Dodaj do ulubionych

Jak znosicie rozlake z Wasza druga polowa?

01.07.04, 20:48
Nie jestem o-perka po raz pierwszy, ale po raz pierwszy rozstalam sie na tak
dlugo z moim mezczyzna. Chcialabym wiedziec, jak przez to przechodza inne au
pair? Jak sobie dajecie rade? Czy uda sie utrzymac zwiazek mimo dlugiej
rozlaki? Macie jakies doswiadczenia? To podzielcie sie ze mna, a najlepiej
podniescie mnie na duchu, bo ja jestem z dala od Niego juz prawie miesiac i
dopiero zaczynaja sie rozterki. Do tej pory bylo OK. Chlonelam Londyn, inny
styl zycia, shopping za shoppingiem a tu nagle naszly mnie smutki.

Obserwuj wątek
    • dragonka Re: Jak znosicie rozlake z Wasza druga polowa? 01.07.04, 20:57
      wlasnie sie nad tym zastanawialam od kilku dni ale nie ma drugiej polowki wiec
      czekalam :)))na ktoras z aupair.

      no piszcie dziewczyny. ciekawe jak to znosicie. ja co prawda nie ma POWAZNEJ
      drugiej polowki, no ale w koncu jestem kobieta i to juz.......
      nie ma co ukrywac, ze swoim wiekiem :))) wiec ktos tam sie zawsze zakreci :)).

      A co tam bedzie ???? to ja nie wiem:))).
      • mijaczek Re: Jak znosicie rozlake z Wasza druga polowa? 01.07.04, 21:57
        No proszę... ktoś jednak poruszył ten temat... Ja mogę opowiedzieć dwie
        historie.. obie moje.
        Po pierwsze - na program au-pair wyjechałam między innymi po to, żeby uwolnić
        się z bardzo złego związku... ztrasznie długa i nudna historia, więc wam jej
        oszczędze. Powiem tylko tyle, że ciągnęła się jeszcze przez 7 m-cy mojego
        pobytu w Stanach. Mimo tego, że chciałam się uwolnić od tego faceta to jednak
        nie było łatwo. Tęskniłam może nie konkretnie za nim, ale za kimś w ogóle. Jak
        sobie z tym radziłam? No cóż... dzowniłam do niego codziennie, gadaliśmy
        godzinami (nie pytajcie ile kasy wydałam na karty tel. :o( ) i jakoś płynął
        dzień za dniem... Nie wiem czy było to jakieś ułatwienie, ale ja na początku
        nienawidziłam Amerykańców. Nie mogłam sobie wyobrazić siebie z którymkolwiek z
        nich, więc ani się za żadnym facetem nie oglądałam, ani też nie cierpiałam z
        powodu nadmiaru absztyfikantów :o), których nie było. Dopiero kiedy poznałam
        mojego obecnego narzeczonego udało mi się definitywnie skończyć mój poprzedni
        związek i uwolnić się od tęsknot. Jednak i tu nie było łatwo.
        Poznaliśmy się w maju, przez 3 miesiące było jak w bajce. Widywaliśmy się
        codziennie, przyzwyczaiłam się do tego, że spałam u niego co noc, aż niestety
        we wrześniu moje kochanie musiało wyjechać w sprawach służbowych na miesiąc.
        Strasznie mi smutno było, ale ratował nas internet. Rozmawialiśmy codziennie po
        6 godzin (kochany MSN IM i jego rozmowy głosowe :o) ) i jakoś leciało. Kiedy on
        przyjechał z poworotem, ja już skończyłam program i miałam 3 tygodnie wakacji,
        które oczywiście spędziliśmy razem (pojechaliśmy do Colorado i było po prostu
        super!). Niestety, jak możecie sie domyślić, 3 tygodnie minęły jak 3 dni i
        musiałam wracać do Polski. Myślałam, że umrę z tęsknoty. To było pod koniec
        października zeszłego roku.
        Potem moje kochanie przyjechało do mnie w połowie grudnia i był ze mną przez 3
        tygodnie. Wyjechał na początku stycznia i wrócił w połowie lutego, znowu na 3
        tygodnie... Jego następna wizyta była w kwietniu i tym razem był miesiąc.
        Wyjechał 9 maja i od tamtej pory go nie widziałam i nie zobaczę przez
        przynajmniej następne 2-3 tygodnie.
        Powiem wam, że to, co nam pomaga to telefony, smsy i internet oczywiście. Jakiś
        miesiąc temu odkryliśmy komunikator Yahoo i bawimy się nim (jest po prostu
        super!)
        Muszę przyznać, że poprzednie rozłąki były o wiele łatwiejsze do przejścia, bo
        po pierwsze nie trwały tak długo, a po drugie wiedzieliśmy dokładnie, kiedy mój
        narzeczony znowu do mnie przyjedzie, a teraz? teraz nie widze go już od 8
        tygodni i nie wiem kiedy znowu przyjedzie :o(
        Dzisiaj akurat mam jeden z gorszych dni jeśli chodzi o tęsknotę... strasznie mi
        źle i straszliwie smutno... no i oczywiście wszystko się skupia na nim :o(
        Powiem szczerze, że ja już nie daję rady... nie jestem taka cierpliwa, jakbym
        chciała być... szlag mnie trafia, że on jest tak daleko i nie możemy być razem..
        Wiem, że to już nasza ostatnia rozłąka, ale to wcale nie pomaga, nie pomaga
        również fakt, że z każdym dniem jesteśmy bliżej siebie, bo jednocześnie ta
        rozłąka się powiększa... bubu... strasznie wyć mi się chcę, ale moja mama
        przyjechała do mnie w odwiedziny i wyć nie mogę...
        Oh... nie jest łatwo być zdala od ukochanego i ja o tym wiem najlepiej...
        Życzę wam pofodzenia w czekaniu moje drogie... cierpliwości i jescze raz
        cierpliwości. No i jeszcze zaufania dużo też :o)
        Mijaczek smutniaczek :o(
        • magdalenapilat Re: Jak znosicie rozlake z Wasza druga polowa? 01.07.04, 22:06
          Pocieszajace, ze nie jestem sama z taka teskonta. U mnie jednak jest jeszcze
          jeden problem. Moj 'facecik' wlasnie szykuje sie do wyjazdu do pracy w
          Belfascie i z lekka za bardzo przejal sie rola. Co oznacza, ze jest (mam
          nadzieje chwilowo) srednio zainteresowany tym co sie dzieje u mnie. Z pieciu
          smsow dziennnie zrobily sie dwa i dlatego jest mi baaardzo przykro. Stad
          wlasnie te wszystkie rozterki, czy zwiazek ma szanse przetrwac, gdy nagle kazde
          z nas prowadzi zupelnie oddzielne zycie, podczas gdy do niedawna mieszkalismy
          razem i widzielismy sie 24h.

