naczelnik_forum_pocztowego
25.05.03, 19:06
Wóz albo przewóz
Poczta
Klienci Poczty Polskiej z utęsknieniem oczekują końca jej monopolu.
Konkurencja ma poprawić jakość oferowanych usług.
Napoleon Bonaparte zwykł mawiać, że nie wstyd dać się pokonać, lecz wstydem
jest dać się zaskoczyć. Maksyma dotyczyła żołnierki, ale w świecie biznesu
sprawdza się równie dobrze. Słowa te mogłyby stanowić motto Poczty Polskiej,
a to za sprawą liberalizacji naszego rynku pocztowego. Jeśli parlament
przyjmie w czerwcu przygotowany w resorcie infrastruktury projekt ustawy
pocztowej, już z chwilą wejścia Polski do UE monopol Poczty zostanie
ograniczony do obrotu przesyłek o wadze do 350 gramów.
Dziś każda paczka czy list do 2 kg oraz oficjalna korespondencja, np.
faktury, muszą przejść przez Pocztę. Ten monopol, jak każdy inny, jest
bardzo lukratywny. Według Urzędu Regulacji Telekomunikacji i Poczty Polacy
wydali w ub.r. na korespondencję 850-900 mln zł, z czego ponad 38 proc. na
przesyłki o wadze do 2 kg. Tymi pieniędzmi monopolista już za rok będzie
musiał się podzielić. Największy niepokój PP budzą plany Kolportera i Ruchu.
Obie firmy opanowały rynek dystrybucji prasy, a teraz to samo chcą zrobić z
dostarczaniem przesyłek. Mają na to szansę. Nie szczędzą pieniędzy na
rozwój, posiadają punkty w całym kraju i pomysł, jak odebrać Poczcie
klientów. Sprowadza się on do wykorzystania istniejącej już sieci
dystrybucji. Skoro sprzedaje się gazety, nic nie stoi na przeszkodzie, by w
tym samym punkcie można było wysłać paczkę lub nadać przekazem pieniądze.
Przesyłka pojedzie do celu wraz z kolejną dostawą prasy, a przekazy firma
może obsłużyć poprzez system informatyczny.
Dla dystrybutorów prasy ma to jeszcze jeden plus: przy prenumeracie nie będą
musieli korzystać z usług Poczty lub banków. Kolporter, który w 2002 r.
zarobił na czysto 12 mln zł, zaopatruje w prasę ok. 12 tys. kiosków, ma też
300 saloników prasowych. - Jeśli wszystko pójdzie dobrze, za rok w każdym
naszym punkcie można będzie nie tylko kupić gazetę, ale też nadać lub
odebrać przesyłkę i pieniądze - ujawnia Witold Szczurek, szef Kolportera
Logistyka. Pomysł zakłada wprawdzie, że to klient będzie przychodził do
punktu, ale premią za ten wysiłek będzie niższa cena usługi. - Nadanie
przesyłki krajowej kosztuje dziś średnio 25 zł; u nas cena nie przekroczy 10
zł. Poza tym będziemy szybsi od Poczty - zapewnia Szczurek. - A że za rok
będziemy mieli już 3 tysiące saloników, zatem z dotarciem do naszego
przedstawicielstwa żaden klient nie będzie miał kłopotu - dodaje. O ile po
drodze ten klient nie zajdzie do konkurencji.
Marek Rabij (mrabij@newsweek.pl)
Artykuł ukazał się w tygodniku "Newsweek Polska" w numerze 22/03
(wydanie z dn. 26.05.2003 r.) na stronie 35.
Źródło:
newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=6408&Strona=1