assia74
21.07.03, 09:05
Donosimy wszystko i wszędzie - Mówi Zenon Laskowik listonosz i twórca
kabaretu TEY.
- Na spotkanie w warszawskim 'Empiku' gdzie promował Pan płytę i kasetę
kabaretu 'TEY' przyszły tłumy. Tak wielkie - to cytat z Pana tekstu . "aż
dziw bierze, że w czasach, kiedy nikt w nic nie wierzy znalazło się tylu
teistów". Za co ludzie kochają Zenona Laskowika?
- Jak to za co? Za to, że jest listonoszem.
- No jasne, ale nie zawsze Pan nim był. Nadto w Polsce jest kilkanaście
tysięcy listonoszy.
- O nie, niektórzy są tylko poprzebierani w mundury.
- Na czym polega różnica?
- Na tym, że jeden tylko roznosi listy, drugi zaś pełni służbę.
- A Pan?
- Ja się staram. Bo pełnienie służby to sztuka.
- Panu, jak rozumiemy, udaje się ją uprawiać. Na czym to polega?
- Trzeba bezpiecznie wejść w aurę adresata i... z niej wyjść. Zwłaszcza
wyjść, kiedy przynosi się list z urzędu skarbowego. Albo z sądu i to taki,
którego adresat się nie spodziewał.
- Pamięta Pan dzień, w którym po raz pierwszy przekraczał Pan tę
aurę? 'Gęba' znana z telewizji staje w drzwiach i...
. ma za sobą ukryte kamery i 'jaja' sobie robi.
-No dobrze, a kiedy moment pierwszego zaskoczenia minął. Co było dalej?
- Początkowo ludziom perswadowałem, że to nie żadna przebieranka. W końcu
musiałem przyjechać z naczelnikiem. Gość mnie pyta: co się stało? Ja mu na
to - nic. A on dalej: dlaczego został Pan listonoszem? Więc replikuję: skoro
elektryk został prezydentem to ja mogę być listonoszem.
- To rzeczywiście jest argument, tyle...., że nie dość przekonywujący. Jak
to naprawdę było?
-Przyszedł do mnie listonosz i stwierdził, że na osiedlu na którym mieszkam
nie ma kto nosić listów. Ten dialog wyglądał mniej więcej tak: Podoba mi się
Pan w tej czapce bo jest na niej róg króla Zygmunta z buławą- a nie, jak
mówią niewtajemniczeni trąbka- oraz orzeł z koroną, więc jesteśmy nareszcie
u siebie. A on mi na to: chce Pan dostać taką czapkę? A Pan w czym będzie
chodził? Niech się Pan nie martwi, my Panu damy inną. I tu mnie zaskoczył,
więc pytam: jak to damy? Normalnie, Pan dostanie. To ja się zaparłem i brnę
dalej: a co z resztą munduru? Też Pan dostanie. Dziś wiem, że nie można
wychodzić w rejon w niekompletnym stroju, bo to jest po prostu
niebezpieczne. Po pierwsze jak cię widzą, tak cię piszą. A po wtóre gdy mija
mnie mama z dzieckiem i ono mówi głośno: o, idzie listonosz, to ja się czuję
bezpieczny.
-A dzieciaki nie wykrzykują czasem: Laskowik idzie....?
-Jeszcze nie wszystkie. Choć rzeczywiście niektóre z dzieci kumają, że ten
Pan co u nas pełni służbę i ten co pokazuje się w telewizji, to jedna i ta
sama osoba. A po tym co się teraz zdarzyło w Warszawie....
...myśli Pan o promocji w 'Empiku'
....tak, i o wywiadach dla radia, telewizji i gazet pewnie rzecz cała się
nasili. Jutro znów ruszam w rejon. Dziś mogę sobie tu z panami gwarzyć bo
odbieram dni wolne za pracę w soboty.
-Mówi Pan o tym jak o czymś zwyczajnym. A przecież to był skok w zupełnie
inny świat: ze świateł rampy w szarą codzienność...
-No pewnie, szokoterapia zupełna. Wchodziłem w inną dyscyplinę życia. Ale
ważną, zwłaszcza w demokracji. Bo jej budowanie zaczyna się od dołu. Jeśli
człowiek wymaga sam od siebie to nabywa praw, by żądać tego od innych. Kiedy
się patrzy z boku na listowych...
...jak w Poznaniu nazywają listonoszy..
...właśnie, to pomyśleć można: fajna fucha. Ponosi sobie listy i ma spokój.
Zupełnie inaczej wygląda to od wewnątrz, gdy się czuje odpowiedzialność za
powierzoną robotę. A w moim przypadku...
...idola, który wychodził na estradę, uśmiechał się parę razy, mrugał i miał
publiczność u stóp...
....trzeba było .wejść. w mundur, w dyscyplinę i zrezygnować z liberalizmu.
Musiałem znaleźć sobie miejsce w świecie, w którym miałem przed sobą
adresata i powierzone mi- przez instytucję- jego mienie.
-Nie czynił tego jednak Kowalski ale Laskowik
-Nie miałem tej świadomości.
-Przecież jako artysta był Pan człowiekiem wolnym. A tu nagle ma Pan nad
sobą drabinę przełożonych i każdy z nich mógł Pana...'obtańczyć'...
-Jeśli zarzuty były słuszne przyjmowałem je z pełną pokorą. Bo kierowano je
nie do Laskowika tylko do listonosza.
-Zdarzały się takie sytuacje?
-No pewnie, zwłaszcza że przepisy regulujące sposób doręczeń nie zawsze są
jasne. Do dziś nie ma jednoznacznego przepisu, który by stwierdzał, że
domofon jest jednoznacznym punktem komunikowania się z adresatem. A jeśli
tak to ciągle zdarzają się sytuacje że listonosz dzwoni a 'klient' mu nie
otwiera drzwi. Następnego dnia dzwoni za to do urzędu z pretensjami typu:
byłem w domu, listonosz nie wszedł na górę i nie zostawił mi przesyłki. To
prowadzi do upokorzeń Bogu ducha winnych ludzi. Gdyby rozstrzygnięcia prawne
były jednoznaczne sprawa wyglądała by zupełnie inaczej. Dziś muszę, gdy ktoś
tak ze mną pogrywa, brać dozorczynię na świadka. I po co mi to?
-A nie kusi Pana by znów stanąć na estradzie i wygłosić tekst o traktorze z
zepsutym jednym kołem i trzech pozostałych zupełnie sprawnych?
-Dziś musiałbym chyba mówić, że trzy koła są dobre a czwarte ukradli.
-No dobrze, a jak z tym powrotem?
-Ja nie muszę nigdzie wracać. Czekam tylko aż inni doszlusują do tego
poziomu, aż osiągną ten sam poziom świadomości. Ponieważ żyjemy w kraju
gdzie jest bardzo dużo wolnych dni mogę sobie dorobić do pocztowej pensji.
Myślę że kiedyś będzie ona większa...
-Wszyscy mają taką nadzieję. Prowadzi Pan podobno dziennik...
-Kto, ja
-Jeśli Pan się nazywa Zenon Laskowik, to tak
-Ach, myślicie panowie o scenariuszu "Świat Zenona Pocztyliona" w którym
zapisuję impresje ze służby ,pełnionej w oparciu o kodeks etyczno-moralny
jaki otrzymaliśmy ostatnio. A tam wyraźnie napisano, że adresat jest na
pierwszym miejscu. Wynikają stąd czasem bardzo zabawne sytuacje; nieraz
trzeba być psychologiem, a innym razem "robić za księdza"..
-Prosimy o przykład.
-Szukam kiedyś adresata, rozpytuję o niego sąsiadów i w końcu udało mi się
ustalić, że gros czasu spędza za barakami gdzie niemal bez przerwy myje swe
auto. Bo -jak mówili sąsiedzi- on kupił samochód i teraz "dostał na łeb".
Podjeżdżam tam rowerem i by go sprowokować mówię: ładne auto. Ale, kurczę,
żonę by tak pan z raz umył. A on mi na to: przyprowadź...
-Powiedział Pan o tym żonie?
-Nie śmiałem, by się nie spotkać z drugą ripostą.
-W kabarecie TEY tworzyliście niezapomnianą parę z Bogdanem Smoleniem. Kiedy
dziś ogląda Pan "Świat według Kiepskich", w których Smoleń gra listonosza ,
jak Pan go ocenia?
Nie mam na ten temat zdania bo nie oglądam telewizji. Nie mam na to czasu.
-To co Pan robi?
-Uprawiam rekreację i buduję własny świat. Bo ten medialny skażony jest
aferami, euforią i sensacją. To zły świat więc po co mam na niego patrzeć.
-Czyżby życie przerosło kabaret?
-Tak powiadają, zwłaszcza że przeniósł się on w tzw. wyższe sfery.
Niektórych parlamentarzystów oscarem kabaretowym byłoby za co nagrodzić...
-Może Pan to zrobić. Ma Pan przecież "Złotą Szpilkę Kabaretu"
-Tak, stoi w Poznaniu i waży 42 kilo.
-A gdyby tak znalazł się Pan z nią w parlamencie...
-Zamieniłbym ją na laskę marszałkowską.
-Jakie hasło reklamowe zaproponowałby Pan swej firmie?
-Donosimy wszystko i wszędzie.
Rozmawiali:
Józef Kliś Tadeusz J. Żółciński
Zdjęcia: Anna Maria Sujka.