Poczta zarabia na inwalidach?

28.10.05, 19:42
Aby rodzina mogła w imieniu inwalidy odbierać przesyłki na poczcie, musi on za
to zapłacić. Niepełnosprawni nie będą też obsługiwani poza kolejnością

Jan Rusiński jest inwalidą I grupy. Porusza się bardzo wolno, o lasce. Jego
ułomność to wynik ran odniesionych w Powstaniu Warszawskim. Niedawno otrzymał
z sądu list polecony. Listonosz nie zastał go w domu, więc zostawił awizo.

- Przesyłki odbieram w urzędzie przy ul. Ekologicznej. Poszedłem tam z żoną,
by od razu upoważnić ją do odbierania w przyszłości takich listów - opowiada.
- Kazano mi wypełnić formularz i zapłacić 21 zł. To dla mnie bardzo duża suma.
Gdy próbowałem dowiedzieć się u kierowniczki, czemu mam płacić, potraktowała
mnie jak natręta. Uważam też, że domaganie się opłaty za takie głupstwo jak
pełnomocnictwo jest nieludzkie. Przecież wielu schorowanych ludzi ma jeszcze
mniej pieniędzy niż ja.

Sprawdziliśmy na innych pocztach, czy opłata przy udzielaniu upoważnienia jest
obowiązkiem. - Trzeba płacić, ale wysokość opłaty zależy od rodzaju
upoważnienia. 21 zł to opłata jednorazowa na okres stały. Pełnomocnictwa można
jednak udzielić na krótszy okres i wtedy płaci się mniej - wyjaśnia Beta
Kocon, kierowniczka poczty przy ul. Waszyngtona.

Potwierdził to Marcin Anaszewicz, rzecznik Dyrekcji Generalnej Poczty
Polskiej. Dodał, że poczta osobiście doręcza przesyłki tylko osobom
poruszającym się na wózkach, niewidomym i ociemniałym. Od tych ostatnich na
podstawie odpowiedniego wniosku nie będzie pobierała dodatkowych opłat.

Dowiedzieliśmy się też, że obowiązująca ustawa o pomocy społecznej nie
przewiduje obsługi poza kolejnością niepełnosprawnych, kobiet w ciąży i osób z
dziećmi do lat trzech. - Jednak w miarę możliwości staramy się tym ludziom
ulżyć. Wszystko zależy od dobrej woli urzędników i innych klientów - twierdzi
Anaszewicz.
/GW/
Pełna wersja