Dodaj do ulubionych

Pogaduchy nie tylko do poduchy :o)

08.06.04, 22:52
Hejka,

to znowu ja... tak sobie pomyślałam, że fajny byłby taki luźny wątek... nie
koniecznie o operowaniu, choć może być i o operowaniu. Jak ktoś się tu
zaplącze a będzie miał ochotę o czymkolwiek napisać... to bardzo prosze :o)
Jak zwykle, dla otuchy ja zaczynam.

sprawdzam sobie co jakiś czas coście tu ludziki napisali, ale prawda jest
taka, że powinnam siedzieć i pisać pracę. To znaczy siedzę i to znaczy piszę,
ale nie to, co powinnam. obok mnie stos książek, na pasku uruchamiania widzę
tą wstrętną niebieską ikonkę i jak sobie pomyślę, że teraz powinnam opisywać
fiksacje libido, to...

...już wolę przywoływać najgorsze wspomnienia z mojego operowania. A propos -
szukałam dzisiaj czegoś i natknęłam się na moje pamiątki ze stanów, z mojej
rodziny.... mój cotygodniowy schedule, któy musiałam sama opracowywać i
drukować każdego tygodnia, moja karta wstępu na basen, pod zdjęciem dumny
napis "BABYSITTER" (wstyd!), ostrzeżenie od policji jak mnie zatrzymali
pierwszy (i jedyny w związku z przekroczeniem prędkości - nie w pracy
zaznaczam!) raz, jakiś rozkład jazdy pociągów.. nawet rachunek fiskalny z
mich ostatnich zakupów w stanach, na lotnisku w Newarku... fajnie tak siąść
sobie (no właśnie ja tak piszę pracę :o) ) i pogrzebać we wspomnieniach...
tyle małych pierdołek... znalazłam na przykład kawałek papieru, na któym mój
ukochany po raz pierwszy podał mi numer telefonu (dobra rada - jak poznajecie
jakiś kolesi - nie dawajcie im swoich numerów, szczególnie jeśli nie macie
swojej linii, hostów mogą wkurzać telefony od lowelasów) do siebie... różne
takie rzeczy znalazłam... wszystkie w dwóch galonowych zip lock'ach :o) ech,
Ameryka, hihi...

Wiecie, słucham sobie teraz Jeffa Buckley'a plytki "Grace"... zajebista jest.
Polecam.
jutro tu wróce...
bede pisać tu różne bzdurki, nawet jak nie bedzie nikt odpisywal...
pozdrafiam
Mia
Obserwuj wątek
    • gagas9 Re: Pogaduchy nie tylko do poduchy :o) 09.06.04, 16:06
      fajnie fajnie piszesz tą pracę.ale życzę powodzenia.jestem tu nowa bo od
      niedawna jestem w temacie pt.Au-Pair.zaczęło się od tego że odpowiedziałam na
      ogłoszenie pewnej rodziny z Hamburga.później spotkałam się i wyszło na to,że
      potrzebują opiekunki ale dopiero od września.wszystko ok.jestesmy cały czas w
      kontakcie.ale ostatnio znalazłam ogłoszenie w internecie,które szczerze mówiąc
      mnie zaskoczyło.rodzina z Niemiec potrzebuje opiekunki dla
      swoich ...psów.Stwierdziłam,że skoro nie mam nic ciekawego na wakacje to
      pojadę.Jak na razie dopiero zaczęliśmy komunikować się przez neta.Zauwałyłam
      jednak,że to,że miałabym pozostać tylko do końca sierpnia ich zniechęciło.Nie
      wiem co o tym sądzisz/sadzicie ?
      • mary_an Re: Pogaduchy nie tylko do poduchy :o) 09.06.04, 18:16
        Jako, ze mieszkam w Niemczech moge powiedziec tyle: Niemcy sa z natury zdrowo
        walnieci i maja dziwne pomysly. Pilnowanie psow wcale mnie nie dziwi :) Jezeli
        mieszkaja na poludniu to sie zgadzaj, jak na polnocy to sie nad tym zastanow
        (tu wiecej wariatow).
    • mijaczek Re: Pogaduchy nie tylko do poduchy :o) 09.06.04, 18:10
      Jestem znowu.