          Przepraszam Was drogie au pairki, ze musicie tu wyczytywac moje zale, ale brak
          spowiednikow w Londynie zaczyna mi doskwierac!!!
          • mijaczek Re: Jak znosicie rozlake z Wasza druga polowa? 01.07.04, 22:12
            Nie tłumacz się, ja cię rozumiem doskonale. Wiesz, nikt niegdy nie przepowie
            ci, czy związek przetrwa czy nie. To wy oboje w nim jesteście i to wy na
            siebie "pracujecie." Ja nigdy nie zapomne jak moja przyjaciółka powiedziała mi
            przed moim przyjazdem do Stanów - po 7 miesiącach twój związek się rozwali i
            poznasz kogoś. Jak już napisałam wcześniej właśnie tak się stało... no
            cóż... :o) zdarza się...
            Mia
              • mijaczek Re: Jak znosicie rozlake z Wasza druga polowa? 01.07.04, 22:19
                Hehe... tak wiem coś o tym, bo chociaż ja się zakupami nie leczyłam, to jednak
                dużo mi przyjdzie zapłacić za kontakty z ukochanym... łączę się z netem przez
                dial up i właśnie przyszedł rachunek za telefon za maj... nawet nie będę pisać,
                bo sama się boję tego jak to wygląda... a strach jest tym większy, że to jest
                dopiero rachunek za maj, a ja wiem ile czasu spędziłam w necie w czerwcu...
                naprawdę się boję... może ktoś zna dobrze platną pracę na miesiąc? :o)
                Mia
                ps. Magda - wydaję mi się, że potrzebujesz się czymś zająć... masz jakieś
                towarzystwo tam?
                • magdalenapilat Re: Jak znosicie rozlake z Wasza druga polowa? 01.07.04, 22:24
                  Wlasnie towarzystwa brak...Poznalam kilka o-perek przez Internet, mieszkaja w
                  poblizu, ale zawsze gdy one maja wolne to ja mam baby sitting i odwrotnie.
                  Dlatego tyle czasu spedzam przed komputerem, to moj najlepszy przyjaciel w
                  Londynie :)

