Gość: TKSoft
IP: *.eranet.pl
18.08.08, 23:58
Jestem jednoosobową firmą, której biuro mam we własnym domu, w
miejscowości 23 km od Pałacu Kultury w Warszawie. Zajmuję się
zarządzaniem sieciami komputerowymi oraz prowadzę niewielką sieć
telefoniczną VoIP. Podstawą mojej działalności jest dobre i stabilne
łącze do Internetu. Niestety jedyna możliwość podłączenia dającego
odpowiednią jakość w mojej okolicy to łącze kablowe z TPSA. Na
szczęście serwery VoIP, którymi zarządzam mają są w innej
lokalizacji i nie zależą od TPSA. Jednak by nimi zarządzać oraz by
moje biuro mogło korzystać z telefonów w mojej sieci, muszę mieć
przyzwoite łącze do Internetu, które do niedawna dawała mi TPSA jako
jedyna w okolicy.
Jednak 18 marca tego roku słup telegraficzny stojący na rogu mojej
ulicy i ulicy główniejszej, przewrócił się. Zgłosiłem to
natychmiast. Następnego dnia przyjechała ekipa i chciała go
naprawić, ale okazało się, że słup ten stał nielegalnie na miejscu
przewidzianym na wyjazd z posesji, której właściciel od lat próbował
nakłonić TPSA do przesunięcia go o 2 metry w bok, tak by nadal stał
przy drodze i na jego posesji, ale by nie blokował wyjazdu na tę
drogę. TPSA jednak żąda od niego by ten zapłacił za wykonanie
projektu przebudowy linii i za samą przebudowę, choć Policja, która
została wezwana na miejsce przez lokalnego kierownika TPSA z
Pruszkowa, stwierdziła po analizie dokumentów (w tym planu
zagospodarowania zatwierdzonego jeszcze przed budową tej linii), iż
TPSA nie ma racji, w związku z czym odstąpiła od interwencji.
Po 2 dniach jednak słup został postawiony na nowo wbrew woli
właściciela działki (prawdopodobnie w nocy). Do słupa przyłączono
większość kabli z wyjątkiem tych biegnących do mojej małej uliczki.
Moje reklamacje na numer 9330 kończyły się przyznawaniem mi
kolejnych numerów reklamacji i stwierdzeniem, iż „abonent” (czyli
ja) „ nie pozwala wejść na działkę, więc uszkodzenie jest trudno
naprawialne”. Po miesiącu moich telefonów i tłumaczeniu, że top jest
kłamstwo, bo słup stoi już od dawna, TPSA odstąpiła od obarczania
mnie winą za swój problem, jednak w dalszym ciągu nie określała
terminu naprawy. W międzyczasie złożyłem reklamację do UKE na ich
internetowym formularzu. W wyniku tego dostałem z TPSA pisemną
odpowiedź na moje reklamacje datowaną na 27 czerwca. Odpowiedź
potwierdza zasadność mojej reklamacji, i stwierdza, że mam dostać
bonifikatę oraz odszkodowanie za okres braku łączności zgodnie z
regulaminem usługi powszechnej (czyli zgodnie z przepisami
konsumenckimi, choć umowa jest zawarta między firmami, moją i TPSA).
Pismo podpisała Agnieszka Dubel, Młodszy Doradca Klienta
Biznesowego. Następnie dostałem odpowiedź z UKE datowaną na dzień 9
lipca i podpisaną przez Pana Dyrektora, mgr. inż. Zygmunta
Słomińskiego. Pan ten stwierdził, że TPSA napisała mu, iż robi
wszystko by szybko naprawić linię, więc on ufa , że ja jestem
zadowolony z jego działania i on uznaje sprawę za zakończoną. Nie
był łaskaw nawet sprawdzić (9 lipca) czy linie zostały już
naprawione.
Tymczasem w wyniku moich kolejnych reklamacji do TPSA, otrzymałem na
początku sierpnia telefon z TPSA. Pani, która przedstawiła się jako
sekretarka działu reklamacji, stwierdziła, że w mojej sprawie
zebrała się Dyrekcja TPSA i uchwaliła, że naprawa mojej linii potrwa
do grudnia tego roiku. Poprosiłem ją by przysłano mi to na piśmie i
teraz nie wiem, czy w wyniku mojej prośby, czy nie zależnie od niej
wysłano do mnie pismo datowane na 1 sierpnia (rozmowa telefoniczna
była około 4 sierpnia) . Pismo to podpisane przez Annę Lewandowską,
Dyrektora Operacyjnego ds. Obsługi Reklamacji, stwierdza, iż
poinformowano mnie już wcześniej o mojej sytuacji, ale dodatkowo
stwierdzono, że naprawa możliwa jest po przebudowie linii która
potrwa do 20 grudnia 2008 roku.
Ta przebudowa wymaga dogadania się z właścicielem działki co do
miejsca postawienia nowego słupa (chodzi o dystans 80 metrów wzdłuż
drogi). Właściciel działki domagał się przesunięcia tego słupa
(jednego z 2 słupów stojących na jego działce) o 2 metry tak by
odsłonić zaplanowany wyjazd z posesji na ulicę. Przebudowa ma
polegać właśnie na przesunięciu słupa i podłączeniu oprócz innych
kabli, tych wiszących na słupie po drugiej stronie tej ulicy
(odległość ok. 8 metrów). To wielkie przedsięwzięcie przerasta
możliwości TPSA, a UKE doskonale rozumie trudności piętrzące się
przed tak szacowną firmą, więc oczywiście UKE ufa, że ja, pozbawiony
możliwości prowadzenia swojej firmy, nie wezmę za złe panu
dyrektorowi UKE, że ten zamknie sprawę.
Tymczasem ja nie mogę się domagać niczego na mocy prawa
konsumenckiego, bo zgodnie z tym prawem (jakaś bzdura) umowa między
firmami wyklucza je. To że moja firma konsumuje usługi TPSA, nie
powoduje, że moja firma jest konsumentem ich usług. W związku z tym
mogę iść tylko do sądu cywilnego. Taką interpretację dostałem
podczas konsultacji telefonicznej z telefonem UKE oraz w piśmie od
pana dyrektora z UKE. Tylko po co mam iść do tego sądu. Nie mam juz
czym zapłacić wpisowego, więc pójdę pod budkę z piwem. A panu
dyrektorowi Słomińskiemu i Pani dyrektor Lewandowskiej życzę
spokojnych snów i marzeń o wspaniałym rozwoju polskiej (z małej
litery) telekomunikacji.