sloggi
06.04.06, 02:21
Mieszkanka okolic Bolzano na północy Włoch zgłosiła się na kontrolne badanie
serca trzymając w rękach list, jaki dostała w tych dniach z informacją o
terminie kontroli. Okazało się, że list wysłany ze szpitala, odległego o 50
kilometrów od jej domu, szedł... 10 lat.
O kolejnym ponurym rekordzie włoskiej poczty poinformowała agencja ANSA.
65-letnia kobieta była przekonana, że stawiła się w szpitalu we właściwym dniu
i o odpowiedniej porze, tak jak napisano w przysłanym jej zawiadomieniu: 29
marca o godz. 14. Tymczasem w rejestracji okazało się, że nie była na ten
dzień zapisana. Pracownicy usiłując wyjaśnić przyczyny nieporozumienia
spojrzeli na kopertę listu, który niedawno otrzymała pacjentka. Wysłano go w
marcu 1996 roku.
W wyniku przeprowadzonego w tych dniach dochodzenia ustalono, że list leżał 10
lat w urzędzie pocztowym.
- Jestem trochę zmartwiona jakością usług pocztowych, ale cieszę się, że
badanie wykonane po dekadzie nie wykazało pogorszenia stanu zdrowia -
powiedziała kobieta, cytowana przez włoską agencję prasową.
(PAP)