                  Wysokie rachunki mialam w Polsce, laczylam sie przez modem a ciagle cos trzeba
                  bylo sprawdzic w Internecie...Nie mozesz wykupic pakietu? Byloby taniej
                  troszke :)
        • moore_ash Re: Jak znosicie rozlake z Wasza druga polowa? 02.07.04, 15:51

          > Po pierwsze - na program au-pair wyjechałam między innymi po to, żeby uwolnić
          > się z bardzo złego związku... ztrasznie długa i nudna historia, więc wam jej
          > oszczędze. Powiem tylko tyle, że ciągnęła się jeszcze przez 7 m-cy mojego
          > pobytu w Stanach. Mimo tego, że chciałam się uwolnić od tego faceta to jednak
          > nie było łatwo. Tęskniłam może nie konkretnie za nim, ale za kimś w ogóle.
          Jak
          > sobie z tym radziłam? No cóż... dzowniłam do niego codziennie, gadaliśmy
          > godzinami


          Mia, wybacz zuchwalosc, ale jak to jest...
          chcialas sie od niego uwolnic (nie wnikam dlaczego, choc nie powiem, zeby mnei
          to nie interesowalo) a dzwonilas do niego codziennie i to trwalo jeszcze 7
          miesiecy?... nie mialas odwagi powiedziec: koniec? nie bylas pewna, ze chcesz
          skonczyc?
          pytam bo jestem na etapie rozwazania takich wlasnie sytuacji... z prywatnego
          punktu widzenia ofkors....

          i pozniej pojawil sie inny, wiec udalo Ci sie skonczyc historie wczesniejsza,
          tak? czy ten drugi nie byl piwem na kaca? czy nie byl ucieczka od samotnosci?
          zeby tylko nie byc samej i nie byc z landydatek nr1?

          nie odbierz mnie zle, prosze, nie atakuje Cie. jesli nie masz ochoty rozmawiac
          na ten temat- zrozumiem. mi tez jest ciezko mowic o tych sprawach.




          > Dzisiaj akurat mam jeden z gorszych dni jeśli chodzi o tęsknotę... strasznie
          mi źle i straszliwie smutno... no i oczywiście wszystko się skupia na nim :o(

          wszystko Ci sie z nim kojarzy, kazda piosenka w radio przypomina Ci jakas
          sytuacje z nim zwiazana, na obiad odruvchowo robisz to co ON lubi, ubierasz sie
          tak jak JEMU sie podoba, gadasz sama do siebie... tak?
          skad my to znamy...
          "o, bogini samotnosci, dlaczegoz tak czesto krazysz wokol nas"...

          > Powiem szczerze, że ja już nie daję rady... nie jestem taka cierpliwa, jakbym
          > chciała być... szlag mnie trafia, że on jest tak daleko i nie możemy być
          razem.


          trzymaj sie!
          dacie rade.


          pozdr.
          tb wykolejony...
          • mijaczek O mnie... 05.07.04, 02:25
            Wiesz Moore...świat zdaje sie byc biało czarno tylko jak oglądasz rzeczy z
            boku... Ja jestem dziwną istotą.. sama siebie nie znam... nie wiem czy to wynik
            mojego oportunizmu czy zagmatwanej osobowości...

            U mnie to było tak - nie zostałam nauczona pokazywać swoich uczuć przed
            rodziną. potrafię to robić przed obcymi - nigdy przed moja najbliższą rodziną.
            poznałam kogoś, byłam nim zafascynowana na początku. Taki inny, starszy ode
            mnie, imponujące... przekonywałam moją rodzinę, że to się uda, że mogę
            wyprowadzić się z nim na drugi koniec Polski i on się mną zajmie, że wszystko
            będzie dobrze. pozwolili. wyjechałam. Juz po kilkunastu tygodniach wiedziałam,
            że nie tylko nie będzie dobrze, nie tylko sie mną nie zajmie, ale będzie źle i
            to ja się będę musiała nim zajmować. On jest strasznym człowiekiem. Takim
            nijakim, bez wyrazu, za to z nałogiem. I ja głupia myślałam, że mogę mu
            pomóc... próbowałam. Jak mama dzwoniła to ja jej opowiadałam jak jest cudownie,
            jak jest dobrze... Przyjeżdzałam do domu raz na pół roku, udawałam, że jest
            git, ale oni widzieli ten mój cień Mijaczka, który bardzo cierpiał, a nie mógł
            przecież powiedzieć, że jest źle, bo by się musiał Mijaczek przyznać do
            porażki... bo miało być tak pięknie...a nie było.
            wtedy uratowało mnie au-pair... nie miałam odwagi od niego odejść, ale miałam
            odwagę wyjechać... był płacz, obietnice, że wytrzymamy, że wrócę do niego, że
            coś tam, czego nawet nie pamiętam... Od dnia, w którym wyjechałam obiecywałam
            sobie, że już nie zadzwonię, że nie będzie mnie interesował jego los, że może
            się zapić na śmierć, ale ja nie potrafię tak..mientka jestem... zrywałam z nim
            w grudniu, w styczniu, w lutym, w marcu, w kwietniu, udało się w maju... w
            końcu. to był mój sukces. Wiesz, nawet jeśli ten drugi był moim pocieszeniem to
            okazał się również "lekiem na całe zło"...
            Pozdrafiam,
            Mia
            ps. po tych latach piekła potrafię teraz docenić to, co mam! Naprawdę.
            Mijaczek
    • moore_ash Re: Jak znosicie rozlake z Wasza druga polowa? 02.07.04, 15:42
      watek kierowany do dziewczat, wiec nie wiem czy moge sie wpisywac... a co tam,
      najwyzej sie wytnie:P

      u mnie to bylo jakby na odwrot...
      ale od poczatku.
      kilka lat temu bylem na wakacjach w NYC. zostawiajac moja owczesna sympatie w
      PL. nie pamietam czy bbylo az tak strasznie ciezko, ale przetrwalismy. ja
      mialem bardzo duzo innych rzeczy na glowie wtedy, poza tym NY mnie pochlonal,
      zakochalem sie. nie mielismy internetu, dzwonilem do niej raz w tygodniu,
      czasem zadziej , czasem czesciej. wrocilem i bylo ok.
      ale emigracja, choc krotkoterminowa zmienila moje podejscie do niektorych
      rzeczy. no chyba rok pozniej sie rozstalismy.
      jak to w zyciu bywa pojawila sie inna:) tylko, ze problem tkwil w tym, ze ona w
      NL a ja w PL. po roku kotkaktow inetrnetowo-telefonicznych oraz spotkan raz na
      trzy, cztery miesiace ja przyjechalem tutaj. i dlatego wlasnie na odwrot:) dla
      mnie wyjazd au-pair nie byl rozlaka z Naj jeno polaczeniem:) ofkors nie bylo
      idealnie, ale zawsze to blizej i cieplej.
      ciezki rok, duzo stresow... teraz jeszcze ciezszy i wyglada na to, ze nas
      niektore rzeczy poprzerastaly... no nic, nie o tym mialo byc.

      potesknic czasem tez jest dobrze. taka rozlaka wiele uczy, wiele wnosi do
      zwiazku. jesli wytrwacie (pisze do ogolo, nie konkretnie do ktorejs z Was:P) to
      bedzie to dowod, ze cos z tego moze byc (aczkolwiek nie powod do osiadniecia
      (?) na laurach). jesli pojawia sie problemy- moze warto sie zastanowic. wiem,
      brutalnie to brzmi, ale PODOBNO co nas nie zabije to nas wzmocni...

      pozdr.
      tb...
      • magdalenapilat Re: Jak znosicie rozlake z Wasza druga polowa? 05.07.04, 15:49
        Dzieki moore_ash za madre slowa. W ogole to hello everybody. Wrocilam z
        weekendu nad morzem i troszke jakby mi lzej, spotkalam sie z polska o-perka,
        pogadalysmy, posmialysmy sie i tesknota oslabla z lekka. Moj kochany jutro leci
        do Belfastu, do pracy, bedziemy wiec w tym samym kraju choc na dwoch roznych
        wyspach. Moze to przetrwa, moze nie przetrwa, postanowilam zamienic sie w
        stoika i przyjmowac to, co zycie przynosi. Co najwazniejsze, rodzinka obiecuje
        pomoc z praca od pazdziernika, moze nawet uda sie w agencji nieruchomosci, a to
        jest najlepsza wiadomosc, jaka moglam dostac!!!!!
    • dradam1 sny pod "dream catcher" 06.07.04, 01:55
      O wiele lepiej sie sni, jak sie mad glowa autentyczny indianski "dream
      catcher". Jak on dziala - to juz tylko dla wtajemniczonych.

      W kazdym razie zapewnia on , ze sni sie wylacznie o tym wymarzonym i wybranym :

      dradam.polscy-lekarze.net/zdjecia/dream.jpg
      Pozdrawiam

      dradam1
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka