek po operacji plastycznej po raz pierwszy spoglądający w lustro
                    i widzacy tam obcą osobę. Na to jeszcze nakłada się pierwsza połówka cyklu
                    Saturna i półkwadrat Urana (jak ty wyglądasz?!). Opozycja to przeciez także
                    lustro, a w przypadku Saturna to w dodatku lustro bardzo krytyczne.
                    --
                    Organizowanie chaosu kończy się chaosem organizacji.
                    AstroAlgorytmy www.astro.hg.pl
                    • acrux79 A propos samobójstwa 23.07.07, 02:16
                      Myślę, że to tajemnica poliszynela, kto to jest. Ta osoba ( najprawdopodobniej
                      ta osoba ), również "popisała się" podaniem trzech możliwych dat samobójstwa...
                      kogoś.

                      Z innego źródła wiem, że również komuś innemu jeszcze je podała. A tu słyszę
                      trzeci przykład...

                      A ja jestem w szoku, bo na miejscu ał!torytetu nie ryzykowałbym aż tak mocno.
                      Po co stawiać na szalę przepowiadania aż tak wiele ? Czemu grać tak mocnymi,
                      śmiertelnymi kartami ? Nigdy bym Tej ( myślę, że Tej... ) osoby nie podejrzewał
                      o to. Z drugiej jednak strony, nic tak nie przywiązuje do drugiego człowieka,
                      jak najgłębszy strach. Dla większości jest to właśnie śmierć i jej data.

                      P.S. To kto pobawi się w Michnika, bo ta osoba potrafi podawać daty samobójstwa
                      przez telefon ? W razie ujawnienia, mogę się przydać jako naoczny świadek.
                      Brzmi jak czarny humor, ale jest to czarne jak najbardziej.
                      P.S.2. Od znakomitości do szaleństwa jest króciutka droga, vide pan Samson.
          • anahella Re: Czy to jest etyka zawodowa ? 23.07.07, 02:33
            potrek napisał:

            > Jestem Mistrzem w zawodzie fryzjer i to co napisałaś jeżeli nie masz
            > na to 100% dowodów jest jak najbardziej nie etyczne. W cechu fryzjerów byś
            > została wezwana
            > do przedstawienia dowodów oraz powodów dlaczego oczerniasz kolegę po fachu. To
            > że ktoś coś napisał na forum pod jakimś Nickiem nie jest ani dowodem, ani
            > powodem by w taką informacje uwierzyć. Masz taśmę lub pisemną interpretacją
            > czyli dowód że ten astrolog to zrobił? Jeżeli nie to w według mnie oczerniasz
            > kolegę po fachu.

            Z jednej strony masz racje, ale z drugiej Maya nikogo nie oczernia. Jesli ktos
            przepowiada samobojstwo klienta to jest to zly astrolog i inni maja prawo sie do
            tego odniesc. I nie mam na mysli jego warsztatu, ale umiejetnosc rozmowy z
            klientem, ktora jest czescia tego zawodu. Gdybys - jako fryzjer - np. wyzywal
            klientki, albo mowil: "jest pani tak brzydka, ze nic juz nie pomoze" to tez
            poczulbys na plecach dziwne spojrzenia kolegow po fachu.

            Nie pamietam jaki temat mial ten watek, i kto byl jego autorem, ale cos takiego
            bylo, przypominam sobie. Mowil to klient astrologa. Jesli to nieprawda, to tenze
            astrolog powinien pozwac do sadu owego klienta.

            --
            Forum dla astrologow
            * KOLCZYKI * BRANSOLETKI *NASZYJNIKI * zobacz na moim blogu
            • potrek Re: Czy to jest etyka zawodowa ? 23.07.07, 15:16
              Anachella napisała : Z jednej strony masz racje, ale z drugiej Maya nikogo nie
              oczernia. Jesli ktos
              przepowiada samobojstwo klienta to jest to zly astrolog i inni maja prawo sie do
              tego odniesc. I nie mam na mysli jego warsztatu, ale umiejetnosc rozmowy z
              klientem, ktora jest czescia tego zawodu. Gdybys - jako fryzjer - np. wyzywal
              klientki, albo mowil: "jest pani tak brzydka, ze nic juz nie pomoze" to tez
              poczulbys na plecach dziwne spojrzenia kolegow po fachu.

              Nie pamietam jaki temat mial ten watek, i kto byl jego autorem, ale cos takiego
              bylo, przypominam sobie. Mowil to klient astrologa. Jesli to nieprawda, to tenze
              astrolog powinien pozwac do sadu owego klienta.

              Opowiem jak to wygląda na forach fryzjerskich , tam też wielokrotnie są
              oczerniani dobrzy fachowcy .
              Ale te bzdurne wpisy podszywające się ponoć pod ich klijętów oceniam tak :
              Piszą je fryzjerzy zazdrośni o ich popularność. Qeunnmaja jest bardzo dobrym
              astrologiem i mistrzem w tym co robi i uważam że nie potrzebnie podała ten
              przykład. Bo równie dobrze ten post którym się Qennmaja posłużyła mógł wpisać
              sfrustrowany i niedouczony astrolog by znanego astrologa poniżyć. W każdym
              zawodzie: lekarza czy astrologa powinna być solidarność zawodowa po to przede
              wszystkim by nas szanowano. Jeżeli kolega oczernia kolegę po fachu nie zdobywa
              ten zawód ( astrolog ) ani szacunku ani poważania, a raczej staje się obiektem
              kpin gawiedzi. Wątpię by znany Mistrz powiedział taką bzdurę klientowi chyba że
              sam jest chory psychicznie, co w tym zawodzie jest przypadkiem nie odosobnionym
              o czym wspomina W.Zybertal w tekście który zamieściłem na górze. Nie było moim
              zamiarem robić Qennmai przykrości bo ją bardzo cenie jako astrologa i lubię.
              Było to pisane pod wpływem emocji odnośnie solidarności zawodowej fryzjerskiej
              a także braci astrologów.
              Pozdrawiam potrek

              Szanujmy się nawzajem by nas też szanowano smile


























              • queenmaya Re: Czy to jest etyka zawodowa ? 23.07.07, 15:56
                Potrek, znamy się nie od dziś i lubię cię, ale czasem mnie zdumiewasz, więc
                muszę zaprotestować.
                Ale po kolei:

                potrek napisał:

                > Anachella napisała : Z jednej strony masz racje, ale z drugiej Maya nikogo nie
                > oczernia.

                Byłoby to oczernianie, gdybym podała tu nazwisko lub jakieś inne dane,
                pozwalające namierzyć faceta. Tymczasem ja naprawdę nie wiem, kto to był. Na
                myśl przychodzą mi dwa nazwiska, a przecież mógł to być kto inny. Tak więc nie
                mam pewności.


                > Jesli ktos
                > przepowiada samobojstwo klienta to jest to zly astrolog i inni maja prawo sie do
                > tego odniesc. I nie mam na mysli jego warsztatu, ale umiejetnosc rozmowy z
                > klientem, ktora jest czescia tego zawodu.

                Jako astrolog zabieram głos nie po to, żeby powiedzieć, ze inny astrolog jest do
                bani, tylko dlatego, żeby chronić ludzi (potencjalnych klientów) przed szokiem
                lub nerwowym załamaniem. Chcę, żeby osoby czytające to forum wiedziały, że
                takich rzeczy nie da się z horoskopu odczytać i że jeśli jakiś typ, podający się
                za astrologa, wieszczy takie proroctwa, to nie należy mu wierzyć, a zwłaszcza
                przerażać się nimi, tylko roześmiać mu się w nos i iść gdzie indziej. Robię to
                dla dobra tych klientów, którzy mogliby doznać rozstroju nerwowego z powodu
                takiej porady. A miszcza mam gdzieś, prędzej czy później za to zapłaci.
                Mam nadzieję, że ty, wiedziony dziwacznym poczuciem lojalności, nie kryjesz
                partacza, który niszczy klientkom włosy, lecz w takim przypadku walisz prawdę
                prosto w oczy.


                > Opowiem jak to wygląda na forach fryzjerskich , tam też wielokrotnie są
                > oczerniani dobrzy fachowcy .
                > Ale te bzdurne wpisy podszywające się ponoć pod ich klijętów oceniam tak :
                > Piszą je fryzjerzy zazdrośni o ich popularność.

                Nie wykluczam, że tak właśnie jest. W astrologii do tego celu służy publiczna
                "interpretacja" horoskopu astrologa, o czym pisałam w wątku o niepodawaniu
                danych. Ale w tym przypadku nie wiadomo, o kogo chodzi, więc raczej nie może
                chodzić o szkalowanie. Poza tym jako Skorpion dobrze wyczuwam emocje piszącego i
                czułam, że facet naprawdę doznał uszczerbku na zdrowiu. Doszło do zadymy, koleś
                się upił, a potem przepraszał forumowiczów za swoje zachowanie. A więc moim
                zdaniem nie była to ściema.


                > w zawodzie: lekarza czy astrologa powinna być solidarność zawodowa po to przede
                > wszystkim by nas szanowano. Jeżeli kolega oczernia kolegę po fachu nie zdobywa
                > ten zawód ( astrolog ) ani szacunku ani poważania, a raczej staje się obiektem
                > kpin gawiedzi.

                Na temat solidarności zawodowej lekarzy, a raczej kliki wzajemnie kryjącej swoje
                błędy w sztuce napisano bardzo dużo. Nawet powstało stowarzyszenie ofiar takiej
                medycyny. Co gorsze - jest wielki cmentarz ofiar tej "lojalności". Oby
                astrologia nie stworzyła następnego cmentarza dla samobójców lub kliniki dla
                chorych na depresję jako skutek astrologicznej konsultacji.


                > Wątpię by znany Mistrz powiedział taką bzdurę klientowi chyba że
                > sam jest chory psychicznie, co w tym zawodzie jest przypadkiem nie odosobnionym
                >
                > o czym wspomina W.Zybertal w tekście który zamieściłem na górze.

                To też się zdarza. Znam taki przypadek.


                > Szanujmy się nawzajem by nas też szanowano smile

                Niech wzajemne szanowanie się nie oznacza lojalności wobec braku profesjonalizmu
                i szkodzenia ludziom. Zabiegajmy o szacunek służąc ludziom pomocą, a nie
                szkodząc im czarną astrologią.
                Dorzucę tu jeszcze inny, drastyczny przykład. Młoda koleżanka po fachu,
                absolwentka tej samej uczelni, którą i ja kończyłam, opowiedziała mi taką
                historię z czasów swojej nauki: wykładowca astrologii, patrząc w horoskopy
                młodego małżeństwa, na pierwszy i nieuważny rzut oka orzekł kategorycznie, że są
                oni niedopasowani biologicznie i nigdy nie będą mieć dzieci. Po prostu nie ma na
                to żadnej szansy, więc mogą sobie odpuścić wszelką antykoncepcję. Więc młodzi
                wyrzucili do kosza tabletki hormonalne, no bo po co je brać, skoro i tak ciąży
                nie będzie. I co się dalej stało? kilka tygodni później dziewczyna była w ciąży.
                Ciąża to nie pryszcz, który za tydzień zniknie. To poważna sprawa na całe życie.
                Ale pan astrolog nie zastanowił się nad tym, jaką odpowiedzialność wziął na
                siebie mówiąc te bzdury.
                Lepiej, żeby ludzie wiedzieli, że astrologom nie należy bezkrytycznie wierzyć,
                lecz najlepiej kierować się własnym rozumem.
                --
                www.astro.eco.pl
                astromaria.blogspot.com/
                astromaria.blog.pl/
                • potrek Re: Czy to jest etyka zawodowa ? 23.07.07, 16:46
                  Jeżeli jakiś astrolog pisze bzdury to nie omieszkał bym napisać jego imienia i
                  nazwiska.
                  A mówienie na forum że jeden z szanownych Mistrzów powiedział taką bzdurę
                  uważam za na wyrost. Bo czytając ten post obraża się też tych szacownych którzy
                  tej bzdury nie powiedzieli. Ty masz dylemat czy to jeden czy drugi astrolog, a
                  ja mam dylemat czy piszesz o jednym z dziesięciu astrologów których szanuje.
                  Jak astrolog mówi bzdury to dlaczego nie napisać że ten ( imię nazwisko ) to
                  robi i przed nim ostrzegać?
                  Nikogo nie bronie gdyż mam swoje zasady i swoje zdanie. Jak ktoś pisze coś z
                  czym się nie zgadzam potrafię nawet osobie którą lubię i szanuje to powiedzieć.
                  Nikogo nie kryję bo nie mam takich powodów dla których miał bym to robić. Nikt
                  nie zna dnia i godziny swej śmierci bo przychodzi ona jak złodziej w nocy.
                  Napisałem to też na forum Leona Zawadzkiego i dyskusja z tego postu nie
                  wyniknęła. Mam nadzieje że nasze stosunki przyjacielskie nie uległy zmianie smile
                  Bo z mojej strony nie smile
                  Pozdrawiam potrek
                  • lwi2 Re: Czy to jest etyka zawodowa ? 23.07.07, 17:52
                    Powiem tak dyskutującym na ten temat co powiedział astrolog - sama to
                    usłyszałam w stosunku do własnej osoby, na własne uszy, i to nie w czasie
                    jakiejś konsultavji tylko przy zupełnie innej okazji, czyli bez pytania chciał
                    mi to powiedzieć. Ale od razu, chyba jednak od razu (już nie pamiętam),
                    zrozumiałam to raczej jako "wstrząs", że trzeba myśleć, że życie płynie, a ja
                    przy moim horoskopie jakoś tego nie zauważam i uważam, że na wszystko mam
                    jeszcze czas. Słowem, może astrolog, który to stosuje wie co robi i komu można
                    to powiedzieć, i jest to jakby element "terapii", wstrząsowej terapii. Tę myśl
                    jak pamiętam już kiedyś na forum napisałam, ale ją powtarzam.
                    Oczywiście numer będzie jak we wskazanym terminie "zejdę", no ale tego nie wiem
                    przecież (zostawię Mai w kopercie tę informację i "potem" przeczytacie, nie
                    sorry, nie można żartować w tym temacie, przepraszam).
                    Napisałam o tym w sumie dlatego, że w czasie tej rozmowy usłyszałam jeszcze
                    inną rzecz o sobie, która sprawdziła się po czasie, w zupełnie zdumiewający
                    sposób, chyba tak. A tamto może było po prostu dla wstrząsu, tak myślę i będę w
                    to wierzyć.
                    Lwi
                        • romy_sznajder Re: Czy to jest etyka zawodowa ? 23.07.07, 22:45
                          oczywiscie, ze sawink juz dawno opisane w psychologii:
                          pl.wikipedia.org/wiki/Samospe%C5%82niaj%C4%85ce_si%C4%99_proroctwo
                          nasz umysl jest mniej rozsadny, niz bysmy sami chcieli. zreszta przy naloku
                          bodzcow trzeba sobie upraszczac (zeby nie zwariowac od chaosu), dlatego jesli
                          czegos nie wiemy, to ufamy autorytetom. lekarzom (np. efekt placebo),
                          przepowiadaczom pogody (jak mowia, ze cisnienie spada, to wszystkich boli glowa)itd.
                          to nie ma nic wspolnego z zabobonamiwink
              • anahella Re: Czy to jest etyka zawodowa ? 23.07.07, 23:39
                potrek napisał:

                > Bo równie dobrze ten post którym się Qennmaja posłużyła mógł wpisać
                > sfrustrowany i niedouczony astrolog by znanego astrologa poniżyć.

                Musialby byc zrecznym manipulatorem, zeby to tak wyszlo. Ale nie mi to oceniac.
                Napisalam powyzsze zdanie w trybie przypuszczajacym, nie chce nikogo obrazac:
                ani tamtego klienta, ani astrologa. Nie bylo nas przy tym, ale temat jest.

                > Wątpię by znany Mistrz powiedział taką bzdurę klientowi chyba że
                > sam jest chory psychicznie, co w tym zawodzie jest przypadkiem nie
                > odosobnionym
                > o czym wspomina W.Zybertal w tekście który zamieściłem na górze.

                Sa ludzie, ktorzy sie do tego posuwaja. Nie wiem czy zjada ich choroba
                psychiczna czy pycha. Predzej uwierze w to drugie.

                --
                Forum dla astrologow
                * KOLCZYKI * BRANSOLETKI *NASZYJNIKI * zobacz na moim blogu
    • domitrax Re: Etyka zawodowa 27.09.17, 12:36
      Jeśli ktoś nie jest szczególnym sceptykiem to pewnie korzysta ale wydaje mi się że dla wielu ludzi to są niestety ( bez obrazy ) kompletne bujdy.


      ____________
      www.horoskop360.pl/sennik

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka