jaroslaw.lysio
07.01.05, 01:03
Gdzie trafiają listy do Pana Boga?
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2481860.html
Jacek Pawlicki 06-01-2005, ostatnia aktualizacja 06-01-2005 21:12
Listy do Pana Boga pisane w Holandii nie będą już trafiały do kosza. Dzięki
interwencji małej chrześcijańskiej partii holenderska poczta TPG będzie
przesyłała je do redakcji telewizji ewangelizacyjnej. Czy w Polsce też
znajdzie się ktoś, kto przejmie listy do Pana Boga?
W protestanckiej Holandii tli się jeszcze tradycja pisania listów do Pana
Boga, choć jest ich coraz mniej. Piszą je głównie ludzie chorzy, oczekując
odpowiedzi jak cudu. Dotąd traktowano je jak inne listy, których nie można
doręczyć - zwracano nadawcom lub niszczono.
André Rouvoet, przywódca małej holenderskiej chrześcijańskiej partyjki
ChristenUnie (Unii Chrześcijan) mającej trzech przedstawicieli w 150-osobowym
parlamencie, nie chciał się z tym pogodzić. Pytał wszystkich, dlaczego listy
do Pana Boga trafiają na śmietnik, podczas gdy np. w Izraelu zgodnie ze starą
tradycją rabini umieszczają je w załomkach Ściany Płaczu w Jerozolimie. Choć
listów do Boga nie jest w Holandii wiele - ok. 20 rocznie - to jego zdaniem z
szacunku dla adresata i ludzkiej wiary nie należy ich lekceważyć. Żaden z
Kościołów nie chciał wziąć na siebie odpowiedzialności za te listy. Partia
skontaktowała się więc z jedną z redakcji telewizji chrześcijańskich -
Evangelische Omroep (EO) z Hilversum. EO zajmująca się głównie głoszeniem
Słowa Bożego przyjęła wyzwanie. Zgodziła się odpowiadać na listy na antenie.
Uczestnicy programów i telewidzowie mają się po prostu modlić za ich autorów.
Polacy też ślą listy do Boga. Trafiają one w końcu do Urzędu Pocztowego nr 2
w Koluszkach, tam gdzie i inne tzw. przesyłki niedoręczalne. - Sporadycznie
dostajemy listy adresowane do Boga, nie mamy statystyk, ale chodzi o
kilkanaście rocznie - mówi Stanisław Nawrocki, naczelnik urzędu. Piszą je
głównie osoby starsze, schorowane, mieszkające w hospicjach. - Panie ze
zmiany zawsze pytają mnie, co robić z takimi listami, odpowiadam: to, co z
innymi listami niedoręczalnymi - opowiada Nawrocki.
Jeśli po otwarciu listu do Pana Boga (w obecności co najmniej trzech osób)
okazuje się, że można ustalić nadawcę, list do niego wraca, a poczta może
zażądać uiszczenia za to opłaty. Jeśli nadawcy nie ma, list jest niszczony.
Inaczej postępuje się z listami do Świętego Mikołaja zaadresowanymi np.
Niebo. Jeśli mają znaczek, przesyłane są do fundacji w Rovaniemi w Finlandii.
Poczta jest gotowa przekazywać listy do Pana Boga poważnej instytucji, która
wzięłaby na siebie obowiązek odpowiadania na nie. - Myślę, że moi przełożeni
nie mieliby nic przeciw - mówi Nawrocki.