      Byłam dzisiaj na uczelni po zaliczenie z filozofii polskiej. Dostałam. A jakże!
      Chodziłam na wykłady (na 7.30 rano! mając zajęcia tylko raz w tygodniu i zwykle
      wstając o 9 ... jak miałam w te czwartki wstać o 6 to... było ciężko), kupiłąm
      książkę autorstwa mojego wykładowcy, napisałam esej, napisałam test, a ten...
      dał mi 3! grrr... gdzie sprafiedliwość??

      No cóż. Fróciłam i miałam pisać znowu pracę, ale zamiast tego poszłam spać.
      Bosze... czy istnieje jakaś zależność między posiadaniem obowiązków a
      zwiększonym zapotrzebowaniem na sen? :o)

      Wiecie, tak sobie czytam o tych problemach związanymi z au-pair. Kurcze, ja też
      mam problem z wyjazdem, ale teraz już prywatnym. Troszku się przeliczyliśmy w
      zaufaniu polskiej i amerykańckiej biurokracji i dopiero zaczęliśmy (ja i mój
      narzeczony) kompletowanie papierów do wizy narzeczeńskiej, a z innych forów
      dowiedziałam się, że procedura może nawet potrwać 8 miesięcy !!! Bubu... a ja
      chciałam wyjechać już na wakacje... Takimi to właśnie super przyjacielami
      jesteśmy dla Ameryki. Chętnie to nas zapraszają tylko i wyłącznie do obcej
      piaskownicy, żebyśmy im pomogli to bardzo chętnie, ale, żeby ułatwić nam wjazd
      do stanów to już nie... ja nie mówię, żeby wszystkim pozwalać wjeżdżać, ale do
      jasnej cholery jeśli mam narzeczonego i wszystko jest jasne to jak to możliwe,
      że to wszystko trwać ma 8 miesięcy??? czy oni się z .....na głowy....?

      Trza czekać. Jak na wszystko... teraz to już nic nie można dostać na zawołanie
      (nawet w knajpach. Jakieś dwa tygodnie temu byłam w ogródku TriBeCa Caffe w
      Krakowie i najpierw na zainteresowanie ze strony kelnerki czekałam 20 minut, a
      potem na swoją kawę następne 20... chyba z Brazylii wieźli tę kawę...:o) )...
      ech... nie to, że narzekam na Polskę, nie. Ja kocham nasz mały,
      nieuporządkowany burdelik :o) przynajmniej wiemy o co w nim chodzi :o)

      Widzę, że coraz więcej dziefczyn wyjeżdża... żadnych facetów.. co z wami? Nie
      chcecie się obcymi dziećmi zajmować... c'mon... to takie FANTASTYCZNE! rotfl :o)
      Ech... Freud leży rozłożony i łypie na mnie... chyba coś chce...może, żebym go
      przełożyła na drugą stronę i szybciutko przeleciała? :o)

      Idę do niego...
      Pozdrafiam,
      Żmija
      • gagas9 Re: Pogaduchy nie tylko do poduchy :o) 10.06.04, 12:48
        no i się nie nieźle wk... dzisiaj.rodzinka która chciała mnie do opieki nad
        psami odpisała,że 2 miesiące to za krótko(wcześniej napisałam im wprost,że od
        września mam już załatwione w Hamburgu).Tak się zastanawiam czy dobrze
        zrobiłam.Mogłam po prostu nic nie mówić o tym Hamburgu.
        Trza będzie szukać dalej.Nie wiem tylko czy nie jest za późno.Kto będzie chciał
        kogos na 2 m-ce.
        Co wy na to koleżanki????
        • mijaczek Re: Pogaduchy nie tylko do poduchy :o) 10.06.04, 13:09
          Fitam,
          Dobrze, że powiedziałaś prawdę. Co byś im powiedziała we wrześniu? Uciekłabyś?
          To byłoby dopiero bez sensu. Oni by się na ciebie w.urwili za to, że nie
          powiedziałaś jak sprawy stoją. Pomyśl sobie, że to nie jedyna okazja. Wiem, że
          tu dziewczyny jadą na au-pair na 2-3 miechy. Popytaj jak załatwiały, gdzie
          szukały. :o)
          Nie ma tego złego...
          Pozdrafiam,
          Mia w trakcie pakowania :o)
    • mijaczek Re: Pogaduchy nie tylko do poduchy :o) 10.06.04, 00:16
      Idę spać. Nic dzisiaj nie napisałam... no cóż.. jutro dla odmiany czeka mnie 8
      godzin pociągu. 420 km w 8 godzin... 52km/h ...Niech żyje PKP... piękne k.rwa
      pięknie...
      Następny post już z Zielonej Góry będzie...no chyba, że jeszcze jutro zdąże tu
      wpaść :o)
      Dobranoc.
      Dzisiaj bez koszmarów proszę :o)
      Miaaaaau
    • mijaczek Re: Pogaduchy nie tylko do poduchy :o) 10.06.04, 13:13
      Uff... prawie spakowana jestem. Jeszcze tylko "pomoce naukowe". Jadę na dwa
      dni, a jak zwykle spakowałam pół inwentarza :o) 4 pary butów na 2 dni! No
      cóż...nigdy nie potrafiłam racjonalnie się spakować.
      Hihi... teraz tylko 8 godzin w tym zas.anym Hanysie...buuu...a moja rodzinka
      pojechała sobie gdzieś nad wodę...im to dobrze...

      Trzymajcie się robaczki. Dzisiaj świnto jakiś, no nie? No to Wesołych Świąt :o)
      XOXO
      Mia
    • mijaczek Re: Pogaduchy nie tylko do poduchy :o) 11.06.04, 16:53
      No fitam z Zielonej wyspy mojej...dojechałam, choć nie było łatwo. PKP! Widzisz
      Boże i nie grzmisz!?
      Widzę po postach, że Stany przegrywają na rzecz Elżbietki i jej herbatki... no
      cóż... nie będę miała z kim obgadywać amerykańców :o)
      Mam ppisać pracę oczywiście...tiaaa... wczoraj gadałam do 4.30 z braciszkiem i
      teraz jestem ledwo żywa... może taka mała, tycityci drezmka? brzmi nieźle...
      chyba tak zrobię.
      Trzymajcie się żuczki, a jak tam operki wasze ciężkie lub łatwe życie?
      Miaaaa
    • mijaczek Re: Pogaduchy nie tylko do poduchy :o) 12.06.04, 13:26
      Hejka,
      Miałam pisać prackę nie? No to jak na razie idzie mi raczej do d.py. Sjestra ma
      dziś urodzinowe przyjęcie i ma się zleźć koleżanek trochę w ilości - sztuk 10.
      To będzie dopiero jazzzzzda! Już to widzę! I jeszcze mój starszy "mijaczku,
      zajmiesz się tą dzieciarnią, prawda?" jaaaasne, bo ja o niczym innym nie marze
      jak o roli wodzireja na kinderbalu mojej 11 letniej siostrzyczki. To znaczy -
      bardzo chętnie, tylko nei ch ktoś z mnie napisze pracę...
      OK...spadam pompować balony.
      Mia
    • mijaczek Re: Pogaduchy nie tylko do poduchy :o) 12.06.04, 23:06
      fitam wszystkich tych, którzy czytają moje wypocinki, choć z komentarzy wynika,
      że właściwie to was nie ma :o)
      siedzę sobie przed kompikiem, między uchem a ramieniem telefon i słucham sobie
      mojego kochanie. nie to, ze mnie tak nudzi, ze az pisze na forum, ale nasze
      rozmowy czasami polegaja na tym, żeby sobie tak ze sobą "pobyć". czasami
      rozmawiamy ze soba, on pracuje, ja tez cos tam robie, gadamy jak mamy cos do
      powiedzenia. taka imitacja normalnego bycia ze soba...juz nie moge sie doczekac
      az bedziemy ze soba normalnie...
      dziewczyny, wiecie, super jest poznac kogos za granica i byc z nim, ale jesli
      ktos, tak jak ja, musi wrocic do Polski, zeby skonczyc szkole to naprawde
      trzeba sie wykazac nieziemska cierpliwoscia... nie jest latwo... ale wiem, ze
      nam sie uda...
      No dobra, rozmowa sie rozkreca, wiec zmykam na lozeczko, tam jest wygodniej.
      pozdrafiam,
      Mia
      • cykada77 Re: Pogaduchy nie tylko do poduchy :o) 14.06.04, 16:04
        Wiesz Twoja historia jest troszke podobna do mojej. Moj epizod operski trwal co
        prawda jedynie kilka miesiecy ( a z reszta nie wiem jak dlugo trwal twoj?)i nie
        tam poznalam mojego, obecnie meza. Ale co do zwiazku na odleglosc z
        amerykaninem to mam calkiem niezle doswiadczenie. Ja co prawda jestem juz po
        tych wszystkich oczekiwaniach w ambasadzie i pod ambasada itp, ale pamietam
        bardzo dobrze. Nie zebym chciala powiac pesymizmem, ale i tak dopiero po
        przyjezdzie do Stanow (bo jak rozumiem tu sie wybierasz) zacznie sie
        oczekiwanie na zalatwienie roznych papierzysk. No, ale to juz mniejszy problem,
        bo przynajmniej bedziecie razem. Pozdrowionka
        • mijaczek Re: Pogaduchy nie tylko do poduchy :o) 14.06.04, 20:02
          No jasne, z tym, że my mamy jeszcze kilka innych furtek. Mój naczerzony ma dwa
          obywatelstwa i rozpatrujemy możliwość ślubu w Szwecji, która jest jego drugą
          ojczyzną i wtedy formalności też będą inaczej wyglądać.
          Pozdrafiam,
          Już z Krakowa,
          Mijaczek
    • mijaczek Re: Pogaduchy nie tylko do poduchy :o) 15.06.04, 23:14
      Wieczór,
      Co tam? Czyżbym tylko ja nie spała? No chyba tak...
      Byli u mnie właśnie znajomi... kumpela za tydzień jedzie do stanów. Nie na au-
      pair. Gorzej. Będzie się opiekować jakąś starą amerykańcką rurą, która nie może
      się o własnych siłach poruszać, bo jej się nie chce...
      Jak ja tej kumpeli zazdroszczę tej wizy i tego biletu do Stanów... ech.. mi
      przyjdzie jeszcze poczekać trochę...
      Praca jeszcze nie skończona... na razie 33 strony i już rzygam tym wszystkim :o(
      Dobranoc fszystkim.
      Spokojnej nocy bez koszmarków :o)
      Żmija
      • mijaczek Re: Pogaduchy nie tylko do poduchy :o) 18.06.04, 01:31
        I znowu nie położyłam się spać o 22 jak sobie obiecywałam. Wiecie, czytam sobie
        tę stronkę o au-pair co link do nie rzuciłam w opisie forum. fajna, naprawdę
        bardzo konkretna. Polecam.
        Moja qzynka się gdzieś tu teraz szwęda.. ciekawe czy coś napisze... wiedźma
        jedna :o)
        Pozdrafiam,
        Mia
    • mijaczek Re: Pogaduchy nie tylko do poduchy :o) 24.06.04, 22:30
      Skończyłam pisać pracę! Yeah for me!!! Ale wczoraj byłam z siebie dumna!
      Poszłam disiaj do mojego promotora i okazało się, że oczywiście są pewne
      podejrzenia o plagiat (moja uczelnia cierpi w tym roku na syndrom plagiatu -
      wszyscy robią plagiaty, jak jeden mąż!), no ale w końcu przyznał się, że praca
      nie jest zła. Zaakceptował i radośnie poinformował mnie, że wpadł na genialny
      pomysł zmiany tematu mojej pracy! (Dodam tylko, że moja praca traktuje o
      człowieku jako jednostce oderwanej od społeczństwa i specjalnie unikałam
      tematów socjologicznych takich jak kultura czy właśnie społeczeństwo, gdy już
      tydzień temu oddałam całą pracę mój pan promotor na wieść, że nie napisałam o
      kulturze poprosił mnie o jeden krótki rozdzialik o niej, tak, żeby wspomnąć
      cosik o niej, no to wymęczyłam jeden rozdział na podstawie dwóch książek). Więc
      moja praca z Teorii osobowości stała się Teorią osobowości I KULTURY! teraz
      czekam tylko na pytanie podczas obrony pt. "Proszę nam opowiedzieć o kulturze w
      ujęciu Freuda", albo "Co może nam pani powiedzieć o religii i sztuce w myśli
      Freuda". Przysięgam, że jak zobaczę takie pytania to krew się poleje!!!
      No ale nic. Spokój grabarza. Nie będzie źle. Obronię się i pomacham mojej
      szkółce na zawsze obiema łapkami najmocniej jak tylko potrafię!!!!
      Druga sprawa jest taka, że w końcu umówiłam się na rozmowę z konsulem. I teraz,
      UWAGA UWAGA! Proszę państwa - GENIUSZ ROKU Mijaczek mieszkając od 4 lat w
      Krakowie jedzie po wizę do.... Warszafki! A czemu? Bo geniusz Mijaczek nigdy
      nie pomyślał o zameldowaniu się w Krakowie! Everybody klaszczą!!! :o)
      No cóż... jak się nie ma w głowie, to się ma... no, właśnie.
      Ja oczywiście twierdzę, że wizy nie dostanę, no bo niby dlaczego, ale mój
      narzeczony jest dobrej myśli. Acha, bo wic polega na tym, że ja staram się o
      turystyczną wizę. Zonaczymy...do 16.lipca daleko jeszcze... może konsul będzie
      miał dobry humor? Mam nadzieję.
      Byłam dzisiaj na filmie w moim byłym zakładzie pracy, czyli w C-C Plaza Kraków.
      film - Ladykillers - bardzo fajny, relaksujący, język filmu subtelny, żeby nie
      rzecz górnolotny. Polecam!
      A teraz idę posprawdzać inne fora i rozprężyć komórki mózgowe przy zajmujących
      wątkach o cellulitisie i depilowaniu bikini :o)
      Mia
      ps. Witam na forum moją ukochaną kuzynkę, wybacz kochana, ale pamiętaj słowa
      Pana - ostatni będą pierwszymi :o) Amen!
    • mijaczek OBRONIŁAM SIĘ!!! 07.07.04, 17:19
      Tak tak.. jestem patentowanym filozofem :o) hihi... jak spotkam mojego
      promotora na ulicy to mu do tyłka nakopię, gnój mnie nie słuchał i tak wyszło
      na moje! Grr... no ale najważniejsze, że mam to już za sobą. Teraz padam z nóg,
      wczoraj całą noc nie spałam, bo się tak denerwowałam, a teraz muszę sobie
      odbić. Idę spać.
      dziękuję za uwagę
      Mia
      • oscylo78 Re: OBRONIŁAM SIĘ!!! 08.07.04, 04:23
        Gratulacje siostra :-) ode mnie i od Macieja K. z ktorym wlasnie wypilismy pol
        litra wodki pod twoją obronę uciekamy się... zaraz to nie ten tekst... acha,
        pod twoją i moją obronę, bo chociaż jestem o 2 lata starszy to udało mi się
        jednak uratowac honor i obronić o te 2 dni wcześniej ;-)
        rowniez Marcin A. gratuluje ci zdania...
        do zobaczenia w zielonej... ide spac bo jasno sie za oknem robi a jutro jechamy
        nad jezioro z dala od tego syfu tutaj.

        BRAJDEK
        • mijaczek Re: OBRONIŁAM SIĘ!!! 08.07.04, 09:32
          Ło matko, to już nawet moja rodzina mnie tu znalazła :o) Fajowo! No... teraz
          musimy jeszcze tą najmniejszą na ludzi wyprowadzić :o)
          Miłej zabawy! Nie wiedziałam, że mój brajdek tu zagląda :o)
          Mia
    • mijaczek Re: Pogaduchy nie tylko do poduchy :o) 31.07.04, 05:10
      Fiuuu... no w koncu dojechalam... Jezusicku... ciezka i dluga ta podroz
      byla...ktos by pomyslal - a tam zaraz dluga kilka godzin w samolocie to kazdy
      moze wytrzymac. Tia... a nasza podroz trwala... hmm... 7 dni... tak...bardzo
      dluga historia, ale w koncu jestem po raz drugi w tym dziwnym kraju, co do
      ktorego mam tak mieszane uczucia, ze nawet nie potrafie powiedziec czy go
      kocham czy nienawidze...

      Przypomina mi sie caly czas okres mojego operowania, przejezdzalam nawet kolo
      domu mojej ex host family, drzwi byly otwarte, przed domem stal samochod mojej
      host mamy, ale jakos mi sie dobrze zrobilo z powodu swiadomosci, ze nie musze
      tam wchodzic, ze nie musze tam pracowac, ze nie musze uzerac sie z tymi ludzmi.

      Tego samego dnia dostalam maila od mojej ex host mamy, ze obie dziewczynki
      wyjezdzaja na oboz i byloby milo gdybym wyslala im kartke lub list (hmm...
      ciekawe, w Polsce, to zawsze dzieci na obozach wysylaly kartki, no ale coz...).
      Odpisalam jej, ze jestem w stanach i chcialabym sie zobaczyc z dziewczynkami,
      odpisala mi, zebym dala jej znac jak bede w Westfield... chyba nie dotarlo do
      niej, ze juz jestem... no comments.

      Zobaczymy jak to bedzie... jak na razie to jestem przeziebiona i sie czuje
      strasznie blaaaa jak to mowia amerykanie. Przez ta cala dluga podroz sie
      rozchorowalam, dzieki trzem startom i trzem ladowaniom od kilku dni mam zatkane
      uszy non stop... takie glupie uczucie... juz chyba wiem jak sie czuja ryby w
      akwarium.

      No dobrze... dawno mnie tutaj nie bylo... na moim wlasnym forum... ktos mi
      powie co sie dzieje...? Hihi...
      No to do zobaczyska...
      jakos zmeczona taka jestem ;o)
      Mia
      • moore_ash Re: Pogaduchy nie tylko do poduchy :o) 04.08.04, 18:29
        Ty, Mia, jak Ty lecialas? bez meksyk?:)

        na priwie (ale niekonienicznie tam) oczekuje szczegolow podrozy, jak uzbieram
        na wiece niz pol godziny w kafejce to napisze Ci o moich zmianach, a duzo ich
        oj duzo:P

        pozdrow hameryke.
        tb

        p.s. a tak a propos juesej to kto jeszcze nie widzial filmu moore`a (nie, to
        nie rodzina:P) "fahrenheit 9/11" to marsz do kina, ale juz!

        • mijaczek Re: Pogaduchy nie tylko do poduchy :o) 05.08.04, 04:25
          Hej Moore!
          Wszelki Duch Pana Boga! Gdzies byl jak cie nie bylo!? Bo ja bylam w tylu
          miejscach, hihi!
          Wkleje tutaj maila, ktorego wyslalam mojej rodzince o naszej podrozy, wiec
          zycze milej lektury ;o)

          "Fitam ponownie,

          Wstalam sobie dzisiaj wczesniej niz Erik, wiec moge spokojnie przejrzec
          poczte. Mama Erika wlasnie tez wstala i robi nam kawke (na szczescie na promie
          kupilam sobie dwie paczki kawy Jacobs, wiec nie bede musiala pic
          amerykanskiej).

          U mnie juz troche lepiej ze zdrowkiem, choc caly czas leci mi z nosa i mam
          zatkane uszy, ale to kwestia kilku dni i przejdzie...

          Wiec jeszcze raz o podrozy.

          Wyjechalismy w czwartek wieczorem, pociagiem do Swinoujscia. Podroz przebiegla
          bez najmniejszych problemow, pewnie dlatego, ze cala droge po prostu
          przespalismy ;o). W Swinoujsciu zapakowalismy sie na prom i poplynelismy do
          Kopenhagi, gdzie odebral nas Erika brat, Mike. Pojechalismy na kolacje do ponoc
          typowej Dunskiej knajpki, zjedlismy taka sobie kolacje i Mike odwiozl nas na
          autobus. Aha, wczesniej zawiozl nas do Kopenhaskiej syrenki ;o)

          Noc z piatku na sobote spedzilismy w autobusie do Oslo. Nie byla to
          najprzyjemniejsza czesc naszej podrozy... na poczatku siedzielismy osobno, a
          kibelek w autobusie byl zepsuty i mozna bylo poczuc doslownie wszystko!
          Ble...Na szczescie jakos dojechalismy o 6 rano do Oslo, gdzie przesiadlismy sie
          do jeszcze innego autobusu, ktory dowiozl nas na lotnisko, gdzie przebralismy
          sie, umylismy i poszlismy sie odprawic. Niestety, nie udalo nam sie. Musielismy
          znalezc sobie hotel i przeczekac do nastepnego dnia.

          Pelni nadziei pojechalismy na lotnisko w niedziele i jakiez bylo nasze
          zdziwienie, kiedy znowu nie dostalismy sie na samolot. Ja sie strasznie
          zdenerwowalam, bo mialam juz wszystkiego dosc, a Erik sie zdolowal, bo nie
          dosyc, ze nam sie nie udalo, to jeszcze ja bylam wsciekla :o( I znowu
          musielsimy zatrzymac sie w hotelu, a nastepnego dnia wrocic na lotnisko.

          Na poczatku bylo zabwnie, bo ludzie pracujacy na lotnisku zaczeli nas
          rozpoznawac i przechodzilismy skrocone odprawy, ale kiedy nie dostalismy sie na
          kolejny samolot dobry humor opuscil nas na dobre. Tym razem to Erik byl
          wsciekly. Zdecydowalismy, ze to byla nasza ostatnia proba, i ze dzwonimy do
          ojca Erika, zeby pomogl nam wydostac sie z Oslo (lot, na ktory probowalismy sie
          dostac byl nie tylko jedynym lotem tych linii do stanow, ale w ogole jedynym
          bezsposrednim lotem do Newarku z tego lotniska).

          Po rozmowie z ojcem, Erikowi odmienil sie humor na bardzo dobry, gdyz
          dowiedzial sie, ze w koncu ma stala prace (wczesniej pracowal...hmm...
          powiedzmy "na akord"). Teraz Erik jest zatrudniony, ma pensje ??? tys. dolarow
          rocznie, ubezpieczenie (pod ktore moze i ja bede podlegac) i inne benefity
          wynikajace z bycia zatrudnionym na stale.

          W koncu ustalilismy nowa trase naszej podrozy. Wrocilismy na glowny dworzec
          autobusowy do Oslo, kupilismy bilety na autobus do Sztokholmu i opuscilismy
          Oslo. Z dworca jeszcze Erik i ja dzwonilismy do naszych znajomych w Szwecji i
          rodziny Erika, bo wiedzac, ze spedzimy w Sztokholmie jeden pelny dzien
          chcielismy go spedzic jak najintensywniej.

          Do Sztokholmu przyjechalismy okolo polnocy i pojechalismy do mieszkania,
          ktorego wspolwlascicielem jest rowniez Erik, a w ktorym obecnie mieszka jego
          ciocia (mama Sebastiana, tego, ktory jest tu, w Stanach i pomaga przy remoncie
          domu), siostra mamy Erika. Pogadalismy z nia do 2 nad ranem i poszlismy spac.
          Obudzilam sie z katarem, bolem glowy i brzucha... ta podroz musiala w koncu
          odbic sie na moim zdrowiu.

          Wstalismy, Erik umowil nas z kilkoma osobami i wyszlismy. Sztokholm jest
          naprawde ladny. Spotkalismy sie z wujkiem Erika na lunch, znaczy sie z bratem
          jego mamy. Po lunchu poszlismy na spacer po starym miescie, do punktu
          widokowego, potem wrocilismy do mieszkania jego cioci, poczekalismy na nia i
          razem poszlismy odwiedzic mame najlepszego przyjaciela Erika - Paula. Bardzo,
          ale to bardzo przyjemna kobieta. Na co dzien zajmuje sie ona szycien sukien
          slubnych i Erik chcialby,zeby to wlasnie ona uszyla moja suknie slubna na slub
          w przyszlym roku. Zobaczymy.

          Po wizycie u Irene (tak sie nazywa mama Paula) wrocilismy do mieszkania Helene
          (mama Sebastiana), spakowalismy sie i pojechalismy na dworzec kolejowy.
          Pojechalismy pociagiem na obrzeza Sztokholmu, gdzie mieszka najlepszy
          przyjaciel Erika Paul. Poznalam jego, jego zona Anneli, jego dzieci i drugiego
          najlepszego przyjaciela Erika - Jukke. Spedzilismy bardzo przyjemny wieczor i
          poszlismy spac dosc pozno.

          Rano, Paul odwiozl nas na lotnisko i tym razem z biletami w rekach wsiedlismy
          do samolotu do Amsterdamu, w Amsterdamie przesiadlismy sie na samolot do
          Bostonu, a w Bostonie na nastepny samolot do Newarku. wszystko poszlo gladko i
          przyjemnie az do moemntu kiedy chcielismy odebrac swoje bagaze w Newarku.
          Okazalo sie, ze zapomnieli wsadzic je do naszego samolotu i wszystkie nasze
          walizy zostaly nam dostarczone wczoraj z samego rana.

          Z lotniska odebrala nas mama Erika, a kiedy przyjechalismy do domu mialam sily
          tylko na to, zeby sie wykapac i isc spac... bylam naprawde wyczerpana.

          Wczoraj w zasadzie sie troche poobijalismy, bo poszlismy do kina, ale reszte
          dnia zalatwialismy jakies tam sprrrawy. Miedzy innymi naprawa moich okularow,
          na ktorych musialam wczoraj usiasc, bo sie powyginaly, ale na szczescie udalo
          sie je doprowadzic do stanu sprzed wypadku i teraz juz jest dobrze.

          Dzisiaj nie ma tak ladnej pogody jak byla wczoraj, wiec moze w koncu uda mi sie
          rozpaczkowac moje walizki i zrobic pranie...

          Hmm... cos o naszych planach....ale to za chwilke, bo musze do kibelka :o)

          No dobrze, juz jestem z powrotem. Wiec tak... Na razie jestesmy utkwieni w tym
          domu, bo Erik musi skonczyc go remontowac (na sczzescie Sebastian zostaje
          miesiac dluzej, wiec we dwojke sie uwina szybciej), a ja pewnie tez bede im
          pomagac. 15. sierpnia Erik musi byc w Denver (stolica stanu Colorado), bo
          przyjezdzaja Japonczycy z kontraktu z Tokio na szkolenie. Ja pojade z nim,
          bynajmniej do pracy... bede szukala mieszkania lub malego domku dla nas...
          czegos nieduzego, ale jednoczesnie wiekszego niz moje mieszkanie w K-wie ;o)

          Potem miejmy nadzieje nie uplynie zbyt wiele czasu zanim Erik skonczy pracowac
          nad domem i bedziemy mogli sie przeprowadzic. Dzieki temu, ze Erik ma teraz
          stala prace i pensje bede mogla zaczac szkole kiedy chce... to znaczy pewnie od
          nowego roku. Do tego czasu moze zapisze sie na jakis kurs perfekcyjnego
          angielskiego czy cos w tym stylu.... jesli mi sie uda to moze gdzies
          popracuje... zobaczymy.

          W zwiazku z tym, ze koles od emigracji pozwolil mi byc w stanach przez pol roku
          nie wisi nade mna grozba wyjazdu zbyt wczesnego, choc ze wzgledu na inne
          czynniki (jak chociazby mozliwosc podrozowania wspolnie czy ubezpieczenie
          zdrowotne , ktore jest niezbedne jesli znowu bede chciala zajsc w ciaze) chcemy
          sie pobrac w miare szybko... nie jest mi znana zadna, ani konkretna ani tez
          przyblizona data tego wydarzenia, ale obiecuje informowac na bierzaco... szkoda
          tylko, ze was tam nie bedzie... caly czas sobie tlumacze, ze to tylko
          formalnosc i nie prawdziwy slub, jednak jakby na to nie patrzec to powinna tam
          byc moja rodzina.

          Zobaczymy jak to wszystko bedzie....
          Mia i Erik"

          No tak, tak wiec to jest ten e-mail. Tak wygladala nasza podroz... czad, nie?
          Bylo ostro, szczegolnie, ze mielismy 8-czesciowy bagaz... dla dwoch oso
          to "troche" niewygodne, hihi...
          No... nie moge sie doczekac nowosci od ciebie! Pisz albo tu, albo na priv'a.
          Pozdrafiam,
          Mia
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka