jaroslaw.lysio
28.09.03, 00:42
"Newsweek Polska" numer 39/2003 (28.09.2003), strona 50
newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=7745
Bank Pocztowy wychodzi z cienia
Czy maleńki Bank Pocztowy może wyrosnąć na potężny superbank?
Może, ale pod warunkiem, że Poczcie Polskiej najpierw śmierć zajrzy w oczy.
W ubiegłym roku jeden z najbogatszych ludzi w Polsce, Ryszard Krauze,
zaproponował prezesowi Banku Pocztowego Andrzejowi Szukalskiemu układ: "Ja
daję pieniądze, ty intelekt. Razem zrobimy z tego wielki bank". Możliwości
drzemiące w Banku Pocztowym dostrzegł Krauze ponad sześć lat temu, kiedy nie
interesował się nim nawet pies z kulawą nogą.
Była to mała, niewiele znacząca instytucja pod kuratelą nieruchawej,
postkomunistycznej struktury, czyli Poczty Polskiej.
- Byłem przekonany, że ten bank ma ogromny potencjał - mówi Krauze. I kiedy
właściciel banku, Poczta Polska, szukał inwestora, pieniądze wyłożył
biznesmen, obejmując tym samym jedną trzecią udziałów.
Dziś nad strategią rozwoju banku ślęczy Andrzej Szukalski. Ten niewysoki,
siwy mężczyzna z krzaczastymi brwiami ma 67 lat i bogatą karierę w
bankowości. Właściwie powinien być już na emeryturze, ale wcześniej chce
jeszcze dokonać czegoś znaczącego. A Bank Pocztowy ma właśnie szansę zrobić
karierę. I to dzięki Poczcie Polskiej, która zagrożona rosnącą konkurencją
prywatnych firm szuka na gwałt
nowych źródeł dochodu.
Bank zaczął "zajmować" okienka w placówkach poczty i tam oferować swoje
usługi: kredyty, rachunki i lokaty. Na taką kooperację pozwala znowelizowane
w sierpniu Prawo pocztowe. Może ono przewrócić do góry nogami nasz system
bankowy. Pozostający dotąd w uśpieniu Bank Pocztowy ma szansę stać się jedną
z największych
w kraju instytucji finansowych. Korzystając z 8,2 tys. placówek Poczty,
będzie mógł dysponować siecią większą niż trzy największe banki polskie: PKO
BP, Pekao i BZ WBK
razem wzięte.
- W ciągu czterech lat chcemy zagrozić potędze PKO BP - mówi Szukalski. -
Skorzystają klienci, bo konkurencja sprawi, że inne banki będą musiały
obniżyć marże.
Usługi bankowe to wielka szansa dla Poczty Polskiej, a może nawet ostatnia
deska ratunku. Poczta ma ostatnio krótszy oddech, ta zadyszka może się
zwiększyć po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Poczta straci wówczas
krajowy monopol na przekazywanie listów i paczek. I straci kolejnych
klientów.
Przez pocztowe okienka jeszcze dziś przepływa rocznie rzeka pieniędzy - ponad
160 miliardów złotych. To tyle, ile wynoszą dochody budżetu państwa. Same
przychody z usług pocztowych to ponad cztery miliardy złotych. Ale ta rzeka
może zacząć wysychać. Paczki wożą coraz częściej konkurencyjne firmy
kurierskie, listy zastępowane są przez faksy i e-maile, a rachunki chętnie
płacimy za pośrednictwem kont osobistych w bankach.
- Nie ma innego wyjścia, musimy znaleźć nowe sposoby zarabiania - mówi
Ryszard Pidek, zastępca dyrektora generalnego Poczty Polskiej. Takim nowym
sposobem ma być Bank Pocztowy, w którym Poczta ma ok. 66 proc. udziałów.
Istniejący od 13 lat bank na razie jest mikroskopijny. To niespełna 70
placówek i 0,4 procent udziału w rynku, a w ubiegłym roku zarobił tyle, ile
wynosi dobra roczna pensja menedżera - około 367 tysięcy złotych. A jednak
dwa lata temu za 30 procent jego akcji austriacki Raiffeisen Zentralbank,
jeden z największych banków inwestycyjnych w Europie, oferował 400 milionów
złotych. Zabiegają też o niego takie giganty, jak holenderska grupa finansowa
ING czy ABN Amro, bank obsługujący czołowe globalne korporacje w blisko 60
krajach. Ich szefowie są gotowi wyłożyć wielkie pieniądze za mały bank, bo
wiedzą, że na świecie banki związane z pocztą wyrastają na ogromne instytucje
finansowe.
Działający we Francji La Poste prowadzi konta 10,6 miliona osób i posiada 3,5
tysiąca bankomatów niemal w każdej większej wsi. Niemiecki Postbank ma 10
milionów klientów. Dzięki sieci okienek pocztowych swoją potęgę zbudował też
Japan Postal Bank. Japończycy ściągnęli pomysł od Brytyjczyków.
W 1872 roku rząd Japonii, otwierając kraj na zdobycze zachodniej cywilizacji,
zaciągnął w Wielkiej Brytanii gigantyczny kredyt na budowę sieci kolejowej.
Obsługą kontraktu zajmował się brytyjski bank, mający placówki w urzędach
pocztowych. Pomysł tak spodobał się japońskim ministrom, że natychmiast
postanowili otworzyć podobny w swoim kraju.
Dzisiaj co piąty Japończyk ma w nim konto, a bank dysponuje ponad dwoma
bilionami dolarów depozytów i rocznie udziela kilkuset tysięcy kredytów.
Także największy polski detalista PKO BP, który ma 19 procent udziałów w
rynku i 5,2 tysiąca placówek, wyrósł z przedwojennej Pocztowej Kasy
Oszczędności.
- Te banki rozrosły się do niebywałych rozmiarów, bo dzięki rozwiniętej sieci
poczty docierają do milionów klientów - mówi Andrzej Klesyk, wiceprezes firmy
doradczej The Boston Consulting Group. Mając do dyspozycji 8,2 tysiąca
pocztowych placówek w całym kraju, Bank Pocztowy mógłby dotrzeć do każdego
miasteczka i każdej wsi.
W Pocztowym sukces węszy nie tylko poczta, ale i jej prywatny partner Ryszard
Krauze. Biznesmena jak dotąd węch nie zawodził. Kilkanaście lat temu, kiedy
większość firm informatycznych zajmowała się montażem komputerów, on postawił
na handel oprogramowaniem - i opłaciło się. Należący do niego Prokom z
maleńkiej spółki wyrósł na jeden z największych domów softwarowych w Polsce.
Zatrudnia 1,5 tysiąca pracowników, a jego przychody sięgają 900 milionów
złotych. Majątek Ryszarda Krauzego szacowany jest dziś na około 2,6 miliarda
złotych.
Rafał Pisera (rpisera@newsweek.pl), Przemysław Puch (ppuch@newsweek.pl)