jollyvonne
05.01.05, 12:28
Witam wszystkie au-pair!
Z racji wieku jestem juz tylko byla au-pair, ale moze kiedys przyjdzie mi
stanac "po drugiej stronie barykady" i zostac hostem :) Poczytalam was sobie
tutaj troche i zdecydowalam ze napisze jak to bylo byc au-pair za czasow gdy
dinozaury po ziemi chodzily, hehe.
Bylam au-pair w Szwajcarii, Bernie, zaczelam ok 12 lat temu. Troche nietypowo
bylo bo dzieci (jedno rok starsze a jedno rok mlodsze ode mnie) bardziej
opiekowaly sie mna niz ja nimi :) Dzieci i pan domu pomagaly tez wydatnie
przy sprzataniu (moim obowiazkiem bylo sprawiedliwie rozdzielic prace
pomiedzy "dzieci" a ja w tym czasie jechalam na zakupy z panem domu).
Wstawalam ok 8.rano zeby im wszystkim dotrzymac towarzystwa przy sniadaniu (i
wyjac produkty spozywcze z lodowki), co bylo moja najwieksza zmora bo wstawac
rano nie lubie. Potem robilam obiad (jedli o 1. w poludnie) i zmywalam
naczynia po obiedzie (w weekendy tylko jesli wygralam tzw. bitwe o gary, ja
uwielbiam zmywac naczynia a oni mysleli ze mi robia dobrze jak mnie
wyreczaja, nikt w moje zapewnienia nie wierzyl). Kolacja o 18-19, cala
rodzina przy stole, obecnosc obowiazkowa. Raz w tygodniu robilismy pranie,
pralka szla caly dzien - ktos wkladal do pralki, inny ktos wyjmowal, wieszal
i wkladal nastepny wsad. Po zakonczonym praniu klelismy wspolnie biale
jednorazowe chusteczki higieniczne, ktore zawsze(!) trafialy do prania
czarnego. Jak juz pranie wyschlo to ja prasowalam, tez lubie. Zeby nie bylo
nieporozumien - moja wlasciwa praca polegala na dotrzymywaniu towarzystwa
pani domu - 40-latce chorej na raka, oraz kierowaniu domem w jej zastepstwie.
Rola au-pair w mojej host-rodzinie byla traktowana jako bycie "starsza
siostra/bratem", z obowiazkami jakie naklada sie na najstarsze w rodzinie
dziecko i z kieszonkowym jakie sie temuz dziecku wyplaca. W moim przypadku
bylo to 300CHF (na dzien dzisiejszy to ok 190 euro, czyli niezle te 12 lat
temu). Oplacono mi podroz (sama wybieralam srodek lokomocji pomiedzy
samolotem, pociagiem i autobusem) w obie strony, wyslano na swieta do Polski
(znowu oplacono podroz), kurs i sieciowke na cala komunikacje miejska,
jedzenie i przybory toaletowe na koszt gospodarzy. Placilam sama tylko za
podrecznik/zeszyt i jak sie wybieralam na miasto albo na imprezy, wozona na i
z imprez autem przez dzieci gospodazy (bo komunikacja nocna mi mogla ponoc
zaszkodzic). Zawsze wiedzialam ze dobrze trafilam, ale jak was teraz czytam
to mi sie wlos na glowie jezy, ze moze byc az tak zle.
Jak juz napisalam na poczatku byc moze i ja zostane hostem. Mam nadzieje ze
wtedy bede takim samym dobrym hostem, jakich ja mialam w swoim czasie.
Zastanawia mnie tylko jedno: co dla was, dzisiejszych au-pair, jest
nawazniejsze: pieniadze jakie zarobicie, nauka jezyka, pobyt w kraju do
ktorego byc moze nie mialybyscie szansy wyjechac na (dluzsze) wakacje w inny
sposob? A moze cos innego?
P.S. 205 euro oferowane tutaj przez jedna pania z niemiec zostalo okreslone
jako spam, jesli moj post tez ma byc tak potraktowany to lepiej mnie
wykasujcie na dzien dobry :) Bo chociaz 205 euro to raczej niewiele to moze
nalezaloby spytac najpierw za co konkretnie, i co jeszcze sie dostanie: dla
hosta koszt au-pair to nie tylko kieszonkowe, to rowniez ubezpieczenie,
dojazd, kurs (nie wszedzie bezplatny) i koszty utrzymania (a te moga byc
niemale). No chyba ze juz nic nie jest takie jak bylo w czasach kiedy
dinozaury chodzily po ziemi a ja bylam au-pair :)